Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

środa, 28 września 2011

Bretagne je m`en souviens...

Jestem już w kraju trzeci tydzień, zajmuję się tu pracą. Ja odwrotnie niż inni emigranci, do kraju przyjeżdżam pracować, a do Francji, na moją inną emigrację,  jadę odpoczywać. hehehe
Dostaję sporo maili z pytaniem, jak to się stało, że moja prywatna sytuacja jest tak komfortowa i szczęśliwa. Moi najbliżsi znajomi dobrze o tym wiedzą, a innych z przyjemnością poinformuję, mając nadzieję, że kogoś tym zainspiruję. hahaha
 Pewnego wrześniowego popołudnia 2005 roku, z odległego, melancholijnego kraju, z celtyckiej Bretanii dostałam "paszport na marzenia i wyobraźnię". Mój wirtualny przyjaciel wtedy, a obecnie mąż, szalony fantasta i niestrudzony podróżnik wysłał mi go internetową pocztą.  Zaprosił w podróż swoją własną, arcyciekawą ścieżką, odyseją wiecznych globtrotterów, realizujących chimery swojego dzieciństwa. Stał się dla mnie idealnym spełnieniem marzeń, Amerykanin i Anglik w jednym, więc realizuje moją pasję do języka angielskiego, mieszka we Francji, więc spełnia moją polską, nie zawsze odwzajemnioną miłość do kraju sztuki, literatury, stylu życia, filozofii, mody etc. Często podróżuje, zabierając mnie w niezwykłe miejsca, więc przenosi mnie w świat moich najskrytszych marzeń. Jest niepoprawnym marzycielem, intelektualistą, zna życie, bo jest już na tyle stary(!) i wie, że należy je cenić i nie wolno marnować. Nulla dies sine linea. Odkrywa we mnie niestrudzenie pokłady intelektu i zmysłowości, o których istnieniu sama nie byłam świadoma. A przy tym jest taki zabawny i dowcipny.


Przed 6 laty mieszkał w Longonnet, w departamencie Morbihan. Historia tego miasteczka (2 tysiące mieszkańców) sięga VI wieku, epoki emigracji Celtów z Kornwalii, a wyróżnia je zabytkowy kościół, z bramą i dzwonnicą, którego historia sięga IX wieku, był świadkiem walk za czasów Karola Wielkiego i jego syna Ludwika Pobożnego, kiedy to Bretania była niezależnym państwem.
Bretania jest krajem o wyjątkowej piękności. Zdjęcia w poście pochodzą z tamtych rejonów i z domu Kima, zostały zrobione 6 lat temu. Wysuwa się najdalej w całej Francji na zachód. Krańcowy rejon Bretanii to Finisteria, z łaciny finis terrae - koniec ziemi, dla dawnych mieszkańców tego kraju ziemia się tu kończyła. Piaszczyste plaże przeplatają się tu z dzikimi skałami o nieprawdopodobnych kolorach i kształtach, wyżłobione burzliwymi falami, których huk słychać daleko w głąb kraju. Wokół brzegów jest tysiące wysepek znikających w wodzie w czasie przypływów. Dwa razy na dobę morze przychodzi do brzegów bretońskich, niekiedy na wysokość 14 metrów a potem ucieka nawet do 20 kilometrów. Kąpieliska bretońskie mają swoją starą tradycję.
Można w nich także znaleźć ślady polskie, Słowacki jeździł na wczasy do Pornic i pisał wiersze pod tamtymi skałami, Sienkiewicz jeździł do Ploumanach.
Poza tym w Bretanii wędruje się nieustannie śladami wspomnień literackich i historycznych. Tu była ojczyzna Chateaubrianda. Flaubert, Hugo i Balzac zbierali tu materiały do swoich powieści i mieszkali w średniowiecznym zamczysku w Fougeres. Wspomnienia literackie sięgają czasów jeszcze dawniejszych. Wiele znanych w całym świecie pełnych romantyzmu legend średniowiecznych, rozgrywa się właśnie na terenie Bretanii. Bo tutaj narodził się w wieku XII tak istotny dla europejskiej kultury "wątek bretoński" - fantastyczny świat celtyckich legend i symboli, które można odnaleźć w opowieściach o Tristanie i Izoldzie, o królu Arturze i Rycerzach Okrągłego Stołu, o Parsivalu i poszukiwaczach Świętego Graala.

W Bretanii urodził się i miał swoje majętności jeden z największych rycerzy Francji : Bertrand du Gueschin. Średniowieczne zamki bretońskie mają cudowną łatwość przypominania epoki rycerstwa i wielkich rycerskich turniejów. W Bretanii, podczas swojego 10 - dniowego pobytu czułam się władczynią mojego jednoosobowego stanu rycerskiego, damą postawioną na piedestale, mój rycerz, "Kim Vandyke de Wilson" oddał się w moją służbę z równym zapałem jak swojej pracy, komputerom i innym "suwerenom". Woził mnie swoim koniem mechanicznym do najpiękniejszych zabytków Bretanii. Np. do Carnac, gdzie stoją olbrzymie, symboliczno - religijne megality, nazywane menhirami i dolmenami w zależności od przeznaczenia, robią wrażenie niesamowitego, kamiennego lasu.
Dawna stolica Vannes zachwyca ciągiem średniowiecznych murów i urokami dawnych uliczek, Vitre to jak doskonała scenografia filmowa, takie samo jak pięćset lat wcześniej. "Quimper i Quimperle" to jak mówią turyści są po prostu prześliczne. Byłam w Bretanii w okresie świąteczno - noworocznym, więc miałam okazję uczestniczyć w licznych imprezach kultywujących tradycje bretońskie. Nigdzie indziej we Francji nie widzi się tylu strojów ludowych co w Bretanii. Odmienność Bretanii polega też na jej stosunkowo niskim trybie życia., w porównaniu z resztą Francji. Przyjechałam do Bretanii bezpośrednio po 10 - dniowym pobycie w Anglii, więc wydawała mi się biednym krajem. Pejzaż bretoński kojarzy się z polskim, na drogach stoją krzyże przy rozstajach koło pięknych kalwarii przykościelnych, można spotkać jednoizbowe chałupy lub rozwalające się domostwa, a krowy chodzą samopas i drogi są nie najlepsze. Niektóre wioski na uboczu od głównych szlaków zastygły w swoim staroświeckim kształcie.
 Jak bardzo tamten świat jest inny od Langwedocji, gdzie zamożny świat, bogaci turyści i szczęśliwi Anglosasi na słonecznej emeryturze.
Kocham Francję w każdej odsłonie, jak często to  podkreślam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz