Pożegnanie Matyldy z islandzką szkołą było smutniejsze dla mnie niż dla niej. Ona nie zastanawiała się nad faktem, że mama podjęła decyzję powrotu do kraju prawie na 99%. Ja byłam i jestem tego bardziej świadoma i myśl o opuszczeniu tego gościnnego, niezwykłego, aczkolwiek odległego kraju napawa mnie ogromnym żalem. Dziecko jest tu takie szczęśliwe, radosne, zdrowe i pełne entuzjazmu na wszystko co się dzieje w tej małej szkółce Laugaland.takk To tak, jak w niektórych naszych małych wiejskich szkółkach, które obecnie często przytulniejsze niż miejskie dawne molochy.
Matylda jest
wzorcowym przykładem na to, że dziecko do 12.roku życia przebywając w
naturalnych warunkach, może nauczyć się drugiego języka i trzeciego i mówić
nimi jak ojczystymi. Takk
Języki
islandzki, należący do grupy północnogermańskiej z powodu znacznego oddalenia
od rodziny języków germańskich, zachował
najstarsze formy staronordyjskie. Z powodu izolacji i bardzo małej liczby
ludności nie uległ dużym wpływom łaciny
czyli językom romańskim. Chociaż chrześcijaństwo przyjął już w X wieku. Islandczycy
mogą czytać swoje sagi z X wieku.
Wyrazy są długie, łączone spółgłoskami, mówione z przydechem i trudno zapamiętać ich pisownię, żeby nauczyć się wymawiać, jak przysłowiowa już nazwa wulkanu Eyjafiallajokull. Język ma odmianę deklinacyjną i koniugacyjną.
W ubiegłym roku Matylda chodziła do szkoły w miejscowości Hella i tylko dwa miesiące, bo przyjechała do Islandii w kwietniu. Tamta szkoła miała inne zasady nauczania. Dziecko dostało tablet i dużo było tłumaczone na polski lub angielski. W szkole uczyło się ok 100 dzieci, w tym ponad 20 Polaków i 12 innych narodowości. Ale bardzo szybko wyuczyła się poleceń islandzkich, wielu wyrazów, dużo rozumiała, ale nie umiała mówić. Natomiast po angielsku mówiła wymową skandynawską. Ale to fajnie brzmiało w jej ustach. Z koleżankami z Helli spotyka się do dziś, szczególnie z Ragnheidur.
Szkoła Laugaland uczyła swojego języka w totalnym zanurzeniu.
Nie mówiono po angielsku, po polsku tylko na spotkaniach z mamą, w obecności tłumacza, gdy wyjaśniano rodzicielce, jakie zasady obowiązują w szkole i jakie zauważają postępy u dziecka. Nie było tam „świeżych” dzieci polskich, tylko mieszkające tam od dawna. Podobnie z innymi obcokrajowcami. Matylda w pełni uczestniczyła w całym procesie edukacyjnym. Mają tam ciekawe zasady łączenia w grupy dzieci z różnych roczników podczas gier i zabaw, nazywają to „ stacje”. W szkolnych przedstawieniach występują wszystkie dzieci bez wyjątku. Nie muszą się uczyć roli na pamięć, każdy może mieć cały scenariusz przed sobą.
Nie wyróżniają dzieci miejscami w konkursach ani stopniami. Jedynie dyplomami udziału. Po każdym przedstawieniu są spotkania z rodzicami i obowiązkowy poczęstunek- kawa, ciastka, napoje i lody.
Dzieci mają szczęśliwe radosne dzieciństwo. Nie stroją się, smartfony są mocno ograniczone. Na urodziny dostają symboliczne prezenty. Główna rozrywka to basen i szkoła. Śpiewają, tańczą, a hity z eurowizji znają na pamięć. Takk
Zajęcia są w blokach dwugodzinnych, a potem pół godziny przerwy i obowiązkowo na powietrzu bez względu na pogodę. Bardzo dużo zajęć praktycznych, ekologia, gotowanie, pieczenie, szycie, stolarka, projektowanie i oczywiście informatyka. Dzieci często biorą udział w konkursach sportowych. Nawet ja się załapałam w moim ulubionym Selfoss na turnieju regionalnym😀 Bardzo było wtedy ciepło. Heatwave w Islandii😀
Szkoły są 10- letnie. Z powodu rzadkiego zaludnienia są małe, 50-100 uczniów. Klasy są czasami łączone. Każda szkoła ma swój basen, który czasami służy też mieszkańcom. Po basenie obowiązkowo lody i kawa😀 Można też coś poczytać. Kaczor Donald u nich ma na imię Andres.

Dzieci do szkoły dowożone są busami, nawet blisko godzinę w jedną stronę. Podczas jazdy busem nie wolno używać telefonów, ani jeść. Młodsze dzieci nie noszą telefonów w ogóle.
I takim sposobem, już konkludując, Matylda nauczyła się języka islandzkiego i nabrała pewności w używaniu języka angielskiego w odniesieniu do wspólnych zabaw z koleżankami i komunikacji na swoim poziomie wiekowym. Na zakończenie roku dzieci dostają zaświadczenia, że uczęszczały do szkoły oraz komplet różnych prac plastycznych wspólnie wykonywanych, zdjęcia, dyplomy. Nie ma pompatycznego zakończenia roku. Dzieci są najważniejsze.
A ja wiem
niestety, że jak szybko się nauczyła, tak szybko zapomni, jeśli nauka nie będzie kontynuowana. Angielskiego
będziemy używać, ale islandzki? Jeśli rodzicielka wróci we wrześniu…. I dlatego
bardzo mi szkoda opuszczać Islandię.
Zaczęłyśmy ichniejsze wakacje wyjazdem na zachwycający półwysep Snafellsness, opisywany kiedyś w powieści J. Verne`go Podróż do wnętrza Ziemi. Nasz podróż też była niezwykła, o czym następnym razem.
Czy znacie doświadczenia dzieci, powracających z emigracji rodziców? Czy cieszą się z powrotu do Polski, czy wolą swoje poprzednie ojczyzny? Z jakimi problemami się spotykają? Chociaż Matylda nie była długo za granicą, ale dla mnie to jak mała Islandka, tak świetnie dopasowała się do dzieci w pierwszej i drugiej szkole.










Miałam do czynienia z rodzeństwem, które od wieku przedszkolnego mieszkało w Anglii. Wrócili mając 15 i 16 lat. Prawie nie mówili po polsku, nie pisali. Trafili do polskiej Szkoły w Chmurze. To było kompletnie nieporozumienie, bo w czasie zajęć używali translatora, czego nauczyciele nie byli świadomi.
OdpowiedzUsuńInne rodzeństwo po kilku latach spędzonych w brytyjskiej szkole musiało korzystać z dodatkowych lekcji matematyki, przyrody i polskiego, żeby wyrównać braki.
Generalnie dzieci szybko przystosowują się do nowych szkolnych sytuacji i nowego języka. Widzę to, obserwując małych Ukraińców.
Wszyscy mówią, że w szkołach zachodnich, szczególnie na poziomie młodszych klas jest tzw.niższy poziom w przedmiotach akademickich. W matematyce to najłatwiej zauważyć. Tam dzieci się bawią, szczególnie te brytyjskie które idą do szkoły w wieku 5 lat. Ten problem też znam, ale są gorsze historie niż tylko związane z nauką. Dzieci mają problem z rówieśnikami, niektórzy nie akceptują inności. Znam rodziny, które wróciły do Anglii, z powodu dzieci.
OdpowiedzUsuńTak, dzieci ukraińskie się dobrze dostosowały, są prawie w każdej klasie i czasami tylko nazwiska ich odróżniają. To świetnie że tak dobrze sobie radzą.
Mnie nie podoba się ta niezdrowa rywalizacja między dziećmi, która w naszym kraju przybiera bardzo złe rozmiary, już nie wspominając tego co się dzieje w Internecie.
Matyldzia też tu poszła jeszcze do szkoły na 3 tygodnie. Na razie jest atrakcją, bo pierwszy dzień. Zobaczymy dalej.
Islandzki musi być bardzo trudny , te słowa które czasem zamieszczasz nie wyglądają zachęcająco.
OdpowiedzUsuńTwoja wnuczka pewnie zapomni tego języka, chyba że będzie miała jakiś kontakt z przyjaciółkami, które pozostawi w Islandii.
Moja starsza córka wyjechała z Polski kiedy miała 1,5 roku, już mówiła po polsku, w Wenezueli znalazła się wśród ludzi hiszpańskojęzycznych i zablokowało ją, miała 2,5 roku kiedy wybrała sobie hiszpański do porozumiewania się, nawet ze mną. Młodsza córka urodziła się w Caracas, miała nianie hiszpańskojęzyczne, ja pracowałam ..więc w naszym domu zapanował ten język, ,mój mąz nigdy nie mówil wystarczająco dobrze po polsku,. Dzisiaj córki kalecząc język polski dają sobie radę w naszym kraju.
Moja wnuczka Paola wyjechała z rodzicami do USA znając tylko język hiszpański, trafiła do świetnego przedszkola w systemie Montessori i poczuła się tam znakomicie, kiedy po nią jechałyśmy by odebrać ją po zajęciach potrafiła powiedzieć....idźcie sobie jeszcze na jakąś kawę...
Dziś włada świetnie angielskim i hiszpańskim, właśnie jest w Barcelonie, gdzie postanowiła zaliczyć 2 przedmioty z pensum jej studiów psychologii na uniwersytecie w Arkansas.
Dwie pozostałe wnuczki władają portugalskim, hiszpańskim i angielskim...
Twoja wnuczka też będzie miała łatwość poruszania się po świecie, takie teraz są możliwości dla młodych, oby tak pozostało. Nie warto się zasklepiać w swoim małym światku, naszym światem jest kula ziemska...tak uważam
pozdrawiam serdecznie
Dziękuję za takie wspaniałe przykłady ze swojego życia. Ja tak kiedyś marzyłam o swoim życiu, ale mój mąż chociaż był germanistą i znał angielski, nie chciał w latach 80. wyjechać za granicę.
UsuńRównież mam nadzieję, że wnuczka będzie miała ciekawe życie, jak jej matka, która korzystała już z dobrodziejstw erasmusowych studiów. Nawet dzisiaj rano, przed pójściem do szkoły, powiedziała podobnie, jak twoja wnuczka: have your coffee and hurry up. Te po wielokroć powtarzane słowa, zwroty zapadają w pamięć i dzieci powtarzają to naturalnie. Najbardziej rozbawia mnie ta skandynawska wymowa słowa school szkul i innych słów Gdzie występuje s. Prawie całe wakacje spędzi z dziadkiem Kimem, to będzie więcej angielskiego 🇺🇸
Islandzki jest bardzo trudny, córka na przykład nie mówi jeszcze, zatrzymała się na etapie podstawowym rozumienia, bo pracuje w międzynarodowej grupie. Ja nie wiem jak ona się odnajdzie w tej naszej prowincjonalnej miejscowości. Zawsze, gdy wracam z zagranicy, to jasno zauważa się brak uprzejmości ze strony ludzi w kolejce w supermarketach. Okazują takie zniecierpliwienie, a nawet czynią uwagi.
Bardzo ciekawe rzeczy piszesz, Alicjo, jakże odmienna szkoła od naszej.
OdpowiedzUsuńWiele razy dyskutowano o kształceniu bez oceniania, tylko czy nasze społeczeństwo dojrzało mentalnie do tego eksperymentu?
Do placówki, gdzie pracowałam, wróciła dziewczynka z Holandii, najpierw chodziła do szkoły w pobliskim mieście, potem zapisano ją do nas, bo mama pracowała w bibliotece publicznej i razem jechały na zajęcia.
Zaaklimatyzowała się świetnie, mówiła dobrze po polsku, bo babcia tylko w tym języku, a była z nimi w Holandii.
Mama miała problemy w pracy i gdy babcia zmarła, wrócili do Holandii...
Uczy się u nas sporo ukraińskich dzieci i te, które mają tu rodziny od lat i dobrze znają nasz język, nie chcą już wracać do Ukrainy.
Dziękuję bardzo za docenienie moich starań. Musiałam napisać o tej szkole, nawet dla siebie, bo jako nauczycielka widzę ile dobra zdarzyło się w tej szkole. Myślę jednak, że pewnych metod nauczania nie da się przeszczepić, bo szkoła, a nawet naród w szerokim zakresie ma inne cele nauczania i wychowania. Np te przerwy na dworze bez względu na pogodę. Dzieci w szkole zostawiają odzież przeciwdeszczową, czyli kombinezony najczęściej i buty. Albo chodzenie boso po szkole, w skarpetkach😃 przecież u nas jest to niemożliwe. Tam wszyscy są na ty, bo taka jest forma języka.
UsuńRozmawiałam z polską nauczycielką która tam mieszka od prawie 20 lat, powiedziała ,że o wiele więcej pracy potrzeba w szkole średniej, żeby potem dostać się na studia. Szkoła dla młodszych dzieci ma być przyjemna i uczyć ich życia praktycznego, bo takie są warunki w państwie.
Znam odwrotne przykłady, kiedy polskie dziecko poszło do szkoły w Niemczech i w Holandii. One wychowywane w domach, gdzie rodzice rozmawiali tylko po polsku nie mogły się odnaleźć w nowych środowiskach. Mimo, iż mówi się, że dzieci takie małe szybciej się aklimatyzują i łatwiej uczą języka tym dzieciom było bardzo ciężko. Trzeba było organizować dodatkowe zajęcia, nie obyło się bez wizyt u psychologa, była jakaś bariera psychologiczna u nich. Ale to pewnie wyjątki. Teraz po dwóch latach jakoś sobie radzą. Ale skoro twoja Matyldzia łatwo złapała kontakt z rówieśnikami to myślę że i w Polsce sobie poradzi. A hejt? no cóż, to jest dziś ogromny problem, zwłaszcza dla dzieci, bo nam mimo wszystko łatwiej jest sobie to wytłumaczyć, że ktoś jest ułomny i wyładowuje swoje niepowodzenia i frustracje. Trzymam kciuki za szybką aklimatyzację
OdpowiedzUsuńPoprawna aklimatyzacja w nowym środowisku, szczególnie zagranicznym, jest zależna od wieku.12 lat to na ogół graniczny okres rozpoczęcia dojrzewania, a wtedy mózg jest bardziej wyspecjalizowany i świadomy. Dzieci młodsze nie zastanawiają się, chłoną język jak swój ojczysty, mają dobry akcent lepiej zapamiętują gramatykę. Zanim miałam wnuczęta, to często jeździłam do Anglii i obserwowałam polskie dzieci, gdy już po dwóch trzech - miesiącach umiały się porozumiewać. Pomagałam szkole w kontaktach z rodzicami, bo oni z kolei często w ogóle nie łapali języka.
OdpowiedzUsuńJeszcze, gdy byłam w święta, to ona znacznie mniej umiała, ale chłonęła ten język i potem zaczęła mówić. Gdy córka przyjedzie, to postanowi ostatecznie co dalej.
Dziękuję za uroczy i wzruszający wpis :)
OdpowiedzUsuńMój komentarz będzie zupełnie nie na temat... to znaczy będzie o dzieciach, szkole, językach i emigracji ale 44 lata temu czyli nie sposób tego odnieść do dzisiejszych warunków.
W 1981 roku podjąłem pracę w Kuwejcie, po kilku miesiącach dobiła do mnie żona z dwójką dzieci, córka ukończyła 3 klasy w polskiej szkole.
Postanowiliśmy ją zapisać do prywatnej Kuwait English School, odwiedziłem szkołę żeby zorientować się co to będzie.
Nauczyciel, z którym rozmawiałem był przede wszystkim bardzo dumny z tego, że świadectwa szkoły są uznawane w Anglii.
Przeszliśmy do programu - języki - angielski, arabski, francuski.
Francuski? - zdziwiłem się... a po jakiemu wy będziecie uczyć moją córkę francuskiego?
Nauczyciel speszył się... mamy chwilowy problem i francuskiego nie uczy Francuzka ale Angielka i używa trochę angielskiego
Rzeczywiście problem - a co z moją córką, która nie zna angielskiego?
Ale wróćmy do sedna sprawy - w jaki sposób wy nauczycie moją córkę angielskiego?
Proste - pierwsze 6 tygodni będzie w grupie początkującej - beginners a potem awansuje do grupy przejściowej - intermediate a po 3 miesiącach do grupy native speakers czyli do Bożego Narodzenia sprawa załatwiona.
- Chwileczkę.... wy jesteście z Polski?
- Tak.
- Och, te kraje komunistyczne mają tak wysoki poziom szkolnictwa i taką dyscyplinę, że Twoja córka już po 6 tygodniach będzie płynnie posługiwała się angielskim.
I tak właśnie było.
Dziękuję za fajne wspomnienie i za odwiedziny u mnie. Ja zaglądałam do ciebie od jotki. Ale twoje życie wydawało mi się odległe od naszego, że brak punktów przecięcia między nami, A tu widzę ,że są. A czy jako Polonia spotykacie się z Agnieszką Fitkau-Perepeczko?. Ona nadal taka aktywna w mediach społecznościowych.
UsuńI widzę że twoje dzieci i obecnie już wnuczęta zostały w Australii? I macie ten trudny australijski akcent? Mój drugi mąż i obecny pracował na statku archeologicznym, ja do niego kiedyś dojeżdżałam i tam poznałam takiego fajnego kolegę z Australii. Nie rozumiałam co on mówi, tak zjadał głoski.
Zaimponowałeś mi tymi prelekcjami ❤️ bo ja się też tym zajmuję właściwie od czasu studenckich, jeśli miałam co ciekawego do powiedzenia.
Pozdrowienia tymczasem ze świętokrzyskiego.
Agnieszka F-P - kiedyś mieliśmy z nią kontakt, ale to było bardzo dawno temu i nie wiem jakie są jej obecne powiązania z Australią.
UsuńAustralijski akcent - tu filmik na ten temat ==>https://www.youtube.com/watch?v=KpBYnL5fAXE
W życiu codziennym coraz rzadziej spotykamy Australijczyków z dziada pradziada tak że nie mamy dobrego przykładu - ja mam bardzo wyraźny polski akcent, nasze dzieci posługują się angielszczyzną neutralną czyli większość ludzi myśli, że mają akcent angielski.
Pozdrowienia ze świętokrzyskiego są mi miłe gdyż wiele lat mieszkałem w Kielcach.
Pozdrawiam.
Brytyjczycy tam mieszkający, są przykładem dobrego akcentu 🤔 ale z tego co słyszałam Australii czytałam, to bardziej robi się kontynent azjatycki, niż europejski jak kiedyś. Posłuchałam tego gościa na filmiku. Podobny jest w Islandii pękam ze śmiechu gdy naśladuje skandynawski akcenty. A wszystko po angielsku. Był też w Melbourne, bo mi zaraz wskoczył filmik, nazywa się Ari Eldr...coś tam.
UsuńJa jestem z Ostrowca świętokrzyskiego, ale Kielce wiadomo jako miasto wojewódzkie jest mi też bardzo, bliskie i znajome. Jedna córka tam studiowała.
Agnieszka F-P często występuje w mediach i opowiada że cały czas mieszka w Australii. To u ciebie pewnie już wieczór, u mnie 12:30.
Niestety nie mam doświadczeń związanych z emigracją a tym bardziej u dzieci ale wypowiem się jak to za czasów mojej młodości za PRL-u nie wolno było migrować bo od razu był to zdrajca narodu a jak ktoś dostawał np jakieś podejrzane depesze z Ameryki czy chciał jechać do Niemiec to był podejrzewany o agentostwo czy był jak ten Obcy z Kosmosu. Dziś emigracja jest symbolem wolności jak i swobody ale ja wolę do dziś jak każda kobieta PRL-u mówić w języku niemieckim niż w jakiejś angielszczyźnie.
OdpowiedzUsuńBył swego czasu i Polski Hitler-taki zegarmistrz z Sokółki jaki to nie pozwalał własnemu synowi chodzić na zajęcia z języka angielskiego bo uważał,że to "język motłochu". Temu Hitlerowi odebrano prawa rodzicielskie do jego synów a potem jego synowi i tak musięli chodzić na angielski.
Coś kiedyś o nim pisali w sieci:
https://poranny.pl/zegarmistrz-z-sokolki-upodobnil-sie-do-adolfa-hitlera/ar/5019864
Przeczytałam, gościu wykorzystał wolność przekonań na maxa.
UsuńFaktycznie wcześniej mało było nauczycieli języka angielskiego, Ale ja się uczyłam i traktowałam to jako przywilej, Bo w moim mieście, wtedy ok 60 tysięcznym była tylko jedna nauczycielka języka angielskiego.
Ale śmieszne rzeczy pamiętasz z komuny 😭 wtedy tragiczne. Ja miałam ojca milicjanta, to byłam nieźle pilnowana. Ojciec był bardzo z nas dumny, bo nie wszystkie dzieci zwykłych m ilicjantów dostawały się wtedy na studia. My sami śmieliśmy się z ojca, gdy czytaliśmy jego służbowe raporty. Odszedł ze służby po 30 latach z wojskiem, i jak on to mówił h* im w d*
Później zaczął robić bimber, tak dla swoich, bo zatrudnił się czasowo w cukrowni, a były to lata 80. I ciągle ktoś do rodziców przychodził, A moja córka się dziwiła że dziadek ma tyle znajomych👏🤣 dowcipy na ten temat krążą w naszej rodzinie.
często jeżdżę z dziećmii busem do miasta do szkoly, to widzę, jak sie dziewczyny laszczą, dość umiarkowanie, bez przegieć...
OdpowiedzUsuńp.jzns :)
Odkąd nie ma gimnazjów, trochę lepiej wygląda sytuacja z dziewczynkami do 15. roku życia, gdy są jeszcze w podstawówce.
OdpowiedzUsuńJa natomiast odprowadzam wnuczkę do szkoły teraz, z jednej strony ulicy jest porządne liceum, a z drugiej zespół szkół zawodowych. Widać ogromną różnicę w ubieraniu. Zwłaszcza teraz, gdy upał na dworze. Dziewczyny mocno roznegliżowane, miły widok na disco, ale na lekcjach na pewno rozpraszają.
jeśli kogoś rozprasza na lekcji widok dziewczyny ubranej stosownie do pogody, to ma problem ze sobą, dziewczyna żadnej winy za to nie ponosi... ale w niektórych pruderyjnych środowiskach /islam, wasp, czy inny konserwatywny fundamentalizm/ panuje inna opinia zwalająca tą winę na kobietę...
UsuńChodziło mi bardziej o zachowanie mniej więcej szkolnego dresscodu. Bez brzuszków na widoku.
UsuńW Niemczech powstał pomysł zakazu przychodzenia na zajęciach w spodniach do joggingu ( niektóre szkoły średnie to wprowadziły). Wychodzą z założenia, że jak się dzieciakom granic nie postawi to zaczną w piżamach na lekcjach się pokawiać. Tutaj trochę ich rozumiem, bo moja Młoda w pewnym wieku, na bank takiej modzie by uległa. Sama by ją jeszcze wprowadziła. Na szczęście wyrosła- chce się podobać.
UsuńNo i chcieli dziewczynom zabronić przychodzenia na lekcje w bluzkach odsłaniających pępek. Ponoć chłopcy się skarżyli, ale nie wprowadzili tego. W szkole u Młodej na spodnie do joggingu też pozwolono.
z powracających dzieci emigrantów znałem tylko szalenie fajną właściwie już dorosłą, była córką pracowników ambasady w Australii, czy w Nowej Zelandii... ostatnią klasę szkoły średniej kończyła już w Polsce i mocno narzekała na rówieśników, że są dziecinni, niedojrzali, nieżyciowi, co się objawiało na różne sposoby, byli na przykład pruderyjnii w sprawach bazowy, jakby bali się seksu... w jej klasie tylko jedna osoba miała jakieś doświadczenia, a w końcu była to już siedemnastka, czy osiemnastka... co prawda nie istnieją żadne normy, kiedy trzeba ten sport zacząć, ale czekanie do jakiegoś tam wieku, czy też chwili ślubu zbyt zdrowe nie jest, taka jest powszechna opinia...
OdpowiedzUsuńPozostaje mi tylko życzyć Matyldzie serdecznych kolegów i kompetentnych nauczycieli w nowej szkole.
OdpowiedzUsuńDziękuję. Jutro pisze jakiś test sprawdzający, z polskiego i matematyki oraz zagadnień przyrodniczych. Piszę go razem z dziećmi które nie zaliczyły tego testu wcześniej. I ktoś z klasowych żartownisiów już jej powiedział, że pisze test z najgłupszymi w klasie. Takie zachowanie byłoby niemożliwe w Islandii. Ale u nas sami nauczyciele ciągle dzieci tak różnicują.
OdpowiedzUsuńJestem zachwycona tym, że na Islandii prym wiodą proste przyjemności bo one przecież dają najwięcej frajdy a jak najpóźniejsze zniewolenie telefonami i iphoneami tylko wyjdzie tym dzieciom na dobre. Fajnie, że codziennie dzieci spędzają przerwy na świeżym powietrzu, tutaj w DE też tak jest, deszcz, śnieg, wiatr a dzieci się bawią na dworzu. Tak samo jest z dojazdami do szkoły, mieszkam w małej miejscowości i dzieci dojeżdżają do szkoły na rowerach niezależnie od pogody. Oczywiście rodzice mogą przywozić dzieci ale generalnie zachęca się, żeby jednak same dojeżdżały.
OdpowiedzUsuńCiekawa jestem czemu islandzka przygoda Twojej córki trwała tak krótko, nie odbierz tego pytania jako wścibstwo albo coś 😃. Zaglafam tutaj od niedawna i barfzo możliwe ze już gdzieś o tym wspominałaś. Sama mieszkam za granicą i wiem, że do Polski można wrócić z wielu powodów, niekoniecznie zrozumiałych dla innych ludzi. Tak fajnie o tej Islandii piszesz, że zrobiło mi się smutno, ze wracacie 😊. Pozdrawiam Cię cieplutko i życzę radosnego weekendu.
I przepraszam za błędy, moje paluchy nie nadążają za myślami 😊
UsuńDziękuję za miłe słowa.
UsuńZakochałam się w Islandii, w ich radosnym zdrowym życiu w naturze. Będę bardzo tęsknić za tą zimną wietrzną skałą na Atlantyku :)) Jeszcze będę dużo pisać. Córka wróci prawdopodobnie jesienią po prawie 3 latach. Jest ichtiologiem, to doskonały zawód w tym kraju.
Wspominałam pewnie gdzieś, że córka sama wychowuje dziecko, a nie jest to łatwe w tych odizolowanych miejscach, gdzie mieszkały. Nie wiem jak ona stamtąd wróci, jak bardzo będzie jej żal.
Tu w kraju ma całą rodzinę, bardzo dobre warunki mieszkaniowe, fajnego partnera, który z kolei ma dobrą pracę w Polsce, Matylda ma szalonego amerykańskiego dziadka- mojego starego hippisa:)). Tylko pracy nie było zgodnie ze studiami, stąd ta islandzka przygoda.
W Polsce upał, to weekend będzie udany. Pozdrowienia.
eM odkąd przeszedł na emeryturę ( w tamtym roku, emerytura pomostowa) aż palił się do wyjazdu do Polski. Postawiłam Veto, ze względu na Marie, której do matury pozostały trzy lata. Przecież ona nigdy tej matury w Polsce by nie zdała. Nie zna polskich lektur- miałaby spore zaległości, cała gramatyka j. polskiego. ... nie. Teraz eM cierpliwie czeka. Słyszałam od koleżanek nauczycielek o dzieciach wyrwanych nagle przez rodziców ze swojego życia na obczyźnie i wstawionych do Polski. Najgorzej mają te dzieci z USA...różni się mocno edukacja europejska od amerykańskiej
OdpowiedzUsuńNie tylko edukacja się różni, ale przede wszystkim styl życia. Szczególnie poza dużymi miastami. Mam przykłady młodych dorosłych, którzy wrócili z rodzicami, to też zależy jaki mają zawód, ale często wybierają pracę on-line, bo nie radzą sobie w relacjach towarzyskich. My nadal jesteśmy bardzo oceniający i wcale już nam nie imponują tzw. powracający. Moja wiedza dotyczy miejscowości do ok. 80tys.mieszkańców i to Polski z Podkarpacia i świętokrzyskiego. Chociaż Rzeszów większy, ale tam też mam koleżankę, która wróciła z Francji z licealistami. Sporo musieli nadrabiać i jeszcze z nich żartowali, że paryski szyk, gdy się ubrały nie po myśli oceniających uczniów.
OdpowiedzUsuńJestem przekonana, że lepiej klimatyzujemy się na zachodzie, jesteśmy pracowici, zdolni albo kombinatorzy, niż na odwrót, gdy wracamy do siebie.
Pamiętam jak moj Kim wszystko krytykował 13 lat temu , gdy przyjechał do Polski. Teraz nadal to robi czasami, ale docenia swoją finansową sytuację w Polsce:))
Mam wrażenie, że ta islandzka edukacja dość mocno przypomina irlandzką. Tutaj też duży nacisk kładzie się na spędzanie przerwy na świeżym powietrzu (nie ma znaczenia, czy to intensywne słońce, mróz czy deszcz), dzieci nie mogą jeść słodyczy (w szkole moich znajomych dozwolone było to tylko w piątki) i korzystać z telefonów. Bardzo mi się to podoba, uważam, że taki zakaz powinien obowiązywać w każdej szkole (w Polsce ponoć tego nie ma). Zarówno Twoje pokolenie, jak i moje, odbyło całą edukację bez dostępu do telefonów i nie uważam, byśmy coś na tym stracili! Wręcz przeciwnie! W dzisiejszych czasach dzieci narażone są na hejt w Internecie, a ten łatwy dostęp do smartfonów tylko w tym pomaga, i niejako nakręca ten hejt, bo przecież co to za problem wyciągnąć telefon, nagrać jakiś kompromitujący ofiarę filmik i opublikować w social mediach?
OdpowiedzUsuńZazdroszczę Wam tej możliwości pomieszkania na tej pięknej wyspie. Lubię północne klimaty, mam słabość do wysp, a nade wszystko jestem trochę niespokojnym duchem, więc często marzę i zmianie otoczenia, a nawet kraju, mimo że bardzo lubię Irlandię :)