Zimowa wycieczka na Święty Krzyż czyli na szczyt Łysej Góry to doświadczenie, które łączy w sobie surowość natury z zaskakującym wyciszeniem, a jednocześnie pojawiającym się przedwiecznym strachem przed czarownicami i strzygami, czyli nieszczęściami życia, gdy jesteśmy zależni od nieprzewidywalnej natury.
Na wycieczkę wybrały się cztery koleżanki. Wszystkie urodzone w tym regionie, byłyśmy karmione od dzieciństwa w każdej sali polonistycznej takim cytatem Żeromskiego, pisarza urodzonego w ziemi kieleckiej "puszcza królewska, książęca, biskupia, świętokrzyska, chłopska ma zostać na wieki wieków jako las nietykalny, siedlisko, bożyszcze, po którym święty jeleń chodzi jako ucieczka anachoretów,/pustelnik/ wielki oddech ziemi i żywa pieśń wieczności. Puszcza jest niczyja, nie moja ani twoja, a ani nasza, jeno boża święta."
Wędrówka Drogą Królewską z Nowej Słupi zimą smakuje inaczej niż o jakiejkolwiek innej porze roku. Jest pusto, cicho i czuje się moc Mroźne powietrze sprawia, że każdy oddech staje się bardziej świadomy, a skrzypienie śniegu pod butami, to jedyny dźwięk przecinający leśną ciszę. Kiedy szlaki spowija śnieg, wszystko zastyga pod białą czapą, góry naprawdę nabierają niemal mistycznego charakteru. Wyglądałyśmy jadąc po drodze oszronionych drzew, ale w Puszczy Jodłowej na Łysej Górze dopiero się objawiły. Na dole tylko strasznie wiało.
Przyjechałyśmy do Nowej Słupi już przed 11:00 i czarownice z Łysej Góry hasające w tych rejonach bezkarnie przygnały mroźne wietrzysko. Zdążyłyśmy się przywitać z Emerykiem, z księciem węgierskim zastygłym tutaj i zaklętym od wieków.
Legenda głosi, że posuwa się na Świętą Górę co ziarnko maku. Gdy dojdzie, to koniec świata rychły. Miałyśmy zamiar poruszać się trochę szybciej, toż to tylko 50 minutowy spacer.
Nagle strasznie zawiało, przymarzło lodem na trasie, to gdzież byśmy miały odwagę ruszyć dalej i zdobywać tą karkołomną drogą Łysą Górę. My cztery eleganckie panie, w tym jedna bez czapki. Ona od razu bezpiecznie została w samochodzie. Zawróciłyśmy i podjechałyśmy od strony Szklanej Góry, gdzie samochodem zajeżdża się pod sam klasztor. Porządku bycia on-line pilnuje wielki maszt radiowo-telewizyjny i pewnie też osławione 5G. Pogoda niewiele się zmieniła. Wiało i zacinało w twarz małymi kryształkami lodu. Beatka zamiast czapki dostała mój szalik.
Pustka wokół miejsc w lecie wypełnionych szczelnie turystami, sprawiała zadziwiające wrażenie. Choćby film Lśnienie. Jak najszybciej potrafiłyśmy, ślizgając się po zamarzniętej grudach, doszłyśmy zwiedzić klasztor. To święte miejsce od wieków, wybudowane jeszcze przez Bolesława Chrobrego w 1006 roku, słowiańskimi tradycjami na górze. Potem i tak nie uchroniło od okrutnych Tatarów, Szwedów, Rosjan, i Niemców.
Wizyta w sanktuarium na Świętym Krzyżu to naprawdę głębokie przeżycie
duchowe i historyczne. Majestatyczne mury klasztoru misjonarzy Oblatów,
krypty księcia Wiśniowieckiego oraz bogata historia opactwa sprzyjają wyciszeniu, refleksji oraz
poszukiwaniu siły w całym tym zgiełku świata. Dwie nasze koleżanki po wielu latach
mieszkania za granicą wróciły do Polski. Nasze czułe i bardzo wzajemne rozmowy
o życiu były pięknym uzupełnieniem tych różnych refleksji.
Sanktuarium jest najstarszym miejscem kultu w Polsce i najważniejszym zabytkiem regionu. To miejsce, gdzie przeszłość spotyka się z teraźniejszością. Maszt czuwa nad nami.😀
Przepiękna barokowa Kaplica Oleśnickich to miejsce przechowywania Relikwii Drzewa Krzyża Świętego.
Zimą, gdy turystów jest znacznie mniej łatwiej o chwilę autentycznej kontemplacji. Surowe mury klasztoru otulone mgłą lub przykryte śniegiem emanują spokojem, który trwa tu od stuleci.
To miejsce zmusza do rozważań- patrząc na wiekowy kompleks uświadamiamy sobie trwałość wiary i historii w zderzeniu z ulotnością ludzkiego życia. Naszej słabości, nawet w momencie tego przenikliwego zimna. Bo na szczęście nic gorszego nam się nie wydarzyło. Ludzie tu mieszkający doświadczyli przez wieki straszliwych tragedii i upokorzeń.
Dobrze udokumentowany jest rozdział ostatniej wojny i losy radzieckich jeńców umierających w męczarniach- głodzonych na śmierć przez gestapowców. Okoliczna ludność, chociaż pod groźbą śmierci, jednak pomagała biednym jeńcom wojennym i również zaznała niesłychanych dramatów. Skomplikowane wojenne losy trzech różnych rodzin z tych rejonów- chłopskiej, inteligenckiej i ziemiańskiej z ogromną uczciwością reporterską opisał w książce Długi dzień świętej góry Andrzej Nowak- Arczewski/ o prywatnie mój brat/.
Nawet trafił nam się przemiły zakonnik-przewodnik, bo jakaś grupa harcerska się pojawiła. Zaprosił nas do wspólnego zwiedzania. Widzieliśmy gotyckie książki przepisywane przez mnichów- benedyktynów, tu powstawał najstarszy zabytek języka polskiego Kazania Świętokrzyskie. Imię Róży nam się objawiło w pamięci, a chłód i gotyckie meble i portyki sprzyjały wyobraźni.
A potem już do kawiarni na górę, na herbatę, kawę, ciastko i grzańca bezalkoholowego oraz zakupy różnych ziół i herbat. Nie rozsiadałyśmy się za długo, bo jeszcze czekał nas mały spacer, żeby zobaczyć najukochańszy widok na klasztor, gdy podchodzi się pod Łysą Górę.
Nadal strasznie wiało, nie dało się zejść niżej, żeby podziwiać widok w całości.
![]() |
Podjechałyśmy pod taras widokowy. Zejście po żelaznym, śliskim tarasie to lekcja cierpliwości, ale już jej nie miałyśmy ze strachu przez poślizgnięciem. Doszłyśmy tylko do pierwszego poziomu. Zmarznięte bloki skalne, które latem są chaotyczną kupą wielkich kamieni, pod śniegiem tworzą harmonijną białą płaszczyznę. Chociaż teraz zasłaniały nam drzewa, bo nie zeszłyśmy niżej, to i tak często przypomina mi się wierszyk z dzieciństwa, „Góry Świętokrzyskie są właściwie niskie szary mech porasta zbocza kamieniste”. I cytat „w uszach moich trwa szum twój lesie dzieciństwa i młodości”.
![]() |
| Jesteśmy na wysokości 595 m. |
![]() |
| Żelazny taras widokowy |
W
podstawówce z okazji omawiania lektury Syzyfowe prace brałam udział w konkursie
recytatorskim na recytację fragmentów książki oraz innych dzieł pisarza.
Nauczycielka dużo serca oddała nam w te lekcje. Na mnie to skutecznie zadziałało i potem też w liceum. Zachwycałam się wtedy Żeromskim, chociaż
innych nudził, oprócz może powieści Dziejów grzechu, która był czytany ukradkiem.
Zbliża się powoli pora obiadu. Zjechałyśmy do Szklanej Góry, w lecie niemiłosiernie oblężonej przez rodziny z dziećmi z powodu różnych atrakcji. Najpierw podjechałyśmy pod hotel Jodłowy Dwór, który świetność swoją rozpoczął jeszcze pod koniec lat 70. Niestety nie zrewiatalizował się, chociaż wnętrza mają niebanalny charakter i po pewnym liftingu z pewnością hotel cieszyłby się większą popularnością. Dzisiaj restauracja była nieczynną, ale hotel otwarty.
Zjechałyśmy kawałek niżej, do restauracji w podobnym stylu sąsiadującej z osadą średniowieczną o podwójnej nazwie Karczma- izba dobrego smaku.
![]() |
| Osada średniowieczna |
![]() |
| Karczma dobrego smaku. Pasiaki świętokrzyskie i szydełkowanie. |
W drodze
powrotnej nadal zachwycałyśmy się
wspaniałymi zimowymi widokami. Oj, dawno nie było takiej zimy. Wspaniały czas z koleżankami.
Czy macie jakieś ulubione miejsca w swoim regionie i tam często jeździcie?
A moje Góry Świętokrzyskie znacie? Planuję w maju zorganizować tu małe spotkanie blogerskie, mam wspaniałe miejsce na nocleg, ale szczegóły napiszę pewnie w marcu.

























Hej moje najukochańsze miejsce to W/NO oczywiście czyli Wrocław Nadodrze i oczywiście też jeżdzę często do Opola. Zimowo u Ciebie :)
OdpowiedzUsuńJuż następnym razem pojadę na stację Wrocław Nadodrze. Tyle o niej wcześniej słyszałam. Opole też lubię, mam tam ukochaną siostrę cioteczną, która zawsze mnie zaprasza. Pozdrawiam z zimowej krainy śniegu. Trochę się topi ale nadal jest bardzo ładnie.
UsuńPiękne zdjęcia. Ciekawi mnie skąd krzyż prawosławny na pierwszym z nich?
OdpowiedzUsuńTo nie krzyż prawosławny, lecz benedyktyński o podwójnych ramionach
UsuńDziękuję. Ręce marzły przy robieniu zdjęć. Dobre pytanie, też zadawany bratu, bo wyeksponowany na okładce książki brata.
OdpowiedzUsuńTo nie jest krzyż prawosławny. Tamten ma trzecie ramię skośne i jeszcze jedno pierwsze takie krótkie.
To jest karawaka, krzyż choleryczny, krzyż morowy– krzyż pochodzący z miasta Caravaca w Hiszpanii z przełomu wieków XVI i XVII. W czasie trwania zaraz rozprzestrzenił się na wschód, bardzo popularny w Polsce pod koniec XVIII, w XIX i na początku XX wieku.
Krzyż tworzy pionowy pień i dwie poprzeczki z których górna jest trochę krótsza od dolnej; znaczna część karawak w Polsce miała jednak obydwie poprzeczki o równej długości. Jego nietypowy w łacińskiej Europie kształt wiąże się z pochodzeniem z chrześcijańskiego Wschodu.
Krzyż w formie krzyża z Caravaki (karawaka) był też amuletem (popularnym nie tylko w Hiszpanii), przeciw wielu nieszczęściom i chorobom, wypadkami i nagłymi zgonami, klątwami, kradzieżami, burzami, piorunami. Pomimo nieuznawania przez Kościół talizmanów stał się talizmanem popularnym nie tylko wśród osób uznających się za katolików. W Polsce popularny był jako krzyż chroniący przed zarazą.
Góry Świętokrzyskie zimą...
OdpowiedzUsuńPiękna relacja.
70 lat temu, mieszkając w Kielcach, w zimie wypuszczałem się na narty na pobliską górę Telegraf. Teraz podobno jet tam wyciąg narciarski.
Łysa Góra, Święty Krzyż - byłem tam kilka razy podczas wakacji letnich, pamiętam mumię ks Jeremiego Wiśniowieckiego i mury niemieckiego więzienia dla rosyjskich jeńców z napisem - Kanibalizm będzie karany śmiercią.
Pozdrawiam.
O tych jeńcach radzieckich mówił teraz przewodnik i o tym strasznym zdaniu. A ja też tę historię pamiętam z czasów gdy zwiedzało się z klasą.
UsuńTeraz najlepsze wyciągi są w Krajnie. Ale Telegraf też działa. Mój Bałtów też rozwinął się jako wielki ośrodek narciarski.
Zasuszonej mumii księcia Wiśniowieckiego wszyscy się balismy i straszyliśmy się wzajemnie na wycieczkach klasowych.🤣
Alicjo, u Ciebie także mnóstwo inspiracji!
OdpowiedzUsuńByłam w tych okolicach latem , jakiś czas temu i niedawno mówiłam mężowi, że chętnie bym powtórzyła, tym bardziej, że nie szłam szlakiem z Nowej Słupi.
Przeczytałam odpowiedź dla Szarabajki i znowu cenne informacje!
Fajna z was ekipa, pozdrowienia dla pięknych dziewczyn!
My lubimy zamek i park w Gołuchowie, nieustająco nas zachwyca!
Dziękuję, miło czytać. Teraz mam więcej wolnego czasu bez wnuczki, inspiracje się pojawiają. Mam zamiar zrobić mały zjazd blogerek w maju. Zaproponuję w późniejszym czasie trasę i noclegi. Ekipa koleżanek spotyka się jutro na koncercie jazzowym do poezji Szymborskiej 👍
UsuńO, ciekawe, o ile nie zrobimy majowego wypadu z mężem, to może...
Usuńczytałem, jak kiedyś harcerze uwiązali Emeryka do pobliskiego drzewa, żeby go zahamować w swoim marszu... no, ale teraz na fotce nie widzę żadnych lin, żadnych sznurów... co się mogło z nimi stać?... jeśli konopne, to pewnie ktoś ukradł, bo wiadomo, że konopne najlepsze... a jeśli inne, to słabizna, pewnie się rozleciały przez lata..
OdpowiedzUsuńp.jzns :)
A ty wiesz, że jak byłam dzieckiem i usłyszałam po raz pierwszy tę legendę, to po nocach nie mogłam spać. Bałam się bardzo tego końca świata i czarownic, które tam fruwały, A są wszędzie wyeksponowane jako symbol regionu.
OdpowiedzUsuńPodobnie było z moim małym wnuczkiem, gdy poszliśmy do parku legend. Miał wtedy niecałe 5 lat. Park Legend, który jest absolutnie niezwykłym miejscem, bo w opowieściach o regionie wykorzystuje współczesną technikę, też ma różne straszydła i dziecko się rozpłakało. A ja bałam się fruwać na miotle czarownicy, bo mam lęk wysokości. Spróbowałam, ale musiałam zamykać oczy w niektórych momentach. Te okulary, wykorzystywane również do różnych gier są niesamowite.
wizerunek czarownicy w naszej kulturze mocno przekłamany... myślę, że kłamstwa na temat czarownic są efektem męskich kompleksów i kobiecej zawiści...co prawda istnieją pewne próby literackie i filmowe próbujące to odkłamać, ale dopiero ja w swoich produkcjach pokazuję te /w większości, bo nie wszystkie/ zacne i piękne panie w sposób zbliżony do stanu faktycznego...
UsuńTak. Twoje opowieści są bardzo inspirujące.
UsuńCzarownice z Salem też były bardzo ładne i mądre. Przynajmniej w filmie 👍👏
To była cudna wycieczka! Pierwszy raz na Świętym Krzyżu po prawie 30- stu latch i to na dotatek w srogiej, zimowej aurze! Wróciły wspomnienia z dziecięcych lat. Strachy przed mozolnie poruszającym sie Emerykiem zbliżającym nas ku końcu świata, sabatami czarownic z Łysej Góry i mistycyzmem czakramu. Warto było zmarznąć i zaryzykować uszkodzenie biodra na oblodzonym gołoborzu. Dziekuję Alu za cudny czas!
OdpowiedzUsuńTo nasza wspólna zasługa i chęć bycia razem. A nasze Góry w Świętokrzyskie i lektura Żeromskiego są w nas od dzieciństwa. Pogoda bywa dynamiczna również na niższych wysokościach. Inna koleżanka powiedziała, że chciałyśmy oczarować księcia Emeryka i nieodpowiednio się ubrałyśmy na taki spacer 😀 My chciałyśmy mieć miły relaksujący czas.
UsuńCzy mam swoje ulubione miejsca w regionie? Tak! Rymanów Zdrój, Morgi Kamieńskie, Bieszczady... (szczególnie Cisna, Wetlina, Stare Sioło, Wielka Pętla, Ustrzyki Dolne, Solina, Polańczyk). Niestety, tereny są górzyste, więc nie za bardzo jest co robić (góry to zło). Stąd miejsca te mają dla mnie przede wszystkim wartość sentymentalną. Rzeszów żąda dostępu do morza!
OdpowiedzUsuńNa Świętym Krzyżu byłam z musu - na wycieczce szkolnej. Kościoła nie zapamiętałam jako czegoś szczególnego, nieboszczycy (Jeremi i powstaniec - chyba styczniowy oraz ktoś jeszcze, nie pamiętam) wzbudzili we mnie bolesny niesmak, a muzeum misyjne zgrozę. Jak można robić torebki z młodych krokodylków i inne potworności?!. Widziałam tego "kamiennego pielgrzyma", posuwa się w tempie 1 milimetra na rok. Szybki jak ja.
Podstępnie kazano mi iść po tym cholernym gołoborzu Łysej Góry, myślałam, że ducha oddam, a potem okazało się, że w dół już zjeżdżamy autobusem. Zagotowałam się tak, że omal cała nie wyparowałam. Do dzisiaj nie rozumiem, jak to się stało, że nikogo nie zamordowałam, chociaż w mojej głowie trup słał się gęsto.
Cała ty 👏👍
OdpowiedzUsuńPo gołoborzu się nie chodzi, tylko idzie się Drogą Królewską, gdzie też trochę kamieni. To pewnie byłaś wtedy jako wychowawczyni 🤣
A te torebki z krokodyli to pewnie wystawa braci Oblatów- misjonarzy, którzy najczęściej bywali na Madagaskarze czy gdzieś w Azji. Gdy to widziałam jako dziecko, to mnie zaintrygowało do podróży egzotycznych.
Ty kochasz Bieszczady ze względów sentymentalnych, a ja swoje Góry w Świętokrzyskie z podobnej przyczyny.
Chodziłam na rajdy i klęłam, szłam tylko dlatego, że mi się niektórzy chłopcy z politechniki podobali. Mówię o czasach rzeszowskich.
Góry nie dla wszystkich, też wolę spacerować brzegiem morza 😃
Zapomniałam o Sandomierzu, będę się smażyć w piekle. Jak mogłam?! Nawet nie przyznam się przyjaciółce.
UsuńTo mamy jeszcze jedno wspólne ulubione miejsce♥️A Sandomierz to moje miasto prawie rodzinne, bo tam i w okolicach urodzili się moi rodzice, dziadkowie, różne cioteczno- stryjeczne pokrewieństwa i jeszcze mój brat. A potem rodzice dostali pracę w Ostrowcu i ja się urodziłam po czterech miesiącach.
UsuńNo to faktycznie jesteś prawie Sandomierzanką 🤩
UsuńA ja zdobyłam w tamtym roku właśnie o takiej porze o głębokim śniegu Łysicę..hurra!!!! nie było to łatwe i byłam z siebie dumna. A Wy...no wygodne : D
OdpowiedzUsuńa potem byłam na Łysej Górze i zwiedziałam to wszystko co i Wy zobaczyłyscie, śnieżyca była nieziemska
Ale takie spotkanie koleżanek jaki zorganizowałyście..swietny pomysł.
Wróciłam do twojego postu sprzed roku. Piękna wycieczka w moich okolicach👏👍, gdzie w Iłży prawie ciepło i bezśnieżnie, a w nieodległych Górach Świętokrzyskich biały puch i czarownice na miotłach z ogromną wichurą. My wszystko zawsze zwalamy na czarownice🤣. Zajrzałam do mojego pamiętnika, który przypomniał mi, że pogoda rok temu była zupełnie inna. To na Łysicę można było wejść, nie ujmując twojemu wyczynowi, i mocne brawa, ale na Łysej Gorze już trafiło się zupełnie inaczej jak sama pisałaś. I też wjechałyście samochodem. Natomiast dwa lata temu, na początku lutego to zdarzyła się prawie wiosna. Bo wtedy akurat byłam w Świętej Katarzynie na takim trzydniowym SPA. Podchodziłyśmy z koleżanką w górę, ale w końcu wróciłyśmy, bo było straszne błoto. Poszłyśmy ulicą do Ciekot wtedy.
OdpowiedzUsuńWspaniale, że trafiłyście na koncert. Uwielbiam słuchać kolęd w tym okołoświątecznym okresie.
My nie planowałyśmy wchodzić na Święty Krzyż od strony Nowej Słupi , tak trochę pospacerowac i nasycić oko tymi pięknymi krajobrazami. Zwłaszcza, że dwie koleżanki nie były tam od ponad 30 lat. Tak miło sobie porozmawiałyśmy przy smacznym posiłku i deserze.
Gratuluję Wam odwagi w ten śliski czas. Cieszę się, że pokazujesz te historyczne miejsca, które otulone śniegiem wyglądają jeszcze bardziej klimatycznie. Byłam tam wiele lat temu, ale niewiele pamiętam, czyli wypadałoby powtórzyć. Może się załapię?
OdpowiedzUsuńDaleko trochę od ciebie, ale warto przyjechać nie tylko w Góry Świętokrzyskie, Ciekoty, Św Katarzyna, ale np. do Sandomierza. Córka ma piękny dom agroturystyczny w naszych okolicach i tak pomyślałam, że można spotkać się w parę osób przed sezonem. Ale to w uzgodnieniu z nią, napiszę post ze zdjęciami potem, pod koniec marca może.
OdpowiedzUsuńU nas nadal pięknie i bardzo mroźnie.
Podziwiam odwagę wspinania się po oblodzonym terenie pod górkę, a potem z górki. :)Ale brak tłumów na pewno był ogromnym atutem wyprawy, podobnie, jak dobre towarzystwo. Jest potem co wspominać. Zastanawiam się, czy mam ulubione miejsca wypadów. Ponieważ jestem niezmotoryzowana to wszędzie muszę dojechać koleją (autobusów nie bardzo lubię na dalsze trasy). A jak już mam wsiąść w pociąg to kończy się to najczęściej na stolicy, bo pociąg szybki i wygodny (oczywiście, jak ktoś nie zostawi bagażu na peronie, albo pociąg się nie opóźni z winy pasażerów. Zawsze śmieszą mnie zapowiedzi, pociąg ma opóźnienie z powodu zbyt długiego lokowania się pasażerów). Ale u siebie (czyli w Gdańsku) najbardziej lubię spacer do parku oliwskiego, albo do Brzeźna nad morze, czy parku Regana. W Oliwie jest natura z architekturą, czasami wzbogacona sztuką (w Pałacu opatów odbywają się wystawy) no i zawsze kawka w palmiarni, albo smaczny obiadek w Oliwskim Ratuszu Kultury. A nad morzem i w Parku Regana - delektowanie się kontaktem z naturą (morze, zieleń) i kawka w ulubionej kafajce, którą odkryłyśmy razem z siostrą, podczas któregoś ze wspólnych spacerów i pogaduszek. Pozdrawiam
OdpowiedzUsuńskomentowałam też po raz kolejny poprzedni wpis:)
OdpowiedzUsuńPark był oblodzony dlatego się wróciłyśmy, znaczy przeszłyśmy trochę z dwóch stron. Ale my rzeczywiście mamy bzika na punkcie Gór Świętokrzyskich i taką dumę , że posiadamy takie Góry. Aż się sama z siebie śmieję, gdy to piszę.
OdpowiedzUsuńA mieszkanki Gdańska nie powinnam pytać o to co jej się podoba w jej regionie. 🤣 Ale dziękuję za odpowiedź.👍👏
Nie słyszałam nigdy zapowiedzi, że pociąg spóźniony z powodu długiego lokowania się pasażerów 🤣 mój Kim raz wniósł mi walizkę w Bolesławcu do pociągu i odjechał razem z nim 🤣 dobrze że to był osobowy, to wysiadł na następnej stacji, a ja mu zamówiłam wcześniej taksówkę. Konduktorka go bardzo przepraszała, bo ona zagwizdała na odjazd. Mówiła bardzo dobrze po angielsku. Wszyscy bardzo szybko wsiedli, a on nie mógł przecisnąć się do drzwi.
Co tam Wasze nieprzygotowanie do warunków pogodowych skoro spędziłyście razem wspaniały czas. Damy tak już mają, że nawet w górach wyglądają szykownie, gracja nie znika wraz z wysokością nad poziomem morza 😉. Twoja koleżanka, z którą stoisz przy choince przypomina mi Agnieszkę Osiecką😃.
OdpowiedzUsuńByłam w Caravaca de la Cruz ale krzyża nie skojarzyłam bo zmyliły mnie zbyt długie ramiona, zwłaszcza to pierwsze, i zbyt mała różnica w długości między nimi. Dla mieszkańców zarówno Caravaca jak i całego regionu ten krzyż jest bardzo ważnym symbolem, często noszony na łańcuszku, tatuowany lub jako ozdoba.
Bardzo się cieszę, że udało Ci się spotkać z koleżankami, z których dwie wróciły z zagranicy. Jestem pewna, że przeżyjecie razem mnóstwo fajnych przygód.
Radosnego tygodnia kochana moja! Trzymaj klasę i nie daj się mrozom 😍
Dziękuję, że rozwinęłaś wątek krzyża z miejscowości Caravaca. Naocznie zobaczyłaś tradycję, która trwa od wieków.
OdpowiedzUsuńRzeczywiście spędziłyśmy fajny czas i o to chodziło. Z jedną z nich " Agnieszką O."😃 jadę za parę dni do UK na tydzień 👍 przygody przed nami.
Miłego tygodnia również dla ciebie. Co tam mróz ☃️
Pięknie podkreśliłaś naszą regionalną miłość do Gór Świętokrzyskich. Nasza droga krzyżowa wejścia zimowe biegi morsów obowiązkowe wycieczki szkolne Dymarki od ponad 50 lat to stałe numery turystyczne. Do Kielc zawsze przed Nową Słupię, A tam wszyscy jeżdżą.
OdpowiedzUsuńTak dziękuję. Teraz wszyscy zachwalamy uroki zimy w naszych regionach. Jest wyjątkowo, baśniowo bajkowo romantycznie nostalgicznie, prawdziwa kraina śniegu. Teraz trochę się rozpuszcza ten śnieg, ale zapowiadają nowe ataki białej pierzynki. Przynajmniej niektóre pokolenia zobaczą i doświadczą prawdziwej zimy.
OdpowiedzUsuń