Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

niedziela, 4 marca 2012

Wycieczka do Marsylii w poszukiwaniu straconego czasu.

Kosmopolityczna Marsylia to drugie pod względem wielkości miasto Francji- wspomnienie oparte na wycieczce sprzed 3 lat. Nie mogę znaleźć więcej zdjęć, na razie. To było z czasów, gdzie głównie siebie umieszczałam na zdjęciach, taka moja egoistyczna próżność, ale już zmieniłam "attitude" :)
 Do Marsylii  przyjechałam pociągiem na  imponujący dworzec Saint Charles. Na myśl o bliskim spotkaniu tego portowego miasta czułam ogromny dreszcz emocji. Ogromnymi , dziewiętnastowiecznymi schodami, ozdobionymi posągami  przedstawiającymi Azję i Afrykę, eklektycznymi lampami, postumentami, oryginalnymi  poręczami zeszłam w dół na słynną aleję La Canabiere, czyli  Pola Elizejskie południa, prowadzącą do Starego Portu. Schody  dworcowe są filmowe i idealne , aby z dostojeństwem wkroczyć do Marsylii, jesli nie dźwiga się ciężkich waliz np.Powierzchowne sądy o Marsylii nie są pozytywne i na ogól postrzega się ją jako niebezpieczną i egzotyczną. Ta reputacja jest bardzo szeroko rozpowszechniona, niestety. Mój Kim też z dużym zaniepokojeniem puścił mnie samą w podróż, i musiałam się meldować telefonicznie co godzinę, aż bateria mi siadła! I dopiero miał problem, bo do domu wróciłam ok 21.00.  Ja, chociaż sama i blondynka, nie spotkałam sie z żadnymi oznakami zagrożenia. Wręcz przeciwnie, te opinie o portowym, czyli awanturniczym charakterze miasta są mocno przesadzone.Widok na Marsylię i zatokę z punktu widokowego bazyliki Notre Dame de la Garde.
Marsylia to miasto niezwykle barwne, mieszkają w nim ludzie różnych ras i narodowości, więc trudno je nazwać miastem francuskim czy prowansalskim. Całe dzielnice zamieszkują kolorowi imigranci głównie z krajów Afryki Północnej i Czarnej Afryki. Wiele razy czułam się jakbym była w Algierze, albo Senegalu i czas cudownie cofnął mi się o 30 lat , kiedy byłam w  Afryce jako młoda dziewczyna. Wehikuł czasu, o którym często wspominam w swoich wspomnieniach, w tym przypadku był szczególny ,odurzał swoją rzeczywistością. Nostalgiczne rozmowy z tubylcami/ starszymi panami na cafe creme lub lampce wina/ w kultowych kafejkach wzdłuż Starego Portu sprawiały, że znowu byłam tą młodą Alice po drugiej stronie lustra.
Ale Marsylia to też potęga romantycznej legendy hrabiego Monte Christo, która jak magnes przyciąga od stu kilkudziesięciu lat wiernych czytelników Dumasa i wielbicieli wielu ekranizacji książki o „ straszliwym aniele zemsty”.
Zamek d’If leży na wyspie If, najmniejszej wyspie archipelagu Frioul, która znajduje się w pobliżu Starego Portu w Marsylii.
Zamek został wzniesiony na początku XVI w. jako element cyklu umocnień broniących miasta Marsylii, ale nigdy nie brał udziału w prawdziwych działaniach wojennych, stoi więc w stanie niezmienionym od kilku stuleci. Od zawsze zamek był wykorzystywany jako więzienie, dla protestantów, bonapartystów, republikanów, komunardów i innych. Międzynarodową sławę zamek zdobył dzięki powieści Aleksandra Dumasa -ojca „ Hrabia Monte Christo”, której główny bohater Edmund Dantes trafił do więzienia w nim położonego. Pobyt w zamku d’If był kluczowy dla jego psychologicznej przemiany. To tam, dzięki spotkaniom z innym więźniem księdzem Farią, zdobył gruntowną wiedzę o świecie i opracował misterny plan zemsty. A potem brawurowo ucieka z więzienia, wyrzucony do morza jako zmarły ksiądz.
Przyczyny popularności Monte Christo są proste. W. Łysiak wyjaśnia to w swoim stylu. „ Pierwsza leży w fantastycznym rozegraniu przez Dumasa efektu zemsty. Chrystianizm zaszczepił ludzkości światopogląd, którego jedną z osi jest wybaczanie i wiara w wyrównanie rachunków na Sądzie Ostatecznym. Nie potrafił jednak wyplenić ze szczętem atawistycznego pragnienia odwetu, kary następującej po zbrodni. Hrabia Monte Christo wypełnia tę lukę. Najpierw spiętrzenie zemsty, a potem kuracja przez zemstę. Kolejną przyczyną popularności książki jest autentyzm, wszyscy bohaterowie mają pierwowzory historyczne. Nazwiska Edmund Dantes, Fernand Mondego, baron Danglars, Mercedes, skarb Spadów są jak gdyby „ drugą historią”, pseudo- autentyczną , lecz o znamionach prawdopodobieństwa.
Dumas dokonał jeszcze jednego cudu , zmaterializowania legendy, przed nim zrobił to tylko Szekspir. Polega to na zmuszaniu życia do naśladowania sztuki. W Helsingar turyści wzruszają się grobem Hamleta, w Weronie płaczą pod balkonem Julii. W If ze wzruszeniem wchodzi się do celi Dantesa, a na wyspie Montecristo do groty kardynała Spady."
Turystycznym autobusem z przyczepkami  pojechałam na wysokie wzgórze,dumnie górujące nad miastem, gdzie stoi bizantyjsko piękna bazylika Notre Dame de la Garde. Stamtąd rozpościerał się najcudowniejszy widok we Francji, rozdarta linia brzegowa, wyspy Frioul i oczywiście wysepka If, Stary Port i cała Marsylia. Słońce mocno przygrzewało, chociaż to był marzec, ludzie się uśmiechali z zadowoleniem, chętnie wzajemnie robili sobie zdjęcia i zachwytem patrzyli  na idealne połączenie piękna architektury i natury, w postaci skalistego, tarasowego wzgórza i morza poniżej.   A ja cały czas przypominałam sobie słowa starej piosenki „ Port”.
„ Port to są spotkania kumpli, co przed laty uwierzyli w ziemi czarodziejski kształt, za marzenia młode znów się bierze baty, któż mógł wiedzieć, że tak mały jest ten świat
Hej Johnny Walker mały jest ten świat.. i myślałam sobie, że moja wyobraźnia  chodzi z ręką na temblaku, a dla obieżyświatów port to dobry dom,
Hej, Johnny Walker mały jest ten świat..” I myślałam też, że nie dla mnie stabilizacja, bo wszystko mnie bardzo szybko nudzi i nie wiem, czego naprawdę chcę w życiu. Mury Starego Portu przypominały mi Maltę.


6 komentarzy:

  1. Jem w pracy śniadanie i czytam tego posta Ardiolo. Super. Rozmarzyłam się. Mój M., kiedy jeszcze pracował w Krakowie był w podróży służbowej w Marsylii i wysłał mi stamtąd kartkę :). Dumasa czytać bardzo lubię.

    Dodam też, że mam Twego bloga w zakładce ulubionych na pasku w moim blogu i stwierdzam, że Twoje nowe wpisy nie są aktualizowane! Stąd myślałam, że masz przerwę w pisaniu, a tymczasem widzę, że wiele postów napisałaś a ja nie wiedziałam... Ciekawe czemu tak jest?

    OdpowiedzUsuń
  2. Swietnie opisujesz swoje podroze...jest troche historii, jest Twoj nastroj, sa zdjecia...po prostu ciekawie:))

    Moim marzeniem jest podroz po Skandynawii, poczynajc od Estonii a na Danii konczac..jest to marzenie nas obojga ß moje i meza...ciekawe czy uda nam sie je spelnic:))

    OdpowiedzUsuń
  3. Aniu, przyjedź do mnie, a nie bedziesz się po zimnych Skandynawach włóczyć. Jak wyczytałam na innych blogach, ludzie dla znajomych proponują 10 euro za noclegi na opłaty licznikowe, plus koszty zakupów na posiłki, a to zrobimy w naszym Spar lub Lidl/ poczujecie sie jak u siebie/.Nie wiem ,gdzie mieszkasz w Niemczech, bo nie pamietam, czy wspominałaś, ale najlepiej samochodem przybyc, bo jest duzo ciekawych miejsc do zwiedzenia. Najlepiej swoim autem, chociaz wynajety ,jak sprawdzalam dla naszych znajomych nie taki drogi, ok 100 za tydzień w zaleznosci od klasy. Ale to przemieszczanie sie samolotami mnie juz znudziło, chyba, ze za ocean. U mnie tu jest sporo miłych Niemcow, jak wspominalam i moj Kim lubi wyjatkowo tę nację. Byscie przywiezli mu prawdziwy bratwuerst :) Z Polski do mnie mało osob przyjezdza, bo jest skomplikowany dojazd. A tu jest tak pieknie i spokojnie, tak bardziej dla emerytów..., a dla mlodych 25 km dalej.

    OdpowiedzUsuń
  4. U nas w Polsce zima a ty opisujesz piękno Marsylii ech szczęściara rozmarzyłam się .
    Pozwoliłam sobie dodać twój blog do ulubionych ,mam nadzieję ,że nie masz nic przeciwko. Pozdrawiam serdecznie. Iv

    OdpowiedzUsuń
  5. Pięknie opisałaś Marsylię. Niestety ostatnio nie ma ona dobrej prasy na Świecie-opisy miasta okupowanego przez emigrantów, codziennych (sic!) awantur, napadów, gwałtów skutecznie psują romantyzm tego miejsca (nie dziwi mnie więc to, że Kim tak się zamartwiał o Ciebie). A wystarczy odrobina dobrej woli. Gdyby wszyscy pisali o Marsylii tak pięknie jak Ty...
    Jakoś tak nigdy nie osadzałam w myślach Edmunda Dantes-a w realnym mieście, historia Hrabiego Monte Christo w mojej wyobraźni zawsze rozgrywała się w jakimś tam francuskim mieście portowym na pd. Francji. Miejsce akcji było mniej ważne od misternie tkanych intryg.

    OdpowiedzUsuń
  6. Musze sie kiedys wybrac do Francji!! Koniecznie! Pozdrawiam weekendowo:)

    OdpowiedzUsuń