Moja lista blogów

sobota, 4 października 2025

O północy w Iwoniczu.

 Z dużą przyjemnością przedstawię Wam dzisiaj taki żarcik nawiązujący do lirycznego filmu Woody`ego Allena oraz najnowszego comfort movie La venue de l`avenir.  Cały dzień oglądam przesłuchania pianistów na Kulturze i tak się nastroiłam refleksyjnie.  

     Z  hektycznego / hectic ang. gorączkowy, szaleńczy/ czasu wielkich miast 21. wieku, pewnego razu o północy w Iwoniczu-Zdroju  Alicja przeniosła  się  do 1837 roku spotkać z  hrabią Karolem Załuskim, ostatnim naczelnikiem powstania listopadowego na Litwie. Wykorzystał on wyniki nowych analiz chemicznych iwonickich zdrojów dokonanych przez Teodora Torosiewicza , farmaceutę ze Lwowa, znanego badacza wód mineralnych w Galicji i na Bukowinie. Widziała jak Załuski przystąpił do odbudowy zakładu zdrojowego.  Odbudowy, bo źródła te znane były już od czasów Stefana Batorego, a opisał je  doktor Wojciech Oczko, nadworny lekarz króla. W swoim pamiętniku pod datą 8 sierpnia  1837 pisała: „po lewej ręce przy drodze do Dukli jest położony Iwonicz zaczynający się wsławiać wodami mineralnymi. W gęstym lesie, w zapadłej kotlinie znajdują się trzy źródła. Droga prawie nieprzystępna, ale spodziewać się trzeba, że właściciel tego miejsca usiłując uczynić ją pojezdną dojdzie do tego celu. Już tego lata wiele osób doznało skutków tych kąpieli i wód, gdyż jedno źródło jest do picia drugie, do kąpania, a trzecie palące się.” / Ksawery Prek/

Spójrzmy na zdjęcia na przestrzeni  150 lat. Stary Dom Zdrojowy, kiedyś lokal Galicja, obecnie z powrotem pod nazwą Dom Zdrojowy.




Mój zimowy wypoczynek pewnego razu w 2005 roku.

I obecnie.

W drugim półwieczu 19. stulecia zdrojowisko przeżywało okres prosperity, leczyli się tu kuracjusze z Galicji, Czech, Węgier, Austrii, Rosji, Francji, a także nieliczni z Egiptu, Palestyny, Iranu i Ameryki.  Nasza bohaterka z 21. wieku pewnego razu w Iwoniczu spotykała tu również poetów i pisarzy. Zamieniła słowo z Aleksandrem Fredro i razem zwiedzali zamek w Odrzykoniu. Pewnie zainspirowała go do postaci wdowy Podstoliny😀

 Rozmawiała z Michałem Bałuckim i to o niej była napisana powieść Ostatnia stawka. Nawet AI nie zna utworu, natomiast Allegro książkę sprzedaje. To dzieje kuracjuszy z Iwonicza.
Pijalnia w okresie międzywojennym.

 Przed pijalnią wesoła grupka przyjaciół  z 2005 r.

We wrześniowym słońcu obecnie.

Na wieczorach przy świecach czytała wiersze Wincentego Pola:

W cieniu tych lasów coś tam szemrząc słodko, dziś jak przed laty witasz nas Bełkotko,

O, jak natchnienie przez duszę przepływa, czysty się płomień z twych nurtów dobywa,

 A czcią przejęci nad źródłami twemi, wielbimy Boga w cudach naszej ziemi.

Bo ogień czysty i szmer źródła rzewny, co tajemniczo spod ziemi wychodzi

Jest temu życiu serc naszych pokrewny, co się z płomieni o łez cichych rodzi. 

Pomnik poety przy źródle Bełkotka.

Wzgórza otaczające dolinę Iwonicza porośnięte są lasami mieszanymi, będącymi pozostałością dawnej puszczy karpackiej. Dominuje drzewostan jodłowo-bukowy z domieszką świerków, sosen, modrzewi, grabów i jaworów, co widać na zdjęciach.


2005 rok

Willa Mały Orzeł obecnie. Zakupiona przez inwestora, czeka na renowację.

Wodami ze źródła Bełkotki leczył ją nawet brat poety znany lekarz Józef Pol. Nawet  Marysieńka Sobieska korzystała z tego przedziwnego źródła i słyszał o nim nadworny lekarz Ludwika XIV. Jakże inaczej podobne źródła były postrzegane w biednej Islandii. Jako złowróżebne odgłosy szatana. Z Bełkotki  wydobywał się gaz i można go było zapalić.

Tu pomieszkiwała, kiedyś i obecnie. Hotel Pod Jodłą.


2005 rok. Hotel Biały Orzeł

Ze zdziwieniem wracała do swojego 21 wieku,  ale wtedy już wiedziała, że literatura piękna oraz sztuka przynoszą  cenną wiedzę o świecie i człowieku, podobnie jak nauka. Pobudzają wyobraźnię i odwołują się do uczuć, uszlachetniają. Bo przeżywanie pozwala na głębszy kontakt z drugim człowiekiem. Tak też było w przypadku naszej bohaterki,  jej przyjaźnie nawiązane w Iwoniczu na początku 21. wieku przetrwały kolejne dekady.

I obecnie sama, chociaż w grupie, piła za zdrowie swoich dawnych przyjaciółek. W winiarni Kupała niedaleko zamku Kamieniec w miejscowości Odrzykoń.

Z okien i tarasu o szwajcarskim szyku tej eleganckiej restauracji widzimy Pijalnię, Bazar i nic się nie zmieniło przez  ponad 100 lat. To centrum Iwonicza, tuż przed Parkiem Zdrojowym.


Zimowe wakacje roku 2005.

Obrusów już nie ma. Znikła dawna elegancja. Jedynie dobre trunki zostały.

To jej ulubiony czas linearny, gdzie każdy moment jest inny i nigdy się nie powtórzy. Trzeba korzystać z chwili, wiedzieli o tym już starożytni, Carpe diem. Jest to bardzo gorzkie odkrycie nieodwracalnych zmian, a doświadczyła tego po raz kolejny  podczas swojej ostatniej wizyty w Iwoniczu-Zdroju, gdzie spacerowała już sama i nie słyszała wesołych głosów swoich kumpelek sprzed laty.

Signum temporis tamtych czasów- torebki do sportowego stroju😀

Jakby dziewczyny do wzięcia😀


To dopiero była gromadka. Na stokach góry Winiarskiej. Orczyk wyrywał nas z nart😀

Teraz sama, ale z radością piję swój zielony trunek. Wybrałam pod kolor mojego stroju i okularów😀bo pomimo upływu lat nadal zmierzam do wyznaczonych przez siebie celów. Bo jak wiadomo, życie czynne, pełne inicjatywy sprzyja zdrowiu👍.
I takim optymistycznym akcentem zachęcam wszystkich do korzystania z tygodniowych pakietów SPA w  sanatoryjnych miejscowościach, gdzie powolny czas sprzyja refleksjom i planowaniu dalszych etapów życia.

PS W prawdziwym sanatorium też kiedyś byłam, ale to za długo i można się zanudzić.

A wy jakie macie doświadczenia z  sanatoryjnymi miejscowościami?


 

 

 

 

26 komentarzy:

  1. Och, ileż faktów i wspomnień - nie korci Cię żeby napisać książkę w stylu Empuzjon?
    Ja jakoś nie trafiłem nigdy do sanatorium, miałem nadzieję, że odwiedzę je jako PRL-owski emeryt , ale wszystko poszło inaczej.
    W rezultacie skończyło się na odwiedzeniu przyjaciela w Nałęczowie i odwiedzenie Waldhotel Bellevue w Davos, który pretenduje do bycia miejscem akcji Czarodziejskiej Góry - T. Manna.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli wiesz jak wygląda sanatoryjne życie. Do Nałęczowa też często jeżdżę, na jednodniową wycieczkę, bo mam blisko.
      Czarodziejska góra też jest zawsze w mojej pamięci, nie byłam, ale książkę czytałam dwa razy. Podrywałam kiedyś na hasło Hans Castorp, ale nie spotkałam takich inteligentnych facetów, żeby wiedzieli o co chodzi. To chyba ci już mówiłam 🤣 Jeździłyśmy też z koleżankami na dancingi do Buska, takie krótkie trzydniowe pobyty.
      Pisanie mam w głowie, ale to skomplikowany proces podania do druku. Nie interesuje mnie narracja, bo taka twórcza to nie jestem. Bardziej ogólne rozważania w sty
      lu felietonów. Czyli Bieguni, jeśli można kontynuować porównanie z Olgą Tokarczuk 🤣
      Pisałam kiedyś o podróżach w naszych lokalnych gazetach, to nazywali mnie Kapuścińskim w spódnicy.👍👏 W krajach azjatyckich czy afrykańskich zawsze zauważałam ogromną przepaść między życiem europejskim a w tamtych rejonach. Pozdrawiam już ze świętokrzyskiego ♥️

      Usuń
  2. Sama mieszkam w uzdrowisku i korzystam ze spacerów wokół tężni, chadzam też do Medical SPA.
    Wspomnienia masz cudne, towarzystwo wesołe i aktywne.
    To prawda, aktywność w każdej formie sprzyja zdrowiu i sprawności.
    Pięknie nawiązałaś do historii Iwonicza, architektura w takich miejscach jest cudna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczekiwałam, żeby ktoś to docenił, dziękuję, bo wiesz ile kosztuje pracy znalezienie tych wszystkich zdjęć. Archiwalne zrobiłam na wystawie o Iwoniczu, którą zorganizowano w pijalni. Te z 2005 znalazłam w starym albumie, też się naszukałam, bo nie wiedziałam w którym. To były jeszcze czasy wywolywania zdjęć.
      Komfortowo mieszkać jest w zdrowym miejscu.
      Dom na Dolnym Śląsku też mam niedaleko Świeradowa-Zdroju, często tam spaceruję. Figury mamy nienaganne.

      Usuń
  3. Raz dostałam skierowanie do sanatorium, ale moja dyrka zagroziła mi fonsefensjami, bo to było tuż przed końcem pierwszego półrocza. Wtedy w szkole jest masa roboty i okazało się, że jestem absolutnie niezbędna. I tak oto nigdy nie poznałam uroków sanatoryjnego życia.😀

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko przed tobą. Bo na typowe sanatoria to jeżdżą jednak ludzie starsi.
      Ja polecam tygodniowe SPA, ale w miejscowościach sanatoryjnych, bo miasteczka te mają szczególny klimat, leniwy i relaksujący.
      Byłam w ciągu 20 lat trzy razy w prawdziwym sanatorium, ale się trochę wynudziłam, szczególnie w trzecim tygodniu. Dwa tygodnie na wypoczynek to idealny czas. Niektórzy są zadowoleni, że mogą być trzy tygodnie poza domem, jeśli dobrze wypoczywają, to najważniejsze.

      Usuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Pamiętam jak byłam 10 lat temu w więzieniu to pisałam na moim blogu jakiego wtedy założyłam będąc tam,że nie jestem w więzieniu tylko w...Ciechocinku niby w sanatorium "Krystynka" ale prawdę tę skrywały kraty w oknach i moja chęć napisania książki o tytule "Uśmiech przez łzy"...
    2005 to dla mnie był piękny rok-miałam ponad 30ści lat i nie miałam nawet matury. W w wieku 30-paru lat uczyłam się w zaocznym liceum dla dorosłych a sale były wynajmowane w sp 74 a naprzeciwko z okna widać było perony Nadodrza-mego Królestwa... Tak było od 5 marca 2005.
    Nadodrze to także Michalina jaką podziwiałam no i jej przyjaciółka Karina.
    Tak było wtedy.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nietuzinkowe refleksje.
    Sanatorium to jest pewnego rodzaju więzienie:)) z dziennym wyjściem, bo na nocleg trzeba się meldować grzecznie w pokoju.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli chcesz mogę Ci na maila wysłać link do tego bloga gdzie to pisałam.

      Usuń
  7. w sanatorium, takim sensu stricto, ze wszystkimi atrakcjami, nie tylko tymi oficjalnymi, ale też tymi undergroundowymi, nie byłem nigdy...
    ale w miejscowości uzdrowiskowej na własnych zasadach bywałem nieraz, dokładnie w Szczawnicy, czasem sam, czasem nie sam, to już różnie... ale zielony trunek znałem wtedy tylko z opisów, realnie go doświadczałem jakoś później, z tymi wyjazdami na pewno nie miało to związku... w Szczawnicy piło się tylko piwo, w góralskiej knajpce, do której inne cepry bały się się wchodzić, kobiety zaś w szczególności... myśmy ze moją ówczesną Lady obaliliśmy ten mit, weszliśmy śmiało... nikt nas nie pobił, nie zgwałcił, nie obrabował... wprost przeciwnie, górale od razu nam znaleźli miejscówkę przy stole, pełna kultura i w ogóle... bardzo szybko nas wyłowiła szefowa, wzięła pod skrzydełko, usadowiła przy bufecie i piwo nam serwowała bez kolejki... tak było codziennie do końca tego pobytu, gdy tam wschodziliśmy po zejściu z gór... nie zaobserwowałem żadnej draki, a jak panowie mieli jakąś różnice zdań, to po prostu wychodzili na tyły lokalu uzgodnić stanowiska... ostatniego dnia szefowa była bardzo smutna, że "jej dzieci" /tak nas nazywała/ już wyjeżdżają i piliśmy piwo na koszt firmy... poprosiliśmy ją o namiary i już z Warszawy wysłaliśmy jej pocztówkę...
    tej knajpki /zwanej "Palenica"/ od wielu lat już tam nie ma, jest coś innego w tym budynku, ale fajne wspominki zostały...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W Szczawnicy spędziłam 20. rocznicę ślubu, w sierpniu, A było to jeszcze przed wejściem do Unii Europejskiej i chodziliśmy ścieżką za granicę do Słowacji kupować tańszy alkohol, tudzież dobre piwo. Chociaż wtedy w Polsce zachwycaliśmy się chyba EB.
      Ja bardzo lubiłam jeździć do Krynicy, bo tam jednak to było wesoło, więcej hoteli i nie tylko sanatoriów. Ode mnie to niewiele ponad 200 km. Potrafiłam kiedyś nawet na jeden nocleg przyjechać z dzieckiem na narty. Taka byłam ambitna.
      Byłam trzy razy w tym prawdziwym sanatorium. I tylko za pierwszym razem, czyli tym w Iwoniczu, tak naprawdę wybawiłam sie, ze wszystkimi wspomnianymi przez ciebie atrakcjami. Widać na zdjęciu że dziewczyny z piwem 🤣
      Przez kolejne dwa razy przyjeżdżał do mnie na tydzień mój drugi mąż 🤣 za pierwszym jego przyjazdem, to był jeszcze narzeczony, to jeszcze szaleliśmy, a potem to miał sprawdzić czy mu odpowiada taka forma. Ale nie podobało mu się, to pojechał do domu, bo to było w Polanicy. Pamiętam tylko jak śmiesznie komentował dancingi, że wyglądają jak z lat 70. z filmu Noce boogie- woogie, czy coś podobnego.

      Usuń
  8. Jeszcze żadnych doświadczeń tego typu nie mam. Nigdy nie byłam w Sanatorium, ale chyba zacznę... moje ciało zaczyna domagać się o dopieszczanie, najbardziej chyba kości. Piękny ten Iwonicz Zdrój. Z przedwojennym klimatem.
    I w związku z poprzednią notką. Nie mam dośwuadxzeń związanych z południem krajubi jego sąsiadami, ale historię Słowacji opisałaś bardzo ciekawie.

    OdpowiedzUsuń
  9. Dziękuję. Jak mi się coś podoba, to lubię tak dokładnie opisać i sięgnąć do wspomnień. A ten pobyt bardzo udany. Pogoda tylko nie dopisała, bo często pokrapywało. Ale na te dwie wycieczki, które odbyłam, to akurat świeciło piękne słońce 🌻👏 na wiosnę chyba wybiorę się jeszcze raz, tylko tym razem do Rymanowa, bo to obok. Jest niedaleko od mojego domu, 200 km, a po drodze mogę odwiedzić rodzinę i kolezanki. A stamtąd są fajne wycieczki do Słowacji i na Węgry. Też w Bieszczady, które bardzo lubię. Bo mam dużo pięknych wspomnień.
    Chyba, że Gospodarz mnie czymś zaskoczy🤣

    OdpowiedzUsuń
  10. Bardzo ciekawie opisałaś Alu ten swój pobyt i te refleksje. No, zazdroszczę ci że tak potrafisz, tym bardziej, że są to moje strony rodzinne, a tak mało poznane przeze mnie w tym okresie, kiedy mieszkałam tam jeszcze .Co innego mnie wtedy zajmowało . Piszesz ciekawie, a ja się cieszę, że cię mam.
    D.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziękuję, piszę z przyjemnością. Podkarpackie to jakby też moje strony z powodu rodziny Piotra.
    Tygodniowe pobyty sanatoryjne, takie skondensowane w różne atrakcje, to o wiele lepszy wypoczynek niż turnusy NFZ. Płacisz i wiesz czego oczekiwać.
    Iwonicz-Zdrój ma historyczne tradycje i jest miejscem o wyjątkowej urodzie.

    OdpowiedzUsuń
  12. Koleżanka napisała, że świetny zabieg stylistyczny.
    Też tak uważam👍👏
    Podczas całego pobytu pamiętałam o tamtym moim pierwszym zimowy sanatorium sprzed 20 laty. Chodziłam do tych samych lokali, Galicja i Krakowiak. W tym drugim chcieli mnie wyrzucić, bo zaczęłam robić zdjęcia 🤣
    W Galicji mieli takie same tapety materiałowe i lampy- kinkiety, bo porównałam na zdjęciach🤣
    A w przedostatni dzień zajrzałam do galerii w pijalni, a tam była przedstawiona cała fascynująca historia Iwonicza. I od razu miałam pomysł na ten post

    OdpowiedzUsuń
  13. Hej mam pytanie-czy u Ciebie na blogu jak masz zamiar np napisać notkę to pojawiły się jakieś "inteligentne funkcje" czy inne tam narzędzia z AI??? Jestem w szoku bo od dziś zauważyłam,że blogspot włączył takie brzydko mówiąc "goofno" jakie zabija kreatywność. Nienawidzę AI!!!
    Uciekam chyba z blogspota i przenoszę się chyba na inne portale blogowe.
    Moja ostatnia notka jest nawet o tym:
    https://elyonportrait.blogspot.com/2025/10/099.html

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja rozpoznałam trzy blogi prowadzone przez AI. Przejrzałam ich komentarze na różnych blogach pisane bardzo ładnym językiem, zawsze odnoszące się do tematu, pełne ciekawej treści. Poczytałam też posty, bardzo obszerne i na rozmaite tematy, pisane co 2-3 dni. Nie ma historii blogu, jest natomiast tłumaczenie, że zmieniło się aplikacje bloga. Niektóre ich posty przypominają mi inne wcześniej czytane. Zdjęcia są ogólnikowe, chociaż występują prywatne wiadomości, ale nie ma takiej kontynuacji tego życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja jestem przeciwna AI i nie podobają mi się te funkcje. Opisałam też to tutaj:
      https://wiolettka.blogspot.com/2025/10/005.html
      Teraz albo się gdzieś przeniosę albo będę te funkcje bagatelizować. Za dużo pracy w te blogi włozyłam.

      Usuń
  15. W sanatorium sensu stricte nie byłam. Zrezygnowałam z przydziału, kiedy okazało się, że szanse na jednoosobowy pokój (nawet za dopłatą) są równe zeru. Byłam w sanatorium prywatnie tydzień czasu w Ustce. Miałam wówczas złamaną nogę i nie mogłam się zbyt wiele ruszać, co czyniło pobyt jeszcze bardziej więziennym - jeden spacer dziennie (aby nie przekroczyć 5 tys kroków, a za każdym razem robiłam dużo więcej) i siedzenie w pokoju i czytanie książek. W samym ośrodku sanatoryjnym Perła (pięknie położonym niemal nad samym morzem) była jedyna kawiarenka i kiosk z bursztynami i wodą mineralną. W kawiarence poza piwem niewiele więcej- wszelkie alkohole i jeden rodzaj kawy. Myślę, że fakt, iż nie mogłam za wiele chodzić wpłynął na nienajlepszą ocenę pobytu. Gdyby człowiek nie był tak uziemiony w jednym miejscu mogłoby być ciekawie, bo Ustka to też miejsce mojej młodości wspomnień wakacyjnych wyjazdów jeszcze w latach siedemdziesiątych. Lubię tę malutką mieścinkę, która bardzo się zmieniła przez te ponad pół wieku.
    Natomiast z sanatoryjnych miejscowości najlepiej znam Inowrocław (dlaczego ja zawsze piszę go przez dwa nn nie mam pojęcia). Byłam tam ostatnio w odwiedzinach u matki chrzestnej która była w sanatorium. Była trzy tygodnie i choć zadowolona z zabiegów i korzystająca z różnego rodzaju wycieczek stwierdziła, że więcej to chyba nie pojedzie, bo mieszkanie z obcą (rozrywkową) osobą w pokoju było męczące.
    Muszę kiedyś wypróbować takie spa tygodniowe, może zmienię wówczas zdanie na temat tego rodzaju wypoczynku. Zawsze obawiałam się nudy, ale jak widzę ty się nie nudziłaś. Ciekawe są te stare zdjęcia, zawsze lub prawie zawsze staram się wyszukiwać takie dokumenty z przeszłości. Bo też zawsze wydaje nam się, że tamto życie było wolniejsze, spokojniejsze i ładniejsze. A przecież każdy czas może być piękny, jeśli umiemy z niego korzystać (i jeśli mamy na to szansę:). Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  16. Dziękuję za takie obszerne wspomnienia i refleksje.
    Współczesna sanatoria powoli się zmieniają, bo nieubłaganie starzeją się kolejne roczniki,😭 które mają już inne oczekiwania od tego typu wypoczynku.
    Komercyjne pobyty są trochę bardziej komfortowe, ale jestem przekonana, że niektóre obiekty sanatoryjne również oferują takie warunki. Znam z opowieści rodziny.
    Ja też z trudnością akceptowałam pobyt w pokojach trzyosobowych. Jedynie ten pierwszy raz, 20 lat temu był bardzo miłym wypoczynkiem. Trafiły mi się fajne dziewczyny i chciałyśmy się zabawić, żeby odreagować od różnych rodzinnych problemów.
    Kilka razy byłam już na takich krótkich pobytach typu SPA, 4-5-7 dniowych i zawsze wyjeżdżałam bardzo zadowolona. Wtedy głównie oprócz paru zabiegów zdrowotnych, koncentrowałam się na zabiegach upiększających i moja kobieca próżność była usatysfakcjonowana 👍👏
    Moi rodzice też jeździli, ojciec był bardzo zadowolony, bo pewnie miał branie wśród płci przeciwnej,🤣 mamie się już wtedy nie podobało to wspólne spanie, chrapanie i inne odgłosy i zawsze trafiała na jakieś starsze od siebie lokatorki. Przygnębiała ją cudza starość i choroby.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przygnębia, jak ludzie koncentrują się na narzekaniu, a irytuje, kiedy ich egocentryzm nie daje miejsca na jakąkolwiek wymianę zdań. Ja nie mam nic przeciwko rozrywkowym paniom i panom, o ile nie przeszkadzają mi w wypoczynku, niech każdy robi co mu sprawia przyjemność, ale niech zważa, że nie wszyscy jesteśmy jednakowi :) W poniedziałek spotykam się z koleżanką, która opowie o swoim pobycie w sanatorium z nfz o którym pisała, że zadowolona, mimo, że jedzenie kiepskie. A wczoraj moja kolejna ciotka opowiadała, że dobrze trafiła we wspomnianym Inowrocławiu i będzie składała papiery na kolejny pobyt, bo zawsze dobrze trafia. Gdybym miała możliwość własnego pokoju i ja dałabym kolejną szansę takiego wyjazdowi, a tak pozostaje prywatny wyjazd

      Usuń
  17. Czyli szanujmy wspomnienia, bo warto coś mieć, gdy zbliża się nasz fin de siecle. O sanatoriach słyszałam różne rzeczy , też niepochlebne. Ale SPA to co innego, wybieramy, płacimy i wymagamy.

    OdpowiedzUsuń
  18. Miła wędrówka w czasie:)
    Doświadczeń sanatoryjnych nie mam żadnych! Ale zamierzam nabyć.
    Okolice Dukli są mi znane z dziecięcych pobytów wakacyjnych i potwierdzam urok tego regionu.
    Pijąc zielony napój w zielonym stroju można zanucić "Zielono mi..."

    OdpowiedzUsuń
  19. Każda miejscowość kuracyjna ma wspaniałą historię.
    Sanatorium to doskonała odskocznia od rzeczywistości. Jeśli trafi się na fajne osoby w pokoju, to naprawdę można spędzić miły czas. Polecam. Bardzo trudno jest dostać jedynkę. Teraz bardzo krótko się czeka. Ja składałam w zeszłym roku, ale dostałam, gdy byłam za granicą u córki, a potem nie chciało mi się składać odwołania 🤣 wtedy dostaje się na nowo z tak zwanych zwrotów. I nawet szybko. Mam różne zobowiązania rodzinne i trudno wyrwać się czasami na 3 tygodnie 🤣 a na tydzień to bez problemu 👍👏

    OdpowiedzUsuń