Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

czwartek, 17 maja 2018

Zakopane- z poezją, naturą i sztuką.

Postanowiłam pojechać do Zakopanego. Na szczytach Tatr, na szczytach Tatr, na sinej ich krawędzi wyobrażałam sobie nie strop nieba ołowiany, tylko niebo niebieskie, rwące strumienie i świerki zielone. I myślałam, znowu Szymanowski, znowu Witkacy, Kasprowicz, Tetmajer i Asnyk. Bo ja tak zawsze lubię górnolotnie.
Z Kasprowiczem namalowanym przez Witkacego.
A potem zobaczyłam  niebieskie niebo, turkusową ciszę i zielone świerki, ale  "Wszystko przyprószone jest śniegiem siwizny. I posmutniałam".
Bo są takie momenty, parę nut nagle uderza do głowy, zawraca ją, wzbudza wszystkie minione najskomplikowańsze dźwięki, i alkohole. I nagle krystalizuję się życie całe. Tak się dzieje z wyłaniającym się Giewontem i powietrze podhalańskie uderza do głowy.

Gdy byłam dzieckiem jeździłam r rodzicami na wycieczki pracownicze i pamięć o tych naprawdę fajnych imprezach zostawiła trwały ślad we wspomnieniach.
Na tej pamiętnej wycieczce w listopadzie 1971 roku mieszkaliśmy  gdzieś w Kuźnicach , bo mam stare zdjęcie. Zawieziono nas też do Morskiego Oka i mama moja w takim ogromnym kożuchu- futrze się mówiło, w którym potem chodziła całe życie. Mnie nie kupili kożuszka, który wtedy kosztował majątek.
Legendę Tatr i Zakopanego znałam od zawsze. Wychowywana ze starszym bratem, zwykle wiedziałam więcej. Taki wierszyk Tetmajera był chyba w starych podręcznikach.
"Wolno i sennie chodzą po jasnym tle błękitu, złocistobiałe chmurki z połyskiem aksamitu". Jak pamiętam Tetmajera omawiało się dokładnie w liceum. Też pewnie kształtował nasze wyobrażenie o Tatrach, moje na pewno.
A dokładniej Tatry poznałam na studenckim obozie sportowym w 1980. Polska szykowała się do gorących zmian, powstały związki zawodowe, a my chodziliśmy po górach. Ale była beztroska.
Jakie tu piękne słońce swieciło!
"Cicho, cicho nie budźmy wody, lekko z wiatrem pląsajmy po przestworów głębinie...i wchłaniajmy potoków szmer, co toną w jeziorze i limb szumy powiewne, i w smrekowym szept borze.."
Płonie kamienna Tatr korona,
A cisza siada między granie,
Rozleniwiała, rozmarzona.

Słońce w niebieskim lśni krysztale,
Światłością stały się granity,
Ciemnosmreczyński las spowity
W bladobłękitne, wiewne f
ale.

Wszyscy obdarzają Zakopane i Podhale niezmiennym uczuciem od lat, te góry, ten pejzaż, pawiookie stawy , muzykę. Jeszcze jeden piękny cytat:

Taki tam spokój... na gór zbocza światła się zlewa mgła przezrocza na senną zieleń gór... srebrnotęczowy sznur-potok skrzy... srebrzystoturkusowa cisza nieba... Egzaminacyje epitety Młodej Polski.
Nad Morskim Okiem schronisko jak zawsze to samo. Jak opoka.
Kiedyś byłam całkowicie przygotowana na ten wielki zakopiański świat. Czytałam Witkacego i Witkiewicza -ojca. Tetmajera i Kasprowicza.
Willa Koliba- wg projektu Witkiewicza.
Koliba- salon.
Znałam przeżycia Marii Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej w willi na Kozińcu. Słuchałam Szymanowskiego czytając Lieberta. Obydwaj gruźlicy, przemknęli przez świat jasną smugą sztuki. Ekscytowałam się witkacowską ekstrawagancją, on mnie "pożerał".
I tak chciałam żyć, czysta forma, narkotyczne sny, nieziemskie i pozaziemskie,  i oczywiście  moja ulubiona fantasmagoria. Późniejsza wyprawa do Indii i Nepalu dopełniła całości. Nudność zwyczajnego życia była mi zawsze nieznośna.
W rezultacie, "kiedy czas nachylił się ku wieczorowi", czyli bez metafory, gdy mi lat przybywa i bliżej do starości, to wcale nie żałuję tych moich szaleństw. Tylko nie ma już tamtych ludzi. Tyle osobliwych wędrówek, wieczorów w knajpach, potańcówek czy nawet spacerów z  moimi małymi, potem dużymi córeczkami oraz uczniami. Do Zakopanego jeździło się prawie co roku.  Moje szczęśliwe życie. Jakeś mi sie prędko odmieniło. Jakeś strumyku upłynął, jakeś wysechł, jakeś zubożał, dzwoniący jak owce na hali.
A teraz wszędzie profanum vulgus.
 Sama schodzę stopniami w oko doliny, szerokimi, zielonymi stopniami głębiny.
Strążyska.

W drodze na Morskie Oko.

Taki snieg na wysokości Kasprowego.
Pariasem zdecydowanie być nie chciałam i w czasach studenckich bardzo mnie bawiły wyjazdy do Zakopca i narciarskie szusy na Polanie Szymoszkowej, Butorowym Wierchu czy Nosalu. Nie wiem skąd ja wtedy pieniądze miałam, ale chyba oszczędzało się na jedzeniu, żeby na sobotę skoczyć do Zakopca i na " do you spek English " zawsze się kogoś poznało. Dobrze, że na uczelnianych obozach kondycyjnych nauczyłam się jeździć na nartach.
Na Kasprowym szykowałam się do zjazdu, tylko buty nie te...

 Wtedy w Zakopanem to byli inni ludzie. Bardzo było przyjemnie mieszkać w hotelu i czuć się prawie wywyższonym rozmawiając po angielsku o zakopiańskiej architekturze, Szymanowskim i Witkacym. Parlami ancora de lontano sento, mów do mnie jeszcze.. To były osobliwe improwizacje. Wielkie rozmowy i wielkie popijawy. Haute volee młodej prowincjuszki.
A teraz kiedy widzę tytuły w teatrze im. S. Witkiewicza- Demonizm zakopiański,Na przełęczy, Opowieści o zwyczajnym szaleństwie- to widzę się jako Kobietę- istnienie poszczególne. Jeszcze mi w głowie jakieś ekstrawagancje i zjawy.

Chodzę sama po Chochołowskiej, Strążyskiej i Kościeliskiej ulicy i myślę,  że niczego się nie nauczyłam i nic nie rozumiem, i nic nie zapomniałam i znowu nic nie umiem.. a chciałam przecież tak wiele. Zrobić, pojąć, ukochać.. Noc płaszcz narzuca na góry, siklawy nie przestają szlochać..
Ale wspaniale było się kąpać w termalnych wodach zakopiańskiego  Aqua parku, z widokiem na Giewont. Jakby nad jeziorem Phewa w Nepalu.
W kinie Sokół oglądałam bhutański film Miód dla Dakini.
Kino jak z dawnej epoki.
 Oglądaliście kiedyś film z Bhutanu? Totalna ezoteryka, egzotyka też.
Gabinet Szymanowskiego.

W Atmie słuchałam Szymanowskiego, jakbym na nowo widziała Panny z Wilka.
Willa Atma na Kasprusiach.
Portrety Szymanowskiego wykonane przez Witkacego.
Ile tych odsłon z niepamięci?
Wiersze Tetmajera, Kasprowicza, Asnyka i Iwaszkiewicza.


7 komentarzy:

  1. Ah, Zakopane, 3 albo 4 dni. Piekne zdjęcia, a pani coraz młodsza. Pozdrawiam z Krakowa. A proszę coś o Dominice napisac. Ola.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję za komplementy.Następny post będzie o Dominice i Matyldzi, oraz Ewci. Do zobaczenia w O.

      Usuń
  2. Tak Ala, nie pojechałam wtedy na ten obóz do Zakopanego i ciągle żałowałam, ale ostro uczyłam się do egzaminów poprawkowych i do dziś nie jeżdżę na nartach. A Zakopane to Młoda Polska, którą najlepiej lubię w literaturze i mam w głowie te cytaty, ale nie tyle co Ty, bo przeszłam na inny język.Ciekawe czy Danusia czyta Twój blog?

    OdpowiedzUsuń
  3. Obóz kondycyjny w Zakopanem, jakie to odległe czasy!
    Do Danusi wysyłam co jakiś czas link do mnie, ale nie odpowiada. Szkoda.
    Natomiast nasi koledzy z roku są aktywni na fb.Trudno uwierzyć, ze tyle lat minęło.

    OdpowiedzUsuń
  4. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  5. Po pierwsze:
    Na zdjeciach prezentujesz sie zajebiscie:))

    Po drugie:
    Masz artystyczna dusze...taka zwiewna jak poezja.

    Po trzecie:
    Z poezja skonczylam romans po ukonczeniu liceum. Na studiach weszlam w lekture fachowa i wszystko inne zostalo zepchniete na moment pt.: "Wroce do tego wtedy, kiedy bede miala czas". A czasu na to nie mam, poza tym fanka poezji nie jestem. Proza cool, poezja -o matko ty moja!! Ale wprowadzasz mnie w chwile, ze mi sie jej znowu chce:))

    A poza tym, to chyba tak ma , z ta poezja, Twoje pokolenie. Jestescie ludzmi nauczonymi ja rozumiec, przebywac z nia, oddychac nia. Kiedy spotykam dziewczyny z pozniejszych rocznikow to one prawie wszystkie tak maja:))
    Jestescie swietne, wrazliwe babki:))

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo podoba mi się zdanie 'Nudność zwyczajnego życia była mi zawsze nieznośna'. Wynikające chyba z podobnych powodów, co 'Odi profanum vulgus et arceo'.
    Pięknie ujęła Pani w kilku słowach tyle emocji - pragnienie przygody, brak zgody na nużącą rutynę i na brak polotu, potrzebę piękna. Wprowadzam do zdanie do mojego słownika.
    Pozdrawiam serdecznie,
    Agnieszka G.-P.

    OdpowiedzUsuń