Moja lista blogów

sobota, 18 października 2025

Nauczycielskie wspominki na przekór wirtualnemu światu.

       Bardzo dobrze pamiętam swoją pierwszą pracę jako nauczycielka. Ponure pogrudniowe czasy wczesnych lat 80.

Ale bardzo dobrze zarabiałam w swojej wiejskiej szkole, bo miałam  prawie dwa etaty, fundusz na tzw. zagospodarowanie i  dodatek wiejski. Starałam się być dobrą nauczycielką, chociaż głównie stałam pod piecem i rozmyślałam o moim ówczesnym narzeczonym. W klasie uczyło się po 6-10 dzieci. W tej przytulnej wiejskiej szkole poznałam pełną dziewczęcego uroku Basię. Razem jesteśmy do dziś, a wtedy dojrzewałyśmy do małżeństwa i nauczycielskiego powołania. Jak w ulubionej wtedy "trójce" będąc młodą lekarką...😁😁

A to my skromne nauczycielki lat 80. Zaraz potem szybko dorosły😀ale gesty rączek pozostały💓

 Spotkanie  moich koleżanek z okazji Dnia Nauczyciela  ucieszyło mnie ogromnie. Koncert skrzypcowy w wykonaniu przemiłej skrzypaczki Zhanny Zharkowej wprowadził nas w pogodny nastrój.


  Słowa od władz, wypowiedzi starszych pedagogów, występ Zhanny rozradowały wszystkich.  Ileż to jeszcze życia przed nami😀👍✌. Zobaczyłam  się z koleżankami z kilku szkól, gdzie kiedyś pracowałam.  Pozostały  takie radosne i entuzjastyczne jak kiedyś - oświecone. Patos stosuję  z  uzasadnieniem. Wiele z nas nadal pracuje i  kształci się w różne formach. Nie tylko w Uniwersytecie III Wieku😀👍.

Przy tej znamienitej okazji chciałam się podzielić refleksjami jak trudno obecnie w świecie internetowej hiperkomunikacji podtrzymywać głębokie więzi.

Obecnie większość ludzi woli intymne relacje z maszynami, takie to proste, możesz się wyłączyć kiedy chcesz. Nie angażujesz się, wyślesz uśmiech, napiszesz  komentarz, często empatyczny, ale pilnie nie zadzwonisz, bo to już pewne poświęcenie. Nie ma kultury bezinteresowności, bo tego wymaga przyjaźń. Przyjaźnimy się z ludźmi o podobnym statusie finansowym. Nowa cywilizacja stawia wiele przeszkód przyjaźni, bo więź może stać się kłopotliwa, lepiej się nie angażować. Dobrze skupić się na sobie i na swoich przyjemnościach. Staliśmy się już cywilizacją  zachodu, nie rozmawiamy o poważnych sprawach, nie wypada zwierzać się na smutno.  

Niektórzy stają się prawie cyborgami, ludzko- techniczną hybrydą sprzężoną za pomocą interfejsów. Bo smartfon jest włączony cały dzień i dźwięk wiadomości rozprasza  realne spotkanie. Nie chcę być zależna od tej nowej społeczno-psychologicznej rzeczywistości, od ludzi którzy nie wiem jak wyglądają.  

Szukałam szczęścia po świecie, a w rodzinnym mieście tyle wspaniałego koleżeństwa ze wszystkich etapów życia. Zażyłość braterstwo i przywiązanie. 

Zajadamy specjalność zakładu💓 i oczywiście czekoladki.

Jest Basia, która wtedy była dyrektorką  przedszkola i w 1995 roku pożyczyła mi tablicę szkolną, a ja zawiesiłam ją w „Malwie” Gdy rozpoczynałam działalność, wynajmowałam  salę w  osiedlowym Domu Kultury. Ela, jego pierwsza dyrektorka wymyśliła  nazwę- Malwa ma lwa i chyba jako pierwsza zorganizowała  festiwal uliczny przy Malwie z okazji jej otwarcia. Z Elą  długo bawiłyśmy się w teatr.  Magda, moja córka , kiedyś wychowanka   przedszkola Basi, potem trafiła  tam na parę godzin jako nauczycielka j. angielskiego.

Jest Ewa,, najlepsza dyrygentka w regionie ze swoją dumą- pięknym chórem nauczycielskim Coro Cantorum, dosłownie i w przenośni, z powodu ślicznych chórzystek,  który istnieje ponad 30 lat. Z Ewą robiłyśmy imprezy w 14tce i zawsze gratulowano nam pomysłowości. Ewa pomogła mi  skompletować kreacje, gdy w 1994 roku, jako laureatka konkursu miast bliźniaczych,  jechałam na wielką międzynarodową galę otwarcia Eurotunelu. Najlepsza wtedy koleżanka.

Jest Danusia ze Zbyszkiem, których uczyłam języka angielskiego, a  Zbyszek zrobił mi piękne pierwsze portfolio, które kiedyś poszło w świat szeroki. Nasze prawie całonocne rozmowy pozostaną z nami na  zawsze.

Na zdjęciu poniżej koleżeństwo oświetlone mocnym październikowym słońcem razem z Zhanną z Drohobycza oraz jej miłym akompaniatorem Andrzejem, rodem z naszych Starachowic💓


  Ja wiem, nie zwiejemy od internetu. W dzisiejszych czasach jest to niemożliwe, ale nie przyjaźnijmy się z AI w blogosferze, bo   jej umiejętność   przypomina przekładańca, znanego z  groteskowego filmu z Bogumiłem Kobielą pokazywanego  regularnie na Kulturze. Czerpie z  różnych osobowości, porusza nośne tematy, dostosowana do przypodobania się, a  jej ogólne refleksje, komentarze to  doskonała  analiza sentymentów i emocji oraz oczekiwanych odpowiedzi  na dany problem..

. Opowiadanie St. Lema z lat 60. pokazuje Polskę z roku 2000, a Wajda stworzył zabawną lekką satyrę na temat transplantacji. A teraz  to metaforyczna transplantacja mózgowa.

Jak fajnie się  patrzy na dawnych aktorów, młodziutkich i przystojnych.

Tak samo fajnie spotkać  starych przyjaciół i docenić wysiłek organizacyjny naszych związków, Basi i Ewuni oraz  nieocenionego Browaru Kultury.

Ustawiłam się w naszym Browarze wśród kwiatów Marleny i  Bartka, a moja suknia prosto ze sklepu Medicine, tak dla reklamy👍, doskonale się komponuje👏. Oh, jak ja lubię  imprezy w Browarze💓


O nauczycielach chyba każdy ma jakieś refleksje? Podobno blogerzy to w większości nauczyciele czy inne zawody powiązane z edukacją, bo jeszcze im chce się pisać.
Dlaczego w sieci spędzacie dużo czasu?

 



37 komentarzy:

  1. Masz niesamowicie bogate wspomnienia... Moja Mama była nauczycielką klas 1-3 i zawsze przynosiła do domu mnóstwo ciekawych i smiesznych historyjek ze swojej pracy. Jak już przestała pracować, to ciągle się jej jakaś dorosła osoba kłaniała na ulicy. Oczywiście Mama nie poznawała nikogo bo przecież jak je uczyła to to były dzieci, a potem dorosły i się zmieniły. Potem mąż uczył historii w liceum. I teraz jego zaczepiają i pytają się czy pamięta Piotrusia, Krzysia czy Hanię. A teraz młodszy syn uczy geografii w liceum dwujęzycznym. Naokoło miałam i mam nauczycieli, chociaż sama nigdy nie byłam nauczycielką. I jeszcze starsza siostra wykładała na Wydziale Psychologii na UW.
    Znam pracę nauczyciela od podszewki.
    Serdeczności pozostawiam...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Stokrotko za rodzinne refleksje. U mnie też dużo nauczycieli, pierwszy mąż, córka, dwie bratowe i szwagier od męża siostry.
      Typową nauczycielką byłam tylko 13 lat. Ale mnóstwo wspomnień. Działalność gospodarcza, chociaż szkoła, to jednak wymagała wiele innych umiejętności i poświęcenia . Ale prawdziwe przyjaźnie zawiązywały się w młodości, czy w pierwszych latach małżeństwa. Potem były kontakty biznesowe.

      Usuń
  2. Jakże inne były moje początki w szkole...
    Piękne spotkanie , piękne wspomnienia.
    Od Internetu nie uciekniemy, ale ile ciekawych wrażeń i emocji dają spotkania z ludźmi, których się znało i lubiło.
    Ja wolę kameralne , we dwie do czterech osób, bo w większej liczbie nie da się pogadać.
    Miło także, gdy nasi uczniowie po latach dobrze nas wspominają:-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet gdy są spędy ludzi, na zjazdach czy tego typu spotkaniach, zawsze człowiek odnajdzie swoje najbardziej pokrewne dusze.
    Ja w szkole byłam bardzo dobra dla uczniów, miałam nawet trochę problem z dyscypliną.🤣 Bardzo miło mnie wspominają, słyszę często- pani mnie uczyła, a ja pytam w której szkole? Kto był wychowawczynią? Jeśli ktoś był dobrym uczniem, rozpoznaję bez problemu.
    Lubię bardzo wspominać moich dorosłych studentów, już ze szkoły językowej. To był zupełnie inny etap pracy, w sumie nadal jest.

    OdpowiedzUsuń
  4. Bardzo potrzebne są takie spotkania z dawnymi koleżankami i kolegami. To bardzo odświeża człowieka :)
    Moja szkoła organizuje takie spotkania z okazji Bożego Narodzenia oraz doraźnych uroczystości a także wspólnych wyjazdów do teatru lub innych wydarzeń kulturalnych.
    Ja bardzo sobie cenię przyjaźnie z dawnymi koleżanki z pracy a także z lat szkolnych i studenckich. Z większością z nich kontakty i prawdziwa zażyłość trwa już grube dziesięciolecia.
    Nie jestem pewna tego, że większość blogerów to nauczyciele. Nie widzę też specjalnego pędu do pisania wśród pedagogów. To chyba przypadek, że akurat nasze grono znajomych jest z tego środowiska. Ja odwiedzam zaledwie kilka blogów i to dość rzadko, nie spędzam wiele czasu w internecie bo lubię czytać papierowe książki i oglądać mecze piłkarskie w telewizji:))

    OdpowiedzUsuń
  5. Cieszę się bardzo, że cię przyuważyłam. Lubię bardzo twoje wspomnienia. Ja też obracam się wśród paru osób na blogu, w których znam od lat. Również cenię sobie realne przyjaźnie trwające podobnie pół wieku lub dłużej 🤣
    Teraz przyjechałam do swojego drugiego domu na Dolnym Śląsku i tutaj mam więcej czasu. Zabrałam się za czytanie Sławka Gortycha, bo on z tych rejonów. Wakacje przeczytałam dwie części Schroniska, teraz mam Schronisko, które spowijało mrok. Gdy tu przyjeżdżam, to też oglądam mnóstwo filmów. Mój mąż- gospodarz przywitał mnie klasykiem z Diane Keaton- Annie Hall, potem Manhattan. On uwielbiał tę aktorkę, bo to jego pokolenie 🤣
    Też oglądam mecze, ale głównie podczas mundiali 👍👏 moja córka z całą rodziną chodzi na mecze 👏👍

    OdpowiedzUsuń
  6. Jestem jedyną nauczycielką w rodzinie. Czasem byłam/jestem traktowana jako ta, co to się nie narobi, a zarobi, a czasem (szczególnie przez dzieci) nie jako ciocia tylko nauczycielka.🙈
    Nie lubię spotkań po latach. Nic nowego nie wnoszą, a ile można wspominać? Czasem spotkam kogoś w przelocie, zamienimy kilka ciepłych słów i każda idzie w swoją stronę.
    Sporo czasu spędzam w sieci. Czytam książki, słucham podcastów, rozwiązuję krzyżówki, szukam materiałów, którymi mogę urozmaicić prowadzone zajęcia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niejedna nauczycielka chciałaby odczuwać, że zarabia, chociaż się nie narobiła. 👏
      Wybrany przedmiot nauczania ma znaczenie.
      Podczas spotkań nie rozmawiamy o przeszłości, już nie wspominamy
      Dzielimy się naszą przyjaźnią wsparciem, podziwem, szacunkiem. Wzajemnie się inspirujemy. Ponieważ sama jestem nadal bardzo aktywna, to wśród moich najbliższych koleżanek znajdują się podobne osoby. Niektóre nawet więcej pracują niż wcześniej To nie jest praca to jest ogromna pasja.
      Pomysły, edukacja wiedza w sieci są nieprzebrane. Ja bardzo lubię słuchać muzyki.
      Ja miałam na myśli ograniczanie znajomości w sieci na rzecz prawdziwych międzyludzkich spotkań.
      Ale my, poprzez Hanię, jesteśmy realnymi koleżankami 😃

      Usuń
    2. Przykro mi to stwierdzić, ale moje koleżanki po przejściu na emeryturę, zgnuśniały. Siedzą w domu, dbają o mężów, sprzątają i żyją wspomnieniami. Dlatego spotkania z nimi mnie nie cieszą. Od pierwszego dnia emerytury chodziłam na fitness, na wernisaże, do teatru. Kilka lat temu wróciłam do pracy, choc w nieco innym charakterze. Ciągle się uczę (prawie jak były prezydent 🙈), bo chcę i muszę.
      Wolę na chwilę spotkać się z kimś interesującym, kreatywnym od kogo mogę się czegoś dowiedzieć, z kim mogę podzielić się jakąś myślą niż z dawnymi koleżankami, które ciągle mówią o wnukach, chorobach i tym, co było.
      Tak, Hania nas połączyła. Wiesz, ciagle nie mogę uwierzyć, że już Jej nie ma...
      I Andrzeja mi żal.😪

      Usuń
    3. Zgadzam się w zupełności.
      Ten tekst o życiu wirtualnym zamieściłam po raz pierwszy już 11 lat temu, jako "przedruk" z gazety lokalnej, gdzie kiedyś pisałam felietony. Wówczas pojawiły się pytania, jak spotykać się z kimś kto zatrzymał się w miejscu lub poszedł inną drogą i zupełnie nie rozumie naszych wyborów? Powtarzają się tylko pytania: jak ci się tak chce. To nic nie znaczy, że łączy nas jedna klasa czy praca w tej sytuacji. Bo wtedy pisałam o zjazdach szkolnych.
      Z drugiej strony pełny szacunek dla tych, którzy poświęcili się życiu rodzinnemu i w jego zaciszu spędzają kolejne lata. Nie znaczy, że my nie kochamy naszych rodzin.
      Zmieniając na chwilę temat. Mam nadzieję, że spotkamy się w wakacje, bo jedna moja przyjaciółka zmieniła diametralnie swoje życie i po owdowieniu przeprowadziła się do Szczecina. Tam miała już dalszą rodzinę i znalazła też miłość. Zaprasza mnie, a Szczecin i okolice to wyjątkowo piękne regiony.

      Usuń
  7. kiedyś pracowałem jako terap-wychowek, jako trener sportowy i jako korepetytor z matmy, chyba zawody jakoś tam ocierające się o nauczycielstwo?...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widziałam od początku, że musisz mieć jakąś psychologiczno-pedagogiczną bazę. A jeśli do tego matematyka, to już geniusz 👏👍

      Usuń
    2. trochę było na odwrót, bo wszystko zaczęło się od matematyki, takiej porządnej zresztą, z wyższej półki, a nie jakieś tam rachunki...

      Usuń
    3. To w każdej formie propaguj sukces Marian Rejewskiego, który pierwszy złamał szyfr Enigmy, my Polacy o tym wiemy, ale Anglosasi nadal uważają, ze kryptolodzy w Bletchley Park tego dokonali i Alan Turing, którego potem haniebnie doprowadzili do samobójstwa.
      Taka dygresja a propos matematyki, bo zawsze wkurzają mnie anglosascy ignoranci. Ogladałam angielski film z polskim bohaterem, Helen Mirren mówiła po polsku, a tego bohatera Polaka grał Anglik, słabo go nauczyli mówić po polsku:)
      Nasi genialni matematycy Rajewski Różycki i Zygalski tez nie mieli łatwego życia.

      Usuń
    4. ja się nie stałem genialnym matematykiem, choć podobno się zapowiadałem... niemniej jednak matematyka była dla mnie świetną bazą rozwoju umysłu, która mi się przydała i przydaje do tej pory w tematach zupełnie niematematycznych...

      Usuń
    5. a tak w ogóle, to tą czarną na górze z pierwszej fotki to jakbym kiedyś skądś znał... podobna do psiapsi mojej ówczesnej panienki i sytuacja była taka, że za bardzo do niej nie było podejścia, bo by się draka zrobiła :D

      Usuń
  8. Ja nie byłam nigdy nauczycielką i nigdy nią nie będę ale bloggerką jestem dokładnie od 20.01.2007 gdy to założyłam na onecie jeden z pierwszych swoich blogów. Mi do nauczycielki daleko-karana i bez szans na to,że kiedykolwiek będzie inaczej. A co do Twoich wspomnień jestem ciekawa jak byś się odnalazła jako nauczycielka w...Japonii. Tam jest wszystko umundurowane jak i wygląda jakby trwały tam rządy Giertycha.
    Wiem,że lubisz Japonię więc pewnie wywarła byś swoją słowiańską urodą podziw u niejednej Japonki :) Japonki chciałyby mieć blond włosy czy niebieskie oczy a że wyglądają jak wyglądają to i też swój urok mają.
    Nie lubię ogólnie nauczycieli i nie mam cierpliwości do uczenia młodzieży ale zawsze studenci mogą na mnie liczyć. Służę swoimi radami dla studentów oraz osób chcących nabyć wiedzy z dziedziny psychologii czy socjologii.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbyś zgadła. W latach 80., gdy powoli nie byłam zadowolona z małżeńskich wyborów, i przygnębiona polską rzeczywistością, szukałam swojej drogi w Japonii. Gdzieś znalazłam kontakt w warszawskim British Council. Często jeździłam wtedy do Warszawy na zakupy, do koleżanki i brata. Zwykle właśnie na Dzień Nauczyciela 👍 nawet mi odpisali, trzymałam ten list przez wiele lat. Oczekiwali ode mnie egzaminu typu advanced English i chyba wykształcenie związane z metodyką nauczania języka angielskiego dla obcokrajowców. Tej procedury nie mogłam wtedy przeskoczyć. Egzamin w British Council zdałam dopiero w latach 90. Ale wówczas moja sytuacja była już inna. Pojawiły się ciekawsze perspektywy, a japońska pasja trochę się oddaliła.

      Usuń
  9. Hej Alu-znalazłam ciekawego bloga pewnej Asi:
    https://zwyczajnepakistanskiezycie.blogspot.com/
    Wspomniałam jej o Tobie w komentarzu aby wpadła i do Ciebie :-)

    OdpowiedzUsuń
  10. Znam dziewczynę od moich francuskich czasów ❤️ pamiętam, że miała kiedyś blog pod tytułem dwa słońca👍👏

    OdpowiedzUsuń
  11. Nauczyciele to specyficzna grupa zawodowa. Zostają w pamięci wszystkich, jedni kochają, drudzy nienawidzą. Kiedyś mieli ogromny wpływ na życie wychowanków i rodziców. Teraz wszystko się zmieniło. Chociaż są wyjątki.
    Zawodowe spotkania po latach są miłe, jeśli dawniej szefostwo pokazywało ludzką twarz.
    Sieć wszystkich pochłonęła swoimi możliwościami. To widać wszędzie. Od rocznych dzieci w wózku do starszych emerytów w sklepach pytających głośno co kupić.
    B.

    OdpowiedzUsuń
  12. Piękne wspomnienia jak zwykle u ciebie i dające dużo do myślenia refleksje.
    D.

    OdpowiedzUsuń
  13. Pożyczanie rzeczy, chodzenie po sąsiadach po szklankę cukru czy mąki. Wtedy to była taka norma, bo zawsze czegoś nam brakowało. Byliśmy bliżej siebie. Teraz dzieci do rodziców dzwonią do drugiego pokoju, bo im się nie chce zejść na dół 🤣 nawet w blokach.
    Świat się zmienił. I z rozmachem pędzi dalej. Trzeba się dostosować.

    OdpowiedzUsuń
  14. Nie jestem nauczycielką, nie mam nic wspólnego z nauczaniem. W życiu prowadziłam 12 wykładów i było to dla mnie najkoszmarniejsze doświadczenie, gdyż nie cierpię publicznych występów. Zostałam do tego przymuszona w mojej (nielubianej pracy) i dopiero po roku czasu (wykład był jeden w miesiącu bardzo dobrze płatny, za jeden dzień 3 godziny) otrzymywałam 1/4 miesięcznego wynagrodzenia - pozwolono mi się wyplątać z tego niemiłego zobowiązania. Ale z nauczycielami mam parę wspomnień, kilka nawet miłych; bardzo lubiłam moją wychowawczynię z podstawówki (imponowała mi swoją elegancją- no cóż czego wymagać od 10 latki- pani miała rodzinę w Anglii i ubierała się niczym królowa angielska w wersji dla meadle class), potem polubiłam polonistkę bo była romantyczką - wydawała mi się niedoścignionym wzorem. Dziś przyjaźnię się z jej córką. Podziwiałam moją panią od angielskiego, bo uczyła nas języka zachodniego (uczyłam się prywatnie, ale w szkole), podziwiałam jej znajomość języka i łatwość nauczania. Niestety jej łatwość nauczania nie przełożyła się na moją przyswajalność nauki języka obcego. Do dziś mimo długiego uczenia ledwie wydukam parę zdań po angielsku czy włosku.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też miałam nauczycielkę z rodziną za granicą, w USA i ona ku naszej radości co rok tam jeździła przedłużając sobie wakacje albo na czerwiec lub wrzesień. To była nauczycielka języka angielskiego, to pewnie dlatego pozwalano jej na takie wyjazdy. Była 2 lata naszą wychowawczynią, również bardzo elegancka i wytworna, z wielką klasą na tle nauczycielek tamtych czasów. Potem nam ją zabrano, bo stworzono klasę lingwistyczną. Pamiętam byłam na 90.rocznicy jej urodzin razem z towarzystwem absolwentów naszego liceum. Świetnie się trzymała do końca. Dekada młodzieży lat 60- 70. mojego miasta to jej zawdzięczała znajomość języka angielskiego, bo była jedyną nauczycielką w mieście wtedy ok 70 tys.
      W podstawówce też miałam taką ulubioną nauczycielkę, najpierw uczyła mnie w klasach młodszych a potem historii. Ona była żoną lekarza, młodziutka, śliczna, bardzo miła i też świetnie ubrana. Jeszcze cieszy się tym światem, swoją zdolną córką, panią doktor i chyba jednym wnukiem. Jest sąsiadką mojej koleżanki.

      Usuń
  15. Potem w liceum miałam nauczycielkę, której szczerze nienawidziłam (bałam się jej) a jednocześnie ją uwielbiałam, bo uczyła nas nieszablonowo, lekcje polskiego były jednocześnie lekcjami kultury (miałyśmy słuchać audycji radiowych, oglądać Pegaza, chodzić do teatru) myślę, że części z nas to nie odpowiadało, ale dla mnie te lekcje tak inne od pozostałych były fascynujące, choć jednocześnie przerażały, bo nauczycielce brakowało empatii i poszanowania wrażliwości młodego człowieka- jako osoba o dużej inteligencji i braku inteligencji emocjonalnej nie potrafiła znaleźć złotego środka - a mogła naprawdę wiele nam dać (niestety dziś po latach na spotkaniu klasowym chyba tylko ja i jeszcze jedna koleżanka starałyśmy się jej bronić, pozostałe koleżeństwo - osoby, które wydawały mi się silniejsze psychicznie ode mnie wrażliwej mimozy- oskarżały ją o swoje nieudane życie (co szczerze mówiąc mnie zadziwiło. Serio? masz nieudane życie, bo jakaś kobieta powiedziała ci parę razy coś niemiłego). Takie dziś mam skojarzenia z ciałem pedagogicznym związane.
    Już miałam napisać, że wpadłyśmy na podobny temat - ale nie, ty napisałaś wpis cztery dni temu, a ja dziś będąc na wystawie w muzeum narodowym w Gdańsku wspominałam z pracującą tam panią dawne lata, kiedy to pracowałam w owym muzeum (a było to ponad czterdzieści lat temu, jeszcze trochę, a sama będę mogłam stanąć w gablotce, jako muzealny eksponat:). Po wyjściu uświadomiłam sobie, że lubiłam tę pracę, miałam poczucie iż jestem potrzebna, nawet jeśli ta praca polegała na ścieraniu kurzów z obrazów, myciu podłóg, czy gapieniu się w ekrany monitorów (pierwsze objęte monitoringiem muzeum w Polsce, tam przynajmniej nam mówiono). Bardzo sympatyczne panie z którymi robiłyśmy na drutach patrząc w ekrany telewizorów. Miałyśmy podgląd na wszystkie sale, więc widziałyśmy kiedy idzie kierownik i zdążyłyśmy robótki wrzucić pod blat zanim wszedł. Jednak dla uspokojenia, za moich czasów (pracowałam dziewięć miesięcy) nie zginęło żadne dzieło z muzeum. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też się bałam tej mojej nauczycielki od angielskiego, i dlatego bardzo solidnie się uczyłam, żeby mnie pochwaliła i zauważyła na początku. Ona też czasami obrażała uczniów i zadawała pytania na inteligencje🤣 dodając przy tym- ci z ostatnich ławek niech nawet nie próbują. Ty się bałaś swojej polonistki i pewnie też dlatego uczyłaś się pilnie, są efekty całe życie. Masz ogromną wiedzę kulturową, to z pewnością zasługa nauczycielki języka polskiego. Otrzymałaś doskonałe podstawy.
      Ja się bałam swojej drugiej wychowawczyni, od biologii, bo chciałam mieć dobrą ocenę, a biologia była bardzo trudna w liceum. Z przedmiotów ścisłych i tak miałam trójki, to już nie bałam się🤣
      Praca w muzeum niskopłatna i wtedy i teraz. A potem za wykład w dobrze płatnej pracy, dostawałaś pewnie równowartość tej pierwszej płacy. Różne wybory zmieniają nasze życie.
      Ja chciałam być dziennikarką, i nawet pracowałam w lokalnych czasopismach, znaczy współpracowałam, ale gdy zaczęłam uczyć angielskiego w latach 90., to wtedy poczułam nowe powołanie. Ewentualną dalszą dyskusję dokończymy w mailach 🤣♥️😊👍

      Usuń
  16. A dlaczego tyle czasu w sieci? bo jest to dla mnie źródło informacji- nie muszę iść do teatru po repertuar, nie muszę oglądać telewizji (choć dziś pewnie w telewizji nie podają takich informacji), żeby wiedzieć gdzie są jakie wystawy, nie muszę pytać znajomych, aby znaleźć noclegi na wyjeździe. Na f-b zaglądam w zasadzie tylko w poszukiwaniu informacji kulturalno-rozrywkowych (z naciskiem na to pierwsze)- pojawiają mi się posty dot. koncertów, wystaw, spektakli i wykładów. Nie zaglądam tam tak często, jak dawniej, a pewnie będę zaglądać jeszcze rzadziej, bo szkoda mi czasu na rolowanie. Czasami trafiam na posta znajomych, choć znajomi którzy zamieszczają po kilka postów w tygodni nie mogą liczyć na moje zainteresowanie. Nie każdą aktywnością trzeba się dzielić z całym światem, nie czuję potrzeby pisania o każdej wycieczce, o każdym spotkaniu i każdym wydarzeniu w którym uczestniczę i nie jestem ciekawa każdego w którym uczestniczą inni. Wolę w tym czasie wyjść na spacer, spotkać się z przyjaciółmi i koleżankami, poczytać książkę. Z wiekiem coraz bardziej cenię sobie ten mój czas, którym dzielę się tylko z bliskimi ludźmi.
    Bloga zaczęłam prowadzić w 2008 r. na wp. z potrzeby przełamania chronicznej nieśmiałości. I tak jak kiedyś pisałyśmy chyba miałam nieco inne oczekiwania, ale z drugiej strony ta sieć którą zarzuciłam w internetowe odmęty mimo, że zebrała wiele różnych osób przyniosła mi kilka, a nawet kilkanaście osób, z którymi się spotkałam tudzież takich z którymi wysyłamy sobie kartki, a także parę takich z którymi wymieniamy się myślami (mailowo), a to bardzo sobie cenię, bo poza wszystkim (otwarciem się na innych, zachowaniem chwil w pamięci, wymianą doświadczeń) jest to bardzo cenna sprawa.
    A że dzisiejszy człowiek siedzi w siedzi i w niej prowadzi życie - no cóż, chyba my tego nie zmienimy, zweryfikuje to czas, w jakim kierunku to podąży, być może ludzie w ogóle się zamkną w czterech ścianach (zdalna praca, zdalne szkoły, zdalne randki, zdalny seks- tylko dzieci z tego nie będzie). A znakiem czasu- smutnym znakiem jest to, że jestem na kawie z mamą, a ona przegląda komórkę i pokazuje mi jakieś wg niej śmieszne filmiki, a mnie szlak trafia z tego powodu i mam na końcu języka, że skoro ma tak ciekawe zajęcie to może zostawię ją samą.

    OdpowiedzUsuń
  17. Najpierw krótko tutaj, żebym nie zapomniała 🤣 gdy byłam w Iwoniczu, to też widziałam jak przy stoliku siedziały pary senioralne i pokazywały sobie nawzajem śmieszne filmiki.
    Sieć to teraz wiele instytucji w jednym, punkt informacji turystycznej i kulturalnej, i w każdej innej dziedzinie, kasa biletowa, biblioteka, muzeum, sala koncertowa, randkowanie, telewizja i kino, zrób to sam zrób i encyklopedia. Pewnie jeszcze coś pominęłam.
    Ja w swoich postowowych rozważaniach miałam na myśli głównie kontakty międzyludzkie, żeby bardziej w realu niż w sieci.

    OdpowiedzUsuń
  18. A zatem czekam na maila:) bo dla osób oddalonych od siebie kilkoma setkami albo więcej kilometrów to bywa jedyna możliwość "rozmowy". Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  19. Zawsze prowadziłaś, i nadal prowadzisz, bardzo bujne i ciekawe życie, Ardiolo. Jesteś przykładem godnym naśladowania. Jeśli dożyję Twojego wieku, wybacz, to źle brzmi – kiedy dorosnę, to chciałabym być tak samo aktywna i lotna jak Ty :)
    Bardzo podoba mi się Twoja analiza obecnych relacji międzyludzkich. Sztuczna inteligencja zaś nieco mnie przeraża. Zdecydowanie podzielam tutaj obawy Stephena Hawkinga. Jestem też dość cięta na blogerów nadużywających AI w swojej działalności internetowej – absolutnie nie akceptuję tych, którym komentarze pisze sztuczna inteligencja. Come on... trochę przyzwoitości i kreatywności.

    OdpowiedzUsuń
  20. Dziękuję za komplement i cieszę się, że jestem inspiracją 😃 czas leci tak szybko że się nie obejrzysz. Ja właśnie świętuję 20 lat znajomości z moim Kimem. Czuje się ten czas przy dzieciach, a gdy ich nie ma, to młodość się wydłuża. Ma się ciągle te same marzenia. Ładnie na ten temat pisała Maria Szyszkowska, ona nie jest zwolenniczką posiadania potomstwa.
    Aktywność fizyczna i intelektualna, apetyt na życie, jego ciekawość to dobre cechy zdrowego człowieka.
    Moja córka jest morsem, oni mówią że foczką i pływa w zimnych wodach na zawodach. Próbowałam w Islandii tarzać się w śniegu 🤣 kriokomorę też lubię, 2-3 min, bo wiem że jest prozdrowotna.
    Do zaczytania.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma za co ;)
      Oj, nie musisz mnie przekonywać, wierzę Ci na słowo :)) Doskonale znam to z doświadczenia, bo (niestety!) weszłam już w ten wiek, kiedy czas płynie dwa razy szybciej, buu! :( Mentalnie czuję się nadal młodo, a kiedy muszę komuś podać swój wiek, to z niejakim szokiem i niedowierzaniem stwierdzam, że mam AŻ tyle lat. Niezmiennie nie mogę nadziwić się, kiedy to zleciało!
      O, proszę. Nam minęła w zeszłym roku dwudziesta rocznica szczęśliwego związku :)

      Usuń
    2. Pozwolę się wtrącić w temacie wieku bo miesiąc temu byłam na setnych urodzinach u pewnej pani. Oczywiście zapytałam się Jej jak to zrobiła, że dożyła tak pięknego wieku i usłyszałam: pracować tak długo jak się da, dużo czytać, codziennie pić mały kieliszek wina oraz grać w brydża 😃. Dodam tylko, że stulatka nadal jest sprawna a pamięć to ma chyba nawet lepszą niż ja, a z brydża przerzuciła się na gry planszowe bo jej towarzystwo wymarło 🙂

      Usuń
    3. O nie, to ja chyba jestem skazana na przedwczesne wymarcie, bo spełniam tylko jeden warunek z tej listy długowieczności! No chyba, że gry planszowe są akceptowalnym zamiennikiem, no to wtedy dwa warunki :)

      Usuń
  21. Ja miałam szczęście do fajnych nauczycieli, z wieloma odwiedzaliśmy się w domach w weekendy albo chodziliśmy razem do kina. Byłam dobrą uczennicą ale matematyka nie wchodziła mi do głowy w ogóle, pomimo korepetycji i zajęć dodatkowych nie umiałam matmy ogarnąć. Moja matematyczka zawsze mi mówiła oj Monia, Monia, ze wszystkich przedmiotów piątki a ja mam tu Ci nagle z tróją wyskoczyć 😃. I stawiała mi czwórkę ale za każdym razem kazała odnawiać przysięgę, że nie będę zdawać matury z matematyki. Ona doskonale wiedziała, że ja się staram i chodzę na korepetycje tylko mój humanistyczny mózg nie chce tej wiedzy przyswajać. A maturę zdawałam z historii. Z tą nauczycielką mam jeszcze inną anegdotę bo kiedy już mieszkałam za granicą przyjechałam do Polski na urlop i postanowiłam po latach kupić Dziennik Bałtycki, który kiedyś bardzo lubiłam, a którego nie czytałam od lat. Kupiłam i stwierdziłam że sprawdzę czy nadal publikują nekrologi. Otwieram na stronie z nekrologami i co widzę? Że moje liceum żegna moją kochaną matematyczkę. Nie umiem sobie wyjaśnić skąd miałam takie przeczucie, żeby kupić gazetę akurat wtedy...
    I kiedyś na lekcji czytałam "Spóźnieni kochankowie", moja polonistka i jednocześnie wychowawczyni upominała mnie kilka razy, aż w końcu powiedziała: Monia, albo przestaniesz czytać na lekcji albo Ci opowiem zakończenie. I zawsze jak myślę o tej książce to myślę też o polonistce.
    Szkołę miałam wspaniałą, liceum zwłaszcza i gdybym miała cofnąć czas to właśnie do tamtych czasów.

    OdpowiedzUsuń
  22. Dziękuję dziewczyny za miłą pogawędkę. Trzeba się wspierać. Ja też kiedyś byłam na 90-tce swojej ulubionej profesorki. Mówiła o miłości i marzeniach do spełnienia, o tym, żeby się czuć piękną, nosić biżuterię i ładne stroje. Czytać i słuchać pięknej/klasycznej/ muzyki. Nie nosiła okularów. Też wspominała o kieliszku alkoholu.
    Napiszę coś o mojej 20tce w Paryżu, bo wy pewnie jesteście Mniej więcej w tym wieku, jakim ja byłam wtedy:))

    OdpowiedzUsuń