Moja lista blogów

niedziela, 29 czerwca 2025

Czy czas nie przemija?

 Zawsze miałam wakacje. Myślę,  że to najprzyjemniejszy aspekt zawodu nauczycielskiego. W naszym biurze  prezentuje się taka zawieszka po angielsku  z pytaniem what do you like about your job? July and August.. Poniżej ekologiczna fotka i pamiątka  starej kanki i konewki.

A od wielu lat właściwie miałam wakacje, kiedy tylko przyszła mi na to ochota, praca na swoim daje takie możliwości. Odbiły się te zachcianki w państwowej emeryturze. Ale przecież nadal pracuję.  Życie to ciągłe wakacje, może być nudne.

Dużo ludzi w związku z wiekiem robi różne podsumowania. Mnie też takie myśli przychodzą do głowy i właściwie mam to, czego chciałam. Ale to były marzenia w młodości, pod hasłem Wszystko czego dziś chcę. Chyba się jednak nie starzeję, i u mnie czas nie płynie. Chociaż lubię taki vintage.


Moje oczekiwania i cele życiowe pozostają niezmienione przez lata, bo kultywuję niezmiennie te same wartości. Rozwój duchowy. Nadal dziwię się światem i nie jestem pozbawiona entuzjazmu. Czy ja myślę o przemijaniu? Nie, bo zrodziła się we mnie nowa siła psychiczna, zawsze chyba była, nieuleganie presji społeczeństwa, w tym rodziny. Podam taki prosty przykład, koleżanki. Zawsze, a może często były ważniejsze niż rodzina. Córki mi nawet to wypominały kiedyś. Niech jeszcze i to. Ale do wieku  nie lubię się przyznawać😁

I takim sposobem,  w czwartek do południa opuszczam mojego Gospodarza - męża, który z niezadowoleniem zostaje sam i jeszcze musi mnie odwozić na stację PKP do Lubania Śląskiego- dworzec na sprzedaż. W Bolesławcu i Węglińcu dworce  imponująco wyremontowali, a ten biedny pewnie ma za mało pasażerów i dlatego na sprzedaż.


A ja jadę  do Wrocławia na spotkanie z koleżankami- blogerkami. 

Dziewczyny znam od początku prowadzenia bloga, czyli ponad 10 lat, ale dopiero w ostatnich latach tak bardziej zbliżyłyśmy się do siebie. Ograniczyłam  w sposób znaczący czytanie różnych blogów i skoncentrowałam się na kilku. To tak jak z koleżankami, jest ich dużo,  ale tylko parę przyjaciółek. Szkoda mojego cennego czasu, który jest niepowrotny.

Lubię być spontaniczna, oraz autentyczna. Mówi się, że to przeciwwaga rozumu. I dlatego nie zgromadziłam konta w banku, ale wrażenia. Ale dom z ogródkiem w lecie, to jednakowoż miła własność. Dla mojego Gospodarza, mieszkanie w bloku to więzienie, chociaż i tak większość czasu spędza w domu.




Byłam inicjatorką spotkania. Bardzo chciałam poznać Gosię z Gdańska. A przy okazji wystąpiła wartość dodana, czyli jej koleżanka Madzia, również blogerka o wielorakich zainteresowaniach. Wiedziałam również, że Gosia zna się z Dorotką z Wrocławia, którą ja miałam z kolei przyjemność poznać w marcu.

Podobno książę Henryk IV Prawy nie był taki prawy, jak go nazwano. Dużo się można dowiedzieć o nim z blogu  magdapiastowie.blogspot.com

Jadę łącznie prawie trzy godziny,  żeby pobyć we Wrocławiu kolejne cztery godziny, z koleżankami tylko 2.5 tak naprawdę, i potem znowu trzy godziny, w tym  2godz 20 min w pociągu. Pociąg osobowy jedzie  szybko, ale zatrzymuje się na każdej stacji, jak wcześniej wspominałam.  Ale co tam, opłacało się. Życzliwość,  którą siebie obdarzyłyśmy dała nam dużo radości,  a pewnie i zdrowia w przyszłości. Przed spotkaniem zajrzałam do  stacyjnego BWA, a tam czarne dziury i czarne słońca. Melancholia – solastalgia- utrata ukochanego pejzażu, jest  utrata kawałka siebie. I po cóż patrzeć w niebo, bo tam sekretnym językiem zapisana jest nasza przyszłość. Takie tytuły i rytuały wystaw. Można było popatrzeć w niebo i posłuchać muzyki wszechświata.

Polecam małą Palmiarnię, tam miłe panie zasugerują co obejrzeć, dadzą wody lub kawy, posiedzi się w zielonym klimatyzowanym miejscu.



Każda  z nas opowiedziała jakiś smak swojej codzienności. Dorotka o Japonii i swoim zachwycie drzewami wisterii, Magda o książętach piastowskich, których wiele śladów odnajdujemy na Dolnym Śląsku. Dlatego dostaliśmy Śląsk po wojnie. Gosia, najspokojniejsza, najłagodniejsza z nas wszystkich wspomniała o Wrocławiu, o sztuce Coetzee Czekając na barbarzyńców, którą widziały w Teatrze Współczesnym i o Berlinie, który nam cały czas towarzyszył w kawiarence, ja o Islandii oczywiście. Wszystkie wspominałyśmy szkołę, bo byłyśmy w klasie humanistycznej. W Cafe Stacja Dialogu spędziłyśmy swój dyskusyjny czas.  Chodziło o to, żebym ja miała blisko na pociąg. Dziewczyny potem poszły na spacer po Tumskim i kontynuowały refleksje.

I wiele innych tematów się pojawiało, które przegadałyśmy, słuchając siebie uważnie i uzupełniając wypowiedzi. Również na temat zmian w blogosferze, bo młodzi wracają do pisma obrazkowego w instagramie czy tik-toku. Wystąpiła rywalizacja Gdańska,  Krakowa i Wrocławia. Zwyciężyłby chyba Gdańsk. Ja jako reprezentantka prawie Małopolski, optowałam jednak za Gdańskiem. Piszę się na odwiedziny miasta, ale kiedy, to jeszcze nie wiem.

Tymczasem wróciłam na wieś. Pociągami zachwycałam się już w poprzednim poście, teraz tylko wspomnę że klimatyzacja tak działała, że aż było mi zimno i musiałam się przesiadać tam, gdzie nie wieje. Pasażerowie zachowują savoir- vivre komórkowy i nie rozmawiają  przez telefon. Ale też w ogóle nie rozmawiają ze sobą. Siedzą w słuchawkach w swoim wirtualnym świecie. Rozmowa towarzyska na żywo to jakby archaizm dla nich. Zastanawiałam się nad naszym spotkaniem. Dobrze, że nie ulegamy nerwowemu pośpiechowi i  uświadamiamy sobie znaczenie przyjaźni. To z pewnością przynosi pogłębienie psychiczne.  Dlatego lubimy podobne rzeczy, chociaż jesteśmy takie inne w sensie osobowości, dawnych czy obecnych zawodów.

Na wsi trzeba trochę popracować w ogrodzie, ale to sprzyja potem dobrym snom. Gdy tylko cokolwiek się zmęczę, to zaraz odpoczywam, a mam parę przyjemnych kącików do odpoczynku.

Trochę podrobiona fotka.



Dzisiaj niedziela, mamy jechać do Pałacu Brunów na obiad. Jest bardzo ciepło.

Czy chcielibyście spotkać swoich ulubionych blogerów w realu, czy może już spotkaliście? Proszę o refleksje.

Wieczorem.

Pobyt w Pałacu Brunów zwykle jest przyjemny, czuję się jak gość na weselu. Nie wiedząc czemu jesteśmy tam zawsze w sobotę lub w niedzielę, gdy zwykle są wesela. Pałac ma kilka budynków, to nie koliduje z imprezami, ale goście weselni odróżniają się strojem i wszędzie spacerują. Szczególnie wśród róż. Przy stoliku widać ogród różany w głębi.




 

 

 

 

 

 

27 komentarzy:

  1. Pięknie spędzony czas, przypomniałaś mi nasze spotkanie z Hanią, było fantastycznie, trzeba kiedyś powtórzyć. Spotkałam już w realu kilka blogerek, na pewno chciałabym jeszcze kilka poznać, ale kameralnie, w małym składzie, bo nie lubię spędów.
    Cudnie tam masz na swojej wsi, korzystaj , my jutro wyjeżdżamy:-)

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję. Na pierwsze spotkania lepsze jest małe grono. Łatwiej rozmawiać 😃 my jednak spędziłyśmy we Wrocławiu bardzo mało czasu, znaczy ja. Dziewczyny zostały ze sobą dłużej. Ale najważniejsze aspekty zostały omówione.
    Ten dom w lecie jest naprawdę wspaniały. I blisko do wielu atrakcji.
    Wspaniałych wakacji, zwłaszcza że dla męża zaczęła się prawdziwa wolność. To pewnie będzie prawdziwa wakacyjna uczta 👍👏🌼🌻

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najpierw romantycznie, potem aktywnie, a na końcu Rodos:-)

      Usuń
    2. Też jestem za kameralnymi spotkaniami, na pierwszy raz, na drugi i na kolejny :)Bo to ja jestem ta Gosia najspokojniejsza i najłagodniejsza (choć na czym się ta moja łagodność zasadzała nie wiem, ale podoba mi się ten komplement. Bo jeśli się nawet ta łagodność nie objawiła to taka jestem :) nie cierpię spięć - istna oaza łagodności. To było bardzo miłe spotkanie. Nawet troszeczkę się obawiałam, jak to będzie, jak się zgramy, bo charaktery mamy różne i to bardzo (mimo wielu podobieństw). Z Dorotą spotkałam się już kilka razy, więc nie było obaw, z Magdą znam się tak długo, że ona mówi, aby nie wymieniać tego okresu, bo to paleolit. I moje obawy, jak zwykle okazały się nieuzasadnione. Ale takie najłagodniejsze osoby tak mają, że na początku wydaje im się, że rozczarują, zawiodą, że może nie będzie o czym mówić. Wychodzą jakieś kompleksy. Pamiętam, że tak samo było z Czarą i Holly z Paryża (każda z nas miała te obawy, a jak się spotkałyśmy nie mogłyśmy się rozstać i nagadać).
      Co do podróży pociągiem to i u nas klima nas wymroziła. Przezorna Magda miała kocyk, a ja mimo bluzy na kolanach nogę miałam zamarzniętą na kość, a przez to kolano bolało mnie okrutnie. Pamiętam, iż kiedyś prosiłam obsługę o wyłączenie, czy zmniejszenie klimatyzacji i usłyszałam, że ona jest sterowana centralnie i oni nie mogą tego zrobić. Prawda, czy nie, ale więcej już o to nie proszę, a bilety będę kupowała odtąd przy drzwiach - może nie będzie tak wiało od okna. W każdym razie wystarczyło wysiąść z pociągu w "zimnym" Gdańsku a kolano od razu odżyło.
      Czekam na odwiedziny w Gdańsku, z Warszawy pendolino jedzie 2,40 min i jest to dobre i częste (co godzinę) połączenie. Pozdrawiam

      Usuń
  3. Ja też we moich francuskich czasach znałam Czarę i Holly. Miała takie profilowe zdjęcie w czymś czerwonym.
    Też pytałam kiedyś wcześniej o tę klimatyzację. Nie da się zmienić. W pociągu tzw. osobowym to po prostu zmieniałam miejsce.
    Spotkałam się parę razy Z blogerkami, nigdy się nie zawiodłam. Z ciekawością patrzyłam czy nie kreują siebie za wirtualną zasłoną. Zawiodłam się tylko, gdy ktoś nie chciał się spotkać, chociaż ponawiałam zaproszenie kilka razy. Znałam kiedyś takiego ciekawego człowieka z Olsztyna, a córka tam studiowała, wnuczka się urodziła i ciągle do niej jeździłam. Ciekawa byłam tego blogera w rzeczywistości, pisał w rodzaju męskim. On nie pisze już od wielu lat.

    OdpowiedzUsuń
  4. Miło spędzony czas wart wszystkich pieniędzy.
    A posiadłość macie naprawdę sympatyczną.
    Żyć nie umierać :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W lecie jest tu fajnie. I blisko do Czech. Niemiec do różnych atrakcji tam i u nas.
      Spotkania blogerskie są znakomite.

      Usuń
  5. Miło czytać, zarówno o Twojej codzienności jak i o spędzaniu czasu wolnego.
    Spotkania z blogerami... nie wiem jak to jest, ale nie udało mi się znaleźć żadnego ciekawego blogu pisanego przez Australijczyka/Australijkę.
    Spotkałem blogera, Polaka mieszkającego w Melbourne - bardzo miłe spotkania.
    Pamiętnym wydarzeniem był 3-dniowy zjazd blogerów Bloxa, Jurata, rok 2008. Bardzo intensywny program, około 30 osób, ale czułem odległość zarówno wiekową jak i geograficzną.
    Wspomniałaś sztukę/książkę J.M. Coetzee - Waiting for Barbarians - czytałem - oceniłem pozytywnie.
    Ciekawostki - J.M. Coetzee jest obecnie Australijczykiem. Zaskoczyła mnie jego ostatnia książka - The Pole... czyli Polak (i to jeszcze na Majorce) ==> https://poledownunder.blogspot.com/2024/03/the-pole.html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Staram się żyć według swoich zasad, jeśli córki nieierają mnie do opieki nad wnuczętami 🤣
      Ja też czytałam Coetzee, gdy dostał nagrodę NoblNoblago książka Hańba była dla mnie wstrząsająca. Potem też zainteresowałam się tym pisarzem, który jest tak wszechstronnie wykształcony. Byłam zawsze pod wielkim wrażeniem jego bogactwa ssłownictwai opisu przeżyć wewnętrznych. Dziewczyny mówiły , że to przedstawienie też było bardzo dramatyczne, aż niesmaczne w przejaskrawianiu niektórych scen.
      A ja powiem ci taką ciekawostkę, O której mam napisać ale tak mi schodzi. Moja córka pracuje w Islandii, jeżdżę do niej często. W ich firmie jako stażystka cały grudzień przebywała dziewczyna z RPA, z rodziny afrikans. Ja też wtedy byłam. Mieszkałyśmy razem w firmowym pensjonacie.Dowiedziałam się mnóstwo rzeczy o tym kraju. Poznałam kiedyś historię Burów, ale ona powiedziała mi znacznie więcej. Rozmawiałyśmy też o tym pisarzu. To niezwykła osobowość . On chyba był kiedyś w Polsce 🤔 powieść Polak rozsławiła go na nowo w naszym kraju. Jego pradziadek był zniemczonych Polakiem z Prus. On podobno zawsze interesował się Polską. W ogóle ludność afrikans jest pasjonującą narodowością, ze względu na obecność mnóstwa genów różnych innych narodów. I ten język, taka ciekawa mieszanka. Pisarz też jest africanerem.
      Pozdrowienia.

      Usuń
    2. Książkę Hańba oczywiście znam - bardzo mi się podobała.
      Dziękuję za dodatkowe informacje o pochodzeniu J.M. Cotzee.
      Pozdrawiam.

      Usuń
  6. Zacznę może od tego, że bardzo się cieszę z Twojego spotkania z blogowymi koleżankami bo wiem ile dają radości. Mam za sobą takich spotkań już kilka i prawie wszystkie przerodziły się w przyjaźń, mamy ze sobą nieustanny kontakt i spotykamy się albo odwiedzamy. Mało tego, dzięki internetowi powstała moja podróżnicza grupa, początkowo miał to być jedynie urlop na Lofotach a okazało się, że tak fajnie czujemy się w swoim towarzystwie, że mamy za sobą już trzy wspólne wyjazdy a pod koniec sierpnia zaplanowany już czwarty. Blogowe przyjaźnie to największa wartość blogowania i za każdym razem kiedy słyszę, że ktoś się spotyka z osobą znaną jedynie z bloga to całym sercem tej znajomości kibicuję; wiem ile może przynieść pięknych rzeczy.
    Piszę bloga już chyba 14 lat ale miałam kilka przerw, nawet takich trwających kilkanaście miesięcy, zatem po odjęciu czasu kiedy mnie nie było wyjdzie może dekada a to i tak sporo. W tym czasie zniknęło mnóstwo świetnych blogów, niektórzy przeszli na IG a inni w ogóle zakończyli działalność w internecie. Jakiś czas temu na którymś z blogów miała miejsce dyskusja dotyczącą blogowania i tego, że ludzie wybierają teraz łatwiejszą formę komunikacji, łatwiejszą czyli krótszą, taką żeby można było szybko przesuwać tekst 😀. I ktoś tam napisał, że to prawda, że blogowanie to przeżytek ale zostały elity 😀. I tego się trzymajmy!
    Przyznam Ci się też, że już od jakiegoś czasu myślę o tym, żeby zorganizować spotkanie bloggerów, kto wie co z tego wyniknie? Mam już nawet jedną uczestniczkę zatem ze mną będą już dwie, nie jest źle 😀.
    Znam bloga Gosi z Gdańska, wysyłamy sobie nawet widokówki z podróży. Jestem pod wielkim wrażeniem Jej wiedzy na temat architektury i sztuki i sposobu w jaki potrafi się nią dzielić.
    Życzę Ci pięknych letnich dni, niech codzienność dostarcza Ci wielu fajnych i dobrych chwil. Ja ruszam na rower.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziękuję za Twoje rozważania. I zgadzam się w zupełnośc którą tutaj poznałam 5 lat temui. Ja z kolei mam bloga od 13 lat, a właściwie dłużej w wirtualnym świecie, bo pisałam na Onet.podróże. na pewno już w roku 2006. Przerwy nastąpiły z powodu pewnych życiowych zmian, o których nie chciało mi się wtedy pisać. Za granicą mam nadal dwie koleżanki, jedna poszła pisarską drogą i badzo metafizyczną. Dużo młodsza ode mnie, a taka dojrzała, że nie do,, wiary.
    Ja też często podkreślam, że w ciągu tych lat dodoświadczyłamóżnych dekad życia, zagranica, potem fascynacja remontem starego domu na Dolnym Śląsku, a następnie taka mieszanka życia w różnych wymiarach, mąż córki wnuczęta i mój osobisty "apartament". Gdziekolwiek jestem, to tęsknię za w tym drugim miejscem. W związku z tym szukanie na blogach jesteś stabilności może? Zastanawianie się nad życiem.
    Cieszę się, że jesteś inicjatorką takich spotkań. To stają się normalne przyjaźnie, jak w życiu. Człowiek do siebie pisze maile smsy czy dzwoni. Ja tak mam z tymi dziewczynami w Polsce. Każdy ma swój zabiegany świat.
    Ja wczoraj byłam na basenie w Bolesławcu. Z koleżanką, którą tutaj poznałam 5 lat temu I bardzo się zaprzyjaźniłam. Ale oni sprzedają swój dom wiejski i wyprowadzają się do tego miasta. Ile osób tyle ciekawych życiorysów. Napływałam się stylem grzbietowym, aż mnie dzisiaj ręka boli 🤣 zapowiadają się u nas upały. To siedzę w domu, gdzie chłodno. Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
  8. Przewspaniałe róże. Ale jak pałac, to muszą być róże. Obiadek pewnie smakował w takim otoczeniu. Każde spotkanie coś daje, nawet jest z blogerami. Dobrze, że nie z blagierami, haha. Dzisiaj zaczynają się upały według alertów. Na zachodzie u ciebie tym bardziej. B. Ale na tym innym zachodzie, to bez zmian. Zawsze upał.

    OdpowiedzUsuń
  9. spotykałem nieco blogerów, a dokładnie blogerki... różne to były /niektóre zresztą są do tej pory/ relacje: od zwykłych pogaduch, po bardziej zażyłe znajomości z dwoma udanymi związkami jako wisienką na torcie, jeden zresztą trwa do tej pory...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
  10. To jakby dating site nasza blogosfera😃 Brawo ty. Zdecydowanie jest więcej kobiet. Jak sobie przypominam, to poznałam chyba tylko 5 panów w ostatnich latach wliczając Ciebie. Wszyscy piszą ciekawe teksty. A w twoim rejonie zaczynają się Góry literatury. W zeszłym roku byłam w Wałbrzychu i Świdnicy, min na spotkaniu z Wojtkiem Chmielarzem. Ale nie chce mi się jechać w tym roku. Wtedy towarzyszyła mi koleżanka i mnie zmobilizowała, chociaż nawet byłam z wnuczką. Spotkały nas straszne upały w tych dniach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. po prostu jakoś tak się samo robiło... czasem, bo przecież nie zawsze, nie z każdą poznaną panią od razu się randkuje, nie każda zawarta znajomość idzie w takim kierunku... ale to obala stereotyp, jakoby portale randkowe miały monopol w necie... bo to tak jest, ktoś mówi: "poznałam/em panią/pana X w necie" i wszyscy myślą, że to na takim portalu... a ja na przykład nigdy nie miałem konta na takim portalu... znaczy raz miałem, tak bardziej dla żartu, żeby zobaczyć, o co chodzi, ale od razu trafiłem na jakąś naciągaczkę, a potem na geja, tak więc po paru dniach skasowałem to konto...

      Usuń
    2. p.s. ale wiesz, co jest fajne przy takich spotkaniach w realu, niezależnie od tego, czy mają charakter randkowy, czy nie?... ludzie się rozpoznają od razu, jak starzy znajomi z reala, pełen luz...

      Usuń
    3. Jeśli czytamy uważnie swoje blogi, i czasami od lat, to tak jakbyśmy się znali. Plus jeśli ktoś zamieszcza fotki rodzinne czy wspomina o rodzinie itd to nieraz pamięta się imiona dzieci wnucząt.

      Usuń
    4. "masz jakąś mamę?"... mega... cyberpunk...

      Usuń
  11. Kiedyś byłam otwarta na blogowe znajomości, spotkania w realu, ale...po przejściu kilku blogowych wojenek, chęć na spotkania mi przeszła. Teraz na blogach to jest idealny spokój i braterstwo, czasami coś zazgrzyta, ale za moment wraca do normy, dawniej bywało fuj. Otwierało mi to oczy, że ludzie w wirtualnym świecie się maskują, przybierają rozmaite alter ego. Czasami bawią się innymi. Może dlatego przeszła mi ochota na spotkania bo obawiam się rozczarowań? Nie wiem, muszę to przemyśleć.
    I też są momenty, kiedy chce mi się odsunąć od blogosfery.
    A z tym pisaniem i czytaniem. To prawda, młodzi żyją szybko, więc wolą krótsze, obrazkowe formy wypowiedzi.Niedługo czytanie urośnie do rangi sztuki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. twarda dupa jesteś, nie zadzwonisz, piczki nie pokażesz... okay... ale i tak Cię kocham idiotko... ale tak poważniej, to te blogowe znajomości wcale nie muszą się urealniać... po prostu tak ma być i tyle... najgorzej jest, jak się o czymś za dużo myśli... :*

      Usuń
    2. Dobra sfotografuję swoją picz i ci prześle....tylko się nie nastawiaj.

      Usuń
  12. Hejka-napisałam Ci maila ale chyba nie doszedł?
    Co do czasu to dla jednych czas mija szybko, dla drugich wolno a jeszcze inni nie liczą godzin i lat.
    Dla mnie bardzo ważna jest przeszłość-nie interesuje mnie przyszłość bo jeszcze jakiś facet by się przypałętał a ja nie cierpię związków czy tego typu relacji. Za to jestem otwarta na nowe znajomości czy nowych czytelników.
    Z kim chciałabym się spotkać z bloggowego świata? Może z kimś kto mnie czyta od dawna lub ktoś kto pisze blogi i jest sławną osobą? Albo po prostu-z Tobą też mogłabym się spotkać :-)

    OdpowiedzUsuń
  13. Jaka piękna konkluzja na koniec ♥️ dziękuję. Zaraz odezwę się. Teraz szykuję się do wycieczki, bo jeżdżę sobie na takie jednodniowe co jakiś czas.

    OdpowiedzUsuń
  14. Z blogowego świata poznałam chyba wszystkie te osoby, które chciałam. A raczej, które chciały mnie poznać. Bo dawno temu ja chciałam poznawać blogerki, które ciekawie pisały (to było w czasach, gdy nie można było jeszcze wstawiać zdjęć na blogi, t przyczyn technicznych). No i potem sie rozczarowywałam, bo moje wyobrażenia o osobie nijak nie przystawały do rzeczywistości. ale poznałam też kilka wspaniałych osób, z którymi jestem w kontrakcie już od wielu lat. Mogę chyba pokusić sie o stwierdzenie, że jesteśmy zaprzyjaźnione.
    Masz bardzo pozytywne nastawienie do mijającego czasu. Jesteś urodzoną optymistką. czy nie dotykają cie rozczarowania? Ja jestem raczej pesymistką i czarnowidzką. Oczekując niepowodzenia cieszę sie z pozytywnego rozwiązania. Dzięki temu sie nie rozczarowuję ;) A czas płynie, ucieka, nie zatrzymasz go, lepiej sie przygotować na jego upływ. Oczywiście, żyć tu i teraz najlepiej, najpełniej, jak się da. I tak, żeby nie zostawić po sobie niezałatwionych spraw i bałaganu w papierach. Bo ten czas sie skończy. Taka jest kolej rzeczy. Jeśli ktoś jest zdrowy, nie otarł sie o śmierć, to wydaje mu się, że końca nie ma, będzie żyć wiecznie. Ale jeśli ktoś np.pokonał śmiertelną chorobę, to wie, że każdy kolejny dzień życia, jest dniem podarowanym.

    OdpowiedzUsuń
  15. Byłam wiele razy rozczarowana i w sumie nadal jestem 🤔 ale staram się widzieć jednak jasne strony wszystkiego. Nie obwiniam nikogo za swoje nieudane decyzje, tylko siebie. Upływ czasu jest dobrodziejstwem, bo zapomina się przykre doznania. Właściwie jak wspomniałam wcześniej, mam czego chciałam. Nigdy nie byłam typem Matki Polki, dzieci się trafiły i się wychowały 🤣 jednak z trudem ale wydoroślały. Nie zajmuję się domem w taki typowy sposób, czyli gotowaniem pieczeniem czy robieniem przetworów. W sumie myślę tylko o sobie i żeby mnie było wygodnie. Jedna córka postępuje podobnie 🤣 wnuczka przyjedzie za tydzień to o niej będę myślała. Mówiąc, że czas nie płynie, myślałam o swoich oczekiwaniach, które są niezmienione przez lata. Chcę dobrze wyglądać i nie przemęczać się. Nigdy nie lubiłam chodzić po górach np. to było takie męczące, byłam może dwa razy jeszcze na rajdach studenckich. Ale na przykład zwiedzać różne miasta, to miałam siłę, bo co jakiś czas siadałam w kawiarni czy barze na kawie deserze czy przekąsce. Wartości materialne nie były dla mnie najważniejsze, chciałam się dobrze bawić według swoich oczekiwan, czyli w towarzystwie ludzi których lubię, a nie których warto znać. Dlatego nie lubię wycieczek grupowych, bo tam trzeba się jakoś przystosować 🤣 można mnożyć przykłady. Fajnie mieć dom i dobry samochód. Ale ile to dodatkowej pracy z tym. Dlatego u siebie lubię swoje małe mieszkanie i samochód na parkingu, a u Gospodarza dom i dobre samochody. On o to niech dba.
    A propos spraw niezałatwionych, rozmawiałam na ten temat z Kimem, bo będzie miał operację w poniedziałek, i mam pewne deklaracje, Ale wolałabym ich nie realizować, bo to tyle pracy byłoby z tym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja w sumie też nie lubiłam się wspinać w górach. Ale uwielbiałam widoki z góry, wędrówkę pustymi grzbietami , prawie po równym (chodziłam po Gorcach). Pod górę stękałam i się mordowałam, na górze byłam szczęśliwa :) I tylko raz na obozie wędrownym, studenckim. A tak, to z A. No i zwiedzać też zawsze mam siłę. Bo po płaskim mogę chodzić długo bez zmęczenia. A ja już postanowiłam, że drzewa owocowe solidnie przytniemy (ale tak, żeby widok z domu był przyjemny). Nie mam już ochoty na zaprawy ;)Potem nie ma kto tego jeść.

      Usuń