Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

niedziela, 27 lipca 2014

Książki-moje życie.

 Post ten poświęcam guciamal, której posty  zachęciły mnie do napisania poniższych zwierzeń. Mam też nadzieję na nową blogową koleżankę. Zachęcam też inne czytelniczki do opisania podobnych refleksji.
 
Mini-półeczka w gajówce.

1.Jak powstała twoja biblioteka?  
Odkąd pamiętam  w domu były zawsze książki, mam starszego brata, wychowywałam się też z  młodszym bratem Mamy, bo Babcia wcześnie zmarła. Rodzice nam sprawowali książki ze wszystkich okazji. Mój brat to dziennikarz i lokalny literat, pasjonat literatury i historii  od wczesnego dzieciństwa. Wiele książek, też poważnych lektur przeczytałam wcześniej, z racji posiadanego tego starszego rodzeństwa, niz powinnam i tym mocniej na mnie wpłynęły.
Moje życie to jak ogromny księgozbiór wypchane mitami, skojarzeniami, cytatami, taki "złudny szmer czarodziejstwa".
Studiowałam na studiach dziennych, zaocznych, podyplomowych filologię polską, angielską, europeistykę, turystykę. Chciałam studiować japonistykę, orientalistykę , słowiańskie języki, hinduizm, romanistykę. Z tych wszystkich etapów życia zbierałam książki i dużo, bardzo dużo czytałam i to w kilku językach.
I tak te irracjonalne miraże, tęsknice, mgły, udziwnienia kształtowały moją zachwianą psyche, zwodziły przez lata i nie pozwalały osiągnąć "naszej małej stabilizacji", bo "życie nasze nic niewarte, kult Bachusa i Astarte. Ha , trza znosić, fata, los, nieustannie próżny trzos. O wielkościach darmo śnić, trzeba żyć. Napoleon ten miał nos. Szopen, gdyby jeszcze żył, to by pił". I taki znany cytat na poparcie mojej tezy.


2.Czy jest jakiś ład w twojej bibliotece?
 Tak oczywiście, doskonale wiem, gdzie co się znajduje. Układam książki tematycznie i pamiętam nawet , gdzie one byly w moich kilku domach wcześniej. Mam obecnie jakby 5 domów teraz, tzn. miejsc, gdzie przebywam w różnych terminach i wszędzie posiadam tam biblioteczki, niektóre malutkie, inne większe. Ale najwięcej książek wypełnia moje biuro, bo to też jest mój dom, ukochane miejsce pracy i spotykania przyjaznych ludzi. To jest bardzo męczące, takie ciągłe przemieszczanie się i chcę to zmienić. Ale nie jest łatwo zamykać etapy życia.

3.Czy pozbywasz się książek, a jeśli tak to w jaki sposób?
 Prowadzę firmę edukacyjną, w siedzibie urządzam symboliczne wyprzedaże za złotówkę . Dużo rozdaję moim klientom, młodym i starszym za darmo w formie niby upominków. Szczególnie  książek służących do nauki i wydań dla dzieci.
Dostałam sama kiedyś, w 2000r. to bylo, 11 tysięcy książek z zaprzyjaźnionego miasta bliźniaczego z Anglii. Do tej pory te książki daję ludziom. Najcenniejsze trafiły na Uniwersytet Rzeszowski.
4.Ile wydajesz miesięcznie na książki?
Obecnie nie dużo, zależy od miesiąca, bo książki można kupować na różnych tanich wyprzedażach, np. z okazji likwidacji bibliotek, też na allegro oraz na wymianach książek. Najnowsze pozycje wypożyczam w bibliotece raczej.


5.Jakie książki musisz kupować? 

Podczas podróży zagranicznych albumy, mapy turystyczne z danych miejscowości oraz muzeów, najczęściej po angielsku lub lokalnym języku. Z przyjemnością do nich zaglądam, wracając myślą do miłych chwil. Mam je rozłożone na komodzie, stolikach, biurku, w widocznych miejscach i tak zerkam często w ciągu dnia, otwierając od niechcenia. Lubię też tomiki poezji największych autorów w oryginale, w języku, który chociaż trochę znam.
Muszę też kupować książki w związku z wykonywanym zawodem i prowadzeniem firmy, one są bardzo drogi, ale to co innego.
Tu moje przewodniki, V&A Museum, Orsay, Malta, Florence w mieszkanku na Kochanowskiego.
 
Zwróćcie uwage na te sówki podtrzymujace książki.

6.Czy pożyczasz swoje książki?
Raczej nie pożyczam,od tego są biblioteki, bo ludzie zapominają oddawać, a ja też nie pamiętam, co komu pożyczam. Kiedyś zapisywałam. Niezręcznie było sie upominać, bo czasami ludzie podpożyczali komu innemu i też zapominali komu. Pożyczam książki zawodowe, bo mam na to specjalny notes i wszystkie są oddawane.

7. Ile czytasz książek jednocześnie? 
Na ogół dwie, czasami trzy. Ta trzecia, czasami czwarta jakaś zawodowa.
 
8.Co jest dla ciebie podstawą lektury?
 Klasyka, epika i  poezja przede wszystkim, bez niej trudno mi się obejść; P. Verlaine,  Boudelaire , A.Puszkin, P.Valery, T. Miciński, Appolinaire, kobieca poezja, też T.Boy-Żeleński, S.Wyspiański. Czytam wszystkich noblistów ze szczególnym zaciekawieniem egzotyczne "przypadki". Bardzo lubię  klasyczną literaturę anglosaską, szczególnie ostatnio wrocilam do S. Maughama i rosyjską.  Nic odkrywczego chyba. Pasjonowała mnie kiedyś literatura japońska i przeczytałam wszystko, co było dostępne w polskich bibliotekach. Jak lubię kogoś, czytam wszystkie jego pozycje, w ostatnich latach to jest Arturo Perez Reverte, Umberto Eco, Haruki Murakami, Alice Munro np. W ogóle  zawsze czytałam tylko literaturę najwyższego lotu.  Z polskich pisarzy uwielbiam J. Iwaszkiewicza, z nim zwiedzałam Włochy i Sycylię, też Goethe mnie prowadził. Kocham M.Kuncewiczową za jej ogromny intelektualizm i niezwykly dar obserwacji krajów zachodnich.  Z literatury wspolczesnej czytam stale Kapuscinskiego i Manuelę Gretkowską.
9.Czy masz emocjonalny stosunek do książek?
Kocham swoje książki i patrzę na nich z czułością niemalże, też z dumą, że ich posiadam. Córki o tym wiedzą i dziwią się, gdy im coś daję, co ich interesuje. Pytają " nie szkoda ci mamo?" Starsza córka kupuje mi znakomite pozycje, np. Umberto Eco.
10.Co leży u ciebie przy łóżku?
Książki, które aktualnie czytam, książki, z którym korzystam przygotowując wpisy na bloga, jakiś album z reprodukcjami i przewodniki muzealne z ulubionych miejsc. One leżą przy łóżku, na nocnym stoliczku, na stole, w kuchni i na biurku. Wszędzie. Też w toalecie:)

11.Czytasz kryminały, thrillery, romanse, fantastykę, beletrystykę?
 Nie czytam  typowych kryminałów, fantastyki, romansów, ale np. niektóre książki  moich ulubionych autorów-W. Łysiaka, H. Murakami to doskonała ich kombinacja.
12.Czy robisz notatki w książkach (bazgrzesz, piszesz, zaginasz rogi)?
W pożyczonych nigdy. We własnych zaznaczam ołówkiem ciekawsze fragmenty.  Po zakończeniu lektury wertuję książkę raz jeszcze i wybieram z tych zaznaczonych fragmentów te godne utrwalenia i czasami przepisuję. Mam bardzo dużo zakładek kupowanych też podczas podróży, nigdy nie mam w zwyczaju zaginać rogów
13.Jak szybko czytasz?
 Książki połykam, ale czytam coraz  mniej, bo mi szkoda oczu, a audiobooków nie słucham. Czasami w radio  coś śledzę.
Jak zaczynam czytać, to kończę, Cmentarz w Pradze zabrał mi tydzien, a to gruba pozycja.

14.Czy wracasz do książek raz przeczytanych? 
 Stale wracam do dawnych książek, szczególnie do poezji, mojego kanonu, o którym wspomniałam wcześniej. Zaglądam do podróżniczych reportaży literackich, bo odnajduję tam siebie, i do wielkiej literatury, do Manna, Czechowa, Camusa, Fitzegaralda, tak we fragmentach, przeglądam, gdzie się otworzy. Czytanie klasyków zaliczam do największych przyjemności życia, a rozstanie z nimi, kiedy książka się kończy jest smutnym przejściem do rzeczywistości. Wydaje mi się, że ja nie żyję w realnym świecie, nie znoszę być praktyczna, gospodarna i przyziemna. Od młodości powiedzenie odi profanus vulgus było moim credo. Chłopaki z Politechniki czy AGH to tylko przedstawiciele typu symplex i nie dla mnie towarzystwo, tak zawsze powtarzałam. Nadal wolę intelektualistów niż tych zaradnych, dobrodusznych inżynierów. Chociaż niektórzy, 30 lat po studiach się wyrobili pod każdym względem i dawni,wrażliwi humaniści nie dorastają im do pięt. To ukłon do moich ulubionych inżynierów z AGH i Politechnik, Krakowskiej i Warszawskiej.

15.Ile piszesz dziennie?
Na blogu rzadziej niż kiedyś, bo wcześniej miałam inne spostrzeżenia i potrzeby.
Na początku tego roku napisałam taki wpis i nadal się pod nim podpisuję:   
Tytuł mojego bloga stracił desygnat i wszelkie denotacje, /tak uczono mnie na filozofii i językoznawstwie, hehe/. The couple don`t enjoy the life, stali się "The misfits", jak w słynnym filmie. Nie ma chez nous, jest chez moi et chez toi.
Mój blog z założenia miał służyć moim prywatnym potrzebom. Pragnęłam pisać o Francji i moim życiu tam spędzanym nieśpiesznie i szczęśliwie. Chciałam, żeby moi przyjaciele i bliscy z rodzinnego miasta wiedzieli na bieżąco, co u mnie słychać. Chętnie ich u siebie gościłam i z ogromną przyjemnością pokazywałam uroki południowej Francji. Chciałam poznać kobiety- Polki w średnim wieku, w przedziale 50+ w związkach z obcokrajowcami. Żadnej takiej nie poznałam w świecie wirtualnym, dużo w rzeczywistym, ale i tak one reprezentowały zupełnie inne doświadczenia. Mieszkały długo za granicą, nie rozumiały moich rozterek. Poznałam dużo młodszych kobiet w związkach międzynarodowych, ale to też absolutnie odmienne przeżycia. Ja oczekiwałam innych blogowych relacji.  Blog jedynie pomagał mi wracać w moje ulubione rejony literackie. Precyzyjnie i otwarcie  wyrażałam swoje myśli. Ale kogo tak naprawdę obchodzą moje problemy? Przypadek czysto wirtualnej przyjaźni jest bardzo powierzchowny. Jeśli nie zostanie przeniesiony na grunt realny, staje się sztuczną inteligencją.
Zaczęłam się  zajmować moim aktywnym i satysfakcjonującym życiem realnym w rodzinnym mieście. 



6 komentarzy:

  1. Bardzo się cieszę, że "zaraziłam" cię tą zabawą. Z przyjemnością przeczytałam twoje na temat książek wypowiedzi. W tej pasji do czytania jest piękne to, że nawet, jeśli jesteśmy tak różni to miłość do książek nas wiąże. Podziwiam zdolności lingwistyczne, daje one tyle możliwości, których ja jestem pozbawiona. Przede wszystkim możliwość rozmowy w podróży i poznawania ludzi i ich zwyczajów, ale także dla nas pasjonatów czytania możliwość poznania literatury w oryginale, tego żałuję najbardziej, bowiem nigdy czytając nie wiem, czy to wypowiedź pisarza, czy interpretacja tłumacza. Mam też podobne odczucia w stosunku do czytania, czasami wchodzę w opisywany świat tak głęboko, że trudno mi potem iść do pracy i "słupki zliczać" :) moja praca niewiele ma wspólnego z tym co kocham. Podejrzałam książki w koszyczku i zainteresował mnie ten Iwaszkiewicz i Remarque. Ciekawam tytułów. Podróże po Włoszech Iwaszkiewicza wspominam bardzo miło, jak zresztą większość opisów włoskich podróży. A Remarqua bardzo lubię. Kiedy napisałaś iż musisz kupować książki podczas podróży dotyczące odwiedzanych miejsc uświadomiłam sobie, iż zapomniałam o tym napisać. Tyle, że moje nabytki z uwagi na nieznajomość języka są skromniejsze, ale wykupuję wszystko polskojęzyczne co wpadnie w moje ręce. Jedynie z poezją mi nie po drodze, nad czym ubolewam, od czasu do czasu podejmuję próbę, czytam, ale jakoś zostałam pozbawiona tego rodzaju wrażliwości. Jedynie poezja śpiewana mnie zachwyca, wzrusza, uskrzydla. Co do pisania bloga i poszukiwania osób o podobnych doświadczeniach to szkoda, że nie udało ci się takich spotkać. Znam kilka Polek w związkach z cudzoziemcami, ale one nie lubią pisać :( Może z blogami książkowymi jest o tyle łatwiej, iż człowiek nie odsłania się tak do końca, a podpiera się literaturą. Choć i między wierszami poznaje się piszących. Ja poznałam kilka osób poprzez pisanie w realu i są to cenne znajomości, a i te wirtualne bardzo sobie cenię. Pozdrawiam serdecznie i zamieszczam linka do twojego wpisu pod moim książkowym :) bo jesteś jak dotąd jedyną osobą, która wzięła udział w zabawie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Znajomość języków bardzo urozmaiciła mi zycie, aż nadto powiedziałybym gorzko. Do mojej pracy to naidealniejsze doświadczenie, ale tak w ogole to sobie wszystko komplikuję.Nie umiem chyba zyć tak normalnie. Bo prowadzenie wlasnej firmy też mnie "rozpuściło", że np. wakacje masz , kiedy chcesz, a że sie mniej zarabia przy okazji, to już nieważne. Cieszę się, że post ci się podoba. pracowałam przy nim przez trzy wieczory, nawet wczoraj po mojej wycieczce do Saksonii.A dzisiaj własciwie mam wyjezdzac i juz jestem spakowana, ale gosciu z blablacar coś sie nie odzywa.

      Usuń
  2. Bez chwili wahania zdecydowałabym się na wyjazd kosztem mniejszych zarobków, niestety człowiek na etacie jest "zniewolony". Ale nie mogę narzekać, bo dzięki temu zniewoleniu w ogóle mogę trochę podróżować, co uwielbiam, o wiele za mało, ale staram się widzieć szklankę do połowy pełną niż do połowy pustą. Życzę, aby wyjazd się udał, co może jakąś relacją na blogu się skończy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kierowca z blablacar przywiózł mnie do domu, mojego glównego domu, w ciągu 6 godzin, mistrzostwo świata dla mnie, ok.520km. To miejscowy z Jeleniej Góry, który ożenił się w moich stronach i jeżdzi tak od ponad 20 lat odwiedzac rodzicow i siostry. Bardzo dobry kierowca, na autostradzie sunął jak wiatr. Uwielbiam taką jazdę, później też wiedział, kiedy przyśpieszac, albo zwalniać. A mój piesio sobie spał.
      Napiszę coś o wycieczce do Saksonii może, a potem o Chorwacji, gdzie się wybieram, jak będę miała nastrój.

      Usuń
  3. Z braku czasu na czytanie ( zasypiam przy ksiazce) przerzuce sie chyba na audiobooki. Iwaszkiewicza nie znam zupelnie. Kiedys probowalam go czytac i nie dalam rady. Nie moglam przejsc jego narracji. Ale pamietam, ze biblioteczka ojca byla go pelna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Iwaszkiewicz był bardzo obecny w życiu pokolenia naszych rodziców. Moja mama go uwielbiała, szczególnie powieść Sława i chwała. Ja poznałam w młodości Iwaszkiewicza przez filmy, Panny z Wilka I Olbrychski to byla moja miłość. Jego twórczość jest bardzo filmowa. Potem była bardzo długa przerwa, a teraz wzrusza mnie ta jego nostalgia z powodu upływania czasu, obecna we wszystkich opowiadaniach. Drażnią mnie trochę jego "gejowskie" nieśmiałe uwagi, Maugham to robił genialnie.

      Usuń