Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

środa, 30 maja 2012

Langwedockie obrazki.

Czasami przeglądam blogi Amerykanek i Angielek na temat Francji i na ogół są takie nieskomplikowane i radosne. Jedno zdjęcie np. i podpis:" Ile razy już wam mówiłam , że kocham Francję?A oto moje zakupy, bagietka i świeże owoce, czereśnie, bo akurat teraz sezon na te owoce." Koniec postu. Takie infantylne. And what is the joy about? Wypadałoby spytać w stylu Sołżenicyna i kontynuując jego myśl zacytuję : Should I be asked whether I would propose the West, such at it is today, as a model to my country, I would frankly answer negatively.
Powiedział to w 1978r. Wizjoner.Ja bym teraz też nie polecała, ale w 78r. chętnie bym dostała swoją część tortu. To ich constant desire to have still more things and a still better life ..to an extent their grandfathers could not even dream about...unlimited freedom in the choice of pleasures...ja już tego nie ogarniam.
Czytam taką ciekawą pozycję  The 20th century speeches i tyle mysli kłębi mi się w głowie. Tak się czuję, jakby te wszystkie książki przeczytane wczesniej przeszkadzałyby mi w radowaniu się tym moim próżniaczym życiem w południowej Francji. I tak się cieszę, że jadę do kraju na miesiąc, bo tam on the other hand, będę absolutnie przekonana,że moja wiedza jest bardzo potrzebna.A mój mąż wykrzykuje nade mną swoje kapitalistyczne dreams, i oczywiście swoje stałe hasła, że mój captive mind, że komunistyczna martyrologia, ale teraz już mnie to nie bawi. Money makes the world goes round. A może jakieś inne priniciples and values?
jeszcze do tego zepsuł mi sie USB, a ja bez myszki ani rusz.
A teraz zachowam się jak radosna Amerykanka i zamieszczę parę miłych zdjęć, jak mi się uda.
A tu wszystko, co charakteryzuje mój region, drzewa oliwkowe, winnice, kamienne murki i rozłozyste figi w głebi.

Ozdobne krany z wodą to kolejny typowy obrazek i winnice jak okiem siegnąć.
Dla wielbicieli serów, są dosyć drogie niektóre. Ja lubię kozie i wszystkie pleśniowe.

I wspomniane czereśnie, jeszcze dojrzewają wspólnie z winnicami.
 Oliwki, róże i winnice
A tu taka rozłozysta oliwka.
Takie owoce były pod koniec maja.
Róże na koniec rzędu winnic to stara tradycja zabezpieczająca winne krzewy przed szkodnikami.

Ogródek znajomych, przy samej małej uliczce, ale ma , co trzeba, drzewo oliwkowe, róże,mały platan, oleander, zioła i nawet niby-mostek  nad piwnicą prowadzący na taras.
 

Rezydencja grande maison z pieknymi różami w sąsiednim miasteczku- Cessares.Ale się namęczyłam bez tej myszki i nie zamieściłam wszystkiego, bo to stukanie palcem, zamiast myszki jest okropne.



czwartek, 24 maja 2012

Palermo- la dolce vita.

To już pierwsza zachęta, dla demona i tabu.. dla włoskich koleżanek. Ale to gotowe wspomnienie sprzed 3 lat prawie. I zdjęcia, jakby wyblakłe, ale to od słońca. Aparat beznadziejny.
Cytaty na czerwono.
Moja ostatnia podróż na Sycylię była niezwykła, z trudem znajduję się w obecnej rzeczywistości i nadal podążam śladami Goethego i Iwaszkiewicza. Zwiedzałam Sycylię czytając po wielokroć ich wspomnienia i jakie zdumienie mnie ogarniało, kiedy czułam, że te podróżnicze momenty szczęśliwości przeżywałam równie mocno jak obydwaj pisarze....
Zajazd Butera.
Zaczęło się od Palermo. Goethe pisze: „Do miasta wprowadzono nas przez niezwykłą bramę. Są to dwa ogromne filary, od góry nie zamknięte, by mógł przejechać wysoki jak wieża wóz świętej Rozalii podczas uroczystości ku jej czci. Od razu za bramą skręciliśmy w lewo do wielkiego zajazdu”. Nie mogłam wprost uwierzyć, kiedy przeczytałam w czerwcu list mojego wtedy wielkiego adoratora, w którym podał adres naszego hotelu w Palermo. „Porta Felice” na via Butera, naprzeciwko „zajazdu”, w którym w 1787 roku zatrzymał się Goethe. To pałac Butera ozdobiony obecnie taką pamiątkową tablicą: In questa ala del Palazzo Butera sorse la casa di Francesco Benso che adibita a publico albergo accolse nella primavera 1787 Johann Wolfgang Goethe il poeta che nella Italienische Reise addito al mondo la Sicilia come la chiave per intendere l`Italia
Iwaszkiewicz tak opisywał to miejsce: „Tuż przy samej portowej ulicy przy Porta Felice, która stanowi hiszpańskie, barokowe wejście do portu, leży mały ogródek Garibaldiego, zarośnięty cały dwoma fikusami. Z gałęzi olbrzymich drzew spływają powietrzne korzenie i czepiając się ziemi tworzą naokoło starych pni gromady młodych pędów…To chyba moje najulubieńsze miejsce z całego Palermo, widok stąd na profil kościółka Madonna della Catena, a z drugiej strony na kościół Santa Maria degli Miracoli.” 

Piazza Marina stało się też moim ulubionym miejscem. Tutaj odbywały się urokliwe koncerty z okazji obchodów świętej Rozalii. Od hotelu przechodziłam wąską uliczką między Pallazzo Chiaramonte o Steri, imponującej budowli w stylu saraceńsko-normańskim z 1320 roku (obecnie muzeum), a „Goethowskim” Palazzo Butera. Z ogródka Garibaldiego widać też kościół San Giovani dei Napolitani oraz Palazzo Dagmino, w którym znajdują się trzy restauracje Beati Paoli, La Pergamene i Paninfarinah, nazywane z włoska „trattoria, pizzeria i ristorante”.
Tutaj spożywaliśmy wieczorne posiłki- cucina tipica siciliana, moje ulubione antipasti, caponata alla manzona albo cocktail di gamberi, a na danie główne misto di carne i verdure grigliate. Adorator próbował różne pizze, diavola, parmigiana lub calzone. A później upojeni vino bianco corvo, oczarowani kwiatami bugenwille, rozłożystymi palmami (szczególnie ja) i pięknem majestatycznych pałaców, wracaliśmy do naszego hotelu „Porta Felice”. I chociaż w nazwie nawiązywał on do Bramy imienia Felice Orsini, żony wicekróla Marcantonio Colona (1582), dla mnie oznaczał „Bramę Szczęścia” (felice – j. włoski – szczęśliwy).


Goethe pisał: ”zaczęliśmy od zawarcia bliżej znajomości z miastem, łatwe to i trudne zrazem. Łatwe, bo ogólne założenie jest proste. Milowej długości ulica biegnie od dolnej do górnej bramy miejskiej, od morza do gór. Ulice tę mniej więcej w połowie przecina druga ulica.” Dolna brama to Porta Felice, a górna to Porta Nova, Goethe nie przywiązywał wagi do nazw, a główna ulica to Corso Vittorio Emanuele, o tym nie mógł wiedzieć, bo nazwa pochodzi od króla z XIX wieku.
Największe dwie przecinające się ulice to Via Roma i Maqueda. Na przecięciu z Maquedą znajduje się skrzyżowanie Quattro Canti – na czterech rogach możemy podziwiać fasady pięknych pałaców z kolumnadą w porządku doryckim, jońskim i korynckim. To barok hiszpański, w którym zamiłowanie do przepychu jest mocno przelicytowane. Tutaj moj adorator zrobił mi sesję zdjęciową, z trudem przechodziłam przez ulice wypełnione samochodami.
Włosi mają absolutnego bzika na punkcie motoryzacji, a zasady ruchu tutaj obowiązujące stanowią oryginalne prawa. Trotuary to dla nich też część jezdni, piesi i zmotoryzowani żyją w pewnej symbiozie. A piesi to głównie turyści i nie zawsze potrafią sprostać włoskim szaleństwom.
Adorator mówi, że  na zdjęciach z Palermo wyglądam „ skończenie pięknie w słońcu wewnętrznej radości”. W mojej twarzy najmniejszego zmęczenia, ani śladu macierzyńskich zmarszczek pod oczami.
Jestem na wakacjach i uwielbiam zachowywać się jak z innej generacji, trzymać się za ręce i przytulać, kiedy ogarnie mnie wzruszenie z powodu „apollińskiego piękna” roztaczającego się dookoła. Mio amore zabiera mnie wtedy na kahluę z caffe freddo i dolci siciliani, np. cannolli i cassatę – słodycze -najlepsze na świecie, przechowujące w smaku gusty saraceńskie , a w wyglądzie wspaniałe dekoracje barokowe. Uwielbiam być tak rozpieszczana.
Wracając do ulic Palermo, Corso Vittorio Emanuele prowadzi pod górę do malowniczego i ruchliwego Piazza Indipendenza. Trochę cienia pod palmami, następna caffe freddo i po lewej stronie już wyłania się ogromna bryła Palazzo Reale o Normani. a w nim cudowna Capella Pallatina. „I wszystkie elementy bizantyjski, normański, arabski są tak zlane ze sobą, że praktycznie nie rozdziela się ich w percepcji, wszystkie stanowią jedną całość.” 
Włóczymy się tak po Palermo, od kościoła do kościoła, od muzeum do palazzo, pomni wszystkich arcydzieł. A ja zaklinam czas tak żarliwie i jak najmocniej potrafię, żeby nie przeminęła ta miłość, ta głęboka namiętność i żeby On długo jeszcze szukał porównań mojej nie-skromnej osoby do posągów boginek greckich i ich wyobrażeń na metopach z Selinuntu.
I w tej dojrzałości mojego życia piękna się wydaje każda zmarszczka mojej twarzy, grymas wieku i uroda Hery, a nie Wenery. Postarzały się moje oczy, ale wypełniła je ta sama radość, jak 30 lat temu w libijskiej Cyrenajce, w algierskiej Tipazie, kiedy po raz pierwszy oglądałam ruiny greckich miast. Tamten mój „cicerone” sprzed lat też porównywał mnie do bogini. Wtedy wydawało mi się to całkiem naturalne, ale gdy teraz powtórzył to obecny, pomyślałam, ze jestem w świecie wiecznego piękna.


wtorek, 22 maja 2012

Problem z pieskami

Taką informację widziałam w Narbonne, w uliczce spacerowej nad Kanałem w centrum miasta. 100 euro grzywny można zapłacić za pieska, jeśli nie sprzątniemy po nim nieczystości. Nieznośne są te francuskie pieski, które załatwiają się na chodnikach, to chyba niespotykane w innych krajach.A tutaj to słynne francuskie "merde" jest wszędzie, to obrzydliwe. Podobne znaki informacyjne widziałam w Avignon, a w innych miastach tylko kosze z torebkami na psie odchody, bez informacji o karze.

sobota, 19 maja 2012

Czy lubicie Iwaszkiewicza? Wspomnienie z Sycylii.

Pour K.  Et si tu n'existais pas
              Dis-moi pourquoi j'existerais...ale z podziękowaniami dla Danusi.
Wspomniałam w kilku komentarzach, że tutaj  rozczytuję się w twórczości Iwaszkiewicza. Dzisiaj np. temperatura na zewnątrz to tylko 16 stopni, niebo zachmurzone, deszcz pokapuje bez przerwy, jutro ma być jeszcze gorzej. Wyobrażacie sobie? Czy to jest południowa Francja?! W zeszłym roku było zupełnie inaczej, pamiętam z powodu festiwalu w Cannes, który odbywa się w tym terminie. Iwaszkiewicz, na tę okrutną pogodę, jest wspaniały ze swoją nostalgią i pasją do sztuki. Ciekawa jestem , jaki stosunek ma młodsze pokolenie  do tego pisarza. Czy w ogóle go czytają? Czy wiedzą, że był nazywany "pieszczochem reżimu" i przez to w demokratycznych czasach  o nim zapomniano, wyrzucono z podręczników szkolnych. A jego proza,  wspomnienia, dzienniki to niezwykłe osiągniecie polskiej literatury. Będąc  megalomanem sam się porównywał do Manna i Czechowa. Uśmiecham się za każdym razem, jak o tym czytam,sama jestem próżną istotą :) i chętnie podkreślam swoje różne walory, jakbym go rozumiała. Uwielbiam, kiedy  on wspomina o swoim  obyciu, wszechstronnej wiedzy i swoim obrażaniu się, że ktoś go nie rozpoznaje za granicą, a jakichś poetów angielskich tak. Nie wzruszają mnie tylko te jego częste epitety typu  "piękny chłopak". Ale wiadomo, chociaż dopiero od nowych czasów, ze Iwaszkiewicz był biseksualistą. Nostalgiczny film Andrzeja Wajdy „Panny z Wilka” na podstawie prozy  Iwaszkiewicza oglądałam po raz pierwszy, kiedy miałam 21 lat. Wywarł na mnie ogromne wrażenie, nominowany do Oskara, przegrał z „Blaszanym bębenkiem”. Zmusił mnie już wtedy do myśli o przemijaniu. Zawsze wraca do mnie ta scena siedzącego w pociągu Iwaszkiewicza i krajobrazy za oknem, albo Wiktora, kiedy na promie/ Charona/ pije z ręki wodę, jakby z Lety  rzeki-zapomnienia  W ogóle wyczytałam gdzieś, że nakręcono 18 filmów wg jego utworów.

Jest kilka filmów, które szczególnie mnie kształtowały i wpływały na moją rozchwiana psyche, zaliczam do nich „Ziemię obiecaną”, to o bezwzględnych prawach przyjaźni, marzeniach, żeby być bogatym, „Hair” – o wolności, „Czas apokalipsy” – o mrokach duszy, „Ojciec chrzestny” o władzy.
 Zastanawiam się, czy coś było tylko o miłości? „Wielki Gatsby” – o marzeniach. I wszystko jasne, jaka odległą generację reprezentuję :)) Jak pamiętam, chciałam być przede wszystkim piękna sawantką, mówiąc górnolotnie, oglądałam i czytałam tylko dzieła o wysokich wartościach estetyczno-literackich. Jakby strach przed deklasacją był ponad wszystko. Chociaż moja rodzinna klasa nie pochodziła z wysokich kręgów, ale taka już byłam.  Ścieżką dźwiękową filmu "Panny z Wilka" była muzyka Karola Szymanowskiego. Słuchałam niedawno na „youtube”, szczególnie „Źródła Aretuzy”, a to przenosi „w wyższe regiony wstrząsów estetycznych”.http://youtu.be/GHMP_RB0Vww Miałam 21 lat i zainteresowałam się muzyką Karola Szymanowskiego, a szczególnie jego operą „Król Roger”, której bohaterem jest władca sycylijski z XII wieku. Dzieło posiada głęboki sens filozoficzny, religijny i mistyczny. Rozczytywałam się wtedy  też w Micińskim i jego mrocznej poetyce. Akt I „Króla Rogera rozgrywał się w Cappelli Palatina, słynnej kaplicy Pałacu Normańskiego w Palermo, akt II na wschodnim dworze przypominającym wnętrza mauretańsko-normańskich kościołów św. Jana degli Eremiti i Martorany w Palermo z przecudowna mieszanką arabeski i mitycznego Bizancjum. Akt III przedstawia ruiny teatru greckiego i mógł to być pejzażowy teatr w Taorminie, „misa rzeźbiona w kamieniu” w Syrakuzach albo wagnerowski, taki tragiczny teatr w Segeście. Po prawie trzydziestu latach, chyba jednak za długo czekałam, wszystkie miejsca aktów „Króla Rogera” zobaczyłam w naturze.
Na Sycylii możemy zobaczyć trzy potężne katedry, które są syntezą sztuki normańskiej, bizantyjskiej i arabskiej, Cappella Pallatina (kaplica) w Palermo, Monreale i Cefalu.
Przytoczę poetyczny opis Karola Szymanowskiego u Iwaszkiewicza jednak, który może dotyczyć tych trzech budowli: „wyobraź sobie wnętrze kościoła wzniesionego wszechmocnymi rękami bizantyjskimi. W pośrodku olbrzymie, półkoliste sklepienie absydy nad wielkim ołtarzem oddzielonym od głównej nawy szeregiem kolumienek z różnobarwnych marmurów. Ołtarz jarzy się od świec. Liczne łuki sklepienia świątyni opierają się na olbrzymich kamiennych kolumnach, przywiezionych z antycznych chramów. Wnętrze sklepienia absydy wypełnione gigantyczną mozaikową ikoną Chrystusa Pantokratora – o chudej ascetycznej twarzy, o niezgłębionych czarnych oczach, z prawicą groźnie wzniesioną ku górze. Ogólne tło, przyćmione złoto, połyskujące sennie w blasku tysięcznych świec.”
W Cefalu na Piazza Duomo stoi potężna normańska katedra i klasztor, zbudowane jakby z ogromnych kamieni. We wnętrzu króluje jeszcze potężniejszy Chrystus Pantokrator, najstarsza i najpiękniejsza z sycylijskich mozaik. Oczy Chrystusa są wszechobecne i spoglądają na ciebie, gdziekolwiek staniesz. 
Cefalu to urocze miasteczko, powstało u stóp olbrzymiej, podobnej do fortecy, skały. W starożytności było świadkiem wielu mitologicznych scen, jak cała Sycylia, wyspa Demeter i Kory. W Cefalu chodzi się wąskimi uliczkami, pełnymi od sklepików i gelaterii. Aż tu nagle olśnienie, majestatyczna katedra wyłania się zza rogu poniżej Piazza del Duoma. Następna uliczka prowadzi do potężnego zamku. I wszystko wydaje się czarodziejskie, pewnie szampana smak ma ta fontanna na placyku, mój piękny film trwa. Z zamyślenia wyrywa mnie pytanie: „Chyba najwyższy czas na lunch? A co byś chciała zjeść?”
Musiałam się oderwać od tego czarnoksięstwa i wrócić do rzeczywistości, chociaż niezupełnie, bo lunch spożywałam na Piazza del Duomo, w stylowej ristorante, a towarzyszyły mi 1000-letnie budowle, niezmienione w swej piękności.

Na czerwono cytaty z Iwaszkiewicza, a zdjęcia z Palermo, prócz ostatniego. Popiszę czasami o Sycylii, bo tam spędziłam wyjątkowe chwile z moim mężem.

wtorek, 15 maja 2012

Inauguracja Prezydenta Francji.

Oglądam w tej chwili Inaugurację  VII Prezydenta V Republiki we Francji , w telewizji  BFM. Jedzie Alejami Elizejskimi w towarzystwie Gwardii Konnej i  motocyklistów. Chociaż wygląda jakby spory deszcz pada, Prezydent stoi w otwartym dachu cały czas i wszystkich pozdrawia. Aleje pięknie udekorowane flagami. Zatrzymał się pod Łukiem Triumfalnym, słyszymy hymn, 11.57, ma całą mokrą marynarkę, gdy pokazali z bliska. Uwielbiam te wojskowe ceremonie! Teraz chwila ciszy, jakiś symboliczny moment z szablą, trąbka na Apel i  następnie oddanie hołdu Les enfants de La Patrie i znowu Marsylianka ze swoim najpiękniejszym brzmieniem.Powitanie kombatantów i komentarz spikerów. Chociaż leje, goście nie mają parasoli, wszyscy są mokrzy. Przy wpisie do Księgi, trzymają nad nim parasol.
Dla mojego męża i innych Anglosasów to koniec Francji, euro spada z dnia na dzień, dla samych Francuzów, to ochrona Europy przed ruchami nacjonalistycznymi, to równowaga dla europejskiego spokoju i zabezpieczenie dla uboższych warstw, to ratunek przed rewolucją społeczną, która mogłaby wybuchnąć na naszym kontynencie. To pewność, że nie będzie powtórki  z lat 30., morderczego kryzysu i nacjonalistycznych wystąpień w obronie interesów klasy rządzącej przeciwko potencjalnym zagrożeniom w osobach  np.wszystkich emigrantów. Tak tłumaczyli mi niektórzy znajomi Francuzi i mówili, że te wybory w II turze były referendum przeciwko Sarkozy`emu i jego polityce, używali często słowa austerite - surowość, prostota, oszczędność.Nawet Marine le Pen poparła Hollande`a.
Ja nie mam swojego zdania, mieszkając tu we Francji, ale w "kolonii angielskiej", ulegam w pewnej części ich wpływom. Ale  wierzę Francuzom, to naród filozofów i wielkich społecznych myślicieli.Wiedzą, co robią.
Wreszcie rozłożyli nad nim parasol, garnitur ma cały mokry. Merci a tout  powiedział Hollande i wszedł do Pałacu Elizejskiego.
 Wita go Sarkozy , mówi Bon courage  i zaraz odjeżdza z Pałacu ze swoją piękną epouse, machając na pożegnanie. Nowa Pani Prezydentowa, Waleria Trielwelier, nie żona, ale compagne, jest równie piękna.
Jakbym tam była:))
Przerwa w transmisji.
Po południu Hollande oddał hołd w Panteonie naszej wielkiej uczonej Marii Curie- Skłodowskiej  i burmistrzowi Paryża, który min. wprowadził bezpłatną świecką edukację. To był bardzo symboliczny gest.
Co Wy myslicie o przyszłości Europy i Francji?

środa, 9 maja 2012

Magda na majówce we Francji i Hiszpanii.

Moja córka Magda przyjechała do mnie akurat na Fiesta Cazo w Azille, 10-ty Festiwal  Hiszpański w Minervois. Dużą atrakcją były te zgrabne tancerki. Azille , małe miasteczko 2 km od nas, tętniło życiem przez 4 dni i nawet  czasami chłodna pogoda nie przeszkadzała.Piliśmy sangrię, jakżeby inaczej, muzyka dudniła, chciało się mówić i śpiewać po hiszpańsku. Najlepiej besame mucho.
 Besame,
besame mucho
como si fuera ésta noche
la última vez

Besame, besame mucho
que tengo miedo a perderte
perderte después

Przed rozpoczęciem Becerrade aux arenas.Taureaux granier. Ecoles taurines- Beziers,Arles,Nimes. Na specjalnie przygotowanej arenie trwały pokazy torreadorów i matadorów z trzech różnych szkół,  młode  byki szalały po arenie. Krwi było niewiele,informacja dla przeciwnikow tej tradycji, bardziej wszystkich fascynowała umiejętność  'tańca' tych przystojniaków z bykami, a urody dopełniała elektryzująca muzyka i nie mogło zabraknąć Bizeta.

Nasz lunch na ludowo przy szerokich stołach zastawionych winem i jadłem.Magda nie skusiła się na małże, wolała zwykłą lasagne.
Takie zgrabne szczuplutkie tyłeczki. A widzicie ludzi poubieranych? wcale nie było takie ciepło, dobrze, że świeciło słońce. I muzyka dopełniała całości, ogrzewała swoimi rytmami.
Niezmiennie mnie oczarowują okna na wysokości ulicy, a w nich najczęściej galerie sztuki i sklepiki. Spędźcie z moją córką majówkę, będę powoli wyszukiwała nowe zdjęcia. Może to zainspiruje moich znajomych do zakosztowania francuskiego ambiance.



Czasami mała galeryjka oferuje jeden , dwa stoliki, przodem do ulicy obowiązkowo i cafe creme też.

Zwiedzanie moich rejonów wiedzie utartym szlakiem  i nie można nie być w Minerwie, pisałam w poście Minerwa- perełka Langwedocji.  Tutaj Magda na tle historycznego znaku Katarów- wolnego ptaka w locie. Ponadto musem turystycznym w okolicy są winnice ze swoimi niekończącymi sie degustacjami, Carcassonne z największym średniowiecznym kompleksem urbanizacyjnym,  następnie Dolmen, czyli francuski mini- Stonehenge, Canal du Midi, plaże nad M.Środziemnym- najbliższe to Narbonne Plage i Gruissan Chalets, Valras Plage, Cap d`Agde/ dla naturystow/, Leucate i dziesiątki innych. Odległość od nas, to zwykle-30-50km. Pewne ekstrawagancje zaprowadzą turystę do małych sredniowiecznych miasteczek, których na szlaku jest bez liku i na vide greniere/ opróżnij strych/ w tych wioskach urządzanych co niedziela.
Poniżej  charakterystyczne menu  i my w Minerwie przed informacją Najpiękniejsze miasteczka Francji.




Piękna panorama Minerwy, po lewej wysoka wieża strażnicza, dalej kościół XI wieczny, średniowieczne kamieniczki, akwedukt. Tam się czas zatrzymał. Poniżej wąwozy wokół Minerwy i mała knajpka przyklejona do murów, a widok stamtąd zachwycający.


Beziers. Nowe centrum handlowe- Polygone. Ta naturalna dekoracja symbolizuje Kanał Południowy, rośliny i drzewa prawdziwe,budynek jest jakby otwarty, bez dachu nad częścią zieloną. Mnie przypomnialy się pałace z Indii, gdzie przepływąjaca woda była naturalną klimatyzacją. Tak to wymyslają, żeby przyciagnąć klienta, dekadentyzm konsumpcyjny.
Robiłysmy zdjęcia w centrum handlowym, jak prowincjuszki :)) Bo, jesteśmy..Tu w części restauracyjnej naśladującej różne klimaty.


A 2 maja były moje urodziny i świętowałam je min. w Beziers z moimi dawnymi przyjaciółmi, z czasów, kiedy tam mieszkaliśmy. W naszym ulubionym barze Chameau Ivre/ Pijany wielbłąd/. Oj, bardzo wolałabym tam nadal mieszkać, bo ten mój spokój prownicjonalny, to jak spokój wieczności. A ja jeszcze chcę poszaleć.




Canal du Midi czyli Kanał Południowy to najwieksza atrakcja regionu, zaliczana do dziedzictwa UNESCO. Pojeździłsmy wzdłuż rowerami, samochodem, statkiem po Kanale i odwiedziliśmy kilka pięknych miasteczek, o ktorych pisałam we wczesniejszych postach.

A tu mi zdjęcie przeskoczyło. Krzyż Langwedocki czuwa nad całym charme`em pieknego Peyriac.

W moim ulubionym Homps.Canal du Midi.
Peyriac de Mer, pomnik Bohaterów. Malownicze miasteczko nad żupami solnymi, znane z pięknych okolic , spacerów,
 flamingów, czapli i średniowiecznego ryneczku z kościołem..
Moja Syrenka na skałach. Dopiero w ostatni dzień przed wyjazdem pojechalismy nad morze, Magda była zawiedziona tą pogodą. Opalałysmy się trochę w zaciszu, jakby nad Bałtykiem, bo tak wiało, a wcześniej kąpieli słonecznej zażywałyśmy nad naszym pobliskim jeziorem.



Urocza restauracyjka w Gruisan, pora była przedkolacyjna, Francuzi jeszcze nie zaczęli pracować...
Ta restauracja była obok poprzedniej, jak widać wyspecjalizowana w owocach morza.
Magda przyleciała z Rzeszowa do Girony 29 kwietnia liniami Ryanair. Samolot przylatuje o północy i trzeba noc spedzić w Gironie. Znaleźliśmy wygodny, niedrogi hostel, niedaleko dworca i w centrum Starowki. Bedziemy polecać znajomym. Z Girony wszyscy jadą do Barcelony, nawet nie zaglądając do Girony, a warto zobaczyć tę perełkę. Magda juz była tam po raz kolejny. Pociagiem przyjechała do Narbonne, gdzie ją odebralismy. Z powrotem samolot do Rzeszowa jest o 18.00 i wtedy doskonałe połaczenie pozwala na punktualny przyjazd na lotnisko. Jedzie sie pociagiem ok 3 godzin, z przesiadką. Girona jest od nas ok. 150 km tylko, i autostradą to szybka jazda, ale "uczymy" naszych gości samodzielnego radzenia sobie za granicą. Przyda sie taka wiedza, żeby nie być prowadzonym przez przewodnika, jak baranki. I ośmiela na samodzielne wyjazdy zagraniczne.

niedziela, 6 maja 2012

La mer avec Magda

Jeden wietrzny, ale chociaż słoneczny dzień nad morzem-5 maja. A dzisiaj Magda już wyjechała i zrobiło się bardzo smutno...
A tu jeszcze tyle radości!
La mer
Qu'on voit danser le long des golfes clairs
A des reflets d'argent
La mer
Des reflets changeants
Sous la pluie

czwartek, 3 maja 2012

Burze i gradobicie.

Taka pogoda przywitała moją córkę w Pepieux 30 kwietnia, burza z  lodowatym gradem, który zamienił się w śnieg! Potem już było lepiej, relacja wkrótce.