Moja lista blogów

poniedziałek, 17 listopada 2025

Malta- na stadionie Ta`Qali.

 Mecz  Polska- Malta trwa, a mnie się przypomniało, że jakiś czas temu byłam już na tym pięknym stadionie, podczas europejskich kwalifikacji.  Jego położenie, podobnie jak coś z Islandii, związane jest z armiami alianckimi z czasów II wojny światowej. I ile północny kraj był bazą wypadową na lotnicze rajdy i przygotowanie II frontu, to południowy kraj był  węzłem komunikacyjnym dla sił sprzymierzonych, dla zaopatrzenia wojsk i operacji morskich. Malta była też szpitalem dla walczących na froncie afrykańskim. Do lat 70.Malta należała do dominium brytyjskiego.

A miejsce, gdzie obecnie znajduje się National  Stadium Ta`Qali w w stolicy kraju La Valletta, to dawne lotnisko wojskowe  z czasów II wojny światowej.  Dawne koszary z charakterystycznymi  półokrągłymi namiotami zostały  przekształcona w wioski rzemieślnicze.

W 32 minucie Robert strzelił gola. Flagi mamy takie same, biało-czerwone. Oni mają kolory w poprzek.

Pokażę  parę zdjęć. W tle Medina- Silent City- niezwykle piękne średniowieczne  miasteczko, dawna stolica kraju. A zaraz tracimy bramkę. What a shame.

Gdy byłam tam parę lat wcześniej, kibicowałam Maltańczykom i ubrałam się na czerwono- biało. Grali wtedy dzielnie  z Norwegami i nie byli tacy dobrzy, jak dzisiaj😀 Przyszliśmy dużo wcześniej, bo byłam w towarzystwie działaczy sportowych👍






Nigdy wcześniej o tym nie pisałam. Pamiętam, że hordy pijanych Norwegów, nota bene, przebranych za Wikingów,  chodzili wtedy po mieście i świętowali zwycięstwo 3:0. U nas już tak nie będzie. Bardzo słabo grają, na ile się znam.😢
Mecz, który kiedyś oglądałam był w październiku. Ostatnio pisałam tu, że na Maltę najlepiej pojechać  w maju lub październiku. Poniżej na zdjęciu przy wejściu do miasteczka Medina, które widać ze stadionu Ta`Qali.
Przed chwilą komentator powiedział, że Maltańczycy grają dla papieża Leona😀  Karola Wojtyłę też kiedyś bardzo kochali.
Słońce nad Maltą też zachodzi. Oby nie nad nami metaforycznie. Bo nie będzie coctail hour jak w opisywanym tu poście.
Na razie się pożegnam. Potem dopiszę. Wygraliśmy w końcu3:2 po dużej nerwówce w II połowie.

PS Zapraszam moich stałych czytelników do lektury recenzji  na temat wystawy drzeworytu japońskiego w Muzeum Sztuki i Techniki Japońskiej.
Oraz wyrażenie refleksji w związku z Coctail hour😀👍.
Wszystkie refleksje są mile widziane.👏

19 komentarzy:

  1. Malta - bardzo tajemnicze i ważne strategicznie miejsce. Przypomina mi się film Sokół maltański i oczywiście Zakon Kawalerów Maltańskich.
    Na tutejszym gruncie mamy polski sklep spożywczy, którego właścicielami jest polsko-maltańskie małżeństwo.
    Nazwa sklepu - La Poletta :)
    Swoją drogą to Ciebie losy noszą do bardzo fantastycznych miejsc.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cudowna nazwa La Poletta!
      Ja pamiętam taki cytat z Sokoła maltańskiego, który często stosowałam w wypowiedzi- to materiał, z którego się buduje marzenia. Ale już nie pamiętam o jaki materiał chodziło 🤣
      Historia Kawalerów Maltańskich jest fascynująca, w Goerlitz mają obszerną siedzibę. Widziałam budynek z szyldem.
      Dużo wcześniej jeździłam, za mężem marynarzem 🤣 żeby nie szukał w porcie. Znaczy pierwsze 10 lat znajomości 👍 potem się ustatkowaliśmy i tak życie toczy się rodzinnie.

      Usuń
  2. Na Malcie jeszcze nie byłam, a jeśli to wybiorę się poza sezonem właśnie.
    Mecze emocjonowały prawdziwie, gdy grała ekipa Górskiego, wtedy w domach było szaleństwo, wszyscy kibicowali!
    Jak zwykle ciekawa opowieść:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za Antoniego Piechniczka też było fajnie. Nie mieliśmy w tamtych czasach za wiele innych rozrywek, to piłka nożna królowała.
      Nawet w zimie byłyśmy kiedyś z córką na Malcie. Też opalałyśmy się na plaży. Tylko słońce za szybko zachodzi wtedy.
      Na Malcie jest wspaniała historia i architektura. I rozdarte piękne zatoki pełne jachtów. Ruch lewostronny. Wyspa trochę klaustrofobiczna 🤣 bo przecież taka mała.

      Usuń
  3. już od dawna nie interesuję się tym sportem, swoją uwagę w tym kierunku ożywiam jedynie podczas imprez najwyższej rangi typu Mundial lub ewentualnie Euro, ale okazuje się, że piwo wtedy smakuje tak samo...
    Malta: przyjazna konopi, ale wroga kobietom... paradoksalnie...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Ja też lubię oglądać mecze z mistrzostw. Wczoraj patrzyłam z powodu tego stadionu. Byłam najzupełniej przekonana, że niewiele osób w Polsce w ogóle było na tym stadionie kiedykolwiek. A wczoraj tylu kibiców, Mam nadzieję, że nie szaleli tak jak wspomniani Norwegowie po swoim zwycięstwie. Mecz był nawet ciekawy z powodu tego karnego i innych goli, w tym tego niezaliczonego.
    Na te wszystkie uroczystości religijne, które widziałam na Malcie patrzyłam jak na festiwale gdzieś w Azji, takie były dla mnie egzotyczne. Właściwie na Sycylii też tak czczą imieniny różnych świętych. Dzwony biją codziennie. Ale w hotelach nie słychać i rzeczywiście łatwo można dymka zapalić. Znałam kilku religijnych Maltańczyków, od czasów papieskiego dnia młodzieży w Częstochowie. Byli bardzo mili uczynni i przyjacielscy. Niektóre kobiety chyba w podwójnej niełasce, katolicyzmu i nieodległych tradycja arabskich.😭 Ale nie narzekają z tego powodu.

    OdpowiedzUsuń
  5. A mnie się spodobał jeden z maltańskich piłkarzy:) Z urody oczywiście. No i hymn śpiewany przez małą dziewczynkę!

    OdpowiedzUsuń
  6. Hejka na Malcie znalazł kiedyś schronienie ten słynny Kajetan Poznański :-) Z Poznaniem bardziej kojarzy mi się Malta albo z rasą psa-maltańczyk.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jezioro Malta i festiwale znam od zawsze. Mój pierwszy mąż studiował w Poznaniu.
      Tę straszną zbrodnię też pamiętam. W Japonii też jakiś psychopata uczeń zabił swoją lektorkę języka angielskiego parę lat temu.

      Usuń
  7. Niejeden mi się podobał:)) A Malta w mojej pamięci taka słodka. Tyle o niej kiedyś pisałam. Żal mi, że nie wszystko potoczyło się po mojej myśli.
    Myślałam o Tobie, żebyś nostalgicznie napisała o czasach Górskiego i Piechniczka.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety w czasach Górskiego i Piechniczka o piłce nożnej nie wiedziałam nic. Teraz jestem ekspertem:)) Tak to człowiek dojrzewa do pewnych spraw:)

      Usuń
  8. Nie wiedziałam, że piłkę nożną też lubisz i chodzisz z działaczami sportowymi na mecze:))

    OdpowiedzUsuń
  9. Nawet z prawdziwymi bokserami się kiedyś zadawałam o czym pisałam w maju 2013 roku.😃

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie oglądałam meczu, ale dzięki Tobie wiem, kto wygrał 😉.
    Bardzo fajnie, zgrabnie to opisałaś... mecz i wspomnienia z Malty. Brawo Ty!

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam dużo skojarzeń związanych z przeszłością. Warto ćwiczyć mózg i przypominać sobie wszystko. Moje opowiadanka to jak krzyżówka dla mnie, gdy się sprawdza hasła w Googlach 🤔
    Bralczyk mi tu mówi w telewizji, że trzeba umieć przyjmować komplementy 👏♥️ i odpowiadać, tak starałem się, dużo wysiłku mnie to kosztowało. Dziękuję za uznanie. I pozdrawiam. W weekend jedziemy aż do Gdańska. Później coś pewnie opiszę.

    OdpowiedzUsuń
  12. Mecz piłki nożnej? w życiu nie byłam na żadnym, a i w telewizji w całym życiu obejrzałam ... pewnie wystarczyłoby palców obu rąk, aby policzyć. Z sportu wolałam pływanie, czy jazdę figurową na łyżwach :) czyli zawody bardziej indywidualne niż drużynowe. Chyba wychodzi tu mój indywidualizm i niechęć do zajęć grupowych. Na stadionie byłam podczas wycieczki po Barcelonie, na którą składało się 15 minut pod Sagrada Famiglia, dwukrotne objechanie autokarem pod Casa Mila i Casa Bathio (o ile nie przekręciłam nazwy- w każdym razie da druga kamienica przez Gaudiego zaprojektowana), półtorej godziny na stadionie FC Barcelona i pół godziny na stadionie Olimpijskim. Dla osoby, której piłka nożna zupełnie nie interesuje była to strata czasu. Za to pamiętam z kolei odwrotną sytuację, kiedy w Paryżu byliśmy w Muzeum Orsay przez półtorej godziny i ja wyszłam rozanielona, a panie mi towarzyszące stwierdziły, że za dużo czasu przeznaczono na to muzeum. Trudno każdemu dogodzić. :) W każdym razie gdybyśmy mieli pełną informację na temat planów organizatorów nie byłoby rozczarowań.

    OdpowiedzUsuń
  13. Ciekawam była co moja kulturalna ulubienica napisze o piłce nożnej 😃 Dziękuję za dwugłos.
    Najlepiej się jeździ na indywidualne wycieczki i zwiedza co się chce. Ale kiedyś było trudniej jeździć samemu. Z pewnością w Barcelonie lepiej chodzić po Rambli i po Barri Gothic niż podziwiać słynny stadion. My z córką tam pojechałyśmy i robiłyśmy sobie zdjęcia w sklepie stadionowym z kartonowymi figurami piłkarzy 🤣 mój wnuczek właśnie dostał pamiątki z tego sklepu od wujka.
    Jesteśmy z pokolenia, które pamięta sukcesy naszych piłkarzy i dla mnie to taki sentyment młodości. Obrona mojej pracy magisterskiej była w dniu, gdy Polacy grali wielki mecz w Barcelonie o dojście do finału z Włochami. Przegraliśmy , a potem z Francuzami o trzecie miejsce wygraliśmy. Moja impreza w akademiku była rewelacyjna. Mam dużo pięknych zdjęć, bo zaprosiłam pewnego fotografa z germanistyki 🇩🇪🤣
    Na tym meczu na Malcie byłam z Włochem, działaczem sportowym, któremu pomagałam w tłumaczeniach z Norwegami, żeby ktoś był drugim trenerem gdzieś w Norwegii. Czyli to był rodzaj pracy. Mój ówczesny narzeczony, obecny Gospodarz pracował na Malcie, a ja traktowałam państwo jako mój drugi dom przez pewien krótki czas. Fajnie było, ale się skończyło.

    OdpowiedzUsuń
  14. Doszłam też do tego wniosku, aby jeździć indywidualnie. Choć grupowe wycieczki mają tę zaletę, że dowiozą cię w wiele miejsc i jeśli nie pokażą to zasygnalizują istnienie miejsca i pewnych ciekawostek. W Hiszpanii byłam dwadzieścia lat temu, w czasach, kiedy jeszcze nie odważyłam się podróżować sama (z swoją bardzo kiepską znajomością języka i brakiem doświadczenia). Jedyna wycieczka na jaką się odważyłam to był rejs stateczkiem do Blanes. A gdybym się wówczas odważyła mogłabym zobaczyć w Barcelonie o wiele więcej niż tylko stadiony.
    A sukcesy polskiej reprezentacji też pamiętam, jeśli nawet nie oglądałam to o tym się mówiło, przeżywało, choć zawsze mnie irytowało to my wygraliśmy i oni przegrali (mówiąc o tej samej drużynie), jak wiadomo sukces ma wielu ojców, porażka jest sierotą. :) A może będziesz chciała oglądać stadion bursztynowy ?:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Nie, dziękuję. Nie jestem fanką aż tak. W żadnym innym mieście nie oglądałam stadionów, w Warszawie przechodziłam obok i w Londynie, ale nie koło Wembley, tylko jakiś inny był koło hotelu, gdzie często się zatrzymywałam. W Barcelonie też nie weszłyśmy na stadion, tylko do sklepu🤣
    U nas śnieg spadł 😭

    OdpowiedzUsuń