Pochopem do napisania tego "kombatanckiego" postu było pewne spotkanie.
Wyjaśnienie: pochop. Przestarzałe, a/chęć,
skłonność do czegoś, zapał, zapęd, b/ podnieta, pobudka, impuls, przyczyna. Mój
promotor, już dawno temu, zachęcał nas do używania tego słowa, co niniejszym
czynię.
Ale ad rem. I znowu będzie literacki motyw.
Słynny epizod u Prousta, kiedy smak rozmoczonej w herbacie magdalenki, paryskiego ciastka, przywodzi na pamięć całe piękno dawnego i niepowrotnego życia, przydarzył mi się w naszej restauracji Szafran, gdy w towarzystwie Salema i Marty, właścicieli restauracji, z wielkim łakomstwem raczyłam się znakomitym deserem. Zakąski i obiad były również wyborne,
ale dwie lampki prosecco bardzo mnie zrelaksowały i przystąpiłam do deseru jak do rytuału. Neoreligijnego.😀 Nagle znalazłam się w mojej Baśni z 1000 i jednej nocy, bo tak nazywałam kiedyś swoją pierwszą podróż do arabskiego kraju. Jakiś dobry dżin wyskoczył z butelki i podmienił mnie na dziewczynę sprzed lat. Zajadałam się deserem, który zawiera wyśmienity składnik nazywany kunafa czyli cieniuteńkie ciasto knafeh.
Jest również ser ricotta oraz rozpływająca się w ustach czekolada, a na wierzchu łagodna galaretka z mango.
Drobniutkie ciasto kunafa pojawia się we wszystkich deserach bliskowschodnich oraz Północnej Afryki. Jadłam go wcześniej w wielu miejscach, ale Salem przypomniał mi to najdawniejsze wspomnienie.
Tak zupełnie niedawno rozmawiałam z koleżanką,
że nie lubimy zwiedzać krajów z wycieczką. Wolę po stokroć sama
eksplorować, przygotowywać trasy, czytać
przewodniki. Zagranicę uwielbiam również "smakować" z lokalną ludnością, bo więcej dowiaduję się o kraju. Tak
rozpoczęłam kiedyś moje pierwsze zagraniczne zwiedzanie, a pamięć o słodkim deserze z kunafą przywołała z oddalonej przeszłości tamtą
młodzieńczą podróż.
Pewne kraje
Afryki Północnej cieszą się ogromnym
powodzeniem wśród turystów na świecie. A do tego kraju teraz się nie jeździ. Ciekawe
kto odgadł od razu jaki kraj mam na myśli? Bo dwa się powinny kojarzyć. Największy w Afryce i pięć razy większy
od Polski. Kolejna podpowiedź, to zabytki
starożytnej Fenicji i Rzymu,
Sahara, islam i Albert Camus.
Młodą osobę bardzo interesowała twórczość Alberta Camus. Egzystencjalizm to domena młodości.
![]() |
| Takie zdjęcie znalazłam. Palma mi odbiła, dosłownie😁 |
Zwiedzanie tego kraju, było dla mnie prawie nabożnym doświadczeniem. Chodziłam śladami pisarza. Nie upłynęło wtedy tak dużo lat od jego śmierci. Pierwszy raz w życiu zobaczyłam starożytne miasto, które też ukochał Albert Camus, o czym pisze we wspomnieniu Retour à Tipasa .
Mieszkali tam Fenicjanie, Rzymianie, Turcy, Arabowie. Mój ówczesny cicerone czytał Camusa oprowadzając mnie wzdłuż nagrobków, gdzie na jednym wyryto cytat zaczerpnięty od Pisarza : Tutaj rozumiem to, co oni nazywają chwałą: prawo do miłości bez miary. Mówił też, że Tipasę zamieszkują bogowie. Też tak czułam. Świeciło porażające słońce, brzęczały cykady, nie znałam wtedy takich upałów. Widok przedstawiał się tak piękny, że na chwilę ogarnęło mnie uniesienie Było pusto, z dala mieniło się i srebrzyło falami Morze Śródziemne, a my spacerując powoli po forum, termach, amfiteatrze, wzdłuż patrycjuszowskich alejek, zachwycaliśmy się sobą. Promienny śmiech przerywał nasze angielsko- francuskie rozmowy. Zachowuję różne pamiątki odkąd pamiętam. Taka pocztówka po roku, czy pamiętasz Tipazę?
Zawsze zbierałam pocztówki. Zachowane do dziś wyglądają lepiej niż zdjęcia. Fragmenty z pamiętnika.😀
Prowadziłam
też pamiętnik. Moja ciekawość i zachwyt
nad światem był naiwny, pensjonarski, może nawet powierzchowny? Cóż, przywilej
młodości. Grupę przyjaciół mieszkających w wytwornej, nadal bardzo francuskiej w stylu stolicy Algierii poznałam na ulicach Warszawy. To byli młodzi studenci ekonomii na wycieczce
po Europie wschodniej. Czuli się bardziej Francuzami niż mieszkańcami Afryki Północnej. Spędziłam z
nimi tylko jeden dzień w Warszawie, a
potem korespondowaliśmy cały rok.
Zaprosili mnie na wakacje i pojechałam do Algieru przez Wiedeń i Tunis.
Pierwszy raz samolotem. Bardzo dużo tych pierwszych razy pojawiło się podczas
tamtej podróży. Pierwsza pizza😁
Moja bardzo ograniczona wiedza na temat świata, z powodu życia za żelazną kurtyną, pomogła mi bezkarnie z dziecinną naiwnością zachwycać się wszystkim. Nawet tymi wielkimi blokami z prawej. To dzielnica El-Harrach. Później podobne widziałam w Marsylii. W Polsce też są gdzieś takie falowce.
![]() |
| Korespondowaliśmy latami, jak widać na pocztówce. |
Upał i palmy wzdłuż eleganckiej alei portowej jakby udekorowanej pięknymi białymi kamienicami w secesyjnym stylu. Algier po francusku szykowny, odurzał śródziemnomorską mieszaniną architektoniczną i przyrodniczą. Nazywany Alger La Blanche e magnifique. Pamiętam Place des Martyrs , gdzie odbywały się Les jeux africaines traditionnels. Słyszę i widzę te tańce odbywające się po zachodzie słońca. Tak świętowano ramadan.
Kolorowe francuskie samochody wypełniały ten nadmorski reprezentacyjny Boulvard du Port, jakby St Tropez z filmu z Louisem de Funes. I wszędzie panował język francuski, kultura i smak dawnych kolonistów. W radio leciały francuskie piosenki, to tam poznałam Jacques`a Brela. A jazda wzdłuż wybrzeża wydawała się bardzo hippisowska, również znana wtedy z filmów z Louisem. Nawet mapka mam dla orientacji.
Przyjaciele zabrali mnie kiedyś do Kasbah, starej, jeszcze fenickiej, potem rzymskiej dzielnicy na wzgórzu. Dawnej fortecy osmańskiej między XVI a XVIII wiekiem. Oprócz niekończących się wąskich uliczek i ciemnych zakamarków, gdzie z pewnością występują problemy kanalizacyjne, bo się czuło, nagle spoza biednych budynków wyłaniały się imponujące meczety, cytadele i pałace. Wszystkie poświęcone pamięci dawnych władców Imperium Osmańskiego. Wspaniałe zamki, większe niż w Stambule. Pocztówki z muzealnych pałaców.
Już wtedy wiedziałam, bo przecież nie tak dawno skończyłam liceum i zaczęłam humanistyczne studia, co będę robić w życiu. Uczyć się języków obcych i poznawać ludzi innych kultur. Tzw. trzeci świat jawił się ciekawszy niż zachód, inna religia, inna architektura, niezwykła przyroda Północnej Afryki, otwarci, naturalni ludzie. A potem moje zainteresowania popłynęły dalej, do Indii, Korei, Japonii. A ten Trzeci Świat był zamożniejszy niż my.😀
To były inne czasy, gdy śniady mężczyzna był przystojny i pociągający, a dziewczyny w chustach egzotyczne i piękne. Nie było rytuałów bezpieczeństwa w samolotach, ten sam śniady mężczyzna nie był uzbrojoną bombą, ale francuskim gentlemanem, a kobieta z El-Harrach, czyli moja Sherifa okazywała się doktorem ekonomii.
Francuska koleżanka, która urodziła się w Algierii, bardzo zaciekawiła się moją historią. Francuzów, urodzonych w Algierii oraz w Afrique francaise du Nord, czyli dawnych kolonistów nazywa się „pieds-noirs” / czarne stopy/ . Tak ładniej brzmi po francusku👍.
Jacqueline poszukała moich dawnych przyjaciół z Algierii już ponad 10 lat temu. Lamara mieszka w Grenoble, Sherifa i Mahmoud w Montrealu, a Kamel, Houria, Laziz prawdopodobnie nie żyją😭 jeśli nie wyjechali z kraju. Nie ma ich nazwisk w internecie z żadnej okazji. Jako wykształceni ludzie powinni pojawić się gdziekolwiek. Ich przyjaciele miewają się świetnie. Mają już wnuczęta, jak ja. Moment rozstania był kiedyś smutny i zapłakany, ale z obietnicami spotkania. À bientôt! , nie goodbye. Ale życie się potoczyło.
Od 1994 roku, Algieria jest niebezpiecznym krajem i zagrożona terroryzmem. Po wygranych wyborach przez islamską partię, kraj stoczył na krawędź wojny domowej i sytuacja
trwa nieprzerwanie od 30 lat. Moi znajomi na pewno byli po drugiej stronie
barykady. Obecnie rzeczywistość zmierza ku lepszemu,
normalizuje się gospodarka i chcą wejść
z powrotem na rynki turystyki, bo jest
tam wielki potencjał. Ale zaufanie trudno będzie odbudować.
Byłam też wtedy na pustyni, nie tej najdalszej, bo odległości wprawiały w zdumienie. Tylko w saharyjskim Atlasie, wśród Berberów. Przy piosence Beaty Kozidrak o wodzie na pustyni, zawsze przypominała mi się Algieria. Pocztówka do rodziców z drogi na Saharę. Najpierw Kabylia.
![]() |
| Z Kabylii pochodził piosenkarz Idir, jego piosenkę Avava Inouva |
Ostatnio jeszcze raz znalazłam Sherifę i Mahmouda w wirtualnym świecie. Tym razem na Instagramie. Piękne podróżnicze zdjęcia z wnuczętami i córkami. Ta bardzo aktywni naukowcy. Szczególnie Sherifa. Bardzo dużo artkułów na jej temat.
I takim sposobem prawie 50 lat upłynęło. Oj, świat się bardzo zmienił. Ale taki wiersz na pożegnanie wzruszył mnie bardzo i przechowuję go w dawnym pamiętniku. Historia jak w filmie Pamiętnik, na którym płakały moje córki.

















Jak sama piszesz, do Algierii się nie jeździ turystycznie. Byłam w Maroku (tym razem wycieczka objazdowa). Jadłam różne desery, ale jak sie nazywały, pojęcia nie mam. Wszystkie były bardzo smaczne :) Masz piękne wspomnienia. Byłaś niebywale odważna i głodna (ekstremalnych, na tamte czasy) wrażeń. Mnie było stać (mentalnie) jedynie na Włochy w 1977roku, wtedy nie było tam jeszcze tłumów Polaków. I nie pojechałam sama tylko z A., to była nasza odroczona podróż poślubna :). Jeździliśmy pociągami, ale też sporo autostopem. 3 tygodnie wędrówek (od Wenecji po Sorrento), zwiedzania, kąpieli w morzu Tyrreńskim. Wtedy jeszcze pamiętałam włoski, którego uczyłam się 2 lata (potem nie pociągnęłam tego i większość zapomniałam, ale dogadam się). Poznaliśmy tam, w pociągu (wspólne kilka godzin) młodego Włocha z Kalabrii i dwóch Greków studiujących w Ferrarze. Z Włochem korespondowałam kilka lat, w stanie wojennym przysłał nam paczkę z rzeczami dla moich (wtedy) maluchów. Z Grekiem z Aten pisałam jakiś czas, po angielsku. Też zachłysnęłam sie tym kolorowym, bogatym światem. I pierwszy raz jadłam tam pizzę w wielu odsłonach (u nas jej nie było wtedy). A po kilku kolejnych pobytach tam uwielbiam włoską kuchnię :)
OdpowiedzUsuńTo była taka młodzieńcza brawura i poszukiwanie wrażeń, które znałam z różnych książek. To rodzice byli bardziej odważni, że mnie puścili 🤣 A ile było załatwiania, i jeżdżenia do Warszawy. Mnie nigdy nie było żal pieniędzy na podróże, przyjemności. Ta konsekwencja sprawiła, że nie osiągnęłam tak zwanej małej stabilizacji, ani małej ani dużej 🤣
UsuńMiałam bardzo oryginalne ciuszki, przywiezione stamtąd i tak się już nauczyłam, że wszyscy zawsze zwracali na mnie uwagę 🤣
W tamtych czasach , jeśli tylko znałaś język, to bardzo łatwo nawiązywało się kontakty z młodymi ludźmi. Każdy był siebie ciekawy. Ja prowadziłam korespondencję prawie z całym światem. Należałam do penklubu i przysłali mi adres. Też dostawałam paczki latami, z tych bogatszych krajów. Ale też z NRD.
Wcale nie było to poparte jakimiś bliskimi kontaktami z chłopakami. Np taki gość z USA przysyłał mi paczki przez około 20 lat, a spotkaliśmy się tylko raz na festiwalu w polonijnym w Rzeszowie, chociaż on nawet nie miał żadnych polskich korzeni, ale zabrał się z kimś na wycieczkę.
Z Algierii też z nimi korespondowałam z niektórymi gdzieś do połowy lat 80. Wszyscy się wtedy pobierali, wyjeżdżali za granicę . A miałam jeszcze przyjaciół w Japonii i Indiach. Ile tych listów się pisało. Ale ja to wszystko wykorzystywałam na lekcjach 😃
Pizza mnie też zachwycała. W ogóle wszystko, po tym naszym przaśnym jedzeniu w dawnej Polsce. Zawsze kupowałam czasopismo kontynenty, bo tam były przepisy na egzotyczne potrawy.
Fajne mamy wspomnienia ♥️
Deser imponujący , także ilościowo!
OdpowiedzUsuńNie byłam w stronach, o których piszesz, najpierw nie było możliwości, później ani okazji, ani pieniędzy.
Naiwność spojrzenia na świat nie jest zła, nie wszyscy musimy interesować się tłem politycznym czy gospodarczym, często najpierw zauważamy piękno i ciekawych ludzi.
Nie traćmy tej naiwności i dziecięcej radości, bo stłumimy zachwyt na pięknem świata!
Piękny zbiór pocztówek, dobrze że zachowałaś i mógł powstać ten wpis blogowy:-)
Tak, deser był bardzo duży. Z koleżanką wzięlyśmy na pół 🤣
OdpowiedzUsuńJa wtedy dostałam jakieś pieniądze od babci. Była już starsza i sprzedawała ziemię. To Była bardzo kosztowna wycieczka, ale tylko bilety lotnicze. Nie pamiętam już, jak przekonałam rodziców. Zawsze byłam dobrą uczennicą studentką posłuszną córką, to chyba mi ufali. Trzeba było mieć zaproszenie, dostać paszport wizę promesę dolarową 🤣 Brat wtedy studiował w Warszawie, musiałam tam jeździć kilka razy.
Wszystko mnie tam zachwycało i dlatego tak dobrze pamiętam, plus ten pamiętnik. Mieszkałam w czterech różnych domach, mogłam obserwować życie różnych grup społecznych. Mam zapisane przepisy na potrawy. Rysunki od dzieci i różne wpisy, które tu częściowo zamieściłam. Ale niestety bardzo mało zdjęć. Miałam wtedy aparat smiene i wstydziłam się go brać. Gospodarze robili mi zdjęcia, ale w różnych terminach wysyłali i gdzieś te zdjęcia mi się rozproszyły. Miałam ich w ramkach przez parę lat i pochowane były w różne miejsca. Nie mogłam ich znaleźć. Jak znajdę, to zamieszczę.
To była piękna młodzieńcza podróż. Mało wiedziałam wtedy o życiu, Ale z pewnością zorientowałam się,, że ustrój w którym żyliśmy jest zakłamany i o wiele gorszy niż ten trzeci świat 🤣
Jestem szalona, mówią mi. Cała Ala. Zdobyć się na coś takiego?! To nie odwaga, to łatwowierność. Ale jak wszystko się udało i są takie wspomnienia po wielu wielu latach. To było warto zaryzykować i stracić babci pieniądze.
OdpowiedzUsuńJeśli jest tak pięknie i gościnnie jak w Tunezji i Maroku, to ludzie zaczną tam jeździć bardzo szybko. Bo gdy będę chcieli wejść na rynek, to na pewno zaproponują konkurencyjne ceny i zapewnić o bezpieczeństwie.
OdpowiedzUsuńSwoją drogą to miałaś dopiero przygodę, że pamiętasz tyle lat.
Tak, historia z ubiegłego wieku. Coś co wydarzyło się jednorazowo, a miało wpływ na całe moje późniejsze życie. Zainteresowanie etnicznymi kulturami, skłonność do szaleństw i czasami nieprzemyślanych decyzji. Robienie to, na co ma się ochotę, bez względu na konsekwencje. Autorefleksja, bo byłam na warsztatach i konferencji o zdrowiu psychicznym i tam też uzmysłowiłam sobie po raz kolejny jaką mam osobowość 🤣 tak myślę,że jednak rodzice stworzyli mi takie komfortowe warunki, a potem się już przyzwyczaiłam 🤣
UsuńZazdroszczę, raz jeszcze napiszę- znajomości języków i odwagi w poznawaniu świata w tamtych czasach. Może on był wówczas bezpieczniejszy, ale też podróżowanie nie było tak popularne, nie było tym tak normalnym jak dziś, przynajmniej dla nas zza żelaznej kurtyny. Dostać paszport, zdobyć walutę (te limity -nie pamiętam, ale one były śmiesznie małe, może stąd się wzięło to, że wielu wyjeżdzających wywoziło coś na handel. Moja pierwsza zagraniczna podróż na "zachód" była podróżą na Węgry. Były one wówczas dla nas Polaków przedsmakiem zachodu, bo w sklepach można było kupić niemal wszystko. Przywoziło się dezodoranty, salami, soki pomarańczowe i pastę paprykową w tubach (do dziś ją bardzo lubię i kupuję, jak tylko trafię, choć nie powinnam- zdrowotnie). Ja tak naprawdę zaczęłam podróżować i to podróżować samodzielnie około pięćdziesiątki. I to tylko po Europie. Najdalej byłam w Egipcie (wycieczka zorganizowana. I też zachwycałam się Kairską ulicą, choć wszystkich to dziwi, kiedy pokazuję zdjęcia, bo chaos, bałagan, brud, jakaś belka na środku ulicy, niewykończone budynki, wiszący jak winogrona pasażerowie autobusów, jadący na osiłku i jadący na dachu zdezelowanego auta. Zachwycała mnie ta egzotyka). Byłam też w Bejrucie na jednodniowej wycieczce z ojcem będąc ponad miesiąc na Cyprze. Posterunki wojskowe, przepustki, ślady po wybuchach terrorystycznych na ulicach- to też była pewnego rodzaju egzotyka. Pamiętam zupę cebulową, jaką jedliśmy w Bejrucie i jakiś koszmarnie słodki napój). Takie wspomnienia są fantastyczne. Nie dziwię się, że smak jedzonego deseru przeniósł cię w tamten odległy czas. Opowiadaj wnukom, może zapamiętają, a jak nie to kiedyś będą mogli przeczytać na blogu :)
OdpowiedzUsuńJak ja żałuję, że kiedyś robiąc porządki wyrzuciłam karki z wakacji otrzymywane od znajomych, wydawały się takie zwyczajne (najczęściej były to zdawkowe pozdrowienia z..... jest wspaniale, ładna pogoda, dobre jedzenie, albo ciągle pada i nic ponadto. Ale teraz pooglądałabym nawet te zdawkowe kartki to też ślad czasów. Nic to od roku wracam do tradycji wysyłania kartek (sama też piszę zdawkowo. No właśnie postaram się to zmienić) i dziś moja tablica korkowa już jest obwieszona jak choinka. Trzeba będzie po roku czasu karteczki włożyć do pudełka, aby zrobić miejsce nowym. To fantastyczne, że możesz w pewien sposób przeżyć to raz jeszcze. A to mi przypomniało, że mam całe pudełko listów od taty, który przesyłał nam je z całego świata (marynarz:) i fajnie będzie je sobie przypomnieć.
Pozdrawiam
Piszę i piszę i dopiero jak opublikuję widzę, że takie epistoły z tego wychodzą :)
OdpowiedzUsuńWspaniały wpis. Mnie komentarze też bardzo interesują ze strony socjologicznej. Żeby nie były tylko jak te wspomniane przez ciebie pocztówki, że ładnie ciekawie 🤣 wzbudził w tobie wiele rodzinnych refleksji. Bo skąd się wzięły u ciebie takie artystyczne zamiłowania?
OdpowiedzUsuńDlatego nasze pokolenie może tylko pamiętać, jaka to była niezmierna egzotyka, podróżować w tamtych czasach. Tak, ja miałam 10 czy 20 dolarów oficjalnej wymiany z banku, a bałam się mieć więcej, bo straszyli mnie przy odbiorze paszportu, że mogą mnie nie puścić na lotnisku. Kontrole graniczne niektórzy znają z filmu. Dlatego też jeździło się na zaproszenia brało się jakieś prezenty.
Powinnaś napisać o tacie takie wspomnienie. Ja uwielbiam takiego pisarza angielskiego Somerset Mauhgam, który pisał opowiadania Jak żyli koloniści Anglicy w Azji. I ci co potem wracali do Anglii. Na pewno tata miał podobne spostrzeżenia.
Ja mam najstarsze pocztówki z konca lat 60. Zachowane Mam prawie wszystkie listy zza granicy. Nawet parę ze Związku radzieckiego. Moi rodzice się przeprowadzali, gdy byłam na studiach niestety wiele rzeczy wyrzucili. Do ojca miałam pretensje przez parę lat 🤣 bo wyrzucił moje albumy z piosenkarzami i aktorami😂😭b do tej pory pamiętam.
Mój Kim zawsze się śmieje i nazywa to komunistyczną martyrologią😭 te nasze wspominki z dawnych lat.
Na Węgry częściej jeździłam, nawet na zakupy i też czymś się handlowano🤣 bo przecież ja studiowałam w Rzeszowie i było blisko.
Do usłyszenia.
We Francji mieszkańców tego kraju najlepiej w olbrzymiej większości unikać jak ognia... mimo że ogień bardzo lubię.
OdpowiedzUsuńA te bloki to tzw HLM.
Jasne, arabowie w swoich krajach są gościnni, natomiast w naszych czasach jakieś 80% osadzonych we Francji ( więzienia ) to ci z bled właśnie ! Kompletnie sie nie zasymilowali... z jednej strony muslimska ortodoksja, z drugiej : Francja arogancja, partouze itd to jak niby w tym świecie ci arabowie mieli się odnależć ??
Marokańczycy są już inni , i tunezyjczycy, na szczęście.
Oczywiście Francja poprzez kolonizację algierii sama ich sobie na głowę ściągnęła. Kolonizatorzy i ich rodziny byli tam nazywani 'pied noirs'.
Zwróciłeś uwagę, że ja piszę o końcówce lat 70,, kiedy Algier był jeszcze po francusku szykowny. A pochodzenie społeczne moich przyjaciół reprezentowało algierską inteligencję. Nawet w domu mówili po francusku. Mieszkali w kamienicach i mieli eleganckie mieszkania, czym byłam wtedy zupełnie zaszokowana, że tak może żyć tzw. trzeci świat.🤣 Byłam w czterech różnych domach, ich rodzice byli lekarzami ekonomistami dziennikarzami itd matki nie pracowały, ale też mówily po francusku. Nigdzie nie puszczali mnie samej, szczególnie ta rodzina, która wysłała mi zaproszenie. Dla mnie to była wspaniała przygoda, dla nich wtedy zaczęłam uczyć się języka francuskiego, bo wiedziałam że oni kiedyś wszyscy pojadą do Francji . Wiesz jakie krwawe walki były w czasie wojny wyzwoleńczej.. Jak źle potraktowali Algierczyków walczących na ich froncie w czasie II wojny światowej. Ja o tym wszystkim czytałam i oni też dużo mi opowiadali, Chociaż nadal byli bardzo rozkochani we Francji i ich kulturze.
OdpowiedzUsuńKiedy moja "pied noir" przyjaciółka znalazła ich w sieci, jakby ucieszyła się że im tak dobrze sie dobrze powodzi i osiągnęli duży sukces zawodowy we Francji i Kanadzie.
Ja z nimi nawet się nie kontaktuje, bo nie wiem co napisać po 40 latach? Bo ostatnie listy miałam tak z połowy lat 80. Napiszę do Sherify chyba. Ale ona rzadko pojawia się na Instagramie, jak zauważyłam.
Tamto pokolenie było inne. To wiadomo. Ludzie z wykształceniem zawsze potrafili się asymilować. Widzę po naszych obywatelach, jak niektórzy świetnie sobie radzą za granicą.
La madeleine de Proust... ❤️ Je me souviens toujours de ce motif quand les souvenirs reviennent, comme chez lui. Alicja, je vous ai toujours admirée pour ce courage de vie. Il en a résulté une multitude de souvenirs qui apportent un sourire sur le visage. Et maintenant, après avoir lu votre texte, les souvenirs sont revenus aussi. Ce sont des souvenirs qui réchauffent le cœur.
OdpowiedzUsuńE.K
Merci beucoup. Le souvenir de ce folie m'avait jamais quitte dans les pires annes.😃♥️😃
OdpowiedzUsuńCamus.
Ten drugi kraj to Libia. Kiedyś Polacy masowo jeździli tam do pracy w różnych państwowych zjednoczeniach. Teraz panuje ogromna niechęć do Arabów i cierpią na tym uczciwi ludzie. Dużo Polek związało się z mieszkańcami Afryki Północnej czy Bliskiego Wschodu. Nie wszystkie związki miały złe historie jak pokazują w reportażach. U nas w Polsce zostali wykształceni ludzie z tamtych rejonów. Często tu studiowali. Współczesne migracje stanowią problemy. Nie piszę nic odkrywczego.
OdpowiedzUsuńA twoja historia piękna, taka młodzieńcza przyjaźń i miłość z innej epoki.
Alu, wyobrażam sobie Ciebie w tej podróży. Koniec lat 70! Piękne przeżycia - kształcące, wzruszające i przyjaźnie zawarte ponad kulturami. Emocje, które nam towarzyszyły przy przekraczniu granic pozostaną na zawsze w pamięci. Mnie się zdarzyło podpaść władzy w roku1980, przedłużyłam sobie pobyt w Paryżu o kilka dni. W następnym roku nie dostałam paszportu na wyjazd studencki na Węgry.
OdpowiedzUsuńZnam jednego Algierczyka - mąż mojej koleżanki z Radomia. Bardzo dobry mąż i ojciec. On i czworo jego rodzeństwa wykształceni w Europie (wszyscy są lekarzami) utrzymują ze sobą bliski kontakt, są "europejscy", czego nie można powiedzieć o siostrze, która została z rodzicami w Algierze. Stanęli po przeciwnych stronach barykady!
Alicia, tes souvenirs sont beaux et enrichissants. J'aime bien les lire. Amities B.S.
Dziękuję moim koleżankom za miłe refleksje. Kiedyś uczyły mnie francuskiego i przeleciały już tamte fajne czasy, parę dekad. Rzeczywiście emocje podróżowania były wtedy zupełnie inne, głębsze, pełne idealizowanego entuzjazmu.
UsuńTout passe tout lasse tout casse.
Ja lubię teraz podróżować z wnuczką, bo ona też raduje się wszystkim.
Faktycznie Twoje pamiętnikowe wpisy to zachłyst młodości egzotyką. Niewątpliwie znałaś więcej świata niż przeciętny Polak z Twoich czasów. Byłaś światowcem. Jak do tej pory nie znam i nie byłam w żadnym kraju afrykańskim i Bliskiego Wschodu
OdpowiedzUsuńA kiedy chodzi o tamtejsze desery, słodycze.. oprócz baklawy nic mi nie podchodzi. I też tej baklawy nauczyłam się w Grecji. Nawet w tutejszych sklepach z blisowschodnią żywnością nie zazna się dobrych słodyczy.
Nie przypominam sobie, żeby Algieria była wczesniej turystyczną atrakcją. Jesteś moją jedyną znajomą która tam była. A jeżdżą tam pewnie tylko Francuzi, skoro tak dużo jest potomkow dawnych kolonistow. Jeśli od 30 lat są tam problemy z wewnętrznymi terrorystami, to kraj zupełnie stracił na turystycznej wartości. Ale z drugiej strony, Izrael i Palestyna zawsze borykały się z problemami, a turyści cały czas zdążali do Ziemi Świętej.
OdpowiedzUsuńLudzie przestali czytać Alberta Camus, bo gdyby czytali, na pewno przekonałby do odwiedzenia przepięknej Tipasy, Oranu i samego Algieru. Chciałam raz w bibliotece wypożyczyć książkę Zaślubiny Lato. Okazało się, że jest w magazynie, bo nikt nie pytał o nią od lat. A ja kiedyś spisywałam fragmenty tego eseju do zeszytu, po polsku i francusku. A teraz kupiłam na Allegro, bo tam jest wszystko 👏
UsuńNie nie byłam tam ,ale ostatnio kręci mnie Egipt głównie wszystko co starożytne . Chciałabym odwiedzić świątynie egipskie np Amona Ra i inne . Ostatnio zgłębiałam temat diety kemetycznej i jogi kemetycznej a w Afryce jest to popularne . Obawiam się jednak krajów islamskich , to mnie blokuje w podróżach w te tereny. Pozdrawiam serdecznie .
OdpowiedzUsuńWczasy w krajach arabskich są teraz bardzo bezpieczne i przebywa się w enklawach turystycznych. Wszystkim zależy na dobrym biznesie. A już na Polwyspiey Arabskim to jak w bajce z 1000 i jednej nocy. Ja nie byłam, ale wiele moich koleżanek. Wróciły zachwycone 👏👏❤️
OdpowiedzUsuńList od algierskiej koleżanki sprzed lat, którą znalazłam na Instagramie. Przeczytałam z ogromnym wzruszeniem. Jesteśmy teraz w kontakcie ♥️
OdpowiedzUsuńOh my!!! I remember vaguely but it is coming back slowly? I am sure about a “ foreigner girl” who was brought by an Algerian! I remember you being beautiful! Did we meet in the Lavigerie apartment? The owner was Michel? It’s been around 50 years if I recall. I am a grandma now, you must recall my ex too and I live in Canada/ Montreal for the last 25 years. Before that I lived in England for 10 years! I do like your explanation and am so impressed with your memory!! Take care and stay in touch