Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

sobota, 7 lutego 2015

Z wizytą u Żeromskiego w naszym Klerykowie.

 Wreszcie coś piszę i to dzięki inspiracji  dalekiej francusko-angielskiej Polki.
Napisałam  mojej  francuskiej przyjaciółce- Angielce z Homps,
Moja Magda w Homps na majówce prawie trzy lata temu- Zosia mieszka 100m od Kanału Południowego,to było wtedy

 ale polskiego pochodzenia, że wybieram się do kieleckiego teatru na sztukę Hemar- poeta przeklęty.  Poniżej fragment jej listu. Moja koleżanka urodziła się parę lat po wojnie we Włoszech z rodziców Polaków i  potem całe życie mieszkała w Londynie. W wieku emerytalnym zamieszkała we Francji, gdzie wcześniej bardzo często bywała. Spójrzcie, jak ładnie pisze po polsku, poprawiłam tylko  nasze znaki.
Bonsoir Alicja,
Jak będziesz miała moment, to napisz mi  recenzję tej sztuki.  Ciekawi mnie jak ten wieczór odbierzesz, bo ta sztuka wchodzi w moje życie,  Hemar był postacią  wszystkich wszędzie i zawsze, w każdym polskim domu. (Radio Wolna Europa)  Ja pochodzę z Londynu Hemara, Ref-Rena (Feliks Konarski który napisał Czerwone Maki na  Monte Cassino ), Zofii Terne która śpiewała  "Kiedy znów zakwitną białe bzy",  Helenki z  plecakiem od Szczepcia,Wiktora Budzyńskiego , Wlady Majewskiej która zmarła 4 lata temu (przeżyła 100 lat) !  Lista jest długa, oj bardzo długa..   Prawie że cała Lwowska Fala.   Pamiętam ich wszystkich, bo oni stworzyli swoją Polskę i młodszemu pokoleniu przekazali ją w najdostojniejszym stanie.    Znałam tych ludzi i można było wyczuć u nich przeogromna miłość i tęsknotę do naszej Ojczyzny.   Więc  nie możesz mnie nazywać Angielką!....  Jan Paweł II przekazał nam  te słowa "MUSICIE ZNAĆ PRZESZŁOŚĆ ABY MÓC IŚĆ NAPRZÓD !!!   - wydaje mi się, że ja tę przeszłość dobrze znam.    Znałam jeszcze ludzi ze słynnego chóru Dana a nawet  i Fogga !
Uniosła mnie nostalgia !
 Alicjo, I write in English as my computer is set in the English language, thus when I write in Polish every single word is underlined and the red is so harsh that I can hardly see what I have witten).
When you mentioned that you were going to see a play about Hemar,  all my memories that I have kept locked up for years suddenly overwhelmed me.  We can come back to this subject later.

  Spektakl rozpoczyna się  przed budynkiem teatru na ulicy Sienkiewicza, tam ustawiona jest mała scena aranżująca przedwojenny kabaretowy ogródek.
 Artyści- Zula Pogorzelska, Hanka Ordonówna, Ludwik Sempoliński śpiewają  "Kiedy znów zakwitną białe bzy", "Wspomnij mnie", Ten wąsik, ach ten wąsik, i inne szlagiery Mariana Hemara. Z bramy teatru wyjeżdża elegancką limuzyną sam artysta i żegna się z publicznością wierszem o opuszczeniu ojczyzny,
 a na ekranie wyświetlony jest kontur przedwojennej Polski po IV rozbiorze.
Na zdjęciu ta mapa Polski już została rozdarta przez sołdatów i wiszą jej resztki.
 Dobry nastrój został  całkowicie przerwany wyciem syren i  wkroczeniem wojsk rosyjskich. Rozłożenie flag komunistycznych to znak zniewolenia państwa polskiego i rozpoczęcia nowej epoki w jego dziejach.
 Sowieccy sołdaci, śpiewając niewybredne piosenki, zapędzają publiczność do teatru,
 gdzie czeka ich nowa rzeczywistość.
 Działacze prokomunistyczni recytują propagandowe testy.

 Przed rozpoczęciem spektaklu widzowie mają możliwość obejrzenia wystawy „Aleja zasłużonych i zasłużonych inaczej". Umieszczone tutaj tablice prezentują działaczy komunistycznych, a zatem przywódców Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, pracowników UB i SB, wskazując na popełnione przez nich zbrodnie. Na podłodze leżą natomiast nekrologii tych, którzy zostali zamordowani, ponieważ przeciwstawiali się przekształceniu Polski w państwo komunistyczne.


  Docierając wreszcie na widownię każdy, od aktorów przebranych za ZMP-owców, dostaje tekst pieśni "Ukochany kraj" Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego i "Piosenkę o Nowej to Hucie." Woźna zmusza nas do powstania i śpiewania.
 W nowej  powojennej sytuacji znaleźli  się poeci i pisarze. Niektórzy bez oporów przyjęli narzucone zasady, na przykład Leon Kruczkowski czy Jarosław Iwaszkiewicz. Nie zabrakło jednak takich osób jak Zbigniew Herbert, Wojciech Bąk czy Stanisław Barańczak, którzy nie zgodzili się podporządkować narzucanym normom i kanonom.
 Spektakl nie jest jednak krytyczną oceną tamtych okrutnych czasów, a jedynie przedstawia losy tych, którzy musieli żyć w bardzo trudnych okolicznościach społeczno-politycznych. Na postępowanie twórców istotny wpływ miał strach przed wykluczeniem ze Związku Literatów Polskich, co w praktyce oznaczało utratę możliwości wykonywania zawodu, a także lęk przed jeszcze gorszymi represjami ze strony władz. Wśród pojawiających się w spektaklu postaci nie brakuje i takich, które po latach z zażenowaniem wypowiadały się na temat swojej literackiej przeszłości. Śliczna i młodziutka Wisława Szymborska cały czas paliła papierosy, a Broniewski pił z gwinta. Byli także tacy jak Czesław Miłosz, którzy po kilku latach wspierania reżimu zdecydowali się na zaprzestanie współpracy z władzami komunistycznymi.
 Uczestniczymy w akademii, jest  pięć różnych scen, główna scena z grupą patriotyczną z Londynu,
proscenium z działaczami zetempowskimi i ubecją, woźną zaganiającą do śpiewania, dwie trybuny po lewej i prawej, jedna z  bierutowskimi i gomułkowskimi działaczami partyjnymi, druga z poetami recytującymi socrealistyczne wiersze i wśród rzędów- Barańczak i Herbert jako wyrzut moralny. To mi się podobało, bo przypominał mi się z dawnych czasów teatr Studio, jeszcze Józefa Szajny. Aktorzy -gra cały zespół są w nieustannym ruchu. Widzowie chcący zobaczyć, kto mówi za ich plecami,  muszą wykręcać głowy. Dzięki tym zabiegom poczuliśmy się jak na prawdziwej akademii, wiecu, zebraniu. Ja, jako czołowa recytatorka w moim indoktrynacyjnym liceum, poczułam się jak w "Chreptowiczu" conajmniej. Hemara z  londyńskiej Wolnej Europy nie słyszałam, chyba, że w dokumencie, bo to były lata 50. i 60. Ja jestem z czasów Monachium. Natomiast z nieustającą przyjemnością słuchałam jego przedwojennych przebojów, które przeplatały socrealistyczną upadlającą rzeczywistość- Jedno co warto, to upić się warto i Czy pani Marta jest grzechu warta i oczywiście Wspomnij mnie.
 Przed spektaklem spacerowałam zimową ulicą Sienkiewicza, zjadłam lekką kolację w lokalu American home upiększonym przez Magdę Gesler oraz deser w sąsiadującym barze etnicznym.

 Po teatrze gościłam u mojej wieloletniej koleżanki- siostry słynnego kieleckiego muzyka, który też pisze muzykę do spektakli w opisywanym teatrze, świętokrzyskiej chluby im.S.Żeromskiego. Nasz Kleryków się "ogarnął". Czy ktoś tak dobrze zna Syzyfowe prace, jak my z kieleckiego? Rozmawiałyśmy prawie do rana, nawiązując do szlagieru Jedno, co warto..i Wspomnij mnie.
Nigdy w życiu nie spędziłabym  takiego dnia  za granicą.Coraz bardziej jestem przekonana  o wyborze właściwego miejsca zamieszkania.
Brak duchowości i takie płytkie "enjoy it" zawsze mnie drażniło w moim domowym francuskim życiu, nie mówiąc o amerykańskim. Na szczęście tam też poznawałam  wspaniałe osoby- żyjące postacie historyczne i one  przyciągały mnie jak magnes. Pisałam o tym tu i tu. Przyznam jednak, że z przyjemnością wróciłabym też do  ludzi z tego postu i tego. One day hopefully.
Właściwie to trafnie i z sensem  zawsze dobieram sobie przyjaciół. Stwierdzam z zadowoleniem.