Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

niedziela, 31 maja 2015

Co za tydzień!

Ostatnio guciamal pisała o Nulla dies sine linea i zgadzałam się z nią w całości, bo natura horret vacuum. Ja z kolei czytałam Schopenhauera, który radzi prowadzić dziennik. To sposób, aby zastanowić się nad każdym przebytym dniem-co się robiło, jakie przychodziły myśli. Ważne w pisaniu dziennika jest wybrać i utrwalić jakiś szczegół- bodaj jeden, bo inaczej dzień upłynie bez zaczepienia. Chodzi o tworzenie  "zaczepów czasu", aby dzień nie prześlizgiwał się po powierzchni bez śladu.
 I tak chciałam opowiedzieć o moim  minionym aktywnym  tygodniu. W niedzielę  przyjechałam  do mojego  lokalu wyborczego za 5 dziewiąta wieczorem. Wracałam z Opola, Zdzieszowic i Bytomia. Uczestniczyłam w pięknym spotkaniu rodzinnym z okazji  jubileuszowych urodzin cioci Zosi- najmłodszej siostry mojego ojca, które odbyło się w Bytomiu, a potem odwiedzaliśmy rodzeństwo cioteczne mieszkające w niedalekiej odległości.
Ciocia z szampanem, obok kuzyn Zygmunt ze swoją rodziną.

Jola z Żagania wznosi toast, obok mąż Alek.
Rodzeństwo mojego ojca, a było ich wszystkich sześcioro, pozostali  już nie żyją, we wczesnych latach 50-tych wyjechało z kieleckiego na tzw. ziemie odzyskane. Ciocia Andzia do Żagania, wujek Józek i ciocia Marysia do Wrocławia, ciocia Jasia do Namysłowa, a Zosia do Zabrza / Heidenberg/ najpierw, potem została w Bytomiu. Tam pobrali się z partnerami z różnych odległości, z dawnej polskiej Ukrainy, spod Warszawy i też z kieleckiego.
Nestorka rodu z najbliższą rodziną i dwiema szalonymi tancerkami- siostrzenicą i bratanicą.
 Mój ojciec został w okolicy ojcowizny, w Sandomierzu, bo najpierw był w wojsku, a potem zaraz poznał moją mamę w Sandomierzu, a ona chciała być koło swoich rodziców. Moje rodzeństwo cioteczno-stryjeczne również weszło w związki małżeńskie z partnerami pochodzącymi z różnych odległych miejsc i backgroundów.
 To stanowi obecnie absolutnie wspaniałą mieszankę towarzyską. Spotkania z nimi są wyjątkowym doświadczeniem i zapadają głęboko w pamięć.
Fancy party w Opolu 6  lat temu. Takie małe zdjęcia, bo to z "naszej klasy" jeszcze. To była impreza!

  Bo tak wszyscy spotykamy się co 2-3 lata z okazji okrągłych urodzin, ślubów dzieci czy pogrzebów niestety. Jeden z naszych kuzynów to właściciel współczesnych latyfundiów, Zygmunt studiował w US i w innych krajach. Jego urok jest powalający, a chociaż nasze pokrewieństwo jest odleglejsze, to nasze stosunki są bardzo bliskie.
Kuzyn Zygmunt z żoną Anią, a kawa na pierwszym planie:) Pamietam jak mój ojciec juz 15 lat temu mówił, ze u Zygmunta lepiej niż u dziedzica Włostowa  przed wojną i tak bardzo się wzruszał szczęśliwy  tym faktem.
 To zasługa naszych wszystkich rodziców, którzy obok bliskości z rodzonym rodzeństwem, też często i chętnie spotykali się ze swoją cioteczną rodziną. Mam pewność, że ta rodzina jest i będzie zawsze dla mnie ogromnym wsparciem.

Orszulka ze swoją bratową z Niemiec, w głębi ciocia tańczy z synem Krzysiem. Piszę Orszulka, bo tak się na nią mówi w rodzinie.
To nie do wiary  jaka przyjaźń i sympatia nas łączy, jakie pasjonujące dyskusje prowadzimy i jak szalejemy na parkiecie, albo biesiadujemy przy stole.
Grażynka z Opola szaleje z Zygmuntem.

Dorotka- wnuczka jubilatki ze swoja przyszłą bratową Angelą.

Suchy Bór i Zdzieszowice ze mną. Się działo.
 A jedna kuzynka ma ogromną firmę kateringową i imprezy u niej to każde jak weselisko. Może też zaprosić na jacht i dalej hajda sterniku na Mazury do Dominiki, albo gdzieś jutro popłyniemy daleko....Kuzyn za płotem swojej posiadłości ma  otwarty basen miejski, wygląda jakby wszystko należało do niego, i żartujemy jakie to Rysiek wygodnie życie sobie stworzył.
Rysiek ze mną, kiedyś podobny do Stana Borysa a teraz do Piotra Szczepanika, bo taką dedykację otrzymał od wodzireja.
  Kryte małe  baseny to jakby norma u moich kuzynów:) Mamy też Niemca w rodzinie- Christofa z Bytomia, Francuzkę- Margueritte z Wrocłwia , oboje za granicą od lat 80. Ja prawie Angielka, chciałoby się:) tylko muszę pomieszkać trochę w UK, żeby dostać prawa po mężu i taki melanż  bardzo ubogaca nasz wzajemne koligacje, koneksje i interakcje!
Wnuczka jubilatki ze swoją rodzinką. Młodszy  Ignaś podobny do synka  mojej koleżanki blogerki Amishy

Suchy Bór i Żagań się bawi!

Nomen omen cztery siostry,  od lewej- rodem z Namysłowa, Żagania, Ostrowca i Bytomia.
 Mamy literata w postaci mojego brata, który z rodziną się wprawdzie nie spotyka, ale przynajmniej pisze książki z regionu naszych rodziców, mamy nawet  ciekawych innowierców, inżynierów po przejściach, siłę fachową z Urzędu Skarbowego, księdza i nauczyciela. I Orszulkę, która została na posiadłości naszych wspólnych dziadków, a tam zdecydowanie imprezy są najlepsze, bo tyle wspomnień, śmiechów, spacerów po wsi zatrzymanej w czasie, a potem chlup do basenu, żeby obmyć nadmiar wrażeń.
I takie smakołyki też pijemy:)))) Prosto z holenderskich coffee shopów.

 I teraz cytat z Kapuścińskiego, do ktorego wróciłam ostatnio. Ja jak guciamal też zawsze zakreślam ciekawe fragmenty z książek.
Wybór otoczenia, środowiska jest ważny, gdyż przecież nie tylko my oddziałujemy na innych- inni także oddziałują na nas, narzucają nam wzorce zachowań i w dużym stopniu decydują o poziomie naszego życia.
W usta wujka Józka z Wrocławia można by włożyć te słowa: Nie zajmuj się głupstwami. Głupstwo, błahość ściąga cię w dół. Nie daj się. Trzymaj się pazurami wierzchołka. Uprawiaj wspinaczkę, uprawiaj  kult góry. Do naszego  Bartka odnosi się to metaforycznie i praktycznie, i też do naszych wszystkich młodych dzieci.
 Tak, ponieważ potrzebna jest wzniosłość, niezgoda na miałkość, na małość, na zniżanie się do banału. Ale osiąga się to nie przez jałowy opór, zwykłe odrzucenie, ale przez zajmowanie się myśli ważnymi, istotnymi problemami, rozważaniami, refleksją nad losami człowieka i świata.
To był weekend wyborczy, my też  nie wchodziliśmy do  toczącej się rzeki pseudo-spraw. Nie obniżalismy treści i pułapu swojego myślenia. Ale brzmi, hehe. Chociaż w sprawie biednych emigrantów z Afryki i Syrii były podzielone zdania i to mnie oburzyło.
80 lat cioci Zosi uczczono znakomicie! Szkoda, że nasi Rodzice nie doczekali takich pięknych  jubileuszy. A ukochana Ciocia Andzia z Żagania odeszła parę miesięcy temu w wieku 83 lat.

Akurat  temat emigrantów też poruszałam  w czasie innego spotkania w tym tygodniu. Do mojego miasta przyjechała comeniusowa wymiana dzieci i nauczycieli z Grecji i Portugalii. Spędziłam z nimi unforgettable time and amazing experience- słowa dzieci stamtąd. W krótkim czasie od razu się zaprzyjaźniliśmy się i poczuliśmy więź  z powodu tych samych zawodów i społecznikostwa, które jest bardzo charakterystyczne dla nauczycieli starszego pokolenia. A sprzyjało też temu spożywanie ouzo i porto, oraz wspólne śpiewy i tańce.
Song contest już w autobusie. Urocze Portugalki.
Do Portugalii mam szczególny stosunek z powodu erazmusowego studiowania  córki Dominiki w Universitade de Algarve, a Grecję też odwiedzałam kilka razy, a kto by nie znał Grecji?! Mój śp.ex- mąż mieszkał tam prawie rok, byłam na weselu grecko-polskim i w ogóle... Przygotowałam sobie słownik portugalsko- grecki z rozmówek  i dostawałam brawa za wszystkie próby mówienia, a szczególnie za desculpe per condiciones meteleorgicos- padało cały czas i było bardzo zimno, brrrr. Dla nich gorzej niż w zimie. Dziewczynki greckie - Irene, Maria, Adriana wzięłam najpierw za Portugalki
Irene rozmawia przez telefon. Powiedzialam do niej Irene Papas, a nauczycielka do mnie wow! Wiele jeszcze innych rzeczy przypomniałam sobie o Grecji w związku z Eleni, Persami, Maria Callas itd itp
 i uczyły mnie wymowy- chamo me Alicia, come estas, muito prazer, a sua saude, delicioso itd, one też się uczą w szkole portugalskiego i się nie zorientowałam na poczatku,że to Greczynki:)
I rozpoznalibyscie, ktorzy Grecy, a którzy Portugalczycy? Dwie panie z lewej  i wyżej Portugalki- Augusta,Fernanda, Filomena,Christine i Fleribelle, na górze Greczynki-  Silvana, Marija,Lemonia,i oczywiscie Eleni - z długimi czarnymi włosami- piękna kobieta, w srodku Polki oprócz tej w szaliczku- Portugalka.
Abrigado i efaristo mówilismy sobie bez przerwy.
A to śliczniutki Portugalczyk w koszulce z polskiego EuroCup z koleżankami.
 Dzieci znad M.Śródziemnego mają podobną urodę, bo dorośli już inaczej wyglądają.
Greczynka Silvana. Ale jej było zimno cały czas. Na obiedzie w Swiętokrzyskim Dworze w Nowej Słupi. Ouzo w małych kieliszkach widzicie?
. Ciao, adio na pożegnanie już było takie międzynarodowe. Kocham takie spotkania, z ludźmi podobnych środowisk poprzez wspólne doświadczenia nawiązuje się automatyczny kontakt. Rozmowy z  ludźmi przenikliwymi,  o gruntownej wiedzy, znającymi  historię, zależności społeczne są nadzwyczajne, bo w przeciwnym razie mijamy się jak zupełnie obcy, chociaż będziemy rozmawiać, to i tak się nie poczujemy. Nie zbliżymy się swoją kulturą, czymś nieuchwytnym i nieokreślonym, ale łączącym nas. Wizja świata wielokulturowego stawia wysokie poprzeczki. Ludzie sobie z tym nie radzą. Ja sama to u siebie obserwowałam w kontakcie z tymi, powiem niegrzecznie, ograniczonymi dla mnie niektórymi obcokrajowcami. Z nauczycielami entuzjastami na wymianach zawsze czułam się rewelacyjnie, sama kiedyś organizowałam wyjazdy do Anglii, jeszcze przed Unią. Wtedy to była logistyka!
A kontynuując tydzień  przygotowywałam się do angielskiego wyjazdu, odpowiadałam na oferty pracy  "ilesz,  ilesz"/ pamiętacie ten węgierski zespół?/ , rozmawiałam z ginekologiem po angielsku. Bardzo go  zadziwiło moje nazwisko:))) Imprezowałam z koleżankami. I nawet coś pracowałam w firmie Lancer o 8 rano, fajna nazwa nie? Mnie się bardzo podoba! Dawno nie miałam tyle w sobie entuzjazmu.
 Żeby było trochę więcej niż mało, ale trochę mniej niż dużo./pieniędzy/
C u in UK.




4 komentarze:

  1. Jak to u Ardioli - ciekawy i pozytywny post, pełen ludzi i miejsc :-). Świetnie, że mimo lat ciągle się spotykacie i pielęgnujecie relacje rodzinne. Zawsze za tym byłam, jestem i będę. Tworzysz super pamiątkę opisując to wszystko :-). Pomysł zaczepów czasu bardzo mi się podoba, ale ja ostatnio mam same luki, grrr...

    Ja nie spotykam się w międzynarodowych grupach, bo mało podróżuję, a i niewielu obcokrajowców w moich stronach. Mąż jest jedynym akcentem, póki co. Niebawem, na chwilę znów polecę do niego do Amsterdamu, a być może przyjadą też teściowie - to będzie dopiero akcja, jak się domyślam ;-).

    No i jak zawsze muszę dodać, że wyglądasz extra!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A widzialaś to zdjęcie? Nasz Ignaś jest podobny do Twojego syna.
      Dziękuje za komplement. Staram się trzymać formę, a nasze spotkania rodzinne są wspaniałe. Kolejne z moim udziałem to na pewno 16 lipca nastepnego roku- wesele mojej córki!!!!
      Dans le port de Amsterdam jak śpiewał Jacques Brel. Uwielbiam.

      Usuń
    2. Ignaś, ten mniejszy? I podobny do naszego Maksa tj też młodszego? Bo może troszkę, choć na tym zdjęciu słabo widzę. No, ale Ty Ignasia znasz na żywo, więc masz lepsze porównanie :-).

      Usuń
  2. No proszę - jestem cytowana:) nic to, że pośrednio. Amsterdam- lubię i miasto i utwór śpiewany przez Brela. A nawet więcej uwielbiam :) A podtrzymywanie tradycji spotkań rodzinnych bądź ze znajomymi to piękna rzecz, zwłaszcza dziś, kiedy cierpimy na chroniczny deficyt czasu.

    OdpowiedzUsuń