I wakacje dla mnie się skończyły. Wróciłyśmy z wnuczką do naszego rodzinnego miasta. Teraz to dopiero kołowrotek się zacznie. Mieszkanie w dwóch, a nawet trzech miejscach i do tego czwarta nasza szkoła, którą trzeba rozruszać na nowy rok szkolny. Dla naszej rodziny nasza szkoła językowa to jak dom. A moja trzecia córka😀 Wspominałam wcześniej, że już 30 lat istniejemy na rynku i prawie w tym samym miejscu. Doskonała lokalizacja między trzema dużymi osiedlami, brak innej szkoły językowej w okolicy sprzyja pomyślnemu trwaniu i rozwojowi przez lata. Aczkolwiek dzieci w szkołach państwowych coraz mniej, a młodzi dorośli już doskonale przygotowani językowo w pracy, skoro gdzieś tam zostali przyjęci. Przeżyliśmy różne etapy, ale potrafiliśmy się w porę przystosować. W ostatnich latach sporo zajęć z nauką naszego ojczystego języka dla obcokrajowców i z różnymi dorosłymi, którzy podkształcają się na swoje podróż. Również dziadkowie, żeby rozmawiać ze swoimi zagranicznymi wnuczętami.
Dobrze, że jedna z córek przejęła biznes, z którym była od dziecka, zaczynając od roznoszenia ulotek i klejenia plakatów w latach 90.
Ja unikając "trzeciego wieku" chętnie nadal pracuję w szkole, uczestniczę we wrześniowym rozruchu. I nieraz się zdarza, że moi dawni uczniowie przyprowadzają swoje wnuczęta. I zawsze słyszę : nic się pani nie zmieniła😀
Będę zajęta nie tylko rozpoczęciem naszej szkoły, ale również wnuczętami, szczególnie wkrótce wysyłaniem Matyldy do regularnej szkoły. Jej "islandzka" matka wróci dopiero za miesiąc, gdy już rozliczy się ostatecznie z pracodawcą i pożegna Islandię. Nie wiem jak tego dokona, bo ja cały czas czuję ogromną tęsknotę za tym krajem. Chętnie odprowadzam wnuczkę do szkoły pilnując ją z daleka, bo to była kiedyś moja szkoła podstawowa. Również pracowałam tam w młodości. To moje zajęcie, od dwóch lat z przerwami, gdy Matylda wyjeżdżała do Islandii.
Powrócę potem wspomnieniami do moich ostatnich sierpniowych dni na Dolnym Śląsku, szczególnie do muzeum Gerharta Hauptmanna i wizyty koleżanki blogowej. Niektóre książki pisarze poruszyły mnie do głębi, ale dawno temu w młodości, szczególnie "Hanusia". A on sam w pewnym sensie przypominał mi Jarosława Iwaszkiewicza. Chcieli obaj błyszczeć na salonach i przyjaźnili się ze znienawidzonym reżimem, gdy pozostali przyjaciele po piórze wybrali emigrację. Ich podobieństwa to także przyjaźń z młodszymi literatami, Hauptmann z Mannem, a Iwaszkiewicz z Miłoszem. Jarosław był kilka razy nominowany do Nobla. Dobrze dla niego, że nie doczekał października 1980, gdy Miłosz dostał Nobla. Zmarł w marcu.
Gdy przyjechałam, to dla dobrego nastroju obejrzałam sobie filmy z Alainem Delonem, w rocznicę jego śmierci, Śmierć człowieka skorumpowanego, Trzech ludzi do zabicia i Uderzenie. Tego trzeciego filmu nie wyświetlali u nas, bo "momenty były". Z całkowicie gołą aktorką, z prawdziwą czarną "pussy". Filmy z lat 70-80. to zupełnie inna stylistyka. Spokojne, refleksyjne zawsze z dobrą muzyką, a bohater - Alain Delon zwykle ginie na końcu. Pamiętam, jak płakałam za nim, gdy oglądałam te filmu w młodości.
Wrócę do aktywniejszego blogowania za miesiąc, gdy znowu pojawię się gdzieś poza rodzinnym miastem..
PS
Miałam na myśli swoje posty. Do Was będę zaglądać, bo tęsknię.💓
Moje elaboraty pochłaniają nieraz parę godzin pracy😅, a teraz jestem zmęczona obowiązkami. Trzy tygodnie szybko zlecą i mam nadzieję na nową przygodę.
Och, to się u Ciebie będzie dużo działo, życzę dużo siły, energii i satysfakcji.
OdpowiedzUsuńGerhardt Hauptmann - pamiętam, że czytałem jakąś jego książkę, ale mi się niezbyt podobała i uleciała z pamięci.
G.H. przypomina mi się przy lekturze Czarodziejskiej Góry T. Manna (tę książkę czytałem wielokrotnie) - jedną z istotnych postaci jest Mynheer Peepperkorn, którego zachowanie i sposób wyrażania się są dokładną kopią zachowania G. Hauptmanna. Przyjaciele doradzali Mannowi, żeby uprzedził o tym Hauptmanna, może nawet uzgodnił z nim niektóre sceny, ale T. Mann stwierdził, że nie zauważa tu żadnego podobieństwa. W rezultacie G. Hauptmann, po przeczytaniu książki, śmiertelnie się obraził.
Podobna historia przytrafiła się T. Mannowi w książce Doktor Faustus. Bohaterem jest kompozytor, który zawiera pakt a diabłem i w rezultacie wymyśla nowy sposób komponowania muzyki - tu następuje dokładny opis dodekafonii wymyślonej przez A. Schoenberga.
I taka sama historia - przyjaciele prosili T. Manna żeby porozumiał się z Schoenbergiem albo umieścił w książcę adnotację wyjaśniającą sprawę autorstwa. Na próżno.
Książka Doktor Faustus zdobyła wielką popularność i w rezultacie wiele osób sądziło, że to T. Mann wymyślił technikę dwunastotonową a Schoenberg ten pomysł wprowadził w życie.
Dziękuję za bardzo interesujące dygresje. Na pewno wrócę do tego w późniejszych moich postach.
Usuńjuż wiem, czemu tak ostatnio zimno w mojej okolicy - bo wyjechałaś z Dolnego Śląska...
OdpowiedzUsuńp.jzns :)
Tak, roztaczam aurę gorącej kobiety.
UsuńMój Gospodarz kiedyś mówił, że wszystkie lustra za Tobą płaczą, gdy wyjeżdżasz. Bo jak wiadomo mają głównym zajęciem, było przeglądanie się w lustrze i sprawdzanie czy dobrze wyglądam 👍👏
od tego czarownice mają lustra, aby im mówiły przecie, kto jest najgorętszą na świecie, więc płaczą, gdy nie mają komu tego powiedzieć, to dość towarzyskie typy :)
UsuńAle jak to odprowadzasz wnuczkę do szkoły? już?
OdpowiedzUsuńMój syn skutecznie nauczył się języka w szkole publicznej, doszkolił się sam, grając online z graczami z całego świata i w pracy.
Jesteś jak wulkan islandzki, nigdy nie brak Ci energii!
Wielu sukcesów dla twojej szkoły!
My też mamy takich uczniów, którzy wyszkolili się językowo w grach. Sprawnie mówią ale popełniają błędy gramatyczne. Przychodzą do nas przed egzaminami, żeby poprawić swoją gramatykę i pisownię.
UsuńSzkoła to moje całe życie. A ukoronowaniem był Gospodarz🤣
Ojej, ale masz galimatias z tymi szkołami, aż się pogubiłam:)) Doskonale rozumiem przedwrześniową gorączkę rozruchową bo też byłam całe życie zawodowo ze szkołą związana. Nadal mam "szkolny zegar" w sobie. Powodzenia życzę!
OdpowiedzUsuńTak, człowiek całe życie zostanie nauczycielem. Rok zaczynam od września.
UsuńTen komentarz został usunięty przez administratora bloga.
OdpowiedzUsuńAlain Delon...bardzo przystojny mężczyzna i choć dla mojego rocznika to był już dojrzały mężczyzna to bardzo chętnie na jego wcześniejsze filmy patrzyłam.
OdpowiedzUsuńRozruch w szkołach... wyobrażam sobie, że dla większości nauczycieli to dopiero urwanie głowy.
Delona oglądam sobie na cda codziennie wieczorem. To wspaniały relaks, stary spokojny, czasami naiwny film z najpiękniejszym aktorem świata kilku dekad. Teraz kilka dni upałów u nas, to ja mam dosyć tych wszystkich spotkań rodzinnych z dziećmi, ale córka ma duży dom z basenem w ogrodzie, który umila nam czas już swoje ostatnie wakacyjne dni. Po południu w szkole, nieustanne porządkowanie , niszczenie starych dokumentów kserówek lub wyrzucanie dawnych ulotek i pamiątek.
OdpowiedzUsuńTy kończysz wakacje, a ja zaczynam. :) Dla mnie od zawsze wakacje zaczynały się we wrześniu, bo to był czas mojego urlopu. Tyle, że dawniej kończyły się w październiku, a teraz trwają do czerwca. Jedynie okres lipiec - sierpień z powodu obawy przed upałami spędzam w domu (tzn. nie wyjeżdżając nigdzie). Tegoroczne lato było co prawda jakieś dziwne i mało upalne, choć już parnych dni było sporo. Tęsknię za wyjazdami i już się ich doczekać nie mogę. Trzymam kciuki za moje wyzwania zawodowe.
OdpowiedzUsuńLato w niektórych rejonach Polski bylo bylejakie 🤔Zawodowe przezwyczajenia długo tkwią w człowieku. Pracując na swoim właściwie miałam wakacje kiedy mi się chciało, może nawet było ich za dużo i dlatego muszę nadal pracować 👍ale wrzesień był zawsze najważniejszy dla biznesu. Wnuczęta też regulują mój czas 🤣
OdpowiedzUsuńMoże gdybym pracowała na swoim, to nadal bym uczyła. Uwielbiałam to. Myślę, że mnie lubiano. Często idąc z A. w centrum spotykałam swoich studentów, zawsze witali mnie z uśmiechem (czasem to Andrzeja pozdrawiały młode dziewczyny, bo on przez pewien czas też pracował na jednej z uczelni, ale w odróżnieniu ode mnie , nie poznawał tych studentek, bo miał kilka grup i prowadził wykłady). Mieliśmy nawet taki żart, że co widzieliśmy młodych ludzi, to A. mówił" patrz, twój student, -ka :))
OdpowiedzUsuńJa nie tęsknie za pracą. Tyle spraw mogę teraz załatwiać, o dowolnej porze roku. Pracując musiałam czekać na czas, kiedy studenci mieli wakacje (albo sesję bez moich egzaminów). Nie mogłam sie wprost doczekać emerytury i czasu dla siebie. i dopiero wtedy mogłam podróżować do woli, co zawsze było moim pragnieniem. Starsze wnuki nie obciążały nas zbytnio, jeździlismy z nimi na wakacje i to było fajne. Teraz Mały co drugi dzień u nas "na służbie", z noclegami. Pomagamy.
W połowie września jedziemy na dłuższe wakacje, na Rodos :)) Uściski!
Rodos to prawdziwa grecka perełka i zabytkowa podróż w czasie. Katamaranem można wyruszyć do Turcji. Zdaje się, że Jotka jedzie też w podobnym terminie. Życzę wspaniałych wrażeń. Mój ojciec zawsze tak mówił, że wnuczęta są "na służbie".
OdpowiedzUsuńWidzę, że Delona nie opuszczasz. Dla naszego pokolenia to był elegancik. Tęskniło się za takimi przystojniakami, chociaż w filmach był na ogół draniem i źle traktował kobiety. Minęły te seksistowskie czasy. B.
OdpowiedzUsuńOglądam te filmy traktując jak dokumenty 🤣, "prawda czasu, prawda ekranu". A najbardziej lubię oglądać programy telewizyjne z jego udziałem. Znam trochę francuski i z jeszcze większą przyjemnością patrzę na te prawdziwe dokumenty.
UsuńNo tak, laba się skończyła dla wielu z nas niestety. I nawet jeśli lata nauki mamy już za sobą to jednak wrzesień niesie ze sobą jakieś takie poczucie końca lata i wszystkiego dobrego co się z nim wiąże. Nie trzeba chodzić do szkoły żeby czuć, że pierwszy września jest jakąś granicą.
OdpowiedzUsuńŻyczę Ci dużo energii i zapału na te pierwsze wrześniowe dni, powrót do rutyny bywa mało przyjemny a z tego co piszesz będziesz miała sporo na głowie. Niech Ci zatem sprzyjają dobre moce. Uściski.
Dobra uwaga Moniu, że nie trzeba chodzić dobrze szkoły, aby poczuć 1 września koniec wakacji czy lata.
OdpowiedzUsuńPracownicy poza oświatą mają urlopy, a ja miałam zawsze wakacje. Nawet prowadząc działalność gospodarczą pt. szkoła językowa, to również mamy zwolnione obroty w wakacje.
Ja jeszcze popracuję aktywnie dwa tygodnie, a zaraz potem zregeneruję swoje siły podczas zaplanowanego wyjazdu.
Nagłe odejście mojej blogowej koleżanki, trzy komentarze wyżej- HaniMrok-wstrząsnęło mną i zatrzymało w refleksji nad kruchością życia.
Nie zaglądałam na bloga Hani ale kojarzę Ją z komentarzy. Bardzo mi przykro, że straciłaś blogową koleżankę, taka strata zawsze boli a śmierć, zwłaszcza nagła i niespodziewana, trzęsie ziemią, na której stoimy. Mnie też śmierć Hani zasmuciła a przecież Jej nie znałam. Przytulam Cię z całych sił.
OdpowiedzUsuń