Moja lista blogów

sobota, 6 grudnia 2025

Spotykać cały świat.

        Dzisiaj mija równy rok, gdy rozpoczęły się moje zimowe wakacje w Islandii. To był piękny magiczny  czas. Z córką Dominiką, wnuczką Matyldą oraz przyjaciółmi z Islandii.  Jakbym chciała, żeby się znowu powtórzył.  Ale Nic dwa razy się nie zdarza, jak wiemy dzięki Szymborskiej.

 Od dziecka marzyłam o wielkich niepospolitych rzeczach, również podczas świąt. Może Mary Poppins poczęstuje mnie czarodziejskim syropem, może Tomek Wilmowski zabierze w tajemniczą podróż, albo pociągiem pojadę w krainę śniegu z panem Shimamurą. Spędziłam wiele pięknych świat, ale największy urok czarodziejskości miały dla mnie te za granicą. Teraz w Polsce też mamy wesoło z wnuczętami i swatem, który gra na akordeonie, a my śpiewamy kolędy. Cieszę się, że nowe rodziny moich córek kochają i celebrują familijne spotkania. Bo u mnie było inaczej.

W ostatnie „mikołajki”, a było ich trzynaście, wydarzyły się  różne opowieści niesamowite-kwaidan, wspólnie z Grylą😁   Zaraz drugiego poznałam osobę prosto z kart powieści Johna Maxwella Coetzee i  protestanckich  filmowych scenek. To była Natalie. Zawsze  w skupieniu  wypowiadała poruszającą modlitwę przed posiłkiem. Łączyła nas  swoim spokojem, przyjaźnią, dobrym słowem, tak dosłownie. Emanowała z niej dobroć.  Pracowała z córką i mieszkałyśmy w jednym pensjonacie.  Zaczęło się od wspólnego robienia pierników i domku piernikowego.  


Domek robiłam pierwszy raz w życiu. Potem pojawiały się inne zimowe przyjemności jak lepienie bałwana, zabawy w śnieżki, zakupy w miasteczku i spacery wśród pięknych, najpiękniejszych świątecznych iluminacji w Selfoss.





 A potem gotowanie, szykowanie prezentów, oglądanie familijnych filmów, gry w planszówki,  dekorowanie mieszkania i spożywanie kucharskich delicji. Oglądanie zorzy w hotpocie i wyskakiwanie po telefon, to była dopiero komedia. A prezenty od Natalie są nadal z nami. Znaczy słodycze zjedzone, ale jej dobre myśli, wrażliwość, wiara, miłość rodzinna.  Ast- po islandzku miłość.



Natalie została w Islandii i sprowadziła tam swoją rodzinę, syna o biblijnym imieniu Kaleb  i męża. Pracuje w bardzo ciekawym miejscu, gdzie zjeżdżają geolodzy z całego świata. Niedaleko Grindaviku, tam gdzie występowała  szczelinowa erupcja wulkaniczna i całe miasteczko zostało ewakuowane, ale firmy zostały. Słynna Blue Lagoon jest niedaleko . Mieszka koło Reykjaviku.  Synek już widział śnieg. Z pewnością  odwiedzimy ją w przyszłości. Ale to będzie już inny czas, nie taki jak poniżej na zdjęciu w naszym Minnivallalakur. 


Natalie jest koloredką, Afrykanerką- to wielorasowa grupa etniczna o mieszanym pochodzeniu, wywodząca się z mieszania ludności afrykańskiej i europejskiej – dawnych Burów i azjatyckiej. Genetycznie  to najbardziej wymieszana  grupa rasowa z dominującym wkładem matek  z ludów Khoisan i Bantu, Europejczyków i  Azjatów. Ich DNA jest najmłodsze wśród ludzi całego globu. To taka ciekawostka naukowa.

Większość mówi językiem afrikaans- wywodzącym się z niderlandzkiego i na ogół są protestantami różnych odłamów. Mówią też  płynnie po angielsku z charakterystycznym akcentem.

 Ich obecna sytuacja   jako  białych mieszkańców RPA, potomków głównie holenderskich osadników   jest złożona i naznaczona dziedzictwem apartheidu.  Chociaż historycznie  byli trochę lepiej traktowani niż czarna ludność  w systemie apartheidu, obecnie ich status ekonomiczny jest zróżnicowany. Wielu z nich nadal należy do  zamożniejszych i odnoszących sukcesy grup w kraju, i są liderami biznesu. Jednocześnie, programy akcji afirmatywnej (których celem jest promowanie zatrudnienia i edukacji dla wcześniej uciskanej czarnej większości) są postrzegane przez niektórych Afrykanerów jako dyskryminujące i utrudniające dostęp do stanowisk w sektorze publicznym.

W związku z obawami o przyszłość ekonomiczną, część Afrykanerów decyduje się na emigrację, głównie do krajów takich jak Australia, Nowa Zelandia, Wielka Brytania czy USA. W Australii zamieszkał  pisarz J. M.  Coetzee mając obecnie dwa obywatelstwa. To chyba najbardziej znany  przedstawiciel koloredów.

Natalie opowiadała jak bardzo jest to niebezpieczny kraj.  Wielka powierzchnia, 1.2 mln km2m, 65 mln ludzi, 11 języków urzędowych i mnóstwo problemów.  Ale natura i przyroda im chociaż  im sprzyja.

W zeszłym roku tak się zdarzyło, że przypadkiem wybrałam do czytania książkę Polscy terroryści i zamachowcy, autor Slawomir Koper, a tam był rozdział o Januszu Walusiu. Czy pamiętacie takie nazwisko? W 1993 roku, tuż przed zakończeniem epoki apartheidu /1994/, zastrzelił w RPA czarnego  lidera lokalnej komunistycznej partii  Chrisa Hani. Szybko złapany wspólnie z liderem partii konserwatywnej, skazani zostali na karę śmierci, potem  zamienioną na dożywocie. Chris Hani później obwołany został narodowym bohaterem i  niemalże świętym. A „nasz” Janusz Waluś  po 31 latach został zwolniony  z wieloletniego więzienia 7 grudnia zeszłego roku i  nazwany przez  niektórych członków   Konfederacji J. Brauna ostatnim „żołnierzem wyklętym” i przyjmowany prawie z honorami. Otwarcie  nadal mówił o rasistowskich poglądach. Na szczęście były to tylko jednorazowe  wyskoki.

Rozmawiałam też z Natalie na ten temat.  Nie pamiętała, że Chrisa Hani zabił Polak, który wówczas mieszkał i pracował RPA, ale wspomniała o ogromnej  martyrologicznej legendzie  zamordowanego przywódcy, szczególnie wśród czarnej ludności. W 1994 roku przebywając w UK widziałam Nelsona Mandelę w Oksfordzie, razem z księciem Karolem. To był wielki bohater tamtych czasów.


Chwilę potem ludzie się rozeszli. A czas płynie.

Takie to były ciekawe dni grudnia 2024 roku. W zimowym islandzkim entourage`u. Zapukamy do Natalie, może również o nas pomyśli. Odbija się w szybie ze swojego pokoju.

Co wam się kojarzy z krajem RPA? Czy znaliście ludzi stamtąd?

Czy słyszeliście wcześniej  nazwę koloredzi?

Jakie inne ciekawe nacje spotkaliście na swojej drodze?

 

22 komentarze:

  1. Domki piernikowe w ilościach hurtowych robi siostra mojej przyjaciółki, zaczyna już w listopadzie, ale ma z tego frajdę!
    Najmilej wspominam ten czas, gdy zima bywała śnieżna, sanki szły w ruch i lepienie bałwanów, a mróz powodował, że miło wracało się do domu. Potem święta z dzieckiem i dbanie o klimat, który długo zapamięta!
    O koloredach chyba słyszałam, przypomniałaś mi ten termin, bo rzadko się go używa. Lubię opowieści o tym, jak gdzieś na świecie świętują różne kultury.
    U Ciebie jak zwykle ciekawie:-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Święta naszego dzieciństwa miały duży zimowy urok. Mój ojciec pracował w służbach i często go nie było podczas świąt, do babci nie jeździliśmy. jednakże pamiętam kilka miłych momentów, gdy odwiedzaliśmy ciocie i wujków. Wtedy człowiek cieszył się z małych rzeczy.
      Podobnie jak mówisz z własnym dzieckiem. Człowiek tak się już starał, będąc świadomą nauczycielką. Pod sam koniec lat 80. dostaliśmy duże mieszkanie tzw. spółdzielcze i była piękna wigilia, bo ja zawsze dostawałam jakieś paczki zagraniczne od dawnych adoratorów:)) ze smakołykami, odzieżą, a nawet świeczkami i 10-20 dolarów:))To kupowało się coś extra w peweksie.

      Usuń
  2. Do końca życia nie zapomnę-Bożego Narodzenia 2009 gdzie to daty 21.12.2009 odbył się mój proces jak i zapadł wyrok a sądzono mnie za to bo nieistniejąca już uczelnia-WSZIF mnie podał do sądu... To były moje pierwsze święta jako osoby...karanej. To były też ostatnie w życiu święta pary prezydenckiej Kaczyńskich jacy zginęli 10 kwietnia 2010.
    Nigdy nie zapomnę tych świąt. 9 kwietnia był ich ostatnim dniem życia. Moje życie runęło dokładnie 9 kwietnia 2015.
    Mikołajków też nie cierpię. Czemu? Opisałam to tu:
    https://dziewczyna-szamana.blogspot.com/2025/12/035.html
    Pozdrawiam Cię serdecznie, Droga Kimiko :)
    Hotaru z Nadodrza

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie jest dobrze wracać uporczywie do złych chwil. One bardzo osłabiają nasze ego. Lepiej celebrować zwycięstwa.

    OdpowiedzUsuń
  4. Jasne że słyszałem o RPA. W 2010 roku odbyły się tam mistrzostwa świata w piłce nożnej. O pierwsze miejsce grali Hiszpanie z Holandią. Cała widownia była pomarańczowa I w ogóle cały kraj. To teraz wiem, że Afrykanerzy czyli koloredzi skrzyknęli wszystkich. I tak przegrali.
    Piosenką mistrzostw była Waka waka This time is for Africa. Śpiewała seksowna Shakira.
    W Polsce mamy dużo Chińczyków i Wietnamczyków. Mają dobre jedzenie i są pracowici.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pisałam kiedyś ile mistrzostw pamiętam i oglądałam. Od 1974 roku. Chociaż nie jestem jakąś ogromną fanką. Ale w czasie mistrzostw coś zawsze oglądam. Nie wiem nawet czy Polska wtedy grała? Sprawdzę sobie.

      Usuń
  5. Sporo tematów poruszyłaś.
    Atmosfera przedświąteczna - moje jedyne i bardzo silne skojarzenia to Polska - zima, śnieg, choinka.
    Australia to jakieś pomieszanie pór roku i klimatu.
    Południowa Afryka - Waluś - ta sprawa była znana w Australii gdyż w tym czasie był tu spory napływ imigrantów z Południowej Afryki.
    A ja przeżyłem spore emocje gdy kilka lat temu do Stowarzyszenia św Wincentego zgłosiła się o pomoc pani o tym nazwisku. Tak, była krewną J. Walusia, przybyła tu z Południowej Afryki, wyglądało na to, że radzi sobie dobrze i po jednorazowym wsparciu zniknęła z naszej listy klientów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Już dawno miałam zamiar napisać o Natalii, bo pierwszy raz zetknęłam się z prawdziwą obywatelką RPA i bardzo zainteresowała mnie jej historia. Słynne wojny Anglików z Burami były przedstawiane w zupełnie innej perspektywie. Nawet w znanej książce dla dzieci Mała księżniczka. Dla jednego narodu bohaterowie, dla innego wrogowie. W samolocie z Anglii poznałam kiedyś tzw. dziecko Sybiraków przewożone przez Persję do RPA, pana, który pierwszy raz jechał do Polski, już wtedy statecznego miłego pana To też niezwykła historia. Nie tak dawno obchodzono równą rocznicę przyjazdu tych dzieci do RPA. Dużo tam ich zostało na zawsze.
      Nasze różne migracje są fascynujące.

      Usuń
  6. Alicja, thank for taking me back in time to last year and the wonderful Christmas memories I made with you, Dominika and Mathylda. It was certainly a time of sharing and a time of joy leaving with us a time that will be looked back on with fondness. Thank you for the link and it was a lovely read. Thank you for the honour you have given me in view of this Blog post. Blessings upon blessings to you and your whole family this festive season. May God be with you and keep you and make His face shine upon you all.
    Always in my heart.
    Love Natalie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I hope the translation was correct 👍We shared memorable xmas moments and everyday joys, as playing games with the Matorka kids, and I still owe you an aperol at the Selfoss Old Diary♥️

      Usuń
  7. Tyle ciekawych rzeczy u Ciebie. Już sama Islandia jest krajem ciekawym chociaż mało znanym.
    Najserdeczniej Cię pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  8. Islandia jest coraz bardziej znana, należy obecnie do podróżniczego top10 Ale nie dla wszystkich z powodu niesprzyjającej pogody, przede wszystkim latem. Bo w zimie jest tak samo jak u nas.
    Ja obecnie skupiłam się przede wszystkim na postaci Natalii, bo już dawno chciałam o niej napisać, czyli RPA do wspomnienia ♥️

    OdpowiedzUsuń
  9. Ale podróż! Od Islandii aż do RPA - na skos globusa:))

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie tylko my jeździmy za pracą. I z rajskiego klimatu przyjeżdża na odległą zimną północ. Nie wiadomo kiedy znowu zobaczy się z rodzicami. Studiowała na Węgrzech trzy lata i wtedy przyjeżdżała na praktyki i staże do Islandii. Zwiedzała też Europę. Bardzo jej się wszystko podobało i czuje się tutaj bezpiecznie, w przeciwieństwie do swojego ojczystego kraju.

    OdpowiedzUsuń
  11. RPA kiedyś nie miała i teraz nadal nie ma dobrej opinii. Dawniej apartheid, izolacja polityczna, teraz korupcja na niesłychaną skalę, niebezpieczeństwo, choroby.
    Państwo z ogromnym bogactwem naturalnym , wspaniałą przyrodą, to ma warunki do życia. A jednak nie umieją zarządzać tym kapitałem. Za dużo różnych nacji w tym niewykształconych niebezpiecznych czarnoskórych.
    Niektórzy mają we krwi bezwzględność i okrucieństwo wodza Zulus Czaka, znanego z serialu sprzed lat.
    Nie dziwne, że ludzie stamtąd uciekają, gdy zobaczą jak żyje się w Europie czy USA. Znają angielski, to im łatwiej. Wszyscy chcą lepiej żyć.

    OdpowiedzUsuń
  12. A ja mam przeczucie, że to nie był Twój ostatni pobyt w Islandii. Znajdziesz sposób, żeby znowu się tam gościć :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak o tym myślę. Brawo. Bo jest tam też syn mojej bliskiej siostry ciotecznej i dwie koleżanki. Może na wiosnę, gdy bilety tańsze, bo teraz muszę już płacić za siebie, a to bardzo kosztowna wyprawa:(
      Akurat o Tobie myślałam i zadedykowałam Ci post na blogu moich recenzji. Adres w profilu.

      Usuń
  13. Przedświąteczne przygotowania radowały mnie kiedyś, dziś wolę ten czas spędzać inaczej. Ale to też uwarunkowania rodzinne wchodzą w grę. Jak nie ma małych dzieci w domu to chyba już się nie bardzo chce bawić w te pieczenie pierniczków, dekorowanie domu i tym podobne zajęcia. Choineczkę ubrałam, dekoracje wyciągnęłam z szafy i poustawiałam, ale jakoś mnie w tym roku mniej cieszą, niż rok temu. Może to przez bark śniegu, choć rok temu też go nie było. Ale z przyjemnością gotowałam bigos, który mnie się kojarzy ze świętami. Może dlatego, że miałam gościa, dla którego go gotowałam:) Wyszedł bardzo dobry - nie chwaląc się :).
    RPA- no cóż- jestem ksenofobiczna i w zasadzie poruszam się w kręgu europejskim, także jeśli chodzi o znajomość innych nacji, krajów. Nie wypowiem się zatem. Jakieś niedobre skojarzenia z łamaniem praw człowieka, rasizmem..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nawiązanie do świąt, to w tym przypadku było pretekstem. Już dawno chciałam napisać o Natalii. Szczególnie, gdy dowiedziałam się, że postanowiła zabrać rodzinę i wyjechać ze swojego kraju na stałe. Uczyniła to bez żalu, bo wiele niepochlebnych opinii usłyszałam od niej o tym w państwie. Ale zostali tam jej rodzice, mama pielęgniarka, ojciec nauczyciel. Może ich kiedyś ściągnie do siebie.
      Ja też już ubrałam małą choinkę i będzie chyba fajnie u nas, rodzinnie w trzech domach, bo mam nowego zięcia i nawet mój Gospodarz zamierza przyjechać.

      Usuń
  14. Zulus Czaka to był niesamowity serial. Jeden z pierwszych które pokazywał straszne okrucieństwa na małym ekranie. Prawdopodobne jest że twoja Natalia ma coś wspólnego z tamtym plemieniem, jakiś mały procent w genach, stąd jej siła i determinacja. Dziejowa sprawiedliwość dla czarnej ludności Afryki. Chociaż ona bardziej biała niż czarna.
    Wesołych świąt i z pozdrowieniami od D. Dobrze , że o mnie pamiętasz przesyłając mi adres twojego bloga.

    OdpowiedzUsuń
  15. Tu powiem taką historyjkę o mojej wnuczce Matyldzie, która miała wtedy 8 lat. Usłyszała, że Natalia jest z Afryki i zdziwiona pyta, jak to? Przecież ona uczyła się na lekcji religii w Polsce, że w Afryce mieszkają biedni, czarni ludzie i trzeba im pomagać. A Natalia przecież nie jest biedna ani czarna.

    OdpowiedzUsuń
  16. Fajna przyjaźń a Natalie wydaje się być przesympatyczną osobą. O koloredach nie słyszałam ale taka międzykulturowa znajomość z pewnością jest ciekawym doświadczeniem dla obu stron. I kiedyś miałam tak jak Matylda i kiedy słyszałam, że ktoś jest z Afryki to od razu myślałam, że jest czarnoskóry, mieszka w lepiance i nosi spódnicę z trawy :). A ponieważ mieszkam w DE to czasami mam wrażenie, że niektórzy naprawdę tacy są :)

    OdpowiedzUsuń