Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

czwartek, 24 maja 2012

Palermo- la dolce vita.

To już pierwsza zachęta, dla demona i tabu.. dla włoskich koleżanek. Ale to gotowe wspomnienie sprzed 3 lat prawie. I zdjęcia, jakby wyblakłe, ale to od słońca. Aparat beznadziejny.
Cytaty na czerwono.
Moja ostatnia podróż na Sycylię była niezwykła, z trudem znajduję się w obecnej rzeczywistości i nadal podążam śladami Goethego i Iwaszkiewicza. Zwiedzałam Sycylię czytając po wielokroć ich wspomnienia i jakie zdumienie mnie ogarniało, kiedy czułam, że te podróżnicze momenty szczęśliwości przeżywałam równie mocno jak obydwaj pisarze....
Zajazd Butera.
Zaczęło się od Palermo. Goethe pisze: „Do miasta wprowadzono nas przez niezwykłą bramę. Są to dwa ogromne filary, od góry nie zamknięte, by mógł przejechać wysoki jak wieża wóz świętej Rozalii podczas uroczystości ku jej czci. Od razu za bramą skręciliśmy w lewo do wielkiego zajazdu”. Nie mogłam wprost uwierzyć, kiedy przeczytałam w czerwcu list mojego wtedy wielkiego adoratora, w którym podał adres naszego hotelu w Palermo. „Porta Felice” na via Butera, naprzeciwko „zajazdu”, w którym w 1787 roku zatrzymał się Goethe. To pałac Butera ozdobiony obecnie taką pamiątkową tablicą: In questa ala del Palazzo Butera sorse la casa di Francesco Benso che adibita a publico albergo accolse nella primavera 1787 Johann Wolfgang Goethe il poeta che nella Italienische Reise addito al mondo la Sicilia come la chiave per intendere l`Italia
Iwaszkiewicz tak opisywał to miejsce: „Tuż przy samej portowej ulicy przy Porta Felice, która stanowi hiszpańskie, barokowe wejście do portu, leży mały ogródek Garibaldiego, zarośnięty cały dwoma fikusami. Z gałęzi olbrzymich drzew spływają powietrzne korzenie i czepiając się ziemi tworzą naokoło starych pni gromady młodych pędów…To chyba moje najulubieńsze miejsce z całego Palermo, widok stąd na profil kościółka Madonna della Catena, a z drugiej strony na kościół Santa Maria degli Miracoli.” 

Piazza Marina stało się też moim ulubionym miejscem. Tutaj odbywały się urokliwe koncerty z okazji obchodów świętej Rozalii. Od hotelu przechodziłam wąską uliczką między Pallazzo Chiaramonte o Steri, imponującej budowli w stylu saraceńsko-normańskim z 1320 roku (obecnie muzeum), a „Goethowskim” Palazzo Butera. Z ogródka Garibaldiego widać też kościół San Giovani dei Napolitani oraz Palazzo Dagmino, w którym znajdują się trzy restauracje Beati Paoli, La Pergamene i Paninfarinah, nazywane z włoska „trattoria, pizzeria i ristorante”.
Tutaj spożywaliśmy wieczorne posiłki- cucina tipica siciliana, moje ulubione antipasti, caponata alla manzona albo cocktail di gamberi, a na danie główne misto di carne i verdure grigliate. Adorator próbował różne pizze, diavola, parmigiana lub calzone. A później upojeni vino bianco corvo, oczarowani kwiatami bugenwille, rozłożystymi palmami (szczególnie ja) i pięknem majestatycznych pałaców, wracaliśmy do naszego hotelu „Porta Felice”. I chociaż w nazwie nawiązywał on do Bramy imienia Felice Orsini, żony wicekróla Marcantonio Colona (1582), dla mnie oznaczał „Bramę Szczęścia” (felice – j. włoski – szczęśliwy).


Goethe pisał: ”zaczęliśmy od zawarcia bliżej znajomości z miastem, łatwe to i trudne zrazem. Łatwe, bo ogólne założenie jest proste. Milowej długości ulica biegnie od dolnej do górnej bramy miejskiej, od morza do gór. Ulice tę mniej więcej w połowie przecina druga ulica.” Dolna brama to Porta Felice, a górna to Porta Nova, Goethe nie przywiązywał wagi do nazw, a główna ulica to Corso Vittorio Emanuele, o tym nie mógł wiedzieć, bo nazwa pochodzi od króla z XIX wieku.
Największe dwie przecinające się ulice to Via Roma i Maqueda. Na przecięciu z Maquedą znajduje się skrzyżowanie Quattro Canti – na czterech rogach możemy podziwiać fasady pięknych pałaców z kolumnadą w porządku doryckim, jońskim i korynckim. To barok hiszpański, w którym zamiłowanie do przepychu jest mocno przelicytowane. Tutaj moj adorator zrobił mi sesję zdjęciową, z trudem przechodziłam przez ulice wypełnione samochodami.
Włosi mają absolutnego bzika na punkcie motoryzacji, a zasady ruchu tutaj obowiązujące stanowią oryginalne prawa. Trotuary to dla nich też część jezdni, piesi i zmotoryzowani żyją w pewnej symbiozie. A piesi to głównie turyści i nie zawsze potrafią sprostać włoskim szaleństwom.
Adorator mówi, że  na zdjęciach z Palermo wyglądam „ skończenie pięknie w słońcu wewnętrznej radości”. W mojej twarzy najmniejszego zmęczenia, ani śladu macierzyńskich zmarszczek pod oczami.
Jestem na wakacjach i uwielbiam zachowywać się jak z innej generacji, trzymać się za ręce i przytulać, kiedy ogarnie mnie wzruszenie z powodu „apollińskiego piękna” roztaczającego się dookoła. Mio amore zabiera mnie wtedy na kahluę z caffe freddo i dolci siciliani, np. cannolli i cassatę – słodycze -najlepsze na świecie, przechowujące w smaku gusty saraceńskie , a w wyglądzie wspaniałe dekoracje barokowe. Uwielbiam być tak rozpieszczana.
Wracając do ulic Palermo, Corso Vittorio Emanuele prowadzi pod górę do malowniczego i ruchliwego Piazza Indipendenza. Trochę cienia pod palmami, następna caffe freddo i po lewej stronie już wyłania się ogromna bryła Palazzo Reale o Normani. a w nim cudowna Capella Pallatina. „I wszystkie elementy bizantyjski, normański, arabski są tak zlane ze sobą, że praktycznie nie rozdziela się ich w percepcji, wszystkie stanowią jedną całość.” 
Włóczymy się tak po Palermo, od kościoła do kościoła, od muzeum do palazzo, pomni wszystkich arcydzieł. A ja zaklinam czas tak żarliwie i jak najmocniej potrafię, żeby nie przeminęła ta miłość, ta głęboka namiętność i żeby On długo jeszcze szukał porównań mojej nie-skromnej osoby do posągów boginek greckich i ich wyobrażeń na metopach z Selinuntu.
I w tej dojrzałości mojego życia piękna się wydaje każda zmarszczka mojej twarzy, grymas wieku i uroda Hery, a nie Wenery. Postarzały się moje oczy, ale wypełniła je ta sama radość, jak 30 lat temu w libijskiej Cyrenajce, w algierskiej Tipazie, kiedy po raz pierwszy oglądałam ruiny greckich miast. Tamten mój „cicerone” sprzed lat też porównywał mnie do bogini. Wtedy wydawało mi się to całkiem naturalne, ale gdy teraz powtórzył to obecny, pomyślałam, ze jestem w świecie wiecznego piękna.


8 komentarzy:

  1. Widzę, że wrócilas do wspomnień pod hasłem "szanujmy wspomnienia, bo warto coś mieć gdy zblizy się nasz fin d`siecle..." Napisz wiecej o czasach na statku i Key West. To nie Francja,ale to byly lepsze czasy chyba. Z.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ech....piekna musi byc Sycylia, nigdy tam nie bylam, ale to w koncu nie tak blisko, nawet mieszkajac we Wloszech...

    OdpowiedzUsuń
  3. hmm, Sycylia, brzmi fajnie :) chociaż mnie bardziej ciągnie na Sardynię! Może dlatego, że mamy stamtąd znajomych i wiele się już nasłuchałam o pięknie tej wyspy! Póki co nie dane mi było zwiedzić anie jednej ani drugiej, ale w końcu trzeba będzie jakieś letnie wakacje zorganizować, może tam? Czemu nie :) Ale to dopiero za rok, dopiero co przecież wróciłam z wojaży :)
    pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  4. o rany jak fantastyczny post...nie uwierzysz ale też byliśmy na Sycylii..jaka szkoda, że nie miałam Twojej wiedzy o Iwaszkiewiczu i Goethe..uwielbiam zwiedzać tropami książek...
    Mieszkaliśmy bardzo blisko od Palermo i zjeździliśmy trochę wyspę..:) ależ zbieg okoliczności..bardzo Ci dziękuję za tego posta..Pozdrawiam Cię ciepło:)))

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się, że Ci się podoba. Zamieszczę ich więcej, bo mam gotowe wspomnienia, ktore kiedys pisałam w swoich lokalnych gazetach.Trochę uwspółcześnię w nawiązaniu do włoskich blogów. Baci.

    OdpowiedzUsuń
  6. Niesamowicie ciekawa relacja! Nigdy nie bylam na Sycylii, znam, natomiast kilku Sycylijczykow ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. zazdroszcze tego, ze miszkalas naprzeciw zajazdu, w ktorym zatrzymal sie Goethe i jeszcze spisywal, jak Ty - swoje wrazenia!!!! no i stapalas po pietach Iwaszkiewicza!!! super wspomnienia!!!

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziekuję za miłe opinie. Jak obiecałam, napiszę więcej,bo mam gotowe materiały, ale zepsuło mi sie wejście USB, a korzystam tylko ze swojego sprzętu, bo mąż nie ma polskich znaków.
    Tak naprawdę chodziłam sladami pisarzy, wzięłam ze sobą ich książki i ciągle je czytałam w róznych momentach.

    OdpowiedzUsuń