Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

piątek, 6 stycznia 2017

The Twelve Days of Christmas.


Tak sobie obiecywałam, że coś muszę napisać na zakończenie sezonu świątecznego. Małe podsumowanie i wspominki.
 Epifania czyli Święto Trzech Króli coraz bardziej mi się podoba. Jest dniem wolnym w naszym kraju dopiero od 6 lat i święto doskonale się rozwinęło w formie wspólnego kolędowania, jasełek i kreatywności  w sartorialnym orszaku królewskim.
Sandomierz. Korowód zza Wisły się pojawia.

Dwa Orszaki nadchodzą od Sw Pawła.

Nowe słowo- sartorialny użyłam celowo i  jeszcze dodam od siebie / i mojego profesora Higginsa/ , że słowo to ma wydźwięk zdecydowanie pozytywny i bywa kojarzone z modą, stylem, elegancją, szykiem, nieskazitelnością i dopracowaniem ubioru, a także z pewną dozą nonszalancji i ekscentryczności. Przymiotnik sartorial został w prosty sposób przeniesiony do języka polskiego z angielskiego przez łacinę i w ten sposób powstało słowo: sartorialny, które łączy w sobie znaczenia słów wymienionych powyżej (elegancki, szykowny, modny, staranny w ubiorze, nonszalancki, ekstrawagancki). Możemy mówić o sartorialnym wydarzeniu (pokaz mody), sartorialnych rozterkach (co na siebie włożyć?), sartorialnym rozwoju (tworzenie i rozwój własnego stylu), sartorialnym filmie -Wielkie piękno itp. Przymiotnik sartorialny jest u nas w użyciu od co najmniej kilku lat.
Używanie umysłu czyli myślenie to moje marzenia o planach dla moich słodziutkich wnuczek. Niech będą: cultivated, cultured; middlebrow; erudite, learned, literate, polyhistoric, polymath - polymathic), scholarly, well-read; academic- academical), bookish, professorial; didactic, high-toned, hyperintellectual, pedantic; high-hat, snobbish, snobby, educated, schooled; brainy, bright, brilliant, clever, intelligent, quick-witted, smart. I bardzo cerebral.
Mnie się podobają te słowa i tego życzę moim małym gwiazdeczkom. Szczęścia również i zdrowia po najdłużej żyjących dziadkach i pradziadkach oraz wszelkiego dobrodziejstwa w dziedzictwie od pozostałych  naszych  ukontentowanych rodzinnych przodków.
A co po babci Ali  odziedziczę? Prezenty wszystkie zabiorę.

Córki urosły i już wnuczki rosną.

Wymieniają się prezentami.


A co to za urocze księżniczki? U dziadków Ewci.
 
Oglądają się wzajemnie. Są boskie.
Jaki czarujący jest ten angielski wierszyk The Twelve Days of Xmas i te prezenty z każdego dnia są takie symboliczne.

Twelve days of Christmas" was adapted from similar New Years'  French carols, of which at least three are known, all featuring a partridge, perdriz or perdriole, as the first gift. The pear tree appears in only the English version, but this could also indicate a French origin. I suspect that 'pear-tree' is really perdrix (Old French pertriz) carried into England"; and "juniper tree" in some English versions may have been "joli perdrix," [pretty partridge]. Sharp also suggests the adjective "French" in "three French hens", probably simply means "foreign.
 In the northern counties of England, the song was often called the "Ten Days of Christmas", as there were only ten gifts. It was also known in Somerset, and elsewhere in England. The kinds of gifts vary in a number of the versions, some of them becoming alliterative tongue-twisters. "The Twelve Days of Christmas" was also widely popular in the United States and Canada.
Protestancka Anglia, a może jednak Francja wymyśliła taką ładną rymowankę. Natomiast nasze kolędy są absolutnie niezwykłe, a dzisiaj nawet dostałam w Katedrze śpiewnik towarzyszący Orszakowi Trzech Króli. A w nim najpiękniejsze polskie kolędy: Bóg się rodzi, Mędrcy świata, monarchowie, Bracia, patrzcie jeno, Gdy się Chrystus rodzi, Pójdźmy wszyscy do stajenki i wiele innych.
Nie jestem specjalnie religijna, ale powtórzę za moją ulubioną Maryjką/ Dabrowską/,że wychowana w kraju katolickim, nie przechodzę obojętnie wobec pięknych obyczajów naszych przodków. A dzisiejsza wizyta w Sandomierzu i udział w Orszaku Trzech Króli, pomimo okrutnego mrozu, była też pretekstem do spożycia obiadu w kultowej Kasztelance w towarzystwie mojej miłej koleżanki, odwiedzin rodziny i odnowienia wspomnień z Sandomierza ku pamięci Bąków, Lipców, Pałachów i Nowaków. Kasztelanka, po okresie zastoju, ma się całkiem dobrze chciałoby się znowu zobaczyć Spotkanie w Bajce, liryczny film z 1962 roku z akcją umiejscowioną w Sandomierzu i tytułowej Bajce- Kasztelance.
Takie piękne słońce świeciło.

Z Bramą Opatowską.

Ludzie zbierają koło Szopki koło Ratusza i czekają na nadejście Orszaków z trzech stron świata. Biskup/widać kawałek Purpury/ też już czeka.
A mój szanowny braciszek już niedługo będzie miał premierę swojej książki. Jestem przekonana, że odniesie sukces.
Ze strony Wydawnictwa Prószyński i S-ka:

Kategoria: Literatura faktu, historia
ISBN: 978-83-8097-040-3
Data wydania: 24.01.2017
Format: 130mm x 201mm
Liczba stron: 256
Cena detaliczna: 36,00 zł
Oprawa: twarda

Reporterska opowieść o tajemnicy żydowskiego miasteczka.

Miejscowość jakich w Polsce wiele. Mord na żydowskich sąsiadach. Tajemnica, której po dziś dzień nie może poznać nikt obcy. Co dzieje się z ludźmi, którzy zamykają się przed światem zewnętrznym?

To nie jest kolejna książka o pogromach.  To nie jest próba szukania winnego. To opowieść o mechanizmach pamięci małego miasteczka, której udziałem staje się eksterminacja Żydów.

Klimontów, niewielka miejscowości w okolicach Sandomierza, w czasie okupacji jest świadkiem wielu okrutnych scen. Ale na tym nie koniec, zaraz po wojnie dochodzi do zdarzeń, które zostawiają piętno na Polakach. Po wielu latach, kiedy wszystkim wydaje się, że prawdę zatarł czas – wracamy do miasteczka. Odwiedzamy mieszkańców, którzy zajęli domy swych dawnych sąsiadów, i chcemy wysłuchać prawdy o tamtych zdarzeniach. Tylko czy da się przerwać to milczenie?


Męczyło go sumienie. Zgłosił się do prokuratury.
– Zabiłem człowieka! Kolegę z ławy szkolnej! Jestem mordercą!
– Sprawa uległa przedawnieniu. Minęło już dwadzieścia lat. Wystarczy pismo, że dla zysku, z chęci korzyści materialnych.
– Zabiłem z pobudek politycznych. Byłem przekonany, że to Żydzi zamordowali mi dwóch braci.
– Trzeba napisać trochę inaczej.
– Nie, nie mogę.

Fragment książki

Andrzej Nowak-Arczewski – reporter, laureat Ogólnopolskiego Konkursu na Reportaż im. Zbigniewa Nosala. Autor książek reporterskich, m.in. „Orłowińskiej ballady”, „My z pałacu”.
Z młodszym Nowakiem...

....i starszym. Wujek-dziadek całkiem nieźle się trzyma.
 Takie to były magiczne piękne 12 dni Godów, a nawet 14 w naszej tradycji. Spotkania rodzinne i z przyjaciółmi, niezapomniany Sylwester i niekończące się życzliwe rozmowy, pełne serdeczności i tkliwości.
A ja jeszcze nie spię.





wtorek, 15 listopada 2016

Zocha, Janka, Margareth i moi Anglicy.


Pewne chwile w życiu są takie oczywiste, ale z trudem akceptujemy ich nieuchronność. Tak z perspektywy swojego wieku  przypominam sobie  moje dwie, już nieżyjące wychowawczynie z liceum, które znacząco wpłynęły na moje życie./Cytaty angielskie dla reklamy naszej szkółki językowej, można pominąć:) Głównej myśli posta to nie zakłóci/
Pani Janka Bińczak była niewątpliwie piękną kobietą, zawsze nienagannie ubrana w eleganckie wąskie spódnice i obcisłe sweterki, podkreślające jej szczupłą i  bardzo zgrabną sylwetkę.   Ciemne włosy średniej długości  miała lekko ułożone, takie w stylu lat 30. W jej strojach dominowały  kolory zieleni i brązu, takie kolory ziemi powiedzielibyśmy teraz, ekologiczne. Może to miało podświadomy związek z jej zawodem? W moim  liceum  była wieloletnią nauczycielką biologii. Uczyła mnie przez trzy lata i była też od III klasy moją wychowawczynią . To ona doprowadziła nas do matury.
W szkole byłam typem wzorowego ucznia, uczyłam się chętnie i ambitnie, ponadto tzw. praca społeczna  na rzecz  innych też była  moją pasją. Jako gospodyni klasowa miałam okazję wykazać się organizacją ciekawych imprez, a do tego była potrzebna  odpowiednia współpraca z wychowawczynią. Janka zawsze akceptowała moje pomysły i wspierała mnie  w ich realizacji. Nieraz odwiedzałam ją w domu i byłam pod dużym urokiem jej gustownie urządzonego salonu.
Na lekcjach biologii bałam się profesorki, była bardzo wymagająca, taka ostra i bardzo zdyscyplinowana.  Taka w stylu Margareth Thatcher, która wtedy dochodziła do władzy.
 Moi angielscy znajomi tak wspominają Żelazną Damę:
          I am afraid that I do not share any enthusiasm for Margaret Thatcher, nor can I see any redeemable characteristics in this vile creature whatsoever. I do not consider her "brave" in confronting the NUM and other trade unions, she was simply a sociopath and a philistine to boot. I am an ardent believer in the absolute necessity of strong trade unions; I have the empirical examples of both the UK and the U.S. to demonstrate just why they are utterly essential.
Na lekcjach angielskiego dużo ostatnio rozmawialiśmy o Żelaznej Damie, a ja skorzystałam z opinii moich angielskich znajomych. Zawsze imponowały mi mocne kobiety. A moje nauczycielki, o których chciałam wspomnieć, należały do wyjątkowych osobowości.
England had a very polarized perspective on Thatcher. You either loathed or idolized her; there was no middle ground. Of course this was predicated upon and across class and geographic faultlines. The relatively impoverished, industrial North (plus South Wales) bore the brunt of her ideologically fuelled destruction, while London and the genteel Southern counties worshiped her as she freed people from the social contract and endorsed the "greed is good" mantra. Her exact contemporary in the US, Ronald Reagan, carried out an identical programme throughout the 1980s and beyond. As a consequence, the social fabric of England has been ripped to shreds, quite possibly irredeemably. I personally can never forgive her for this willful, selfish crime that destroyed millions of people's livelihoods and futures and from which this country may never recover.
 Moja Pani od angielskiego, niezapomniana Zocha, też przypominała siłę lokomotywy utożsamianej ze wspomnianą pani premier. Kiedy z Anglikami  nadal o tym rozmawiałam, wyrażając swoje admiracje wobec M. Thatcher, oni odpowiadali:
                Apologies for my anti-Thatcher tirade. It is an extremely sensitive subject for us, probably given our age and social background. People of our generation grew up with a wonderful health service (NHS), free at the point of use to all, regardless of income or means. So many aspects of the post WW2 consensus, social democratic welfare state such as libraries, decent education, museums, dental care, pensions, bus and rail links were taken for granted without due recognition that these wonderful gains were only achievable at the cost of millions of deaths. Post Thatcher, so much of these social programmes (to me the hallmark of a civilized society) have been deliberately and systematically dismantled post Thatcher and her TINA sophistry. As such, we are now facing social regression back to pre-war times of gross inequality and mass disenfranchisement. As usual, the mainstream media play their key role of engineering and cultivating social compliance. I personally find such dynamics to be both monumentally depressing and profoundly upsetting.

Janka od biologii, czasami nazywana "Kaczką"  zatrważała i rządziła. Pytała nas po kolei, według swoich zasad, których nigdy nie odkryliśmy. Biologia, chociaż fascynujący przedmiot, nie należała do moich ulubionych. Ale genetyka była pasjonująca.
Ponad wszystko   pamiętam Jankę jako wychowawczynię  i nasze wspólne  rozmowy przed klasowymi imprezami. Najbardziej udaną była dyskoteka andrzejkowa z chłopakami z technikum. Zaprosiliśmy wtedy klasę V eu, my byłyśmy w klasie III. Wyjątkowo przystojni chłopcy zawrócili w głowie niejednej z nas. Tańczyliśmy przy dźwiękach piosenek Abby. Janka  obserwowała nas z bardzo dyskretnej odległości. Impreza była w świetlicy szkolnej i patronował jej ten sam napis „ Non scholae sed vitae discimus..”.
Naszą niezapomnianą przygodą była  3-dniowa wycieczka do Zakopanego. Pani była tam jakby  naszą starszą koleżanką. Nie pamiętam, żeby nas kontrolowała w pokojach i tzw. wolnym czasie. Tamtego maja . jedna z naszych koleżanek popełniła samobójstwo. Całą klasą żegnaliśmy ją parę dni przed tą wycieczką, chociaż wtedy chodziła już do innej szkoły. Janka prosiła nas, aby szczególną opieką otoczyć Elę W., która wówczas była w wielkiej przyjaźni ze zmarłą koleżanką
Na wspomnianej szkolnej wycieczce. Pani Janka miedzy uczennicami. Śnieg w maju nad Morskim Okiem. I ja po prawej w sweterku z owczej wełny. A jaki był drogi wtedy!
.
Jankę ostatni raz widziałam w dniu Jej 80-tych Urodzin. Wyglądała świetnie, z dyskretnym makijażem nadal czarowała swoim intelektem i nienagannymi manierami. Wiedziała, co u mnie słychać i tym mnie urzekła.  Szkoda mi tylko upływających lat i tego filozoficznego uspokojenia.  Sama zagrożona nieuchronnym przemijaniem, ubolewam, że śmierci zaprzeczyć się nie da. Tak mi się zdaje, że przystojna Janka/ nie wyszła za mąż/ do końca okazywała dużo namiętności do życia, była taka aktywna i ciekawa naszych doświadczeń, ale  świadoma odchodzenia i gaśnięcia.
Zocha” natomiast  była moją wychowawczynią w I i II klasie liceum i nie zawaham się powiedzieć, że w bardzo dużym stopniu  wpłynęła na kształt mojego życia. Przez wiele lat była nauczycielką języka angielskiego,  jedyną  w latach 70-tych w naszym hutniczym mieście.
Z byłymi nauczycielami i uczniami spotykam się co 5 lat na zjazdach szkolnych. Piszę tu.
Dawni i obecni nauczyciele II LO. 2014 rok.


Z kolezankami z IIc. Zabrały nam Zochę jako wychowawczynie, bo stworzono klasę z rozszerzonym angielskim. Ewenement w tamtych czasach.
Języki obce fascynowały mnie od dziecka. Wszystkie języki. Jako dziecko pojechałam do NRD-do Cottbus i Budziszyna. Tam zetknęłam się z językiem dolno-łużyckim. Kiedy ostatnio opowiedziałam o tym mojemu szkolnemu Profesorowi "Higginsowi", był zadziwiony i stwierdził, że
 I had no idea that ancient Lusitania was centered in modern day Poland and that is was ultimately overrun by the Pomeranians. Lusitania was the Roman name for Portugal, hence de Camoes' "Os Lusiadas" and my own initial confusion. As mentioned before, British people's understanding of European history is wretchedly woeful, myself included. It is also very confusing given that many regions share the same names; i.e. Galicia in NW Spain and Poland. There are may historical countries and territories that have since been absorbed into modern nation states and are now just footnotes in history. Bessarabia, Circassia, Wallachia, Transylvania, Rumelia, Carinthia, Podolia, etc. British people know next to nothing about the history of France, Germany or Italy let alone countries further afield. Come to think about it they know precious little about British history either. As George Santanyana presciently noted "Those who forget history are condemned to repeat it". Such is the innate curse of humankind
Języki obce bardzo mnie zawsze pasjonowały. Umiejętność posługiwania się nimi wydawała mi się zawsze czymś niezwykłym, darem prawie cudownym. Tłumaczenie wprost, natychmiastowe znajdowanie odpowiedniego słowa i wyrażenia było i nadal jest dla mnie dowodem najwyższej sprawności umysłowej. A jeszcze przerzucanie się  z jednego języka na drugi bez żadnej widocznej trudności to intelektualne prestidigitatorstwo! I opanowanie tej sztuczki  rozbudziła we mnie kiedyś moja ubóstwiana profesorka!
W tamtych czasach,  Zocha na tle naszego biednego miasta, rodem z proletaryzowanego PRL-u , była uderzającą osobowością  oraz indywidualnością wykraczającą poza socrealistyczne schematy i nie pasującą do żadnego wzorca.Prezentowała elegancję i szyk  jak  w amerykańskich filmach. Miała dyktatorski, nie bardzo znoszący sprzeciw sposób bycia, jednocześnie finezję dowcipu nie tkniętą siermiężnością tamtych czasów.Fascynowała inteligencją, urodą i niesamowitą błyskotliwością.  Była dla mnie, dla rozmarzonej nastolatki, sawantki in spe oknem na świat,  krystaliczną wodą na pustyni / sans exageration/, bo głęboko wierzyłam, że  językowa pasja zmieni moje życie, będę podróżować, poznawać ludzi z całego świata i prowadzić la vie mondaine.
Z Dominiką na The Mall- alei prowadzacej do Buckingham Palace w przeddzień urodzin Królowej.

La vie mondaine chez Madame Tussaud`s.
 A następnego dnia takie tłumy. Pomp and pageantry. Love it. Londyn obecnie się spauperyzował, jak my za komuny, hehe,prawie.  Ale nadal to najbardziej kosmpolityczne miasto w Europie.

I pojechała Her Majesty w lilowym kostiumiku.

I tak też się stało, zwiedziłam tyle wspaniałych zakątków na świecie i poznałam niezwykłych ludzi, a ostatnio zwierzyłam się ze swoich planów i oto , co usłyszałam;
Interesting that you would like to travel on the Trans Siberian Express. I think that it would be an amazing experience, particularly Lake Baikal for me. Buenos Aires would also be great, as I really like tango music and much of the literary and cinematic culture.  Patagonia would be very interesting given the remote location, dramatic scenery and strange wildlife.
Znajomość angielskiego była czarodziejską różdżką pożyczoną od mojej ulubionej profesorki.  I am sorry with regards to my evident deficiency in coherently articulating my thoughts about my childhood and my heuristic adventures in epistemology. I love the English language as it boasts the widest vocabulary  at over 2 million words (the average Brit sadly only uses up to 100,000 of these however). I try and learn new words every day through my constant reading and recent great examples include apricity (the warmth of the winter sun) and jentacular (an early breakfast). The purpose of my musings and related digressions was to provide some contextual background as to my thoughts on different subjects. 

Oryginalność i niepowtarzalność zachowań pani Świątkiewiczowej, jej powiedzonka stały się legendą. Przez całą swoją karierę pedagogiczną zachowała styl wielkiej damy,  była wspaniała, wyniosła, bo pewna swoich umiejętności, jakby przełożona na pensji dla dobrze urodzonych panienek.
Wycieczka do Warszawy w połowie lat 70. Zocha wesoło się uśmiecha. Z tych dziewczątek wyrosły prawie same nauczycielki. Obok Zochy po lewej profesorka od historii pani Alicja Sokołowska.

A ja od zawsze prezentowałam dobry humor, a te dwie czarnulki koło mnie i poniżej wyrosły potem na  piękności.
 Zocha budziła podziw i siała strach, dobrze o tym pamiętam.  Była perfekcjonistką, wymagała od siebie i innych, tępiła głupotę i esprit d`escalier /płaskie umysłowości/ i łacińskie przysłowie z Horacego odi profanum vulgus et arceo było z pewnością jej credo. Zmarła w wieku 92 lat.
    
Mój nowy profesor Higgins/ tak, tak, ten z Pigmaliona:))/ sprawia mi tyle intelektualnych przyjemności. Sam twierdzi:  Our discussions always give me plenty of food for thought and contemplation. Your comments with regards to my question on critical pedagogy make perfect sense. I am aware that life under the Soviet yoke was a brutal experience, most particularly when Stalin usurped the reins of power. Here in the "west", we were of course subject to a never ending media narrative as to the evils of communism (sans the inherent nuances and contradictions), while I read Solzhenitsyn, Orwell, Koestler, Kundera, Klima, etc, as well as many samizdat novels and works. The Prague Spring and the Hungarian Revolution of 1956 were never far from mind. I viewed things first hand in 1977 when I traveled to Russia and saw the dour, resigned faces of people, the overwhelmingly palpable sense of fear and suspicion, the empty shelves in stores and supermarkets, the dashas of the party apparatchiks and the Berezka shops. A few years later I traveled around Bulgaria and witnessed similar dynamics.  I am politically on the left and identify most strongly with anarcho-syndicalism as expounded by the likes of Rudolf Rocker and Noam Chomsky and central to the philosophy of both the IWW and the CNT in the Spanish Civil War. This to me represents the greatest potential for a fully-functioning and inclusive society, all though I recognize that it is wholly unrealistic in the barbaric and unforgiving world that we live in. As such, the best option to me is socialism, as it proffers an optimal outcome for the greatest number of people and protects the least fortunate members of society (always the first place to start). 
Chyba socjalizm utopijny , hehe.
A co do Trumpa. Też ciekawie to ocenił.
Trump's victory in the US election was not a surprise at all to me; I actually won quite a few bets from American friends who were convinced Clinton would prevail. They were simply transfixed by the media echo chamber which as ever is there to disinform and confound. No one actually likes Trump or Clinton; it was primarily a gestural rejection of a system that has abjectly failed the majority of people for decades.  The super rich elite have continued to inexorably prosper at the direct expense of everybody else, a dynamic that is similar around the world. I hate both candidates, which in a country of 350 million represents a gross indictment of the system in and of itself. From a realpolitik perspective however, I would marginally prefer the infantile narcissist Trump over the psychotic warmonger Clinton.
 Ja też jestem nauczycielką i to już od 34 lat. Mam nadzieję, że też zainspirowałam pokolenia. Nie będę skromna, dowody szacunku i podziwu  często są moim szczęśliwym udziałem. A najlepiej się bawię,  gdy moi uczniowie- obecnie dorośli panowie- na uwagę, że znamy się ze szkoły, mówią,  że tak - siedzieliśmy w tej samej ławce, Tacy komplemenciarze! Bo czy ja się tak bardzo zmieniłam? Pytanie retoryczne, haha. Nie ma to  jak dobry nastrój.
Zdjęcie, bagatela, sprzed prawie 40 lat.

A ja nadal mam te same włosy i uśmiech. Ta mała dziewczynka powyżej to Małgosia, moja młodsza siostra cioteczna- w rózowych adidasach. A z drugiej strony moja córka Dominika z Matyldzią. Upodabnia się do mnie.


niedziela, 9 października 2016

Uczmy się języków obcych. Francuski już znamy?



Z powrotem w naszej szkółce językowej.


Na pewno każdemu z nas zdarza się wizualizować swoje językowe marzenia i wyobrażamy sobie, jak swobodnie gawędzimy po angielsku w Green Parku przed Pałacem Buckingham,
Moja ulubiona wycieczkowiczka Mirka wszędzie mówiła po angielsku..

...nawet przywołała Audrey Hepburn na herbatę!
po francusku w jakimś urokliwym bistro na Avenue des Champs-Élysées, po hiszpańsku na  Rambli, szukając cudów Gaudiego Po włosku to już konieczność  humanisty np. we Florencji, renesansowej szkatułce piękna  warto po prostu tylko powiedzieć que estupenda, que bella, mi piace  molto etc. A jak przyjemnie z grupą innych międzynarodowych turystów  iść na wino, na miejscowe przysmaki i wymieniać wrażenia z pobytu, porozmawiać o życiu i różnych obyczajowych sprawach.
Byłam kiedyś na meczu Malta-Norwegia. Było naprawdę zabawnie z hordami Norwegów i sympatycznymi Maltańczykami.
Wtedy  podróż do innych krajów to nie tylko estetyczne wrażenia, ale również gejzer różnorodnych światopoglądów ludzi, których mamy okazję poznać.
Na koncercie we Francji spotkamy fascynujących Polaków.
To właśnie ludzie mogą sprawić, że nasze życie się odmieni, dostrzeżemy nieznane obszary naszych możliwości. Świat naprawdę stał się globalną wioską.

 
Wschód słońca dla wszystkich. Nie obchodzi mnie co ludzie myślą. Wdychaj moje spaliny. Tak mówił maltański autobus. Już ich nie ma, zapłakałby człowiek za nimi.

    W USA, gdziekolwiek byłam, wszędzie słyszałam zachwyty nad Francją, ach Paryż, ach Prowansja, ach francuski! Do you speak French? I kiedy odpowiesz twierdząco, wszyscy starają się cokolwiek przypomnieć z czym się zetknęli w ciągu życia, ale nie voullez vous couchez avec moi ce soir, to w Europie jest popularne. Amerykanie mówią: vive la France, mon Dieu, la paraplui, Musée  d`Orsay, la vie est belle, la belle femme, s`il vous plait, gateau, je ne regrette rien etc. A na kelnerów we Francji już od dawna nie mówi  się garçon"!
    Żaden naród nie broni tak zaciekle swojej  ojczystej mowy, jak Francuzi. Nawet , gdy rozumieją po angielsku, chętniej mówią w swoim języku, chyba, że od tego zależy jakiś handel, zysk, to angielski jest zrozumiały i używany.
Ale bezsprzecznie, nawet o tym nie wiedząc, wszyscy na całym świecie używamy języka francuskiego. Bo tak wielu z nas ma romance i rendez-vous, a w pied-à-terre spotykamy się tête-à-tête. Czasami zdarzają się nam w wypowiedziach, zachowaniach drobne, subtelne nuance, a czasami zostawiamy komuś carte blanche.
W politycznych emocjach zdarza się czasami coups d`etat, a na wojnie sabbotage, manoevre, masacre, entente i detente.
Popełniamy gaffes i faux pas. Jeśli wysyłamy jeszcze listy, to może na poste restante?
Jemy w restaurant, buffet, café i często spożywamy café crème, i fricasses takie jak, escalopes, sauces, omelettes, hors-d`oeuvres,  a na deser soufflé , éclair, mousse, czasami w towarzystwie champagne, du vin. 
Z  francuską Marianną i platanem.


Mówimy c`est la vie, czasami en rose niektórzy albo coś  avant- garde, a inni passé  .
Allons enfants de la patrie to najpopularniejszy hymn świata, et si tu n`existais pas , to jakbym się czuła? alors,  ne me quitte pas, albo laisser moi danser  oraz voyage, voyage! I uczmy się języka francuskiego, bo jego znajomość jest taką arystokratyczna dystynkcją. Nadal, i  nie tylko w naszej orbicie.

 To takie przypomnienie moich illusions perdues   à propos mieszkania we Francji ze wspominanym czasami Misterem, czyli   Incohérence, désaccord, trouble, illogisme, désordre, perturbation, absurdité, irrationalité, contradiction, bouleversement, désagrégation, ale brzmi po francusku, hehe aż nie można się obrazić za ten bouleversement.
Et le voilà!

Ale  wracając do naszych językowych rozważań , stwierdzamy z pewnością, że   kluczem do sukcesu jest nasz mózg, najbardziej fascynujący organ człowieka. Aktywizujmy go, bo proces zapamiętywania jest najważniejszy w przypadku nauki języków obcych. A ich znajomość wydłuży nasze życie i może odmienić jego jakość. Tak  z całą stanowczością twierdzą naukowcy, nie tylko nasza rodzinka i współpracownicy, niestrudzeni propagatorzy i pasjonaci języków obcych.
Teacherki i muralia.

 Matka i córka. Nasze biuro. 
 
Kolejnym krokiem do sukcesu jest stan relaksu, w którym dzięki jednoczesnemu użyciu wielu obszarów naszego mózgu rosną możliwości zapamiętania.
W  naszej szkole   poczujesz się jak na wakacjach.
Natalka, z nami od dziecka.
Zgromadzone pamiątki z rozlicznych podróży właścicielek, ciekawe edukacyjne aranżacje wnętrz tworzą niepowtarzalny nastrój.
Zakończenie roku w VIP room.

VIP room.

VIP room. Nasza erazmusowa stypendystka.

A najważniejszą wartością szkoły są doskonali nauczyciele współpracujący z nami od lat, pasjonaci swojego zawodu, z perfekcyjną wiedzą metodyczną i przedmiotową.



Szkoła Językowa OK! rozpoczyna 22.rok pracy, Biuro Tłumaczeń  istnieje od 1990. Przez lata instytucje rozwijały się i dostosowały do potrzeb rynkowych. Obecnie tendencją są kursy na wymiar. Największą popularnością  wśród dorosłych  cieszą się małe grupy 3 -6  osób, dzieci, młodsza młodzież pracuje w grupach 4-8 osobowych albo indywidualnie.
Teacherki na Halloween.

Zdjęcia z czerwca. Nie zrobiłam jeszcze nowych, ale nadrobimy w Halloween.



  Uczymy języka angielskiego, francuskiego, włoskiego, hiszpańskiego, niemieckiego, rosyjskiego i polskiego naszych lokalnych obcokrajowców. Tłumaczymy wszystkie dokumenty , wykonujemy telefony na zlecenia.
„ Ten ważny w życiu społecznym biznes edukacyjny jest moim największym sukcesem zawodowym i niebywałą satysfakcją” powiem z przyjemnością.
„ Jestem dumna, ze moja wieloletnia praca, moje całe nauczycielskie życie  znalazło godnych następców, wykształciłam tysiące słuchaczy i swoich wspaniałych obecnych nauczycieli, w tym córkę Magdalenę. Oni wspaniale  kontynuują moją pracę w  naszej językowej firmie. Dawni moi uczniowie przychodzą z dziećmi, a ci starsi kiedyś słuchacze pojawiają się z wnukami".Hehe.
Tymczasem już październik i  ciągle zapraszamy do nauki. U nas, czy u was:)) Angielski i niemiecki codziennie, hiszpański,francuski, włoski w środy i piątki. Rosyjski w piątki. Zapraszamy na lekcje przygotowujące  do matury, egzaminów gimnazjalnych, na korepetycje, na rozmaite zajęcia w grupach, na konwersacje z native speakerami- panią Beatą i Chrisem Barstow. Inwestycja w języki obce będzie Państwa najlepszą inwestycją!! Jestem o tym zupełnie przekonana!