Oto pierwsza strona mojej pracy magisterskiej. Rok 1982.
Asumptem do wspomnienia i pewnej życiowej retrospekcji była lektura kilku moich ulubionych blogów. To zapomniane pocztówki i tamte pasje, pisanie listów, a nie maili, obserwacje podróżnicze, jak nauczyć się języków obcych, wykształcenie - praca - emerytura, bucket list.
Posłuchajcie zatem młodej Alusi.
"Kogóż nie nęcił czar nieznanych krajów, wypraw na dalekie morza i odległe lądy? Komu dzieckiem nie roiło się być Robinsonem? Żądza przygód na szerokim szlaku świata była od dawna ulubionym przedmiotem poetyckich opisów. Dość wymienić Odyseję oraz popularne w Europie średniowiecznej baśnie wschodnie. Egzotyzm tam jest prawie fantastyczny. Pierwszym pisarzem, który utorował drogę w kierunku egzotyczno- podróżniczym był Anglik Daniel Defoe.Wszyscy znamy jego powieść o życiu i przygodach Robinsona Cruzoe. Wybitni twórcy powieści egzotycznej pochodzą przeważnie z ludzi, którzy swą wiedzę krajobrazów i ludów obcych zdobywają w doświadczeniach osobistych przeżyć i wrażeń.
Anglik Rudyard Kipling urodzony w Bombaju przez szereg lat pracował w Indiach jako dziennikarz. Francuz Pierre Lotti jako oficer marynarki zwiedził prawie wszystkie morza. Amerykanin Jack London bywał marynarzem, włóczęgą i sprawozdawcą wojennym. Wreszcie najgłębszy spośród nich, artysta i myśliciel osiadły w Anglii Polak Joseph Conrad 20 lat służył w marynarce handlowej. Pisarze długie lata zbierali zasób tworzywa obserwacyjnego, które później z pamięci i doraźnych notatek stawało się realistyczną podstawą dla kompozycji artystycznie obmyślonej.
Inaczej działo się w Polsce, której literatura odkrywa egzotyczne światy kosztem przymusowego położenia tworzących ją pisarzy. Wacław Sieroszewski zesłany do kraju Jakutów stał się właściwie twórcą polskiej powieści egzotycznej...
Syberyjskim szlakiem znanym sprzed laty z więziennej gehenny, lecz w innym charakterze, bo jako etnograf ruszył się Sieroszewski w 1903 roku w podróż do Japonii. Daje nam pierwszy w literaturze polskiej oparty na wrażeniach bezpośrednich obraz Japonii. Idziemy krok za krokiem za dobrym przewodnikiem, który nie szczędzi trudu artystycznego, aby dać nam możliwie dokładne pojęcie o kraju i zamieszkującym go narodzie...
Założeniem metodologicznym tej pracy jest szczegółowa analiza powieści Miłość samuraja, w kolejnym rozdziale zostanie bliżej przedstawiony krąg zainteresowań japońskich Sieroszewskiego oraz krótka informacja o okresie historycznym, w którym dzieje się akcja powieści. Najważniejszym problemem badawczym są rozdziały poświęcone onomastyce i słownictwo japońskiemu, w dalszej konstrukcji pracy przewidziane są rozdziały dotyczące ogólnych zagadnień stylu oraz japońskiego nastroju powieści..."
W tworzeniu mojej wielkiej japońskiej pasji pomagała mi wieloletnia wieloletnia przyjaźń z Japończykami, nie tylko korespondencyjna, poniżej to pan Murakami, ale nie Haruki.
lektury- przeczytałam wszystko, co wtedy było przetłumaczone na język polski, dosłownie wszystko co było dostępne w bibliotekach. Dostawałam książki po angielsku.
Chodziłam na różne dostępne wystawy. Krakowskiej Mangghii jeszcze wtedy nie było.
W czasie, gdy pisałam tę pracę nie było informacji o Ferdynandzie Ossendowskim, który był prawdziwym ojcem polskiej literatury podróżniczej. Miał podobne doświadczenia do Sieroszewskiego, bo też był zesłańcem, ale jego życiorys stał się o wiele bogatszy. Mógłby być kanwą do kasowego serialu, jak kiedyś Michał Strogow Kurier carski. Piękną muzykę pewnie pamiętacie? Ferdynand Ossendowski był niezwykle uzdolniony, zamożny sposobem oszustw, znający kilka języków, w tym egzotycznych i mógł prawie swobodnie się przemieszczać po różnych krajach. Zaczął pisać po rosyjsku, angielsku, na końcu po polsku. Jego powieści w latach 30. były wydawane w milionach egzemplarzy na całym świecie, szczególnie powieść Beasts, men and gods- Zwierzęta, ludzie, bogowie. Zarzucano mu konfabulację faktów dotyczących krajów Dalekiego Wschodu. Ale nic sobie z tego nie robił. Był nazywany polskim Karolem Mayem. Nakłady jego książek sięgały łącznie 80 milionów. W powojennej Polsce nie był wydawany do lat 90., bo był zagorzałym wrogiem komunizmu.
Krótko mówiąc:)) moja podróżnicza bucket list to Japonia. Wcześniej szkoda mi było na to pieniędzy, bo miałabym rodzinne wyrzuty sumienia. A teraz obiecuje się zorganizować.
O Japonii będę pisała w kolejnych postach.
A wy o czym marzycie, jeżeliby podróże rozpatrywać?
Alu, bardzo ciekawe rzeczy piszesz, zwłaszcza o pisarzach, nie czytałam biografii Ossendowskiego, a taki ciekawy życiorys!
OdpowiedzUsuńWobec takiej tematyki pracy mgr aż dziw, że nie odwiedziłaś dotąd Japonii.
Ale nic straconego, jesteś zdrowa, pełna energii, znasz języki, świat przed Tobą.
Moja lista jest długa i zdaje sobie sprawę, że nie zdążę, dlatego tak chętnie czytam blogi tych, którzy podróżują i potrafią ciekawie opowiadać.
Chciałabym do Norwegii, na Alaskę, do Chin, do Australii...ale marzy mi sie zwiedzanie prywatne, w poszukiwaniu smaków, ciekawych ludzi. namiastka sa dla mnie filmy Marcina Prokopa i Dawid Andresa.
Spełnienia marzeń o Japonii Ci życzę!
Dopóki za mąż nie wyszłam, rodzice mieli możliwość spełniać moje marzenia. Ale wtedy wycieczki zagraniczne były bardzo kosztowne. Szykowałam się na podróż do Japonii, ale nawet przepływ informacji wtedy był trudny. Zamiast Japonii znalazłam wyprawę do Indiii i Nepalu. Znaleźliśmy się też na pograniczu Pakistanu i Bangladeszu, bo tam były pewne zabytki do zobaczenia. To była wyprawa dwumiesięczna ,studencka organizowana przez almatur z oddziałem w Poznaniu 🤣 przewodnikiem był chłopak z Poznania , też i młody lekarz stamtąd. Oni już wcześniej przebywali w tamtych rejonach.
UsuńPotem wyszłam za mąż, wiadomo jak to wtedy było. Dzieci urządzanie się, nowe studia w latach 90. Wyjazdy do krajów anglosaskich, wczasy rodzinne, dzieci zaczęły poznawać Europę. Trudno było finansowo zrealizować podróż do Japonii. Gdy już córki były dorosłe, poznałam Kima. On zaczął pokazywać mi świat. I znowu ta Japonia nie była po drodze, bo pojawiła się Floryda. A teraz kiedy czas już ograniczony 🤣 i w poradnikach mówią, żeby wracać do młodzieńczych pasji, wróciłam myślami do Japonii, obecnie tak modnej, łącznie z Koreą.
Pozdrowienia.
No proszę, nawet mnie zaktywowałaś do napisania komentarza.
OdpowiedzUsuńNie wiem, czy swoje marzenia podróżnicze zrealizuję. Ale marzenia mieć można, tak więc:
Mongolia, Chiny, Japonia, Syberia, Grenlandia, Kazachstan i inne środkowoazjatyckie kraje.
Ossendowskiego książkę"Ludzie, zwierzęta bogowie" właśnie czytam.
Pozdrawiam !
O, witaj Agnieszko ❤️ Ja też zmobilizowałam się do napisania tego postu dzięki jednej blogerce z Wrocławia, którą znam od kilkunastu lat. Ona podróżuje do Japonii, chyba pracowniczo. Piszę krótkie posty, metafizyczne 🤣 Wrocław Paryż Tokio.
UsuńJa o takiej podróży marzyłam od młodości, ale później życie się potoczyło, inne podróże miały miejsce.
Jest w tym pewna metafizyka, że spotkałyśmy się🤔. Jestem na facebookowych grupach związanych z literaturą japońską i pomyślałam że zacznę pisać o swojej młodzieńczej pasji.
Sprawdziłam przy okazji twoją siedzibę. Jesteśmy prawie sąsiadkami w województwie dolnośląskim. My mamy dom w gminie Gryfów śląski. Ale ja tam będę dopiero na wiosnę. A w lecie bardzo chętnie zapiszę wnuczki na koniki 😃 pozdrawiam.Ala.
UsuńU nas nie ma takich atrakcji. Tylko hodowla.
UsuńAlu,czekam jak opiszesz swoją podróż do Indii, przecież miałaś takie wspaniałe przeżycia,twoje opowieści wtedy, w naszych czasach studenckich i slajdy, sprawiły że znałyśmy Indie,tak jak byśmy tam były,ja i Danusia .Pamiętasz?
OdpowiedzUsuńOczywiście ,że pamiętam chociaż minęło ponad 4 dekady.🤣 Jeździłam do różnych domów kultury i opowiadałam o tym wiele razy, to mi się doskonale utrwaliło. Kadzidełka miałam przez lata. Pisałam o Indiach, muszę znaleźć w komputerze. Ale teraz przypomnę Japonię i mój teatrzyk.
UsuńJakie jeszcze twoje marzenia, bo już prawie wszystko widziałaś w Europie.
Alu napisałaś, że jesteś ciekawa mojej listy marzeń. Otóż ja mam raczej plany, które realizuję, a których pewnie (wszystkich) zrealizować nie zdążę, ale te plany (bo nie marzenia, które są bardziej odległe, mniej realne, kosztowniejsze) są nie tak egzotyczne, jak odległe kontynenty. Nie mogę podróżować zbyt daleko (mój organizm źle znosi długi siedzenie więc podróże mogę odbywać maksymalnie pięciogodzinne, a i to najchętniej z przerwami. W innym przypadku to przestaje być przyjemnością, a staje się koszmarem, tak boli pewna część ciała, że nie sposób wysiedzieć) a to determinuje kierunki podróży i w pewien sposób je zawęża do Europy. Znając swoje ograniczenia (zdrowotne) nawet nie myślę o dalszych, egzotycznych podróżach. Ale nie narzekam na to ograniczenie, bo uważam, że Europa i z powodów klimatycznych i nawet w kwestii bezpieczeństwa jest dla mnie najlepszym wyborem. A tu jest tak wiele do zobaczenia, że nie można się nudzić. Mam takie miejsca, gdzie lubię przebywać i mogłabym tam bywać i przez kilka miesięcy w roku, ale uświadamiając sobie upływ czas coraz chętniej wybieram miejsca jeszcze mi nie znane. Ponieważ uwielbiam kulturę i sztukę marzą mi się niemal wszystkie galerie malarstwa w Europie, a jest tego całkiem sporo. Obecnie marzy mi się Dziewczyna z perłą - a więc Haga, czy Madonna Sykstyńska, a to oznacza Drezno. Ale też ciągnie mnie aby zobaczyć Zorzę Polarną w Norwegii, czy ichne fiordy, albo Saint Michele we Francji, prawdziwą Toskanię czy lawendowe pola na Prowansji i tak mogłabym wymieniać w nieskończoność i prawdę mówiąc kiedy zaczynam realizować pomysł wyjazdu to pięć razy zmieniam destynację, bo chciałabym i tu i tu i tam. Japonia? pewnie, jeśli ktoś wynajdzie maszynę do deportacji to ja bardzo chętnie, ale prędzej spotkam się ponownie z Bee i ona mi o tej Japońskiej wyprawie poopowiada.
OdpowiedzUsuńKoperta listu zagranicznego z takimi czerwono granatowymi obrzeżami budzi piękne wspomnienia - takie listy dostawałam od taty (marynarza, który opisywał w nich to, co udało mu się w trakcie rejsu zobaczyć. Muszę sięgnąć do tych listów, nie zaglądałam do nich od 40 lat), a także od pewnego pana, który chciał mnie wyswatać ze swoim synem. I nawet nie pamiętam skąd się ta znajomość wzięła :) Trwała niedługo, ale listy w takiej charakterystycznej kopercie zawsze sprawiały mi przyjemność. Choć dziś zastanawiałabym się, że pan był tym, za kogo się podawał. Pozdrawiam serdecznie
Dziękuję ci bardzo za taką obszerną wypowiedź związaną z planami podróżniczymi. Bucket list to jednak bardziej marzenia. Był taki film z Jackiem Nicholsonem i Martin Freemanem z polskim tytułem Czas nas goni, może przypadkiem oglądałaś, bo od tamtego czasu bardziej zrozumiałam wyrażenie bucket list. Chociaż byłam nauczycielką języka angielskiego, właściwie jestem bo jeszcze czasami uczę, to nie pamiętałam z wcześniejszych czytanek, ćwiczeń tego słowa.
UsuńDrezno możemy razem zobaczyć 🤣 to tylko około 100 km od mojego domu na Dolnym Śląsku. Byłam tam trzy razy, ale bardzo chętnie tam wracam. Z taką przewodniczką jak ty, bardzo chętnie spędziłabym czasu w Dreźnie.
Odkąd zaczęłam się interesować kiedyś kulturą islamu, bardzo chciałam zobaczyć Andaluzję. Byłam kilka razy w Hiszpanii, a tam nie dotarłam.
Ja też pozdrawiam, tym razem z Rzeszowa.
Dziękuje ci bardzo Alicjo za tą wspaniałą podróż w czasie....powrót do szkoły ty moja nauczycielka, ja twoja uczennica . Zafascynowana twoimi opowieściami i głodna tych nowości i czaru tych miejsc. Dzisiaj mieszkam za granicą w kraju o tysiącu twarzy ...we Włoszech. Ale pasja do podróżowania została i jak mam tylko czas i możliwość "uciekam" na 1 dzień czy więcej żeby zaspokoić głód nowości i "odtruć"umysł od codzienności i szarości życia. Dziękuje bardzo za wspaniałą lekcję histori i literatury międzynarodowej.❤️⛩️🗼🗽🕌🌋🏔🌍📚
OdpowiedzUsuńTym razem to ty mnie zainspirowałaś, żeby wrócić do dawnych pasji. Moja wiedza na tamte czasy była zupełnie wyjątkowa. Nawet ówczesny rektor mojej uczelni, który prowadził u nas fakultatywne zajęcia z estetyki piękna bardzo mnie chwalił za wykład o sztuce mijąjącego świata- ukiyoe. Również promotor pracy cenił oryginalność wyboru tematu i zachęcał, żebym fragmenty wysyłała do Przeglądu Orientalistycznego. Ale wtedy nie było łatwo przepisać coś na maszynie, bo był stan wojenny. Byłam też wtedy na wydziale filologii japońskiej w Warszawie, dali mi nawet parę podręczników... I samych po rosyjsku. Wy też umieliście wiersze haiku na pamięć. Numer miesięcznika Poezja z 1975 r. poświęcony haiku mam do tej pory, tak jak ty program z opery japońskiej.
UsuńMoja praca magisterska jest nieobłożona. Kartki fruwają oddzielnie. Trochę futurologii musiałam się wtedy naczytać i w taki oto sposób zaczęło mi się podobać s-f. Pisałam o wykorzystaniu komputerów w edukacji i choć materiału na dany temat było średnio w bibliotekach, to moja pisanina to było jakieś 40 stron a resztę jakieś 50 stronic analiza ankiet.
OdpowiedzUsuńZdawałam sobie też sprawę, że ta moja praca to tylko chwilówka, bo za jakiś czas zmieni się to wszystko. I jakość wykorzystywanego sprzętu, zasoby wiedzy w danym temacie a więc i oczekiwania ankietowanych.
Wydaje mi się, że w czasach, w których pisałaś własną pracę musiałaś nieźle się natrzdzić nad zbieraniem materiału. Dość ambitnie. A tytuł pracy przyciąga i obecnie.
Pisanie mojej pracy to była przyjemność. Jeździłam do Warszawy Krakowa Kielc Lublina i szukałam różnych ciekawostek. Mój promotor powtarzał że praca to dysertacja. Bardzo podobało mi się to słowo. Tę książkę Miłość samuraja, to znałam prawie na pamięć.
OdpowiedzUsuńTwoja praca, nawet jeśli pisana w latach 90,, to była bardzo nowatorska. Ja pamiętam jak kupiliśmy pierwszy komputer do nas do szkoły, dopiero 1996 mieliśmy takie fajne programy na płytach. Dzieci przychodziły do nas do domu na dodatkowe zajęcia.
Ja mam w domu pracę w twardych okładkach, która była takim pierwowzorem dla promotora. Jest jeszcze napisane pod kierunkiem docenta Stefana Reczka. A on wtedy nie dokończył tej swojej pracy naukowej i trzeba było pisać doktora. O nim też napiszę w dalszej kolejności, bo był wspaniałym człowiekiem.
Co do moich podróżniczych pasji to marzyło mi się kiedyś przejechanie samochodem Europy i obu Ameryk może się kiedyś uda …;-) Co do literatury podróżniczej to bardzo lubię książki Beaty Pawlikowskiej , to jest moja ulubiona polska pisarka . Napisała ona także książkę Samotne podróże , której jeszcze nie mam . Natomiast na fejsie obserwuje stronę literatura podróżnicza mają tam fajne propozycje książkowe.
OdpowiedzUsuńJeśli chodzi o czasy PRL to Arkady Fiedler pisał takie książki ,ale mnie one nie ujeły za bardzo archaiczny język jak na dzisiejsze czasy . Pozdrawiam podróżniczo.
To masz piękne marzenie z rozmachem. Szczególnie te obie Ameryki, bo Europę to już łatwiej objechać samochodem. Ja kiedyś myślałam że mnie Kim zabierze na objechanie USA, ale on woli mieszkać w Europie.
UsuńWspaniale, że wspomniałaś Arkadego Fiedlera, bo to doskonały przykład podrożnika i przyrodnika Draz marynarza, który został pisarzem. Podobnie jak Kipling czy nasz Joseph Conrad. A wiesz, że byłam w jego Muzeum w Puszczykowie podczas kolonii letnich, które opisywałam w poprzednim poście 🤣 ale dla mnie Fiedler też wydawał się staroświecki, jedynie Dywizjon 303 znało się doskonale, bo to była lektura. Z dawnych polskich podróżników to jeszcze Centkiewiczowie, również bardzo staroświeccy, Alfred Szklarski, tego z kolei uwielbiałam.
Życzę, żeby marzenia się spełniły ❤️Bucket list, to lista, żeby zdążyć zanim się odejdzie, to nie ma co się martwić, jest dużo czasu. Ja z mojąJaponią też zdążę,
Uściski.
To teraz już wiem, skąd u ciebie teatrzyk japoński ! jakoś nigdy nie marzyłam o Japonii. Odrobinę wiem o tym kraju "od kuchni", bo magistrantka mojego taty wyszła za mąż za Japończyka. I gdy przyjeżdżała do Polski (do rodziny, ze swoją córką), to zawsze odwiedzała moich rodziców, ja też wtedy ją spotykałam. Nie jest różowo być "białą" w Japonii. wszystko inne, inna mentalność, inne podejście do życia. Szwagierka była ostatnio w Japonii z grupą zaprzyjaźnionych osób. Zwiedzali najpiękniejsze miejsca, często niedostępne dla zwykłych turystów, miejsca z "aurą", z magią, z "czakramami Ziemi". Taka ezoteryka nie dla mnie (no i trzeba mieć na to mnóstwo pieniędzy). Ale zdjęcia tych niezwykłych miejsc - urzekające.
OdpowiedzUsuńA moja lista marzeń? Chciałam zobaczyć wodospady Iguasu (marzenie nie do zrealizowania, za daleko, za drogo), Islandię - i choćby jej wodospady, piękne zabytkowe miasta Belgii i Holandii. Kiedyś marzyłam o palmach na plaży tropikalnej wyspy. Ale choć byłam na tropikalnych wyspach, to palm nad brzegiem nie spotkałam ;) I wiem, że tropiki nie dla mnie. Za gorąco, za wilgotnie, jak w saunie, a pocić się nie znoszę (stąd i do Indii nigdy mnie nie ciągnęło). Każde nowe miejsce, które uda mi sie zobaczyć będzie dla mnie przyjemnością. Czas tyka, ucieka, czy warto robić jakieś plany?
To ja. Ale tobie życzę realizacji japońskiego marzenia! Serdeczności!
Dziękuję Haniu za miłe wspomnienia. Bardzo lubiłam używać kiedyś przymiotnika ezoteryczny i nikt nie rozumiał znaczenia:) Japonia jest droga, ale można uzbierać, dolecieć tam, to jest problem. Tyle godzin w samolocie i potem ta okropna zmiana czasu, ale lepiej na wschód niż na zachód, chociaż wstawać rano z pewnością ciężko. Gdy byłam w USA zasypiałam o 20.00 i tak dwa tygodnie adaptowałam się do innego czasu.
OdpowiedzUsuńJeżeli chodzi o Islandię, to mogę Cię przygotować. Teraz jadę 5 grudnia do córki na miesiąc. Muszę w końcu zadzwonić.
Belgia i Holandia jest w zasięgu. Ty taka zdolna pilotka, poradzisz sobie.
Te tropikalne destynacje z palmami, to na pewno Seszele, Malediwy:)) gdy pomieszkiwałam we Francji, to oni jeździli do swojego zamorskiego terytorium Reunion lub Mauritius. Ten ostatni Anglicy wymawiali " moriszes" i ja nie wiedziałam o co chodzi:))
Póki się jeszcze chce, to warto planować.
Dziękuję za miły komentarz na moim blogu ! Jestem jeszcze w kraju.
OdpowiedzUsuńW styczniu lutym do kwietnia, przy granicy z Hiszpanią ( zresztą moje ulubione okolice bo styk Morza i Pirenejów..) zwykle bardzo wieje...
Fajne kempingi są, np przed Cerbere czyli ostatnia miejscowość we FR.
Serdecznie
My mieszkaliśmy kiedys koło Narbonne i Kim ulega słabości do tych miejsc, mamy tam nadal znajomych, pamiętam, że wieje. Powiem mu o Cerbere. Qui vivra, verra:) jesli dobrze pamiętam. W Perpignan znam blogową Nikę, ona bardzo aktywna w róznych emigracyjnych organizacjach, bardziej na FB.
UsuńTymczasem salut jeszcze ze świętokrzyskiego.