Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

środa, 31 sierpnia 2016

Ostatnie takie lato, leto z rozhazem. Part II.

W Ostatni dzien lata, też tytuł filmu, obiecałam sobie coś napisać, bo Rysiu ze Lwówka ciągle pyta, kiedy będą zdjęcia z naszych spotkań. Już są. Co to było za spotkanie! Znajomi z Rzeszowa przyjeżdżają na Dolny Śląsk, umawiamy się na FB i spotykamy się w Lubomierzu na piwie, niemalże w sąsiedztwie Kargula i Pawlaka.
W muzeum filmowym.
A potem, znajomi znajomych czyli nasi nowi przyjaciele- Ryszard i Ewa zapraszają nas do siebie. Wtedy Rakowice Wielkie stają się ulubionym miejscem na przetrwanie upałów. Już po pierwszym spotkaniu poczuliśmy bratnią duszę, a potem były następne. Dziękuję Wam. To były magiczne momenty.
A tu moje gwiazdy w Rakowicach Wielkich.

Garnki od Kargula.
Spotkanie Ewy i Ryszarda stało się wyjątkowym wydarzeniem i znacząco wspomogło mnie w  gajówkowym przetrwaniu. Jak teraz o tym myślę, kiedy za oknem nadal mocno świeci słońce, to chciałoby się wsiąść w samochód i znowu znalezć się w tej rodzinnej i krzepiącej atmosferze. A z Rzeszowa / zupełnie po drodze, hehe/ zabrać Renię i Maćka.
Tak pomidorki sobie rosną podtrzymywane przez drewniane szczapki.

Ale było gorąco i dom taki malutki się wydaje z tej perspektywy.

Hamak tak samo wygodny jak moim beach barze. Szerszy.

Grill się szykuje. Ryszard, Ewunia i Renia.

 Film Ostatnie takie lato to po angielsku  The last of the High Kings lub Summer fling. Czasy mojej matury i roku kiedy zmarł Elvis Presley, Tak mi się skojarzyło, chociaż film przedstawia młodzież w rozstrzygającym momencie, ale pomyślałam, że pewnie Gajówkę się wreszcie sprzeda i nie będzie już więcej  takiego lata i  słodkiego flirtu z rozkosznymi wnuczkami- niemowlakami. I dla mnie to lato tez jest zwrotnym momentem,   Na drugi rok  bejbusie wyrosną i będą inne radości.Tak dumam sobie, że już nie powtórzą się podobne chwile. Takie to wszystko przełomowe dla mnie, narodziny wnuczek, i to, że córki wychodzą za mąż, przynajmniej jedna już, a dla mnie zarówno zacznie się nowy etap, chociaż własciwie powinien trwać stary.
Ale wroćmy do moich gwiazdeczek.
Matyldzia kąpana na stole w jadalni.

I gdzie ja tu leżę?
 Tymczasem starsza o 4 miesiące Ewcia- 600 km od Gajówki i rośnie zdrowo ku pociesze szczęśliwych rodziców.

W Parku Miniatur- Krajno koło Kielc.

Z gajowki do Czech to tylko parę kilometrów. Nie mogłysmy sobie odmowić przyjemnosci zakupu studentskiej i róznych alkoholi, tudzież obiadu, deseru za najbliższą granicą.


Lody też muszą być.


Uwielbiam ten czeski język.

Zamek we Frydlandzie. imponujący.
Takim to sposobem mała Matyldzie była trzy razy za granicą, dwa razy w Czechach i raz w Niemczech. Obawiałyśmy się jakiejs kontroli granicznej z okazji SDM, ale nas nie zatrzymali. Matyldzia bez zadnych dokumentów przecież. Goerlitz jest absolutnie wyjatkowym miastem. Nasze modelkowe sesje przescigały się w pomysłach.



Samochód zostawiłysmy w Zgorzelcu i przeszłysmy na piechotę przez most im Jana Pawła II. Pogoda taka na zwiedzanie, nie za gorąco. W shopping centre nie przyjmowali naszych kart i musiałysmy coś sobie wypłacić w geld automat. Używanie języka bardzo mnie śmieszyło, szczególnie w kebab restaurant, kiedy nawiązałysmy bliski kontakt z włascicielem, tureckim naturlisch. Doszło do pokazywania zdjęć swoich pociech i oczywiscie sehr schon alles.
Stare Miasto.

Bardzo urokliwe te zgorzeleckie kamieniczki.

Dominika kupuje musztardy.
W miescie spędziłysmy pół dnia. Trochę na zakupach w eurolandzie i jakby niemieckim Pepco oraz w tzw, spozywczym, Dominika wyczytala wczesniej, że w Niemczech kupuje się chemię. Alors też ją zakupiła, a ja pamiatki szkolne dla naszych dzieciaków, cos z niemieckimi napisami.
Nawet książki czytałam.

Daleko im do bolesławickich, ale też ładne. Odbijam się w lustrze.

Dużo jeszcze podróży odbyłyśmy, Dolny Śląsk jest wyjątkowy, ale pogoda nie zawsze dopisywała i musiałysmy w łózkach koczować, bo było zimno.
Taki kwietnik wymyśliłam, jeszcze wedlug pewnej francuskiej książki. Skalniaczki są miedzy kamieniami zasadzone.

A tu studnia -teleskop Matki-Ziemi.
Babcia w Swieradowie.

W Świeradowie Dominika.

Matyldzia w naszym hamaku.

Gryfów Slaski. Bardzo ładny rynek.
Jelenią Górę odwiedzałysmy parę razy, ale pogoda nie sprzyjała i na ogól czas spedzalyśmy na posiłkach lub w sklepach.
Cieplice

Chata w Wolimierzu.
Na festiwalu ekologicznym w Wolimierzu.

Wrocław Główny. Dominika przyjechala tu Intercity z Kielc.

Nasz nowy kredens w jadalni.
Jelenia Góra. W głebi kościół prawosławny.
Jelenia Góra.

Chciałam koniecznie skończyć post przed 1. wrzesnia i się udało. Uzupełnię go jeszcze potem. Wie schade,jaka szkoda, chyba dobrze pamiętam? Wakacje się skończyły. Jutro do szkoły. Ich habe lust fur schokolade und drinken. Studentska i rytuał ognia z absyntem. That`s it.

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Leto z rozhazem i rundfunkiem. Part I.

Ewcia uczy się chodzić.
Dawno już nie słuchałam Lata z radiem, bo zazwyczaj inne stacje mają silniejsze fale, a na komórce nie mam jeszcze zwyczaju słuchać, ponadto jedynka została kiedyś skutecznie obrzydzona jako reżimowa rozgłośnia. Nie słucham jej od czasów bardzo odległych lat. I tu w gajówce mój stary, zabrany ze szkoły Thompson Cassette Recorder, doskonale łapie fale jedynki i programy lokalne.  Raz i drugi rozbawiła mnie poleczka Lata z radiem i zapowiedzi w różnych językach. Na to też zwróciła uwagę moja córka. Kiedy jako młoda dziewczyna jeździłam na LLF do Łagowa Lubuskiego, wysłałam list do Lata z radiem , opisując atrakcje festiwalu, i  list z nazwiskiem i miastem pochodzenia był odczytany na całą Polskę.  Glorious time, hehe. Ileż ich było tych glorious time w moim życiu, ile wygranych konkursów i zaszczytnych tytułów, i tak się przyzwyczaiłam do ciągłej admiracji, uznania, i achy i ochy były moim ciągłym udziałem. Teraz z całą stanowczością zachwyty i ubóstwianie przenoszę na moje dwie śliczne wnuczki, też córki i zięcia. I Lato z radiem jest pełne relaksu i miłej refleksji. Ale dlaczego nie ma części Strofy o miłości!?  Sama sobie czytam poezje Iwaszkiewicza i Gałczyńskiego, tomiki kupione w muzeach poetów.
Matyldzia- Rybeczka na plaży w Kortowie.
Ściśle mówiąc, prawie całe wakacje / a zaczęły się dla mnie w niedzielę 19 czerwca/ spędzam z młodszą córką i wnuczką Matyldzią jako full-time babcia. Najpierw miesiąc w Olsztynie oraz bliższych i dalszych okolicach, następnie w Gajówce i sąsiedzkich zagranicach.
Warmia i Mazury zaczęły mi być bliskie od czasów obozów harcerskich w Kadynach, dzwoniłam oraz pisałam smsy do  Joli i Dosi, dawnych harcerek. Smiałyśmy się z rozrzewnieniem, wspominając, bagatela, czasy sprzed 40 laty!!! A pamiętny Czterdziestolatek wydawał się wtedy  taki stary. Jak to zmienia perspektywa, ja nie czuję wieku mając blisko, aż trudno mi przez gardło przechodzi, ile to lat będę miała w 2018. I tyle rzeczy jeszcze planuję, całkiem nowe życie, hehe.
Budynki słynnej stadniny koni w Kadynach, ktora już niestety nie istnieje. Obecnie kompleks hotelowy.


i nieodmiennie Wenus z fal się wyłania...i po co tu o latach mówić.
  Na obozach harcerskich zwiedzaliśmy  wszystkie pamiątki po Koperniku, to  post-epoka Frombork 1001

katedra we Fromborku.

Ryneczek w Tolkmicku. To wyjątkowe miasteczko, czuło się tam pewne oddalenie od głosnych kurortów po drugiej stronie Zalewu.
.
 A trochę potem, od czasów Bartoszyc, Biskupca, Szczytna, Warmia i Mazury były prawie rodzinne dla mnie. To region  najbliższy mi w Polsce po moim kieleckim i rzeszowskim.
Poezję na Zamku znam od zawsze, a w wykonaniu Stanisławy Celińskiej to wiadomo mistrzostwo. Jednocześnie w tych dniach dowiedziałam się o bitwie pod Kostiuchnówką, która w I Wojnie Światowej miała szczególne znaczenie. Odbyła się na Wołyniu, czczona na Warmii z powodu tysięcy przesiedleńców z tamtych rejonów.
Wieczorny powrót z koncertu. Wysoka Brama. Już ok 22, bo były to najdłuższe dni w roku.
Pobyt w Olsztynie to była pora  Euro Cup i oglądanie meczy stanowiło ważny towarzyski moment.  Mecz Polski ze Szwajcarią oglądałam w małym barze w Kadynach, prawie na plaży.
W przerwie meczu  pojechałam się wykąpać, bo nie dało się wytrzymać. A morze w Zalewie ciepłe jak zupa. Trzeba było odejsc od brzegu ze 200m.

W tym małym barku oglądałam mecz Polska -Szwajcaria, wygrany karnymi z Koleżanką z Elbląga!
Był straszny upał, podobnie  miało miejsce za tydzień, kiedy Niemcy grali z Włochami i strzelano 9 karnych, zanim mecz rozstrzygnięto.
W towarzystwie tych uroczych pań, moich wieloletnich  kuzynek-kolezanek, ogladałyśmy ćwierćfinał z Niemcami. Tu nad jeziorem Narty tego dnia, a potem  drinki z Tequili umilały nam czas.
 Moje małe wnuczki też były fankami piłki nożnej,
Ewcia

Matyldzia
Codzienne spacery z Matyldzią po Kortowie były moim rytuałem
Z akademicką rybką,
. Załatwiałyśmy też różne sprawy w mieście i zawsze w towarzystwie naszej gwiazdeczki.
Knajpka filmowa w Olsztynie.
 Urodziny Dominiki uczciłyśmy w sposób szczególny. Pojechałyśmy do Ostródy na wake-board. Miasto szczyci się Letnią Stolicą Warmii. Leto z rozhasem podpowiadało atrakcje.
Wyciag wake-boardowy w głębi.

Dominika się szykuje. Nagrywałam filmiki z jej szaleństw, ale są w innym pliku, bo pojemność się skończyła,
W ostatni warmiński weekend pojechałam do Leśniczówki Pranie, gdzie K.I.Gałczyński spędził parę lat na wypoczynku. Na niepowszednim i szczególnym przedstawieniu wiersze poety czytał Krzysztof Radziwiłłowicz. Towarzyszyli mu wirtuozi skrzypiec, odgrywając hity muzyki klasycznej. Cóż dodać? Zdjęcie chyba.
Teatrzyk Zielona Gęś ma zaszczyt przedstawić...

Z tomikiem  Liryki najpiękniejsze.
I wiersz:
 Prawda na auto nie stać nas Miła Moja
Lecz spójrz tylko się durnie spieszą- ileż dostojniej chodzić pieszo
Miła moja
Na Londyn także brak funduszy Miła Moja
Lecz po co Londyn? Londyn nora.
W Paris-Soir czytałem wczoraj, że marikz Q,to jest baronet
psim makaronem otruł żonę...
Jasna cholera z takim Londynem Miła Moja
Na kawior z Kremla, na jesiotra również nie mamy miła moja.
Lecz cóz Kreml, gdy mam twe biodra?
Biodra są złote, a noc modra.
I jeszcze mamy lampkę wina i konto w niebie u serafina,
Więc gwiżdż na auto, Kreml i Londyn Miła Moja.

Tak, tak moje pokolenie jest idealistyczne, na konkursach recytatorskich recytowałam Pieśni oczywiście, sztandarowy wiersz tamtej epoki...trud uparty i niezmienny, nieustanne kształtowanie... ale i Zaczarowaną  dorożkę, zapytajcie Artura, słowo daję, nie kłamię...

A w Gajówce jestem już miesiąc, a z wnuczką dwa tygodnie. Ileż ona sie już nazwiedzała i dwa razy za granicą była!
na lodach też bylismy.
 Ale o tym w następnym poście, bo chcę już obejrzeć Piłat i inni na Kulturze.