Moja lista blogów

sobota, 27 września 2025

Muzeum, "które przestało istnieć, ale przetrwało"

 Nie pamiętam już jak to się stało, że  znałam dramat  Hanusia Gerharta Hauptmanna. Myślę, że moja dawna wieloletnia przyjaźń ze studentami germanistyki przyczyniła się do tego.  Przez jakiś czas nasza uczelnia miała wizytującego profesora z Rostocku. Widzę go w pamięci, był bardzo przystojny i jeździł zielonym maluchem. Z Rostocku niedaleko była wyspa  Hiddensee i  miejsca pochówku pisarza.  Studenci wystawiali Brechta, to pewnie  też recytowali we fragmentach biedną Hanusię i opowiadali mi o tym. Tkaczy też pamiętam. Dlatego kupiłam bilet na  przedstawienie w Teatrze Śląskim im. Stanisława Wyspiańskiego. Na 14 listopada. To obejrzę po blisko 50 latach. Aż się roześmiałam z wrażenia.

Ale właściwie chciałam wam opowiedzieć  o wizycie w Muzeum Miejskim- Domie Gerharta Hauptmanna, w Jagniątkowie, dzielnicy Jeleniej Góry. Mój drugi mąż, amerykański ignorant😍 spytał, a dlaczego niemiecki pisarz mieszkał w Polsce? A bo mu się podobał Dolny Śląsk i Jelenia Góra odpowiedziałam. O, to tak jak mnie-stwierdził.

Dom pisarza został zbudowany w 1901 roku w stylu historyzmu i  neorenesansowego zameczku. Zamieszkał tam ze swoją drugą żoną, młodą skrzypaczką pochodzenia łużyckiego, Margaretą Marschalk. I mieszkał tam w glorii i chwale noblisty z 1912roku, łącznie z hołdami nazistów do swojej śmierci w 1946 roku. Z niebanalną pomysłowością, pomimo takich strasznych koneksji, i pewnie prawie autentycznie opisał to Sławek Gortych w swoim cyklu Schroniska. Dzięki temu przyciągnął całe tłumy do Muzeum Gerharta Hauptmanna.

W poniedziałek 18 sierpnia w końcu znalazłam się z Jagniątkowie, w imponującym domu- zamku nazywanym Łąkowym Kamieniem. Od wejścia towarzyszył nam Gerhart Hauptmann patrzący swoim demonicznym spojrzeniem. Sławek Gortych pisał...Ruszyła alejką, która wiodła pod górę, do domu pisarza. Potężna posiadłość pełna ciemnych okien wyłaniała się spomiędzy drzew niczym leśny upiór z martwymi ślepiami. Poczuła strach.

Przyspieszyła kroku i po chwili znalazła się u wejścia do willi. Pokonała granitowe schody, pchnęła ciężkie drzwi i stanęła oko w oko z Gerhartem Hauptmannem.

Pisarz z typowym dla siebie mrocznym wyrazem twarzy spoglądał na nią z wielkiego portretu zawieszonego naprzeciwko wejścia. Nie chciałabym go zobaczyć w nocy, przeszło jej przez myśl.”

A jeszcze wcześniej witała nas rzeźba Hanusi w  pozie mistycznego odejścia w zaświaty. 

Cały ten sierpniowy dzień stał się dla mnie w pewnym sensie symboliczny, bo spędziłam go z Hanią, która kilkanaście dni potem, 4 września nagle pożegnała się ze swoim życiem. 

Siedząc w pięknym bardzo ekspresywnym holu, zwanym Rajską Halą, ze względu na tematykę malowideł polichromii, zastanawiałyśmy się jak będziemy zwiedzać Muzeum.

 Zaczęłyśmy od wystawy czasowej, takiego wakacyjnego refleksyjnego malarstwa ukraińskiego twórcy Andrzeja Sharana pt. Wieczna podróż. Kolor i słowo w twórczości ukraińskiego malarza i poety. Jak miło było się z nim przenieść  do słonecznych plenerów nad Morzem Śródziemnym. I tak jego oczami i pędzlem wspominałyśmy, co same kiedyś doświadczyłyśmy.


Dom Hauptmanna po wojnie przez wiele lat był ośrodkiem kolonijnym dla dzieci. Jako muzeum, Dom zaczął dopiero funkcjonować w 2001 roku, po gruntownym remoncie i restauracji z funduszy fundacji polsko-niemieckich.

Mnie najbardziej fascynował gabinet pisarza, bo to jakby niezwykła podróż w czasie w tym autentycznym wnętrzu. Z maszyną na biurku, z różnymi listami, notatkami, wygodnym fotelem i kominkiem. 

Bogata kolekcja eksponatów książek fotografii osobistych przedmiotów i obrazów inspirowanych pięknem Karkonoszy, zatrzymywała nas w  zadumie i refleksji nad mijającym światem. Obie z Hanią byłyśmy w jakiś sposób związane z kulturą niemiecką. Ona poprzez ojca, który wpoił w nią szacunek do języka i literatury niemieckiej,  a ja przez męża germanistę  i przyjaźń z wieloma germanofilami.


W tym domu- zamczysku było miejsce na gabinety do pracy, bibliotekę, archiwum oraz liczne zbiory antycznych i współczesnych dzieł sztuki. Pomieszkiwał tu również starszy brat pisarza Carl Hauptmann, który napisał  Księgę Ducha Gór. W 1922 roku z okazji 60. urodzin Hauptmanna powstało malowidło, które ozdobiło hol willi. Jego autorem był malarz Johannes Maksymilian Avenarius, który na ścianach i sklepieniu stworzył swoją wizję raju. Pełne symboliki dzieło do dziś budzi zachwyt wszystkich. 



Po śmierci Hauptmanna w 1946 roku wdowa po nim opuściła dom zabierając większość cennego wyposażenia. Jej wyjazd w pół roku po śmierci męża również jest niezwykłą ciekawostką historyczną. Takie porozumienia z Sowietami i Armią Amerykańską.

Uwielbiam zwiedzać domy pisarzy, moim ulubionym to oczywiście Stawisko  Jarosława Iwaszkiewicza. W Jagniątkowie, jak w wielu innych tego typu miejscach organizuje się koncerty, wieczoru literackie, wystawy i inne imprezy kulturalne dla dorosłych i młodszych. To magiczne miejsce, chociaż sam pisarz i jego postawa wobec nazizmu jest mocno kontrowersyjna. Jeszcze w 1942 roku  80.rocznicę swoich urodzin świętował wspólnie z gauleiterem Karlem Hanke. Dostał w prezencie rzeźbę Hanusi z białego marmuru. Noblista miał   liczne  przywileje żywieniowe. Z kolei w 1944 z okazji urodzin Margaret  w Łąkowym Kamieniu gościł Hans Frank, który też odwiedził go w 1945 roku, ukrywając dokumenty i dzieła sztuki. Z twierdzy Breslau uciekał tamtędy Karl Hanke.  Literacko i z suspensem zajął się tym Sławek Gortych  Filmowcy powinni się tym też zainteresować. Gotowy historyczny kryminał. 

 Młody pisarz z Bolesławca  w zaskakujący sposób   rozsławił Muzeum na całą Polskę. Organizowane  Spacery ze Sławkiem oraz Nocne zwiedzania cieszą się ogromnym zainteresowaniem.

 Potem pojechałyśmy z Hanią do Cieplic- Zdroju i jak prawdziwe seniorki zasiadłyśmy przy kawie naprzeciwko Zdrojowego Parku. Rozmawiałyśmy o życiu. Takie sanatoryjne spokojne miejsca sprzyjają refleksjom.

Plac Piastowski, a my w kawiarni Abrabezabra, koło Parku Zdrojowego.

Będzie mi brakowało Hani wnikliwych komentarzy. Jej obecności.

  Których  pisarzy domy-muzea odwiedziliście?  Jakie refleksje?

 Czytaliście Sławka Gortycha?

 

 

21 komentarzy:

  1. Tego pisarza poznałam w tym roku. Nie tyle jego twórczość, co nazwisko i to w kontekście Jagniątkowa, który w tym roku odwiedziły dwie moje koleżanki (ty jesteś trzecia). Wówczas zajrzałam do ciotki wiki, aby sprawdzić któż to był ten Niemiec. Nie znam jego książek, ale wyobrażam sobie, iż pracownię pisarza zawsze miło się odwiedza. Ba, nawet to wiem, udało mi się odwiedzić Dom Wiktora Hugo w Paryżu (a jeśli pamiętasz moje wcześniejsze wpisy - to jeden z moich ukochanych pisarzy- swego czasu nawet prowadziłam cykl Hugo na dobry początek tygodnia (z licznymi cytatami). Były tam różnojęzyczne wydania Nędzników (też polskie). Natomiast z polskich pisarzy udało mi się odwiedzić mieszkanie Marii Dąbrowskiej na Polnej w Warszawie - byłam akurat przed świętami wielkanocnymi w trakcie porządków - zwinięte dywany, a pani przewodniczka nieco z tego powodu zażenowana, bo nie spodziewali się gościa, ale mnie wpuścili. Jako że Marię Dąbrowską też bardzo lubię, a Noce i dnie wręcz ubóstwiam to było dla mnie bardzo przyjemne przeżycie. Udało mi się też odwiedzić Willę Kuncewiczów w Kazimierzu Dolnym. Natomiast Stawisko przywitało mnie szczekającym psem i zamkniętą bramą, więc byłam mocno rozczarowana, iż moja wycieczka do Podkowy Leśnej skończyła się fiaskiem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardziej mnie wzruszają wizyty w muzeach- domach pisarzy, których pamiętam za życia. Dlatego tak bardzo lubię Stawisko. Gdy córka studiowała w Olsztynie, często tam się zatrzymywałam. Teraz już nie. To jednak za daleko.
      Też lubię willę Kuncewiczów.
      Tak , pamiętam twoje zachwyty nad Wiktorem Hugo. Ja się wzruszałam za młodu.
      Dom Hauptmannów już dawno chciałam zobaczyć, gdy pierwszy raz poszłam na zamek Chojnik, bo to niedaleko. Muszę przyznać że książki Sławka Gortycha mnie zachęciły 🤣

      Usuń
    2. To muszę coś przeczytać, bo nie znam. Jak się zna dobrze pisarza to zawsze inaczej patrzy się na jego otoczenie, a przecież niektórzy ci pisarze tworzyli jeszcze za naszego życia, choć może ja byłam zbyt niedojrzała aby to wówczas doceniać. Trochę to tak jak wielcy aktorzy czy wspaniali piosenkarze (też rodzaj sztuki), których mogłam oglądać czy słuchać, a tego nie zrobiłam. Nie wiem jak to możliwe, bo np. nie znajduję info na temat koncertu Ewy Demarczyk w Gdańsku, a jestem przekonana że na nim byłam razem z Piotrem i pamiętam, jak byłam ubrana (czerwone szpilki i czarna peleryna)- czyżby to była moja wyobraźnia. Nieważne, ale w moim przekonaniu byłam na koncercie Ewy Demarczyk :)

      Usuń
    3. No proszę, zajrzałam do katalogu biblioteki niemal wszystkie egzemplarze pana Gortycha wypożyczone, pozostały jakieś na obrzeżach miasta. To mi się jeszcze nie zdarzyło, żeby jakaś książka była tak rozchwytywana, sprawdziłam dopiero trzy tytuły - trzy wydania. Może trafię na inne wydanie- spróbuję

      Usuń
    4. To młody chłopak jest rocznik urodzenia 1997, też blogger. Z zawodu lekarz stomatolog. Urodzony w Lubaniu czyli 15 km od mojej wioski, a mieszkający w Bolesławcu, czyli 25 km od mojej wioski. Stąd go znam, dzięki mojej koleżance bibliotekarce stamtąd. Pierwszą książkę wydał po pandemii, a czwartą teraz niedawno. Przeczytałam trzy, które miała koleżanka u siebie, oczywiście czekając w kolejce 🤣
      A wiesz, jak oglądałam relacje z festiwalu filmowego, również wywiady z naszym wspólnym kolegą ♥️, to mi się przypomniało jak z koleżanką, jeszcze w liceum zostałyśmy na drugie przedstawienie sztuki Czekając na Godota♥️ u nas od zawsze były przeglądy teatralne i przyjeżdżały do nas teatry, ale nie te wielkie, zwykle z Kielc z Rzeszowa Tarnowa Lublina. I ta sztuka stała się dla mnie symboliczna już od drugiej klasy liceum. Uczyłyśmy się cytatów na pamięć i czekałyśmy na Godota której nie przychodził😭

      Usuń
  2. Byłam w Muzeum Sienkiewicza w Woli Okrzejskiej, Konopnickiej w Suwałkach, w domu braci Hauptmannów w Szklarskiej Porębie, w mieszkaniu Bułhakowa w Kijowie, w posiadłości Hansa Fallady w meklemburskiej wsi, której nazwa wyleciała mi z pamięci. Postałam chwilę pod do mem Herberta we Lwowie. Jest tam tylko tablica pamiątkowa, a lokal zajmują kolejni mieszkańcy.Byłam też na grobie Konopnickiej. To jedyny grób na Cmentarzu Łyczakowskim, na ktorym zawsze są kwiaty i zawsze palą się znicze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to rozjeździłaś się we wszystkie strony świata 👏 w Suwałkach byłam raz, ale prawie trzy tygodnie jako wychowawczyni na koloniach letnich. Dużo zwiedzaliśmy. Pamiętam, że moja dawna szkoła należała do klubu szkół przodujących🤔 i te kolonie były z tym związane.
      Kijów też bardziej znam z pięknych wspomnień Iwaszkiewicza.
      Ja prawie z Gór świętokrzyskich, to Sienkiewicza odwiedzamy w Oblęgorku.
      Pozdrawiam tymczasem z Iwonicza-Zdroju, gdzie krótko odpoczywam.

      Usuń
  3. Nie wiem jak to się stało, ale nie trafiłam do tego pięknego muzeum, choć w okolicach byłam dawno temu.
    Wzruszyłam się na wspomnienie Hani, pięknie wyglądacie na tej ławeczce!
    Muzea, to nie tylko piękne obiekty, ale skarbnica wiedzy o osobach i epokach!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pewnie będzie jeszcze okazja. Dolny Śląsk ma wiele do zaoferowania. Ja od ponad 10 lat spędzam tam wakacje, i wcześniej tam jeździłam, a właściwie oglądam te same miejsca. Muszę wejść chociaż na Stóg Izerski🤣Nie jeżdżę daleko od domu. Muzeum Hauptmannów bardzo rozwija swoją działalność.

      Usuń
  4. Cześć, ja do muzeum nie chodzę. Może w młodości byłam raz czy dwa ale nie pamiętam w jakim. Chyba w Gnieźnie byłam w kościele św Wojciecha albo w 1996 roku byłam w jakiejś tam Wenecji gdzie były jakieś kolejki i także w 1996 roku byłam chyba w Biskupinie gdzie były jakieś osady pra dawne a tak to na tym zakończyły się moje wycieczki. Ogółem dziś muzeum to dla mnie coś nudnego. Nie ciekawi mnie zwiedzanie ani oglądanie jakiś eksponatów.
    A tak to czekam teraz na swój ulubiony program w TV-"Ktokolwiek widział. Ktokolwiek wie."

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pomimo wszystko, dziękuję za wspomnienia. Wenecja to jednak miasto - turystyczny symbol. Ja nie byłam, ale w tym przypadku już mnie wnuczka zastąpiła 🤣 Biskupina też nie widziałam.
      A ja bardzo lubię odwiedzać muzea, bardziej niż naturę, która mnie przeraża i męczy.
      Jedynie Islandia, pomimo swojej przerażającej natury, została głęboko w moim sercu.

      Usuń
  5. Gerhart Hauptmann - dziękuję za przypomnienie tego pisarza.
    Chyba miesiąc temu wspominałem w komentarzu, że nie jestem pewien czy czytałem jakąś jego książkę.
    Teraz zmylił mnie tytuł książki - Tkacze - gdyż kiedyś znałem na pamięć wiersz H. Heine - Tkacze Śląscy - i to po niemiecku.
    Muzea, domy pisarzy.
    Nie odwiedziłem, inna rzecz, że opuściłem Polskę w wieku gdy na zwiedzania nie było czasu.
    Natomiast odwiedziłem miejsce akcji mojej ulubionej książki - Czarodziejska Góra.

    OdpowiedzUsuń
  6. To za Tkaczy Gerhard Hauptmann dostał Nobla. Tkactwo było w XIX wieku bardzo ważną gałęzią przemysłu na Dolnym Śląsku i w Czechach.
    A propos Czarodziejskiej Góry, to zawsze podczas sanatoryjnych pobytów, gdy odpoczywałam gdzieś na tarasie przykryta kocem, nawiązywałam rozmowę z płcią przeciwną 🤣 nazywając gościa Hansem Castorpem. Nie przypominam sobie, żeby ktoś zrozumiał moją literacką grę 🤣 miałam takie skłonności za młodu i trochę potem, żeby sprawdzać intelekt facetów i ewentualnie wtedy kontynuowałam podryw. Zawsze było o czym pogadać z tymi, którzy zdali egzamin. Nawet dzisiaj byłam na wycieczce na Słowacji, bo jestem na takim krótkim pobycie SPA i udało mi się zastosować moją literacką zabawę wobec jednego uczestnika i dobrego fotografa. I pomimo pewnej różnicy wieku, porozumienie intelektualne zostało nawiązane, a do tego mam parę ładnych zdjęć 🤣
    Można odwiedzać domy nie tylko polskich pisarzy. A jacyś Brytyjczycy zostawili ślad w Australii? Tam u was chyba teraz mieszka ten pisarz z RPA, też noblista? Chyba o nim pisałam ostatnio. OMG. Zapomniałam.
    A ja widziałam dom Hemingway'a na Florydzie w Key West. I piłam drinki w jego ulubionym barze. To pamiętam, Sloppy Joe Bar.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisarz z RPA w Australii - J.M.Coetzee - dziwne książki ostatnio pisze. Najostatniejsza to The Pole - czyli Polak.
      Moja refleksja tutaj ==> https://poledownunder.blogspot.com/2024/03/the-pole.html
      Brytyjskie ślady w Australii?
      Oczywiście - królowa Wiktoria - gdzie się nie obrócić to jak nie ulica to bazar jej imienia.
      Szczebel niżej to brytyjscy gubernatorzy - choćby lord Melbourne.

      Usuń
  7. Miałam na myśli brytyjskich pisarzy, którzy może wybrali emigrację w krainie Ozz.
    Tak, rozmawialiśmy o Coetzee. Wybitny intelektualista, chociaż trochę dziwny. Gdy piszę komentarze na smartfonie, to nie mogę przejść na inną stronę, bo mi się aplikacja zamyka. Dlatego nie mogę pomóc sobie czasami swojej niepamięci 🤣

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Brytyjski pisarz w Australii...
      Nie słyszałem o takim przypadku chociaż zapewne wielu z nich odwiedziło Australię na krótko - choćby J. Conrad ==> https://ewamaria.blog/2017/01/19/19-stycznia-1888-roku/

      Usuń
  8. S. Gortycha znam i Jego książki też ale żadnej nie czytałam. Nie znam za to Hauptmanna, nawet nie pamiętam żeby kiedyś gdzieś mi śmignęło to nazwisko, ale bardzo podoba mi się hol w domu, w którym mieszkał. Energetyczna kolorystyka przypominająca trochę tę meksykańską. Nie podzielam Twojego entuzjazmu w związku z filologią niemiecką bo chociaż posługuję się tym językiem na codzień i znam kilka języków obcych, ten był zdecydowanie najtrudniejszy do opanowania i zrozumienia gramatyki.
    Spędziłaś wspaniały dzień z Hanią, na zawsze zostanie on w Twoim sercu i w pamięci przywołując koleżankę. Chociaż żadna z Was nawet nie przypuszczała, że to spotkanie to pożegnanie, to pożegnałyście się robiąc to co sprawiało radość Wam obu.
    Ogrom serdeczności i cmok cmok.

    OdpowiedzUsuń
  9. Za całuski dziękuję👍 jeżeli natomiast chodzi o filologię germańską, to moje sympatia szła głównie w kierunku ludzi ♥️ sama niemieckiego się nie nauczyłam, prócz postaw. Miałam najpierw chłopaków, potem narzeczonego, następnie męża germanistę, to wystarczy. Ja z Niemcami porozumiewałam się po angielsku. Zazwyczaj umieli. Rodzajów i odmian przez przypadki, osoby nie mogłam zapamiętać. Angielski jest łatwiejszy 🤣 francuski niby też ma odmiany, ale był dla mnie łatwiejszy. Pewnie dzięki łacinie, której uczyłam się wiele lat .
    Powodzenia w nowej pracy 👏


    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo mi przykro z powodu niespodziewanej śmierci Hani. Na powyższym zdjęciu wyglądacie jak siostry.
    Nie odwiedziłam żadnego domu pisarzy. Muszę chyba zacząć. :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Cóż za zbieg okoliczności :) Nie, nie czytałam jeszcze Gortycha (prawdę powiedziawszy nawet nie wiedziałam, że taki pisarz istnieje!), ale dosłownie dwa dni wcześniej Połówek przywiózł mi jego książkę z biblioteki. To "Schronisko, które przestało istnieć" i muszę powiedzieć, że wiążę z tym autorem duże nadzieje. We wtorek przeczytałam parę kartek (było tam właśnie o tej twierdzy Breslau i ucieczce), natrafiłam na te wspomniane przez Ciebie nazwy, i dziś znów planuję poczytać kolejne strony. Z tego, co już zdążyłam się zorientować, kolejne tomy są na szczęście dostępne w mojej bibliotece, więc jeśli ten pierwszy przypadnie mi do gustu, to na pewno zamówię kolejne :)

    Piękny ten dom Hauptmanna! Czytając kryminał Sławka zapewne będę miała przed oczami Twój post :) Pomysłowo wplotłaś cytaty i zobrazowałaś odpowiednimi zdjęciami.

    Moje kondolencje z powodu śmierci Hani. Nie znałam jej, ale czytałam już o jej śmierci u Jotki, z którą miała się spotkać w Grecji, jeśli dobrze pamiętam. Bardzo przykra i niespodziewana śmierć. Hania z pewnością była niezwykle interesująca i dobrą osobą.

    Pozdrawiam serdecznie z jesiennej wyspy :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Jotkę i Hanię poznałam się w realnych okolicznościach równy rok temu w Poznaniu i Gnieźnie, gdzie spędziłyśmy fajne przyjacielskie chwile.
    Dwa tomy Schroniska przeczytałam w wakacje będąc w tamtych dekoracjach🤣 za parę dni znowu jadę do męża na Dolny Śląsk, to przeczytam następne dwa tomy, które koleżanka bibliotekarka już dla mnie trzyma. I może uda mi się umówić na jakiś Spacer że Sławkiem Gortychem. Wysłałam muzeum mój post, bardzo im się podobał i zapraszają do kolejnych wizyt. Poznałam tam bardzo miłą kustoszkę- przewodniczkę.
    Hauptmann, obecnie jest trochę przestarzały, wystawiają go w Katowicach ze względu na prawie aktualne śląskie tematy. Ja go znałam z powodów, o których wspomniałam w poście.
    Jesienna Irlandia jest piękna, podobnie jak w każdej odsłonie. Moi przyjaciółki córka mieszka tam już od wielu lat, podobnie jak ty. Za każdym razem, gdy moja przyjaciółka jedzie odwiedzić swoją córkę, planuję ten wyjazd z nią. Ona zostaje zwykle u niej miesiąc lub dwa, pomagając przy okazji z dziećmi. A mnie zawsze wypada coś innego. Dzisiaj się z nią spotykam, może zaplanuje wreszcie odwiedziny u jej córki, którą znam od urodzenia, a nawet poczęcia 🤣 byłam w Irlandii raz, jeszcze przed UE. Wczoraj porządkując rzeczy w mojej szkole, znalazłam bardzo fajne podkładki ze słynnego pubu Fox koło Dublina. Zrobię zdjęcie, to może wspomnę o tym w następnym poście.

    OdpowiedzUsuń