Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

niedziela, 29 marca 2015

Aga, Rick i Lisa z Casablanki u Mozarta? Co robiłam w Dniu Teatru.

 Wszystko, co dotychczas pisałam odbywało się z jakiejś inspiracji. Chciałam zostawić jakiś ślad po kontakcie z miłą osobą lub po  doznaniu szczególnych wrażeń estetycznych, jak to ujmował Iwaszkiewicz  "le bonheur impossible des ames". To moje pisanie pamiętnika całe życie sprzyja gruntownym obserwacjom i szczegółowej analizie życia. I przypadkiem kontynuuję turecki temat teraz.
Tydzień temu zadzwoniłam do mojej koleżanki ze studiów, bo wybieram się wkrótce do miasta, gdzie ona mieszka  i tak sobie pogadałyśmy, co słychać u nas i naszych dzieci. Przyjaźnimy się więcej niż pół życia, prawie dwa razy więcej lat niż miałyśmy, kiedy się poznałyśmy, tak mi się śmiesznie policzyło w pamięci. Jej córka- Aga studiuje lalkarstwo w Akademii Teatralnej na Wydziale Sztuki Lalkarskiej w Białymstoku.
Aga z prawej.
Aga śpiewa Kaziu, zakochaj się...

Aga, oprócz lalek, kocha wokalne inscenizacje i ma dużo sukcesów na swoim koncie.

 Nasza wesoła rozmowa trwała i końca nie miała. Widzimy się średnio co dwa lata teraz, kiedyś to regularnie, bo z jej miasta pochodził mój śp. pierwszy mąż Już w finale pogawędki dowiedziałam się , ze Agnieszka dostała  studencki angaż- praktykę w warszawskiej Operze Kameralnej i występuje w słynnej marionetkowej wersji opery Mozarta Uprowadzenie z Seraju. A zespół za parę dni przyjeżdża do moich Kielc!. I takim sposobem 27 marca w piątek znalazłam się w Kieleckim Centrum Kultury, żeby uczestniczyć w niezwykłym widowisku.
Deszcz lał całą drogę i 60 km jechałam ponad godzinę i tak sobie rozmyślałam o swoim estetyzowaniu. Dwa tygodnie wcześniej byłam również w Kielcach na operze- transmisji z Metropolitan Opera- Pani Jeziora Rossiniego. Wtedy medytacje biegły do Szkocji i Łysiaka, bo on dużo pisał o Pani Jeziora w jednej ze swojej powieści- "Kielich", która dla mnie w dużej części była plagiatem powieści H. Murakami z 1992r.- "Na południe od granicy, na zachód od słońca". Takie sama wysnułam oskarżenie, znając dobrze obie powieści./!/
 Zamyślałam się też o swoim życiu we Francji i o Zosi, uroczej kombinacji polsko-angielsko- włosko-francuskiego pochodzenia, z którą wymieniam regularne maile. Cieszyłam się, ze jej napiszę o tej operze, bo ona ostatnio zwierzyła się, że:
I think there is nothing nicer than having a meal in an elegant restaurant, and then follow it up with an evening at the Opera.  I love opera.  It is so full of drama, enchantment and emotions.  The opera "The lady of the lake"  by Rossini must have been really exciting, melodramatic,  based on a poem by Sir Walter Scott taking place in Scotland I presume,  with a  theme of war and romance !  I always listen to classical music on French radio.  They have some lovely selections. ( It just suits me that they favour Chopin.   Can you believe it   I have met French people who did not know that Chopin came from Poland !)   My first encounter with opera was in Warsaw  at the Great Opera House when I was 21.  By then I was familiar with quite a few arias amongst them Polish ones from Straszny Dwor and Halka, Moniuszki,  I have seen many beautiful opera productions  in Warsaw and its opera house  was once famous not just for the operas  but also for having the  revolving stage.   I am so proud that thee are so many fabulous Polish opera stars on international stage.  From time to time I went to Covent Garden when a Polish Diva was performing.  I am also quite fond of ballet and this I sometimes watch on TV. 
W końcu zajechałam do mojego Klerykowa, zadumana w  swojej "haute volee"/ wyższe sfery/. Zostawiłam samochód na parkingu, zmieniłam buciki na eleganckie czółenka i kroki skierowałam do teatralnej kawiarenki.
Ludzie się schodzili.


 Co należy rozumieć pod pojęciem opery marionetek, wyjaśnił w radiu Kielce Lesław Piecka, inscenizator tego przedstawienia i jego reżyser.
Opera marionetek to dzieło operowe, w którym scenicznym bohaterem jest marionetka klasyczna – lalka zawieszona jedynie na niciach biegnących od jej postaci do krzyżaka – wahadełka, którym animator (aktor-lalkarz) uruchamia ją – stojąc na pomoście. Lalka porusza się po podłodze lalkowej sceny i jest widoczna w oknie scenicznym; animator jest niewidoczny dla widza – porusza się po pomoście, znajdującym się powyżej okna scenicznego, trzymając w dłoniach krzyżak i zawieszoną na nim lalkę. Marionetki klasycznej zawieszonej na niciach nie spotyka się prawie wcale w teatrach lalek – jest zbyt trudna do skonstruowania i uruchamiania jej na scenie.
 Obok konstrukcji z lalkami  znajduje  się orkiestra i soliści, którzy śpiewają na żywo w synchronizacji ze swoimi odpowiednikami-lalkami . Soliści ukryci są za czarną niby siatką, ubrani też na czarno.
Siedziałam w 6. rzędzie. Po obu stronach kurtyny stały te maskujące siatki dla solistów.


Wyjątkowość i niepowtarzalność zrealizowanego przez Warszawską Operę Kameralną zadania polega na rzadkości tego rodzaju sztuki w całym kulturalnym świecie. Obecnie sztuka marionetkowa funkcjonuje w Europie zaledwie w dwóch ośrodkach – Salzburgu i ojczyźnie marionetek – Mediolanie.

 "Uprowadzenie z seraju"  jest wodewilem-singspiel po niemiecku. Powstał na przełomie lat 1781 i 1782, po przeprowadzce Mozarta do Wiednia. Opera była prezentem ślubnym dla dopiero co poślubionej Konstancji Weber. Premiera, która miała miejsce 16 lipca 1782, okazała się wielkim sukcesem. Rok później opera pojawia się na deskach Teatru Narodowego w Warszawie pod tytułem Porwanie z Seraju. Jest to pierwsza opera w języku niemieckim, która zyskała taką popularność. Cesarz Józef II nazwał ją pierwszą operą narodową.W kontekście tematu i współczesnych problemów, niemieccy Turcy powinni słowa cesarza wykorzystywać w polityce, jeżeli byłaby taka potrzeba.
Turecka stylizacja opery została uzyskana dzięki zastosowaniu bębnów, dzwonków i trójkątów. Inspiracją do podjęcia się pracy nad utworem była panująca wówczas w Wiedniu moda na orientalizm.

Selim Pasza ze swoim sługą./ zdjęcia marionetek ze strony Opery Kameralnej/
 Mozart często odwiedzał stragany sprzedawców tureckich handlujących m.in. bakaliami, jedwabiem i innymi towarami orientalnymi, co pobudzało wyobraźnię i przysparzało nowych doznań estetycznych. Również dzięki temu stworzył ciekawą, barwną i wzbogaconą o "efekty fajerwerku" oprawę muzyczną. Nie brakuje tam też momentów dramatyzmu, napięcia, niepokoju, aby po tym zakończyć całość wzajemnym przebaczeniem i pojednaniem. Opera trafiła w gusty wiedeńczyków, a popularne melodie były przerobione dla potrzeb słuchania w kameralnym towarzystwie. "Uprowadzenie z Seraju" było najczęściej wystawianą operą za życia kompozytora spośród wszystkich oper Mozarta.
 Już sam tekst krył w sobie obietnicę powodzenia – melodramatyczna fabuła,  infantylna, jak to libretto, bogato okraszona sytuacyjnym komizmem, charakterystyczni bohaterowie stworzeni według niezawodnego schematu wywiedzionego jeszcze z komedii dell'arte, a na dodatek wszystko zanurzone w turecko-orientalnym sosie.
 O czym jest ta opera? O wierności, odwadze, wreszcie o wspaniałomyślności i przebaczeniu.
 Belmonte: kochanek, któremu darowano kochankę. Jego rola herosa niosącego ratunek kończy się w momencie aktu łaski. Łaska go wykastrowała.
Constanze: miłość jak ameba. Bohaterka wraca do ukochanego numer jeden, ale jest już zainfekowana przez numer dwa. 
Selim: kogo nie możemy zdobyć, tego musimy puścić wolno. Basza zostanie sam pośród wodotrysków i z poczuciem moralnej wyższości – idealny przepis na to, by zatruwać życie sobie oraz innym.
Od prawej Belmonte i Constanza, dalej jej słuzka Blonde i jego sługa Pedrillo.

Constanza, Blonde i Pedrillo

Belmonte nikogo nie uprowadził, ani tym bardziej nie uratował. Podjął taką próbę, jednak ta spaliła na panewce za sprawą totumfackiego Osmina.
Pedrillo spił Osmina. Jako muzułmanin miał poczucie winy, że pił wino.
 Życie, wolność i Constanze zostały mu ofiarowane jak urodzinowy prezent przewiązany kokardą. Na dodatek basza wpędza go w poczucie winy, przypominając mu, jak z ludźmi obchodził się ojciec Belmonte. Otóż stary Lostados, komendant orańskiej twierdzy, zniszczył niegdyś życie Selima. Pozbawił go majątku, honoru i wszystkiego, co ten ukochał. Teraz poniżony Selim, zamiast odegrać się na swoim prześladowcy, ułaskawia jego syna i synową. Nie ma większej przyjemności niż mścić niesprawiedliwość dobrymi uczynkami - twierdzi Selim i ma rację w tym sensie, że jego gest jest rodzajem zemsty.
 Bombą z opóźnionym zapłonem. „Zbytek łaski” mawiał Bach do Haendla w Kolacji na cztery ręce./ oglądałam na scenie i wiele razy w TV/. Belmonte doświadcza właśnie takiego zbytku łaski. Łaski jest tak wiele, że pod jej ciężarem w końcu będzie musiał upaść. Otrzymał bowiem dar,
 za który nie może się zrewanżować.

...bo Constanza już skłonna była dać serce Selimowi.
Trudno o bardziej syntetyczne ujęcie te dziwnej mody jaka zapanowała wówczas w Austrii. Uprowadzenie z Seraju wspaniale wpisało się w mit o tajemniczym Oriencie, który przerażał i uwodził. Obsesja na punkcie tureckiej estetyki w kręgach arystokracji i mieszczaństwa mogła wynikać z faktu, że Imperium Osmańskie nie było już groźne, choć wspomnienie o krwawych wojnach wciąż pozostawało żywe. Sto lat minęło od oblężenia Wiednia – dostatecznie dużo by zapomnieć o strachu i zamienić go w fascynację.

 Znalazłam w rozważaniach melomanów pewną analogię opery do filmu Casablanca Motyw Selima wystąpił u słynnego Ricka w wykonaniu Humphrey`a Bogarta. Taka to jest wyższość Mozarta nad światem.
  Przed spektaklem i w przerwie czytano Wesele Wyspiańskiego i w ogóle pełna metafizyka teatralna, ludzie tacy szlachetni i wytworni, uroczyści i dostojni. Tak wyglądali, żadnej rasy jaskiniowej w dżinsach i T-shircie.

I na koniec spójrzmy na radość Agnieszki, jakby Per aspera ad astra. Cieszę się, że mogłam uczestniczyć w jej sukcesie. W końcu znam ją od urodzenia i bawiła się modeliną z moją Dominiką.
Aga czwarta od lewej w krótkich spodenkach. Zdjęcie Centrum Sztuki Wokalnej w Rzeszowie.

9 komentarzy:

  1. Jak wielokrotnie pisałam podziwiam w ludziach każdy rodzaj pasji (pod warunkiem, że to pasja, która nikogo nie rani), podziwiam nawet, jeśli nie podzielam, czy nie rozumiem. Opera i poezja należą do tych dziedzin sztuki, które, choć bardzo nad tym ubolewam są mi niedostępne. Próbowałam i próbowałam polubić, pokochać, zachwycić się i nic z tego nie wyszło, ale wciąż nie tracę nadziei, że kiedyś dojrzeję i do tych dziedzin sztuki. Co do opery mam parę kawałków, które słucham z przyjemnością, a poezję lubię... śpiewaną, jakoś łatwiej do mnie trafia. Ktoś zażartował, że zamiast czytać tomiki powinnam je sobie śpiewać... no gdybym miała wokalny talent miałoby to sens:) a tak.. pozostaje czekać, wierzyć i mieć nadzieję. Ja święto teatru uczciłam wizytą w szekspirowskim (dwa dni wcześniej) na maratonie (!) teatralnym- wędrowanie wg Wyspiańskiego- wesela, wyzwolenia i akropolis z krakowskiego teatru stu. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znalazłam takie blagierskie wyjaśnienie dlaczego lubię operę i NIE jest to absolutnie komentarz do ciebie, tylko takie to wydawało mi się zuchwałe. "U korzeni tego podejścia tkwi gargantuiczny snobizm, znakomicie opisany przez amerykańskiego muzykologa Richarda Taruskina w eseju Mistyka muzyki: broniąc muzyki klasycznej przeciw jej wyznawcom, odziedziczone po przodkach przekonanie, że muzyka „poważna” jest kulturą wysoką, a więc organicznie lepszą od jazzu, rocka, metalu i tak dalej. Nigdzie nie pojawia się refleksja, że po pierwsze, pop może być równie ambitny co dzieła dawnych mistrzów, a po drugie, jest rzeczą gustu, co kto lubi. Wybór między Beethovenem a Stingiem nabiera w takim ujęciu rangi wyboru moralnego.
      Busola artyzmu rękami i nogami odżegnuje się od „motłochu”: wielką sztukę poznajemy po tym, że nie podoba się szerokiej publiczności, że docenia ją garstka ludzi specjalnie w tym kierunku przetrenowanych". Z poezją podobnie, jak Gombrowicz mówił "Słowacki wielkim poetą był! Wielkim poetą! Zapamiętajcie to sobie, bo ważne! Dlaczego kochamy? Bo był wielkim poetą. Wielkim poetą był! Nieroby, nieuki, mówię wam przecież spokojnie, wbijcie to sobie dobrze do głowy (...)."
      Ja tak lubię odgrywać "Zanussiego" z młodości, który za wszelką cenę nie chciał się zdeklasować.

      Usuń
  2. Mam dokładnie na odwrót, często tłumaczę się z tego, że podoba mi się w literaturze klasyka, a nie przemawia do mnie literatura współczesna (te wszystkie romansidła, czytadła, kryminały, thrillery, horrory, fantastyka) nie chcąc wyjść na snoba (pewnie wychodzą jakieś kompleksy, nawet, jeśli miałby to być kompleks wyższości :), choć z drugiej strony nie klękam na kolana przed uznanym poetą, czy pisarzem, dlatego, że jest uznany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zależy w jakim towarzystwie, ja też czasami się tłumaczę, że lubię sztukę wyższego lotu. Ale tu, u siebie pozwoliłam sobie na żartobliwy "gargantuiczny" snobizm. Czasami wstydzę się za kogoś, że ogląda lub czyta takie bzdury i zwracam uwagę, jeśli jest to osoba bliska, czy koleżanka. Mój mąż to po prostu mówi, "who the f* you think you are?" i na tym tle są straszne awantury prowadzące w nicość, ale ja i tak nie ustępuję, chociaż przegrywam.
      Chociaż, gdy twórca jest uznany, to przyjmuję to do wiadomości bez zastrzeżeń. Może nie być w kręgu moich zainteresowań, np malarstwo współczesne, kakofoniczna muzyka, ale jesli ktoś to uznał, to pewnie coś oznacza.

      Usuń
  3. Agnieszka ma bardzo ciekawy zawod:) Obszerne poletko do kreacji, ciekawe czy jest on na tyle zyciowy aby z niego wyzyc?:) Opera to cos czego w sumie nie rozumiem.... natomiast uwielbiam teatr marionetkowy. Bardzo mi sie podoba. Lalki nie sa sztywne i nie widac poruszajacych nimi aktorow. No i tek kunszt lalkarski przy marionetkach niesamowicie sie uwidacznia.
    Ostatnio bedac w Polsce chcialam Marie zafundowac kulturalny rarytas i zawiezc ja do teatru lalek w Toruniu. przy okazji okazalo sie, ze zrobilismy radoche kilku innym dzieciom, pojechalismy dwoma samochodami, dzieciakow bylo siedmioro. Zalapalismy sie na festiwal teatrow dla dzieci w Toruniu. Bosko bylo...choc przypadkowo. "Rasa jaskiniowa"- podoba mi sie to Twoje okreslenie. Podchwytuje:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślałam o tobie, gdy to pisałam, pamietając, że kiedys rozważałaś na temat róznych zainteresowań i czy warto je rozwijać, inwestować w dziecko, co determinuje rozwoj talentu i czy potem to się przydaje w zyciu. Cos podobnego, prawda? Agnieszka dostała w genach po rodzicach swoje zainteresowania. Ojciec jest nauczycielem w szkole muzycznej, gra i spiewa w lokalnym zespole, a mama to wybitna nauczycielka j.polskiego i w ogóle pedagog, doskonała organizatorka róznych imprez od zawsze.Łatwiej to zawsze coś mieć po rodzicach, wiem sama po moich córkach, coś tam po nas odziedziczyły, i dobre, i złe. Oczywiście Agnieszka musiała pokonać wiele progów, bo dostać się do szkoły teatralnej to wymaga prawdziwego talentu, też gruntownego wcześniejszego przygotowania, bo na rok przyjmują 15 osób, a tylko dwa takie wydziały w Polsce. Na razie ciągle w siebie inwestuje, jeszcze studiuje, nie zarabia.
      Ja tez zawsze lubiłam marionetki i córki swoje zawoziłam do Kielc, bo tam mamy teatrzyk Kubuś i nawet Muzeum Zabawek. Nasladowałysmy też zwykłymi lalkami, ukryte za przescieradlem lub obrusem.
      Dodam więcej- rasa jaskiniowa tkwiąca w zupełnej pustce duchowej, ordynarna. To od Marii Dąbrowskiej, tak wyrażała się o pewnych ludziach w Dziennikach.

      Usuń
    2. Czlowiek to nie tylko "zarcie i wydalanie", choc w sumie swiat do takiego poziomu chce czlowieka sciagnac. Do poziomu konsumenta i wydalacza tej konsumpcji.
      Mowi sie tez "konsument sztuki", fajnie by jeszcze bylo gdyby faktycznie ludzie bez takowej konsumpcji nie mogli sie obyc, a niestety....Mnie boli np.: to, ze sale na tego typu wydarzeniach nie sa pelne. Ze bilety sa nie wyprzedane, ze sztuka na siebie nie jest w stanie sama zarobic. Ludzie zwalaja na ceny biletow ( moze i tak, moze przecietnego X nie stac na teatr raz w miesiacu), ale to przytalacza.
      Ostatnio tutaj, gdzie mieszkam przyjechal tetrzyk z lalkami ( dwoch aktorow, ale nie myslalam, ze moga dac taki czad...ze to nie w ilosci sila a w jakosci). Scena tu nie za wielka, ale wypasiona: z dobra akustyka, oswietleniem, dekoracja...Kameralna ci ona, recitalowa, ale za to wypasiona. Dwa rzedy byly zapelnione, reszta swiecila pustkami. Pokolenie jakiniowe- stajemy sie ubodzy duchowo.
      Mysle, ze jak sie dziecko od malego w cos wdrozy, zaproponuje mu sie inny swiat niz komputer, tv, komorka, gry to to dziecko bedzie wzrastalo w pewnej atmosferze kulturalno artystycznej i jezeli kultury tworzylo nie ebdzie to bedzie jej zlakniony bedzie jej odbiorca....bedzie duchowo wzrastal:)) .

      Usuń
    3. Tak, masz rację. Ja też nie godzę się jedynie na rolę konsumenta żywności. Kiedyś, w gorszych finansowych czasach, byłam przyzwyczajona kupować pasztet podlaski i jajka, ale nie odmawiałam sobie pójścia do kina, albo teatru czy kupić książkę. Tak mnie oburzało w USA, że wybór sosów do grilla zajmował całą długą półkę, nie wspominając o innych towarach. A mój mąż zadowolony mówił: taki mamy wybór. Ale po co aż tyle? Hiperkonsumeryzm zawsze mnie szokował.
      Teraz właściwie dzieje się podobnie z wyborem żywności u mnie, tylko na innym poziomie finansowym. Nigdy nie kupuję nadmiaru i tylko to, co potrzebne. Ten bilet na Uprowadzenie z Seraju kosztował 120 zl, 1/4 miejsc był wolna, a ludzie siedzieli na dostawkach, bo tańsze. Po przerwie siedli na wolnych fotelach.

      Usuń
  4. Wesołych i spokojnych Świąt ardiolo !

    OdpowiedzUsuń