Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

piątek, 13 lipca 2012

Rocznica.

Rok temu zaczęłam pisać tego bloga. Najpierw więcej postów zamieszczałam  na onecie, a potem stwierdziłam, że blogspot jest bardziej przejrzysty, komentatorzy nie są anonimowi, na ich blogu widzę ich twarze w otoczeniu rodziny np., czytam ich przemyślenia, a  najbardziej  ze względów technicznych spodobało mi się zamieszczanie zdjęć i wirtualne spotkania z ciekawymi ludźmi.
Merostwo przygotowane do 14 Lipca.
Moje oczekiwania sprzed roku to poznanie kobiet w podobnej sytuacji do mojej, czyli polskich expatów we Francji w związkach z obcokrajowcami, reprezentujących wiek chyba już pobalzakowski :)) Dawno po trzydziestce. Chciałam się też przyjrzeć sobie, zastanowić się nad moim nowym życiem i przemyśleć różne sprawy.  Chciałam też, żeby polska i zagraniczna rodzina wiedziała na bieżąco, co u nas słychać i znajomi również mogli poczytać relacje. To oszczędzało mi pisania dużej ilości listów.
Z naszą sąsiadką Ronwyn, Amerykanką kanadyjskiego pochodzenia, która może byc przykładem ogromnego entuzjazmu i pasji do życia, w  wieku ponad 70 lat czasami jeszcze pracuje, a jest stewardessą! 
Takie to też miało być podsumowanie półwiecza. I co? Jakie wnioski? Na blogu  niestety nie poznałam kobiet w podobnej do mnie sytuacji, żeby podzieliły się ze mną swoimi refleksjami. A tak bardzo tego oczekiwałam. Nie wiem, czy to kwestia tej generacji...czy innych czynników? Jestem trochę zawiedziona. W realnym świecie natomiast, udzielając się w rozmaitych organizacjach, poznałam dziesiątki nowych koleżanek, ale głownie pochodzenia anglosaskiego.
ladies` tea u mojej sąsiadki Georginy
Przeskoczyło mi zdjecie. Te małe fotki ponizej są z imprezy u sąsiadów Rosemarie i Stana z okazji Diamentowego Jubileuszu Królowej Elżbiety II.
Nasi najbliżsi sąsiedzi.
Rosemarie.
A to hasło, bardzo a propos.

Na degustacji oliwek, sery i wina tez były.


 Zaprzyjaźniłam się on-line  z jednym mężczyzną, a jest to bardzo młody, bo 22-letni, ale nad wiek dojrzały chłopak z Wrocławia, a mieszka w Madrycie. Większość uroczych kobiet, które poznałam, wymieniłam dużo listów, komentarzy i poświęcałam im posty, to dziewczyny 10-20 lat młodsze ode mnie. O przyjaźni mogę pisać, jeśli wymieniłyśmy listy prywatne, a nawet rozmawiałyśmy telefonicznie i zamieszczałyśmy przemyślane komentarze, a nie jednozdaniowe uwagi. I tu muszę wspomnieć Amishę i Laurę, bo od nich poznałam kolejne wspaniałe osobowości.Szukałam koleżanek we Francji, a najpierw znalazłam we Włoszech, UK, Niemczech, Finlandii, Szwecji. Dziewczyny mnie  bardzo inspirowały, w ich blogach znajdowałam cząstkę siebie z różnych okresów mojego życia. Ale moja obecna sytuacja życiowa jest tak zupełnie odmienna, że sama muszę rozwiązać swoje rozterki. Zostawiłam w kraju bardzo satysfakcjonującą, dobrze płatną pracę, niezwykłych przyjaciół, których podziwiam i zaufanych ludzi znanych mi od urodzenia niemalże, bo mieszkam w jednym mieście całe życie. Taki mój mały prowincjonalny świat. Nawet studiowałam w mieście średniej wielkości. Koleżanki blogowe, które obecnie mieszkają za granicą, jak zauważyłam pochodziły na ogól z dużych miast. Będąc dużo młodszymi, wychowanymi w innym systemie, posiadają więcej wiary w siebie, takiej lekkości i swobody. Ile praktycznych rad mi nadawały, szczególnie Demon z Brukseli, Ania z Niemiec, one, dużo młodsze mnie pocieszały. I  dzięki komentatorce z Finlandii, i Tabu z Polski,  babeczek mniej więcej w moim wieku, dostrzegłam więcej zalet  swojego nowego małżeństwa i mieszkania w południowej Francji. Moje blogowe koleżanki z Francji to intelektualistki, Holly, Katasia, Czara, a Petite "erazmusowa" podróżniczka. Dzięki nim poczułam dumę, że tu mieszkam, bo w pewnym momencie już mnie nic było w stanie zaskoczyć, znużyłam  się nadmiarem wrażeń i spotkaniami z coraz  to ciekawszymi ludźmi, głównie Anglosasami, nie Francuzami. Poznałam też pełne pasji Polki z Grecji, Pakistanu, Indii, Irlandii, i z Polski oczywiście, wszystkie młodsze ode mnie i takie entuzjastyczne, też  zakochane we Francji, la vie en France est belle, tak twierdziły z przekonaniem.
 Nie mogę już przeskoczyć sama siebie, moja  percepcja mówi stop.  Ja siebie oceniam bardzo rygorystycznie. Mój obecny mąż postrzega mnie zupełnie inaczej, widzi we mnie doskonale wykształconą i bardzo atrakcyjną kobietę. A ja, jak to on kiedyś stwierdził ,zachowuję się jak anorektyczka,jest chuda, a widzi się tłustą. Za granicą, kiedy jestem bez niego,  widzę siebie jako emigrantkę z Europy Wschodniej, mówiącą poprawnie gramatycznie w językach obcych, ale z silnym słowiańskim akcentem, przesadnie chcę dbać o wygląd zewnętrzny, żeby ktoś nie pomyślał,że szukam pracy, czy, że jestem biedna. Jestem ofiarą uprzedzeń, z którymi sama walczę w swojej małej społeczności. Z nim czuję się  bardzo dobrze i na miejscu, bo on ze swoim amerykańskim , swobodnym akcentem nigdy nie będzie postrzegany jako ktoś biedniejszy, czy gorszy, wręcz przeciwnie wzbudza zawsze bardzo miłe uczucia. Jest naturalny i zrelaksowany.
tak się Kim relaksuje, siedzi wieczorami przed domem, słucha muzyki i rytm sobie wybija kijkami, był kiedyś muzykiem- amatorem. Czego on w zyciu nie robił?!

Natomiast u siebie, w swoim bezpiecznym  małym świecie, za którym obecnie tęsknię, ja jestem zrelaksowana i swojska, a on czuję się obco , z niektórymi  zaciętymi twarzami rodem z communist regime, jak to często podkreśla, z szarymi blokami,chociaż już kolorowymi, brzydotą przykrytą jaskrawymi reklamami, on jest przytłumiony i traci swoją rajską swobodę. Co  mogę zrobić ze swoim życiem , tak mi ciężko oderwać się od tej mojej bezpiecznej egzystencji, od tego, w sumie bardzo dobrego życia, z miłymi ludźmi i zaufanymi przyjaciólmi, znanymi mi całe życie. Ponadto mam jeszcze dwie córki, wprawdzie dorosłe, ale wymagające mojego wsparcia. Tylko jest brzydziej dookoła z mojego  polskiego okna. Ten okropny bałagan architektoniczny,pawilony handlowe z lat 70., krzykliwe reklamy i  zszarzałe blokowiska, niektóre pomalowane, ale też brzydkie, bo samej bryły nie zmienisz.
Tutaj inne widoki. Do Kanału Du Midi mam 2 km, do morza 25.

U sąsiadów.

I tak zaczynając pisać ten blog rok temu chciałam znaleźć podpowiedź na moje rozterki. Za granicą  nie muszę pracować i wydawałoby się, ze mam bardzo wygodne życie, będąc na utrzymaniu zakochanego męża, więc o co chodzi?! Nie wiem sama. A w Polsce teraz też nie zawsze dobrze się czuję.Ale szybciej się adaptuję na powrót. Chyba potrzebuję więcej czasu na wszystko i żeby córki osiągnęły stabilizację. Moje pozytywne analizy nie pomagają mi czuć się lepiej. Należę już do czterech organizacji English- speaking people in France, żeby mieć zajęty czas i się rozwijać, nawet do ESCF/ Christian Federation/. Moj mąż ma myślenie proste,jak to Amerykanie, mówi: you don`t have to be  f* perfect, relax and enjoy the time. Don`t think too hard, you will hurt yourself / taka  językowa zabawa dźwiękowa/. Muszę w końcu go posłuchać, a nie tkwić w tym swoim otumanieniu mentalnym.

11 komentarzy:

  1. Ardiolo, gratuluję wspaniałego bloga. Ostatnio niestety natłok obowiązków nie pozwala mi na systematyczne odwiedzanie moich ulubionych blogów ( w tym również i tego), ale mam nadzieję, ze trudne czasy niedługo miną i będę mogła znowu być ze wszystkimi w kontakcie na bieżąco :). Mam nadzieję, że w końcu uda nam się kiedyś spotkać i mimo tej różnicy wieku, o której pisałaś w poście spędzimy przyjemnie czas. Odezwij się jak tylko znajdziesz się gdzieś w okolicy. Życzę dalszej owocnej działalności blogowej i mam nadzieję, będę już mogła na bieżąco śledzić Twoje nowe wpisy. A obydwu córkom życzę wszystkiego najlepszego z okazji niedawnych urodzin :)))
    Buziaki
    Ewa

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ewa, dzięki za miłe słowa.Sledzę Twoje wpisy na fb.Wiesz,że byłam w W-wie, zamieściłam nawet takie Euro-zdjęcia i z nikim się nie spotkałam, nawet z moją bratanicą. Wtedy spędziłam czas tylko z moją młodszą córką, która wymysliła sobie wakacyjną pracę w W-wie i tak chciałam ją powspierać. Ale późną jesienią przyjadę na dłużej, bo muszę ostatecznie pozamykać sprawy w Polsce i przemyśleć, gdzie tak ostatecznie mam mieszkać na stałe.
      A propos róznicy wieku, to ja mam taką obsesję,że komuś to może przeszkadzać. A Ostatnio jak tu jechałam, to samolot był spóźniony 3 godziny i spędzilam ten czas z młodym Hiszpanem na lotnisku w Rzeszowie /wracal od dziewczyny z Polski/ i powiedział, ze rozmowa ze mną była najpozyteczniejszą lekcją angielskiego dla niego. I w ogole wpatrywał się we mnie, jak w mistrza:))Tak, z wiekiem mamy różne walory, chociaż mnie nadal interesuje robić wrażenie kobiecymi walorami przede wszystkim i dlatego z trudem akceptuję procesy starzenia.

      Usuń
  2. Masz ciekawego bloga:) Robisz bardzo klimatyczne rodzinne zdjęcia i co ja przyjmuje jako plus, nie boisz się publikować zdjęc z |Waszych rodzinnym "przeżyć":)) Wiesz co? czasami sobie myslę tak, że lepiej jest miec kilku sprawdzonych komentatorów niż kupę pojawiających się i znikających co jakiś czas gości blogowych. Wtedy pojawia się wiecej złosliwości i innych swądow:))
    W pieknych miejscach bylaś. lubie czytac twoje wspomienia zwiazane chociażby z ksiązkami i miejscami, które odwiedziłaś. W ogole nie znam Iwaszkiewicza, ale dzięki Tobie postawilam sobie za punkt honoru cos jego przeczytać:))
    Co by Ci tu zagrać? Ech...nie wiem, czy trafilam:))
    http://youtu.be/o5CjiRHwF-k

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja to sama nie wiem, co bym chciała. Za dużo dostałam ostatnio i nie umiem się teraz cieszyć. Na odwrót jak w zadedykowanej piosence, someday...Iam older but not wiser... Celtic woman, super dobrałaś, tak powinno być z moim obecnym zyciem, gdyby nie ten bagaż dawnego.
      Anglicy nauczyli mnie pić Budweiser, mówili you are drunk but wiser/ tez taka dźwiękowa zabawa.
      A do Iwaszkiewicza jeszcze wrócę, bo mam tych opowiadań z Sycylii około dziesięciu chyba. Byłam tam kilka razy na takich wspaniałych wakacjach z Kimem.
      Wesołych wakacji dla Marie.
      Bardzo sobie cenię moje wirtualne kolezanki, na onecie odzywali się tacy jacys frustraci, a tutaj osoby naprawde zainteresowane.

      Usuń
  3. Ardiolo! Jest mi niezmiernie miło, że o mnie tutaj wspomniałaś - w tak dobrym kontekście :-). Bardzo dziękuję :))). Ostatnimi czasy jestem nieco poza blogami - choroba męża i Maksymka (bardzo ciężka ospa obu), jakiś taki letni pęd bądź lenistwo, często zmęczenie i brak siły, weny... Czytam na szybko i nie wszystko co bym chciała. Piszę mało i raczej nie sądzę bym napisała coś zanim nie wrócę z urlopu, który mam od 30 lipca do 15 sierpnia. Chyba już wolę jesień niż to dziwne jak w tym roku lato, które na domiar przecieka mi przez palce...

    Na Twoim miejscu nie miałabym kompleksów - wyglądasz, idealnie, żyjesz niezwykle ciekawie, podróżujesz, piszesz, masz fajnego męża. Że są też obok tego wszystkiego kłopoty, troski, rozterki... Kto ich nie ma - zwłaszcza będąc Polką co najmniej + 30 ;-). Umiałaś zorganizować sobie lepsze, ciekawsze życie po latach zamknięcia w szarym systemie, który nieco spaczył wielu spośród Polaków. Umiałaś wyjść poza jego ramy. Niestety masa narodu tamtego pokolenia nadal tego nie potrafi.

    No i ... na spotkanie ja też jestem otwarta, choć ciężko mi wyrwać się z kieratu codzienności. Ale myślę, że powoli, powoli to się zmieni :-).

    Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję Asiu za zrozumienie.Byłam w kraju ponad miesiąc i tak chcialam poodwiedzać blogowe kolezanki, ale musialam sie zajmowac problemami moich córek i poukładać im trochę zycie.Gdybym wczesniej była bardziej zapobiegliwą matką-Polką nie mialabym kłopotu z nimi teraz, ale gdybym rzeczywiście była tylko matką, nigdy nie spotkałabym Kima. I tak koło się zamyka. Nie wyrwię się z tej "samsary" mówiąc trochę po hindusku. Zawsze chciałam zyć inaczej i tak mam.
      A chłopakom zyczę zdrówka, chyba ospa dla starszego gorsza, prawda? I miłego wypoczynku na urlopie, moze u Mamy? Z dziecmi na jakies dalsze wyjazdy to chyba męczące i caly czas trzeba sie nimi opiekować. Ja to kiedys dzieliłam się dziećmi, albo jeździłam z mamą. Na drugi rok, to umowimy sie do mnie,dzieci będą wieksze, tu też wieś. Ja teraz przylecialam tutaj za 33 euro.Tu jest takie inne zycie, jak w zwolnionym tempie.

      Usuń
    2. Trochę spóźniona komentuję, choć przeczytałam wcześniej. Chciałam Ci tylko napisać, że rozumiem Twoje dylematy i rozumiem, że Ci ciężko. To świadczy tylko o tym, że jesteś wrażliwą i niezależną kobietą, za to się płaci cenę. Ja bardzo czasem chciałabym, że mój mózg przestał pracować tak intensywnie, uspokoić się i cieszyć się, choćby tymi czereśniami, o których pisałaś w jednym z poprzednich postów na temat anglosaskich blogerek. Też chciałabym po prostu siąść i "just enjoy the time", ale te ciągle analizy w głowie.
      Życzę Ci odpoczynku i byś potrafiła się zarazić tym nieskomplikowaniem i prostą radością życia.
      Pozdrawiam!

      Usuń
  4. przyznam, ze i Ty masz ta ceche - chcesz byc idealna. chyba najwazniejsza rzecz, jakiej nauczylam sie zyjac za granica to to, zeby czasem troche sobie odpuscic i po prostu ,enjoy your life'. a towarzystwo Amerykanow i Francuzow na pewno bedzie w tym pomocne :) jestes piekna kobieta. dzieki Twojemu blogowi, ktory jest dla mnie inspiracja, widze takze, ze jestes inteligentna,duzo podrozujesz, interesuje Cie swiat, masz artystyczne zaciecie (przepieknie odnowione meble!!!). Potrzeba Ci wiecej wiary w siebie!!!
    co do wczesniejszych powrotow do Francji, to moze zapuszczac tam korzenie? wszelkie grupy ,wsparcia' (czy jezykowe, czy religijne, takie, ktore angazuja czlowieka w zycie spolecznosci) popieram jak najbardziej!!!
    jesli moge miec zyczenie, to poprosilabym o relacje z wycieczki do Indii i Nepalu

    OdpowiedzUsuń
  5. O, jak miło czytać te wspierające słowa. Mój mąż tez się zawsze dziwi skąd u mnie taki captive mind pod wieloma względami,jemu się wydaje, ze jestem PhD. Tłumaczę mu moim pochodzeniem z małego miasta i ze kiedyś u progu dojrzałości nie dostałam się na renomowany uniwersytet, pomimo słynnej "matury zaliczonej na 5", a studiowałam też na prowincji. I chociaz tyle lat minęło,zyję całkiem przyzwoicie, caly czas mnie wkurzją te reklamy zagraniczne, ktore pokazują dostatnie zachodnie życie.A moje dziecinstwo było biedne, bo młodość juz dobrze wspominam.
    O Nepalu cos zamieszcze, bo o Indiach juz było.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dlaczego ograniczone? zastanawialam sie niedawno nad tym, ile teraz filmow i ksiazek o starosci, o tym, czego dokonuja ludzie po 70 (chyba nawet niedawno ktos zdobyl Mount Everest, po raz drugi). a wydaje mi sie, ze Tobie do tego jeszcze daleko. spoleczenstwo sie odmladza. i jezeli tylko zdrowie na to pozwala, trzeba korzystac z zycia!!! wydaje mi sie, ze masz dosyc ciekawe zycie, wciaz ciekawe - nie musisz tylko zyc wspomnieniami (chociaz osobiscie uwazam, ze zebranie ich na blogu jest swietnym pomyslem). jestes chyba jednak dosyc wrazliwa osoba (jak wspomnial Ci juz ktos w komentarzach), pewnie introwertyczka i podejrzewam, ze perfekcjonistka, wymagajaca zbyt wiele od siebie. a to ciezka mieszanka, ktora troche Cie spowalnia w cieszeniu sie zyciem, ale czyni Cie bardzo specjalna osoba!!!
      a do wspomnien o Indiach zajrze na pewno

      Usuń