Gdzie obecnie najlepsze dyskoteki czy clubbing w Europie ? Ibiza Berlin Londyn? A w XIX wieku?
W Brighton.
Jeżdżę do UK od początku mojej kariery zawodowej jako nauczycielki języka angielskiego. Miałam szczęście, że moje miasto nawiązało kontakty bliźniacze z angielskim hutniczym odpowiednikiem. Moja z nimi przygoda zaczęła się na początku lat 90. i trwa. Pisałam o tym wielokrotnie w przeszłości, ale wtedy to były inne refleksje z racji wieku i oczekiwań. Zwykle podróżowałam do Londynu i na północ Anglii, czasami też do Szkocja
A teraz pierwszy raz pojechałam do Brighton. To taki trochę większy angielski Sopot.👏 Znałam miasto z powieści Somerseta Maughama W niewoli uczuć i oczywiście z lekcji, gdzie mówiło się o Royal Pavillion i Brighton Palace Pier . Kilka dni to wystarczająco dużo czasu, by poczuć unikalny rytm tego „Londynu nad morzem”.
Brighton zachwyca swoją otwartością, akceptacją i liberalną atmosferą. To miasto, w którym każdy może być sobą, co czuć na każdym kroku. Tu organizowane są największe w UK Parady równości.
Od kolorowej dzielnicy Kemptown, przez The Lanes / stare centrum z wąskimi uliczkami, prawie jak w Yorku/, po tętniące życiem molo jest liberalnie i artystycznie.
Mieszkańcy są niezwykle pomocni i chętni do rozmów, co sprawia, że nawet krótka wizyta w kawiarni staje się miłym doświadczeniem towarzyskim. Zamawiam tradycyjne piwo, ale i cała dyskusja przy tym, i na koniec okazuje się, że rozmawiam z Polakiem.
Wizyta w Royal Pavilion to niemal podróż do innego świata – egzotyczna bryła pałacu z indosaraceńskimi kopułami i minaretami, a chińskimi wnętrzami jest absolutnie unikatowa na skalę brytyjską.
To centralny punkt tożsamości miasta – budowla, która wymyka się sztywnym ramom klasycznej brytyjskiej architektury. Pałac jest symbolem miasta, uosabia egzotyczną duszę, ekstrawagancję, zabawy i ekscentryczność. Zdjęcia trochę podkoloryzowałam😀👍👏
Pavillion został zbudowany dla księcia regenta, a potem króla Jerzego IV jako miejsce ucieczki od londyńskiej etykiety, co do dziś określa miasto jako przestrzeń wolności i kreatywności. Pałac powstał już w 1787 roku jako rezydencja klasycystyczna, ale potem w latach 1815- 1822 został przekształcony przez słynnego architekta Johna Nasha na „pałac rozkoszy” z kopułami i minaretami. Takie zachcianki bogaczy, w końcu władca Imperium Brytyjskiego. Miał wszystkiego w bród czego tylko zapragnął . Życie pełne skandali, hulanek, opilstwa i hazardu. Oraz drogocennych zachcianek artystycznych. Polityczni oponenci uważali to nadużycie i stratę publicznych pieniędzy. Król Jerzy IV na pomniku przed wejściem.
Na szczęście król Jerzy IV rządził tylko 10 lat do 1830. Po nim nastąpił jego brat Wilhelm IV, który też zmarł bezpotomnie, a na tron w 1837 wstąpiła siostrzenica obydwu braci, Victoria i ona wreszcie przez kolejne 63 lata zrobiła porządki w tej zdegenerowanej dynastii. Jej poprzednicy mieli po 10 nieślubnych dzieci, o czym często się pisze w powieściach historycznych. W 1850 roku Królowa sprzedała Royal Pavillion miastu, uprzednio zabierając najcenniejsze artystyczne dekoracje. Obecnie w obiekcie są muzea i sala koncertowa. Wrócę jeszcze do tego w kolejnych wspomnieniach.
Brighton Palace Pier czyli molo i usytuowane tam budynki oraz brama wejściowa, również są w stylu indyjskim. Zaszłam do bistro, którego ściany i podłoga pokazuje historię powstania tego najsłynniejszego w UK nadmorskiego deptaku oraz innych przemysłowych wynalazków.
Obecnie to nostalgiczna rozrywka w stylu retro: od automatów do gier, różnych karuzel po zapach waty cukrowej, frytek i tacos.
Plaża, choć kamienista, ma swój niepowtarzalny urok – szczególnie o zachodzie słońca, a Brighton Pier na tle morza wygląda wręcz magicznie.
Spacerowałam często z psem. W Brighton byłam z koleżanką u jej angielskiej rodziny. Anglicy kochają psy, pupile chodzą bez kagańca, a nawet są puszczane wolno. Często mnie zagadywali, a właściwie Lunę😁, bo widzieli ją z inną osobą. Znali zawołanie „chodź tu” do psa. Mieszka tu sporo Polaków, jak wszędzie w UK. Na chwilę przywiązywałam ją w parku przy bistro, bo nie poradziłabym sobie z płaceniem i zabieraniem zakupów😀
Na molu i wzdłuż nadmorskiej promenady można dostrzec mnóstwo modnych barów i restauracji serwujących m.in. świeże ryby z frytkami. Polska restauracja Rybka w The Lanes też cieszy się dużym powodzeniem.
Ludzie, których prosiłam o zrobienie zdjęcia byli bardzo mili i przyjaźni. Starali się zrobić ładną fotkę. Ani chwilę nie czułam się "przezroczysta", jak to mówią kobiety w pewnym wieku. Wręcz przeciwnie. Panie i panowie przyjaźnie kontynuowali rozmowę.
W sobotę 14 lutego była piękna pogoda, przyjechało mnóstwo ludzi. Poznałam parę osób przy robieniu zdjęć. Rozmawialiśmy, opierając się o zabytkowe balustrady na molu, ciesząc się ze słońca. Lekcyjne small talk czy lovely weather, isn’t it? . Taka leniwa zaczepka jest startem do pójścia na piwo lub kawę. Ja zawsze byłam mistrzynią zaczepek. Chciałam pogadać po prostu, bo spacerowałam sama.
Architektura Brighton to fascynujący melanż 😁 Miasto, które przekształciło się z rybackiej wioski w luksusowy kurort, jest dziś żywym muzeum stylów, w którym dominują wpływy epoki regencji, wiktorianizmu i edwardianizmu, czyli z całego wieku XIX i początków XX.
Mickiewicz Pana Twardowskiego pisał mniej więcej w tym samym czasie, gdy król Jerzy IV imprezował w Brighton. Za 100 lat po I wojnie, ludzie też szaleli na całego.
Gdzie najlepsza jest teraz imprezownia w Europie? A liberalne, ekologiczne miasta? Wiem, że UK to nie jest typowa wakacyjna destynacja, bardziej tzw.city- break. Chociaż spędziłam tam wiele wakacji i jeszcze córki tam ciągnęłam. A one, gdy dorosły, to zaliczyły angielski eksperyment z zamieszkaniem. Mamy wiele fajnych wspomnień.
Co myślicie o Anglikach, czy to stereotypy?



















Alu, wszyscy do Londynu, a ty odkrywasz przed nami inne urocze miejsce.
OdpowiedzUsuńMyślę tez, że twoja otwarta osobowość zjednała Ci tylu życzliwych rozmówców:-)
Nie wykorzystałam okazji, gdy Wlk Brytania była w Unii, a teraz muszę chyba wyrobić paszport.
Nie znam Anglików osobiście, a w przestrzeni funkcjonują same stereotypy.
Świat się zmienia, więc chyba pora zmienić zdanie o wielu nacjach:-)
co to znaczy "dobra imperezownia"?... zważywszy na to, że gust potrafi się zmieniać, a z drugiej strony pewne fragmenty gry potrafią być stałe, to jest to niekoniecznie łatwe pytanie...
OdpowiedzUsuńale pałacyk fajny ze swoją kolorowością...
ma jednak kłopot... głowę bym dał /nie głowy, tylko głowę/, że kiedyś czytałem opowiadanie z cyklu o Sherlocku Holmesie pod tytułem "Pocztówka z Brighton"... ale gdy spróbowałem szukać w necie czegoś na ten temat, to furt dostaję odpowiedź, że nic takiego nigdy nie istniało... i teraz nie wiem, czy to ja coś popieprzyłem, czy ktoś inny, czy jakoś tak samo się coś popieprzyło?...
p.jzns :)
Ja też chciałam znaleźć cytaty z powieści Maughama o Brighton, ale pokazywały mi się tylko takie ogólne, o miłości najczęściej.
OdpowiedzUsuńTobie na pewno spodobałyby się imprezownie w Amsterdamie 👍👏 spędziłam raz dwa miesiące niedaleko tego miasta, pracując tam nie w pełnym wymiarze godzin i będąc parę lat młodsza, to mi się bardzo podobało.
Jestem przekonana, że w dojrzałym wieku, najważniejsze jest akceptacja tegoż i samopoczucie, że jesteś na swoim miejscu.
Muzyka jest bardzo ważnym elementem. Muszę też powiedzieć, że dzięki kontaktom z Anglikami czy też innymi zachodnimi racjami, lepiej się czuję ze swoim wiekiem, niż wtedy, gdy przekraczałam 40- tkę. Nastąpiła u nas też prawdziwa rewolucja zachowań społecznych.
W Brighton, stolicy ruchów LGBT, odczuwa się prawdziwą wolność, na wszystkich poziomach. Nikt nie zająknie się na temat wieku czy też wysokości twojej emerytury, jak u nas to się zdarza. Taki problem to już drobiazg. Są inne, poważniejsze, które ratują planetę. Brighton to też stolica ekologii 👍👏
bardzo lubiłem imprezowanie w Aurillac...
Usuńz tym że, jako że podczas samej formalnej imprezy pracowałem na ulicy, to zawsze przyjeżdżałem dzień co najmniej dzień wcześniej i zawsze zostawałem po... to była bardzo ciekawa sytuacja: po zakończeniu ewentu po mieście krążyła policja z jakimś urzędasem z władz miasta i grzecznie /naprawdę grzecznie/ prosili przyjezdnych, aby wypierdalali... na dworcu stały specjalne pociągi do Clermont Ferrand, a tam towarzystwo przesiadało się na następną imprezę... mnie się nikt nie czepiał, bo miałem trochę inny luk, poza tym zwykle miałem inne plany, inną trasę...
...
generalnie Aurillac jest miastem sportów zimowych, w lecie tam jest niewielki ruch turystyczny, a ludzie spędzają urlopy głównie nad morzem... więc aby podkręcić handel wymyślono w sierpniu festiwal teatrów ulicznych i robił się niezły młyn przez kilka dni... festiwal funkcjonuje zresztą do tej pory...
Sprawdziłam na mapie gdzie leży ta miejscowość. Francja jest tak różnorodna i duża, że dla najgorszych malkontentów znajdzie się coś ciekawego. Ja mieszkałam niedaleko Carcassonne. Tam w lecie były fajne imprezy, ale córka, gdy nas odwiedzała to chciała jeździć nad morze. Najlepiej do Agde, gdzie coś się działo. Wielkie plaże nudystów itd..Ale dostać się tam w sezonie to było cyrk. Taki był straszny ruch. Dlatego jeździliśmy do Narbonne Plage.
UsuńAurillac jest w Owerni w Masywie Centralnym, trochę na uboczu autostrad i głównych linii kolejowych... piękny widok gór wulkanicznych gdy się tam jedzie pociągiem z Clermont Ferrand taką trasą po zboczu góry...
Usuńw Carcassonne byłem dość chwilowo, tyle co przejść się zwiedzić zamek, pięknie zresztą zachowana budowla fortyfikacyjna... a samo miasto świetnie zlokalizowane... w największe nawet upały główną ulicą zawsze wieje chłodny wiaterek...
ale najwięcej zabawnych akcji to w sumie się działo w Avinionie... długo by opowiadać...
za to prawie całą Francję mam objeżdżoną pociągiem na gapę... znalazłem świetny, bezpieczny patent na to... chociaż obecnie, w czasach Unii to by już nie działało... ale ja też już nie działam tak, jak wtedy, więc nie ma zagadnienia :)
Fajne wspomnienia, n'est pas?
UsuńPrzed blogiem pisałam takie historyjki podróżnicze na portalu podróże.pl. Głównie wtedy o Francji. Trzeba by do tego wracać i edukować zainteresowane towarzystwo. Np. o Arles i Nimes, górach Cevannes, Lavandou et 12 plages etc. Ja może poczytam twoje historyczne wpisy 😃
nie poczytasz, bo raczej nie pisuję swoich opowieści podróżniczych... wystarczy, że obecnie rzucam perły między wieprze tworząc beletrystykę real fantasy i przemycając przy okazji nieco pedagogiczno edukacyjnych treści między wierszami, więc rzucać diamentów już mi się nie chce... zresztą jeśli chodzi o blogowanie, to formuła bloggin' classic nigdy mnie nie kręciła... chętnie Ci coś opowiem na boku, tak bardziej prywatnie, ale jesteś jedną z bardzo niewielu osób, która to wszystko pojmie... ale na pisanie travel stories raczej mnie nie namówisz...
UsuńDziękuję za relację, piękne i ciekawe miejsce.
OdpowiedzUsuńMy, w Melbourne, mamy swoje Brighton - nadmorska dzielnica, tu zdjęcie budek, które ludzie postawili sobie na plaży ==> https://www.markgray.com.au/gallery/open-edition-prints/australia/brighton-beach-boxes.php
Anglicy, stereotypy - podczas pobytów w Anglii spotkałem bardzo różnych ludzi i nie potrafię ich poszufladkować.
Then let' s hop on a train from Flinder Station...
UsuńPiękne te boxes i cała historia wiktoriańskiej Anglii w Melbourne. O ile wujkowie królowej Wiktorii byli tacy rozwiąźli, to ona emanowała surowością i powagą, szczególnie po śmierci ukochanego małżonka. Ale wcześniej też doczekała się tyle dzieci ile "niegrzeczni"wujkowie spłodzili poza łożem. Jej pomnik też jest Brighton. Pewnie i w Melbourne.
Queen Victoria w Melbourne...
Usuń... nigdy nie była, ale Melbournianie nadrobili tę pomyłkę z nadmiarem, mamy wiele Victoria Streets i co chyba najważniejsze bardzo okazały Victoria Market. Jest też pomniczek królowej Victorii w Victoria Gardens, ale bardzo minimalny.
Zawsze lubiłam dzieciom na lekcji opowiadać o królowej Wiktorii. To bardzo barwna postać, a czasy jej panowania to wspaniały okres dla Imperium Brytyjskiego. To wiadomo, ale tak chciałam podkreślić. Chociaż biedny proletariat miał był nieszczęśliwy, tak jak wszędzie. Ale to już inny temat.
UsuńAnglicy to imprezowicze! Takie było moje wrażenie po pobycie na tej Wyspie. I takie było moje obalenie stereotypu Anglika-flegmatyka:))
OdpowiedzUsuńDrugi obalony mit to okropne jedzenie, które okazało się całkiem smaczne i oryginalne.
W związku z tym zamierzam tam jeszcze wrócić:))
Dlatego imprezowiczów wygonili z twojego Krakowa 🤣 widziałam w kilku europejskich miastach jak Anglicy potrafią się bawić, oni nadal czują się panami świata.
OdpowiedzUsuńMają tyle etnicznych kuchni, że jest w czym wybierać.
Ja też mam zamiar znowu jeździć do Anglii, jak kiedyś.
Nie pamiętam już kiedy pojechałam do Anglii po raz pierwszy ale 15 lat temu spędziłam rok w Southampton. Pojechałam z wizytą do znajomych i coś mi strzeliło do głowy, żeby w ramach sprawdzenia znajomości angielskiego zaaplikować o pracę w jednym z hoteli i zobaczyć jak sobie poradzę na rozmowie. Pracę dostałam, wróciłam do Polski po trochę rzeczy i poleciałam ku przygodzie. Wtedy też polubiłam Anglików. W zeszłym roku poleciałam do Anglii po piętnastu latach i moim najszczęśliwszym uczuciem było to dotyczące tego, że Anglicy są nadal tak fajni jak to zapamiętałam. Jak już wiesz niedawno znów byłam w Anglii, Anglicy to super naród, zagadywanie mają chyba we krwi i świetnie im to wychodzi, są pomocni i weseli. Kiedyś weszłyśmy na herbatę do takiej małej kawiarenki i w pewnym momencie było tam tyle samo psów co ludzi, serwowano tam czworonogom psie ciastka i lody 😀. Pracujące tam panie, wszystkie seniorki, zagadały do nas, były przemiłe i miały fantastyczne poczucie humoru. Jedna z nich po usłyszeniu że jesteśmy z Polski pochwaliła się znajomością polskiego i powiedziała: łapa. Jej syn ma dziewczynę Polkę i zarówno w rodzinie tej pani jak i w rodzinie tej polskiej dziewczyny wszyscy kochają psy.
OdpowiedzUsuńMarzy mi się bywać teraz w Anglii częściej i bardziej regularnie, chciałabym też wrócić chociaż na weekend do Londynu oraz zrobić sobie jakiś objazd po angielskich miasteczkach i wsiach bo tam łatwiej prowadzić auto po lewej stronie 😀. Muszę nadrobić te 15 lat kiedy mnie w Anglii nie było.
No widzisz ile mamy ze sobą wspólnego ❤️ fajnie że znalazłyśmy się we wszechświecie blogowym 👏👍
UsuńZ moją pomocą tłumaczeniową już ponad 20 lat temu, jeszcze przed wejściem do unii, miasto Southampton stało się drugim Ostrowcem, bo tamtejszy urząd pracy nawiązał z nami kontakt i wszyscy młodzi ludzie z mojego miasta z dwóch wielkich osiedli zaczęli tam wyjeżdżać latami. Szczególnie gdy znaleźliśmy się w UE, jeździli już prywatnie. Moja córka, która też zrobiła sobie przerwę po liceum ekonomicznym -hotelarsko-turystycznym zanim poszła na studia, spędziła tam półtora roku 2009 listopad-2011luty. Mogłyście się nawet gdzieś spotkać 👏👏
Bo druga córka pracowała w naszym bliźniaczym hutniczym mieście Scunthorpe przez 3.5 roku. Też tam zrobił się drugi Ostrowiec i okolice. A ja tylko w wakacje pracowałam w różnych latach.
Nie byłam w Anglii przez ostatnie 10 lat, bo miałam różne sprawy rodzinne, jak gdzieś wspomniałam i będę na pewno wracać. Jednak z żalem stwierdzam, że niektórzy moi starsi znajomi z tego bliźniaczego miasta już odeszli. I również oficjalne kontakty zostały zarzucone. Potem były z całym okręgiem North Lincolnshaire.
Pozdrówka.
O Anglików najlepiej zapytać Dominikę Clarke-matkę pięcioraczków z Horyńca jaka wyszła za mąż za Vincenta-Anglika. Ciekawie się oni dobrali. Nie wiem czy śledzisz może losy tej rodzinki ale naprawdę ciekawi to są ludzie.
OdpowiedzUsuńChyba ironicznie to napisałaś? Ucieczka przed Mopsem, chore zaniedbane dzieci w brudnej norze, ohydny sharenting, żebranie w internecie... faktycznie "ciekawa rodzinka"
UsuńTak, widziałam ich kiedyś w telewizji. Rzeczywiście ciekawa historia. U nas w kraju też już zdarzają się oryginalne rodziny, albo pary
OdpowiedzUsuńAż musiałam sobie o tym niezwykłym pałacu doczytać i dooglądać, bo o ile molo znam z przekazów telewizyjnych, to o pałacu nie słyszałam. A jest naprawdę niesamowity!
OdpowiedzUsuńA to świetnie, że cię zainspirowałam. Ja mam zamiar jeszcze napisać o Pavillonie. O dwóch muzeach i sali koncertowej.
OdpowiedzUsuńAle chyba najpierw wspomnę o Abbie, bo się już nie mogę doczekać. Zespół tam właśnie rozpoczął swoją karierę 👏👍
A jutro jadę na Dolny Śląsk. Pobędę trochę z Gospodarzem- małżonkiem. Zobaczę czy dom stoi 🤣
Miłego relaksu w tej pięknej krainie:)))
UsuńDoskonała znajomość języka i otwartość- czy zaczepność sprawiają, że poznajesz więcej niż przeciętny turysta-podróżnik, czyli np. ja. Trudno wyrobić sobie zdanie o narodzie, kiedy nie można się z jego przedstawicielem porozumieć. Choć z tego co pamiętam Anglicy zaskoczyli mnie swoją uprzejmością i chęcią pomocy. Obawiałam się, czy sobie poradzę z zakupem biletu na metro, ale ktoś z obsługi podszedł i pomógł mi w zakupie (był możliwy tylko przez automat, a ja zawsze wolę jednak człowieka). Anglię znam słabo, bo jedynie troszkę Londyn, ze Szkocji poza Edynburgiem tylko Roslynn.
OdpowiedzUsuńBardzo są grzeczni i pomocni. Najdłużej w Anglii byłam trzy miesiące, to mogłam dużo zaobserwować. Pamiętam jak 2015 roku masowo przyjeżdżali kolorowi emigranci i przychodzili do biblioteki korzystać z komputerów. Głośno się zachowywali. Panie im zwracały uwagę bardzo grzecznie. A ponieważ mnie też przeszkadzali, to ja już nie byłam grzeczna i na nich ryknęłam shut up, nie słyszycie co pani mówi? Czy coś w tym stylu.
OdpowiedzUsuńW piątek i sobotę najczęściej wszyscy pijani. Pracowałam czasami w opiece, nie u kogoś na stałe, bo tam inne są zwyczaje, nie jak we Włoszech, tylko dochodząca w czasie posiłków i toalety. Wracałam wieczorem i też wstępowałam do pubu. Chciałam słuchać muzyki czasami potańczyć. Ale była dzika swobodna rozrywka.
Jednakże ci co dłużej przebywali w Anglii, mają często niekorzystne odczucie. To oczywiste, że wszystko zależy od człowieka. Jego wrażliwości, wykształcenia, znajomości języka i wielu jeszcze innych czynników. Mam mnóstwo znajomych i uczniów którzy bardzo zadowoleni są ze swojego życia w UK.