Moja lista blogów

sobota, 16 sierpnia 2025

Keine grenzen?

    Michał Wiśniewski był na dobrym miejscu w Eurowizji w 2003 roku, gdy zaśpiewał piosenkę Keine grenzen. Chyba nawet nie śmieliśmy kiedyś o tym marzyć, znaczy o braku granic.

Pokolenie, które pamięta kontrole przy przekraczaniu granic,  cieszyło się niezmiernie, gdy w 2007 roku oficjalnie weszliśmy do strefy Schengen. Od prawie 20 lat byliśmy już w demokratycznym świecie, ale nadal czuliśmy się jego pariasami. W Dover traktowali nas prawie jak Dzierżyński polską inteligencję, gdy  sprawdzał ręce. Organizowałam wiele wycieczek do Londynu, w których uczestniczyła moja koleżanka, pani doktor. Gdy pytali ją o zawód, to nie wierzyli, że MD podróżuje najtańszym turystycznym autobusem razem z klasą robotniczą, który i tak był dla nas drogi. Teraz w Ameryce wszystkich tak sprawdzają.

Czy pamiętacie kiedy pierwszy raz słyszeliśmy o pomyśle strefy Schengen dla krajów Unii Europejskiej, wtedy jeszcze EWG?  Nasza obecność tam była w sferze kompletnego science fiction.  Chociaż Breżniew już nie żył, to niewiele się zmieniło. Uciekaliśmy na zachód z wycieczkami turystycznymi, albo udawało nam się dostać wizy do USA, a niektórzy Ślązacy mieli tak zwane pochodzenie  i wyjeżdżali do RFN. 

Od 1995 zmiany szybko się potoczyły. Jak bezpiecznie czujemy się na lotniskach udając się za napisem EU countries i widzimy dumną flagę z gwiazdkami.

A czy doświadczyliście sytuacji, że cofamy się w przeszłość?

W regionie od lat mamy wojnę konwencjonalną i do tego hybrydową na różnych polach. Doświadczamy manipulacji społecznej i cyberataków Z tej przyczyny granice lądowe w strefie Schengen znowu  się pojawiły. Niektórzy nasi obywatele nawet sami zapisywali się do społecznej służby granicznej, jak co najmniej dawniejsi ormowcy.

Ponad 30 lat normalizowały się przygraniczne stosunki polsko-niemieckie. Tyle pracy samorządów, stowarzyszeń, wspólnot, organizacji, fundacji, a tu znowu trzeba postawić żołnierza z bronią, żeby po obu stronach pilnował swoich granic. Na zdjęciu poniżej żołnierze są w niebieskim namiocie. 

Przeżyliśmy to podczas naszej wycieczki kamperem, gdzie wybraliśmy się na początku tygodnia. Zeszło nam trochę z przygotowaniem naszej "ekspedycji", żeby  wyposażyć to małe mieszkanko na kółkach. Matyldzia w czasie jazdy na łóżku, ale przypięta pasami.

😀

Musiałam wyposażyć łóżka w świeżą pościel, przynieść jedzenie, ubrania i mnóstwo  różnych innych akcesoriów. Gospodarz bez wieczoru filmowego i rannych wiadomości nie umie żyć. Matylda jak w klatce, ale bardzo jej się podobało spać na piętrowym łóżku. Każdy ma swoje łóżko, moje jeszcze w głębi z prywatną łazienką. Bo Gospodarz jakby w kuchni i pokoju dziennym.


Ruszamy w stronę granicy niemieckiej, bo taka jest najkrótsza droga do naszej destynacji- Parku Mużakowskiego, który po stronie niemieckiej historycznie rozłożył się i trwa od  wieków w miejscowości Bad Muskau, a po polskiej stronie od 1945 w miasteczku Łęknica. Camper Park zamówiliśmy w Bronowicach, nomen omen jakbyśmy jechali na wesele.

Najkrótsza droga wiedzie przez autostradę, a tam kilkadziesiąt kilometrów do granicy już zaczynają się korki.  Gospodarz, nasz kierowca  niecierpliwi się. Zjeżdżamy na Żagań Żary i bocznymi drogami wjeżdżamy jednak na teren Niemiec. Wszędzie słynna granica na Nysie Łużyckiej, mały mostek i wita  nas Deutschland. Nikt nas nie sprawdza. Ale kamper park mamy po stronie polskiej. Zajechaliśmy też do niemieckiego parkingu w Bad Muskau, ale miał odległe przyłącza do prądu i jednak decydujemy się na ten polski. Trzeba znowu przyjechać przez granicę. Niemcy nawet nie spojrzą, ale zatrzymują Polacy. Są bardzo uprzejmi, proszą o dowody. Chcą zajrzeć do środka, proszę o odsłonięcie zasłonek.  Wtedy Gospodarz już nie wytrzymuje i rzuca swojego f*. Ja mówię, że mamy kota i może nam uciec. Żołnierz, a obok niego drugi,  taki z długą bronią uśmiechają się i puszczają nas.

Wjeżdżamy na polską stronę ,  a tam jakby Turcja, stragan na straganie.



To dla Niemców, żeby sobie wszystko kupowali taniej. Bardzo to przypomina lata 90. Ale toalety są czyste, bardzo czyste i pachną. Pamiętam jak w latach 90-tych jeździłam autobusem na zachód i zawsze to była pierwsza uwaga, gdy wjeżdżało się do Polski, na temat toalet.

 W czasach po zjednoczeniu Niemiec pałac księcia Pürchera był ruiną, a jego najpiękniejszy w Europie park pejzażowy zdewastowany. Dużo funduszy przeznaczyła Saksonia na wyremontowanie tego neorenesansowego klejnotu razem z przyległymi  budynkami.





Gospodarz mówi, że jakby Alamo zobaczył.😀 A tutaj, sale muzealne, sklepiki i miłe bistro z dobrymi ciastami i drobne zakąski. ceny bardzo przystępne. Przyjmują kartą, bo w pałacu tylko gotówką, ale można płacić złotówkami.


Późniejsze fundacje polsko-niemieckie bardzo aktywnie współdziałały, żeby Park Mużakowski stał się miejscem przyjaźni, wypoczynku,  relaksu przy kawie,  znakomitym posiłku,  na rowerach,  spacerach, leżakach i ławkach. Wśród pięknych kwiatów i smukłych  różnorodnych drzew.

Po polskiej stronie stworzono absolutnie wyjątkowe  ścieżki geoturystyczne, po zalanej kopalni Babina.


Takie rzeczy widziałam koło Leeds, gdzie Margaret Thatcher zatopiła dawne kopalnie po historycznych strajkach górników angielskich i stworzyła parki rozrywki.  Węgiel brunatny tworzył się po cofnięciu  lodowca skandynawskiego, a jeziora,  z powodu rozmaitych minerałów, są mirażem kolorów. To antropogeniczne cuda. Odsłaniają czasami dawną kopalnię, co wyglądało jak horror.

Największy zbiornik nazywa się Afryka, bo przypomina kształt kontynentu.  Pośród jezior stoi wieża widokowa.

Dopisała nam boska pogoda. Zaczynały się upały. Wokół parku prowadzą dobrze wytyczone ścieżki spacerowe i rowerowe, geologiczne cuda są prosto opisane w trzech językach. Ławki zachęcają do odpoczynku i wsłuchania się w głosy natury.



Na rower siadłam po trzech latach, mam zwichnięte kolano i bałam się jeździć, żeby przypadkiem nie skoczyć na chorą nogę.  Tutaj są płaskie tereny, doskonałe ścieżki, nie bałyśmy się jeździć wśród lasów nawet, gdy zabłądziłyśmy z Matyldą. Bo drogę wskazywali nam żołnierzy pogranicznicy na mostach Nysy Łużyckiej.

Gdzie widzieliście już kontrole drogowe w strefie Schengen?

A i jeszcze kot Freddy, który jest bardzo ważny w rodzinie i ma również swoje wygody. Woli jeść z talerza. Ale musi być na smyczy😡


 

46 komentarzy:

  1. Kontroli w strefie Schengen nie widziałam, ale dwóch starych pierdzieli, którzy chcą sobie podzielić między siebie Ziemię, tak i bardzo mnie to wkurza. Jeszcze bardziej wkurzający są populiści, także rodzimi, którzy robią wszystko, żeby znów ginęli ludzie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Och jaka niesamowita wycieczka - podziwiam i życzę miłych wrażeń.
    Gdy odwiedzałem Europę to poruszałem się samolotem a na lotnisku kontrola dokumentów musi być.
    Z dawnych lat pamiętam jazdę pociągiem z Warszawy do Londynu, najciekawszy był przejazd przez Berlin i kontrola dokumentów w pociągu na granicy między Berlinem Wschodnim i Zachodnim a potem - między Berlinem Zachodnim i NRD a potem - między NRD a NRF. Oczywiście kontrolowali tylko NRD-owcy.
    W moim przedziale jechał Amerykanin i komentował - oni łączą sowiecką podejrzliwość z niemiecką dokładnością.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prawda Lechu. To dopiero mieszanka wybuchowa.

      Usuń
  3. Komentarz dotyczący NRD-owcow zabawny, ale tragicznie prawdziwy. Mój pierwszy mąż RIP, był germanistą i mieliśmy też przyjaciół tego fachu, nadal ja mam. Bardzo wyśmiewalismy zachowanie Niemców w NRD, przerażający służbiści.Ja też wtedy często jeździłam na wycieczki studenckie. Zakazywali nam mówić po angielsku, miał być tylko niemiecki albo rosyjski.
    Ale obecne kontrole związane są z niekontrolowanym ruchem emigranckim na drogach, bo każdy chce lepiej żyć. Następują nowe wędrówki ludów. Teraz Niemcy są wyluzowani. To taki mój mały wycinek rzeczywistości. Wiadomo,że jest to kierowana destabilizacja.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ardiolo.
      Myślę, że to nie tyczy się li tylko NRDowców. To ich mentalność ogólnie. Zachodni byli bardziej wyluzowani, bo nie przechodzili prania przez system komunistyczny. Gdyby go przeżyli byli by podobni do swoich wschodnich braci.
      Po prostu kapitalizm był swobodniejszy. Odpuścił ludziom.

      Usuń
    2. Ty na pewno znasz ich lepiej. Mój pierwszy mąż naprawdę był rozkochany w kulturze niemieckiej i uważał ich za realnych übermansch, chociaż przecież znał historię. Ale faszyzm traktował chyba za wypadek przy pracy, bo jak naród Goethe'go i Schillera, Beethovena i Wagnera mógł wydać na swiat takich morderców. Nie był odosobniony w takich sądach. To enerdowcow filologia germańska traktowała niemal z pogardą.Naprawde pamiętam tamte z nimi rozmowy. Może teraz po wielu latach zostały mi pamięci wyrywki, ale mam nadal wielu znajomych germanistów i oni rzeczywiście kulturę niemiecką przedkładają ponad wszystko.

      Usuń
    3. Językoznawcy, tłumacze.... z reguły kochają język, którym się zajmują. Moja znajoma z dawnej polskiej pracy- pani germanistka, też kochała niemiecki. Uwielbiała go... nie wiem na czym to polegało(?)
      Na pięknie logicznej gramatyki? Na muzyce i melodii tego języka? Nie uściśliła.
      Raz poczułam o czym zafascynowani kulturą niemiecką mówią. Po spektaklu baletowym "Faust". Universalny ponadczasowy przekaz .... nasze wnętrze- dusza, potrzeby są takie same, niezmienne i niepodległe czasom i obyczajom. Urzekł mnie ten spektakl i po raz pierwszy zrozumiałam co ludzie mają na myśli mówiąc:" kraj Goethego, Schillera..." i ich zdziwienie okrucieństwami wojny, którą kraj tych twórców , wielkich ludzi, zafundował światu.
      Geniusz i obłęd w jednym. Coś w stylu, że jak na maxa jesteś wielki to i na maxa popiep***ny.
      A enerdowcy ...po wojnie blok państw, w którym się znaleźli dbał o narrację, że źli Niemcy to ci z zachodu- stamtąd przyszły idee fastyzmu i zniewoliły kraj.A dobrzy to właśnie ci wschodni komunistyczni. Że najwięcej oprawców to z tej strony zachodniej się wywodziło... oni w takiej narracji wzrastali i to też mocno ich pomiędzy sobą podzieliło. Czyli dalej ci wielcy, przyjacielscy wschodni Niemcy w stosunku do zgniłego niemieckiego zachodu i jego kultury. Coś w tym musi być, bo raz na jakiejś ważnej uroczystości państwowej usłyszałam jak wtedy pani kanclerz dziękowała światu zachodniemu za uwolniwnie spod władzy narodowego sicjaluzmu, oni tak nazywają ten czas. Czyli oni jako ofiary systemu.
      Powinnaś też przyjrzeć się temu jak komunizm, a nawet faszyzm kształtował się w poszczególnych krajach. Jak wyglądał w konkretnych mentalnościach. Każdy komunistyczny czy wcześniej faszystowski styl władzy różnił się w poszczególnych państwach. My byliśmy ponoć najgłośniejszym i najbardziej rozbawionym blokiem ...ciekawe jak było gdzie indziej?

      Usuń
    4. Na pewno powstawały prace magisterskie na ten temat. To fascynujące rozważania, rozwój krajów demokracji ludowej w zależności od swojej własnej kultury i sowieckiego imperium. Bułgaria ze względu na cyrylicę i prawosławną religię też była bardzo blisko Rosji, również Serbia.
      Mój mąż z dwoma kolegami germanistami , prawie faszystami wyśmiewali się z angielskiej gramatyki, że taka nieczysta 🤣 Oni mieli po prostu takich germanofilów na swoich uczelniach, którzy skutecznie wpoili im miłość do Niemiec.
      Węgrzy byli kiedyś częścią Austro-węgier, mieli ruchy wolnościowe we krwi, stąd ich pierwsze powstanie w 1956.
      Słowacji Rumunię powszechnie się lekceważyło. Polska jako duży naród miała najwięcej do powiedzenia.
      Może kiedyś napiszesz post na ten temat t, o będzie ciekawa dyskusja. Ja już jadę do domu niedługo, Matylda wróci pod skrzydła mamy. Będę miała więcej czasu.

      Usuń
    5. Nie wiem czy prace magisterskie na dany temat powstawały? Za czasów komuny raczej nie. Nie było to preferowane, bo przecież mieliśmy być jednym wspólnym, braterskim blokiem. Blokiem bez różnic. Hoffmanowi wstrzymali w tamtych czasach realizację Ogniem i mieczem, bo pokazałby konflikty pomiędzy dwoma bratnimi wówczas narodami.
      Nawet jeżeli komuś taką pracę udało się wtedy napisać to nie była ona eksponowana. Teraz, być może, historycy zainteresowani komuną biorą się za tego typu rozważania.
      Z tego, co widzę w oglądanych filmach , co słyszę między wierszami we wspomnieniach, to enerdowcy mieli niezły aparat podsłuchowy aby inwigilować ludność. W tym chyba nie różnili się od KGB....to były wredne aparaty państwowe, ale w niektórych państwach były one wredne i wredniejsze. Bardziej cisnące i takie, które w porównaniu do tych cisnących potrafiły czasami poluzować.
      Piszesz o Austro- Węgrzech, że Węgrzy się jako piersi zbuntowali, bo wyrośli na ucisku i buncie. Różnie to można interpretować.Bo już np.: Czesi jako składowa państwa Austro- Węgierskiego, poddali się aneksji dokonanej przez Hitlera. Węgrzy chyba też współpracowali? Musiałabym to sprawdzić.

      Usuń
    6. O pracach magisterskich myślałam już w czasach demokracji 👍 sama bym chętnie napisała gdybym studiowała europeistykę, np. mój bratanek studiował, on pisał coś o Stalinie i demoludach. Były na erasmusie w Słowenii i wiem że Tito go fascynował.
      Węgry miały przeszłość faszystowską, tam był jakiś regent, który współpracował na dwie strony. I marzyło im się być być potężnym krajem jak za czasów Austro-Węgier, chcieli więcej ziemi, pod Rumunii czy Słowacji.

      Usuń
  4. Jeszcze nie wyjeżdżałam tak daleko, więc kontroli nie widziałam.
    Na lotnisku będę we wrześniu, ale to inna sprawa.
    Dawne kontrole pamiętam, niektóre były bardzo upokarzające, ale zawsze po polskiej stronie!
    Jednak Gospodarz gdzieś się rusza ze swej hacjendy ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla wnuczki to zrobił ♥️ ale i tak siedział cały czas w kamperze, czy obok na fotelu. Ruszył się tylko do sklepu około 300 m od parkingu, ale pojechał samochodem 🤣 nie ma informacji w telewizjach amerykańskich o tym co się dzieje na granicy w Polsce. Ja mu tłumaczę, o ruchach emigracyjnych, to on porównuje do tego co Trump robi na granicy z Meksykiem i trudno się z nim dogadać 🥺🤔 dzisiaj będziemy miały dla ciebie niespodziankę z Hanią 👍👏❤️

      Usuń
    2. Wspaniale było Was z Hanią zobaczyć na zdjęciu, kolorowe i wesołe!

      Usuń
  5. Pięknie opisane czułam się tak jakbym tam razem z wami była, pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  6. Przeczytałam z wielką uwagą. Raz pojawiał się uśmiech, innym razem smutek. Tak dużo przeszliśmy jako naród, a tak marne wnioski wyciągamy. Autorka ma bystre oko i umysł. Chętnie będę tu zaglądać. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję i zapraszam. Proszę napisać coś więcej o sobie.

      Usuń
  7. ja nie czekałem na żadne Schengen, tylko jak zaczęli wydawać paszporty "do szuflady" to od razu ruszyłem tam, gdzie nie było obowiązku wiz dla Polaków, czyli do Austrii i do Be-Zetu... potem się zaczęło luzować z tymi wizami i na kolejny ogień poszła Francja, w której wkrótce poznałem co to jest wolność po zachodniemu... najpierw zobaczyłem, jakie lagi nosi tamtejszy CRS, czyli takie francuskie ZOMO, polskie milicyjno/policyjne "blondyny" to kluski na mleku... potem poczułem jak to CRS leje tymi lagami i znowu się okazało, że polskie ZOMO nie umiało tego robić tak porządnie...
    co do kontroli granicznych, to od kilku lat nie wyjeżdżałem teraz, więc nie znam sytuacji... ale pamiętam lotne kontrole na niektórych... bo Schengen Schengenem, ale takie się mimo wszystko zdarzały... otóż jadę busem z Paryża do Warszawy i wiozę... nie chcesz wiedzieć co... nagle lotna kontrola na granicy francusko - belgijskiej... wszedł zblazowany celnik i sprawdził dokumenty tylko Murzynowi... dokładnie to samo stało się na granicy belgijsko - niemieckiej... potem na postoju gadałem z tym Murzynem: mieszkał i studiował w Polsce, a do Paryża zajrzał tylko odwiedzić rodzinę... na granicy niemiecko - polskiej nic się nie działo, wszyscy olali na autobus, i Niemcy, i Polacy... ale to jeszcze nie koniec... autobus zrobił postój w Poznaniu, połowa ludzi wysiadła, a ja dzwonię do domu /komórek jeszcze nie było/ i mówię swej Byłej, że jeszcze parę godzin i ma szykować kąpiel, kolację i siebie przede wszystkim w temacie spraw zasadniczych...
    tu chwila wyjaśnienia: tego roku wprowadzono w Polsce kontrole policyjno - celne działające wewnątrz w kraju...
    i na taką kontrolę wpierniczyliśmy się po wyjeździe z Poznania... trochę mi się zadek zmarszczył, gdy wmeldowali się z psem... nic by mi nie zrobili, bo bagaż nielegalny uplasowałem nieco dalej od siebie, ale stuffu szkoda... pies jednak był gamoń, nic nie wyczuł, za to celnik poprosił do siebie... kogo?... tak!... Murzyna i wzięli go na osobistą... w międzyczasie wywalili wszystkie bagaże i puścili psa, który się doszczekał do jakiejś walizki... bagaż należał do jakiejś babci, która wiozła parę sadzonek ziół prowansalskich... babcia wiozła to na legalu, ale trochę trwało, zanim się wyjaśniło... i wcale nie było za śmiesznie, bo ludzie w końcu zaczęli ostro bluzgać tej całej kontroli, autobus był opóźniony jak jasna cholera... w końcu babci dali spokój, bagaże wróciły do luku, Murzyn do autobusu dopinając portki i bus wreszcie ruszył bez przeszkód już do Warszawy... ot, i cała historyja...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkiem dramatyczna historia. Miałeś szczęście👍
      Lotna kontrola, pamiętam tę nazwę 🤣zapomniałam całkiem o tym, bo od 2005 roku latalam za granicę, prócz jednej sytuacji w 2018
      Jechałam do Holandii busem i tam zwróciłam uwagę jednej pijanej młodej Półce, która cały czas rozmawiała i to z drugim kierowcą używając wyrazów niecenzuralnych. Prowadzący tez zwrócił jej uwage. Ona wyzwała mnie od starych k* i całá jeszcze gorszą wiązankę. Pozostali pasażerowie nawet nie pisnęli słowa. Wtedy ja wyslalam smsa do wlascicieli tej transportowej firmy i polecili kierowcom natychmiast tę pijaną dziewczyne przekazać policji na najbliższym przystanku. Gdy przekazano jej też informację,to myslam, że mnie pobije, a takich wymyślnych przezwisk w życiu nie słyszałam. Wszystko zależało już od mojej ostatecznej zgody na wysadzenie tej dziewczyny. Kierowca poprosił mnie, po rozmowie z tą dziewczyną, że ona ma spać i nie odzywac Się więcej. Tak też się stało. Wysiadła gdzieś przede mną. Wtedy dopiero pasażerowie gratulowali mi odwagi. Firma potem poinformowała mnie, że ten drugi kierowca został zwolniony, a pierwszy dostał naganę, że szybciej nie zareagował. Chcieli mi fundnac bilet powrotny, ale już nie chciałam, bo wracałam samolotem.
      Nigdy więcej autobusem czy busem z klasą pracującą 🤔🥺👍
      ,

      Usuń
    2. przygód granicznych miałbym trochę do opowiedzenia, bardziej komicznych, niż dramatycznych, za to jedyny dramat /potencjalny dramat/ miał miejsce, gdy wyjechałem do Norwegii w interesach, a po tygodniu miała do mnie dojechać pewna moja Była... niestety Szwedzi jej nie wpuścili, bo miała za mało kasy, aby wykazać, że nie jedzie do pracy... wróciła do kraju promem Heweliusz... gdyby wracała jego następnym kursem, to nigdzie by nie wróciła, bo prom Heweliusz zatonął i nikt się nie uratował...

      Usuń
    3. Pamiętam to tragiczne zatonięcie. Byłam u koleżanki na wyjeździe i oglądałyśmy w telewizji. Stąd mi się utrwaliło. Z dawniejszych czasów to wiadomo były przygody, ale w tych ostatnich latach zdarzały się też incydenty.

      Usuń
    4. kiedyś wieźliśmy plusz do Bułgarii, to była bardzo znana praktyka... był zawinięty w namiot, w dużym worku leżał sobie na półce w przedziale sleepingu... gdy przyszła celniczka, to spytała: "plusz jest?", a ja jej na to: "oczywiście, mogę pokazać"... popukała się w głowę i mówi: "niech pan sobie żartów nie stroi ze mnie" i poszła... kolega mi potem powiedział, że przez chwilę chciał mnie zabić, LOL...

      Usuń
  8. Oj, pamiętam do dziś gorycz upokorzenia gdy kazano mi stanąć do kontroli w kolejce dla "tych spoza EU" .Gorycz była tym większa, że towarzyszący mi obywatel Niemiec odesłany był do kolejki dla "tych z EU". Wrrr...
    Jak dobrze, że to już przeszłość i chyba żadne inne pokolenie nie potrafi tego tak docenić jak my.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wschód niszczy nam europejskie wartości. I dawna rywalizacja sowieckiego imperializmu ze światem zachodu odrodziła się na innym etapie.

      Usuń
  9. Oglądałam kiedyś taką komedię francuską o celnikach na granicy francusko- belgijskiej. Jak oni wzajemnie oszukiwali się, albo zbyt dokładnie sprawdzali obywateli z przeciwnego kraju. I jeszcze inne śmieszne perypetie. Celnicy czuli się wazni. Mieli władze nad ludźmi. Akcja działa się niedługo przed Schengen. I potem nastąpiły zmiany i oni stracili swoje przywileje.
    Musze znaleźć gdzieś tytuł..
    Pozdrowienia nadal z Dolnego Śląska.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja ten film chyba pamiętam, ale tak nie do końca, na takiej zasadzie, że było jakieś piwo, ale jakie cy... oczy miała panienka, która je sprzedawała, to już nie bardzo...

      Usuń
  10. Pamiętam czasy granicznych kontroli. Szczególnie te na wschodzie były baaaardzo nieprzyjemne.
    Teraz zaś non stop stoję w korku na odrzańskim moście granicznym. Polską stronę przejeżdża się spokojnie. Niemny pozwężali przejazd i wlecze się człowiek noga za nogą.
    Nie kontrolowali mnie jeszcze, ale widzę czasami zjeżdżające na graniczne pobocza kampery, busiki i autobusy do kontroli.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego nas sprawdzali🤣ale z kolei Polacy. Przez te kontrolę Kim nie zabrał mnie do Drezna, chociaz obiecywal. Można było jechać przez Czechy. Tam też stali żołnierze, koło Bogatyni, ale w Nowym Mieście nikogo.

      Usuń
  11. Polscy celnicy byli spoko, ale enerdowscy zaraza, ukradli mi kiedyś zachomikowane w walizce marki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Enerdowek był dobry na zakupy, ale to sprawdzanie walizek stawało się upokarzające. Jednakże swoje buty z salamandry pamiętam do dzisiaj👏🤣

      Usuń
    2. czescy (czechosłowaccy) byli złośliwi, trzeba było się golić na granicy, jak się im nie zgadzało ze zdjęciem... polscy też jechali na ten numer, ale nigdy na poważnie, tylko żartowali... jednak z pepikami żartów nie było... a przecież ten naród ma takie fajne poczucie humoru...

      Usuń
  12. Ależ wyprawa!
    Pozdrawiam serdecznie i niezmiennie zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już wracamy do domu miejskiego i zaczną się inne przygody 👍 u was pewnie też.

      Usuń
  13. Nigdy nie lubiłam Michała Wiśniewskiego. Toż to sierota co poddał się nawet wazektomii by nie mieć więcej dzieci a naprawdę facet jak u rozum odejmie to powinien myśleć głową a nie s!urem. Brak mi słów na tego lidera Ich Troje.
    Za to lubiłam Jacka Łągwę i kibicowałam mu aby oczepił się od tego toksycznego Wiśniewskiego jak i ogółem en Wiśniewski wyrzucił z zespołu Mandarynę a potem odszedł do Świątczakowej ale zapomniawszy że i Magdę Femme skrzywdził.
    Strefa Shengen jak dziś pamiętam jak żeśmy weszli albo także i do Nato i to były wyarzenia historyczne a tak to ogółem ja wolę do Poznania (już nie do baby z Kalisha) sobie wyjechać i udawać,że nie znam tej wstrętnej baby co gra mi na nervvach!!!
    Ja jestem kobietą jaka młodość spędziła za PRL-u i pamiętam nie takie czasy jak ktoś kto wyjeżdżał za granicę to i dla mnie jest to zdrajca narodu. Nie cierpię jak ktoś lubi np obce kraje bo trzeba uważać aby nie zatracić swojej polskości.
    Syn Curusiowej nie mówi prawie wcale po polsku a powinien-jest z rodu górali i powinien byc dumny ale tatuś Farrel jako,że ma już jednego syna chorego na Happy Puppett Syndrome to postawił aby zangliczyć całkowicie swego młodszego i zdrowego syna...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. jak się umie, za przeproszeniem, ruchać tylko po katolicku, to wazektomia może być faktycznie jakimś wyjściem... Mandarynę /jako postać medialną, bo nie znam osobiście/ zawsze lubiłem, zwłaszcza jak tańczyła, byle tylko nie śpiewała...

      Usuń
  14. Ich troje śpiewali fajne piosenki swego czasu, A wszystko to bo ciebie kocham, było doskonałym przebojem na każdą imprezę. Nie zastanawiałam się nad ich życiem prywatnym w ogóle. Chłopak zarobił dużo pieniędzy i trochę mu szajba odbiła. Ale miał swój wielki czas na przełomie wieków. Pamiętam jak koncertował w moim mieście ibyl szał. Ja byłam wtedy poza miastem I żałowałam że nie śpiewałam z całym stadionem 💐 Mandaryna była very sexy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    2. pruderyjny dziwak ten cały Wiśniewski... pamiętam, jak kiedyś czepnął się Romana Kostrzewskiego (RIP) za tekst piosenki "Purpurowe gody", chodziło o fragment /cytuję/: "Spijam dziewczęcą krew Błony dziewiczej Jak zagęszczony sok"...

      Usuń
    3. Ale wymyślasz. Nie zajmuję się takimi szczegółami 🤣

      Usuń
    4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
    5. choć nie zajmuję się takimi szczegółami, jak odpieranie zarzutów opartych na niczym, to tym razem zrobię wyjątek: nie wymyśliłem tamtej sytuacji, ona się wydarzyła...

      Usuń
    6. Źle mnie zrozumiałeś ❤️ wymyślasz, w sensie, że pamiętasz i wyszukujesz takie drobiazgi. Tak się mówi . Mnie jest bardzo miło, że zaglądasz do mnie, cenię sobie twoje wspomnienia i szczere wypowiedzi.👍Dzisiaj wyjeżdżamy wnuczką do domu miejskiego i całe zamieszanie. Pozdrawiam.

      Usuń
    7. luz, sprawa wyjaśniona, ze mną jak z dzieckiem, za rączkę i na piwo... a ja mam teraz początki zbiorów, czas wymagający skupienia, bo trzeba wyczuć dobry moment, którą dziewczynę zarżnąć i wypatroszyć...
      dlaczego dziewczynę?... to już Twój chłop Ci wyjaśni, skoro taki oblatany...
      p.jzns :)

      Usuń
  15. Jest kot, to i rodzina w komplecie. Dobrze, że nie kazali pokazywać świadectw weterynaryjnych na niego. Anglicy by nie przepuścili.

    OdpowiedzUsuń
  16. Pierwszy raz za granicę wyjechałam dekady temu, mało kto latał wówczas samolotem, nie było tanich linii lotniczych ani rozbudowanej tak jak teraz siatki połączeń. Moim celem była Grecja, zatem czekała mnie naprawdę długa podróż autokarem. Pamiętam, że z Włoch do Grecji mieliśmy płynąć promem ale przez kontrole na granicach spóźniliśmy się na niego i cały dzień staliśmy w porcie w Ankonie. Taką autokarową podróż do Grecji i z powrotem przeżyłam dwa razy bo kolejnego roku znalazłam pracę na wakacje na jednej z greckich wysp. Odkąd zaczęło być dostępne podróżowanie samolotem to z przyjemnością z tego korzystam ale również bardzo lubię pokonywać długie dystanse samochodem lub pociągiem, nie przeraża mnie nawet kilkunastogodzinna podróż. Nawet w miniony weekend spontanicznie wsiedliśmy w samochód i spędziliśmy weekend w Polsce.
    Europa bez granic ma wiele zalet ale niestety wad również o czym dopiero zaczynamy się przekonywać.
    Bardzo się cieszę, że macie ciekawe lato, widać, że również aktywne, nie nudzicie się. I dobrze, lato przecież sprzyja przygodom. Wykorzystujcie wakacje do ostatniego dnia. Buziaki.

    OdpowiedzUsuń
  17. Córkę kiedyś wysłaliśmy na taką atrakcyjną kolonię, autobusem dojechali do Wenecji, tam spędzili dzień, a potem statkiem wzdłuż Włoch do Grecji. Z powrotem tak samo. W tamtym roku weszło euro, 2002, i daliśmy jej chyba za mało. 100 na pewno, ale miała za dużo atrakcji i jej zabrakło.
    Przez 30 lat w Europie było spokojnie, po wojnach w byłej Jugosławii. Luksus ludzi rozleniwił, a do wygodnego życia zatęsknili pozostali mieszkańcy globu, nie tak szczęśliwie urodzeni w Europie.
    Dla ciebie życzę dobrego przygotowania się, w sensie odzieży do czekającej cię przygody🇮🇸❤️🇮🇸

    OdpowiedzUsuń
  18. No to już prawie wszystko powiedziano ;) Wspomnę tylko, że jak jeździmy na lotnisko do Berlina, flixbusem, to chyba co najmniej od roku Niemcy każą autobusowi zjechać do specjalnej zatoczki i wchodzą do autobusu sprawdzając wszystkim dokumenty przy wjeździe do Niemiec. Do Polski od tej strony może wjechać każdy bez żadnej kontroli.

    OdpowiedzUsuń