Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

czwartek, 17 stycznia 2013

Hemingway na Key West.





Mówi się, że życie płata niespodzianki, ale tym, którzy ich oczekują, a podróże kształcą, ale wykształconych.  Przed laty nigdy nie myślałam, że kiedykolwiek będę nad Zatoką Meksykańską i na Karaibach, że będę pływała z delfinami,
 podziwiała rafy koralowe, przyglądała się flemingom, krokodylom, i że każdy dzień tam spędzony przyniesie coś niezwykłego, nieoczekiwanego, nieprzeczuwalnego nawet.
 Marzenia o tym w czasach mojej wczesnej młodości były tak odległe, że nawet nie wiem do czego porównać.

Legendą w komunistycznej Polsce był Ernest Hemingway, „za nim szłam za rękę w cień drzew” („Across the river and into the trees”), przyglądałam się zmaganiom Starego Człowieka „A man can be distroyed but not defeated”, towarzyszyłam bohaterom hiszpańskiej wojny domowej, nie pytając, tak jak nakazywał pisarz „To whom the bell tolls”, z nim przeżywałam przygody w „The Green Hills of Africa” i „The snows of Kilimanjaro”, rozterki egzystencjalne były mi bliskie w opowiadaniach „Death in the afternoon” czy „To have and to have not”. Propaganda komunistyczna lubiła Hemingway`a za wojnę w Hiszpanii chyba.
Hemingway był dla dawnego pokolenia pisarzem, który otwierał „okno na świat”. Był postacią osnutą legendą, a jego samobójcza śmierć w 1961 tę legendę wzmocniła. Nie sądziłam, że kiedyś uda mi się wejść na drogi, którymi  on chodził .
Przed willą- muzeum.
 W Paryżu byłam we wszystkich znanych  "knajpach", gdzie się stołował, ale to już wydarzyło się po Florydzie. Hemingway  w komunistycznej Polsce  był czymś w rodzaju krystalicznej wody na pustyni, bohater walk republikańskich w Hiszpanii (może ramię w ramię z Karolem Świerczewskim?!!), a przy tym tak bliski naszym narodowym „pijakom”, odczuwał głęboko jak Hłasko, Grochowiak, czy Himilsbach.
Wizytę złożyłam w dawnym domu Hemingwaya i jego drugiej żony Pauliny na wyspie Key West w stanie Floryda. Jest to jedno z najbardziej popularnych i znanych miejsc, gdzie pisarz lubił przebywać, gdzie bardzo długo mieszkał i gdzie powstawały jego najlepsze dzieła.
Koty byly wszechobecne, potomkowie kotow Ernesta.

W ogrodzie willi.

W filmie Sydney`a Pollacka Robert Redford popijając mrożone dauquiri zabawia dwie turystki. Przyjechały do Hawany zobaczyć Hemingwaya. „Ja jestem Hemingway” żartował Redford. W latach 50. do Hawany przybijały tłumy turystów, a większość miała w planie wizytę w klubie „Floridita”, gdzie spodziewano się spotkać sławnego pisarza, który ze swoim kumplem z Key West Joe Russelem spędzał tam dużo czasu. Był rok 1932, Hemingway kończył „Death in the afternoon”, wracał z Hawany na Key West, aby pobyć z żoną i dziećmi.
Latarnia blisko, i tez miejsce na ten szybki jacht.
 To tylko godzina drogi szybkim jachtem. Nie piłam drinków w klubie „Floridita”, ale w barze jego kumpla z Key West w „Sloppy Joe’s Bar”, tylko 90 mil od Kuby. Stamtąd tez nieprzytomnego od alkoholu Hemingway'a wynoszono do domu na Whitehead Street 907. Na pewno Marek Hłasko byłby jego doskonałym kumplem. Kochaliśmy Hemingway'a za wszystko, a do tego był bosko przystojny!/za młodu szczególnie/.


W klubie Joe Russela Sloppy Joe`s Bar, gdzie duch Hemingway`a jest wszechobecny, ja „Blonde magic woman” tańczyłam „No woman, no cry” i byłam tak bardzo szczęśliwa.

 Ale przytomna wracałam do „Eden House”, Fleming Street 1015, pokój 108. Chociaż czasami słyszałam keep the eyes open :))


6 komentarzy:

  1. Podoba mi się pierwsze zdanie :)
    Nigdy mnie nie ciągnęło do Stanów, ale tropem Hemingwaya, to zmienia postać rzeczy ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dla mnie tez Ameryka byla zbyt odlegla zawsze i mało historyczna wydawala sie. Taki inny plan miast, brakowalo mi ryneczkow, placykow, kosciolow,ratuszy, charakterystycznych dla europejskich miast. Ale po kilku wizytach tesknie za tamtymi niezmiernymi obszarami, charakterystycznymi znakami drogowymi, i szyldami nawet. To niezwykly kraj i kazdy stan jest inny, a niektore najbardziej fascynujace na swiecie. Tylko wszedzie tak daleko!

      Usuń
  2. Najwyzszy czas wrocic na Key West Ardiolo, niewiele sie zmienilo.
    Miejsce fantastyczne i prawde mowiac moglabym tam zamieszkac.
    Nam niestety nie udalo sie zwiedzic domu Hemingway'a (chciaz mielismy w planach), mam jednak nadzieje, ze nastepnym razem wpadne tam poglaskac koty:)

    OdpowiedzUsuń
  3. Na Key West byłam tylko raz, ale pokochałam to miejsce! Mam nadzieję, że w tym roku uda mi się tam wybrać znowu i dzięki Tobie już będę wiedziała, co jeszcze warto zobaczyć :) (bo jak do tej pory był to dla mnie po prostu raj na ziemi z wszechobecnymi jaszczurkami:) )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tam tez chcialabym wybrac sie jeszcze raz i rozkoszowac sie przemiłą obslugą i karaibskim czarem z amerykanskimi wygodami. Znajac siebie, po miesiacu oczekiwalabym gdzies wrocic, do jakiegos prawdziwego domu. To nienasycenie juz mnie zmeczyło, znaczy finanse mnie ograniczyły i wszystkiego mi sie odechciało.

      Usuń
  4. Achhh, jak Ci zazdroszczę tego zwiedzania domu Hemingway'a! Nam niestety nie udało sie go zwiedzić w srodku, był akurat zamknięty.

    OdpowiedzUsuń