Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

piątek, 20 grudnia 2013

Stepdaughters in gajówka.

I rodzinka na święta będzie w komplecie. Tu, na zdjęciu ze swoim stepfather chyba wyglądają  na zadowolone te moje córki?
Tak schodziło przez ostatnie lata, że wszystkie święta spędzaliśmy  najczęściej oddzielnie, a teraz będziemy się zjeżdżać do gajówki. Oj, będzie się działo. Doma przylatuje ze swojego erazmusowego Faro i wiezie mnóstwo prezentów. Mag, prócz swojego biznesu, dostała państwową posadę, nie musi płacić pełnego  ZUSu, duużo zaoszczędziła i nie żałowała prezentów. Ja zarówno, muszę dodać. Nawet coś gotuję w prezencie, znaczy zrobiłam śledzie, ale tak pod siebie, jedne z zieloną pietruszką i czosnkiem, a drugie na słodko. Już słyszę narzekania, ze nie wiesz, ze ja nie lubię pietruszki / Magda/, a ja na słodko /Doma/. Upiekłam piernik, ale się spalił trochę. Jutro mam gotować bigos. Raz na rok mogę zjeść. Przygotowałam marynatę na mięso. Tutaj trudno coś zepsuć, ale mogę za długo trzymać i mięso będzie za miękkie np., za mało słone, bo boję się przesolić. Od prawie 15 lat mam w domu cudowne urządzenie zwane thermomix, ale i tak nie polubiłam gotowania. Coś tam robię, bo już nie wypada czasami. Np. keks z thermomixu jest absolutnie znakomity, mnie i tak sie przypali. Moja mama tez nie lubiła za bardzo gotować. Ojciec często ją zastępował. A ja zastępstwa wypracowałam do doskonałości, to córka, to mąż, to inne bardziej wykwalifikowane siły. Ja wolę w tym czasie inne zajęcia. Kiedyś się uczyłam, mówiłam mamie, teraz mówię, że mnie głowa boli. W innych sytuacjach nie używam tego tłumaczenia. Zgaduję, że to ważny wymiar męskiego uwielbiania.
Jesteśmy szczęśliwi, tak mi się zdaje. Nie bacząc na narzekania i wzajemne kwasy. Chłop by się nie żenił w wieku kopy, hehehe. Ja to w końcu young chick. Zwykle tak słyszę:)
Tu na pewno byliśmy szczęsliwi. Malta.
I niech będzie, ze mamuśka pochwali się swoją latoroślą z okazji świąt. Uwielbiam to zdjęcie z Dominiką, mamy takie mother and daughter look alike.
W londyńskim pubie 3 lata temu.
A Magda puszcza bańki i nawet okazały się nie tylko mydlane. Marzenia się pospełniały.
Park w naszym miescie.
A tu moja trzecia córeczka, Suzi, młody spanielek spowinowacony z kundelkiem. Zimowa aura   z czasów wichury Ksawerego.
Tak sobie myślę z próżną satysfakcją jakie mam wygodne życie, enjoy the fruit of my labour, to moja dewiza. Nic na przekór sobie, jeśli tylko się  tak da  trochę zmanipulować innymi. Znaczy głownie ślubnym. Nie przysporzy mi chwały przyznawanie się do takich niecnych czynów, ale jaki zbytek i komfort. A on nie narzeka przecież. Na mnie oczywiście, a Polska? Jego cesarska mość, jak pytała pani Walewska. To co innego.
Piję portugalskie wino, tak pod Dominikę i   piszę  sobie po nocach swoje konfidencje. Lubię ten mój pamiętnik. Planowałam napisać o spotkaniach przedświątecznych z moimi ukochanymi klientami i przyjaciółmi z różnych lat życia, ale może o tych refleksjach później. A teraz coś omijaniu czasu, bo to stale mnie dotyka.

Na pytanie, kiedy byłaś szczęśliwa w życiu , każdy ulega chwilowej refleksji. Przesuwają się przed oczyma obrazy życia, mnóstwo dawno widzianych twarzy, dawno przeżytych dni, dawno oglądanych miejsc, wszystkie tak dalekie.
Przyznam się, jak każdy, że przeżyłam wiele momentów szczęśliwości, ale to wszystko minęło i zagrzebało się w pamięci i nigdy nie stawi  się na jawie, np. pierwsze słowa moich malutkich córeczek, ich wierszyki i tańce /są na kasecie, ale nie będą tego oglądać, bo za dużo tam umarłych osób/. Ale na miejsce tych dawnych ukochanych twarzy, pojawiły się nowe i los / moja w tym wielka zasługa/ poprowadził mnie z powrotem w bezcenne momenty mojego, wydawałoby się „ umarłego życia”, kiedy miałam lat 20. Noszę na palcu pierścionek ze szmaragdem, jak po powrocie z Indii na II roku studiów, nepalskie szaleństwa w „Blue Bird” powtórzyłam w luksusowych klubach Amsterdamu, a nawet na włoskim weselu. Się działo. I jestem nieustającą inspiracją dla moich klientów, i starych, i bardzo młodych. To, co stale słyszę to nie są czcze komplementy. Super, ale i tak wolałabym teraz być na Florydzie, albo chociażby w Beziers, tam było blisko w Pireneje na narty. Zawsze muszę czegoś poszukiwać. Tak się nudzę nadmiernym zasiedzeniem w jednym miejscu.

Wesołych Świąt i nie będą to white Xmas, przynajmniej w naszym obszarze klimatycznym, ale co tam. RELAX!

5 komentarzy:

  1. Happy & Marry Christmas Ardiolo! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, i proszę po angielsku! Jestem wzruszona.
      Radości na święta i dla Ciebie, wzruszeń pamięci i nostalgicznych powrotów w świat dzieciństwa.

      Usuń
  2. Zdjecie z Dominiką bardzo udane. Spotykamy się z grupą dzisiaj lub jutro. Martyna tez byla na erazmusie teraz. Bedzie, co wspominac. Pozdrawiam. Ola.

    OdpowiedzUsuń
  3. Co sie dzieje że taka dluga cisza? Mam nadzieje ,że nic zlego . Ale się niepokoję.
    Prosze chociaż o krótką informację , czy w Pani życiu szystko ok.
    Pozdrawiam serdecznie.marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba komputer się "zawiesil" na poscie. Jestem cala i zdrowa, piszę i mam rozne zyciowe plany. Juz gdzies wczesniej widzialam podobny komentarz z troską. Prosze napisac na adres oks9@op.pl. Pozdrawiam

      Usuń