Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 25 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

wtorek, 9 czerwca 2020

Pamiętnik z czasów zarazy. Karuzela z misterami cd.

  Czasy zarazy wypełnione miłością, czułością i tęsknotą oraz miłym odprężeniem. Wreszcie zasługuję na emeryturę. Strach odrzucany. Ale nie tylko mężczyźni mogą się poczuć zaszczyceni  z powodu tych miłych emocji.
Jednakże wróci pamięcią do paru z nich wspomnianych w poprzednich postach. Zgadniecie z pewnością  których ma na myśli.
W telewizji puścili Something gotta give / Lepiej poźno niż poźniej/ i przypomniała jej się pierwsza randka z amerykańskim mężem w Paryżu. Na kolację zaprosił ją do modnej wtedy restauracji Le Grand Colbert. Dwa lata po premierze filmu restauracja była zawsze wypełniona Amerykanami, a plakat z Jackiem Nicholsonem i  Diane Keaton zmuszał do rezerwacji stolika na wiele dni przed umówiona kolacją.
Ale twarz zajaśniała  tego wieczoru.
A nie tak dawno ludzie mieli żal do wiosny, że znowu nastała.
 Zdziwieni byli i obwiniali ją za to, że  spełniła jak co roku swoje obowiązki.
 A ja nie mam urazy do  widoku o widok  na olśnioną słońcem zatokę. 
Potrafię sobie nawet wyobrazić,  ze jacyś inni, nie my
 siedzą w tej chwili na obalonym pniu brzozy.
 
Nad Wisłą .

Obfita była wiosna w czasie zarazy. Szczęśliwy wybuch wiosny pomimo wszystko. W czasie wojen też jest wiosna, lato, a nawet polska jesień.
 A on krótko dzwonił i nie przyjechał, bo zaraza, bo obowiązki, bo zakazy, maseczki, brak transportu.
Nie widziałam cię już od miesiąca. I nic. Jestem może bledsza,
trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca, lecz widać można żyć bez powietrza!
I tak czekała, patrzyła na zegar swych lat,  za oknem świat zszarzał i zbladł, a może już za późno na gości?
O, nie.
Szkoda byłoby nie pojechać znowu do Amsterdamu i być cząstką tej  światowej społeczności. Koło Kanału zjeść lunch i rozmawiać, rozmawiać, rozmawiać. Z całym światem.
 Natomiast jeden za drugim pojawiali się inni goście. Skąd się wzięli? Ze wspomnień, ze zjazdów, z drogi, od znajomych, rodziny, przyjaciół.
 Andrzejek to jak od poety Kochanowskiego,  nomen omen ona mieszka teraz przy Kochanowskiego, Reja,  Szymonowica, Karpińskiego.
Otóż mój dom ubogi, też lepione ściany,
Też okna różnofarbne, piec niepolewany,
I niska strzecha moja!.. Wszystko tak jak było,
Tylko się ku starości więcej pochyliło!
Szczęśliwy! kto na małym udziale przebywa,
Spokojny siadł przy stole wiejskiego warzywa;
Z swej obory ma mięso, z ogrodu jarzynę,
Z domu napój, i wierną przy boku drużynę.

Smakołyki obiadowe  i nalewki.

Zaraz zasiądą do stołu.
U Andrzejka wydaje się, że zaraz zaturkocze powóz i pojawi się przed gankiem.  Wysiądą miastowi stęsknieni za wiejską sielanką. Drzewa szumią, kwiaty pachną i taki  staroświecki urok dookoła. Wypełniona spiżarnia, suszona dziczyzna i  kolorowe winne słoje, tudzież nalewki w buteleczkach. Dżemy, ogóreczki, kompoty. Trzeba tu przyjeżdżać raz na miesiąc. Czerpać z tej obfitości i spełniać potrzebę dobrego zaopiekowania.
Niektorzy po wielu latach wracają  zza granicy. Kolejny Andrzejek, prawie jak ex- mąż. Wrocił z Pays des Cathares. Le temps est la vie.  Irreversible et irremplacable. Perdre son temps c`est perdre sa vie. Bawi francuskim.

Kanał Południowy.

Nowa miłość to ciekawość. Noce spędzane już nie na pieszczotach, ale na opowiadaniu sobie życia. Całego życia. Ileż już przeżyła takich opowiadań. Zresztą opowiadała tylko to, co uważała za materiał do spodobania się.  Nigdy nie mówiła źle o swoich byłych i wtedy pojawiało się pytanie, to dlaczego się rozstaliście? Unikając  nagłej prawdy,  czyli po prostu swojego znudzenia się osobą, swoim nienasyceniem, zawsze krążyła wokół  finalnej niezgodności charakterów, rozminięcia oczekiwań i takie tam. A nowa miłość to entuzjazm w oczach, to oddawanie  siebie na nowo, przedstawianie siebie jak  trochę innej osoby. I już ona jest jak światowidz od Gretkowskiej. Wiele twarzy, wiele życiorysow. Upiększanie, co przyjdzie na myśl, a i trzeba mieć to na względzie co się mówi, bo niektorzy  pamiętają.  Nowa miłość to czarująca  nieznaność gustow. Ulubione potrawy, napoje i sposób spędzania czasu. Jaką błogość można osiągnąć wiedząc, że druga strona akceptuje wszystko.
Sprobowałby nie zaakceptować.  

A tu czekają w kolejce koledzy z młodości
 Te pierwsze miłości najważniejsze To bardzo romantyczne
ale nie mój przypadek. Coś między nami było i nie było,
działo się i podziało. Nie drżą mi ręce,
kiedy natrafiam na drobne pamiątki

Nasze jedyne spotkanie po latach to rozmowa dwóch krzeseł
przy zimnym stoliku

Inne miłości głęboko do tej pory oddychają we mnie.
Tej brak tchu, żeby westchnąć.

A jednak właśnie taka, jaka jest,
potrafi, czego tamte nie potrafią jeszcze:
niepamiętana, nie śniąca się nawet,
oswaja mnie ze śmiercią. 

Studenckie koleżaneczki w 1983. Autorka z wyglądu jak Osiecka.

Koleżanki  w 1981, sylwester.  Niektorzy oswajają ze śmiercią. Niestety.

Jest jeszcze dla niej  były mąż.  Zauważa się czasami aneksje żon przez byłych mężów. Bo nigdy nie zapomni się tego wrażenia i natężenia   wszystkich sił witalnych, gdy podjęło się decyzję poślubienia osoby. A w wieku dojrzałym jest to stokroć mocniejsze. Coś nieskończenie pięknego i odradzającego  ciała  i umysły.
Flower power na Florydzie na parę dni przed ślubem. Wyraźnie odrodzona wśrod palm.
  Powiedziała górnolotnie ze swoją wyrazistą egzaltacją. Taki gorący i cichy erotyzm nosi  się w sobie całe życie.

Może kiedyś, nieoczekiwanie,przyjdzie list ten. I nic się nie stanie.

Tylko patrząc w oczy Panu Bogu rzeknę z cicha: "za późno, mój Panie!"
 
Ani ten,ani tamten. Ani drugi, ani pierwszy. Będzie jeszcze zupełnie
 inaczej. O tym ona jest przekonana. I na koniec mała trawestacja
 dawnej jej dalekowschodniej pasji.
 Przecież póki mam twarz różową
bez kurzych łapek na skroni,
marzyć o tym lub owym nikt mi nie wzbroni.
Otóż: Chcę jechać do nowej miłości,
najłatwiej tam i najprościej sen nowy mi się wyśni.
Może jakiś szumiący dostojnik nieznany, wspaniały i piękny
w ramionach jedwabiem strojnych nauczy mnie nowych tajemnic?
Jakich? Tajemnic laki, herbaty, płaskich jak liść kapeluszy,
pagód i smoków rogatych, i mojej własnej duszy. 
Dwie połowki pomarańczy z Matyldzią. That`s it.
Mama w osiedlowym parku. Tak się czujemy z Matyldzią.
Czytanie w młodości Bergsona i Sartre`a bez opamiętania, też  wedyjskich traktatów hinduskich,  przyczyniło się zapewne do jej niekończących się poszukiwań i traktowania elan vital oraz wiedzy jako uzasadnienie różnych postępków.
Lubiła się podobać, chciała brać kąpiele kultury, naładowywała się co dzień tym, co uświęcone.
Tak sobie wmawiała.
Wiersze Marii Pawlikowskiej- Jasnorzewskiej, Wisławy Szymborskiej,  Franciszka Karpińskiego, zdanie od Sartre`a i coś od Iwaszkiewicza.

 


2 komentarze:

  1. Przeczytałam Twój ostatni wpis na blogu.I chcę Ci powiedzieć,że mam nieodparte wrażenie,że coś masz z Tokarczuk w tym swoim przekazie.Tak samo czytam wolno,zatrzymuję się,wracam,żeby powiązać.No ciekawie się to wszystko układa w Twoim życiu.Jednak Ty jesteś KOSMITKA!!!Ciekawa jestem,dokąd dzisiaj dotarłas i jak Ci?Pozdrawiam. D.

    OdpowiedzUsuń
  2. Az takie porownanie, to nie wiem co powiedziec. Próżność sięgnęła szczytów. A rzeczywiście kartkowałam Opowiesci bizarne w poszukuwaniu pomysłu.
    A przypomniał mi się wywiad z Noblistką, gdy pytali ją, czy przeżyła opisywane historie, lub ktoś z jej znajomych, czy sama wymyśliła.
    W ciagu ostatniego tygodnia przemieszczalam sie wg planu. Panowie pojawiali się jak kandydaci na prezydenta. To tu, to tam.

    OdpowiedzUsuń