Czy wiecie coś więcej na temat Słowacji? Czy myli się wam z Czechami?
Słowacja miała bardzo ciężką historię swojej państwowości. Przez wszystkie wieki nie było takiego kraju, chociaż zaczęło się pięknie od wczesnego średniowiecza i Wielkich Moraw, gdy rozwinął się język/ Czesi też tak myślą/, ale zaraz potem waleczni i okrutni Awarowie- Madziarowie ich podbili i tak zostało przez parę setek lat. Rozdzierali ich Polacy i Habsburgowie. Napadali Mongołowie, Turcy, Wołosi z Półwyspu Bałkańskiego też rościli pretensje. Ale na szczęście utrzymali swój język i poczucie tożsamości. Po zakończeniu I wojny światowej powstała Czechosłowacja, gdzie obydwa narody miały pewną autonomię. Gdy w 1938 roku nastąpiła aneksja Czechosłowacji, Słowacy dostali ultimatum, albo okupacja niemiecka albo ogłoszenie niepodległości. I tak niefortunnie powstała pierwsza Republika Słowacka jako satelicki kraj faszystowskich Niemiec. Nawet uczestniczyli w zajęciu Polski w 1939roku.
Na szczęście
opamiętali się powoli, szczególnie, gdy
zaczęły się masowe deportacje ludności żydowskiej i cygańskiej i w 1944 roku
stanęli po właściwej stronie. 29 sierpnia tegoż roku ogłosili powstanie
narodowe. Walczyli dzielnie przez dwa miesiące jak my w Powstaniu
Warszawskim. Chociaż pomagał im sam marszałek Koniew, niestety Powstanie
zostało krwawo stłumione. Odbyła się też wtedy mordercza bitwa o Przełęcz
Dukielską- wrzesień- październik 1944, największa bitwa Europy Środkowej. Zginęło kilkaset tysięcy
żołnierzy po obu stronach, Armii Czerwonej i Czechosłowacji przeciwko żołnierzom Wehrmachtu
z Węgrami. Szczególnie w Dolinie Śmierci koło Krosna, gdzie odbyła się wielka
bitwa pancerna. W Słowacji jest doskonale pamiętana i uczczona wielkimi
pomnikami.
Po wojnie mamy znowu Czechosłowację, gdzie Czesi
maja więcej do powiedzenia. Słowaków traktuje się lekceważąco, to Romowie, dużo
innych mniejszości. Państwa rozdzieliły się na początku lat 90. Wacław Havel
jest bohaterem obydwu narodów. Parlament czechosłowacki ustalił, że dwa
niezależne państwa powstają 1 stycznia 1993 roku. 2004 rok przyjęcie do Unii Europejskiej,
w 2009 przyjęcie waluty euro. Pomimo różnych kryzysów parlamentarnych, a nawet
skandali, nierozwiązanych problemów z mniejszościami, małe państwo
bardzo prężnie się rozwija. Jestem pod wrażeniem.
Czy w ostatnich latach jeździcie do Słowacji? I nie sięgajmy w przeszłość do demoludów tym
razem. 👍
Skąd ten długi wstęp? A to z powodu miejscowości Vrbov po polsku swojskie Wierzbów, gdzie znajdują się siarkowe źródła termalne, a ja czułam się tam jak w Islandii. Dlaczego aż tak? Całe kąpielisko, znaczy baseny połączone pomostami pokryte nowoczesną drewnianą podłogą, bardzo przypominały mi Islandię. Ponadto baseny to takie siedzące niecki z wodą o temperaturze 36-37° albo 37- 38° oraz baseny pływackie o temperaturze 26- 28 i basen rekreacyjny z rurą o temp. 32°. Tak to zwykle jest na basenach w Islandii, jedynie tamte ciepłe niecki są mniejsze, bo tam przecież mniej ludzi.
Ponadto w oddali widzimy wysokie Tatry, choćby islandzkie wulkany👍. Recepcja jest nowoczesna, oszklona, takie często widziałam w Islandii.
A pod prysznicami Słowaczki bez problemu rozbierają się do golasa i myją się dokładnie jak to w Islandii zalecają specjalnymi obrazkami.😀 Też są wyżymaczki do strojów, których nie widziałam w Polsce.
Park
termalny zasilany jest wodą geotermalną z dwóch odwiertów, jeden o głębokości
1742 m, który osiąga temperaturę 56° i
drugiego odwiertu o głębokości 2502 m z wodą o temperaturze 59°. A w basenach tak.
Woda z obu źródeł charakteryzuje się bardzo wysoką mineralizacją według składu chemicznego jest to woda wapienno-magnezowa, siarczkowa i wodorowo-węglanowa. Są to najlepsze wody lecznicze w Europie Środkowej.
Jedyną wielką różnicą, ogromniastą jak szczyty wulkanów, jest to, że na terenie słowackich źródeł termalnych można jeść i spożywać alkohol! Są tam bary i restauracje w wyznaczanym restauracyjnym sektorze. Lody też sprzedają, które w Islandii są najważniejsze.
Bardzo
polecam. Ja byłam na wycieczce zorganizowanej z Iwonicza-Zdrój, gdzie przebywam
na krótkim SPA, to nie zwróciłam uwagi na ceny. Bardzo się zrelaksowałam
siedząc w ciepłej wodzie w lekkim jesiennym słońcu, rozmawiając w słowiańskiej
mieszance językowej. No Islandia, mówię wam.
I nie myślcie, że wcześniej nie byłam w podobnych miejscach w Czechach czy na Węgrzech😀ale to zwykle było na wakacjach, gdy ciepło. Pobyt o innej porze przypomniał mi moją zimną wietrzną atlantycką skałę, za którą tęsknię. Tam zwykle było 10 stopni ciepła.
Po drodze zatrzymaliśmy się w historycznej miejscowości Levoča, pełnej imponujących zabytków świadczących o wyjątkowej zamożności i znaczenia tego małego miasta na przestrzeni kilku wieków.
A to wszystko na słowackiej prowincji z boku drogi krajowej między Preszowem a Popradem. O tym jeszcze z pewnością napiszę.
Słowacja niewielki pięciomilionowy kraj doskonale wykorzystała fundusze unijne na rozwój swojej małej ojczyzny. To bardzo zauważalne w porównaniu z Węgrami, którzy tkwią w swoim marazmie śniąc o dawnej wielkości.
Z rodziną
jeździliśmy do Słowacji pod koniec lat 90. Na narty w okolice Śvidnika.
Mała Dominika mówiła, „szykować pasztorpy bo Barwnik się zbliża”./przejście
graniczne w Barwinku/. Miłe wspomnienia.











O współczesnej Słowacji jak najlepsze, piękne mają zamki i dbają o turystów.
OdpowiedzUsuńZawsze myślałam, że język słowacki będzie bardziej zrozumiały dla Polaka, a niekoniecznie...
Zachęcasz do odwiedzenia i wymoczenia się, kto wie, może kiedyś?
Dowiedziałam się na świeżo od przewodnika o historii słowackich zamków, które właściwie stawiane były w okresie władzy królów węgierskich. Stanowiły zaporę przeciwko różne najeźdźcom, Mongołom i Turkom, jak również pilnowały bezpieczeństwa w średniowiecznych miast, które się doskonale rozwijały w tamtym czasie.
UsuńWęgry po I wojnie światowej straciły mnóstwo swoich terytoriów.
.
Dziękuję za motywację i inspirację, wspomnienie opublikowane na moim blogu.
OdpowiedzUsuńCieszę się, że przywołałam takie fajne wspomnienia .Ja też zaczęłam tam jeździć pod koniec lat 70., bo przecież studiowałam w Rzeszowie i Dukla Barwinek to była nasza ulubiona trasa na zakupy. Potem narty i zwiedzanie historycznych zamków. Tymczasem już jestem w Nowej Dębie u studencki koleżanki.
OdpowiedzUsuńJeszcze gdyby była Czechosłowacja i tak mówiło się, że było się w Czechach. Jechałam niedawno do Chorwacji przez Słowacje. Zatrzymywaliśmy się w Koszycach. Ale piękne miasto.
OdpowiedzUsuńByli dobrzy w hokeja. Ale nie wiem kto bardziej, Czesi czy Słowacy? Trzeba sprawdzić.
Tak. Czechosłowacja była bardzo dobra w hokeja. Przebijała nawet Kanadę i Rosjan, co bylo niebywałe.W każdym miasteczku było lodowisko.
OdpowiedzUsuńSława została z Czechami.
Myślę, że nie doceniamy Słowacji. Bo nic nie przebije krajów nad Morzem Śródziemnym.
Nie wiem bo nie byłam nigdy w Słowacji i raczej jako nacjonalistka i fanka Inki i Pileckiego się tam nie wybiorę więc się nie wypowiem ale zauważyłam coś innego jakoby to często Czechy i Słowację mylono ze względu na język a jeszcze nie aż tak dawno było to jedno wspólne państwo.
OdpowiedzUsuńHej a mogłabyś napisać kiedyś notkę o Nadodrzu??? Nie o tym doornym Wrocławiu ale o Krainie Nadodrzu czyli chodzi mi o to czy byłaś może kiedyś w tejże okolicy??? Tam jest przepiękny pałac ale ludzie nazywają to "dworcem" niestety nie wiedząc,że to lepsze bo to taka Kraina Lodu w realu a ja jestem tam jak Elsa :-)
Pewnie sobie myślisz,że zwariowałam sądząc tak,że Nadodrze jest takie super fajne ale kto nie przeżył tam ani jednego dnia ten nie będzie w temacie.
Wspomniałam w swoim poście o faszystowskiej prowieniencji Słowacji. Mój RIP pierwszy mąż jako germanista dużo o tym wiedział. Czytali takie antyfaszystowskie enerdowskie lektury na ten temat.
OdpowiedzUsuńWszyscy zapomnieli co robili faszystowscy ustasze w Chorwacji. I znają to tylko z filmu Jak rozpętałem drugą wojnę światową 🤣
Nadodrze to dzielnica Wrocławia, tam pełno niezwykłych murali. A pałac zwany dworcem też ma niechlubną historię z czasów II wojny.
Wiem , że jesteś niezwykła 👏👍
Też nigdy nie byłam na Słowacji, więc trudno się wypowiadać. Jedyne ciepłe źródła jakie wizytowałam - to było Heviz na |Węgrzech. A że było to w epoce przedlodowcowej to prawdę mówiąc mało pamiętam z tamtego pobytu, choć był nietypowy z koleżanką, jej bratem i dziewczyną brata, z noclegiem u znajomych mojej koleżanki w Budapeszcie. Z całego pobytu na Węgrzech (poza jednym dniem w Budapeszcie) najlepiej pamiętam wystawę Goyi w Tapolcy. Musiały te obrazy zrobić na mnie duże wrażenie. Sorry, że nie na temat., ale skoro w temacie Słowacji nie mam nic do powiedzenia, to choć tak moje trzy grosze wtrącę
OdpowiedzUsuńTeż na temat, bo ciepłe źródła wspomniane:)) I mam nadzieję, że nie mylą Ci się te dwa kraje? Bo jednak Czechy mają lepsze przebicie.
OdpowiedzUsuńWierzę na słowo, że na Słowacji jak na Islandii, na której jeszcze nie byłam. Słowację bardzo lubię. Mam tam przyjaciół i często ich odwiedzam. Zawsze wtedy robimy jakieś wypady: do term, do Słowackiego Raju, w wysokie Tatry... A Lewocza i Poprad są naprawdę malownicze. Czechy też odwiedzam i nie, nie mylą mi się ze Słowacją:-)
OdpowiedzUsuńPozdrawiam serdecznie.