Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

czwartek, 23 marca 2017

Co się stało z moją klasą?

  Z dedykacją dla Agnieszki, która zainspirowała mnie do napisania tego postu.
Będąc młodą / nie lekarką/ nauczycielką, wypełniałam rolę wychowawczyni w pewnej fajnej klasie. To akurat była moja jedyna klasa, którą prowadziłam przez 4 lata i bardzo się z nimi zżyłam. Potem jeszcze krótko pracowałam w państwowej szkole i nie miałam wychowawstwa dłużej niż dwa lata. Uczyłam  już wtedy  angielskiego i to był zupełnie inny kontakt niż na języku polskim i kółkach teatralnych.
Jacek Kaczmarski, którego 60-tą rocznicę urodzin obchodzimy w tych dniach, gdy pisał swoją słynną piosenką,  miał dwadzieścia kilka lat, a tyle w niej goryczy. Odniosę się najpierw do mojej  rzeczywistej klasy.
 Co się stało z naszą klasą
Pyta Adam w Tel-Avivie,
Ciężko sprostać takim czasom,
Ciężko w ogóle żyć uczciwie -
Co się stało z naszą klasą?
Wojtek w Szwecji, w porno klubie
Pisze - dobrze mi tu płacą
Za to, co i tak wszak lubi
ę./ Marta z mojej klasy wyjechała do Danii na początku lat 80., lub wcześniej, uczyła się z nami tylko rok, bardzo ładna była. Mieszkała w moim bloku, to sąsiedzi gadali. Jej Mama wcześnie zmarła i nie przyjeżdżała do kraju.

Kaśka z Piotrkiem są w Kanadzie, Bożenka była w Kanadzie, ale wróciła. Miała  doskonałe warunki u siebie w Wadowicach.
Bo tam mają perspektywy,
Staszek w Stanach sobie radzi
,/ piękna Ania, krótko była w naszej klasie, też wyjechała do USA, jej starszy ex- mąż wrócił do Polski niedawno, ona się świetnie podobno urządziła/
Paweł do Paryża przywykł,/ Lidka mieszka w Niemczech od skończenia studiów, po fizjoterapii. Ambitna bardzo.
Gośka z Przemkiem ledwie przędą, nie mieliśmy takich przypadków u nas. Niektóre dziewczyny nie miały   
W maju będzie trzeci bachor,     dzieci i adoptowały w późniejszym wieku. Wcześniej jeździły dużo po świecie i dobrze im się wiodło i wiedzie nadal.
Próżno skarżą się urzędom,
Że też chcieli by na zachód,


Za to Magda jest w Madrycie
I wychodzi za Hiszpana,/
Jola, doskonała germanistka, po studiach wyszła za mąż za starszego Niemca, którego poznała na Targach Poznańskich, tam studiowała, prowadzi  obecnie w Bawarii dużą firmę po śmierci męża, ma syna Jana
Maciek w grudniu stracił życie, dziewczyny mniej zajmowały się polityką
Gdy chodzili po mieszkaniach,
Janusz, ten, co zawiść budził,   Gośka była bardzo zdolna, niestety zmarła  prawie10 lat temu
Że go każda fala niesie,
Jest chirurgiem, leczy ludzi,
Ale brat mu się powiesił,


Marek siedzi za odmowę, nasza klasa była żeńska, to nie wiemy, jak tam chłopaki sobie w wojsku radzili
Bo nie strzelał do Michała,
A ja piszę ich historię
I to już jest klasa cała.
Jeszcze Filip, fizyk w Moskwie -
Dziś nagrody różne zbiera,
Jeździ, kiedy chce do Polski,
Był przyjęty przez premiera.


 Ja jestem z pokolenia  Jacka Kaczmarskiego, ale  nigdy wcześniej nie miałam takich tragicznych rozmyślań w związku ze swoją prawdziwą klasą, chociaż niektórzy " w grobie", ale to tak procentowo los zabiera ludzi i w każdej dekadzie kogoś ubywa z przyczyn chorobowych czy też lekkomyślnego trybu życia. Moja klasa wchodziła w życie w ponurej dekadzie lat 80-tych. Ale jakby to rozpatrzyć losowo, ci, którzy doszli do matury z nami, wszyscy skończyli studia potem. W większości nauczyciele, urzędnicy, bo to była klasa humanistyczna. Siebie bym też umieściła w piosence jako ta, co nagrody zbiera, była przyjęta przez premiera/ wspomnienie mojej  międzynarodowej nagrody Eurotunelu,  przyjęta przez premiera UK i prezydenta Francji, glorious time, hehe.  Na 29 osób, około 15, jak dobrze liczę, zostało w swoich rodzinnych miejscach niedaleko naszego miasta, sporo dziewczyn mieszkało w internacie. Trzy są  w Krakowie. Bożenka w słynnych Wadowicach. Nie mam ostatniej wiedzy o wielu z nas.  Matura 1977. Ostatni raz w większym gronie spotkałyśmy się w 20-lecie matury.
Jak się tu rządzę i palcem wskazuję!  I nogi też jak zawsze wyeksponowane:) Na zdjęciu nie ma Ewy, ale była. Chyba robi zdjęcie. Moja przyjaciółka Małgosia zmarła już prawie 10 lat temu./ w zielonym/. Od prawej po mnie, Ela,Ania, Danusia, Iza, Jola, Malgosia, Beata, Ela.
Nie chwaląc się- ja to zorganizowałam, z pomocą Ewy pewnie. W naszym mieście zostało 10 osób, jak dobrze policzę.  Mam ogłosić wydarzenie na facebooku. Może się i teraz  zbierzemy z całym rocznikiem, których też sporo w Ostrowcu? Taka znacząca rocznica.
A teraz ad rem.
Kiedy objęłam  swoje pierwsze wychowawstwo w klasie 4b, byłam młodą mężatką, zaczął się trzeci rok mojej pracy zawodowej i miałam roczną córeczkę Magdę. Uczyłam wtedy języka polskiego, mieszkałam najpierw w tzw. M2, a potem, prawie w wybory 4 czerwca, zamieszkałam w M4 na Rosochach, i miałam nowy samochodzik, prosto z salonu  brązowy Fiat 126p. Dojeżdżałam do  szkoły na obrzeża miasta, do dzielnicy Koszary i  pracowałam tam łącznie 8 lat. W tym rok byłam na urlopie macierzyńskim, gdy urodziła się Dominika.
Lata 80-te to były ciężkie czasy, takie biedne i siermiężne, ale jakoś sobie radziliśmy. Niewesoło i przygnębiająco ja to znosiłam, pomimo, że moje warunki życiowe były całkiem przyzwoite. Jak na tamte czasy oczywiście. Małżeństwo od początku nie układało się tak, jak sobie wyobrażałam. W związku z tym, zajęłam się swoimi pasjami i oddawałam się pracy jak najlepiej umiałam. Moja praca magisterska była poświęcona wpływom Japonii na polską literaturę modernizmu. To była moja młodość i reminiscencje dawnego  głębokiego uczucia.



1990r.czerwiec. 8b konczy szkołę. Poznajecie ich poniżej? Przystojniaczek Pawełek najmniej się zmienił po latach, nawet dżinsowa koszula w podobnym stylu, a dziewczyny tylko zmieniły kolor włosów. Ja w środku jako wychowawczyni.


Moja klasa na szczęście nie ma doświadczeń Jacka Kaczmarskiego. Oni wchodzili w życie w drugiej połowie lat 90. To były już zupełnie inne czasy, ale pozwolę sobie pozostać w atmosferze barda Solidarności, oddając mu  pewne uszanowanie, podziw i uznanie. Ale dlaczego wyjechał do Australii? Też chciał żyć wygodniej.



Tak wyglądamy po 27 latach. Później jeszcze dołączyła Ela i Tomek.

ja też taka sama:) Z Agnieszką.
Odnalazłam klasę całą - emigracja- nie wygnanie, w kraju w szczęściu/ na wygnaniu, w kraju, w grobie/
Ale coś się pozmieniało, Każdy sobie rzepkę skrobie. Muszę Kaczmarskiemu zaprzeczyć.
Moi uczniowie  w równowadze i stałości żyją w swoim  rodzinnym mieście , niektórzy są nadal przyjaciółmi. Mamy jedno klasowe małżeństwo. Magda i Paweł. Ta wewnętrzna harmonia, pewien ład duchowy to zasługa ich zamieszkania, tak myślę socjologicznie. W większości wszyscy mieszkali w domach prywatnych i znacząco zakorzenieni byli w tych okolicach.
Na zabawie szkolnej, z pewnością 30 lat temu. Ja w tureckiej sukience, wtedy wielki szyk.


Odnalazłem całą klasę, wyrośniętą i dojrzałą
Rozdrapałam młodość naszą, lecz w ogóle nie bolało
  Tak, w ogóle nie bolało... Refleksje po spotkaniu ciągle w moich myślach i dlatego napisałam ten post, życie moje i ich też.

Moje ulubienice z japońskiego teatrzyku. Dwie Moniki i Agnieszka. Te atrakcyjne kobiety,  jako dzieci były  dla mnie pełne wyjątkowego uroku i czaru. One wyjechały z miasta, nie tylko dlatego , ze z bloku były wg mojego socjologizowania, ale "ogromne, wielkie rzeczy" ciągnęły ich w świat.

Monisia 30 lat wcześniej.  Powyżej w środku. Spiewała niezapomnianą piosenkę...akai gurasujo...znajdę jeszcze gdzieś słowa.
Znalazłam słowa w oryginale pisane przez dawnego Yasufumi-San. W starym pamiętniku.Posluchajcie.

Już nie chłopcy, lecz mężczyźni, już kobiety, nie dziewczyny
Młodość szybko się zabliźni, nie ma w tym niczyjej winy
Wszyscy są odpowiedzialni, wszyscy mają w życiu cele
Wszyscy w miarę są normalni, ale przecież to niewiele/ ...mówił Kaczmarski, a ja powiem, że  to wspaniale, i o to chodzi, że jesteśmy normalni
Grzesiu i Paweł jakby bliżniacy teraz. Inżynierowie.  Upodobnili się do swoich ojców, których dobrze pamiętam, kiedy byli w wieku ok.40. Paweł w Krakowie. Grzesiek w Celsie.


Nie wiem sam, co mi się marzy, jaka z gwiazd nade mną świeci
Gdy wśród tych nieobcych twarzy szukam ciągle twarzy dzieci
Czemu wciąż przez ramię zerkam, choć nie woła nikt: "kolego!"
Że ktoś ze mną zagra w berka, lub przynajmniej w chowanego
Lub przynajmniej w chowanego...
 Mój słynny teatrzyk japoński. Od prawej dwie Moniki, Beatka, Gosia, tajemnicza hurysa i Agnieszka. Kimiko, piękna gejsza była bohaterką tego przedstawienia.
A tu Marcin z młodszej klasy, chyba z Agnieszką. Piękne dekoracje malowała Mama Agnieszki. Siedzieli naprzeciwko was na tym zdjęciu.


 Własne pędy, własne liście zapuszczamy każdy sobie
I korzenie oczywiście na wygnaniu, w kraju, w grobie
W dół, na boki, wzwyż ku słońcu, na stracenie, w prawo, w lewo
Kto pamięta,  że to w końcu jedno i to samo drzewo...

I w tej kwestii moja klasa  jest zupełnie odmienna od przeżyć Kaczmarskiego. 18 osób kończyło ósmą klasę, z czego  obecnie  9 osób mieszka nadal w rodzinnym mieście i często niedaleko swojego dawnego miejsca zamieszkania, gdzie wybudowali nowe domy, lub wyremontowali rodziców domostwa. Np. na ulicy Skośnej czy w Sudole. Rozmawiałam z Wiolką  w żółtym domku na  Kątach, jak powiedziała Ela. Od razu się poznałyśmy.
Ja też zawsze z książkami, Monika. Czy niemieckie, czy polskie, czy inne. Chyba masz to po mnie:)
Moje dzieci  kumplują  się i spotykają.
 Trzy osoby mieszka za granicą/ Grecja, Włochy, Norwegia/,  sześć osób w innych polskich miastach / Kraków, Warszawa, Kielce, Lublin/. Ale wszyscy doskonale pamiętają  o swoich korzeniach i często wracają do swojego rodzinnego miasta, gdzie mają nadal żyjących rodziców, czy inną rodzinę.
A na stracenie,/ dosłownie prawie/ to tylko Tomek , który w Motorcrossie angażuje sie ciałem i duchem.
Dziewczyny z Tomkiem.


Na fejsbukowy  apel koleżanki, która przyjechała z Włoch z wizytą do rodziców, pojawiło się 10 osób na spotkaniu zaplanowanym w kilka dni. To było bardzo wzruszające, bo na ogól młodzież licealna łatwo się zbiera, ale z podstawówki, to już trudniej się zorganizować.
To była dobra klasa i rodzice tacy zaangażowani i odpowiedzialni. Przyjaźniłam się z niektórymi przez lata, bo byli niewiele starsi ode mnie. Dobrze wychowali swoje pociechy, które  kontynuują ich odpowiedzialne postawy rodzinne. Conajmniej połowa skończyła studia wyższe, już zajmują odpowiedzialne stanowiska w pracy, mamy właścicieli sklepów, stoisk i  różnych firm usługowych. Oddają się też rozmaitym  życiowym pasjom,.tu Monika.
Lektura Ziarkówki.
.Tu Tomek pokazuje swoje talenty.
 Niektórzy  mogą się pochwalić już 20-letnimi dziećmi. Ci za granicą też mają swoje nowe ojczyzny.  Agnieszka z Rafałem już ponad 20 lat w Grecji i Włoszech
Rodzinka Agnieszki w Rimini.

Takie widoki ma Agnieszka ze swojego domu. Collazione/ sniadanie, hehe/
Rafał w swoim Loutraki. Też do ojca podobny.

Zaprasza nas na takie zachody słońca. Rodzice Rafała są fotografami. Przejął po nich umiejętności.
 Grzesiek świeży mieszkaniec w Norwegii. Zdjęć na razie brak. Natomiast drugi Grzesiek ma takie urocze  dzieciaki.
Mamy się znowu spotkać w okolicy Świąt Wielkanocnych. To coś dopiszę wtedy. A Beata bawi na Wyspach Kanaryjskich i dlatego do nas nie dołączyła, już się wtedy szykowała zapewne,
Zupełnie wygląda jak jej Mama w tym wieku, która w tamtych czasach podróżowała do USA. Jezdziła tez  z klasą  i naszym teatrzykiem na różne konkursy w odległe miejsca w Polsce. Ja wtedy spodziewałam się Dominiki.

Wykorzystałam zdjęcia z FB mojej klasy. Mam nadzieję, że OK.

sobota, 25 lutego 2017

Zapomnijcie o Herostratesie.

Ileż ja się naszukałam, żeby znaleźć autora sztuki Zapomnijcie o Herostratesie. Na polskich stronach  nic nie ma. Oglądałam tę sztukę wiele lat temu w Teatrze Narodowym, a Herostratesa grał Zbyszko z Bogdańca, czyli Mieczysław Kalenik. Już wtedy, chociaż miał zaledwie trzydzieści parę lat, był tęgawy i przysadzisty. Nic nie zostało z dawnego Zbyszka. Sztukę napisał  genialny rosyjski dramatopisarz Grigorij Gorin, znalazłam jego  nazwisko na angielskich stronach. Jego aforyzmy przeszły do potocznego języka i w czasach pierestrojki był uwielbiany za swój niebanalny język. Niestety zmarł w 2000r, w wieku zaledwie  60 lat.
Zapomnijcie o Herostratesie napisał w 1972 roku i za niedługo potem grali go na polskich scenach.
Całe swoje życie używałam  metaforycznie tego tytułu w odniesieniu do osób, które wypadły z mojego towarzyskiego obiegu. Tak dla siebie, bo niewiele osób mnie rozumiało, bo pomimo wszystko, tak jak w sztuce, gdy narzucają nam zapomnienie, tym bardziej pamiętamy. Ale ja używałam tego tytułu dosłownie, nie w relacji do sztuki.
Szkoda mi i nie godzę się na to,  że z pewnymi ludźmi  bardzo oddaliliśmy się, albo zmieniliśmy się tak bardzo , że niemożliwe jest porozumienie między nami. A poniektórych trzeba po prostu zapomnieć.
Nawet wybranym na blogowisku już nie chce się być on-line. Tak mi szkoda, bo przyzwyczaiłam się do nowego koleżeństwa.
  Inni odeszli na zawsze i kilkoro już z grona moich najbliższych znajomych. Moja przyjaciółka z Rzeszowa Iwona,  taka  cielesna i piękna, towarzyszka moich indyjsko- nepalskich przygód. Mąż lekarz , a ona umiera na serce. To nie mogło się wydarzyć, a jednak.  A Małgosia?  Sexology professor, prócz tego wybitna intelektualistka w naszym towarzystwie, Niemyte dusze i Ballada bezludna. Wabią tam w zaświatach wiecznych młodzieńców.
 Odczuwam szczególną nostalgię, gdy umierają artyści, z którymi byliśmy od dziecka. Często są w wieku Rodziców, których nie mam już od ponad 10 lat. Wydawało się,  że tacy zabawni, ekscentryczni, wyjątkowi i będą nieśmiertelni. Tak długo  byli z nami poprzez kino, telewizję, radio czy prasę. Stare  satyryczne arcydziełko telewizyjne "To jest twój nowy syn" z Danutą Szaflarską i Krystyną Sienkiewicz puścili na Kulturze. Nie mogłam się napatrzyć na pięknie dojrzałą Szaflarską i młodziutką Sienkiewicz. W filmie pojawił się też Czesław Wołłejko i Bogumił Kobiela. Bobka już nie ma od prawie 50 lat i zawsze będzie niezdarnym Piszczykiem z Zezowatego szczęścia. A gdzie sobie poszedł inżynier Karwowski? I dlaczego Madzia Karwowska taka poważna i stara teraz?  Nawet Franka Dolasa zabrały nieubłagane Parki. A z jakiej racji Maria Czubaszek nie mogła nas dłużej i zasłużenie bawić swoją ekstrawagancją? Takie wszystkie śmierci nie w porę. A ja się  dziwię, jak dziecko. I francuski Michel Delpech nie zaśpiewa więcej Pour un flirt avec toi
je ferais n'importe quoi
Pour un flirt avec toi
je serais prêt à tout
pour un simple rendez vous
Pour un flirt avec toi
pour un petit tour 

Jak ja lubiłem tę piosenkę przed laty, nie wspominając nieodżałowanego Joe Dassin, którego nie ma już od 1980r. Wszyscy kiedyś  nucili Aux Champs-Élysées
Aux Champs-Élysées
Au soleil, sous la pluie
À midi ou à minuit
Il y a tout ce que vous voulez
Aux Champs-Élysée.

W naszym kraju podczas ancient regime piosenki francuskie miały uprzywilejowaną pozycję.  A innych przebojów trzeba było słychać w Radio Luxemburg. Kombatantka się odezwała. Hehe.
Nigdy nie byłam praktyczna i rozsądna i dobrze mi z tym było. Tak też dobierałam przyjaciół. Ci poukładani, racjonalni, logiczni i zdroworozsądkowi wzbudzali mój podziw nawet, ale długo nie szliśmy wspólną ścieżką z powodu bardzo odmiennego stosunku do wielu spraw. To z pewnością obydwie strony czuły podobnie.
 A teraz mam swoją nieśmiertelność w postaci  dwóch cudownych wnuczek.
Ich matki, malutkie kiedyś dziewczynki  też były ulubienicami swoich rodziców i dziadków,
Madzia i Dominisia na swoich urodzinach. Obie z lipca.
i siebie też pamiętam jako ukochaną córę Alusię.
Z moim starszym braciszkiem Andrzejkiem.

Alusia tymczasem urosła i sama została babcią. Nie do wiary. Matyldzia ma już roczek.

Ewci roczek był cztery miesiące temu.
Dzięki Ewci i Matyldzi mam znowu odwagę na jakieś szaleństwa, one muszą mieć dziadka! Szczególnie Matyldzia, bo Ewcia już  jednego ma. I jak wam się  podoba? Spytam po szekspirowsku.
All the world's a stage,
And all the men and women merely players:
They have their exits and their entrances.

I zakończę Tuwimem:
Rzuciłabym wszystko, rzuciłabym od razu, osiadłabym  jesienią w Kutnie lub Sieradzu...i dumała długo w lęku i tęsknicy: czego ja tu szukam w Kutnie lub Łęczycy?
Coś wymyślę, nie na darmo jestem mistrzynią improwizacji. I zapomnijcie o Herostratesie. Nie mam bynajmniej na myśli swoich starych znajomków ze stowarzyszenia szkoły średniej czy emeryckiej grupy nauczycielskiej.
Wróciłam niedawno ze spotkania karnawałowego Chreptusów. I takie różne refleksje się pojawiły. Stowarzyszenie prężnie działa. Towarzystwo zawsze przednie. A za dwa tygodnie z emerytami na Bal w Savoy`u. Takie ekstrawagancje i zbytki w Lublinie.
PS, 15 marca- umiera Wojciech Młynarski w wieku 76 lat i kto zaśpiewa Dziewczyny, bądźcie dla nas dobre na wiosnę, W co się bawić? i Jesteśmy na wczasach? Stanowczo za wcześnie nas opuścił. Mój ojciec też zmarł w wieku 76 lat. Ale róbmy swoje.



piątek, 6 stycznia 2017

The Twelve Days of Christmas.


Tak sobie obiecywałam, że coś muszę napisać na zakończenie sezonu świątecznego. Małe podsumowanie i wspominki.
 Epifania czyli Święto Trzech Króli coraz bardziej mi się podoba. Jest dniem wolnym w naszym kraju dopiero od 6 lat i święto doskonale się rozwinęło w formie wspólnego kolędowania, jasełek i kreatywności  w sartorialnym orszaku królewskim.
Sandomierz. Korowód zza Wisły się pojawia.

Dwa Orszaki nadchodzą od Sw Pawła.

Nowe słowo- sartorialny użyłam celowo i  jeszcze dodam od siebie / i mojego profesora Higginsa/ , że słowo to ma wydźwięk zdecydowanie pozytywny i bywa kojarzone z modą, stylem, elegancją, szykiem, nieskazitelnością i dopracowaniem ubioru, a także z pewną dozą nonszalancji i ekscentryczności. Przymiotnik sartorial został w prosty sposób przeniesiony do języka polskiego z angielskiego przez łacinę i w ten sposób powstało słowo: sartorialny, które łączy w sobie znaczenia słów wymienionych powyżej (elegancki, szykowny, modny, staranny w ubiorze, nonszalancki, ekstrawagancki). Możemy mówić o sartorialnym wydarzeniu (pokaz mody), sartorialnych rozterkach (co na siebie włożyć?), sartorialnym rozwoju (tworzenie i rozwój własnego stylu), sartorialnym filmie -Wielkie piękno itp. Przymiotnik sartorialny jest u nas w użyciu od co najmniej kilku lat.
Używanie umysłu czyli myślenie to moje marzenia o planach dla moich słodziutkich wnuczek. Niech będą: cultivated, cultured; middlebrow; erudite, learned, literate, polyhistoric, polymath - polymathic), scholarly, well-read; academic- academical), bookish, professorial; didactic, high-toned, hyperintellectual, pedantic; high-hat, snobbish, snobby, educated, schooled; brainy, bright, brilliant, clever, intelligent, quick-witted, smart. I bardzo cerebral.
Mnie się podobają te słowa i tego życzę moim małym gwiazdeczkom. Szczęścia również i zdrowia po najdłużej żyjących dziadkach i pradziadkach oraz wszelkiego dobrodziejstwa w dziedzictwie od pozostałych  naszych  ukontentowanych rodzinnych przodków.
A co po babci Ali  odziedziczę? Prezenty wszystkie zabiorę.

Córki urosły i już wnuczki rosną.

Wymieniają się prezentami.


A co to za urocze księżniczki? U dziadków Ewci.
 
Oglądają się wzajemnie. Są boskie.
Jaki czarujący jest ten angielski wierszyk The Twelve Days of Xmas i te prezenty z każdego dnia są takie symboliczne.

Twelve days of Christmas" was adapted from similar New Years'  French carols, of which at least three are known, all featuring a partridge, perdriz or perdriole, as the first gift. The pear tree appears in only the English version, but this could also indicate a French origin. I suspect that 'pear-tree' is really perdrix (Old French pertriz) carried into England"; and "juniper tree" in some English versions may have been "joli perdrix," [pretty partridge]. Sharp also suggests the adjective "French" in "three French hens", probably simply means "foreign.
 In the northern counties of England, the song was often called the "Ten Days of Christmas", as there were only ten gifts. It was also known in Somerset, and elsewhere in England. The kinds of gifts vary in a number of the versions, some of them becoming alliterative tongue-twisters. "The Twelve Days of Christmas" was also widely popular in the United States and Canada.
Protestancka Anglia, a może jednak Francja wymyśliła taką ładną rymowankę. Natomiast nasze kolędy są absolutnie niezwykłe, a dzisiaj nawet dostałam w Katedrze śpiewnik towarzyszący Orszakowi Trzech Króli. A w nim najpiękniejsze polskie kolędy: Bóg się rodzi, Mędrcy świata, monarchowie, Bracia, patrzcie jeno, Gdy się Chrystus rodzi, Pójdźmy wszyscy do stajenki i wiele innych.
Nie jestem specjalnie religijna, ale powtórzę za moją ulubioną Maryjką/ Dabrowską/,że wychowana w kraju katolickim, nie przechodzę obojętnie wobec pięknych obyczajów naszych przodków. A dzisiejsza wizyta w Sandomierzu i udział w Orszaku Trzech Króli, pomimo okrutnego mrozu, była też pretekstem do spożycia obiadu w kultowej Kasztelance w towarzystwie mojej miłej koleżanki, odwiedzin rodziny i odnowienia wspomnień z Sandomierza ku pamięci Bąków, Lipców, Pałachów i Nowaków. Kasztelanka, po okresie zastoju, ma się całkiem dobrze chciałoby się znowu zobaczyć Spotkanie w Bajce, liryczny film z 1962 roku z akcją umiejscowioną w Sandomierzu i tytułowej Bajce- Kasztelance.
Takie piękne słońce świeciło.

Z Bramą Opatowską.

Ludzie zbierają koło Szopki koło Ratusza i czekają na nadejście Orszaków z trzech stron świata. Biskup/widać kawałek Purpury/ też już czeka.
A mój szanowny braciszek już niedługo będzie miał premierę swojej książki. Jestem przekonana, że odniesie sukces.
Ze strony Wydawnictwa Prószyński i S-ka:

Kategoria: Literatura faktu, historia
ISBN: 978-83-8097-040-3
Data wydania: 24.01.2017
Format: 130mm x 201mm
Liczba stron: 256
Cena detaliczna: 36,00 zł
Oprawa: twarda

Reporterska opowieść o tajemnicy żydowskiego miasteczka.

Miejscowość jakich w Polsce wiele. Mord na żydowskich sąsiadach. Tajemnica, której po dziś dzień nie może poznać nikt obcy. Co dzieje się z ludźmi, którzy zamykają się przed światem zewnętrznym?

To nie jest kolejna książka o pogromach.  To nie jest próba szukania winnego. To opowieść o mechanizmach pamięci małego miasteczka, której udziałem staje się eksterminacja Żydów.

Klimontów, niewielka miejscowości w okolicach Sandomierza, w czasie okupacji jest świadkiem wielu okrutnych scen. Ale na tym nie koniec, zaraz po wojnie dochodzi do zdarzeń, które zostawiają piętno na Polakach. Po wielu latach, kiedy wszystkim wydaje się, że prawdę zatarł czas – wracamy do miasteczka. Odwiedzamy mieszkańców, którzy zajęli domy swych dawnych sąsiadów, i chcemy wysłuchać prawdy o tamtych zdarzeniach. Tylko czy da się przerwać to milczenie?


Męczyło go sumienie. Zgłosił się do prokuratury.
– Zabiłem człowieka! Kolegę z ławy szkolnej! Jestem mordercą!
– Sprawa uległa przedawnieniu. Minęło już dwadzieścia lat. Wystarczy pismo, że dla zysku, z chęci korzyści materialnych.
– Zabiłem z pobudek politycznych. Byłem przekonany, że to Żydzi zamordowali mi dwóch braci.
– Trzeba napisać trochę inaczej.
– Nie, nie mogę.

Fragment książki

Andrzej Nowak-Arczewski – reporter, laureat Ogólnopolskiego Konkursu na Reportaż im. Zbigniewa Nosala. Autor książek reporterskich, m.in. „Orłowińskiej ballady”, „My z pałacu”.
Z młodszym Nowakiem...

....i starszym. Wujek-dziadek całkiem nieźle się trzyma.
 Takie to były magiczne piękne 12 dni Godów, a nawet 14 w naszej tradycji. Spotkania rodzinne i z przyjaciółmi, niezapomniany Sylwester i niekończące się życzliwe rozmowy, pełne serdeczności i tkliwości.
A ja jeszcze nie spię.





wtorek, 15 listopada 2016

Zocha, Janka, Margareth i moi Anglicy.


Pewne chwile w życiu są takie oczywiste, ale z trudem akceptujemy ich nieuchronność. Tak z perspektywy swojego wieku  przypominam sobie  moje dwie, już nieżyjące wychowawczynie z liceum, które znacząco wpłynęły na moje życie./Cytaty angielskie dla reklamy naszej szkółki językowej, można pominąć:) Głównej myśli posta to nie zakłóci/
Pani Janka Bińczak była niewątpliwie piękną kobietą, zawsze nienagannie ubrana w eleganckie wąskie spódnice i obcisłe sweterki, podkreślające jej szczupłą i  bardzo zgrabną sylwetkę.   Ciemne włosy średniej długości  miała lekko ułożone, takie w stylu lat 30. W jej strojach dominowały  kolory zieleni i brązu, takie kolory ziemi powiedzielibyśmy teraz, ekologiczne. Może to miało podświadomy związek z jej zawodem? W moim  liceum  była wieloletnią nauczycielką biologii. Uczyła mnie przez trzy lata i była też od III klasy moją wychowawczynią . To ona doprowadziła nas do matury.
W szkole byłam typem wzorowego ucznia, uczyłam się chętnie i ambitnie, ponadto tzw. praca społeczna  na rzecz  innych też była  moją pasją. Jako gospodyni klasowa miałam okazję wykazać się organizacją ciekawych imprez, a do tego była potrzebna  odpowiednia współpraca z wychowawczynią. Janka zawsze akceptowała moje pomysły i wspierała mnie  w ich realizacji. Nieraz odwiedzałam ją w domu i byłam pod dużym urokiem jej gustownie urządzonego salonu.
Na lekcjach biologii bałam się profesorki, była bardzo wymagająca, taka ostra i bardzo zdyscyplinowana.  Taka w stylu Margareth Thatcher, która wtedy dochodziła do władzy.
 Moi angielscy znajomi tak wspominają Żelazną Damę:
          I am afraid that I do not share any enthusiasm for Margaret Thatcher, nor can I see any redeemable characteristics in this vile creature whatsoever. I do not consider her "brave" in confronting the NUM and other trade unions, she was simply a sociopath and a philistine to boot. I am an ardent believer in the absolute necessity of strong trade unions; I have the empirical examples of both the UK and the U.S. to demonstrate just why they are utterly essential.
Na lekcjach angielskiego dużo ostatnio rozmawialiśmy o Żelaznej Damie, a ja skorzystałam z opinii moich angielskich znajomych. Zawsze imponowały mi mocne kobiety. A moje nauczycielki, o których chciałam wspomnieć, należały do wyjątkowych osobowości.
England had a very polarized perspective on Thatcher. You either loathed or idolized her; there was no middle ground. Of course this was predicated upon and across class and geographic faultlines. The relatively impoverished, industrial North (plus South Wales) bore the brunt of her ideologically fuelled destruction, while London and the genteel Southern counties worshiped her as she freed people from the social contract and endorsed the "greed is good" mantra. Her exact contemporary in the US, Ronald Reagan, carried out an identical programme throughout the 1980s and beyond. As a consequence, the social fabric of England has been ripped to shreds, quite possibly irredeemably. I personally can never forgive her for this willful, selfish crime that destroyed millions of people's livelihoods and futures and from which this country may never recover.
 Moja Pani od angielskiego, niezapomniana Zocha, też przypominała siłę lokomotywy utożsamianej ze wspomnianą pani premier. Kiedy z Anglikami  nadal o tym rozmawiałam, wyrażając swoje admiracje wobec M. Thatcher, oni odpowiadali:
                Apologies for my anti-Thatcher tirade. It is an extremely sensitive subject for us, probably given our age and social background. People of our generation grew up with a wonderful health service (NHS), free at the point of use to all, regardless of income or means. So many aspects of the post WW2 consensus, social democratic welfare state such as libraries, decent education, museums, dental care, pensions, bus and rail links were taken for granted without due recognition that these wonderful gains were only achievable at the cost of millions of deaths. Post Thatcher, so much of these social programmes (to me the hallmark of a civilized society) have been deliberately and systematically dismantled post Thatcher and her TINA sophistry. As such, we are now facing social regression back to pre-war times of gross inequality and mass disenfranchisement. As usual, the mainstream media play their key role of engineering and cultivating social compliance. I personally find such dynamics to be both monumentally depressing and profoundly upsetting.

Janka od biologii, czasami nazywana "Kaczką"  zatrważała i rządziła. Pytała nas po kolei, według swoich zasad, których nigdy nie odkryliśmy. Biologia, chociaż fascynujący przedmiot, nie należała do moich ulubionych. Ale genetyka była pasjonująca.
Ponad wszystko   pamiętam Jankę jako wychowawczynię  i nasze wspólne  rozmowy przed klasowymi imprezami. Najbardziej udaną była dyskoteka andrzejkowa z chłopakami z technikum. Zaprosiliśmy wtedy klasę V eu, my byłyśmy w klasie III. Wyjątkowo przystojni chłopcy zawrócili w głowie niejednej z nas. Tańczyliśmy przy dźwiękach piosenek Abby. Janka  obserwowała nas z bardzo dyskretnej odległości. Impreza była w świetlicy szkolnej i patronował jej ten sam napis „ Non scholae sed vitae discimus..”.
Naszą niezapomnianą przygodą była  3-dniowa wycieczka do Zakopanego. Pani była tam jakby  naszą starszą koleżanką. Nie pamiętam, żeby nas kontrolowała w pokojach i tzw. wolnym czasie. Tamtego maja . jedna z naszych koleżanek popełniła samobójstwo. Całą klasą żegnaliśmy ją parę dni przed tą wycieczką, chociaż wtedy chodziła już do innej szkoły. Janka prosiła nas, aby szczególną opieką otoczyć Elę W., która wówczas była w wielkiej przyjaźni ze zmarłą koleżanką
Na wspomnianej szkolnej wycieczce. Pani Janka miedzy uczennicami. Śnieg w maju nad Morskim Okiem. I ja po prawej w sweterku z owczej wełny. A jaki był drogi wtedy!
.
Jankę ostatni raz widziałam w dniu Jej 80-tych Urodzin. Wyglądała świetnie, z dyskretnym makijażem nadal czarowała swoim intelektem i nienagannymi manierami. Wiedziała, co u mnie słychać i tym mnie urzekła.  Szkoda mi tylko upływających lat i tego filozoficznego uspokojenia.  Sama zagrożona nieuchronnym przemijaniem, ubolewam, że śmierci zaprzeczyć się nie da. Tak mi się zdaje, że przystojna Janka/ nie wyszła za mąż/ do końca okazywała dużo namiętności do życia, była taka aktywna i ciekawa naszych doświadczeń, ale  świadoma odchodzenia i gaśnięcia.
Zocha” natomiast  była moją wychowawczynią w I i II klasie liceum i nie zawaham się powiedzieć, że w bardzo dużym stopniu  wpłynęła na kształt mojego życia. Przez wiele lat była nauczycielką języka angielskiego,  jedyną  w latach 70-tych w naszym hutniczym mieście.
Z byłymi nauczycielami i uczniami spotykam się co 5 lat na zjazdach szkolnych. Piszę tu.
Dawni i obecni nauczyciele II LO. 2014 rok.


Z kolezankami z IIc. Zabrały nam Zochę jako wychowawczynie, bo stworzono klasę z rozszerzonym angielskim. Ewenement w tamtych czasach.
Języki obce fascynowały mnie od dziecka. Wszystkie języki. Jako dziecko pojechałam do NRD-do Cottbus i Budziszyna. Tam zetknęłam się z językiem dolno-łużyckim. Kiedy ostatnio opowiedziałam o tym mojemu szkolnemu Profesorowi "Higginsowi", był zadziwiony i stwierdził, że
 I had no idea that ancient Lusitania was centered in modern day Poland and that is was ultimately overrun by the Pomeranians. Lusitania was the Roman name for Portugal, hence de Camoes' "Os Lusiadas" and my own initial confusion. As mentioned before, British people's understanding of European history is wretchedly woeful, myself included. It is also very confusing given that many regions share the same names; i.e. Galicia in NW Spain and Poland. There are may historical countries and territories that have since been absorbed into modern nation states and are now just footnotes in history. Bessarabia, Circassia, Wallachia, Transylvania, Rumelia, Carinthia, Podolia, etc. British people know next to nothing about the history of France, Germany or Italy let alone countries further afield. Come to think about it they know precious little about British history either. As George Santanyana presciently noted "Those who forget history are condemned to repeat it". Such is the innate curse of humankind
Języki obce bardzo mnie zawsze pasjonowały. Umiejętność posługiwania się nimi wydawała mi się zawsze czymś niezwykłym, darem prawie cudownym. Tłumaczenie wprost, natychmiastowe znajdowanie odpowiedniego słowa i wyrażenia było i nadal jest dla mnie dowodem najwyższej sprawności umysłowej. A jeszcze przerzucanie się  z jednego języka na drugi bez żadnej widocznej trudności to intelektualne prestidigitatorstwo! I opanowanie tej sztuczki  rozbudziła we mnie kiedyś moja ubóstwiana profesorka!
W tamtych czasach,  Zocha na tle naszego biednego miasta, rodem z proletaryzowanego PRL-u , była uderzającą osobowością  oraz indywidualnością wykraczającą poza socrealistyczne schematy i nie pasującą do żadnego wzorca.Prezentowała elegancję i szyk  jak  w amerykańskich filmach. Miała dyktatorski, nie bardzo znoszący sprzeciw sposób bycia, jednocześnie finezję dowcipu nie tkniętą siermiężnością tamtych czasów.Fascynowała inteligencją, urodą i niesamowitą błyskotliwością.  Była dla mnie, dla rozmarzonej nastolatki, sawantki in spe oknem na świat,  krystaliczną wodą na pustyni / sans exageration/, bo głęboko wierzyłam, że  językowa pasja zmieni moje życie, będę podróżować, poznawać ludzi z całego świata i prowadzić la vie mondaine.
Z Dominiką na The Mall- alei prowadzacej do Buckingham Palace w przeddzień urodzin Królowej.

La vie mondaine chez Madame Tussaud`s.
 A następnego dnia takie tłumy. Pomp and pageantry. Love it. Londyn obecnie się spauperyzował, jak my za komuny, hehe,prawie.  Ale nadal to najbardziej kosmpolityczne miasto w Europie.

I pojechała Her Majesty w lilowym kostiumiku.

I tak też się stało, zwiedziłam tyle wspaniałych zakątków na świecie i poznałam niezwykłych ludzi, a ostatnio zwierzyłam się ze swoich planów i oto , co usłyszałam;
Interesting that you would like to travel on the Trans Siberian Express. I think that it would be an amazing experience, particularly Lake Baikal for me. Buenos Aires would also be great, as I really like tango music and much of the literary and cinematic culture.  Patagonia would be very interesting given the remote location, dramatic scenery and strange wildlife.
Znajomość angielskiego była czarodziejską różdżką pożyczoną od mojej ulubionej profesorki.  I am sorry with regards to my evident deficiency in coherently articulating my thoughts about my childhood and my heuristic adventures in epistemology. I love the English language as it boasts the widest vocabulary  at over 2 million words (the average Brit sadly only uses up to 100,000 of these however). I try and learn new words every day through my constant reading and recent great examples include apricity (the warmth of the winter sun) and jentacular (an early breakfast). The purpose of my musings and related digressions was to provide some contextual background as to my thoughts on different subjects. 

Oryginalność i niepowtarzalność zachowań pani Świątkiewiczowej, jej powiedzonka stały się legendą. Przez całą swoją karierę pedagogiczną zachowała styl wielkiej damy,  była wspaniała, wyniosła, bo pewna swoich umiejętności, jakby przełożona na pensji dla dobrze urodzonych panienek.
Wycieczka do Warszawy w połowie lat 70. Zocha wesoło się uśmiecha. Z tych dziewczątek wyrosły prawie same nauczycielki. Obok Zochy po lewej profesorka od historii pani Alicja Sokołowska.

A ja od zawsze prezentowałam dobry humor, a te dwie czarnulki koło mnie i poniżej wyrosły potem na  piękności.
 Zocha budziła podziw i siała strach, dobrze o tym pamiętam.  Była perfekcjonistką, wymagała od siebie i innych, tępiła głupotę i esprit d`escalier /płaskie umysłowości/ i łacińskie przysłowie z Horacego odi profanum vulgus et arceo było z pewnością jej credo. Zmarła w wieku 92 lat.
    
Mój nowy profesor Higgins/ tak, tak, ten z Pigmaliona:))/ sprawia mi tyle intelektualnych przyjemności. Sam twierdzi:  Our discussions always give me plenty of food for thought and contemplation. Your comments with regards to my question on critical pedagogy make perfect sense. I am aware that life under the Soviet yoke was a brutal experience, most particularly when Stalin usurped the reins of power. Here in the "west", we were of course subject to a never ending media narrative as to the evils of communism (sans the inherent nuances and contradictions), while I read Solzhenitsyn, Orwell, Koestler, Kundera, Klima, etc, as well as many samizdat novels and works. The Prague Spring and the Hungarian Revolution of 1956 were never far from mind. I viewed things first hand in 1977 when I traveled to Russia and saw the dour, resigned faces of people, the overwhelmingly palpable sense of fear and suspicion, the empty shelves in stores and supermarkets, the dashas of the party apparatchiks and the Berezka shops. A few years later I traveled around Bulgaria and witnessed similar dynamics.  I am politically on the left and identify most strongly with anarcho-syndicalism as expounded by the likes of Rudolf Rocker and Noam Chomsky and central to the philosophy of both the IWW and the CNT in the Spanish Civil War. This to me represents the greatest potential for a fully-functioning and inclusive society, all though I recognize that it is wholly unrealistic in the barbaric and unforgiving world that we live in. As such, the best option to me is socialism, as it proffers an optimal outcome for the greatest number of people and protects the least fortunate members of society (always the first place to start). 
Chyba socjalizm utopijny , hehe.
A co do Trumpa. Też ciekawie to ocenił.
Trump's victory in the US election was not a surprise at all to me; I actually won quite a few bets from American friends who were convinced Clinton would prevail. They were simply transfixed by the media echo chamber which as ever is there to disinform and confound. No one actually likes Trump or Clinton; it was primarily a gestural rejection of a system that has abjectly failed the majority of people for decades.  The super rich elite have continued to inexorably prosper at the direct expense of everybody else, a dynamic that is similar around the world. I hate both candidates, which in a country of 350 million represents a gross indictment of the system in and of itself. From a realpolitik perspective however, I would marginally prefer the infantile narcissist Trump over the psychotic warmonger Clinton.
 Ja też jestem nauczycielką i to już od 34 lat. Mam nadzieję, że też zainspirowałam pokolenia. Nie będę skromna, dowody szacunku i podziwu  często są moim szczęśliwym udziałem. A najlepiej się bawię,  gdy moi uczniowie- obecnie dorośli panowie- na uwagę, że znamy się ze szkoły, mówią,  że tak - siedzieliśmy w tej samej ławce, Tacy komplemenciarze! Bo czy ja się tak bardzo zmieniłam? Pytanie retoryczne, haha. Nie ma to  jak dobry nastrój.
Zdjęcie, bagatela, sprzed prawie 40 lat.

A ja nadal mam te same włosy i uśmiech. Ta mała dziewczynka powyżej to Małgosia, moja młodsza siostra cioteczna- w rózowych adidasach. A z drugiej strony moja córka Dominika z Matyldzią. Upodabnia się do mnie.