Moja lista blogów

piątek, 5 czerwca 2026

Kamienne tablice w w melancholijnej pamięci.

 Kilka ostatnich wieczorów spędziłam na lekturze dawnego egzotycznego romansu Wojciecha Żukrowskiego Kamienne tablice,


a potem konfrontowałam  moje studenckie wspomnienia  z wyprawy do Indii z seansem filmowym wg książki. Również oglądałam już  ten film kiedyś.

Pamiętam, że nie podobał mi się Krzysztof Chamiec w roli głównego bohatera i nadal podtrzymuję tę opinię.  Młoda Laura Łącz zgrabnie odnalazła się w roli. Parę rozbieranych scen bardzo przyciągały  kinową publiczność roku 1983. Rozjaśniły ponure lata pogrudniowe, chociaż w mojej pamięci film Ewy i Czesława Petelskich jawił   się propagandowo jak mi   się wydaje.  Zamiana na polskie realia Poznańskiego Czerwca zamiast Wydarzeń na Węgrzech  w 1956 roku nie przeszkadzała mi. Książkę odnalazłam na bookcrossingu na dworcu kolejowym we Wrocławiu w kawiarence Stacja Dialogu.
Półeczka na ścianie, moje bagaże i kawa z deserem.


Z perspektywy lat widzę Indie i wszystkie inne moje dalekie podróże  jako egzotyczny mit młodości. 

Nie wybrałabym się teraz  do Indii, o nie. To nadal, pomimo skoku cywilizacyjnego kraj ogromnych kontrastów, trudnych, nierzadko dramatycznych wyborów moralnych i bolesnego zderzenia kultur. Pewnie pamiętacie film Gandhi  czy Slumdog- milioner z ulicy.

Ale złudzenia młodości są  wzruszającym powrotem do dawnych marzeń o podróżach. Czuję się  bardzo uprzywilejowana, że mogłam zobaczyć trochę egzotycznego świata za młodu, gdy nie przeszkadzały mi  hotele kategorii V, insekty na ścianach i biegające myszki. Człowiek spał jak zabity w swoim śpiworze ukryty łącznie z głową.  Kiedyś Indie były magnetyczną barwną przygodą i obietnicą wolności.  Powszechne palenie haszu  w cieniu hinduskich czy buddyjskich świątyń było takie ekscytujące.  Recytacje Upaniszadów w muzeach, obserwacje tłumu, soczysta przyroda z okien pociągu i cały świat  podziwiający erotyczne figury w Khajuraho, a potem jeszcze Nepal. To była przygoda👍

Dziś, po lekturze i seansie, dostrzegam drugie dno tamtych dni – samotność, polityczne uwikłanie bohaterów i cenę, jaką płaci się za porzucenie ideałów. Film oczywiście upraszczał wszystko. Nowa wersja  mogłaby być ciekawa.

 Film i książka jaskrawo przypominają o nierównościach, z którymi mierzą się tam kobiety – od ograniczeń społecznych po aranżowane małżeństwa i rygorystyczne obyczaje. Choć Indie dynamicznie się zmieniają, fundamenty patriarchatu wciąż bywają tam głęboko zakorzenione.

 Tytułowe tablice to metafora wyborów moralnych, przed którymi staje każdy z nas. Z perspektywy czasu widzę, że Indie  i tak nie nauczyły mnie pokory wobec życia, ale  pasji do buddyzmu, jogi i w ogóle pozaeuropejskich kultur.

W młodości powieść  jawiła się  dla mnie jako romantyczna i polityczna historia o walce z systemem, w której namiętność usprawiedliwia zdrady i życiowe rozkłady. Oczami dojrzałej kobiety książka odsłania przede wszystkim gorzką ocenę życiowych kompromisów, w tym oczekiwań wobec relacji i odpowiedzialności . Zupełnie inaczej osądzam dawne fascynacje – bohaterowie jawią się jako zagubieni, a ich "wielkie namiętności" okazują się przede wszystkim bolesną ucieczką, ratunkiem przed pustką w obcym kraju. Sama byłam kiedyś tego realnym przykładem. Gdy mój japoński inżynier skończył kontrakt w hucie, po prostu wyjechał, wrócił do swoich tradycji, gdzie ślub z gaijinką/ obcokrajowiec/ był niemożliwy. Chociaż jestem przekonana, że nigdy mnie nie zapomniał.  Teraz, gdy mam pieniądze na podróż do Japonii, nie pojadę tam, bo mi się po prostu nie chce.  Za daleko. Doskonały  przykład dziadzienia😁.

Tytułowe tablice nawiązują  też do dekalogu, a Dekalog Kieślowskiego jest ostatnio ciągle przywoływany. Z wiekiem lepiej rozumiemy, że wierność sobie i swoim wartościom bywa trudniejsza niż uleganie  modzie czy oczekiwaniom otoczenia.  Sama obecnie opiekuję się od kilku miesięcy  poważnie chorym mężem, chociaż mogłabym zatrudnić opiekunkę i wyjechać. Bo nigdy wcześniej nie mieszkaliśmy  razem  dłużej niż  dwa miesiące i mogę łatwo przypomnieć sobie wiele  wcześniejszych zastrzeżeń wobec niego.  Jednak taka myśl nawet nie przeszła mi przez głowę.

 Przy okazji obserwuję jak system pomaga rodzinie dotkniętej  terminalną chorobą nowotworową   Jak ciężko dostać  domową opiekę hospicyjną, jak dobrze mieć pieniądze na starość, to główny wniosek. Są też pozytywy, darmowe wózki inwalidzkie i niektóre leki, dopłaty do różnych urządzeń,  pieluch, opieka pielęgniarki środowiskowej, lekarskie wizyty domowe. Bardzo szybka ścieżka na oddział onkologiczny. Czekaliśmy dosłownie tydzień.

 Ja już przeżyłam  własne burze, tragizmy i życiowe uwikłania.  Pomimo wszystko mam nadal apetyt na pewne szaleństwa,  wierzę, że mi się jeszcze przydarzą.

Czytałam książkę z ogromną przyjemnością.  Oderwałam się od mojej smutnej rzeczywistości. Cudowne, bardzo plastyczne, prawie  dźwiękowe opisy przyrody, zabytków, posiłków przenosiły mnie w tamten odległy świat.  A film, zatłoczone ulice Delhi, Fatehpur Sikri, Agry to już orgazm w locie.  Film kręcono na początku lat 80., gdy ja tam byłam. Bez problemu mógł być też rok 1956 jak w książce.

Czytaliście kiedyś tę książkę, miała kiedyś 14 wznowień. Pamiętacie ten film?  Dużo kiedyś pisano o autorze. Ma też niechlubną kartę, ale jego niektóre książki i scenariusze filmowe mają wartość.

 A na koniec  moje wiejskie scenki.



Kwiaty z pól, a maków bardzo mało. I gałązki z ołtarzy.

Mała procesja z wielowiekowego kościółka.. 


19 komentarzy:

  1. O ile Wrocław miałby przypominać i szczycić się współpracą z Japonią to o tyle samo Nadodrze to takie Indie a ja znam Nadodrzańskiego nauczyciela jaki próbował mnie uwieść i choć dziś nie mieszka już on od dawna na tym wstrętnym Nadodrzu-nie przyznaje się on do tego,ze stamtąd pochodzi. Jego nazwałabym przysłowiowym Slumdogiem z Nadodrza. Całe szczęście ja jestem SocjoTechniką i nie dałam mu się bo dziś byłabym wykorzystaną kurką domową a,że mam biodra do rodzenia to pewnie i dziś byłabym oddaną błędom młodości kobietą-kurą domową bez faceta jaki lata i uwodzi wokoło. Dobrze,że mam alaksytymię.

    OdpowiedzUsuń
  2. To dopiero historia. Aż sprawdziłam co to znaczy alaksytymia.

    OdpowiedzUsuń
  3. Oh pamiętam tę twoją podróż do Indii i Nepalu.To jakby teraz polecieć do Puszczy Amazońskiej czy na Spietzbergen? Nie ma z czym porównać, bo wszystko jest teraz dostępne.. Taka to była wtedy atrakcja. Książki, ani filmu sobie nie przypominam. Pewnie nie był powtarzany w tv. Wytrwałości i siły życzę. B.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz młodzi ludzie potrafią lecieć do Tokyo na 3 dni, bo znaleźli tani lot. Moje Indie to była dwumiesięczna wyprawa, stąd tak dobrze pamiętam i nazywam to podróżą życia.

      Usuń
  4. Ja chciałabym poleciec do Indii, ale muszę znaleźć towarzyszkę. Sama na pewno tam nie polecę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzeba jechać na wycieczkę zorganizowaną. Z twoimi zainteresowaniami to nawet konieczne są odwiedziny subkontynentu indyjskiego.

      Usuń
  5. Książkę i film pamiętam oczywiście, wtedy to był hit, egzotyka, piękne sceny itd.
    Może faktycznie trzeba by sobie przypomnieć po latach...

    OdpowiedzUsuń
  6. Polecam. Fajnie się ogląda. Taka zupełnie inna stylistyka filmowa. Ale mocno naiwny. Oglądałam przez youtube.

    OdpowiedzUsuń
  7. Książkę Kamienne Tablice czytałem kilka razy, bardzo mi się podobała.
    Gdy przyjechałem do Australii przypomniałem sobie, że w książce są australijskie akcenty - najsilniejszy to opis tortur jakim Japończycy poddali australijskiego żołnierza.
    Czytałem też z przyjemnością Porwanie w Tiuturlistanie :)
    Indie - zazdroszczę CI indyjskich doświadczeń.
    Moja Matka poleciła mi lekturę książki Rabindranata Tagore - Dom i świat - dobra, przy okazji pokazuje jak różnorodny to kraj.
    A potem poznałem Hindusów.
    Głównie w pracy - oni stanowili większość moich kolegów w pracy w Kuwejcie.
    I w Australii też - ostatnia posada to była hinduska firma software'owa.

    OdpowiedzUsuń
  8. Dziękuję za piękny komentarz komentarz. Bohaterowie książki to jakby twoje pokolenie. Dekadę starsi. Wojna na Pacyfiku była okrutna. Alianci w niemieckich stalagach byli jak na wczasach. wspominałam nieraz że stryj mojego Kima był w słynnym obozie stalag luft 3 w Żaganiu.
    Ja też bardzo cenię Hndusow. W UK poznałam wiele rodzin.
    Tamta odległa przygoda była absolutnie niezwykła. Dużo czytałam przed wyjazdem, żeby powitanie tej innej kultury było wszechstronne. Poezja Tagore była dla mnie zbyt metafizyczna, potem już nie sięgałam.

    OdpowiedzUsuń
  9. Książka rzeczywiście wspaniała i zachwyciła mnie. Natomiast film przyniósł mi rozczarowanie.

    OdpowiedzUsuń
  10. Teee, na bocznym pasku odkryłam zdjęcie z podpisem zawierającym Grubą Kaśkę. Gdzie Ty mnie tam widzisz?!

    OdpowiedzUsuń
  11. Przykro mi z powodu choroby Kima. Wiem jaki to jest ciężki i trudny czas gdy ktoś nam bliski zmaga się z nieuleczalną chorobą, to jedna z największych kłód jakimi szasta życie. Proszę nie myśl o tym jak o końcu Twojego wesołego i pełnego przygód życia bo to, że teraz jest jak jest nie oznacza, że już nie będzie tak jak kiedyś. Dopóki żyjemy nie możemy twierdzić, że przeżyliśmy już wszystko bo życie jest pełne niespodzianek, głównie przecież tych dobrych. Wiem, że jak już przeminie to co nieuniknione znów będziesz żyć pełnią sił, może nawet za Was oboje.
    Ze mna i z Indiami to jest tak, że i chcę, i się boję. Pamiętam, że jako młoda nastolatka marzyłam najbardziej o Kambodży i Indiach, marzenie o Kambodży spełniłam a Indie? No właśnie...
    Trzymaj się dzielnie Ala, wysyłam Ci tryliard ciepłych myśli. Lecą trybem pospiesznym więc zaraz będą tam u Ciebie, tylko je złap!

    OdpowiedzUsuń
  12. Dziękuję za te miłe i optymistyczne słowa. Też mam nadzieję wrócić do swojego radośniejszego życia.
    Indie bardzo polecam, ale najpierw trzeba zapoznać się z nimi poprzez literature. Kupić parę książek o historii i mitach oraz pozycje noblowskie. W Indiach trzeba się zakochać i zwiedzać planowo. To jest jednak subkontynent i trzeba mu poświęcić więcej czasu. Ale to pewnie wiesz♥️
    Dziękuję za wsparcie i miłego tygodnia.

    OdpowiedzUsuń
  13. Odpowiadając na Twoje pytanie, Ardiolo – nie, nie czytałam "Kamiennych tablic" (chyba w ogóle nie miałam nigdy do czynienia z Wojciechem Żukrowskim, a przynajmniej nie przypominam sobie), adaptacji też nie widziałam.
    Za to przeczytałam "Slumdoga –milionera z ulicy", ale to było już dawno temu i niewiele pamiętam ;) Może to oznaka wspomnianego zdziadzienia? ;) Bo i mnie nie chciałoby się jechać dziś do Indii ;) Zresztą, nigdy nie pociągał mnie ten kierunek turystyczny, mimo że uwielbiam podróże. Chyba jak każdy, mam swoje preferencje.

    Przesyłam Ci dużo pozytywnych myśli, bo w sumie tylko tyle mogę zrobić. Ta Twoja trudna sytuacja osobista wybrzmiewa w Twoich wpisach – widać, że często wracasz pamięcią do wspomnień i poddajesz się nostalgii (co zrozumiałe). Jest w nich jakby więcej refleksji na temat życia i przemijania. Ale to absolutnie nie jest żaden zarzut, to tylko moje spostrzeżenia.

    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  14. Dziękuję za dobre myśli ♥️
    Tak to się dzieje, nostalgia, dobre wspomnienia są duża częścią mojego obecnego życia.

    OdpowiedzUsuń