Moja lista blogów

niedziela, 8 lutego 2026

A może na rybkę, która lubi pływać? Czy jeszcze tak się mówi?

         Czy karpia jecie tylko w święta?   Ja do niedawna tak.

Kiedyś uczyłam się francuskiego z Anglikami i Holendrami we Francji. Było wesoło, szczególnie, gdy opowiadaliśmy o zwyczajach w swoich krajach. Różnice kulturowe  czasami zadziwiały, czasami rozśmieszały, a głownie z  powodu nieporozumień językowych.  Karp na święta wydawał im się bardzo ubogim daniem.

 W Polsce  pojawił się pomiędzy XII a XIII wiekiem za sprawą czeskich lub morawskich mnichów zakonu cystersów, którzy osiedlili się na naszych ziemiach. W okresie średniowiecza hodowle karpia zakładano głównie w majątkach klasztornych. Czynnikiem decydującym o wyborze właśnie tego gatunku była łatwość jego hodowli. Kolejnym powodem wzrostu popularności karpia była konieczność przestrzegania postów, które nakazywał kościół katolicki dla stanu wyższego jak i niższego.

Jechałyśmy szlakiemVia Carpatia, droga ekspresowa S19 w Polsce, który łączy Europę Północną i Południową. Ale brzmi.

 W Opolu Lubelskim i jego okolicach stawy  pojawiły się już w 18 wieku, a może nawet  i wcześniej, jak twierdzą lokalni regionaliści. Nadal odgrywają  tu ważną rolę. Oprócz stawów wielkopowierzchniowych, gdzie hoduje się ryby jak w Woli Rudzkiej (Pustelni), czy w Mazanowie, istnieje jeszcze dużo mniejszych.  Zwykle przy gospodarstwach agroturystycznych jak i przy prywatnych domach. Wszystko to wynika z coraz większej chęci spożywania ryb. Obecnie  karp konsumowany jest przez cały rok. W okolicach Pustelni od lat nie brakuje miłośników jego jedzenia jak i łowienia.

Moja córka jest ichtiolożką i zawsze z ogromną przyjemnością odwiedza restauracje, które serwują ryby. Ale to, co zobaczyłyśmy w Pustelni- Zajeździe Rybackim wprawiło w zdumienie swoim rozmachem.

Pobyt  w Woli Rudzkiej to doświadczenie, które wykracza poza zwykły posiłek – to hołd dla lokalnej tradycji hodowli ryb. Restauracja, położona jest w samym środku  Krainy Lessowych Wąwozów. Ten obszar charakteryzują najwyższe średnie temperatury powietrza oraz najdłuższy okres wegetacji. Występuje tam wiele rzadkich gatunków roślin, a także niezwykle zróżnicowana fauna. Na tym obszarze usytuowanych jest kilka rodzajów cennych przyrodniczo obszarów, takich jak: rezerwaty przyrodyparki krajobrazowe . Największy z nich – Kazimierski Park Krajobrazowy – wraz ze swoją otuliną obejmuje ponad połowę Krainy Lessowych Wąwozów. Sercem regionu jest Wisła wraz ze swoimi rozlewiskami i dopływami, otoczonymi malowniczymi brzegami.   Kaczki  z Nałęczowa nas prowadzą.

Menu Pustelni to dowód na to, że ryby słodkowodne mogą być podane w sposób nowoczesny i zaskakujący. Nas zadziwił odczarowany karp, bez ości w formie frykasów przypominających owoce morza i zupa Seby  z karpiowymi filetami oraz soczewicą z warzywami. Zupa czosneczkowa z karpiowym  filetem, ciągnącym się serem i chrupiącymi grzankami była również znakomita. Zajadamy.



Wyobrażam sobie  smak tatara z pstrąga na marynowanym buraku. Wszystkiego chciałoby się spróbować, a miejsce na deser trzeba zostawić.

W karcie  można również znaleźć  też unikalnego karpburgera oraz wyroby z własnej wędzarni (jesiotr, szyneczka z karpia). Dania dopełniają soki z pobliskiej  Szczepanówki oraz wina  Mickiewicz z winnic Opola Lubelskiego. Wyjątkowe smaki. Grzane piwa i wina są niepowtarzalne.

Wnętrze restauracji łączy rybacki klimat z nowoczesnym designem.  Restauracja jest całkowicie  zmodernizowana, ale jednocześnie zaciszna i przytulna, mocno osadzona w rybackim klimacie.

Dominują w nim naturalne materiały, które współgrają z malowniczym otoczeniem stawów i lasów. Są sieci, łodzie, boje, sznury, trawy, trzciny, płótno, dużo drewna.

 Oferują około 200 miejsc na dwóch poziomach oraz taras z widokiem na zieleń.  Otoczenie stawów sprzyja wyciszeniu i refleksji nad rolą wody w ekosystemie. Teraz wszędzie było biało pod śniegową pierzynką.

To również ma niezaprzeczalny urok.
 Restauracja jest przyjazna rodzinom (plac zabaw i wspaniały kącik dla dzieci, menu dziecięce)

oraz zwierzętom (możliwość wejścia z psem)  Choć ceny nie należą do najniższych (przeciętny przedział 30–70 zł za jedno danie), goście zgodnie twierdzą, że są one adekwatne do wyjątkowej jakości i smaku potraw.

Pustelnia to miejsce typu slow food– idealne na niespieszny obiad, gdzie czas płynie rytmem natury, a każda porcja ryby jest dowodem na pasję jej twórców.

Córka rozmawiała z panią Anią Pyć, współwłaścicielką całego przedsiębiorstwa Gospodarstwo Rybackie Opole Lubelskie „Pustelnia” w celu biznesowej porady,  a ja buszowałam po sklepie. Pani Anna jest również ichtiolożką. To przemiła i bardzo pozytywna osoba. Opowiedziała nam o historii firmy i o swoich interesujących zawodowych przygodach oraz podróżach. Jak dobrze znać języki obce.  Zachęcała Dominikę do rozpoczęcia rybackiego biznesu. Córka poczuła się wyróżniona pochwałą i miłą rozmową. Na zdj.po prawej.

Sklep Pustelnia, będący częścią gospodarstwa rybackiego w Woli Rudzkiej koło Opola Lubelskiego, to miejsce, gdzie tradycja hodowli łączy się z nowoczesnym podejściem do lokalnej żywności. Kluczowym atutem jest model „prosto z wody”. Ryby, takie jak pstrąg, karp, sum, szczupak, amur czy jesiotr, pochodzą z własnych stawów Pustelni, co gwarantuje jakość nieosiągalną w dużych sieciach handlowych.

Sklep wykracza poza sprzedaż surowych ryb, oferując unikalne produkty, jak stripsy  i szyneczkę z karpia czy tatar z pstrąga, zupę Seby, pasztety, smalczyki i pasty rybne,  które zmieniają postrzeganie tradycyjnych gatunków.

Wszystkie produkty prezentują się w  estetycznych słoiczkach z dokładnymi etykietami. Są również inne produkty rolnicze, miody, syropy, soki i herbaty. Oraz czekolady z owocami, opolskie krówki i znakomite lokalne wina.

Sklep zdobią różne pamiątki, maskotki w kształcie ryb, garnuszki, torby, magnesy, zawieszki. Wyroby wiklinowe i z wełny są towarem i ozdobą. Pastę z wędzonego pstrąga zjadłyśmy z wnuczką w jeden dzień. Łyżeczkami wybierałyśmy ze słoiczka. Akurat wyjeżdżam do UK w tym tygodniu, to mam gotowe polskie upominki.

Firma ma wysoką renomę. Sukcesy, takie jak obecność na liście produktów tradycyjnych czy wyróżnienia w plebiscytach (np. Forbes Forum Firm Rodzinnych), potwierdzają, że jest to przedsięwzięcie stabilne i doceniane przez ekspertów.

Część dyplomów.
Pomyśleć, że kiedyś to był klasyczny PGR i karczma GS-u. Dobrze kiedyś zarządzany mógł przekształcić się we wzorową firmę i zbudować nowoczesną markę kojarzoną z wysoką jakością i zdrowym stylem życia. Zawsze jestem dumna, że w naszym kraju dzieje się tyle dobrego, bo dobrze pamiętam dawną naszą siermiężność. Lubelszczyzna i Kielecczyzna były zawsze sobie bliskie.

Byłyśmy pod ogromnym wrażeniem. Miałyśmy zaplanowane jeszcze inne  sprawy i  trzeba było ruszyć w drogę, ale z pewnością tam wrócimy z rodzinami i przyjaciółmi. Bardzo polecam. Deser  wzięłyśmy na wynos, pischingery z krówką. Palce lizać. Mona Lisa też lubi ryby😀

Czy znacie podobne lokale dedykowane tylko rybom i sklepy z lokalnymi towarami?

 



 

28 komentarzy:

  1. wielka mi refleksja: bez wody żaden ekosystem nie może zaistnieć, chyba że jakąś metaforę mamy na myśli...
    tak ogólnie, statystycznie rzecz biorąc, to wolę mięso rybie od mięsa zwierzaków lądowych... co prawda karpina nie jest u mnie na topie, ale tak naprawdę, to wszystko jest kwestią przyrządzenia...
    a powiedzonka przy stole o rybce, która lubi pływać nie lubię... nie jestem bynajmniej abstynentem, czasem lubię sobie zafundować odrobinę inności z pełną zgodą na to, że mnie to truje, jednak owa formułka, której się używa, aby innych do tego trucia zachęcić po prostu mi nie leży... co prawda są jeszcze gorsze, bardziej agresywne, ale to nie zmienia postaci rzeczy...
    za to lokalik faktycznie wygląda interesująco...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To przysłowie to chyba głównie odnosiło się do śledzika, bo nie przypominam sobie, żeby mówiło się w innych okolicznościach? Ryby wędzone u nas jadało się od zawsze, ale nie wspominało się wtedy o tzw. pływaniu 🤔 do smażonych ryb to bardziej smakowało piwo, ale to przysłowiowe pływanie to chyba odnosiło się do mocniejszego alkoholu 🤔
      Tak, wiadomo, że woda jest życiem, ale chciałam podkreślić jej różne użytkowanie. W niektórych rejonach jest dużo stawów rybnych, pasze są na doskonałym poziomie i ryby lepsze niż z zanieczyszczonych rzek i mórz. Tak mówi moja ichtiolożka. W Islandii też pracowała na hodowli, ale wodę brali z arktycznych wód.

      Usuń
  2. Hejka Kimiko-jesteś jak prawdziwa Japonka bo w Japonii czci się karpia jak w Indiach święte krowy czy w Oleśnicy króliki :)
    Pewnie,że znam takie miejsce-w mojej okolicy Milicz i jego stawy słyną z karpi.
    Napiszę Ci wkrótce maila i opiszę co u mnie oraz gdzie piszę obecnie.
    Cieszę się, że lubisz jeść zdrowo bo ryby maja dużo jodu jak i wartości odżywczych.
    Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie
    Hotaru z Nadodrza

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To zasługa mojej córki, która studiowała ichtiologię. Ściśle mówiąc, ja też zawsze lubiłam ryby. Wędzone, smażone i te z konserw. Dzieciom robiłam kotleciki rybne, żeby jadły. Teraz głównie przygotowuję w domu pieczone ryby z warzywami. Śledzie na różne sposoby. Już mi ślinka leci 😃

      Usuń
  3. Łykam ślinkę bo tak sugestywnie i smakowicie opisujesz to niezwykłe miejsce. Uwielbiam ryby i tam chyba czułabym się "jak ryba w wodzie":)) Mniam, mniam...
    Super, że są takie oazy smakowitości i estetyki.

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję. Muszę przyznać, że jedzenie było naprawdę znakomite, to ze sklepu też i Już nie mogę się doczekać , żeby znowu tam pojechać. Ode mnie to godzina drogi. W normalnych warunkach drogowych to nawet krócej. Pojedziemy kiedyś na wiosnę, może na śniadanie wielkanocne czy poniedziałkowe, taką myśl miałam w głowie.

    OdpowiedzUsuń
  5. Kocham wszystkie ryby, a karpia w szczególności. Mogłabym go jeść codziennie, gdyby znalazł się ktoś chętny do smażenia :)
    Niedaleko mnie jest Rybołówka. Kiedyś bywałam tam często z synem. Potem firma (?) się skomercjalizowała, ceny poszły w górę i czar prysł. Znaleźliśmy w pobliżu inny lokal nad stawami, ale teraz nazwa mi umknęła.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja się dopiero przekonywuję do karpia, gdy jest podany inną metodą. Sama, wstyd się przyznać nigdy nie robiłam całego karpia na wigilię. Może w zamierzchłej przeszłości z mamą. Najczęściej kupowałam już gotowe filety karpiowe, gdy się już takie pokazały na rynku.
      Nie wszystkim restauracjom chcę się robić takie inne frykasy. Na Dolnym Śląsku też w sąsiedniej wsi mam Rybną chatę nad stawem. Często tam chodzimy w lecie, żeby posiedzieć nad wodą. Mają bardzo ładnie zagospodarowane otoczenie. Ale oni podają tylko typowe smażone czy pieczone ryby. Jest też zupa rybna.
      To smacznego, bo tradycyjny post za tydzień 🤔

      Usuń
    2. Niedaleko Głuchołaz jest Złoty Potok. To w sumie jeden duży hotel i stawy rybne z wyszynkiem. Sklepu spożywczego i żadnego innego nie ma (może już jest?). Jako, że nie wykupiliśmy w hotelu wyżywienia (nie lubię takiej zbiorówki o określonej godzinie) byliśmy skazani na ryby. Byłam przeszczęśliwa! Tylko po jarzyny i owoce jeździliśmy do Głuchołaz. W naszej obecności łowiono rybki i za chwilę był na talerzu :) Wędzone ryby mogliśmy sobie wybrać wprost z wędzarni. Tak musi wyglądać raj :)

      A wiesz, że w Australii karp jest traktowany jak rybny chwast? Nie jada się go.

      Usuń
    3. Akurat Lech napisał na temat Australii 🤔 w zach. Europie też z pogardą traktują karpia.Ale nie żeby uśmiercać.
      Znam Złoty Potok, nie, to chyba inny, bo bo gdzieś koło Kłodzka.
      Było kiedyś złoto w tym regionie 👍👍 stąd i Złotoryja.

      Usuń
  6. Karpia jadałam tylko na święta, ale poznałam dwóch wędkarzy, dzięki którym jadłam karpika latem...ale najlepsze były pstrągi pieczone w Zawoi! poza tym były tam przetwory z nich.
    Świetnie zareklamowałaś to miejsce, nigdy nie jadłam karpburgera, w ogóle o typową rybną restaurację trudno.
    W Gople jest mnóstwo ryb, ale i kormoranów, więc właściciele gospodarstw rybnych skarżą się na podjadanie ryb z hodowli:-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ja też pamiętam, gdy na początku lat 90. Jeździło się w góry, to tam podawali pstrąga z masełkiem i pietruszką. Bardzo mi to smakowało. Bo wcześniej, to nie bardzo lubiłam jeść ryby z powodu ości. Pracowałam w szkole , gdzie była stołówka, to na szczęście zawsze w piątek miałam rybę 👏 w rodzinnym domu nie jadaliśmy dużo ryb. Pamiętam tylko karpia i śledzie, właściwie. I wędzone ryby, to tak. Takie małe szprotki z głowami, które mnie obrzydzały 🫣W rodzinie nie było wędkarzy.

    OdpowiedzUsuń
  8. Karp - łatwość hodowli...
    Za duża łatwość rozmnażania się, w rezultacie w Australii traktowany jest jako pasożyt i kilka razy widziałem ostrzeżenia, że do rzeki wrzucono trutki na karpie.
    Z drugiej strony - ryby w sklepach są raczej drogie - A$60/kg filetów to normalka.
    Są znacznie tańsze ryby sprowadzane prosto z Wietnamu, ale tyle się nasłuchałem o tamtejszych metodach hodowli, że wolę nie.
    Rybka lubi pływać - oj dobre to były czasy, wiele lat temu w Polsce.

    OdpowiedzUsuń
  9. Czy to znaczy, że taka trutka zabija tylko karpie?
    Wy tam macie chyba dużo morskich ryb dookoła 👍 u nas też są drogie te lepsze ryby.
    Gdy się jest młodym, to zawsze są dobre czasy ❤️

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że zabijała również inne stworzenia wodne, ale widocznie była dla nich mniej szkodliwa niż karp.
      Ryby dookoła...
      Niby tak... dominuje łosoś, ale to są ogromne stacje hodowlane i też nasłuchałem się sporo strachów o tym jak to się te łososie hoduje.
      W Australii hoduje się też sporo pstrągów.

      Usuń
  10. Za karpiem nie przepadam, próbowałam na różne sposoby i mi nie podchodzi ale raz na jakiś czas daję jeszcze karpiowi szansę. Najchętniej zjem smażonego ale i to niekoniecznie. Z ryb najbardziej lubię takie duże hiszpańskie sardyny, flądrę i doradę, no i owoce morza 😀.
    Pokazane przez Ciebie restauracja i sklep wyglądają i ciekawie, i smakowicie. Czasami pasja to najważniejszy składnik sukcesu, bez niej ani rusz. Tak smakowicie piszesz o podawanych daniach, że zgłodniałam a pora na jedzenie średnia. Ale co tam, od jednej kanapeczki z pomidorem jeszcze nikt nie umarł 😛

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pasja przynosi najlepsze efekty. W każdej dziedzinie. W przypadku tego Zajazdu rybackiego jest podobnie. Gospodarstwo było najpierw wielką miłością rodziców pani Anny.
      Karp musi być odpowiednio zrobiony, wtedy jest znakomity. Nawet w konserwach. Oczywiście w Islandii jadłam najlepsze ryby, Atlantic char, które hodowała córka, połączenie pstrąga i łososia. A propos Islandii, dzisiaj miałam kolejną prelekcję na mojej lokalnej uczelni, w sekcji dla seniorów 👏👍, tym razem o literaturze islandzkiej, a szczególnie o ich jedynym laureacie Nagrody Nobla, Halldor Laxness. To była dla mnie ogromna przyjemność.
      Do usłyszenia.

      Usuń
    2. Nie chcę być monotonna w powtarzaniu się ale jesteś niesamowita! Jak dorosnę chcę być taka jak Ty😀

      Usuń
    3. Dziękuję za uznanie. To trzeba zacząć się udzielać, żeby swobodnie mówić publicznie. Mniej więcej w tym samym czasie wspominaliśmy piękną Islandię 👏👍
      A ja teraz jestem w Brighton ❤️

      Usuń
  11. Pewnie że mamy takie sklepiki z rybką, nie pamiętam, jak się nazywa i gdzie mieści, ten, do którego czasem zawoziła mnie koleżanka lub siostra, bo ja niezmotoryzowana, ale pamiętam, że mają tam przepyszny tatar z łososia, pstrąga, różne galaretki rybne, ryby wędzone, sałatki, można zjeść na miejscu, a można też dostać innego rodzaju przetwory (owocowo-warzywne) a także wędliny swojskiej roboty i ciasta. Karpia lubię, ale zawsze jem z niepokojem, aby nie połknąć ości (znana wybrzeżowa pani doktor zadławiła się ością). Dlatego jeśli mogłabym dostać karpika bez ości to bardzo chętnie, choć chyba jakaś obawa zawsze będzie mi towarzyszyć przy jedzeniu karpia. Natomiast mój szwagier robi przepysznego sandacza smażonego w occie. No rozpływa się w ustach. On zresztą ma talent kulinarny i robi też wspaniałe śledziki, łososia i inne ryby i nie tylko. A jeśli o ryby idzie to pamiętam pewną ucztę we Włoszech, gdzie serwowano same ryby. Najpierw przystawki, potem pierwsze rybne danie, drugie, trzecie..... (a ja nie uprzedzona najadłam się już przystawkami i pierwszym daniem i żałowałam, że nie mam już miejsca, aby próbować dalej. Ale uczta zrobiła na mnie duże wrażenie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Co za wspomnienie takiej uczty rybnej. Gdy jeździłam do studiującej córki w Olsztynie, a przy okazji do mojej ukochanej kuzynki w Szczytnie, a potem w Giżycku, wtedy jadłam najsmaczniejsze ryby. Smażone i wędzone. Węgorza też, dopóki nie wiedziałam, 🤣że to węgorz, bo jednak jego kształt mnie trochę obrzydzał.
      A najlepsze owoce morza, to jednak na Florydzie, wliczając w to homara.

      Usuń
  12. Nie znam, bo nie jestem zainteresowana bywaniem w takich miejscach. Mordowanie zwierząt to bestialstwo. Skoro jemy ryby, drób, wołowinę, wieprzowinę, cielęcinę, koninę, to jedzmy także ludzinę. Ktoś chętny do hodowli jako trzoda?

    OdpowiedzUsuń
  13. Wybór diety to bardzo osobista sprawa i szkoda wysiłku na ten sarkazm. Ryby są dla ludzi kluczowym źródłem kwasów omega-3 i białka, a ich spożywanie — o ile odbywa się w sposób zrównoważony — jest częścią wielu kultur od wieków. Trzeba wspierać ekologię. Trochę więcej luzu.Ja bym spytała kto jest chętny na grilla? Może być warzywny. Uwielbiam bakłażany cukinię i paprykę.
    W czwartek wyjeżdżam z wegetarianką na tydzień. Smakołyki będą moim udziałem, bo tydzień w domu prywatnym 👏👍

    OdpowiedzUsuń
  14. Brawa dla pomysłodawców i właścicieli. Taki lokal to coś dla mnie, bo uwielbiam ryby morskie, natomiast średnio słodkowodne, więc te niestandardowe przepisy rybne chyba by mnie przekonały. A jeśli chodzi o inne tego typu miejscówki to polecam Ci Dolinę Baryczy. Tam też ryb słodkowodnych dostatek i lokali jej serwujących również. Miłego wyjazdu:)))

    OdpowiedzUsuń
  15. Dziękuję, wyjazd trwa przyjemnie. Tutaj wiosna, i jak ta Anglicy chodzą z gołymi nogami z krótkim rękawem 😃
    Dolina Baryczy to nie tak daleko od mojego dolnośląskiego domu. O Miliczu już gdzieś wcześniej słyszałam.
    Z okazji końca karnawału, w tej Pustelni to nawet są faworki z karpia. Pokazywali w regionalnej telewizji jak to się robi 👍👏
    Moja córka ichtiolożka mówi, że lepsze czyli zdrowsza są ryby hodowlane z dużych stawów jeśli tylko mają dobrą paszę.👍

    OdpowiedzUsuń
  16. Super wiedzieć, że takie miejsce jest i to blisko mojego kochanego Kazika, z równością odwiedzę przy okazji. Ciekawe ma wykształcenie Twoja córka, świat ryb jawi mi sie jako tajemniczy.

    Karpia bardzo lubię (choć tez boję się ości), niestety jem tylko czasem na święta, nikt inny u mnie w domu go nie jada. Za to wcinamy często łososia.

    OdpowiedzUsuń
  17. Dziękuję za odwiedziny. Ja już teraz wolę Nałęczów 😃 tyle ludzi przyjeżdża do tego Kazimierza, że to nie do wiary.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to prawda, nigdy w wakacje I nigdy w weekend. Ja bakcyla złapałam w latach 70. i raczej sie nie odkocham. A Nałęczów fakt, w tym wieku idealny, nawet mieszkania kiedyś oglądałam na Otodom😅
      P.s. nie mogę się zalogować nie wiedzieć czemu

      Usuń