Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

piątek, 18 lipca 2014

Blondynki w gajówce.

Ach, te niezapomniane wakacje! Ileż ich  szczęśliwie naspędzałam w tych kilku moich  dziesięcioleciach życia. A dzisiaj moje córki podążają na spotkanie z przygodą, obydwie do Chorwacji, ale oddzielnie. Magda niedawno opuściła Wiedeń, kolacja cesarska i tak ma być, a Dominika w kursowym autobusie na erazmusową praktykę do Splitu zmierza. Faculty of Maritime Studies oczekuje stażystki na lądzie i Adriatyku, a Magda właściwie będzie w Bośni-Hercegowinie na 12 kilometrach wybrzeża.. To dopiero nowinka.
 A mój sąsiad ostatnio mi się zwierzył, że jego pobyt w więzieniu za jazdę na rowerze pod wpływem, to były jego pierwsze wakacje w życiu. Dobry przykład na relatywność. Edward mówił, że był szczęśliwy w więzieniu, spotkał wielu ciekawych ludzi i jedzenie miał zawsze podane.
Popracuję nieco w swojej Dżalnie- ta nazwa się nie przyjęła- nikt nie pamięta tego serialu sprzed lat-niech będzie, że "ogarnę" chałupę i kawałek ziemi coś niecoś

 i rzucam się na hamak.
 Obok mam półeczkę w postaci zawieszonych sanek, stawiam tam szklaneczkę z jakimś błogim trunkiem i tak sobie rozmyślam. Ostatnio, gdzie bym chciała pojechać na tzw. wakacje. Poleciałabym do jakiejś dawnej kolonii angielskiej lub francuskiej. Np. na Mauritius- tam cudowna mieszanka narodowości, do Indii lub Nowej Kaledonii. Ale najbardziej ekscytująco byłoby do Nepalu. W Indiach w lecie oddycha się wrzątkiem, a nie powietrzem,a w Nepalu przyjemnie orzeźwiająco. Byłam, pamiętam. I chodziłabym na skręta do hippisowskich knajpek, taka moja tęsknota za wygłupami młodości.
A tymczasem do gajówki przyjechały dwie blondynki, ja trzecia i piesek Suzi, tez dziewczynka, ale brunetka. Jak bardzo cieszyła perspektywa miłych chwil, kiedy jechałyśmy razem przez prawie 12 godzin. Wyprawa z pieskiem potrzebowała dłuższych  przerw. Jadzia-znakomity kierowca, Mariola jeszcze lepszy nawigator, a ja strażnik psa i dyskutant z tylnego siedzenia.
Wszyscy w gajowce stali się domownikami, taka hacjendowa wspólnota się stworzyła.Przejawiała się we wspólnym przygotowywaniu potraw, zakupach, plewieniu, sprzątaniu, wyprowadzaniu Suzi,

 głaskaniu kotów,
 a nade wszystko w niekończących się solidarnych rozmowach na tematy życia w towarzystwie rarytasów na stole i meczy Mistrzostw w telewizji. Wieczorem na naszej "plaży"
wpatrywałyśmy sie w Pogórze Izerskie,
To nie z mojego podwórka:)
 oczekując  świetlików, śpiewających świerszczy i może spadających gwiazd, ale to chyba w sierpniu? Nasza rozkosz konwersacji trwała w nieskończoność. Biedronkowe wina., Mister mówi "cheap crap", ale doskonałe pomimo wszystko, izerskie wyroby piwowarskie dodawały pikanterii dyskusji. I w jakim celu ja mam zmieniać życie, jeśli w starym czuję się doskonale? Nie chce mi się wprowadzać nowych ludzi w mój życiorys, bo czasu by na to nie starczyło, a i tak nie stworzy się zażyłości tworzonej przez lata. Może jakiś wycinek osobowości ktoś dostrzeże. I tak rzeczywiście, i faktycznie, to  swoim człowiekiem chcę być tylko dla pewnej grupy ludzi, gdzie życie stanęło w szczęśliwszym miejscu.
Wspólnego zwiedzania było mniej, bo moje koleżanki to zagorzałe turystki chodzące po górach, a ja to lubię przemieszczać się od knajpki do baru i po mieście koniecznie, nie w naturze. Ale wreszcie przejechałam się gondolą w Świeradowie.


Dziewczyny poszły na szlak, a ja sobie posiedzialam w tym schronisku i gawędziłam ze starymi Niemcami.

Cieplice- Park Zdrojowy.

Wyszłysmy z tej kawiarni po prawej, gdzie za nic miałysmy dietetyczną moralność i bewstydnie objadałysmy się lodami, ciastkami i kawą mrozoną z alkoholem, grzeszyłyśmy do ostatniej łyżeczki.
W Lubomierzu.

Przed muzeum Kargula i Pawlaka.
Zamek Czocha.



A potem dziewczyny pojechały i zrobiło się smutno i samotnie. Lubię przyjmować gości, zajadać smakołyki, pić wino, i gadać, i gadać. I nikt nie tęsknil za Misterem i jego malkontencją w stosunku do naszego kraju. Wyjechał do Francji, tak a propos. Zobaczymy, kto jeszcze odwiedzi mnie w gajówce, wakacje trwają. Dla mnie to już ciągłe wakacje:)

3 komentarze:

  1. A co to za przepiekna ukwiecona roslina ?
    Dzalna cos mi mowi, serial , film....
    A teraz na NIE pocieche dodam , ze od dnia w ktorym kupilismy dzialke skonczyly sie wycieczki, wypady, wczasy.....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ukwiecona roślina to pelargonia kaskadowa.
      Dżalna/ Jalna/ to był serial w latach 70. o rodzinie kanadyjskich winiarzy, ja ongiś myslałam , że francuskich. Pisałam kiedys w jakimś poście, bo miałam skojarzenia z dawnych lat.
      Ja oczywiście wolałabym przemierzać średniowieczne uliczki arabskiej Andaluzji, nie zbaczając na upał lub podziwiać barokowe piękno Malty, ostatecznie nawet polskie nadbałtyckie kurorty. Bo jak wiele razy powtarzam, wolę kulturę od natury i wcale nie jestem tu nadmiernie szczęśliwa, ale dam temu kiedyś solidny odpór. Tego jestem pewna. Póki co, zajmuję się drobnym upiekszaniem tego domostwa i czytaniem literatury pięknej. Była w mojej gminie wyprzedaż ksiązek z likwidacji biblioteki i nabyłam po złotówce perełki literatury klasycznej. Obecnie czytam Kuncewiczową.
      Pozdrawiam moją ulubioną Greczynkę!

      Usuń
  2. Fajnie, ze masz już Kima i nie jesteś sama w Gajówce.Poza tym w takim domu chłop jest niezbędny. Psa z kotami raczej nie da się pogodzić, ale przecież Suzi jest tylko czasowym rezydentem. Miło wspominam Gajówkę, mecze, celebrowane pyszne jedzonko, krajobraz, nieskończone gadulstwo.....Fajnie było!!!

    Serdecznie pozdrawiam, również Kima i cały zwierzyniec.

    M.

    OdpowiedzUsuń