Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Czy byliście już w Pradze?


   W miastach pewnych siebie, ludziom nawet się nie śni, żeby zapytac zwiedzajacego, co myśli o ich miescie. Paris, Roma, Barcelona, wiadomo, jesteśmy pod piorunującym wrażeniem, a jeśli nie tym gorzej dla nas.
Ale Praga powinna nas w sobie rozkochać i tego nigdy nie poddam w wątpliwość.
Piszę ten post, bo się bardzo zirytowałam  niektórymi komentarzami u Jo na temat Pragi. I tak tym  pisaniem wypełniam sobie nadmiar wolnego czasu.
Gdyby była kiedyś szansa na wieczorną mgłę nad Wełtawą, na połyskujące wilgocią ulice, i na taką tajemniczość, przytłumiony mgłą blask słabych latarni, którą wykorzystują filmowcy, to nie przegapcie tej metafizyki.
 Ja byłam w Pradze latem, dzień, silne słońce i nieprzebrane tłumy turystów. Oniemiałam.
Bo zaczęłam zwiedzanie od jednej z najpiękniejszych rzeczy, jakie znałam wczesniej z pocztówek: widok z Mostu Karola na Prazski Hrad. Absolutnie hipnotyzujący.


Takie kolorowe tłumy.

Wejście na most od Karlova Stare Mesto.

Upał był niemiłosierny, 35 stopni w cieniu.Taki był sierpień w zeszłym roku.

A tu jaka urocza tłuścioszka weszła mi w kadr.

Wejście na most od  Mostecka, Mala Strana.

 A nocą, to już  "orgazm w locie"-moje ulubione słówko zachwytu. Mówi się, że oświetlenie zamku zafundowali Rollingstones`si, urzeczeni jego urodą.
W zamkowym kompleksie średniowiecznym Hradczany pochylimy też głowy widząc katedrę Św Wita, Wacława i Wojciecha.




Pamiętam tę azjatycką rodzinę. Był taki upał, a ona swobodnie spacerowała w wiosennych strojach.


A potem przejdziemy na Plac Wacława czyli Vaclavskie Naměsti, to Pola Elizejskie Europy Środkowej. Tu są najdroższe sklepy, hotele i restauracje, ale i kioski z najtańszym jedzeniem.
 


Trudno nie poddać się urokowi tego miasta.
Muszę tu dokonać pewnej konfesji, nie wierzyłam wcześniej opowiadaniom  na temat urody Pragi, nie sądziłam, że zobaczę tam taki  bogaty eklektyzm wszystkich architektur, ze turystow więcej niż w Barcelonie i Paryżu. Ja uwielbiam przelewające się tłumy kolorowych turystów, szczególnie azjatyckich oryginałów. Myślałam, że coś jak nasz Kraków może. Nie wiązało mnie z tym miastem żadne istotniejsze uczucie, prócz uroczej Heleny Vondrackowej:) Ja lubię mieć pełne literatury skojarzenia, "Cmentarz w Pradze" np. nie ma nic wspólnego z Pragą i tak omijałam to miasto przez lata. Ale dlaczego czeskie filmy nie zachęciły mnie wczesniej? Byłam dwa razy na Morawach i w Brnie. Też mi się podobało i w pamięci zaplątana luksusowa dyskoteka z napisami  "divky zdarma" i jaskinie sloupskie, gdzie chłopakom mówiono "dejte penizki"- chodziło o pieniądze. Uwielbiam czeski, słowacki i chorwacki, a właściwie to wszystkie inne słowiańskie języki też. Tak  potem zeszło, jeździłam w inne obszary Europy.
 Aż tu nagle podziw i kompletne zadziwienie, ze coś podobnego istnieje i to tak blisko mojego obecnego miejsca zamieszkania.
Na Starometskie Namesti stanęlam absolutnie zauroczona i tak trwało moje nieme zdumienie, aż do wybicia godziny na słynnym zegarze Orloj i trzeba było się zbierać dalej.







Odpoczniemy w ogrodach Klasztoru na Strahowie, swego czasy największej budowy romańskiej, przebudowywanej potem przez lata. Ledwie już nogami wtedy powłóczyłam.



Podobają mi się te azjatyckie pary.

Siedziałam na tej ławeczce i myślałam, że taki  upał znosiłam kiedyś na wyprawie w Indiach, ale wtedy wg hinduskiego wróżbity z Varanasi całe życie było przede mną. A teraz "lato się przełamało" dawno.
I tego upalnego dnia Praga była taka niezwykła dla mnie, gorąca, wypełniona ludźmi. Ja kocham kulturę i ludzi, mniej naturę i zwierzęta. Nie czułam się osamotniona, chociaż myśli moje były wtedy bardzo przygnębiające. Po co mi to ciągłe włóczenie się i przeprowadzki donikąd, takie przekleństwo mojego ciekawego życia, które i tak obchodziło się ze mną łaskawie przecież. Ale wówczas czułam małą wartość marzeń, które przecież mi się pospełniały. I co jeszcze dalej?
Wszystkie widoki Pragi były wspaniałe i bardzo zapadły mi w pamięć. Przewodnik mówił tyle ciekawych historii, strzępy wiedzy, przez szum tłumów, dopływały do moich uszu. Nie byłam na obcej ziemi, bo cały czas czeska historia przeplatała się z polską i Habsburgami, a oni też zaznaczyli u nas ślady.
Popatrzcie jeszcze na inne osobliwe praskie pejzaże.





Odpocznijmy na murku. Pamietam moją wycieczkę do Paryża z 11-letnią córką. Ona się kąpała w fontannach w upale.


Tyle minionych wspomnień z pięknych miast , które odwiedzałam wcześniej i wszystko się rozpłynęło. Bo w tamte dni  nie widziałam spraw prosto. Stąd ta melancholia i żal. Dlatego nie pisałam wczesniej o Pradze, bo nie chcialam wracać do ówczesnych nastrojów.


wtorek, 10 czerwca 2014

4 czerwca i magical tour czas wspomnieć.

Już od paru dni planowałam coś napisać z okazji naszej polskiej rocznicy, szczególnie po serdecznej wizycie u Asi i Piotra, gdzie wspominaliśmy nasz entuzjazm przy organizacji wymian angielsko-polskich, jeszcze przed UE  i losy naszych rodzimych kapitalistów.
 Jak wielu "kombatantom" mnie też przychodził do głowy przebój  "Srebrne wesele, rodzince strzeliło 25 lat..", a nie My way :) Pamiętam też, jak kiedyś, jeszcze w liceum byłam na spotkaniu z Andrzejem Sewerynem i on już wtedy wstydził się swojego udziału w filmie "Album polski", który upamiętniał PRL-owską rocznicę. A mnie ten film się wówczas podobał i  zastanawiałam się, o co mu chodziło.
Tyle czasu minęło, a ja ciągle nie mogę się nacieszyć tą wolnością, podpisuję się pod  stwierdzeniem któregoś satyryka. Zawsze czułam się beneficjantką przemian i nigdy nie eksterioryzuję / podoba mi się to obce słówko/ swoich nieudanych przedsięwzięć. Coś nie powiodło się, a wiele razy tak, bo ja dokonałam złych wyborów, tylko ja jestem winna, ze coś mi się nie udało. W życiu prywatnym i biznesie. Ale najczęściej pamiętam sukcesy i te najlepsze chwile. Skutecznie nauczyłam się zapominać, że były czasy płaczu, wściekłości i żalu.
Podoba mi się wolność, bo zawsze fascynowała mnie zagranica,  teraz ją mam we wszystkich aspektach, łącznie z mężem, domem i samochodem. Ten ostatni, jako zagraniczny to już szablon, chociaż taki jak mój to eksponat. Firma też jest bardzo wyrazistym  łącznikiem z zagranicą.
Moja konstelacja marzeń, już w czasach wolności ukształtowała się kiedyś na niezwykłej imprezie. I tu zacznie się mój tradycyjny repertuar wspomnieniowych opowieści.
Zdjęcie zrobione ze zdjęcia, dlatego niewyraźne. Ale widzimy datę, 8 maja 1994- dni, kiedy z wielką pompą we Francji i Anglii został otwarty Eurotunel łączący Calais i Folkestone. Stare zdjęcia mam w domu rodzinnym, a przy sobie znalazłam tylko to jedno. Byłam wtedy młodą, bardzo ambitną nauczycielką języka angielskiego. Dwa lata wcześniej otrzymałam za swoje osiągnięcia Tytuł Nauczyciela Roku 1992 lokalnego kuratorium. Zgłoszono mnie do udziału w Europejskim Konkursie Miast Bliźniaczych z okazji otwarcia Eurotunelu. Moje miasto dwa lata wcześniej rozpoczęło stosowną współpracę z angielskim hutniczym miastem Scunthorpe. Angażowałam się wtedy we wszystko. Razem z angielską koleżanką Christine Edwards napisałyśmy "na kolanie" projekt "Picture dictionary", który ku naszemu wielkiemu zaskoczeniu został jednym z sześciu  głównych laureatów! W konkursie uczestniczyło ponad 100 komitetów miast bliźniaczych, angielsko- europejskich. Projekt wtedy był nowatorski, ale teraz to banał w kontekście współpracy z UE. Dzieci 10-letnie wzajemnie pisały swoje książeczki o rodzinie, szkole, mieście, najważniejszych wyrazach w ich życiu. Filmowałyśmy krótkie scenki z ich życia szkolnego, rodzinnego i tez miasta, żeby uchwycić wspólne hutnicze tradycje. Kamera była min. jedną z nagród. Fajna zabawka w tamtych czasach.
 I zaczęło się moje światowe życie.
 Sama tamta impreza obfitowała w wydarzenia absolutnie dla mnie niezwykłe. Ukoronowaniem był koncert muzyczny z udziałem Królowej Elżbiety II, premiera UK, wtedy Johna Majora i Prezydenta Francji F. Mitteranda i innych ważnych osobistości, a ja gdzieś wśród nich. Luksusowy hotel, wytworne posiłki, wszyscy tacy niezmiernie dla mnie mili i pełni zainteresowania. Pozostali laureaci byli wszyscy z Francji, jeden z Irlandii i oczywiście z drugiej strony Anglicy. Publiczne występy, przemówienia i totalny aplauz mojej nie-skromnej osoby.  Memorable time of my life. Tak myślę, że wiele miałam takich memorable moments. W każdej dekadzie po kilka. Nieszczęść też policzyłoby się kilka, ale sukcesy stanowiły o bilansie.
Rok realizacji projektu w klasie mojej osobistej córki, wizyty w ambasadzie brytyjskiej, filmiki szkolno-rodzinne, artykuły prasowe, potem za rok ewaluacja, kolejny sukces. Wyjazd z córką, jako przedstawicielką klasy do Folkestone, Calais, Londynu i Paryża. Oczywiście Eurotunelem. Niektórzy mieli mi za złe, że zabrałam  córkę.
Magda biega po pociągu-shuttle w Eurotunelu.

Wożono nas taką limuzyną. Przy okazji pokazuję eurotunel, bo nie wszyscy są swiadomi na czym on polega, Wjezdza sie samochodami do pociągu, ktory nas wiezie z jednej strony Kanału La Manche na drugą przez ok.pół godziny. Są tez pociągi pasazerskie, Londyn-Paryż-Bruksela.
Tę bluzeczkę mamy na pamiątkę do tej pory:) A tam wyżej przed elegancką kolacją. Dużo zdjęć zostało gdzieś u rodziców w albumach. Nie lubię nawet do nich zaglądać, bo za dużo tam już umarłych osób.
 A kogo miałam zabrać? Zaproszenie było na dwie osoby i ja decydowałam. Dyrektorka wspaniałomyślnie zrozumiała moje intencje. Ja natomiast po zakończeniu projektu ambitnie zwolniłam się ze szkoły i rozpoczęłam swoją własną szkołę językową i biuro tłumaczeń. Ówczesny mąż był germanistą, znał tez holenderski. Był wyjątkowo zdolny.
 Family biznes okazał się wielkim sukcesem już po roku. I jego dobra passa trwała przez kolejne lata.
Nowy samochód, jeden drugi, taki Polacy mieli głód, my też. Urządzenie mieszkania, zaliczka na piękny dom, zagraniczne wczasy, wycieczki, narty itd.  Regularne wizyty u kosmetyczek, fryzjerów, masażystów, też terapeutów. Życie się potoczyło. Mnie najmilej w kosmopolitycznej  Anglii, jeszcze przed Unią.
Seria dramatów i klęsk też miała miejsce. Uwierzyłam w banał, życie nie oszczędza nikogo. Więc cieszyłam się każdym dniem bez nudy i starannie omijałam głupców.Ja tak, nie zawsze reszta moje rodziny.
Przez ostatnie dni w okolicy naszej  patriotycznej rocznicy pisałam swoje  cv po angielsku i application letter. Pierwszy raz w życiu, wcześniej nie miałam takiej potrzeby i zobaczyłam w papierach very successful person. Pesymiści widzieliby podstarzałą kobietę- emerytkę, która na stare lata musi wyjeżdżać za chlebem na emigrację. Ja inaczej postrzegam rzeczywistość, mam satysfakcję, że mogę starać się o pracę za granicą.
Co tam jeszcze w związku z rocznicą? Mój anglosaski mąż jest ubezpieczony w Polsce na mój ZUS i we Francji też ma carte vitale dzięki mojej emeryturce. Bo Anglik pracował w amerykańskiej firmie i nie ma angielskiego ubezpieczenia, a ma polskie, hehe Te prawa idą w obie strony, cztery filary UE.
Pamiętam, jak chyba w latach 80. albo już 90. puszczono w TV na Prima Aprilis taki dowcip, ze na Okęcie zjeżdżają obcokrajowcy i mówią, ze Polska to dobry kraj do życia i pracy, good money itd A żart stał się rzeczywistością. Ilu obcokrajowców i nie tylko zza wschodniej granicy znalazło szczęśliwe życie w Polsce.
Moja 25-letnia córka, dziecko wolności, korzysta z niej jak najlepiej potrafi. Studiuje czwarty kierunek, bez ukonczenia poprzednich /taka ambitna to nie jest/,   jednak w miarę dobra matura jej na to pozwala. Zaliczyła erazmusowy semestr w Portugalii,
tez bedzie erazmusowa praktyka w Chorwacji, a innych podróży zagranicznych jakby bez liku. Ale starszej siostry nie przebiła w tych podróżach. Poznajecie te kolory bluzki?

 A one dwie nie przegoniły mamusi!
Mam stare zdjęcia na wystawce u siebie.  Takam próżna. Z Indii  slajdy, bo taka była wtedy epoka. Jakość beznadziejna, ale modelka super i Dominika do mnie podobna.
 Nie były jeszcze w Indiach, a tam chciałabym je obydwie zabrać. Może szanowny zagraniczny małżonek kiedyś wreszcie zasponsoruje. Hopefully. Nie wspomnę o US. I to będzie tez korzyść z wolności.
   Chciałam jeszcze wspomnieć o festiwalu w Opolu, stracił już dawny desygnat, ale ja nadal  go uwielbiam, szczególnie takie nostalgiczne tematyczne koncerty. Byłam na koncertach w Opolu parę razy w przeszłości, bo tam mieszka moja ukochana rodzinka. I teraz również "lato /mojego życia/ się przełamało" w naszej pop liryce. Nienawidzę "Kolejek" Prońko i nie wzrusza mnie siermiężność tamtych czasów, bo nazbyt dobrze je pamiętam, ale niezmiennie urok rzuca "Czy te oczy mogą kłamać" i chociaż niby "Jestem kobietą na zakręcie" i dookoła  "ersatz, cholera nie zycie", to nadal  " w zielone gramy" i  "stawiam zamki na piasku", bo " ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy".
Kochałam Marylę całe moje życie, ale dałaby sobie już spokój z nowymi kreacjami, bo i tak  ją uwielbiam tylko  za przeboje z dawnych lat. Jak Magdę Umer za Rachelę w "Weselu" na scenie. Była olśniewająca i wtedy miałam takie same buty przywiezione z NRD z Salamandry :) I nadzieja na tolerancję w osobie Michała Szpaka, chyba lepszy od Conchity Wurst.
I to na pewno nie będzie moja "ostatnia niedziela". Będzie ich całe mnóstwo.
I spuentuję to szczęście wolności stwierdzeniem, że najwięcej animuszu  dał mi jednak rajski pobyt i ślub na Florydzie i myślenie, że jednak facet weźmie odpowiedzialność za moje życie. Mam już dosyć tej naszej mrówczej zapobiegliwości.