Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

środa, 13 lipca 2011

Places in the sun- Languedoc.

Czytam te rozne zakladki i probuje zorientowac sie w tworzeniu tego bloga, tak ,aby uczynic go bardziej atrakcyjnym. Nigdy nie bylam zbytnio dociekliwa, a juz technicznych nowinek unikalam, glownie z powodu nieznajomosci rzeczy. Zawsze liczylam, ze ktos mi pomoze, wytlumaczy. A teraz osiagnelam taki stan, ze wstydze sie prosic o pomoc, ze powinnam wiedziec wszystko. Popracujemy troche, w koncu mam nieograniczony czas tutaj.
Ciekawa jestem, kto zajrzy na moj blog, czy znajde kogos w podobnej sytuacji. Czytalam rozne historie Polek we Francji, glownie koncentruja sie wokol pracy , ubezpieczenia, dzieci, mieszkania i sa to raczej mlode kobiety. Ucze sie caly czas francuskiego, bo wiem, ze to jest niezbedne w funkcjonowaniu w tym kraju. Mamy kilkoro przyjaciol Francuzow, oni mowia po angielsku, a moj maz nie mowi po francusku. Gdy sie spotykamy, rozmawiamy taka  mieszanka jezykowa, przynajmniej ja probuje. A moja sytuacja jest tak zupelnie odmienna, nie szukam pracy, mam, gdzie mieszkac, jak to Anglicy reklamuja Places in the sun. W Anglii lobbing francuski swietnie funkcjonuje  i przyjezdzaja ci "wstretni" Anglicy i kupuja rozwalajace sie stodoly, chaty i ugory ziemi. Woleliby chyba Hiszpanie, bo i ludzie sympatyczniejsi i jezyk jakis cywilizowany dla nich, moze bardziej dla Amerykanow, ale Francja  jest modniejsza i zdobyla rynki dzieki popularnym programom telewizyjnym.
Ja zawsze kochalam Francje i znjduje ogromna przyjemnosc w mieszkaniu tutaj i chcialabym sie rozliczyc sama ze soba za moja komunistyczna martyrologie. Blogi Angielek, czy Amerykanek mieszkajacych we Francji sa tak  wesole i optymistyczne, a my zawsze smucimy i popadamy w melancholie. Ja sprobuje inaczej, zrobie ten wysilek.Tyle podrozowalam w ostatnich latach, mieszkalam w roznych panstwach, i nie byly to warunki spartanskie. Poprobuje pisac optymistycznie.

" I want that house" according to Kim. Dlaczego mieszkam we Francji?

               Witam wszystkich, ewentualnie zainteresowanych. Postanowiłam pisać bloga, żeby znaleźć osoby w podobnej do mnie sytuacji, żeby mieć zajęcie, żeby zastanowić się nad sobą i spojrzeć z boku na swoje życie okiem obserwatora spisującego dziennik pewnej Polki, która w wieku już conajmniej średnim zaczęła nowe życie z nowym mężem, starym amerykańskim  hippisem w południowo-zachodniej Francji.
Hippis jest zabawny, nie wzięli go na wojnę w Wietnamie, więc nadal wsród zywych, nie pamieta za wiele z lat 60-tych, jak wszyscy z tamtych czasów, bo jakby pamietał, to bym go tam nie było. Oni tak zawsze mówią, podkreslając tym faktem, ze byli pod wpływem srodków odurzających.Najchetniej wspomina swoje przygody jako easy rider, chociaz wiadomo, ze wszyscy sobie dokladaja taka hippisowska martyrologię, a teraz i tak należą do establishmentu, z którym kiedys walczyli. A ja jestem polską nauczycielką-lingwistką, dziennikarką , aktywną działaczką społeczną, podróżniczką, businesswoman i czego ja jeszcze nie robiłam? To  pierwsze i ostatnie zajęcie dało mi wolność. Te pomiędzy, to takie pasje życiowe.
Hippis i nauczycielka, to jest dopiero wybuchowa mieszanka, on urodzony Amerykanin, chetniej przedstawia sie jako Szkot, co u mnie juz wzbudza salwy smiechu, bo taki z niego Szkot, jak ze mnie powiedzmy Ślązaczka. Mieszkal 25 lat w Szkocji, ma tez paszport brytyjski i stad jego zamilowanie do tego kraju, akcent zawsze go zdradza, a wyglad ma równiez jankeski, taki dla mnie podstarzały Robert Redford, chociaz dużo młodszy od oryginalu.
Ja doskonale indoktrynowana w latach 70. wzorowa uczennica w najlepszym liceum w miescie. Hippisow ogladalam w filmie Hair albo w wersji light w jakims filmie z Louis de Funes, ale podobal mi sie bunt obyczajowy, bo to dawalo szanse na sprobowanie czegos niezwyklego. Ja bylam takim buntownikiem bez szczegolnie powaznych konsekwencji, wszystko w ostatecznych granicach rozsadku. Szkola srednia, studia, praca, malzenstwo, dzieci. Bo wiedzialam, ze prawdziwy bunt w tamtych czasach byl bardzo klopotliwy. Taki wygodny konformizm, charakterystyczny dla mojego pokolenia, nie bedę sobie przypisywac kombatanckiej przeszlosci,  chociaz staralam sie zawsze coś robić przeciw, bo taką miałam potrzebę.Bo jak długo można było znosić upodlenie tamtego zdemoralizowanego systemu.
W latach 90. po otwarciu Polski na swiat zaczęłam wreszcie wyjezdzać na ten "zgnily" zachod i doszlam do wniosku, ze musze wreszcie zacząć mieszkac za jakąś granica, bo mi sie znudzilo to moje "mieszczanskie" zycie, chociaz daleko mi bylo do prawdziwej mieszczanskosci. Mieszkalam w  bloku, chociaz mieszkanie bylo typu M4, nigdy nie mialam swojej sypialni, ta rozkladana wersalka w  tzw pokoju stolowym doprowadzala mnie do rozpaczy. Mąż tez przezywal swoje egzystencjalne problemy, jako germanista zaczął sprowadzac samochody z Niemiec i tlumaczyc dokumenty. Sprowadzanie samochodow i taki jakis drobny handel byl dla niego upokarzajacy. Zawsze wolal literaturę od pracy, taki typowy inteligent bez czynu, ja myslalam podobnie, ale wykorzystalismy swoje wyksztalcenie i wspolnie rozpoczęlismy biznes szkoleniowo- tlumaczeniowy, ktory  zaczal przynosic dobre dochody. A kiedy mieliśmy już dobre  swoje samochody, zaliczylismy parę fajnych wakacji  i byliśmy w trakcie transakcji  kupna dużego  domu, to się rozstaliśmy. Takie to banalne, a jednak tak się to zakończyło.Przyczyn było wiele. Ale to pomysł na inny blog.
Swojego obecnego męża poznałam a few years ago,I wish we met earlier, jak to on mówi. Kilka lat przyjeżdżałam do Francji, do jego różnych domów, które kupował, remontował i sprzedawał, zanim tu zamieszkalam na stale, nie na długo pewnie w tym właśnie miejscu. Pobraliśmy się parę miesięcy temu u jego matki na Florydzie. Wyglądałam jak gwiazda filmowa, n`est pas? Hippisowi ciężko było podjąć decyzje, nie ma dzieci, taki wolny, pracowal na statkach, mieszkał w różnych krajach, a tu nagle jakaś Polka. On Polakow znal z Milwaukee i tylko kojarzył kielbasę, a komunę znal z filmów o Bondzie lub innych szpiegowskich. Zetknięcie naszych mentalności jest czasami tragikomiczne dla mnie, a dla niego niezrozumiale zupełnie. Np ta obsesja sypialni , teraz ja wreszcie mam. A Kim naoglądał się kiedyś programów telewizyjnych reklamujących French property i tak 10 lat temu znalazł się na francuskiej ziemi. I want that house, that`s it. Tak to z nim było.