Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

sobota, 26 stycznia 2013

Gdzie na narty? Szwajcaria Bałtowska zimą i jesienią.

Śniegu coraz więcej, bo funduszy coraz mniej, żeby go uprzątnąć, i będzie jeszcze  więcej według prognoz pogody, bo gminom zabrakło już pieniędzy, a muszą mieć rezerwy na remonty dróg po zimie- tak usłyszałam w telewizji. Mnie to nie przeszkadza, nie dojeżdżam do pracy, mam dużo czasu, nigdzie się nie spieszę, spaceruję wieczorami po skrzącym śniegu, mróz przyjemnie szczypie w policzki. A kiedy pada, to moja radość równa się tej z dzieciństwa, czas na śnieżki, bałwanki, saneczkowanie, a wieczorem na łyżwy. Wtajemniczeni moi studenci wiedzą, jak wspominamy swoje pierwsze figurówki i hokejówki. Wyglądam przez okno jedząc śniadanie i niezmiernie zadziwiona jestem, że taka piękna zima nam się trafiła. Jak przed laty. Wszystko zasypane, zakopane samochody i ścieżki osiedlowe, ładniej i czyściej dookoła, chociaż i tak ten blok naprzeciwko wygląda jak prison według Kima. On sam, od przebudzenia sie ok. południa, do ponownego położenia się do łóżka, siedzi na fotelu koło kaloryfera i otacza się swoim wirtualnym światem. Z nim je, pije kawę, ogląda telewizję czy filmy, gotuje, drzemie, wykonuje wszystkie telefony, bo przez skype`a, niedługo zacznie zabierać do toalety chyba. Nie mam do niego dostępu, bo siedzi w słuchawkach i nasz kontakt ogranicza się do informacji, kiedy wychodzę i o której wrócę. Przebywamy obecnie w moim rodzinnym mieście, moje kontakty towarzyskie, to całe  dzieje i  życiowe doświadczenia. Do wielu przyjaciół mogę zaglądać bez wcześniejszego uprzedzania, szczególnie w godzinach ich pracy, żeby było przewrotnie. Mają więcej czasu niż w domu, bo wieczory w domu to są  obowiązki, odwiedziny starszych rodziców, telefony do dzieci, ustalanie wizyt ze swatami, wnukami, zarządzanie domem, planowanie czegoś. W pracy są  czasami bardziej dostępni, bo przerwa na lunch to dobry rytuał towarzyski. Z przyjemnością też obserwuję sukcesy zawodowe ludzi, których znam od lat, czasami od dziecka.
A już największe zapatrzenie i oczarowanie  ogarnia mnie w naszym Bałtowie.
Z córką Dominiką i Kimem w ciągu dnia.
 Kiedy zaczynałam tam pracę na początku lat 80. gmina była utożsamiana z zapyziałym, skorumpowanym i wielce prowincjonalnym światem. A teraz już od ok. 15 lat "Orły sukcesu" i laureaci wielu prestiżowych nagród w zakresie biznesu i rozrywki. Rozumowanie pomysłodawców na założenie parku jurajskiego, zwierzyńca, parku rozrywki, krainy koni, kina 5D, oceanarium historycznego, rollercoastera i tras narciarskich było najbardziej wizjonerskie w tym rejonie od czasów transformacji ustrojowej. Sans exaggeration- nie ma w tym przesady. A jeśli dodamy wspaniałą bazę hotelową i restauracyjną, Bałtów w  każdym sezonie jest niebywałą atrakcją. Przypominam sobie cały mój tamten świat, kiedy jadę do Bałtowa  malowniczą drogą wzdłuż rzeki,  to całkiem udane moje życie. Tak sentymentalnie myślę o wszystkim, a w ogóle kiedy słyszę niekończące się narzekania mojego męża na Polskę, ja  staję się coraz większą  mojego kraju admiratorką i dobrze mi z tym. Popatrzmy na Bałtów.
Trasa długości ok.500m.
Dwa wyciągi orczykowe.

Nowy wyciąg krzesełkowy.
Romantyczny mostek w zimie i we wrzesniu poniżej


Baza restauracyjna i hotelowa


Szwajcaria Bałtowska

Kim w koncu zadowolony,  zobaczył swoją trasę ...

....i ogrzał się przy kominku.
Płonące ogniska ogrzewaja, a hop szklanka piwa też miła.

A tak się jeździ wieczorem, szeroki stok tylko dla mnie. Później śnieg zaczął sypać, było bosko!

czwartek, 17 stycznia 2013

Hemingway na Key West.





Mówi się, że życie płata niespodzianki, ale tym, którzy ich oczekują, a podróże kształcą, ale wykształconych.  Przed laty nigdy nie myślałam, że kiedykolwiek będę nad Zatoką Meksykańską i na Karaibach, że będę pływała z delfinami,
 podziwiała rafy koralowe, przyglądała się flemingom, krokodylom, i że każdy dzień tam spędzony przyniesie coś niezwykłego, nieoczekiwanego, nieprzeczuwalnego nawet.
 Marzenia o tym w czasach mojej wczesnej młodości były tak odległe, że nawet nie wiem do czego porównać.

Legendą w komunistycznej Polsce był Ernest Hemingway, „za nim szłam za rękę w cień drzew” („Across the river and into the trees”), przyglądałam się zmaganiom Starego Człowieka „A man can be distroyed but not defeated”, towarzyszyłam bohaterom hiszpańskiej wojny domowej, nie pytając, tak jak nakazywał pisarz „To whom the bell tolls”, z nim przeżywałam przygody w „The Green Hills of Africa” i „The snows of Kilimanjaro”, rozterki egzystencjalne były mi bliskie w opowiadaniach „Death in the afternoon” czy „To have and to have not”. Propaganda komunistyczna lubiła Hemingway`a za wojnę w Hiszpanii chyba.
Hemingway był dla dawnego pokolenia pisarzem, który otwierał „okno na świat”. Był postacią osnutą legendą, a jego samobójcza śmierć w 1961 tę legendę wzmocniła. Nie sądziłam, że kiedyś uda mi się wejść na drogi, którymi  on chodził .
Przed willą- muzeum.
 W Paryżu byłam we wszystkich znanych  "knajpach", gdzie się stołował, ale to już wydarzyło się po Florydzie. Hemingway  w komunistycznej Polsce  był czymś w rodzaju krystalicznej wody na pustyni, bohater walk republikańskich w Hiszpanii (może ramię w ramię z Karolem Świerczewskim?!!), a przy tym tak bliski naszym narodowym „pijakom”, odczuwał głęboko jak Hłasko, Grochowiak, czy Himilsbach.
Wizytę złożyłam w dawnym domu Hemingwaya i jego drugiej żony Pauliny na wyspie Key West w stanie Floryda. Jest to jedno z najbardziej popularnych i znanych miejsc, gdzie pisarz lubił przebywać, gdzie bardzo długo mieszkał i gdzie powstawały jego najlepsze dzieła.
Koty byly wszechobecne, potomkowie kotow Ernesta.

W ogrodzie willi.

W filmie Sydney`a Pollacka Robert Redford popijając mrożone dauquiri zabawia dwie turystki. Przyjechały do Hawany zobaczyć Hemingwaya. „Ja jestem Hemingway” żartował Redford. W latach 50. do Hawany przybijały tłumy turystów, a większość miała w planie wizytę w klubie „Floridita”, gdzie spodziewano się spotkać sławnego pisarza, który ze swoim kumplem z Key West Joe Russelem spędzał tam dużo czasu. Był rok 1932, Hemingway kończył „Death in the afternoon”, wracał z Hawany na Key West, aby pobyć z żoną i dziećmi.
Latarnia blisko, i tez miejsce na ten szybki jacht.
 To tylko godzina drogi szybkim jachtem. Nie piłam drinków w klubie „Floridita”, ale w barze jego kumpla z Key West w „Sloppy Joe’s Bar”, tylko 90 mil od Kuby. Stamtąd tez nieprzytomnego od alkoholu Hemingway'a wynoszono do domu na Whitehead Street 907. Na pewno Marek Hłasko byłby jego doskonałym kumplem. Kochaliśmy Hemingway'a za wszystko, a do tego był bosko przystojny!/za młodu szczególnie/.


W klubie Joe Russela Sloppy Joe`s Bar, gdzie duch Hemingway`a jest wszechobecny, ja „Blonde magic woman” tańczyłam „No woman, no cry” i byłam tak bardzo szczęśliwa.

 Ale przytomna wracałam do „Eden House”, Fleming Street 1015, pokój 108. Chociaż czasami słyszałam keep the eyes open :))


poniedziałek, 7 stycznia 2013

Key West in USA-paradise.

Ataner zmotywowała mnie do napisania postu na temat USA. Byłam tam kilka razy i za każdym razem, gdy wróciłam, to coś niespodziewanego, czasami niedobrego wydarzało się w mojej najbliższej rodzinie i nie  śmiałam opowiadać o swoich przygodach, bo jakby nie wypadało wtedy. Nigdy nie dano mi się cieszyć z mojego amerykańskiego męża, bo  ciągle wytykano mu to, czy tamto. A ja chętnie dołączałam się do narzekania, bo zawsze wynajdywałam coś u niego, co nie pasowało do polskich realiów. On   dalece odbiega od ogólnych wyobrażeń rodzinnego męża. Wędruje w życiu, zmienia  miejsca zamieszkania, nie odwiedza domu rodzinnego, taki wszędzie i nigdzie.. Na początku to mnie fascynowało, a potem zupełnie znużyło. Wolę jednak jeden stały dom w Polsce, i ewentualne zagraniczne wyjazdy, a nie domy za granicą.


Moją „wyspą zaczarowaną” w wędrówce po Stanach Zjednoczonych stała się Key West. Jeszcze na trzy tygodnie przed wyjazdem, na spotkaniu z moimi koleżankami „wiedźmami” (te, co wiedzą), nie miałam pojęcia, gdzie znajduje się jakieś Key West, gdzieś na Florydzie, nawet niektórzy angliści nie kojarzą geograficznie tego karaibskiego raju na terenie USA.

 
Wyjechałam z jeszcze mroźnej Polski 27 marca, a wylądowałam w raju, najpierw w Miami, a potem na Key West. 

Chyba z kapitanem Nemo, przeszklonym statkiem oglądałam morskie głębia, bogactwo ekosystemu raf koralowych z obfitością ryb, meduz, ślimaków, krabów, morskich żółwi, delfinów i niezwykłej roślinności. Rafy koralowe to delikatne struktury złożone z tysięcy malutkich polipów, które połączone ze sobą tworzą formę kolonii. Czasem lata mijają, aby utworzyła się parocentymetrowa rafa.
 Ze Stevensonem i Melem Fisherem odkrywałam fortuny z zatopionych statków. Towarzyszył mi również Asa Fift, najbogatszy w 1856 roku „master wrecker” – poszukiwacz skarbów. Amerykanie uwielbiają historię „jak żywą”,
 a więc muzea są pełne woskowych figur, albo przewodnicy – aktorzy odgrywają swoje historyczne role z autentycznymi rekwizytami., wspomagani przez współczesne audio – video i lasery, to naprawdę robi wrażenie. 

Key West – najbardziej na południe wysunięty punkt USA, 90 mil od Kuby,
 to od ponad 20 lat „The Conch Republic, utożsamia wolny, pełen relaksu, hedonistyczny styl życia, jak ten ślimak, którego ogromna muszla (Quenn Conch) jest symbolem Republiki.


 Swoją podróżą i moim odkrywaniem Ameryki, realizowałam też „magnificent obsession” Henry Flaglera, który w 1905 roku był jednym z najbogatszych ludzi świata, mając 75 lat zaanonsował Amerykanom, że wybuduje kolej, ...w morze, która połączy Miami i wyspy Florida Keys, aż do Key West (150 mil). Wszyscy znacząco popukali się w głowy, ale marzenie przemysłowego magnata się spełniło i 8 lat później 22.01.1912 otwarto ósmy Cud Świata podczas największych uroczystości w historii Florydy. Był to olbrzymi triumf i kulminacja legendarnej kariery Henry’ego Flaglera. W hotelu Flaglera „The Breakers” w Palm Beach, urządzonym z bizantyjsko – imperialnym przepychem doznałam prawdziwego „culture shock”. Takie postacie jak Henry Flagler , niesamowicie mnie fascynują. Mogą być niezwykła inspiracją na życie.
A teraz przejdziemy się na ulice wyspy Key West (4 mile długości, 1 mila szerokości),
 gdzie będziemy kontemplować skupisko najczarowniejszej architektury świata, wiktoriańsko – hiszpańsko – śródziemnomorskiej, o jedynym w swoim rodzaju europejsko – kolonialno – fantastycznym stylu,
 którego cechą charakterystyczną są misterne, ażurowe balustrady, jasne kolory, kolumienki, okiennice, balkony, wyrafinowane okna,
 arabeski, koronkowe kraty, łuki, zakamarki z rozłożonymi hamakami

 wśród bajecznej, subtropikalnej przyrody, zapach magnolii, pinii, cyprysów i ... luksusu. 

Wyspę do 1815 posiadali Hiszpanie, a następnie za 2000 dolarów sprzedano ją amerykańskiemu finansiście (w barze, przy winie), zaczął się wtedy „wrecker’s paradise”, raj dla poszukiwaczy skarbów z zatopionych statków. Dopiero później zbudowano kilka latarni morskich.
Duval Street – jedyne takie miejsce na świecie, rozciąga się od Zatoki Meksykańskiej 

do Atlantyku,
 promenada tak piękna, że dech zapiera, czy dniem, czy nocą jest pełna ludzi, tłumy przelewają się w jedną i w drugą stronę.
 Na żadnej innej ulicy nie ma tyle galerii sztuk, klubów muzycznych, restauracji, barów, knajpek, sklepów i sklepików.
 Ten eklektyzm żywego muzeum czarownej architektury i współczesnego , próżnego życia emocjami dławi człowieka w gardle. Z rozedrganego tłumu można wejść w zacisze patia klubów i usłyszeć najpiękniejsze wykonanie „Summertime” lub „Groovy kind of love”.
 Gdy w ogródkach wewnętrznych dziedzińców, wśród rajskiej przyrody, o północy, w temperaturze 27˚C, w miłym towarzystwie wypijesz kilka lampek „Pinot Grigio” poczujesz się najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Świadkiem tego szczęścia będzie tropikalna przyroda i zaklęte w swojej urodzie, majestatyczno piękne domostwa dawnych właścicieli Key West, niestrudzonych odkrywców skarbów i sybarytów minionych epok. 

Tamta chwila i niepowtarzalna atmosfera sprawiła, że zrozumiałam lepiej wielkie namiętności życia.
P.S. Dużo Polaków mieszka na Key West, czym byłam niezmiernie zaskoczona. W księgarniach popularne są poradniki „Jak porzucić wyścig szczurów i zamieszkać w raju?”. Nic dziwnego, że Ernest Hemingway i Tennesse Williams napisali tam swoje najlepsze dzieła. To naprawdę inspirujący raj.