Uwielbiam kosmopolityczny imperialny Londyn. W latach 1994- 2015 regularnie odwiedzałam UK, organizowałam również z moją szkołą językową wycieczki do stolicy Zjednoczonego Królestwa i kochałam Londyn bardziej niż jakiekolwiek miasto na świecie. Moje subiektywne abecadło to turystyczno-kulturowy obraz tego wspaniałego obiektu pożądania dla anglofilów. Tak mniej więcej co 10 lat zmieniam trochę hasła mojego uproszczonego londyńskiego abecadła i gdzieś je zamieszczam. Gdy zaczęłam prowadzić blog w 2011 roku znałam wiele entuzjastek- blogerek z Anglii. Potem już tak bardzo zadomowiły się w UK, że przestały pisać.
Zapraszam do
najświeższych refleksji and the latest pics sprzed dwóch dni. Z koleżanką Beatką- w Anglii jako Baba-B💓 spędziłyśmy uroczy tydzień, czasami słoneczny, a czasami deszczowy i wietrzny, jak to w Anglii. Głównie w Brighton, ale również przywołał nas Londyn👍👏💓.
przyprawić o zawrót głowy. Najłatwiej iść do Shakespeare naprzeciwko Victoria Station. Na zdjęciu gdzie indziej.
B jak Big Ben oczywiście, gdzie wspólnie z innymi cieszę się na moście Westminster, że tu jestem. Big Ben to zegar i dzwon, a wieża to Elisabeth Tower na część 60-lecia panowania królowej Elżbiety II.
C jak Chinatown. Po raz pierwszy, akurat 17 lutego widziałam rozpoczęcie nowego chińskiego roku, tym razem Ognistego Konia i bajeczne iluminacje. Kocham też Camden Town. To grungeowa, typowo młodzieżowa ulica. Tu można się ubrać niepowtarzalnie i odjazdowo. Mnóstwo ulicznych artystów wiktoriańskie stylowe sklepiki.![]() |
| Sprzed lat, z moimi gimnazjalistkami💓 |
D jak double decker bus. Najlepiej pozują do zdjęć..
G- gifts, oczywiście
London gifts, sklepy z pamiątkami wszędzie zatrzymują turystów.
J jak Jubilee line. Przy obchodach millenium to
było coś. Kosmiczne kolory. I przeleciało tyle lat.
K jak King Karol III
L jak Leicester Square, miejsce rozrywek, gdzie na miejscu dawnej kultowej dyskoteki Alhambry stoi kino Odeon, a tam odbywają się najsłynniejsze premiery filmowe. Placowi patronują postaci z popularnych filmów. Stale odbywają się pokazy różnych ulicznych artystów. Ja uśmiecham się na premierę musicalu Dirty dancing.
![]() |
| A Bridget Jones uśmiecha się do nas. |
M jak models, które tutaj bardzo często można spotkać przechodząc obok. Różnorodność ludzi wokół niezmiernie mnie zawsze fascynuje. Lubię na nich patrzeć i widzieć tu cały świat.
N jak National Gallery na Trafalgar Square, bardzo nowocześnie rozbudowane w ostatnich latach, gdzie podziwiamy największe dzieła malarskie. Po raz pierwszy od zawsze mogłam bez pośpiechu obejrzeć to, co najbardziej lubię i co lubią inni.
![]() |
| Pablo Picasso- Macierzyństwo |
O jak Oxford Street najdłuższa ulica handlowa w Londynie zakupowe serce
miasta, tłumy ludzi, czerwone piętrowe autobusy i sklepy wszystkich światowych
firm.
P jak Piccadilly Circus. Czyli rzeźba amorka strzelającego z łuku na szczycie ozdobnej fontanny. To prawdziwy cyrk wielkiego skrzyżowania. Jeszcze większe tłumy ludzi, migotliwe neony i częste demonstracje, protesty w centralnym punkcie West Endu.
R jak Royal Albert Hall. Jedna z najcudowniejszych sal koncertowych miejsce występów najsłynniejszych gwiazd o tyle specyficzna, że dokładnie okrągła.
![]() |
| Sprzed lat, z moim miłym RIP współpracownikiem. |
S jak Starbucks cafe moje ulubione miejsce picia kawy, amerykańska sieć
kawiarni, gdzie można zjeść lekkie śniadanie lub deser. W Polsce mamy już od
lat.
T jak Trafalgar Square charakterystyczny punkt Londynu z wysoką kolumną Admirała Nelsona z czterema posągami lwów, na które wdrapują się turyści. Obok wspaniałe fontanny i monumentalne budowle. Takie widoki z galerii głównego budynku.
U jak Underground czyli metro, jedno z najstarszych w Europie. Gdy u nas dogorywało Powstanie Styczniowe oni już budowali. Można łatwo się przemieszczać i dużo zobaczyć. Najpopularniejsze linie to Piccadilly Victoria Westminster i Jubilee
V jak Victoria and Albert muzeum- poza British Museum
moje ulubione miejsce refleksji i zachwytu nad najwspanialszymi na świecie
zbiorami sztuki.
W jak Westminster Abbey - najstarszy kościół Zjednoczonego Królestwa, właściwie Kolegiata św. Piotra, gdzie od 1066 roku odbywają się koronacje, a królewskie pogrzeby od 13 wieku. Najcenniejsza budowla Londynu ze względu na znaczenie historyczne, obok Tower of London. Najważniejsza świątynia anglikańska , obok katedry Canterbury.
Z jak zapach Londynu to nie jest zapach spalin, ale mieszanka woni kulinarnych, kosmopolityczny tygiel wszystkich ras świata, aromaty najrozmaitszych przypraw, a do tego wszechobecny zapach kawy, nie herbaty.
Z przyjemnością zobaczyłabym uzupełnienie londyńskiego alfabetu waszymi wspomnieniami💓. Ja tym razem byłam krótko i przemieściłam się trasą od Victoria Station do West Endu. Ale wiele innych miejsc jest w mojej czułej pamięci. Nie tylko ze względu na miasto, ale na ludzi , z którymi tu kiedyś byłam.
![]() |
| Z córką i koleżankami. Bożenka RIP.💓 |























A, jak Acton Town, czyli stacja metra tuż obok Ealingu. Na Ealingu mieszkało wielu polskich , powojennych emigrantów, w tym moja ciocia. Zaprosiła mnie pod koniec lat siedemdziesiątych. Zamiast zwiedzać Londyn znalazłam sobie natychmiast pracę w greckiej restauracji tuż obok stacji metra Acton Town. Pierwszy napiwek dostałam od starszej pani, polskiej emigrantki. To było pól funta, majątek na owe czasy:) Zajrzałam na Acton Town podczas niedawnego pobytu w Londynie, ale o greckiej restauracji nikt już tam nie pamięta.
OdpowiedzUsuńTak, słyszałam o Ealing. Dawna powojenna polska emigracja już wymarła. Ich dzieci, wnukowie to już dawno Anglicy. To nie tak jak w Ameryce, że całe pokolenia mówią po polsku. Chociaż podobno teraz potomkowie dawnej emigracji ubiegają się o polskie paszporty, bo wygodniej dla nich w Europie.
UsuńPodziwiam ,że pamiętasz tę nazwę stacji. Ja też kiedyś, gdy mieszkałam w hostelu, zobaczyłam takie ogłoszenie. Za pomoc w sprzątaniu i kuchni nocleg za darmo. A kosztował on wtedy około 15 £. To było w połowie lat 90. Ja już zbliżałam się powoli do 40 tki. Wstydziłam się zapytać o te pracę. Myślałam, że nie zdążę zwiedzić co zaplanowałam. Nie wiedziałam wtedy jak obsługiwać różne kuchenki mikrofalowe czy ekspresy do kawy. 🤣Musiałam się pytać. Nawet się nie spytałam ile godzin bym pracowała, bo mnie to krępowało.😭
Odwiedziłem Londyn 3 razy, dwa razy były to ponad miesięczne pobyty więc Twój alfabet przywołał wiele wspomnień. Dziękuję.
OdpowiedzUsuńMoże przypomnisz twoje ulubione miejsca? Zawsze masz takie ciekawe refleksje ❤️
UsuńPobyty w Londynie - pierwszy raz - 1969 - właśnie nauczyłem się programować komputery, usłyszałem, że w Anglii potrzebują programistów, dodałem 2+2 wyszło ZERO.
UsuńPozwolenia na pracę, inny rodzaj wizy - nie mialem o takich sprawach pojęcia. Po 10 dniach wiedziałem, że nie tędy droga i zrelaksowałem się. Pamiętna była wizyta w teatrze - musical Fiddler on the Roof . Nic dziwnego, że podczas pobytu kilka lat później od razu przejrzałem repertuar teatrów i też świetnie trafiłem - Jesus Christ Superstar.
Oczywiście National Gallery - odwiedziłem kilka razy. I jeszcze galeria figur woskowych Madame Tussauds.
Hyde Park - speakers corner - akurat trafiłem jak jakiś Hindus naśmiewał się z brytyjskich obyczajów - oni na przywitanie pytają How do you do? Standardowa odpowiedź = How do you do? Ich absolutnie nie interesuje jak się masz i co u ciebie słychać, oni już na początku stawiają barierę.
Podczas pierwszego pobytu mieszkałem w dzielnicy Ealing - ktoś już wspomniał, że tam było sporo starej, polskiej emigracji. Któregoś wieczora zaprosili mnie na bridża. Przy moim stoliku grało 2 ministrów Rządu Londyńskiego, bardzo się starałem żeby godnie reprezentować PRL.
Wiedziałam, że uraczysz nas wspaniałą gawędą, 👍👏❤️ Dziękuję. Jest wszystko, co utożsamia Londyn, Hyde Park- wolność słowa, Skrzypek na dachu- rozrywka, National Gallery- sztuka najwyższych lotów, brydż z sanacyjnymi ministrami- arystokracja, programiści- nauka👍👏😃
Usuńakurat w Londynie, jak też w ogóle na Wyspach nie byłem, za to kiedyś pewna moja znajoma mi mówiła, że w porównaniu z Londynem to taki Paryż i inne stolice to po prostu wiochy...
OdpowiedzUsuńale mnie ciekawi coś innego... kiedyś inny znajomy straszył mnie opowieściami, jaki ten Londyn jest obecnie beżowy... a jak to wyglądało obecnie, tak z Twojego POV?... paranoizował, czy niekoniecznie?...
p.jzns :)
Ja bym powiedziała, że zdecydowanie jest "żółty" tak w ogólnej masie. Chociaż pochodzenia pakistańskiego jest burmistrz Londynu Saliq Khan , prawnik I również członek i Izby Gmin. Pierwszy muzułmanin na takich stanowiskach.
UsuńLondyn to największa stolica Europy, nie wiem jak tam z Moskwą jest teraz, ale ona nie należy do Europy 👍 przynajmniej ideologicznie.
Londyn jest imperialny pod każdym względem. A przy tym żadna stolica europejska nie może pochwalić się taką grzecznością uprzejmością jaką spotykamy w Londynie.
Kolor ludności, o którym wspominałeś bardziej jest widoczny w północnej przemysłowej Anglii, gdzie W niektórych miastach w przeważającej większości mieszkają muzułmanie, np Bradford.
W Londynie jak wiadomo jest mnóstwo turystów. Uwielbiam patrzeć na ten różnorodny tłum. Napiszę jeszcze o tym później post.
Nie byłam jeszcze, ale twój pomysł z alfabetyczną podróżą fotograficzną bardzo mi się podoba!
OdpowiedzUsuńStarbucksem natomiast nie zachwycam się, kawa jak wszędzie, desery drogie...wole małe przytulne kafejki.
Literka na s pochodziła jeszcze z mojego pierwszego alfabetu z lat 90, u nas w Polsce jeszcze nie było sieciowych kawiarni 🤣 dobrze przyuważyłaś. Kiedyś one robiły wrażenie, były takie amerykańskie, a na kubkach pisano imię. W innych tego typu kawiarniach też czasami wołają z imienia, gdy kawa gotowa. Mnie tym razem spodobały się ekologiczne japońskie bary Itsu. Jest ich pełno teraz.
OdpowiedzUsuńW Londynie trudno o małe przytulne typowe kawiarnie, typu bistro., bo wszędzie pełno ludzi, przynajmniej w tych turystycznych miejscach. Ja lubię pić kawę w muzealnych kawiarenkach i obserwować ludzi. Ale w Brighton było inaczej. Chodziłyśmy z koleżanką na śniadanie, jak w Paryżu. Nawet, gdy zimno ludzie siedzą na zewnątrz.
Znam Londyn trochę /3 służbowe podróże przed laty/ ale nie jestem nim tak bardzo zachwycona jak np. Edynburgiem.
OdpowiedzUsuńAle niewątpliwie robi wrażenie to miasto.
Bardzo Ci dziękuję za tyle ciekawych informacji.
Wtedy kiedy w Londynie bywałam to bardzo modny był Hyde Park i Tower Castle oraz British Museum - to są te miejsca, które dość dobrze poznałam. W British Museum podziwiałam marmury Elgina i wkurzyłam przewodniczkę pytając dlaczego one są w GB a nie tam, gdzie powinny być...
Pisz, pisz, z przyjemnością będę czytać .... bo o wielu rzeczach zapomniałam...
Aha - jeszcze jedno - na Victoria Street spotkałam koleżankę z ławki w liceum. Myślałam na początku że ma sobowtóra, ale to ona była .... Całowałyśmy się jak głupie na środku ulicy...
Wspomniane przez
OdpowiedzUsuńCiebie miejsca zawsze w modzie 👍❤️ ale one trochę dalej od centrum, a ja tym razem byłam tylko parę godzin.
Ty wiesz, że ja też spotkałam koleżankę przechodząc przez ulicę wśród wielu ludzi. Unbelievable👏👍 Tę właśnie, z którą teraz byłam. Ona wyjechała do Anglii na początku lat 90. Ale nie widziałyśmy się już parę lat, to trochę się zmieniłyśmy. Ona wtedy szła do pracy, a ja podążałam do jakiegoś muzeum już z rana w godzinie szczytu.
Wszystkim opowiadałyśmy tę historię. Przyjaźnimy się przez te wszystkie lata.
Będę pisała o Brighton i ludziach dawnego brytyjskiego imperium.
Mhm. Wielka Brytania i USA są u mie na szarym końcu listy kierunków, w których chciałabym się udać. Zupełnie mnie nie ciągnie w te strony. To się, zdaje się, nazywa, że pięknie się różnimy 😅
OdpowiedzUsuńPrzykro mi widzieć, że masz tak odmienne zdanie, ale rozumiem, że Wielka Brytania nie każdemu może przypadać do gustu jako współczesny kraj, czy też z powodu kolonialnej historii.
OdpowiedzUsuńMnie jednakże fascynuje pod każdym względem. Kolonialna przeszłość bardzo ciekawie odbiła się w literaturze, nauce architekturze, we wszystkim, a szczególnie w wielokulturowości. Londyn to stolica świata. Ale nie będę cię przekonywać.😃 Chociaż już zaczęłam..
Spoko. serce nie sługa - ani Twoje, ani moje 😉
UsuńŚwietna wyliczanka! Byłam w niektórych z tych miejsc, ale to był lipiec i była wspaniała pogoda, więc na ulice wyległy prawdziwe tłumy. I to mnie zniechęciło do Londynu. Chyba muszę powrócić w innym terminie, bo wspaniałych miejsc dostrzegłam tam wiele. Fajny spacer!
OdpowiedzUsuńJa zwykle wcześniej jeździłam do Londynu maj-czerwiec. A nie było mnie tam przez ostatnie 10 lat. Gdy zobaczyłam te tłumy turystów teraz, w lutym, to byłam bardzo zaskoczona. Myślę, że w Londynie turyści są teraz cały czas, ta stolica łącznie z Paryżem zarabia miliardy na turystach. Ja po prostu zaniemówiłam, gdy na moście Westminster był człowiek koło człowieka. Tego dnia rozpoczął się chiński nowy rok, to Azjatów były nieprzebrane tłumy.
UsuńChyba trzeba się do tych tłumów przyzwyczaić!
UsuńPamietam jak byłam z Zaczarowanej Krainie to mój ojciec jak sie go pytał sąsiad gdzie się podziewam to mówił,że jestem tłumaczką w UK. Chyba grypsów XD Ale wracając do tematu UK to ja nie znoszę języka angielskiego i wolę kraje niemieckojęzyczne stąd nigdy z nikim bym się po angielsku nie dogadywała bo wygodnie mi się po niemiecku gada.
OdpowiedzUsuńNapiszę dziś do Ciebie maila Droga Kimiko.
Pozdrawiam
Znachorka Hotaru z Nadodrza
Należysz do grona nielicznych, prócz germanistów, którzy lubią język niemiecki🇧🇪 brawo dla pamięci mojego śp męża-germanisty.
UsuńGdy zaczynałam uczyć się języka angielskiego na początku lat 90., to wszyscy byli zachwyceni i uczyli się bardzo chętnie. Bo w tamtych czasach w moim mieście, ok.80 tys.było może trzech prawdziwych anglistów i tylko do szkół średnich. A potem czas zweryfikował te chęci i gdy nauka stała się powszechna już od przedszkola, to dzieci w większości przestały się uczyć z takim zapałem jak na początku. Ale na szczęście jest pewien procent, który zawsze się uczy i dlatego moja szkoła językowa rozpoczęła 31. rok pracy i ma się dobrze.
Poprawka😃 gdy zaczynałam uczyć, a nie uczyć się 👏👍, chociaż sama też musiałam się uczyć, jak korzystać z nowych podręczników np👍 po angielsku to łatwiej, bo uczyć kogoś to teach, a uczyć się to learn.
UsuńHej a dostałaś moje maile między innymi o tym koniu czy ogólnie z opisem co tam u mnie? Doszły moje maile bo pisałaś mi ostatnio,że masz problemy ze skrzynką? Pisałaś mi 3 razy maile a doszły tylko dwa tylko jeden miał fotkę. Polecam pocztę bez spamu jaką jest www.int.pl i poszukaj sobie swój wymarzony login-może być wolny :=)
UsuńDziękuję, doszły. Jutro odpiszę.
UsuńLondyn na pewno wciąż czeka na mnie:)
OdpowiedzUsuńNie ma obawy, poczeka, jest wieczny jak Rzym i Paryż 👍👏❤️
OdpowiedzUsuńPrzez długi czas Londyn mnie zupełnie nie pociągał, wybierałabym każde inne (no może poza Turcją, za którą nie przepadam) państwo niż UK. Zawsze przy mojej mizernej znajomości ang obawiałam się, że się z Brytyjczykiem nie dogadam, bo wiadomo, że o wiele łatwiej dogadać się po ang np. we Włoszech czy Niemczech. No, ale Londyn to West End i królestwo teatrów muzycznych, a musicale to moje opętanie, przynajmniej niektóre musicale. I właśnie dla musicalu odważyłam się wybrać po raz pierwszy do Londynu. Było to najlepsze przedstawienie Les Mis, jakie widziałam, a widziałam ich sporo i uważam, że warszawskie też było fantastyczne. Natomiast Upiór w wersji londyńskiej przegrał w mojej ocenie z warszawskim (ale to subiektywny osąd). Będąc już w Londynie wdepnęłam do NG - wdepnęłam i przepadłam, a to, że wstęp jest (a może był) bezpłatny sprawiło, że wchodziłam tam co dzień i w końcu mogłam skupiać się na kilku obrazach, a nie rozkojarzać na wielu. British museum też odwiedziłam, ale może to nie był mój dzień, a może nie te zainteresowania ale nie zrobiło takiego wrażenia. W Muzeum Alberta i Wiktorii też inny rodzaj zbiorów, a już szkielety zwierzaków zupełnie nie moja bajka. Natomiast bardzo mi się podobało Opactwo Westminsterskie, Temple Church i parki (Hyde, James- tylko te odwiedziłam- bo tam było spokojnie i nie tak tłoczno). Właśnie ta duża ilość ludzi mnie w Londynie uwierała, choć dzisiaj ona uwiera w każdym dużym ośrodku metropolitalnym. Dlatego zdecydowanie bardziej klimatyczny był dla mnie Edynburg, też ma wspaniałe galerie malarstwa, co ja lubię najbardziej, fantastyczne mroczne zamki i fajny klimat (choć byłam tam dość dawno temu, być może i on dziś zadeptany). No ale nie ma West Endu :) Chciałabym się się tam wybrać ponownie na Les Mis. A może i coś nowego.
OdpowiedzUsuńWspaniałe wrażenia. Neon Les miserables widziałam przez wszystkie lata. Jeździłam z grupami młodzieży i nawet puszczaliśmy do ich do sąsiedniej dyskoteki Hippodrome, jeszcze przed czasami unijnymi.
OdpowiedzUsuńJa też zostawiałam grupy z dziećmi w Natural History i szłam do sąsiedniego muzeum V&A.
Groby wielkich ludzi w Opactwie Westminsterskim przypominały o nicości. Ta wielowiekowa budowla zawsze mnie mocno poruszała. Tam chyba pierwszy raz, na krużgankach, gdzie podłogi pokryte płytami nagrobnymi pierwszy raz piłam kawę w kościele traktując miejsce jak kawiarnię. Bardzo mnie to wtedy dziwiło. Na pewno ponad 30 lat temu, gdy dopiero zaczynaliśmy jeździć na zachód.
Może pojedziemy na Dirty dancing, jak lubisz, bo ja uwielbiam. Będzie od października. To może za rok jak się tłumy przewalą 🤣
Może się wybiorę za jakiś czas, nie wiem, czy akurat na Dirty dancing, który to film bardzo mi się podobał, ale w musicalu wolę się spłakać :) takie pogodne, wesołe musicale w wersji teatralnej rzadko do mnie przemawiają, co nie znaczy, aby nie wybrać się na coś innego. Chętnie też odwiedziłabym te galerie sztuki, do których nie dotarłam wcześniej.
UsuńBardzo pomysłowo to napisałaś. A nasza wycieczka w tamtych czasach to było mistrzostwo świata. 30 godzin w autobusie, i chrapanie niektórych uczestników. 🤣 Wyjazdy do Anglii przed wejściem do UE były bardzo ekscytujące. Szczególnie na granicy to sprawdzanie. Białe klify w Dover. Godzinna przeprawa promem, kiedy widzieliśmy odległy ląd Francji i Anglii. Niezapomniane przeżycie.
OdpowiedzUsuńMuszę w wolnym czasie napisać taki post zbiorowy na temat moich dawnych wycieczek. Mam sporo zdjęć i wszystkie wtedy były wywoływane. Są nawet nadal wyeksponowane w szkole 🇬🇧👍👏 wiem, że wszyscy dobrze wspominają. Bo to był ten pierwszy raz i taki ekscytujący, gdy jeszcze przed wejściem do unii. A chłopaki zawsze się chwalili, że wychodzili z hotelu w nocy i jeździli metrem do zamknięcia. 🤣
OdpowiedzUsuńOd siebie dodam F jak fish and chips, h jak herbata i p jak angielskie puby :). Wczoraj wróciłam z UK i chyba najpiękniejszym uczuciem jakie mi teraz towarzyszy jest to dotyczące tego, że za każdym razem tak samo mi się tam podoba! Uwielbiam Anglików i ich akcent, są szalenie sympatyczni a że dużo czasu spędziłam w małych miasteczkach to często podchodzili żeby ot tak zagadać bo mnie uszczęścliwiało bo sama jestem gadułą a z takich spontanicznych rozmów powstają później najpiękniejsze wspomnienia. Jestem wielką fanką angielskiego poczucia humoru i jedynego w swoim rodzaju sarkazmu. Do Anglii po raz pierwszy wyjechałam jako bardzo dorosła osoba ale w liceum jedna z moich przyjaciółek pojechała na kurs językowy do Londynu i kiedy wróciła to opowiadała, że wszyscy mają tatuaże a w Polsce wtedy mieli je jedynie kryminaliści :). Całą paczką marzyliśmy wtedy że pojedziemy do Londynu zrobić sobie tatuaże, nie mam tatuażu do dzisiaj :).
OdpowiedzUsuńBardzo lubię herbatę i cieszę się, że Anglicy podzielają moje pasje, piwo piję bardzo rzadko ale nigdzie nie smakuje mi ono tak bardzo jak w UK i w Hiszpanii.
Dla mnie Anglia jest najfajniejsza w małych miasteczkach i wsiach i bardzo się cieszę, że miałam okazję w takich właśnie miejscach spędzić teraz trochę czasu.
Dobra, ściskam Cię mocno i wracam ogarniać pourlopową rzeczywistość.
O, Dziękuję, że wreszcie ktoś podziela moje pasje. Bycie z Anglikami przez tydzień i mieszkanie w ich domu też sprawiło mi dużo przyjemności. Jeszcze się nawet stałam angielską babcią dla wnuczka koleżanki. Ona była baba-B, a ja baba- Alla. Niemalże się czyta jak Allah 🤣 herbaty był cały kredens, ja piłam biscuit tea i z mlekiem 😃 a piwo zamawiałam głównie half a pint of ale, fruitty. Pub mieliśmy naprzeciwko domu. 👍👏 A jeszcze dodatkowo wychodziłam z psem, bo nasi gospodarze wyjechali na weekend, zostawili nam psa i wnuczka ❤️ wszyscy psiarze zaczepiali mnie w parku 🤣 rano biegłam po croisssanty do małego bistro i taki to był francuski element Brighton.
OdpowiedzUsuńMoje córki sobie zrobiły tatuaże w Anglii, gdy pojechały tam jako dwudziestoletnie dziewczyny. Teraz już mają po kilka, ale takich małych, dekoracyjnych.
Jeżeli chodzi o ten dowcip i sarkazm, to miałam zawsze problem z moim mężem- dolnośląskim obecnie Gospodarzem. Dawałam się nabierać i często żartował sobie ze mnie. Zauważyłam, za mało elastyczności mam w tym względzie. Nawet były między nami poważne nieporozumienia, bo też drażniły mnie bardzo jego uwagi o Polsce. Po latach się dopiero umiem z tego śmiać, np., że w Polsce po ulicach chodzą zombie, to była jego pierwsza uwaga, gdy przyjechał do kraju🤣 za niedługo do niego jadę, to znowu zmienię adres zamieszkania 😃 miłego weekendu. Zapraszam na mój drugi blog, którego adres jest w profilu. Może ci się spodobaja ostatnie posty.❤️
A mogłabyś mi tego drugiego bloga podlinkować? Dziękuję i życzę Ci fajnej niedzieli.
Usuń