Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

niedziela, 26 lipca 2015

City of Wakefield- West Yorkshire.

Nadmiar wolnego czasu, który zdumiewająco towarzyszy mi od lat, wzbudza moje poczucie winy, sprzyja natomiast rozmyślaniom i refleksjom. I z tego na szczęście udaje mi się utrzymywać jakoś na powierzchni. Odrzucam inconsistency, wypieram z pamięci przykre chwile, a w podarku dostaję powerful motivation. To brzmi.
Najbardziej lubię się uczyć i dlatego jedno z moich pierwszych działań w UK, było zapisanie się do Wakefield College.ESOL i Supporting Teaching&Learning in Schools. Bright career in front of me. 


Wakefield College zachęca do nauki. Usytuowany w centrum miasta.

Jeszcze wcześniej zapisałam się do biblioteki. Tutaj jest tak, że dostajesz kartę i możesz korzystać z bibliotek na terenie całego jakby powiatu- County. Ja w związku ze swoją pracą i miejscem zamieszkania krążę miedzy Wakefield,Castleford, Pontefract i Normanton. I te miasta w ciągu miesiąca udało mi się całkiem dobrze rozpoznać. Nie dowierzam sama, gdy to piszę, bo zawsze byłam kiepska w orientacji, ale teraz mam magiczną zabawkę w postaci location map w telefonie i znajdę każdy punkt w mieście. I tak wypełniam rolę social worker do której przygotowuję się chętnie i z poczuciem misji.Zawsze lubiłam każdą swoją pracę, bo taka już jestem zadaniowa. 


Moje lektury.

Public transport is my favourite one, i też już świetnie się z nim zaznajomiłam, i wiem  już na ogół, z której strony i w jakim kierunku jechać, czasami się mylę i oczekuję autobusu z innej strony:)) Czasami przemierzam tereny na rowerku, przygotowując się do jazdy samochodem. 


Na rowerku w parku najpierw, a później przeniosłam się na ulice.

Kontynuując moje nawiązywanie do piosenek, dzisiaj przytoczę Dusty Springfield- Yesterday when I was young the taste of life was sweet..the thousand dreams I dreamed, the splendid things I planned...
Zadziwiająca nawet dla mnie jest ta moja chęć na nowe sytuacje i wiara, że tyle planów jeszcze się powiedzie. To na pewno wieloletni, liczony w dziesiątki lat wpływ przyjaźni z doskonałymi psychologami i terapeutami.  Też moja radosna osobowość.  Because I always built to last..The friends I made all...are with me and I'm not left alone to end the play and still so many wild pleasures lay in store for me.
Ogromnie dużo rzeczy podoba mi się w Anglii. Zacznijmy od muzeów. Są za darmo i najczęściej zlokalizowane tutaj w pięknych pałacykach art nouveau, z kawiarenkami,sklepikami, a ja bardzo lubię historię, wystawy i kontakt ze sztuką. Zawsze tam spotkam ciekawych ludzi i zamienimy parę zdań. Zaczną tak:excuse me my inquisitiveness but where are you from,bo np. wcześniej słyszeli mój akcent. Anglicy lubią historię jak żywa i stąd wielosensoryczne ekspozycje i dla dzieci interaktywne kąciki. Wszystko można dotknąć i zrobić zdjęcie. Galerie pokazują przede wszystkim lokalne dziedzictwo i zasłużonych, słynnych ludzi z regionu, z których są bardzo dumni. Wszystkie imprezy, festiwale nazywają ich imionami, albo lokalnym rzemiosłem. U nas dopiero teraz tak się to pokazuje,no już od 25 lat, bo za komuny to historia zaczęła się po wojnie.


Historia słynnej ligi Wakefield Rugby. Ekspozycja muzealna.


Pamiątki po Wakefield Trinity.


Muzeum w Pontefract. Historia upraw lukrecji, z którego słynie region.

Często tutaj śnili mi się  moi nieżyjący rodzice i pierwszy mąż. Tak sobie tłumaczyłam,że roztaczają nade mną opiekę. Na targach starych płyt myślałam o Piotrku, moim pierwszym mężu, bo widziałam tyle wspomnień w okładkach płyt z lat 70.czy wcześniejszych. Takie marzenie tamtych lat, mieć płytę z zachodu. Przy tym zespół na żywo śpiewający evergreeny, rozmiękczał zupełnie. I wtedy chciałam tam być z Piotrkiem i słuchać Whole lotta love.


Targi płyt.


Piwo z lukrecji też sprzedawano. Tłumy na festiwalu Liquorice w Pontefract.


Inne puby też oblegane przez dużych i małych. Tak wspólnie z Liquorice uczczono w Pontefract 800lecie Magna Carta.

Moja ta niby emigracja mija wakacyjnie.Nie zmęczyłam się jeszcze pracą, bo tak się składa, że z pracy, czy w Polsce, czy tutaj robię przyjemność i z niej korzystam wielorako. Nie zrozumcie tego tylko wieloznacznie. Już nie ze mną te numery Bruner.


Jakby w pracy.

Byłam w Anglii tyle razy w ostatnich 10 latach, ale właściwie zawsze na parę dni, dwa razy na dwa tygodnie, ale to było prawie 20 lat temu!!! I kolejna rzecz, która tu staje się normą to wszechobecność naszych rodaków. Nie mówi się o tym w Polsce tak szczerze. Ta łatwość życia tutaj, urządzenia się,przystosowania, dostępność wszystkiego, rozwijania swoich karier to straszny policzek dla naszego kraju. Ja się wcale nie dziwię decyzji naszych krajan. Sama też przyjechałam min. w celach zarobkowych i poznawczych.Każdy mnie pyta, jak długo w UK, a ja, że miesiąc. Wtedy zachwyty nad moim językiem jakby tylko u nich można się uczyć języka. I co mnie przywiodło do Wakefield? Muszę zmienić odpowiedź na coś bardziej wyrafinowanego, już mam pomysł, a nie, że do znajomych czy, że angielskiego uczyłam się w szkole w Polsce. Każdy lubi mieć kontakt z kimś niepospolitym. A ja uwielbiam narracje czyli tworzyć bajki. Romancing lub making up stories. Całe pokolenie lat 80. z niektórych miast, np. z mojego post-hutniczego wyjechało do Anglii i tutaj żyją sobie bardzo wygodnie. Mam stale kontakty na fb z moimi byłymi uczniami, szczególnie z rodzeństwem Asią i Artkiem, których znam od urodzenia, czy Agatką, moją wzorową uczennicą, Łukasz, prawie rodzina teraz, wszyscy z jednej klasy, i setki innych, o których wiem , że są zadowoleni ze swojego życia w UK.  Ich dzieci mają szczęśliwe dzieciństwo w zadbanych domach z ogródkiem, a oni dobrą stabilną pracę i atrakcyjne wakacje, gdzie sobie zamarzą. Tu, jeśli dobrze pracujesz, możesz liczyć na sukces i odpowiednie zabezpieczenie. I niekoniecznie studia się liczą, oprócz oczywiście zawodów bardzo profesjonalnych. Też moi uczniowie są w najwyższej hierarchii tutaj.


Polskie sklepy w Wakefield. To przy jednej ulicy. Jest ich znacznie więcej.


Na festiwalu w Pontefract. W tym też wyspecjalizowaliśmy się.


I kolejka do polskiego barbecue.

Wszyscy starsi Anglicy w kontakcie ze mną przypominają sobie chwalebne karty naszej historii. A ja na to,że to my teraz budujemy waszą potęgę pracując ciężko i uczciwie. Wszyscy się z tym grzecznie zgadzają i dodają, że niech Cameron się cieszy z pracy Polaków i ich aktywności. W kościele natomiast podczas pogawędek po mszy rozmawia się o tolerancji Polski w czasach dawniejszych i wiedzą, że katolicyzm był patriotyczną obroną przeciwko zaborcom. Może też przygotowują się do dyskusji jak ja i chcą mi zrobić przyjemność?
Taka ich radość, że ja niby katoliczka w anglikańskim kościele. Dzisiaj rozmawiałam telefonicznie z moją znajomą ze Scunthorpe- Marion Howe, znamy się prawie 20 lat. Kiedyś pracowałyśmy w Stowarzyszeniu Miast Partnerskich i organizowałyśmy wymiany rodzinne. Jeszcze przed Unią. Umawiałyśmy się na spotkanie. Powinnam tu mieszkać od tamtych czasów, ale życie potoczyło się inaczej. I nadal  jednak towarzyszy mi żal, że Kim nie chciał tu mieszkać.  


W kościele All Saints po mszy na kawie.


Sandal Castle, w niedzielę był tu koncert Brass Bandu.


Jeszcze po kościele.
Taki przystojniaczek , tenor Andrew Woodmansey śpiewał w Wakefield Cathedral, min. Schumanna, Handela i Gershwina.

Wróćmy jeszcze do Dusty Springfield:
The game of love I played with arrogance and pride....(dont regret it) Tak bardziej instynktownie podchodziłam do tych spraw.
The time has come for me to pay NOT for yesterday when I was young but for the last 10 years.
Ale, i tu przygrywka, wcześniej wypity shaken not stirred i zatańczymy z Frankiem Sinatrą:
I love you baby, and its quite all right
I need you baby, you warm a lonely night
I love you baby. Trust in me when I say.
Oh pretty baby, now that I found you. Stay.
Ja naprawdę bardzo lubię tych Brytyjczyków, za ich historię, za Henryka VIII, który ośmielił się zerwać z Rzymem i rozpoczął angielską potęgę, którą utrwaliła jego mądra córka Elżbieta, za otwartość, różnorodność przede wszystkim i za to, że ten kraj jest tak sprawnie zarządzany. Francja przy nich  to post-socjalistyczne ubóstwo:))
Dzisiaj pojechałam do Bradford i Batley, a tam połowa mieszkańców to Azjaci. Muszę się nauczyć robić zdjęcia z ukrycia, niektórzy wyglądają bardzo egzotycznie i warto ich utrwalić.
Lubię też swój zawód. Wrócę do was za niedługo ze świeżą wiedzą, prezentami i vibrant enthusiasm.I miss you already.

I na koniec moje ulubione zajęcie- -przeglądanie się w lustrach i szybach wystawowych.
Am I loosing ny look?


No,  looking great!
I tak trzymać.

7 komentarzy:

  1. Będąc we Francji czułaś się jak w domu, a teraz podobnie czujesz się w Anglii - chyba więc jesteś po prostu obywatelką świata, a takim wszędzie dobrze, no może poza Koreą Północną :)
    Odnośnie Twoich refleksji dotyczących życia w Anglii - jakoś mi to koresponduje z tym dosyć przykrym listem Polaka:
    http://www.polishexpress.co.uk/dlaczego-nie-wroce-szczery-tekst-polaka-z-uk-bije-rekordy-popularnosci/
    Ale Ty chyba jednak wrócisz? :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Juz dwa razy probowalam cos napisac i wlaczal mi sie error. Teraz napisze krotko. Tak wroce do kraju, bo mam pewne wazne obowiazki, ale tutaj tez zawitam potem za niedlugo.
    Tu juz jest nasza druga ojczyzna.

    OdpowiedzUsuń
  3. Juz dwa razy probowalam cos napisac i wlaczal mi sie error. Teraz napisze krotko. Tak wroce do kraju, bo mam pewne wazne obowiazki, ale tutaj tez zawitam potem za niedlugo.
    Tu juz jest nasza druga ojczyzna.

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie ma potrzeby zyczyc mi spelniania marzen, bo co sobie zazycze, to sama sobie spelniam. Powiedziala Agatka.
    Tak rzeczywiscie jest. Albo kiedys zyczono mi- milego wypoczynku, a ja bylam ostatnimi laty nadmiernie wypoczeta i zrelaksowana. Trzeba mi zyczyc pracy.

    OdpowiedzUsuń
  5. Takie czasy. Wszyztko plynie. Piotra juz nie ma tyle lat. A dzisiaj odeszla nasza kolezanka Krysia.
    Ciesz sie latem i tym angielskim nastrojem. G.

    OdpowiedzUsuń
  6. Serdeczności, tak po prostu.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dziekuje. Chyba jedna wnikliwiej potraktowalas lekture mojego bloga. Ze nie ma chez nous. Tylko chez moi i c'est la vie.
    A propos Dusty Springfield, to wczoraj zmarla inna gwiazda angielska lat 60. Cilla Black. Tak mi szkoda sie zrobilo, ze w Polsce w ogole nie bylo utrwalone jej nazwisko, chociaz jej wielki przeboj You are my world, dobrze znamy.
    ardiola. Z konta google nie zawsze mi komentarz sie zapisuje.

    OdpowiedzUsuń