Kiedy zaczynałam pisać tego bloga ponad 6 lat temu, moją intencją było przedstawiać Francję, basically region zwany Langwedocja- Rousillon, moje francusko-angielskie zmagania językowe, życie obyczajowe
"kolonii" anglosaskiej we Francji i takie różne historyczno-społeczne opowiastki. Potem rodzinne obowiązki zatrzymały mnie na dłużej w kraju. I tak po paru latach nieobecności postanowiłam wrócić tam, gdzie czas płynął wg uświęconego filozoficznego i kulinarnego rytuału.
Późne śniadanie, aperitif przed lunchem z widokiem na...
 |
| .... Lac de Jourraes, 3 km od Pepieux, gdzie wieczorkiem chodzilismy się kąpać kiedyś w lecie. |
wycieczka w piękne historyczne miejsce, lunch, niekończące się dyskusje, spacerek wzdłuż wąskich uliczek lub plażą, refleksje w cieniu platanów. Przed kolacją pewne rozrywki duchowo-fizyczne, tańce, joga, studiowanie Biblii, artystyczne atelier.
 |
| Studiowanie Biblii. |
Potem kolacja, dużo wina, jeszcze więcej opowieści. O życiu, religii, filozofii, sztuce, toż jesteśmy w kraju największych filozofów, a kolonialni zdobywcy Anglicy mają co opowiadać. Francuzi edukują cały świat. I są do tego predestynowani i
chapeau bas. Chodzi o to, że niektóre pejzaże, widok pewnych ludzi, niezmiennie piękna muzyka daje wrażenie szczęścia, oczyszcza psychikę i przywodzi na myśl dawne miłe wspomnienia.
Le bonheur impossibile des âmes. Ach ten francuski i
haute volée
Moje koleżanki zapewniły mi idealną kalkę tamtego życia rozbudziły chęć na powrót w tamte beztroskie rejony.
Jaqueline jest Francuzką, poznałam 10 lat temu. Jest nauczycielką i właścicielką szkoły językowej, idealnie jak ja. Jesteśmy w zbliżonym wieku. Lepszego towarzystwa nie mogłam, sobie wyobrazić. Jaquęline mówi do mnie mieszanką francusko-angielską i doskonale się rozumiemy. Ona w sposób szczególny upiększała wcześniej moje życie we Francji, jakby na luksusowym Cours de civilisation française de la Hobson Ecole. Pisałam o tym
tu i
tutaj.
I tym razem Jaqueline zabrała mnie tam, gdzie zwykle. Najpierw na Plac Madelaine w Beziers, gdzie słynny kościół ku pamięci masakry Katarów,
 |
| 1209 masakra Katarów i mieszkańców Beziers przez krzyżowców. Mówili, zabijajcie wszystkich, Bóg rozpozna naszych. |
potem na aperitif do swojego domu, a następnie do Narbonne Plage, gdzie tyle pięknych reminiscencji i refleksji.
Kiedy tam jestem nie odczuwam prawdziwości mojego życia, Zasłona Mai się odkrywa, jak często to określam, a czysta kontemplacja sztuki jest nieskończoną przyjemnością i uspokojeniem. To wyjątkowo egoistyczna postawa, ale irracjonalizm Schopenhauera, impulsy i instynkty zawsze mnie fascynowały. Z trudem toleruję tę zapobiegliwą praktyczność życia w Polsce. Ale cóż, muszę pracować i zarabiać, żeby zasłużyć na małą cząstkę wolności mojej woli. I tak jestem ustawicznie ograniczana, ale niezmiennie próbuję wyrywać się z tych granic na ile to jest możliwe.
Druga moja przyjaciółka jest Angielką z Londynu, mieszka we Francji od 17 lat. Poznałam ją w 2011 na kursach języka francuskiego. Ona włożyła dużo serca w naszą znajomość, dodawała otuchy, zapraszała na różne imprezy, gdzie czułąm się ważna i bardzo mile widziana.
 |
| Na brocante- targi staroci, ze znajomymi jeszcze , gdy mieszkaliśmy we Francji. 2012r. |
To wyjątkowa osoba, pełna ciepła, naturalnie dobra i wypełniona optymizmem, taka prawie święta dla mnie. Zawdzięczam jej wsparcie, dobre rady, naukę ekumenizmu, ale też naukę radości życia, tańca, pieczenia brownie, picia herbaty i lekkiego rose, bo
the sun is over the .yardarm
 |
| Tea u przyjaciólki, lipiec 2012. Obowiązkowa domowa konfitura |
 |
| Fajna impreza takie sales`y. Znajomi zbierają i przynoszą ubrania, ktore im się znudziły, a jedna osoba organizuje wyprzedaż u siebie, zyski na jakiś dobry cel. Przy okazji herbata i ciasto, tez wspólne. |
 |
| U znajomych na sales`ach. Halloweenowe dekoracje jeszcze zostały, bo to było 3 listopada. |
 |
| Halloweenowe zabawy z z małymi sąsiadami, Trick or treat trwał cały wieczór i nawet była parada w miasteczku. |
Moje obecne francusko-hiszpańskie wakacje w dużej mierze są związane z Homps, poprzez ESCF i sąsiadujący z organizacja dom, gdzie na początku spędziłam dużo miłego czasu na zajmujących dyskusjach o powojennej polskiej emigracji w UK, o filmie i pasjach życiowych.
Żal mi było , że nie spotkałam Margaret, it would have been fun to see you- jak sama Margaret napisała, ale miała poważne obowiązki wobec swojej rodziny. Margaret z Siran, nauczycielka z Londynu również poświęcała mi kiedyś dużo swojego cennego czasu. Uczyłyśmy się razem francuskiego i filozofowałyśmy o małżeństwie w pepieuxowskim domu na dole. Zimno tam było, a ja podgrzewałam świeczkami, hehe. Ships passing in the night- ona mnie nauczyła. I tu l`as voula, Georges Dandin.
"Ships that pass in the night, and speak each other in passing, Only a signal shown and a distant voice in
the
Nie spotkałam też Niki z Perpignan- z blogu Francuskie i inne notatki Niki, ale na pewno innym razem w Amicale Polonaise.
 |
| Jadłysmy lunch w ESCF, a z okna taki widok- kościół katolicki w Homps i kozy opod murkirm. |
Mam niezwykłą potrzebę przebywania z ludźmi, dyskutowania, wspominania, wymieniania poglądów, brać po prostu udział we wszystkim. Uschłabym intelektualnie bez tego. Pojechałam do Francji, żeby spotkać się z ludźmi, bo bardzo za nimi tęskniłam.
 |
| Z Naomi, która kiedyś uczyła mnie francuskiego. Ale to były zabawne lekcje dzięki uczestnikom, szczególnie dociekliwy był Damian i jego zona Patricia. Tu na tańcach w Pepieux. |
 |
| Na tańcach ludowych w Pepieux. W lokalnym domu kultury, gdzie chodziłam do kina i na koncerty. |
 |
| Stolik na nas czeka. |
Pojechałam przejść się po brukowanych uliczkach, oglądać dziedzińce i mury obronne, gotyckie ozdobniki architektoniczne, a na każdym kroku dostojeństwo dobrej koniunktury. Imponujące frontony, czary i uroki i wiem, że jest wspaniale. Winorośla i taki miły francuski język, je vous en prie madame...c`est magnifique, c`est impeccable et comme Mac Arthur/ or Terminator/ je reviendrai, bien sure.
No właśnie, jak Cię blogowo poznałam, pisałaś właśnie z Francji :-). Na pewno wspaniale było tam wrócić - co widać po opisie i zdjęciach - taki inny, kolorowy świat.
OdpowiedzUsuńA czy pan Wilson nadal mieszka w Pl???
W Portugalii są małe kamienne domki za 20 tysięcy euro, podobnie we Włoszech. I życie tam tańsze. We Francji dwa razy droższe. Tamten styl życia taki beztroski. I słońce swieci do ostatniego promienia. Wielki czas mojej prawdziwej emerytury się zbliża i wtedy coś postanowię. A do tej pory będę odwiedzać tamte rejony dla ewentualnej inspiracji.
UsuńA Mr Wilson kupił sobie mały domeczek nad Jeziorem Złotnickim koło Gryfowa Sląskiego, 15 km od Gajówki, którą odwiedza obserwując co z nią robią nowi właściciele.
"Kiedy tam jestem nie odczuwam prawdziwości mojego życia, Zasłona Mai się odkrywa, jak często to określam, a czysta kontemplacja sztuki jest nieskończoną przyjemnością i uspokojeniem. To wyjątkowo egoistyczna postawa, ale irracjonalizm Schopenhauera, impulsy i instynkty zawsze mnie fascynowały. Z trudem toleruję tę zapobiegliwą praktyczność życia w Polsce"
OdpowiedzUsuńZapobiegliwa praktycznosc zycia w Polsce. Wiesz co Ala? Chyba faktycznie ...e tam nie bede gadac, ale ja tak praktycznie zyje Niemczech... po prostu do emerytury mam hektar i musze bo inaczej nie ebdziemy zyc na dobrym pouziomie, a praca na zachodzie nie nalezy do latwych ze wzgledu na wymagania. Oni pracuja inaczej.
PO protu obracasz sie w srodowisku emerytow, ktorzy spowolnili ...nie pedza maja czas na aperitif przed lunchem, po lunchu...na winko, snucie opowiesci, filozofowanie i nie stresuje ich, ze jutro trzeba wstac i .....
Pewnie, że tak jest. Widać wiek na zdjęciach. To emerycki angielski raj na południu Francji. Ten dla klasy średniej, pracowniczej, bo zamożniejsi mieszkają w Prowansji, a tu Langwedocja. 5 lat temu było dla mnie za wcześnie dla mnie i miałam wyrzuty sumienia, że tak nic nie robię. Moja kolezanka Francuzka nadal pracuje, ja też i na pewno nie zaprzestanę po otrzymaniu emerytury. Lubię swoją pracę na szczęście i zawsze mogę pare godzin w tygodniu dorabiać. Ja jeszcze bardziej lubię języki i tam mi sie podoba to mieszanie języków, z francuskiego na angielski. Duzo tez tam jest Holendrow, a oni mówią ze swoim innym akcentem, dla mnie jakby niemieckim. A tam francuski jest pod wpływem hiszpanskiego, właściwie katalońskiego i to się słyszy. Zawsze pasjonowała mnie lingwistyka.
Usuń" i tam mi sie podoba to mieszanie języków, z francuskiego na angielski." :
OdpowiedzUsuńTak, to sie fachowo nazywa Franglish...hehe.
Pozdrawiam z nowej emigracji w Prowansji, hmmm a raczej z Marsylii.
Maciek,
http://znadsrodziemnego.wordpress.com
PS Taka Francja elegancja sie niestety konczy,
OdpowiedzUsuńgorsza od konfliktu etnicznego i miejskich ghett jest prawie totalna zaleznosc od
energetyki nuklearnej, prosze poczytac bo warto :
https://www.greenpeace.fr/nucleaire-une-industrie-en-faillite/
http://www.ifrancja.fr/jaka-przyszlosc-waszym-zdaniem-czeka-francje-t110182.html
Oczywiscie, malomiasteczkowa Francja nadal wyglada dobrze i sielankowo, ale ten kraj sie konczy i moze bedzie modelowym "wzorem" upadku w Europie, kapitalistycznego "socjalizmu spolecznego" kosztem koszmarnych podatkow i galopujacego zadluzenia miedzynarodowego...
Jak to trzasnie, bedzie spoleczny szok. A trzasnie na pewno...
Wojtek
A co to za apokalipsę nam zapowiadasz?
UsuńA my znamy się? Tak,à propos.
Moi Anglicy też już narzekają na Francję i niektórzy szykują się do powrotu, bo drożej tam się zrobiło niż w UK. Wcześniej zawsze im było lepiej, bo funt gwarantował zysk w stosunku do euro, a teraz prawie tak samo.
W tych małych miasteczkach prawie w ogóle nie ma kolorowych, ani obywateli francuskich z Płn Afryki, ani tym bardziej świeżych emigrantów. Po wąskich dróżkach przemykają stare samochody z Les Vacances de Monsieur Hulot. Francuzi mają dobrą elitę zarządzającą, jestem przekonana, że uratują ten kraj.