Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

sobota, 19 września 2015

U przyjaciół w Scunthorpe i okolicach. Part I wspomnień z Anglii.

Wreszcie zasiadłam przy swoim biurku i laptopie, i mogę normalnie pisać swoje wspominki, bo w Anglii na mojej karcie giffgaff w telefonie, nie dało się normalnie i   najprościej używać internetu. Nawet w bibliotece zgłaszały się  zastrzeżenia. Tam w ogóle nie otwierał mi się onet, a komunikat podawał, że jest zawirusowany portal.
Tyle chciałam opisać, bo Anglia to były takie  3-miesieczne wakacje dla mnie z małymi przerwami na pracę, żeby mieć co jeść i gdzie mieszkać, i 4.70 codziennie na podróże po Yorkshire. Siadałam na górze autobusu, na przednim siedzeniu z nogami przed oknem i z przyjemnością chłonęłam mijające widoki. Kamienne i ceglane  wille, uporządkowane ogródki i tradycyjne puby rozłożone wzdłuż drogi,
Pub w Wakefield.
a gdzieś w głębi kościelna wieża zapraszająca na medytacje, koniecznie jakiś zameczek- forteca na wzgórzu, parę budynków secesyjnych, muzeum,
Biblioteka w Batley.
biblioteka, a na obrzeżach dawne posiadłości zamienione na local country parki.
Nostell Priory. W dawnych stajniach kawiarnia.
 Tak z góry dobrze też było widać `umiejętności`  kierowców zajeżdżających drogę autobusowi, albo  ustalone grzeczności przy wymijaniu na wąskich drogach tarasowanych przez prywatne samochody.  I tak najpierw chciałam napisać o wycieczce do Scunthorpe. Tak myślę jaki mam szczególny stosunek do tego miasta, do miejsca, do ludzi, do wspomnień, marzeń i tamtych planów, tamtego życia z małymi dziećmi i tamtego męża. Poza Londynem, ale porównanie, hehe, to by się Chris, mąż Beatki uśmiał, to  moje ulubione angielskie miasto. Ludzie stamtąd zabrali mnie kiedyś w podróż ścieżką marzeń prowincjonalnej nauczycielki i mam do nich nadzwyczajny sentyment. Tak mi to zostanie pewnie już na zawsze. Ten prowincjonalizm niestety. Inni by nie uwierzyli teraz, co naprawdę mi w duszy gra. Twinning Town Committee zaprosil  mnie kiedyś na spotkanie z Królową Elżbietą II, prezydentem Francji i premierem UK i uwiódł atrakcyjniejszym życiem. Wygraliśmy konkurs miast bliźniaczych z okazji otwarcia Eurotunelu 21 lat temu i takie się wtedy działy nadzwyczajne rzeczy. I potem też. Pisałam o tym tu.
Do Doncaster dojechałam autobusem arriva, a potem pociągiem ze śmiesznymi siedzeniami. I tak sobie myślałam, ze Doncaster odwiedziłam w 1996r, kiedy była olimpiada w Atlancie i tego dnia był jakiś wypadek samolotowy, bo cały czas mówili w radiu.
Pierwsze kroki skierowałam na St Lawrence`s Road, gdzie zamieszkałam na trzy dni u mojego sąsiada z Rosoch! Z rodzinnego miasta. Jego rodzice mieszkali na parterze, a my na czwartym pietrze. Moje córki przyjaźniły się z jego siostrami, bo były w tym samym wieku, a Artur, niewiele starszy był zawsze doskonałym opiekunem siostrzyczek i też moich córek. Te jego wspaniałe cechy charakteru obecnie widać w stosunku do swojej rodziny. Mieszka w Scunthorpe od 5 lat i doskonale sobie radzi.
Patryk, syn Artura z dyplomami.
 Dom Artura.
Zaraz potem zaszłam na Henderson Avenue i to bez wcześniejszego uprzedzania. Diana się roześmiała, ze tak raz na 20 lat przychodzić, to może za rzadko:)) Poznała mnie w minucie i jak gdyby nigdy nic zaprosila do kuchni na herbatę, gdzie w szafkach skrywały się batoniki i czekoladki. Z córką pamiętamy. U Wilfów  dwukrotnie spędzałam  wakacje w latach 90., a także widywaliśmy na oficjalnych bliźniaczych imprezach. Wilf przed laty pełnił rolę burmistrza miasta.
Diana i Wilf.

Wypiliśmy szampana do sałatkowej kolacji, rozmowy trwały, a potem  umówiliśmy się do Normanby Hall. Jakże byłoby inaczej!  Zawsze jezdziliśmy do Normanby przed laty.
Z synową Wilfów i wnuczkiem.

Z wnuczkiem Wilfów.

Nad ten staw też przychodziłyśmy z Magdą i Dominiką.
Kolację zjadłam w towarzystwie Marion i Derka. A my razem to już najdoskonalszy przykład przyjaźni  miast bliźniaczych. Dwa wypite wina dopełniły wspomnień, a rady dotyczące życia, absolutnie  bezcenne.
Chodziłam po Scunthorpe i rozpoznawałam ulice i miejsca. Na messengerze wysyłałam newsy do koleżanek uczestniczących w naszych dawnych bliźniaczych wymianach. Ale to było fajne i bardzo mnie bawiło. Tzn. ta technologia i spacer.


Huta, kiedyś British Steel, a teraz należy do koncernu Tata Steel.

Biblioteka stoi jak stała naprzeciwko Marketu.

Na Frodingham Road same wschodnioeuropejskie sklepy.

I meczet tez jest. I uczelnia- medresa.

Tu kiedyś było Leisure Centre, a powstał Humber University. Tam praca dla mnie czeka.

Bath Hall unowocześniony. We wszystkich miastach angielskich jest Bath.

Pub się rozłożyl na skrzyżowaniu przy High Street.

A tu High Stree i nawet dawny Body Shop się zachował. Siadałyśmy na tym skwerku z córkami kiedyś  i ogladalyśmy zakupy.
Niedaleko Civic Centre na Ashby Road z widokiem na Central Park znajduje się obecnie Leisure Centre The Pods i tam w przytulnej kawiarence zjadłam obfity deser z radną Labour Party Barbarą Perry- Polką i dopiero od 10 lat w Anglii. Bardzo przedsiębiorcza babka, taka w moim stylu. Miał się tez pojawić wieloletni radny Mark Kirk, dawny przyjaciel mojego miasta, ale pilne sprawy rodzinne go zatrzymały. Moje zainteresowania kanałami angielskimi czy innymi,  dawno temu przed epoką z Misterem, pojawiły się dzięki Marka inspiracji i podróży żaglówką z jego bratem Paulem. Barbara zdobył fundusze na Punkt konsultacyjny pomocy dla emigrantów ze Wschodniej Europy. Praca dla mnie znalazłaby się od zaraz, ale ja też mam teraz bardzo poważne obowiązki rodzinne. Może wrócę do tematu na drugi rok, bo jestem przekonana, że nie usiedzę długo na miejscu.
A wycieczka do Cleethorpes to był dla mnie prawdziwy ` treat`  i pampering myself. O morzu myślałam od początku przyjazdu do Anglii. Wybierałam się do Asi do South Port, ale zabrakło mi funduszy na tamtą wycieczkę. A Cleethorpes, ktore zafundowało mi cudowną letnią pogodę, to tylko 40 min od Scunthorpe.

Tym razem morze zaczęło się zblizać  już ok 15.00 i cieszyłam się falami.
 A tam też bywałam z córkami i na wymianach rodzinnych. I taki mój powrót do źródeł jest doskonałym sposobem na rozbrat z M. Śródziemnym i tamtym leniwym życiem. Przecież ja zawsze byłam  wyjątkowo aktywną osobą i niech to zostanie w tych rejonach, jeśli tam już się nie da.
Cleethorpes pojawiło się w historii już w 6. wieku  jako  baza wypadowa dla atakujących Duńczyków. Potem rozwinęło się jako ` fishing village`. By the time of the 1801  the population was 284. The 1820s saw the first developments of Cleethorpes as a health holiday reort, with sea-bathing and the taking of medicinal waters becoming fashionable.
 In 1848 Cleethorpes was described as
"...much resorted to as a bathing-place, for which it is highly eligible; the air is pure, the scenery good and besides a few lodging-houses and smaller inns, there is a large hotel, built some years since, on an eminence embracing extensive views of the sea, the Humber, and the Yorkshire coast. Many of the population are employed in the oyster-fisheries." A potem pojawiły się pociagi i kurort nawiedzały tłumy letników.
Ja tez przejeżdżam się pociągiem. Obowiązkowo.


Morze jeszcze w odpływie.
 Lunch obowiązkowo w postaci frytek w barze z widokiem. Zamiast ryby pieczona kiełbaska.
Na papierze, a jakże! Ulica i molo spacerowa w zasięgu oka.

W tej Syrence zajadałam ze smakiem lekki lunch.
Historyczność miasteczka widać w secesyjnych kamieniczkach, dawnych kinach, hotelach i obecnych przybytkach dla turystów.Morze pojawia się po południu dopiero, w lipcu ok 18.00.


Biblioteka.







I wreszcie morze poczęło się zbliżać, wyszłam na jego spotkanie w głąb plaży. Zawsze się tego bałam, bo miałam wrażenie, że wysuszona plaża nagle wypełni się falami, a tu wszystko dzieje się powoli.
Kolor morza niezbyt atrakcyjny, ale niebo wspaniałe.


I zaraz trzeba przykrywać się ręcznikiem , bo tak wieje.

Już coraz bliżej do prawdziwej plaży.

Osiołki zabierają dzieci na krótkie przejażdżki wzdłuż plaży.

Leżę i czekam na morze.

I ostatni spacer wzdłuż nadmorskiej promenady. Już cieszę się widokiem morza. Słońce mocno świeci, ale chmury wałkują się po niebie. Ostatni dzień wakacji dla mnie, bo za parę dni wróciłam do Polski.