Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

sobota, 31 grudnia 2011

Szczęśliwego Nowego Roku!!!

A tu, ja jako Santa Claus w naszym domku. Okularki były bardziej zsunięte, jak u nauczycielki i ulubiona fantazja męska zaspokojona, plus to, czego nie widzicie ;)
Ciekawa jestem, czy ktoś pamięta romantyczną komedię radziecką pod tym samym tytułem, grał tam przystojny Aleksander Bielawski znany z naszych  Pancerniaków i polska ślicznotka Barbara Brylska. Stare dzieje, tak mi się przypomniało, że kiedyś były zupełnie inne czasy. I nie mówię tego z tęsknoty , ale tak mi przyszło do głowy. Brakuje mi Kima w pobliżu, on mi tylko przypomina radosne komedie amerykańskie, słodkie pioseneczki w stylu orkiestry Glenna Millera czy The Rat Pack, Wielkiego Gatsby`ego i Florida style, a nie blokowiska sowieckie. Once he made an offer I couldn`t refuse i tak trwa to szczęście.
A miniony rok był dla mnie wyjątkowy, jak prawie każdy z ostatniej dekady mojego życia. Mogę sobie pogratulować, i powiedzieć młodym, którzy boją się lat dojrzałych, że wiek między 40. a 50. rokiem życia może obfitować w największe  sukcesy i zawodową satysfakcję, a stąd jeden krok do realizacji najbardziej wyszukanych marzeń. I chociaż czasami zdarzają się nieprzewidziane sytuacje, ale to jest wpisane w życie.
A moim znajomym bloggerom dziękuję za to , że ich znalazłam w sieci, uczę się dużo od Was. I życzę realizacji swoich marzeń i planów i " uprawiać kult góry".
A dla naszego kochanego kraju jedno życzenie na czerwiec : OBYŚMY WYSZLI Z GRUPY!!!!!

środa, 28 grudnia 2011

Malta3

Wyczytalam , że w jury  konkursu na najlepszego bloga w kategorii Podróże i szeroki świat będzie  Tomasz Michniewicz, szalony, nie bojący się niebezpieczeństw podróżnik i backpacker, który  min przebywał na statku Mel Fisher`s Treasures i był świadkiem poszukiwania skarbów na dnie morza. I tak sobie pomyślałam z dużą satysfakcją o swoich przygodach i przyjemnościach życia, jakie w ostatnich latach mi się zdarzały. Mój mąż, jako operator ROV zabierał mnie na statki RPM Nautical Foundation, Odyssey oraz Ted Waitt Foundation i wiele moich wakacji w towarzystwie pasjonatów  podwodnej archeologii  były  przeniesieniem w inny niezwykły świat. Ja to traktowałam  w kategoriach luksusowego Club Med i takiej bardzo dalekiej drogi od mojego  mieszkanka na Polnej do rezydencji  Kima matki. W muzeum Mela Fishera na Key West dostałam od mojego "pirata" wspaniałą biżuterię, rekonstrukcję jakiejś starożytnej kolii.
A zakładki  do konkursu nie umiem wkleić!
I znowu powspominam i znajdziemy się pod upalnym niebem Malty, gdzie często wracałam i czułam się swobodnie i pewnie, jak u siebie. Po kilku pobytach w tym małym państwie, 24 km długości, 17 km szerokości, coś jak powiat , każdy może się czuć tam jak u siebie, rozpoznawać bez trudu ulice, chodzić do ulubionych pubów i dyskotek, spotykać zaprzyjaźnionych tubylców i turystów, którzy tam stale wracają, pamiętając o sloganie reklamowym „you deserve the best”.

Hotel Hilton tak zepsuł historyczną zabudowę.

Z okna hotelu St George.
Maltańskie wyspy wynurzające się z błękitu Morza Śródziemnego zapowiadają wspaniałą przygodę. Tysiące lat historii, od Fenicjan, Rzymian, Arabów, Kawalerów Maltańskich aż do Imperium Brytyjskiego . Chyba najbardziej opłacało się Malcie być pod brytyjskim panowaniem, bo obecnie jest najatrakcyjniejszym miejscem do nauki języka angielskiego. Łączy w sobie marzenia o idealnych wakacjach, szczególnie dla młodych ludzi, a ci starsi w poszukiwaniu straconego czasu odnajdą również swoją reinkarnację, jeśli myślą, że znajomość języka angielskiego, jak każde dobre wykształcenie, zmieni coś w ich życiu.
Żagiel pod kolor mojej bluzki.
Podczas jednego z  pobytów na Malcie zapisałam się wraz z córką na kurs językowy, byłyśmy w osobnych grupach, obviously, ja poszłam na business English. W sześcioosobowej grupie razem z Hiszpanami i Francuzami znalazłam się po napisaniu testu kwalifikacyjnego. I zaczęła się moja językowa przygoda, określenie językowa jest już dla mnie pozytywne, gdy dodamy przygoda, to po prostu oznacza wspaniałe wakacje! Niech wyrażenie „I am pampering myself” (rozpieszczam siebie, tak, tak od pampersów) będzie najlepszym opisem takich wakacji na Malcie.
 Dominika z zabytkowym autobusem.

Za budkami Katedra Jana Chrzciciela.

Pomnik Królowej Wiktorii przed biblioteką.

Na Placu Republiki.

 Ponadto znajomość jakichś innych cywilizowanych języków, prócz angielskiego będzie zawsze mile widziana.
Z rycerzem maltańskim.

Na dworcu autobusowym.

Maltese boats.

Motorówką z Kimem na około Malty.

  Szalałam z córką na koncercie Akona, Maroon 5 i E.Iglesias'a organizowanych przez MTV, wypatrywałyśmy się potem w telewizji. Będąc tam tym razem mieszkałam w St.Julien's, niedaleko rozrywkowej dzielnicy Paceville, która młodym i dorosłym zapewnia „great nights out”. Córka przebywała na statku.
Mosta, największa kopuła na Malcie, trzecia w Europie.

Widok z hotelu Waterfront na Manoel Island


Kim na motorówce Venus.

A więc jak wygląda typowy dzień na wakacyjnym kursie językowym na Malcie? Rano-3 godz.języka, lunch w przybrzeżnych restauracjach, po południu nadal język, czasami  w wersji turystycznej - nurkowanie z opalaniem się lub zwiedzanie Valetty, Mdiny, Rabatu czy świątyń paleolitycznych (starszych od piramid), wieczór- krótki odpoczynek w hotelu, noc- znowu nauka języka inspirowana limitowaną dawką koktailii pomaga erudycji, utrwala nowe słownictwo i zapewnia wspaniałą zabawę do północy, może trochę dłużej. Knajpiane rajdy kończą się czasami nad ranem. A o 11.00 trzeba być w formie na lekcjach.
Na Maltę przyjeżdżają ludzie z całego świata uczyć się języka angielskiego, twórcza, wibrująca atmosfera jest wszędzie obecna.


Malta to językowy „couture living”. A  tych najpiękniejszych zdjęć nie mogę odszukać na płytach, za dużo ich miałam i nigdy nie porządkowałam, jak należy.

piątek, 23 grudnia 2011

Merry Xmas from Palm Beach County.

Moje ostatnie Boże Narodzenie było dla mnie, jak czarodziejskie i magiczne momenty ze słodkich  amerykańskich świątecznych piosenek.  Zmiana stanu cywilnego w takich  egzotycznych okolicznościach/ ..przyrody/ sprawiła, że poczułam się sama wyjątkowa, a mój szalony małżonek z  niekłamanym zapałem utrwala we mnie poczucie wyjątkowości. To bardzo miłe. Z przyjemnością wracam do tych wspomnień. Chciałabym życzyć wszystkim wspaniałych Świąt, radosnych i wymarzonych, oraz szczęśliwej realizacji  planów i zamierzeń w nadchodzącym Nowym Roku!

środa, 21 grudnia 2011

Eutaw-Alabama

19 grudnia zeszłego roku bylismy w Eutaw, Alabama i oglądalismy dwa domy na sprzedaż, na zdjęciu powyżej. Kimowi się bardzo podobały, mnie też. Od lat planował mnie tam zabrać. Piękne, nastrojowe wnętrza, ceny bardzo przystępne. Dla mnie Alabama to była totalna egzotyka. A mój   "Rhett Butler" chciał ze mnie zrobić drugą Scarlet. W Georgii też byliśmy. Ale w Atlancie nie chciał. A poznałam niedawno wirtualną kolezankę z Alabamy i tak sobie przypomniałam mój pobyt z zeszłego roku.

niedziela, 18 grudnia 2011

Malta 2

Niedawno na kanale TCM oglądałam film „Sokół maltański”, klasyczny kryminał sprzed ponad pół wieku. Tytułowy sokół nawiązuje do Rycerzy Maltańskich, którzy w zamian za wyspę, daną im w wieczne użytkowanie od papieża wysyłali mu raz na rok jednego sokoła w formie zapłaty.

Humphrey Bogart wypowiada na końcu pewną kwestię, którą pamiętam od czasów, kiedy ten film obejrzałam po raz pierwszy. Cytat brzmi:”To materiał, z którego buduje się marzenia”. Materiałem, z którego utkałam swoje marzenia była literatura piękna . Chciałam podróżować, poznawać wielu ciekawych ludzi, pisać, robić zdjęcia, mówić kilkoma językami i mieć u boku kogoś, kto akceptuje moje różne szaleństwa. To był mój ideał dobrego życia.
A teraz wracamy na Maltę, która stała się moim prywatnym rajem na ziemi, jak wszystkie inne miejsca, gdzie bywałam z moim mężem.

Państwo Malta to w zasadzie trzy wyspy: Malta, Gozo i leżąca między nimi najmniejsza Comino.
Same brzegi to przede wszystkim strome skaliste klify, z licznymi zatokami i jaskiniami abrazyjnymi . Piaszczystych plaż jest niewiele i są one bardzo małe. Ze względu na niewielki obszar prawie wszystkie nadające się grunty przeznaczone są pod uprawy rolnicze i chyba najbardziej charakterystycznym wizerunkiem tych wysp są murki ustawione z wapiennych kamieni odgradzające poszczególne pola.
Jeśli chodzi o historię tego kraju to była ona bardzo burzliwa. Stąd wiele, często bardzo starych zabytków na wyspie. Wyspy przechodziły z rąk do rąk. Panowali tu Fenicjanie, Grecy , Kartagińczycy, Rzymianie, Arabowie, Normanowie, Zakon Joannitów (Maltański), Francuzi (bardzo krótko w czasie wyprawy Napoleona na Egipt) i Brytyjczycy. Państwem niepodległym Malta stała się dopiero w 1964 roku, członkiem UE w 2004 roku. Dzisiaj najwięcej śladów możemy oglądać po czasach, kiedy to Malta była posiadłością zakonu Joannitów.
Auberge de Castille-Pałac Wielkiego Mistrza, obecnie siedziba premiera i rządu. Flaga, jakby polska, ale kolory nie są wzdłuż, tylko pionowo.
    Do dziś pozostało bardzo wiele ogromnych fortów, wież strażniczych porozstawianych na klifach i kościołów. Dziwić może, że prawie w każdej najmniejszej miejscowości znajduje się ogromny kościół, jak gdyby przeniesiony z jakiegoś dużego europejskiego miasta. Ostatni epizod w historii Malty został zapisany podczas I wojny światowej, kiedy była „zacumowanym szpitalem” i podczas II wojny, kiedy była ona „zacumowanym lotniskowcem” służącym do wypadów nad północną Afrykę i Włochy.

Malta słynie z dwóch typów zabytków. Pierwsze to megalityczne świątynie, drogi skalne i katakumby pochodzące z czasów prehistorycznych lub z początków naszej ery. Drugie to fortyfikacje i kościoły pozostawione przez Zakon Maltański. Dwie świątynie i cała stolica Valetta są wpisane na Listę Dziedzictwa Kultury UNESCO.
Najsłynniejszym zabytkiem maltańskim jest Hypogeum, zwana też świątynią Hal Salfieni. napiszę o nie odzielnie. Dokładnie kilka przecznic dalej leży, tym razem na powierzchni , Tarxien Temples. Jest to największa świątynia megalityczna na Malcie powstała około 2800 roku p.n.e.. Zachowały się resztki murów, nisz modlitewnych, przełamany posąg Matki Bogów, kilka ornamentów i rytów zwierząt na ścianach. Kolejna świątynia to Haqar Qim i leżąca zaraz obok Mnajdra. Haqar Qim odkryta w 1839 roku została wybudowana w 2700 roku p.n.e., choć w późniejszych czasach uległa licznym modyfikacjom. Jest to kamienny krąg z niszami modlitewnymi.


Z budowli pozostałych z czasów zakonnych słyną trzy miasta-Valetta i Rabat na Malcie, oraz Victoria na Gozo. Stolica dzisiejszej Malty zaczęła powstawać wokół Fortu St.Elmo. Przeniósł ją tu z Mdiny wielki mistrz zakonu joannitów Jean Parisot de la Valette, po udanym odparciu najazdu tureckiego (1565). Nowa stolica została zbudowana według wszelkich reguł budowy miast renesansowych i otoczona licznymi bastionami i murami obronnymi. Dzisiaj wchodzimy do niej przez bramę główną, przed którą mieści się zajezdnia autobusów.
Przejechac sie takim autobusem to jest niezwykłe doswiadczenie, pociąga się za sznurek z dzwoneczkiem np, bilet u kierowcy i bardzo tani.
      Proste wąskie uliczki przecinające się pod kątem prostym, zaopatrzone są w liczne schody i opadają w kierunku klifów morskich. Charakterystyczne dla miast maltańskich są liczne drewniane balkoniki pokrywające często szczelnie fasady domów. Miasto jest bardzo małe i gęsto zaludnione. Główne atrakcje to: fortyfikacje okalające całe miasto, Pałac Wielkiego Mistrza- ze słynną zbrojownią i kolekcją dzieł sztuki oraz Katedra św.Jana.
Dawna stolica Malty, Mdina leży koło miasta Rabat. Można tu zwiedzić bardzo interesujące katakumby św. Agaty- dobrze zachowane freski na ścianach. Obok katakumby św.Pawła jest kościół, gdzie w podziemiach znajduje się fragment jaskini i wykute cele, gdzie przebywał św.Paweł gdy jego statek rozbił się u wybrzeży maltańskich. To on przyniósł na te wyspy chrześcijaństwo już w pierwszym wieku n.e. Byłam na Malcie w różnych miesiącach, w lecie jest upalnie, najprzyjemniej w maju, wczesną jesienią. Malta to nie bezmyślne wakacje na plaży i w dyskotekach, Malta zetknięcie się z historią i ulubiona destynacja na kurs języka angielskiego.


czwartek, 15 grudnia 2011

Malta 1


Widok na St Angelo Fort w Vittoriosa i St Michelo Fort w Senglea
Senglea, wieza straznicza

Birgu
  20 lat temu byłam w Częstochowie na spotkaniu z papieżem Janem Pawłem II podczas światowych Dni Młodzieży.  Poznałam tam uroczych ludzi z Malty, korespondowaliśmy przez parę lat i od tamtych czasów miałam w swoich marzeniach mapę podróży na Maltę.
 Pomyślałam, że napiszę parę postów o tej pięknej wysepce, bo przez parę lat spotykałam się tam z moim mężem, najpierw narzeczonym i mam miłe wspomnienia stamtąd.
Ponadto ostatnio niepotrzebnie wdałam się w dyskusje socjologiczno-obyczajowo-historyczne na innych blogach i odezwały się we mnie jakieś wojownicze instynkty. Muszę się "zresetować" i wrócić do mojego świata.
  Chciałam wtedy, aby Kim zatrzymał mnie na maltańskiej wyspie Gozo, mitologicznej Oggia, jak kiedyś nimfa Kalipso przetrzymywała Odyseusza przez 7 lat. Tak bardzo zawsze pragnęłam zostawać z nim dłużej, niż moje wakacje.
Lubię dworce, lotniska, porty, miejsca skąd się odjeżdża i dokąd przyjeżdża. Lubię obserwować międzynarodowy tłum na lotnisku. Tym razem leciałam z Palermo na Maltę. Byłam bez bagażu, bo Kim zabrał moje walizki na statek, a bilet miałam w jedną stronę, tzw bilet terrorysty,  jak się kiedyś mówiło.Teraz już nikogo nie dziwi bilet w jedną stronę. Ale wtedy wzbudziłam  czujność urzędników przy odprawie. Długo się zastanawiali, co ze mną zrobić sprawdzali mój paszport na wszystkie sposoby, w końcu pozwolili mi wejść na pokład aerobusa 320 linii Air Malta i za 30 minut wylądowałam na środku Morza Śródziemnego, czyli na Malcie. Przywitały mnie wystrzały armatnie i fajerwerki “To na twoją cześć” żartował Kim. To były kończące się obchody Św. Piotra i Pawła, wielka feta dla Maltańczyków. Natomiast Edgar twierdził, że to ku czci Canada Day, święta narodowego Kanady, obchodzonego 1 lipca. Jak wspaniale zapowiadały się tamte wakacje...Ekscytująca historia, czarujące budowle, niemi świadkowie minionych epok, eklektyczna architektura, jachty, błękit morza i wszechobecne słońce.
Najbardziej intrygującym aspektem tamtejszych wakacji był fakt, że przebywałam na amerykańskim statku “Herkules”, którego załoga zajmowała się odkrywaniem skarbów po dawnych cywilizacjach na dnie Morza Śródziemnego. Naczelny archeolog fundacji dr Jeffrey Royal wprowadził mnie w pasjonującą historię Malty.Opowiem o tym w następnych postach.
Na pokładzie RPM “Herkules” przy Manoel Island rozpoczęła się moja archeologiczna przygoda .
Gdy teraz o tym myślę, gdy za moim oknem w polskim  mieszkaniu nie świeci słońcem, jest szaro i ciemno, to tamte moje doświadczenia wydają mi się niezwykłe. Nasze pierwsze randki. Zawsze wyjazdowe, zawsze egzotyczne , zawsze nienasycone siebie.

sobota, 10 grudnia 2011

Joyeux Noël et Bonne et Heureuse Année de Languedoc

Meilleurs Souhaits de Joyeux Noël et Bonne et Heureuse Année
Meilleurs Voux!  Iluminacje świąteczne w naszym downtown, tak sie smiejemy. Zdjęcia tez z lokalnej winnej piwniczki. Niedługo wyjeżdżam na Święta do Polski, i na zimę niestety, bo tak cały czas tkwię w dwóch światach. Jedni pracują na zachodzie, a do domu wracają na święta, a u mnie jest odwrotnie,  ja pracuję w Polsce, a do domu wrócę na wiosnę. Niektórzy podjęli już decyzję rozdzielenia tych dwóch światów, ja też mam nadzieję, że niedługo  moja sytuacja   się unormuje.
Kwiaty nadal kwitną, nie tęsknią za sniegiem.
W słońcu, na murku  rozłożyły się agawy. Mialam takie w domu. Zawsze tu na poludniu mnie zadziwia i bardzo sie podoba, że "nasze" kwiaty doniczkowe rosną tu w naturze.
 Uwielbiam robic zdjecia dawnym studzienkom, a teraz ozdobnym kranom i kwietnikom.
Wyczytałam o drzewach truskawkowych, smakowaly  coś, jak nasza morwa. Smak dla mnie zupelnie zapomniany. A obok popękane owoce granatów.
Ten mały platan po lewej ma  podcinane gałęzie . Taki ogołocony teraz, a w lecie bardzo gęsty.
It drives me crazy! Cytryny za kazdym razem, jak widzę.
Kolorowy parkan, nie koło naszego domu, niestety.
Tęcza ostatnio jest codziennie. Nie umiem tych zdjęć ustawić w jednym poziomie. Nawet , jak zmniejszyłam, to nie "ustawily się".
Rozdzielilam na dwie strony.
Mój kiepski obiektyw nie ogarniał tej przestrzeni. Deszczyk stale pokrapywał, a z drugiej strony swieciło słońce.
A tu już zachód nad moim miasteczkiem, w drzewkach oliwkowych, cały czas zielonych.
Zachód 3 dni temu był o równej 17.00, a ciemno się robi o 18.00, w zaleznosci, jak to slonce swieciło w ciagu dnia. Wschod, sprawdziłam, bo nie widzialam o 8.10. Wystarczy pojechac godzinę w stronę Hiszpanii i wszystko się zmienia o 15 min. W końcu jesteśmy na zachodzie

czwartek, 8 grudnia 2011

Olonzac market - radosny wtorek przedświąteczny.






To jest obowiązkowy punkt programu każdego wtorku. Jedziemy do Olonzac, to  4 km od naszego Pepieux.  Od rana rozkładają się stragany na ulicach Olonzac, które z  dwutysięcznego miasteczka czynią  tętniącą  metropolię wypełnioną  setkami ludzi . Szczególnie tak było w lecie. Turyści i miejscowi  kupują, oglądają, komentują, próbują smakołyków, robią zdjęcia, rozmawiają z kupcami, zapatrzeni słuchają ulicznych artystów. Wszystkie bary i restauracje wzdłuż wystawienniczych ulic nie narzekają na brak klientów, goście sączą  lokalne AOC wino , wszak jesteśmy w stolicy okręgu Minervois. Jeśli czerwone to będą winogrona Grenache, Syrah, jeśli białe to Viognier, Muscat, wymieniam te najbardziej znane. W czasie lunchu roznosi się zapach subtelnych przypraw, z których kompozycja czterech jest bardzo lubiana- pieprz,imbir, goździk, , gałka muszkatołowa, ale czosnek jest wszechobecny, tez tymianek , estragon, bazylia. Zioła można kupić w tradycyjnych  jutowych woreczkach, związanych sznureczkiem
Piękne opakowania i zapachy dochodzą tez ze stoisk z mydłem, ja najczęściej wącham lawendowe , to taki turystyczny mus. Drobnych kosmetycznych bibelotów jest pod dostatkiem na straganach, mydelniczki, stojaczki,  drewniane i takie cynowe , nieobrabiane skrzyneczki i lawenda w materiałowych woreczkach, wszystko pod hasłem starej Prowansji. 


O tej porze roku Marche de Noel, organizowany  najczęściej w niedzielę, jest sporą konkurencją, ale ten od zawsze wtorek  przyciąga stałych kupujących. Otwarte sklepy również zachęcają świątecznymi witrynami.
Miasteczko Olonzac jest zbudowane w formie tzw. circulade, stanowilo to kiedyś formę obronną, a teraz chodzimy w koło zauroczeni  rozłożonymi towarami. Ja najbardziej lubię te część  „jedzeniową”, można spróbować  serów  ze świeżą bagietką,  a tutaj zachwycimy się wyborem. Totalne szaleństwo.  Uczę się serów  rozpoznawać.  Są wyjątkowe, ale bardzo drogie. 
Ale obok sprzedawca-wystawca ma suche wędliny, wyglądające bardzo apetycznie. Nie ma możliwości, żeby czegoś nie kupić, a zaraz różne oliwki i tapenady. Rozkosz dla podniebienia, a gdzie świeże warzywa i owoce, wśród których w lecie  winogrona, figi, malutkie bakłażany i spłaszczone brzoskwinie przyciągały moją uwagę.  Teraz niedawno były „truskawki” z drzewa, mirabelki i kaki-persymony. Wszystko dekoracyjnie ułożone  zachęca do zakupu, a z lokalnymi dostawcami można się dogadać po angielsku i tak trwać w milej rozmowie. Obok wypić szklaneczkę wina, posłuchać najnowszej „Edith Piaf” czy  „Georges`a Brassensa”, c`est absolument  formidable et magnifique,  i wrócić do gościa z serami, bo on wie, co dobre.
Kiedyś  spodobały mi  się malutkie kukiełki na palca,” tres mignon”.
Na targu jest tez część odzieżowo-domowa, ale tutaj to taki typowy bazarek, nie przyciąga mojej uwagi. Wszystko w bardzo przystępnych cenach, jak to na bazarze. Ale  zawsze spojrzę na  indyjskie atrakcje.
Wycieczkę po straganach, którym  patronują okoliczne pomniki, Marianny, krzyże i „Les enfants de la patrie” kończymy w barze  „Hotel du Parc”, żeby posluchac po raz kolejny „La vie en rose”. A odnowiono go ostatnio i zachęca motocyklistów do wizyty. Dumna flaga konfederatów teraz powiewa. Chyba niedługo zmienią repertuar na bardziej buntowniczy.