Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

niedziela, 3 listopada 2013

Twierdza szyfrów- zamek Czocha.

Szykowałam się do napisania tego postu od trzech tygodni i tak mi schodziło. To był taki piękny październikowy dzień, słoneczny i ciepły. Wreszcie Mister został namówiony do odwiedzenia zamku Czocha.
 Ja wolę kulturę od natury, a on na odwrót i w tym jest duża sprzeczność. Dzisiaj połączymy  siły w naszych pasjach.  Miejscowość Sucha, gdzie znajduje się Zamek Czocha to tylko kilkanaście kilometrów od naszej gajówki, a on zawsze wynajdywał jakieś preteksty, żeby tam nie jechać. W lecie było za gorąco, a potem szkoda mu było czasu na zwiedzanie.
Już na parkingu zauważył z daleka antenę satelitarną na zamku i bardzo się oburzył, bo jak można tak bryłę architektoniczną psuć?! We Francji nie można instalować anten w historycznych miejscach na widoku. Potem coś marudził o opłatach parkingowych, bo poza sezonem, to we Francji za darmo, a tu nie, a stało tylko kilka samochodów. Dla mnie podjazd na parking, to prawie jak we wspomnieniu z   Carcassonne, zamek wyglądał imponująco i ja już miałam wykrzyknąć amerykańskie wow. Mister z flegmą spytał, czy tam będzie jakaś restauracja, bar, bo on chce posiedzieć, kiedy ja będę zwiedzać. Gdy jednak weszliśmy poza mury, Mister zachłysnął się widokiem na Jezioro Leśniańskie i wtedy jakoś złagodniał.
A tu spytał, czy to już Xmas?
 Chociaż słowo przewodnika na wielkiej tablicy było tylko po niemiecku, czesku i polsku, tylko krótko  wymamrotał, że w Polsce nie słyszeli, że turyści też są z innych krajów. Data 1241 zrobiła wrażenie i już się zamknął, ale musiał mieć ostatnie zdanie, że przecież to nie jest polski zamek, tylko czeski, czy niemiecki. Zaczął robić zdjęcia.

 Zamek powstał jako warownia graniczna na pograniczu śląsko-łużyckim w latach 1241–1247 z rozkazu króla czeskiego Wacława I.
 Od 1389–1453 był  w dobrach rycerskich rodów von Dohn i von Klüks. W latach 1451 do 1700 zamek był własnością rodu von Nostitz.
Potem przez wiele lat był opustoszały.
Zakupiony w 1909 roku przez drezdeńskiego producenta wyrobów tytoniowych   za 1,5 mln marek, do 1912 został przebudowany przez znanego architekta berlińskiego zgodnie z wyglądem zachowanym na rycinie z 1703 roku. Podczas przebudowy zniszczono jednak wiele najstarszych fragmentów kompleksu. W dawnej fosie urządzono zwierzyniec. Gütschow utrzymywał dobre stosunki z dworem carskim, a po rewolucji z rosyjskimi emigrantami, od których skupował różne przedmioty o wysokiej wartości artystycznej. W zamku mieszkał do marca 1945 roku. Opuszczając zamek wywiózł najcenniejszą część wyposażenia. W latach II wojny w zamku mieściła się szkoła szyfrantów Abwehry Prawdopodobnie przechowywano tu urządzenie do dekryptażu depesz radzieckich.
A tu widać  zadowoloną osobę i pełną refleksji. I pod kolor ubraną.

Po II wojnie światowej zamek przechodził różne koleje. Był wielokrotnie okradany, zarówno przez Rosjan jak i rodzimych szabrowników, z mebli i wyposażenia. Największej kradzieży dopuścił się 1 lutego 1946 roku burmistrz Leśnej  wspólnie z  zamkową bibliotekarką, która odkryła zamkowy schowek – wywożąc pełną ciężarówkę mienia zamkowego (insygnia koronacyjne Romanowów 60 popiersi carów, 100 ikon, zastawy porcelanowe, biżuterię, obrazy), z którą udało mu się przedostać do amerykańskiej strefy okupacyjnej. Następnie przez krótki czas mieszkali w nim uchodźcy z Grecji, którzy w sali rycerskiej trzymali zwierzęta gospodarskie, dopełniając tym samym dzieła dewastacji. Od 1952 Wojskowy Dom Wczasowy i z tego powodu obiekt był utajniony i nie występował na mapach. Od września 1996 publicznie dostępny jako ośrodek hotelowo-konferencyjny.

Malownicze zabudowania zamku były tłem powstania filmów: Gdzie jest Generał?, Wiedźmin, Legenda, Poza Lasem Sherwood oraz seriali Tajemnica twierdzy szyfrów oraz Pierwsza miłość.
 Zamkowa kawiarenka nawiązuje w nazwie do filmowych zasług tej imponującej budowli.
Nie tłumaczyłam Misterowi, że zamek miał taką historię, wolałam, żeby pomyślał o jego istnieniu od prawie 800 lat  jako szlachetne graniczne gniazdo. Nawet tytuł dawnego filmu z Beatą Tyszkiewicz mi się przypomniał.
Patrzy z zadziwieniem na grube mury i tylko wypatruje miejsca, zeby spocząć.
 
Okienka strażnicze z widokiem na Jezioro Leśniańskie.
Na aperitifie w kawiarence poznaliśmy Angielki, które mieszkają w Świeradowie i bardzo dobrze, bo już umówilismy się na Xmas spotkanie.

Tu zanim jeszcze się do nas przysiadły. Sprawdza działanie internetu w komórce.
 Teraz tak myślę, gdzie ja zapisałam ich numery telefonów? Przemiłe panie, ok.70-tki z adoptowanymi dziećmi, już dorosłymi,ale mogłyby być ich wnukami, z lekkim upośledzeniem. Jakie to charakterystyczne dla Anglików. Obserwowalam to we Francji w naszej kolonii anglosaskiej. U nas panie ok. 50-ki rzadko adoptują dzieci, bo chyba nie mogą już.
A potem pojechaliśmy na drugą stronę Jeziora Leśniańskiego do zamczyska Rajsko  ( niem. Neidburg), miejsce wygląda niezwykle z daleka, ale to... sztuczne ruiny.  Znajdują się na wysokim prawym brzegu Kwisy na terenie wsi Zapusta. Ruiny zostały zbudowane w drugiej połowie XIX wieku według pomysłu i na zlecenie Aleksandra von Minutoli, właściciela pobliskich Biedrzychowic. W ruinach wykorzystano wtórnie detale architektoniczne z ruin dawnych okolicznych kościołów i pałaców.
Tam chcieliśmy zjeść lunch, ale było zamknięte, zjechaliśmy niżej do nowoczesnego ośrodka. Restauracja była rzeczywiście nowoczesna i dla Mistera wyglądała, jak zakład fryzjerski, bo była przyozdobiona zdjęciami MM. I eklektyzm z Andy Warholem i drewnem nic nie pomógł. Ale widoki były niezwykłe, z restauracji i poniżej drogi, którą potem przejechaliśmy. W nagrodę wypiłam mój ulubiony  szkocki likier drambui, bo Mister wypatrzył butelkę w barze.
Takie ładne odbicie trafiło się Misterowi.



Zapora. I w koncu nie wiem,czy to jest jezioro Lesniańskie czy Złotnickie.

7 komentarzy:

  1. To jezioro jest równie urocze jak sam zamek, szczególnie teraz, jesienią.
    Ciekawy człowiek ten Twój Mister. Z jednej strony leniwy i zrzędliwy, z drugiej zaś - esteta wrażliwy na sztukę. To chyba taka specyficzna amerykańska mieszanka typu: Zorro wymieszany z fast-foodem i oglądany w Disneylandzie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, leniwy nie jest! Bym się obraziła, a on zaprzestałby robót w gajówce na takie stwierdzenie. On jest inny i dlatego tak mnie fascynuje, też często przyprawia o ból głowy. Po prostu stary hippis, jakby wyjęty z amerykańskiego filmu. Kocha sztukę i McDonalda, słusznie zauwazyłeś.On jest antyelitarny,trochę populistyczny, jak Zorro, nie ma skrupułów wobec pewnych wartości. Robi, co chce i tak życie mu na tym zeszło. Jest naprawdę sobą. We Francji i gdziekolwiek indziej bylismy też narzekał, nie tylko na Polskę.On jakby więcej widzi i chce ludzi edukować:)

      Usuń
  2. Ardiolo! Coz za niespodzianka, bylam przekonana, ze przestalas prowadzic blog. Zagladalam do Ciebie wczesniej i nie widzialam nowych wpisow.
    Nie wiem czy to moja nieuwaga, czy jakies czary mary:)
    Z przyjemnoscia wroce do Twoich wczesniejszych wpisow. Myslalm, ze wyruszyliscie gdzies w swiat a tu prosze jednak Polska.
    Zamek zachwyca i widac, ze jest utrzymany w dobrym stanie. Jestem ciekawa kto nim zarzadza, bo chyba nie jest w prywatnych rekach.
    Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że czary mary zadziałały. Reczywiscie mój blog nie aktualizowal sie od wielu miesiecy i jeden uprzejmy kolega blogowy jakoś to pozmieniał, przeniosł na nowy blog, potem znowu na stary i teraz juz będę obecna pod tym adresem.
      Kim coraz bardziej przyzwyczaja sie do Polski, ceny mu odpowiadają:) I jest to duzo obcokrajowców, nie czuje sie obcy. Ma nowych przyjacioł i koty w domu, ktore bardzo kocha, przestrzen i jakies konstruktywne zajęcie.
      Zamek jest chyba w rękach władz gminnych.W lecie tam był cyrk z turystami, bo to jezioro z osrodkiem turystycznym bardzo blisko. Ja na razie tam dojeżdzam co miesiąc. Na wiosnę może wreszcie będziemy już na stałe razem.

      Usuń
  3. Sliczne sa te zdjecia pod wzgledem kolorystycznym. Ci zachodni faceci, sczegolnie ci po piecdziesiatce (p) maja na bakier z chodzeniem. Sa nauczeni wygodnego jezdzenia. Jestem piechurem a eM nie znosi lazenia, meka! Czyli jezeli jestesmy razem poza autem to z reguly chodzimy niedaleko:)) Spacerujemy lub na krotki dystans pedzimy cos zalatwic. Wszystko to sa krotkie dystanse.
    Adopcja w wieku okolo 50siatki? Kurcze Tutaj bylby chyba problem, druga sprawa w Polsce patrzy sie na to, czy takowa matka bedzie miala sile wychowac- mowi sie o dobru dziecka, no zeby sierota nie zostalo przedwczesnie...ah to wszystko jest tak porabane, ze hej!

    Nie wiedzialam ze taki piekny zamek znajduje sie gdzies tam w Polsce, no ale skoro byl miejscem wypoczynku dla tych wyzszej rangi to...takie czasy mielismy:)) Mnie tez bardziej przyciaga natura niz kultura. ja nie moge w tych miejscach pelnych ludzi. Nie znajduje w nich ciszy:)) I dalego tez lepiej pojechac do Finlandii i nauczyc sie ciut finskiego ( malo tam ludzi), niz walic na plaze Grecji lub okupowac brzeg Wloch

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. ja w ostatniej chwili powiedzialam o tych mlodych Anglikach "młodzi ludzie" zwracając sie do starszych Angielek, bo mialam powiedzić "wnuki". A potem w trakcie rozmowy chłopak, ok.20-letni powiedzial "moja mama", Mysle, ze to adoptowane dzieci, bo Angielki były naprawdę starsze, jak wspomniałam ok.70tki,ale bardziej po. Takie bardzo wystrojone i eleganckie.
      Tak ludzie zachodu nie chodzą, a Kim to w koncu Amerykanin, to jeszcze bardziej, dla niego spacer nie istnieje. Ewentualnie biegi. Na parkingu do sklepu by wjechal,czy do jakichs biur, i narzeka, ze nigdy nie ma miejsca najblizej, a inni tez tak chcą. Ja osobiscie NIGDY nie podjezdzalam blisko sklepu, nawet ze wzgledow bezpieczenstwa, bo tam byl duzy ruch i mnie na tym nie zalezalo.
      A ja lubie ludzi ruch,znane kurorty, ale nie wielkie miasta, takie sredniej wielkosci, lubie patrzec na pełnię zycia, cisza i nadmiar natury mnie męczy i przygnebia. Naprawde i dlatego nie lubię wsi. Ale jakoś muszę to znosić i niech bedzie, ze ta gajowka to tylko dom wakacyjny dla mnie.

      Usuń
  4. My co roku objeżdżamy Jezioro Złotnickie i Leśniańskie rowerami. Mają tam cudnej urody ścieżkę, którą kocha moja Gui, a mnie skóra cierpnie, gdy mam zjechać po korzeniach wprost na stary most.

    OdpowiedzUsuń