Moja lista blogów

sobota, 9 sierpnia 2025

Czy zdarzają się wam wakacyjne zguby i kradzieże?

      Pierwszy  rodzinny, a wtedy to nawet biznesowy telefon komórkowy mieliśmy w 1999 roku. Wtedy kupowało się Nokie. Następny kupiliśmy w 2002. Zupełnie nie utrwaliły mi się ceny. Pamiętam jechałam wtedy na ważne tłumaczenie do Irlandii i wypadało mieć telefon, a ten pierwszy już został przy mężu. 

Mała przerwa z dedykację dla Grazyna, u naszych sąsiadów Lawenda na Uboczu, 3 lata temu. Widać po dziecku jak urosło.

Postęp w telefonii cyfrowej był oszałamiający, bo w następnym roku obie córki nastolatki miały już swoje handy, mobiles jak je  nazywaliśmy językiem naszej szkółki. Mieliśmy dwa telefony stacjonarne w domu i w biurze. Tak łączyło się wtedy przez internet. Masowo wysyłało się sms-y. Pamiętam, gdy  raz byłam u fryzjerki, to chwaliła się, że dostała od swojego chłopaka kilkaset sms-ów w ciągu paru dni. Mmsy były drogie. 

Zgubiliście kiedyś telefon? Bo ja nie, do wczoraj. W tym miejscu prawie. Makieta Jeleniej Góry w galerii.

Specjalistką od gubienia, kradzieży lub przypadkowego niszczenia telefonu była moja  młodsza córka. Ona miała pecha. Nawet ze swoim małym dzieckiem, znaną wam Matyldą, potrafiła zostawić telefon na ławce, gdy zamawiała skądś  taksówkę. Zapominała go w podróży na imprezach w sklepie. Czasami ludzie oddawali. Na początku lat 2000 telefony były drogie, to można było na nich zarobić.  Mam kolegę taksówkarza, to czasami już nie wie co robić z tymi telefonami teraz. Dobrze, gdy ktoś zadzwoni na ten numer, to wtedy nie ma problemu z oddaniem.

A  czy przytrafiły się wam kradzieże torebek?

Zdarzyły mi się w życiu dwie kradzieże torebki z dokumentami i kluczami. Już w czasach komórkowych, ale wtedy telefonu nie miałam w torebce. Raz z mojego własnego biura, ale w wakacje i z pociągu. Torebkę ukradzioną w biurze podrzucono ze wszystkim, oprócz pieniędzy. Nie było ich tam wtedy dużo, pamiętam. W drugiej sytuacji miałam straszny kłopot, duże koszty związane z nowymi dokumentami, pamiętam, że najdroższy był wtedy klucz do samochodu z elektrycznym zamkiem. Mieliśmy dwa kluczyki, ale ten drugi był chyba bez elektrycznego zamka czy coś takiego. To wydarzyło się na początku lat 2000. Obcy ludzie pożyczyli mi pieniądze na dalszą podróż. Wracałam z córką zza granicy. Samochód miałam zostawiony u kuzynki. Ale dlaczego brałam klucz ze sobą? Chyba jej miało nie być, gdy wracałam.

 W kolejnych latach już uważałam. Aż do wczoraj podczas zakupów w Galerii Sudeckiej w Jeleniej Górze. Na szczęście, uprzedzę fakty, rozpacz z powodu mojej zguby trwała około 20 minut. Gdy się zorientowałam, że  nie mam telefonu, zaczęłam chodzić po sklepach, gdzie mogłam go zostawić. Ale to 20 minut na pewno skróciło mi życie o dłuższy czas.😢 Totalna rozpacz i łzy. W kółko powtarzałam, wiedziałam, że to kiedyś się stanie. Ale jestem z dzieckiem, a Gospodarz gdzieś krąży po innych sklepach. Pomimo ogromnego nagłego stresu przypomniałam sobie, że dawałam dziecku pieniądze, żeby samo sobie coś kupiło w Smyku i siadłyśmy wtedy  na ławce. Wyjęłam telefon i sprawdziłam, która godzina i stąd mam taką jasność sytuacji. Idziemy do ochrony, obie zapłakane. Ja już mam w głowie scenariusz jakie kroki następne mam podjąć. Wyjąć  naszą szkolną wizytówkę i zadzwonić do córki z telefonu  ochrony, żeby zablokowała banki, dowód, telefon i do Kima, żeby przyszedł po nas pod sklep Smyk. Nie myślę o straconych zdjęciach, tylko o tym ile haseł trzeba będzie na nowo wymyślać, ile numerów bankowych i telefonicznych wpisywać. Wyobrażam sobie znalazcę jako bardzo  sprytnego człowieka, który zagarnie wszystko co mam.😢

A tu dzieje się taki  filmowy cud, z dwóch alejek galerii podchodzą do ochrony  dwie pary jednocześnie,  ja z Matylda i chłopak z dziewczyną. Widzę, że trzymają w rękach mój telefon. Jezu, co za ulga. Mówią, że znaleźli go na tej ławce przed Smykiem. Czekali  tam chwilę,  w tym czasie dzwonił Kim, odebrali, i już wiadomo było czyj to telefon. Matyldzia mówi, ale masz babciu szczęście. Młodzi ludzie byli z Jeleniej Góry.  Z rodzinnego zdjęcia blokady wysłali nawet info do moich córek, zanim zadzwonił Kim.

 Rozminęliśmy się wcześniej  koło Smyka

 Czy zdarzyły wam się podobne sytuacje? Czy sami oddawaliście znalezione rzeczy? Jak np. pieniądze? Tak się robi testy o uczciwości społeczeństw. Mnie kiedyś bankomat wypłacił 1000 zł, zamiast 100, ale nie poszłam do banku zwrócić.😐 To był jakiś błąd w systemie. Podzieliłam się z córkami, to zdarzyło się na pewno  ponad10 lat temu, jeszcze przed erą wnucząt. 

Ja sprawdzam uprzejmość ludzi,  gdy proszę ich o zrobienie zdjęcia. I do tego wybrzydzam, Może tak, może jeszcze jedno, sprawdzam czy dobrze, proszę o więcej. Nikt mi nie odmawia, a nawet ludzie mnie chwalą, że prawdziwa ze mnie modelka. Młodzi bardziej się starają, np. klękną, żeby osiągnąć lepszy efekt, sami doradzają, a starsi najczęściej  nie umieją kadrować i w ogóle się nie starają. Proszę, oto  podbarwione


przykłady👍
Lubań

Wracając do tej komórki. To mój podręczny komputer. Przyznaję , że mam w nim wszystko. Zguba bardzo utrudniłaby mi życie. Zważywszy, że jestem nadal poza miejscem stałego zamieszkania. Wnuczka potem relacjonowała córce przez telefon, ściszyła głos i powiedziała, że babcia płakała. 

Perypetie przytrafiają się nawet w business class, mówi Kim mówi, bo wszędzie u nas białe zasłonki jak w dreamlinerach, a stresu i tak nie unikniesz.

Jacuzzi na tarasie. Woda się grzeje. Ostatnio często używaliśmy, bo na wsi zimny mikroklimat.



Ten sielsko- anielski klimat czasami mnie męczy.  Jestem tu już prawie dwa miesiące. Wiejska cisza, ogród z fruwającymi insektami, dom, który ciągle trzeba sprzątać, bo w minucie pojawiają się sieci pajączków. Brak ludzi.

 Po stokroć wolę miasto. Chociaż małe miasteczka, i ciągle jeżdżę na drobne zakupy. Gryfów Śląski, Lubań, Lwówek, Lubomierz, Bolesławiec to nasza rozrywka. Nie wspominając o jednodniowych wycieczkach za granicę.  Bo teraz znowu są granice😢

Lubań, na czytelniczej ławeczce.

Lubomierz- w ten weekend festiwal komedii. Dzieci przed muzeum Kargula i Pawlaka

Bolesławiec w słońcu z  fajansową ławeczką.

Gryfów Śląski

Lwówek Śląski

 A Jelenia Góra to już metropolia. Gdy więcej ludzi, to i różne incydenty. Gospodarz siedzi w domu, to i zdrowszy, i spokojniejszy. A ze mnie niespokojny duch.

Dostałam list z propozycją pracy w Reykjaviku jako nauczyciel języka polskiego. I jak sobie z tym poradzę? Szczegóły za parę dni.👌

A wy co wolicie, wieś czy miasto na wakacje?  A poniżej nasze pole. Kto inny uprawia👍


 

23 komentarze:

  1. ja na wakacjach nie kradnę, poza wakacjami zresztą też, ale jak podpowiesz mi coś, co warto ukraść, warto tak w ogólnym całokształcie, włącznie z kalkulacją ryzyka, to może spróbuję się nauczyć...
    ...
    telefon posiałem dwa razy i jak wynika z późniejszych prób odtworzenia tych sytuacji, to chyba mi je ukradziono, ale pewności nie ma... tylko, że to były dość tanie zabawki, jak na owe czasy, do tego proste, nie pełniły u mnie jeszcze takiej roli, jak teraz, więc za bardzo nie bolało...
    teraz sprawa jest bardziej skomplikowana, ale teraz nie ma takiej opcji, żebym posiał telefon... bo kłopotu byłoby wtedy sporo...
    ...
    nie pajączki, tylko kosarze, to zapewne miałaś na myśli... u nas w domu na wsi pająki są święte i się ich nie tępi, ale kosarze to inna bajka... faktycznie robią pewien syf tymi swoimi sieciami i są poddawane eksterminacji...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Może jakaś podpowiedź na nowy tytuł?

      Usuń
    2. chyba tytuł własności, albo tytuł naukowy, LOL...
      przecież to jest świetny tytuł, ja bym go nie unawiał...

      Usuń
    3. Błyskotliwa reakcja 👍👏 z tym tytułem.
      Ja jestem blokowe dziecko, tym bardziej Matylda. Gdy ja byłam dzieckiem i wywozili mnie okresowo do babci na wieś, to były tak zwane szczypawice i pełno much, chociaż dziadkowie nie mieli jakiegoś dużego gospodarstwa. Jakiekolwiek by było, to i tak daleko od szosy w tamtych czasach.

      Usuń
    4. tu u nas jest bardzo mało much, bo tu prawie nikt nie ma inwentarza żywego, który produkuje substancje wabiące te muchy... jedyna akcja jest wtedy, gdy któryś kot przytarga mysz i mu się ta zdobycz gdzieś zapodzieje w jakimś zakamarku, wtedy na bank po jakimś czasie pojawia się jakieś stadko tych much i jest grubsze sprzątanie, żeby te resztki znaleźć... za to też jest daleko od szosy, takiej aktywniejszej, tylko to jest akurat okay, bo te koty są dość bezpieczne...
      ale niestety są kleszcze i co gorsza w naszym regionie są one już odporne na popularne środki antykleszczowe... ludzi raczej nie atakują, bo ludzie raczej nie łażą po krzaczorach i mają jakieś ciuchy na sobie, ale właśnie koty trzeba faszerować pigułami od weta...

      Usuń
  2. "...ludzie mnie chwalą, że prawdziwa ze mnie modelka."
    Dołączam się do pochwał.
    Telefon komórkowy - wydaje mi się, że mój kolega w pracy miał już w roku 1994, ale to była jakaś kolubryna.
    Na szczęście dotąd nie zgubiłem telefonu, ale kilka razy dziennie dość nerwowo sprawdzam torbę.
    Dla rekompensaty zgubiłem kiedyś karty kredytowe - American Expess i Visa.
    Oczywiście obie natychmiast zablokowałem lecz z odzyskaniem były pewne trudności bo akurat podróżowałem po Europie. American Express gwarantował dostawę nowej karty w ciągu 24 godzin, ale ja wędrowałem - Francja, Szwajcaria, Szwecja - jest.

    Ale pociecha była mała bo w Szwecji i Norwegii żaden sklep ani nawet konduktor w pociągu, nie uznawali American Express.
    Co innego VISA - ta karta nie jest wydawana przez centralny bank więc została wysłana do mnie z Australii za pośrednictwem firmy DHL. Na adres kuzynki w Warszawie. Kłopot w tym, że kurier DHL nie miał wstępu na klatkę schodową gdzie były skrzynki pocztowe. Więc dzwoniłem regularnie do biura DHL i w końcu potwierdzili, że karta przyszła i mogłem do nich pojechać i ją odebrać.
    ALe to nie koniec kłopotu - rok 2003, nowy format karty kredytowej z elektronicznym chipem - w Norwegii nie akceptował jej żaden czytnik, musiałem wstąpić do banku i wybrać sporo gotówki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Zaraz dołożę jeszcze jakieś zdjęcia 👏👍
      Z tymi kartami to też miał przygodę mój mąż w Hiszpanii. Byliśmy tam około dwóch tygodni w trzech hotelach .on źle wpisał PIN trzy razy i Bank mu zablokował kartę. Potem wysyłali mu z hotelu do hotelu i tak nie doszła na czas. Miał na szczęście drugą kartę.
      W tym momencie przypomniała mi się jeszcze jedna sytuacja, z tym przesyłaniem z miejsca na miejsce. W latach 80. Byłam na wyprawie studenckiej w Indiach, lecieliśmy tam z przesiadkami. Mojej koleżance zagubili bagaż i potem wędrował on po całych Indiach, ale nigdy nie zdązal na czas. W końcu odesłali go do Polski i odebrała go przy powrocie, po prawie dwóch miesiącach. Mówiliśmy w grupie, że na biednego nie trafiło, bo to była bardzo zamożna dziewczyna z domu. Przyjaźniłyśmy się potem całe życie, ale niestety około 50tki zmarła nagle na serce, chociaż miała męża lekarza.

      Usuń
  3. Nie zgubiłam, odpukać, ale znalazłam cudzy w mini zoo i oddałam do kasy.
    Moja znajoma zgubiła telefon w teatrze, wpadł między siedzenie a oparcie, a wiele miała zachodu z jego odzyskaniem, bo mieszka w innym mieście.
    Znalazłam tez kiedyś portfel z cała zawartością, w tym prawo jazdy, oddaliśmy właścicielowi, a w zasadzie ojcu właściciela, ale nawet nam nie podziękowano, pan przeliczył tylko banknoty.
    Podobna ławeczka stoi u nas przed biblioteka miejską:-)
    Wieś czy miasto, to zależy od atrakcji i pogody!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mój mąż RIP zgubił raz cały portfel w Kielcach, odesłali mu wszystko z wyjątkiem pieniędzy, a było tam sporo kasy, bo pojechał zamówić meble, a wtedy jeszcze z gotówką. Napisali dziękujemy za prezent. Pewnie to była kradzież.
      To nieładnie, że gość nie odpalił znaleźnego 👎
      Na prawdziwej wsi nie ma atrakcji, prócz może kościoła i spaceru wzdłuż ulicy. Dobrze, że koleżanka w bibliotece❤️ Mam zmęczenie materiału od wsi. Jestem z wnuczką, a ona nie ma co robić. Przez 2 tyg była beznadziejna pogoda, a właściwie tydzień. Ale mi się dłużył.
      Ławeczka z boku ma niby kartki i biblioteczkę z book crossing.

      Usuń
  4. Szczęśliwie nic nie zgubiłam na wakacjach. A pierwsza nokie pamiętam! Uściski od nas ♥️ i zapraszam do mnie 🙂

    OdpowiedzUsuń
  5. Ooooo...Lawenda na Uboczu, jeszcze jedno pole lawendowe, trzeba będzie zrobić sobie szlak lawendowy i wędrować.
    Miałam kilka zgub w życiu, Nokię, pierwszą moją komórke, zgubiłam 3 razy, dwa razy w Wenezueli, raz cubercafe, bywały takie, raz nie wiedziałam gdzie, ale z 3 dni jej nie było, w cybercafe mi ją oddali, kiedy sobie przypomniałam ,że pewnie tam ją zostawiłam, ten drugi raz...już miałam sobie kupić nową Nokię, kiedy wyrzucając śmieci do pojemnika , zobaczyłam w nim moją nokię, wypadła mi z kieszeni, przy poprzednim wyrzucaniu odpadów . Trzeci raz było zostawiłam tę Nokię w kawiarni w Warszawie, też ją odzyskałam,za każdym razem byłp to dla mnie niesamowicie cięzkie przeżycie.
    Raz zostawiłam przewieszony na oparciu krzesła kawiarni mojego nowego Nikona, nie wiedziałam gdzie, więc przebiegłam wszystkie miejsca i w końcu po 2 godzinach dotarłam do kawiarni i tam właścicielce moj nikon oddał chlopak, który usiadł na moim miejscu. To było także w Wenezueli, raz zgubiłam kartę kredytową i nie wiedziałam, że jej nie mam, zorientowałam się po 2 tygodniach i i szczęście miałam, bo nic z konta nie ubyło, po dwóch tygodniach bank mi zablokował tę kartę, nigdy się nie odnalazła...i było tego więcej ale miałam szczęście, bo oprócz strasznych przeżyć nic więcej się nie stało.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dużo się ruszasz, to i zdarzają się przygody. Ale tragedii nie było. Kradzież bardzo przygnębia jak każde przestępstwo.Wtedy myślę o ludziach jeszcze bardziej czasami poszkodowanych. A ta moja zguba przyciągnęła za sobą różne pesymistyczne myśli.
      Miłego weekendu.

      Usuń
  6. Współczuję tak trudnych chwil i gratuluję szczęścia przy odzyskaniu zguby.
    Ja miałam bardzo nudne życie w tym temacie bo nigdy nic nie zgubiłam i nic nie znalazłam! No i teraz nie wiem czy mam się tym chwalić czy wstydzić:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zabawna konkluzja.
      Chciałam tylko zwrócić uwagę jakim istotnym przedmiotem jest obecnie telefon komórkowy. Zgubienie go, czy kradzież przez ," specjalistę" pociąga za sobą straszne konsekwencje dla właściciela. Mnie to tak bardzo zmartwiło, że nie mogłam powstrzymać płaczu. Ponadto uświadomiłam sobie nieuchronność starzenia organizmu, co mnie jeszcze bardziej zgnębilo i osłabiło psychicznie. Jak się okazuje nie wszystkim się przytrafiają kradzieże, na szczęście.

      Usuń
  7. Nie ma znaczenia miejsce, w którym spędzam wakacje. Ważne, żeby telefon nie dzwonił. Najbardziej lubię spędzać czas nad morzem, chociaż nie umiem pływać i unikam słońca. Morze mnie tonuje, uspokaja.
    Wyobraź sobie, że ani nigdy nic nie zgubiłam, ani nie zostałam okradziona. Za to zdarzyło mi się znaleźć w tramwaju telefon (zadzwoniłam na pierwszy numer i akurat ta osoba była z tą, która zgubiła) i pieniądze na ulicy ( widziałam, komu wypadły i dogoniłam faceta).
    Mojemu kuzynowi wpłynęło na konto 8 MILIONÓW, bo pani w banku się pomyliła. Oczywiście natychmiast zawiadomił bank. Nie wiem, jaki był los pani.
    Miłego weekendu!🏝

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię morze, a ostatnio czas spędzam w górach 😭ale do morza masz chociaż blisko, a ja daleko i nie chce mi się jechać.
      Sprzyja ci dobra gwiazda, skoro omijają cię niespodziewane utraty gotówki czy innych cennych rzeczy👍
      8 mln to niezła pomyłka, ja bym się wystraszyła takiej kwoty.
      A wiesz, nasi kolorowi uczniowie wyjeżdżają z naszego miasta, bo tu nieodpowiedni klimat. Aż mi ich żal, córka ich uczy całe wakacje. Moja prowincja, to prawie enklawa KN. Wstyd się przyznać.

      Usuń
  8. Kiedyś zostałam okradziona w tramwaju. Wyciągnięto mi portfel z kartą (wówczas jeszcze miałam tylko jedną) i pieniędzmi. A ja zamiast zezłościć się na złodzieja, byłam wkurzona na mamę, bo idąc do tramwaju mijałyśmy stragan, na którym była sukienka, która się jej podobała. Zaproponowałam, że jej kupię (akurat dostałam jakieś ekstra pieniądze), ale moja mama, która w życiu nie podjęła żadnej decyzji od razu powiedziała, że się zastanowi. No i ona się zastanawiała, a złodziej skorzystał. Kartę zastrzegłam, gotówki było jakieś pięć stów (było to ponad 20 lat temu), na szczęście dokumenty trzymałam w osobnej przegródce torebki.
    Co do znalezienia- nie tyle znalazłam, co dostałam kiedyś z pracy bardzo dużą premię, a ponieważ dzień wcześniej szefowa czyniła mi wyrzuty za kiepskie wyniki byłam przekonana, że pomylono się o jedno zero w wypłacie i poszłam do księgowości aby zwrócić nadwyżkę. Na szczęście okazało się, że pomyłki nie było, a w tamtym kwartale moje wyniki okazały się najlepsze w całej firmie, bo premiowano coś innego, niż za zwyczaj. :)
    Z telefonem a nawet dwoma miałam inną przygodę. Kiedyś przybyłam na lotnisko i dowiedziałam się, że mój samolot, który miał odlecieć o 18, odleciał o 6 rano. Pani z informacji poradziła zadzwonić na informację, gzie mogłam porozmawiać i wyjaśnić sprawę po polsku. Zadzwoniłam i okazało się, że to był błąd systemu i miły pan poinformował, iż zaraz kupią mi bilet na najbliższy lot, a ja będę tylko musiała podać numer rezerwacji przy odprawie. Powiedział, że oddzwoni za parę minut. A ja wówczas zauważyłam, że mój telefon ma niemal całkiem rozładowaną baterię, miałam też drugi, ale on również miał tylko jedną kreskę. A były to czasy, kiedy na lotniskach nie było można podładować telefonu. Kiedy pan zadzwonił po paru minutach i powiedział że sprawa jest załatwiana i mam się uzbroić w cierpliwość, bo potrzebują jeszcze paru minut, podałam mu także drugi numer telefonu z informacją, że zaraz może mi się rozładować. I czekałam kolejne pięć czy dziesięć minut i były to jedne z najdłuższych dziesięciu minut w życiu. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze, a jedyna niedogodność była taka, że dotarłam do celu grubo po północy i musiałam szukać hotelu po omacku.
    Wieś czy miasto- sprawa jest dla mnie oczywista, nie mogłabym nawet mieszkać na peryferiach, z uwagi na niepohamowaną potrzebę uczestniczenia w koncertach, spektaklach, wydarzeniach i brak własnego środka komunikacji muszę mieszkać w centrum, w miejscu dobrze skomunikowanym w mieście z co najmniej jednym teatrem (a mam ich więcej:) i miejscu, w którym coś się dzieje- wykład, wystawa, spotkanie, koncert, spektakl :) Na wieś mogę pojechać na dzień lub dwa, a potem będę krążyć jak lew w klatce po obejściu.
    Ktoś tu napisał, że kleszcze nie rzucają się na ludzi tylko na zwierzaki, to ja chyba jestem wyjątkiem, bo miałam w tym roku kleszcza, mimo, iż byłam na wycieczce w długich spodniach i teoretycznie nie powinnam zostać zaatakowana przez insekta.
    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale historia trzymająca w napięciu z tym telefonem. Jeśli człowiek dużo się przemieszcza, to statystycznie zdarzają mu się różne sytuacje. W erze aparatów digital zostawiłam go w taxi na Malcie. Od razu zadzwoniłam do firmy, bo zorientowałam się w hotelu, ale w ogóle nie pamiętałam samochodu. Jednakże żaden kierowca nie wspomniał o tym telefonie. Na szczęście dzień wcześniej ówczesny narzeczony Kim przegrał mi zdjęcia na płytkę 🤣👍👏
    Z kleszczami, to zgadzam się z tobą w zupełności. W zeszłym roku udziabał mnie w sierpniu, wyjęliśmy go po paru godzinach, gdy się zorientowałam. A ten skurczybyk odnowił się w moim organizmie na początku grudnia przed samym moim wyjazdem do Islandii w postaci czerwonej obwodki wokół dawnego ugryzienia. Do dermatologa trudno się nawet dostać prywatnie,ale jakoś wyprosilam i dostałam antybiotyk, który brałam prze tydzień.
    Teraz też coś mnie ugryzło i mam czerwony krąg, ale to nie kleszcz.
    Do usłyszenia❤️znaczy zaczytania😃

    OdpowiedzUsuń
  10. Wydawało mi się, że nikt mnie nie okradł. Ale Guciamal mi przypomniała o kradzieży w tramwaju, w Krakowie. Kieszonkowiec ukradł mi portmonetkę. Na szczęście tylko pieniądze i nie za wiele. W tamtych czasach dowody osobiste były duże(książeczki), w innej przegródce torby. Ale sam fakt, że mnie okradziono, był bolesny, bo ja ufam ludziom. W tym roku A. na lotnisku na Azorach zorientował się, że nie ma smartfona (a tam bilet na lot). Zadzwoniłam na jego numer, bo na pewno telefon wypadł mu ze spodni w taksówce, dopiero co. I okazało się, że pan taksówkarz właśnie zauważył telefon na siedzeniu z tyłu i już jedzie z powrotem na lotnisko (to było bardzo wcześnie rano, nikt inny nie zamawiał tej taksówki). Dobrze się skończyło, z niewielkim stresem.
    Co do kleszczy, są bardzo wredne. Mnie ugryzły parę razy w życiu, ale niestety prawie każde ugryzienie kończyło sie rumieniem i antybiotykiem. W zeszłym roku młoda lekarka kazała mi brać antybiotyk 5 tygodni!!! Cud, że żadna grzybica mnie nie dopadła.
    Jak wiesz wielkie miasto mnie zmęczyło hałasem i odległościami. teraz żyję spokojnie w cichym miejscu, "w środku niczego", a jednak do wielkiego miasta mam zaledwie pół godziny jazdy. Gdy mnie wieś znuży jadę do okolicznych miasteczek albo do metropolii. I szczęśliwa wracam znów do siebie. Po 20 latach na wsi to jest już moja wieś :) A świat? jest teraz dla wszystkich na wyciagnięcie ręki :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdybyśmy z Gospodarzem myśleli podobnie od początku, to z pewnością miałabym inne podejście do mieszkania na wsi. Dom nie jest zmodernizowany, i to jest jego zasadnicza wada. Niby blisko do miasteczek, ale dojazd po tych zakręconych dróżkach jest po prostu fatalny. Już chcę wrócić do swojego mieszkania i nie martwić się, że mnie lub dziecko coś ugryzie.. A najlepiej zaśpiewać piosenkę Agnieszki Osieckiej Bo to wszystko nie tak, nie tak, a jeżeli nie tak, to jak?
      Gdy pomieszkam w bloku przez chwilę, to znowu chcę tutaj wrócić i tak życie się toczy👍

      Usuń
  11. O kurczę, z tym Reykjavikiem to petarda! Odkąd zajrzałam do Ciebie pierwszy raz wiedziałam, że będzie się tutaj działo. Pamiętam jak napisałaś, że zgłosiłaś się do pracy na Islandii, już wtedy czułam, że ta historia będzie miała ciąg dalszy.
    Ja jestem zdecydowanie team wieś, w duszy grają mi łąki, pola i lasy. Właśnie niedawno wróciłam z przejażdżki rowerowej moją ulubioną trasą, najpierw przez las a później wśród łąk nad rzeką. I chociaż bywam tam często to za każdym razem zachwycam się wszystkim co mam wokół tak jakbym to widziała pierwszy raz.
    Jeśli chodzi o gubienie rzeczy to zdarzają mi się sporadycznie takie akcje, najczęściej gubię parasole, czapki i rękawiczki, nawet nie tyle gubię co o nich zapominam wysiadając z pociągu lub autobusu. Bywam roztrzepana i miewam głowę w chmurach zatem to naprawdę cud, że gubię tak mało i są to na szczęście mało wartościowe rzeczy. Ale o tym co znalazłam mogłabym pisać długo: kilka telefonów komórkowych, dwa razy portfel z dokumentami i pieniędzmi, w Anglii w toalecie w centrum handlowym znalazłam kiedyś aparat fotograficzny, całkiem niedawno kluczyki od samochodu, a w zeszłym roku w Sztokholmie w restauracji plecak ze sprzętem fotograficznym i aparatem. Oczywiście wszystkie zguby oddałam albo właścicielowi, albo policji, albo w przypadku plecaka kelnerce. Tylko raz wzięłam sobie czyjąś parasolkę 😀 ale tego dnia akurat zostawiłam w pociągu swoją. Umówiłam się z kolegą na kawę, lało jak z cebra i kiedy usiedliśmy w kawiarni to koło naszego stolika zobaczyłam parasolkę. Ponieważ przez cały czas gdy tam siedzieliśmy nikt po nią nie przyszedł to wróciła ze mną do domu 😝. Na swoje wytłumaczenie dodam że padało okrutnie.
    Pozdrawiam Cię cieplutko z balkonu, wróciło lato!

    OdpowiedzUsuń
  12. Jesteśmy teraz na parodniowym wyjeździe kamperem. Niedaleko, 100 km, żeby pokazać wnuczce jeszcze raz taką przygodę. Ale znowu jesteśmy w Niemczech🤣bo tu ładniejsze camper parki. Na samej granicy- Bad Muskau- Park Odezwę się niedługo.

    OdpowiedzUsuń