Jacques Prevert, mój ulubiony poeta z młodości mówił; Mangez sur l'herbe Dépêchez-vous Un jour ou l'autre L'herbe mangera sur vous.
Moja lista blogów
czwartek, 12 stycznia 2023
Das stammbuch- dziecięce ku pamięci.
Już Trzy siostry mówiły- zapomną o nas, taki nasz los, nic nie poradzimy. To, co się wydaje zasadnicze, znaczące, za jakiś czas zostanie zapomniane albo okaże się nieważne. Ostatnia noblistka swoje Les annes zaczęła tym cytatem. Gdyby Kapuściński żył, na pewno dostałby Nobla. Jego Lapidaria to sumienie współczesnego człowieka. Annie Ernaux pisze podobnie.
Kolega z dzieciństwa zadzwonił z informacją, że zmarła Ela Polak. Mamy na messengerze grupę przyjaciół z "dwójki" i tak czasami spotykamy się w lokalnych restauracjach. Rozmawiamy, wspominamy co zostaje po człowieku w pamięci innych.
Elę bardzo lubiłamm w młodszych klasach i pewnie dlatego do mojego pamiętniczka wpisała się trzy razy. Czy tamte naiwne sztambuchowe wierszyki przytoczone teraz, mogą być odczytane inaczej? Grzeczna, pulchniutka jak amorek Ela pisała pod datą 20 lutego 1967- Gdybym była ogrodniczką, dałabym ci róży kwiat, ale jestem uczennicą, więc ci życzę długich lat,
Potem 28 października 1968- Kiedy siedzisz w cichym pokoju i w oczach zabłysnie ci łza, to nie myśl, że jesteś sama, bo z tobą jestem i ja.
Cztery lata potem byłyśmy w siódmej klasie i Ela przestała już być ułożoną, grzeczną dziewczynka. Widać to nawet w charakterze pisma i doborze wierszyka- Wiek ucieka w lot sokoła, goni co sił. Nikt młodości nie odwoła choćby sto lat żył.
Ojciec Eli był działaczem partyjnym. Chyba pod koniec lat 60. wybudowano w naszym mieście pierwszy wieżowiec, tylko sześciopiętrowy, ale z windą. Zamieszkali tam różni lokatorzy, jak to w tamtych czasach bywało, inteligencja i klasa robotnicza. Ela zaprosiła mnie kiedyś do siebie. Miałam jej pomóc w lekcjach. Samorząd szkolny organizował taką samopomoc, a ja zawsze byłam chętna do społecznej działalności. Czułam się wyróżniona, gdy wybierano mnie do pomocy w lekcjach. Rodzice Eli zajmowali przestronne i wygodne 4-pokojowe mieszkanie. To zadziwienie niespotykaną wtedy w blokach powierzchnią mieszkaniową, przetrwało w mojej pamięci jak nic bardziej, co łaczy mnie z dawną szkolną koleżanką, ktora zmarła kilka dni temu. Czy zostawiła męża, dzieci, pewnie wnuczęta? Jak przeleciało życie dawnej rozpieszczonej dziewczynki, długo długo potem bez opieki tatusia, który zmarł dosyć młodo. Nie było to łatwe życie powiedział kolega, który zawiadomił mnie o jej śmierci.
W tym samym bloku jako przedstawiciel dużo niższej klasy społecznej mieszkał syn sprzątaczki Andrzej Wąsik. Nie zdał chyba 2-3 razy i uczyliśmy się razem w 7 klasie. Był miły i przystojny, grzeczny dla dziewcząt z klasy, wtedy już 17-letni. Nie wiem jakim sposobem znalazłam się wtedy w jego towarzystwie, a on zabrał mnie na najbardziej skandaliczny film tamtych czasów, czyli przebój kinowy Trzecia część nocy. Wstydziłam się oglądać wiele scen i zamykałam oczy. Siedzieliśmy na balkonie w kinie Przodownik. Zima wtedy dopisywała, zostaliśmy w środku z kurtkami na kolanach, pamiętam jak było duszno, bo wszystkie miejsca zajęte. Dlaczego bileter mnie wpuścił? Może rozpoznał we mnie córkę milicjanta, hahaha. Komenda była naprzeciwko i ojciec często wpuszczał mnie za darmo do kina. Ale na westerny. Tak było.
W tym sześciopiętrowym wieżowcu mieszkała też Dzidka Gilówna, również córka działacza partyjnego, a nawet potem prezydenta naszego miasta. Chodziłyśmy razem do liceum. Wyglądała jak chłopak i równa z niej była babka. Sympatyczna, życzliwa i otwarta. Podobno też nie żyje. Chodziła z Elą do jednej klasy w liceum, Elę nazywano wtedy Pudel,bo miała piękne kręcone włosy, Dzidkę też jakoś przezywano, ale nie pamiętam.
Takie obrazy ukazujące czas, gdy się było małą dziewczynką przewinęły się w mojej pamięci dzięki kilku wierszykom w starym pamiętniku.
Inna koleżanka, Ewa, podobnie zadbana, grzeczna , dobrze wychowana, wzorowa uczennica też wpisała mi się do pamiętnika trzy razy. Wszystkie jako małe dziewczynki byłyśmy układne, skromne i nieśmiałe. Na zdjęciu z Grażynką, która w pamiętniku narysowała mi Pipi na koniu. Pewnie szleństwa Pipi jej się podobały. Może potem i w życiu umiała marzyć i realizować plany. Wracając do Ewuni, 21 marca 1967 roku napisała ładnym okrągłym pismem - Jak róża co pierwsza rozkwitła do słońca westchnieniem poranka zbudzona, tak Ty badź zawsze świeżo kwitnąca, lecz nie kol i nie więdnij jak ona. Potem w tym samym roku przewidywała Dwa serca złączone klucz rzucony w morze, nikt nas nie rozłączy, tylko Ty o Boże. Trzeci wierszyk też starannie napisany, z odpowiednimi znakami interpunkcyjnymi z wyraźną datą 24 luty 1967 - Niezapominajki to są kwiatki z bajki rosną nad potoczkiem patrzą żabim oczkiem. Gdy się jedzie łódką śmieją się cichutko i szepczą ci skromnie "nie zapomnij o mnie"/ kolejność wpisów wg stron w pamiętniku/.
Mała Ewunia potem przeniosła się do innej szkoły z powodu rejonizacji. Bardzo za nią tęskniłam. Spotkałyśmy się następnie w liceum, ale chodziłyśmy do różnych klas. Ja ją rozpoznałam, a ona jakby nie. Chodziła do klasy ze wspomnianą Elą i Dzidką. W mojej pamięci w tamtych odległych czasach pozostał żal małej opuszczonej dziewczynki. Rozstałam się z wieloma koleżankami, gdy poszłam do liceum. Mało rozmawiałyśmy z Ewą w liceum. Była nadal wzorową uczennicą i miłą dziewczyną. Po latach studiów obie stałyśmy się nauczycielkami. O moim dziecięcym żalu sprzed lat powiedziałam Ewie, kiedy byłyśmy już matkami i około 40-stki, a ja uczyłam jej syna języka angielskiego. Mieszkałyśmy niedaleko od siebie. Często rozmawiałyśmy w drodze do domu, lub w autobusie. Wtedy czułam w niej dawną szkolną koleżankę. Widziałam znowu tę pulchną, miłą, dobrze wychowaną i spokojną zrównoważoną dziewczynkę. Tak się złożyło, że obie bedąc już po 50-tce kupiłyśmy domy w górach. Ale to już przypadek. Ewunia ma jednego syna, już około 40stki, wnucząt się na razie nie spodziewa. Ona się wyprowadziła z rodzinnego miasta, a ja mieszkam w dwóch miejscach.
Jak dobrze, że nie jesteśmy jeszcze anonimową masą odleglego pokolenia. Dopóki będziemy opowiadać naszym dzieciom, wnukom o ich babciach, prababciach, oni też będą opowiadać o nas.
Jeszcze chciałam dodać, że w pamiętniku trzy razy wpisała mi się też Irenka, moja koleżanka od zawsze, również w tym samym zawodzie, Małgosia, wprawdzie teraz mieszka we Wrocławiu, ale spotykamy się na zjazdach szkolnych oraz dwóch kolegów Andrzej i Wiciu, moje sympatie w podstawówce. Dzięki temu, że mieszkam w tym samym mieście całe życie, nadal utrzymuję kontakty z przyjaciółmi ze starego pamiętnika. To bezpieczny pomysł na życie. Moi uczniowie przyprowadzają już wnuczęta do naszej szkoły językowej. "A ja ratuję coś z czasu, w którym się już nigdy nie będzie."
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)





Ratuj, ratuj tamten czas, bo masz lekkość wysławiania się i przelewania tego na papier.
OdpowiedzUsuńOd koleżanki.
Kolega wspomniany w poście.
OdpowiedzUsuńSuper. Takie wspomnienie to historia twojego życia, chociaż tylko mały wycinek.
Wspomnienia....uwielbiam je, zwłaszcza w Twoim wydaniu. Przeczytałam tekst z zapartym tchem. Być może znam wszystkie wspomniane tu osoby, ale pewność ma co do Małgosi która mieszka obecnie we Wrocławiu. Wspaniałe napisany tekst. Proszę o więcej.
OdpowiedzUsuńTrzecia część nocy, bardzo odważny film jak na tamte czasy. Młoda Małgorzata Braunek i Leszek Teleszyński oraz plejada innych znakomitych aktorów. Film można tylko zobaczyć na specjalnych pokazach lub płatnych serwisach.
OdpowiedzUsuńZmartwiłaś mnie informacją o Eli,
OdpowiedzUsuńchyba dobrze myślę, Plu.., siedziałyśmy przez dwa lata w LO w jednej ławce, cóż....szkoda.
Twoje teksty są super, lubię je czytać, masz dar pisania, książkę oczywiście kupię tylko ją napisz.
Dziwne są koleje losu judzkiego. Czasami ktoś ma taki dobry start a potem zbacza z drogi i życie staje się nie łatwe … Opisuj swoje historie, dla tych, którzy cię znają są one ważne a dla tych, którzy cię nie znają mogą być inspirujące. Pozdrawiam serdecznie.
OdpowiedzUsuńOd koleżanki Gr.
OdpowiedzUsuńMnie też powiadomił Andrzej o śmierci Eli . Przykre to , powoli i my się wykruszamy. Widzę ją oczami wyobraźni , niska, pulchna dziewczyna w okularach. Zawsze grzeczna , schludnie ubrana i raczej powolna .Chyba nawet przez jakiś czas siedziałyśmy w jednej ławce. Potem jej miejsce zajęła Jadzia A. Chyba nie mogła znieść mojego ADHD 😏 Byłam kilkukrotnie u niej w domu, ale jakiś bliższych relacji nie utrzymywałyśmy. Słyszałam o jej problemach zdrowotnych. Fajnie Alu , że piszesz o dawnych czasach i ludziach, przywołując tym wspomnienia dziecięco- szczenięcych lat , pozdrawiam 😘G.
Zmobilizowalas mnie do odnalezienia mojego pamietnika z lat szkolnych. Przyznam sie jednak bez bicia, ze wielu rzeczy nie pamietam. Nie mam wspomnien z osobami, ktore w jakis sposob z mojego zycia zniknely. Musialam byc z kims blisko aby zapamietac pewne sprawy... a reszte to jak przez mgle sobieprzypominam. Mi znajomi przypominaja wiele spraw, szkolnych wyglupow a u mnie nic.
OdpowiedzUsuńJa pisałam pamiętniki przez wiele lat, prawdziwe dzienniki. Potem lubiłam do nich wracać i przypominać sobie różne historie. W związku z tym pewne rzeczy utrwaliły mi się bardzo znacząco. Ponadto mieszkam w jednym mieście całe życie ,prócz krótkich wyjazdów, pobytow za granicą. Spotykam różnych ludzi na ulicach , zjazdach szkolnych, pracując w szkole oraz czasowo w redakcjach gazet. Rozmawiam z rodzicami wychowanków, sąsiadami, różnymi klientami. Mam w swoim mieście też rodzinę, brata, siostry cioteczne. Z nimi też rozmawiam na tematy mijania czasu I wspominamy różnych ludzi.
OdpowiedzUsuńStąd taka wiedza.
Kiedy kilka miesięcy temu zmarł kolejny (3 już kolega) z naszej licealnej klasy ktoś postanowił, aby spotykać się częściej, a nie tylko na pogrzebach kolegów. Od tego czasu spotykamy się częściej. Niestety z koleżeństwem z podstawówki mam bardzo słaby kontakt z jedną z koleżanek spotykam się kiedy przyjeżdża do Polski (z Niemiec). Ależ ty masz pamięć, ja nawet myśleć o koleżankach, czy kolegach mam pustą kartkę przed oczami, poza tymi, z którymi spotykałam się poza szkołą. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuń