Ogłaszałam wszem i wobec w październiku na FB i IG o 20. rocznicy poznania mojego Gospodarza. Szampan wypito tylko w Gryfowie😁Teraz czas na pierwszy wspólny wyjazd na Florydę. Również wielkie dwa zero temu. Nie powiem, że jakby wczoraj, bo tyle się wydarzyło w ciągu tych lat, że może jakby podwójnie. Tylko ja wiecznie młoda👍👏 trochę młodsza od tego samochodu. Trzeba by liczyć do końca XX wieku😁 Post miał być na drugim -wspomnieniowym blogu, ale się pomyliłam.

Moją "wyspą zaczarowaną" w wędrówce po Stanach Zjednoczonych stała się Key West. Jeszcze na trzy tygodnie przed wyjazdem na spotkaniu z moimi koleżankami "wiedźmami"/ te co wiedzą/ nie miałam jednak pojęcia, gdzie znajduje się jakieś Key West, gdzieś na Florydzie. To karaibski raj na terenie USA. Mój wtedy boy-friend, pracownik RPM Nautical Foundation zabrał mnie w podróż drogą odkrywców skarbów zatopionych statków, niestrudzonych i wiecznych podróżników. Przecież nie wiedział, że wychowałam się na Szklarskim, Fiedlerze, Nienackim, a Verne, Kipling, Jack London to beztroskie moje dzieciństwo. Ten szalony fantasta zabrał mnie w podróż, gdzie każdy dzień był przeniesieniem w świat moich dawnych marzeń.
 |
| Kim odpoczywa zadowolony😀 |
Wyjechałam jeszcze z mroźnej Polski, jakby teraz, a wylądowałam w raju. Najpierw w Miami, a potem katamaranem z Naples na Key West w 3.5 godziny. Chyba z kapitanem Nemo przeszklonym statkiem oglądałam morskie głębie i bogactwo ekosystemu raf koralowych z obfitością ryb, meduz, ślimaków, krabów, morskich żółwi i delfinów oraz niezwykłej roślinności. Wspomniane organizmy w wodzie i na pomnikach, fontannach, galeriach sztuki.
Z Melem Fisherem odkrywałam fortuny z zatopionych statków, a towarzyszył mi również Asa F. Tift, najbogatszy w 1856 roku master wrecker/ poszukiwacz wraków/. Amerykanie uwielbiają historię jak żywą, a więc muzea są pełne woskowych figur, albo przewodnicy- aktorzy odgrywają swoje historyczne role z autentycznymi rekwizytami wspomagani przez współczesne audio-wideo i lasery. To naprawdę robi wrażenie, zwłaszcza, gdy pod koniec zwiedzania mój romantyczny pirat kupuje mi biżuterię z zatopionych statków...w sklepie z pamiątkami.
Key West najbardziej na południe wysunięty punkt USA , 90 mil od Kuby. To od ponad 40 lat The Conch Republic. Utożsamia wolny pełen relaksu hedonistyczny styl życia, jak ten ślimak, którego ogromna muszla queen conch jest symbolem republiki.
Bohaterem wyspy jest również Henry Flagler, który w 1905 roku był jednym z najbogatszych ludzi świata. Mając 75 lat zaanonsował Amerykanom, że wybuduje kolej w morze, które połączy Miami i wyspy Floryda Keys aż do Key West. Ok. 300 km. Wszyscy znacząco popuakali się w głowy, ale marzenie przemysłowego magnata się spełniło i 8 lat później w 1912 roku otwarto ósmy cud świata podczas największych uroczystości w historii Florydy. Był to olbrzymi triumf i kulminacja legendarnej kariery Henry'ego Flaglera. W jego hotelu The Breakers w Palm Beach urządzonym w bizantyjsko-imperialnym przepychem doznawałam wtedy prawdziwego culture shock.
A teraz przejdziemy się na ulice wyspy Key West, która ma 6km długości i 3 km szerokości Tam kontemplujemy skupisko najczarowniejszej architektury świata, wiktoriańsko-hiszpańsko-śródziemnomorskiej o jedynym w swoim rodzaju kolonialnym stylu.
Jego cechą charakterystyczną są jasne pastelowe kolory, kolumienki, okiennice, balkony, wyrafinowane okna, arabeski, koronkowe kraty, łuki zakamarki z rozłożonymi hamakami wśród bajecznej sub -tropikalnej przyrody.
Wyspę do 1815 roku posiadali Hiszpanię, a następnie za 2000 dolarów sprzedano ją amerykańskiemu finansiście w barze przy winie. Zaczął się wtedy wreckers paradise raj dla poszukiwaczy skarbów zatopionych statków.
Główna ulica Duval Street rozciąga się od Zatoki Meksykańskiej do Atlantyku. Promenada tak piękna, że dech zapiera. Czy dniem czy nocą jest pełna ludzi, tłumy przelewają się w jedną i w drugą stronę.
Na żadnej innej ulicy nie ma tylu galerii sztuk, klubów muzycznych, restauracji, barów, knajpek, sklepów i sklepików.
Ten eklektyzm żywego muzeum czarownej architektury i współczesnego próżnego życia emocjami dławi człowieka w gardle. Z rozedrganego tłumu można wejść w zacisze patia klubów i usłyszeć najpiękniejsze wykonanie Summer time.
Gdy w ogródkach wewnętrznych dziedzińców, wśród rajskiej przyrody o północy w temperaturze 27 stopni i w miłym towarzystwie wypijesz kilka lampek wina przy kolacji, można poczuć zadowolenie. Świadkiem tego będzie tropikalna przyroda i zaklęte w swojej urodzie majestatyczne piękne domostwa dawnych właścicieli Key West. Niestrudzonych odkrywców skarbów i sybarytów minionych epok.
Tam w latach 30. mieszkał Ernest Hemingway ze swoją drugą żoną i regularnie upijał się w słynnym barze Sloppy Joe`s Bar. Potem przeprowadził się na Kubę, a jego żona została tam do swojej śmierci. Dom jest obecnie muzeum. Zdjęcia domu znajdę.
 |
| Najstarszy dom na Key West z ok. 1850 r. |
 |
| W środku baru dużo zdjęć pisarza i ryb, które złowił. |
Dużo Polaków mieszka na Key West czym byłam zaskoczona. W księgarniach popularne są poradniki Jak porzucić wyścig szczurów i zamieszkać w raju. Nic dziwnego, że Ernest Hemingway i Tennesse Williams napisali tam najlepsze swoje dzieła. To naprawdę inspirujący raj.
A teraz w moim województwie są ferie zimowe, a ja dostaję pozdrowienia z całego świata i w różnych językach, bo o to proszę moich uczniów. Są na Seszelach, Egipcie, Tajlandii, Dominikanie, jak również w Alpach, Tatrach i Arłamowie w Bieszczadach. Chętnie by tam zostali internowani😀. A ja w Górach Świętokrzyskich👍💓
Gdzie byliście najdalej od kraju? Przypomniało mi się powiedzenie I miss you to the moon and back.tęsknię za toba tak bardzo jak do księżyca i z powrotem💓 Czy będąc daleko tęskniliście za domem?
Wiecznie młoda - przecież widzę :)
OdpowiedzUsuńDziękuję za informacje o Key West - bardzo ciekawe.
Wspomnę, że ja z rodziną odwiedziliśmy Florydę w 1982 r - byliśmy wtedy w Kuwejcie - upiornie gorące lato, urlop, w Polsce stan wojenny - co robić?
Znajomy Amerykanin zaproponował - przyjedźcie na Florydę, w lecie to nie jest atrakcyjne miejsce, parne powietrze, deszcze, ale jeśli macie ochotę to oferujemy 2 tygodnie w naszym letnim domku - relacja tutaj ==> https://poledownunder.blogspot.com/2022/06/usa-1982-florida.html
Najdalej od Polski?
Australia to wystarczająco daleko, ale byłem jeszcze dalej - Tasmania, Nowa Zelandia.
Pozostał jeszcze Biegun Południowy, ale ze względu na zagrożenie środowiska nie wybiorę się tam.
Zajrzałam do twoich wspomnień sprzed ponad 40 laty. Przygody z wizami wszędzie aktualne w tamtych czasach. Zdjęcia nawet wyraźne. Młody tata z dzieciakami. Ale fajne. Orlando Park to raj dla dzieciaków. Pamiętam jak byłam w Paryżu w 1995 roku z córką 11-letnią i nie miałam wystarczająco pieniędzy żeby pojechać do Disneylandu. Znaczy musiałam wybierać między zwiedzaniem Paryża a Disneylandem. Odwiedziłam wtedy kuzynkę, ale ona mi nie zaproponowała, że np.zaprosi mnie do tego parku. Córka była w tym roku z wnuczką, bilety nadal dosyć drogie.
UsuńJest parę małych uroczych miasteczek na Florydzie. Bo te większe oprócz Miami, to są takie amerykańskie 🤣 Ja nawet byłam w osadzie u Amiszów. Rzeczywiście jakby 19 wiek. Na lekcjach uczyłam.
Z Australii to wszędzie daleko, bo przecież tam jest twój dom.
Mnie teraz nie chciałoby się lecieć tak daleko, tyle godzin w samolocie. A jeden mój znajomy, 84 lata i teraz leci na wycieczkę do Japonii i Hongkongu czy Tajwanu. A może Korei. Na prawę trzy tygodnie. Ale ma zdrowie i pieniądze.
Och, Alicjo, twoja energia nie zmalała od tamtego czasu.
OdpowiedzUsuńPokazujesz nam raj prawdziwy.
Najdalej to byłam w Grecji, a na Key West już raczej nie dotrę.
Świat zmalał, kiedyś uczniowie jeździli do babci, do Zakopca, na ferie u wujka, a teraz świat stoi otworem. Oby nadal cieszyło ich to wszystko za lat 20!
Gdy tak dużo zobaczą, przebywając najczęściej w komfortowych hotelach, to chyba wrócą do źródeł i będą ich cieszyć proste agroturystyki gdzieś w Polsce. Ja się też zastanawiam nad przyszłością mojej wnuczki, która prawie co roku mieszkała gdzie indziej, dużo podróżowała po Europie. A ma tylko 10 lat. Czy ona będzie stabilna. Bardzo łatwo nawiązuje relacje, ale opuszcza ich bez żalu. To norma dla niej. Ale była na zimowisku w Zakopanem 👏👍
UsuńFloryda ludziom się kojarzy z moim imieniem-nawet do dziś zdarza się komuś do mnie zwrócić "Florinda" jak zapomni mojego imienia ale pamięta,że coś od "Flo". Podobnież jest z włoską "Florencją" jak i oczywiście nazewnictwo mile brzmi i to tak jakby ktoś kto zapomina wspominał bardzo miło. Ogólnie dla niektórych moje imię jest ciężko brzmiące to wygodniej po prostu mówić do mnie "Flora" :-) Nie cierpię jak ktoś mówi do mnie "Florentyna" to mnie normalnie dobija i przypomina mi złe czasy. Napiszę Ci dziś maila :-)
OdpowiedzUsuńDzięki. Floryda chyba wszystkim dobrze się kojarzy. Szczególnie amerykańskim emerytom, których na południu jest 70% populacji.
OdpowiedzUsuńFlorentyna, miło nazywana Florentynką była biedną krewną i powierniczką Izabeli Łęckiej. Kojarzy się z bardzo uprzejmą kulturalną osobą ❤️
Flora to bardzo oryginalne imię.
W Górach Świętokrzyskich też ładnie! No, może nie tak jak na Florydzie, ale ładnie inaczej. A wspomnienia masz fantastyczne!!! Miło mieć takie. Ja nie penetrowałam świata tak daleko, ale też było pięknie!
OdpowiedzUsuńJa uwielbiam nasze Góry Świętokrzyskie. Jeździłam tam sama od dziecka, obozy harcerskie, rajdy, woziłam swoje córki, kuzynów, a teraz wnuczęta. Widok na klasztor, gdy podchodzi się na Święty Krzyż jest dla nas ukochany. Bodzentyn, Ciekoty Wierna Rzeka Żeromski. To nasze legendy, A teraz nawet mamy Park Legend koło Nowej Słupi.
UsuńChyba muszę pojawić się tam ponownie!
UsuńMuszę się przyznać, że nie przepadam za USA, a byłam kilka razy i jakoś nie mogłam sie do tego kraju przekonać, pamiętam, że w 1986 roku zjechaliśmy z mężem i dziewczynkami kawał tego kraju i chcąc poznać jakąs wioskę indiańską wreszcie do takiej dotarliśmy i ku memu rozczarowaniu byla ona zrobiona z styropianiu i jedyny indianin, czy człowiek w przebraniu indianskim, któremu chciałam zrobć zdjęcie, w końcu po to tam pojechałam zażądał ode mnie 1 dolara więc zniesmaczona zdjęcia nie zrobiłam. Moja córka mieszka w Houston, to miasto też nie jest w moim guście. Ale widocznie nie miałam takiego przewodnika jak Ty...: D... przyznaję. ze masz fajną dokumentację fotogarficzną.
OdpowiedzUsuńGdzie byłam najdalej? w Kanadzie, Edmonton czyli pólnocna Ameryka..na poludniu w Chile..na wschodzie w Wietnamie, na połnocy Europy w Norwegii..może jeszcze dodam Egipt i Maroko w Afryce...ale najbardziej zakochałam sie w Ameryce Centralnej a dokładnie w Gwatemali...
Alicjo, gdzie przebywasz w Polsce...? może kiedyś będziemy przejeżdżać koło Ciebie i zabierzesz sie na jakąś wspólną wyprawę?
Piękne wspomnienia. Dobrze, że pamiętaliście o rocznicy. To ważne.
OdpowiedzUsuńJa pamiętałam 🤣 bo Gospodarz to teraz jest skupiony na kocie. Ale mu przypomniałam, to nie wierzył, że to już 20 lat. Od ślubu równe 15. Bo był w styczniu Na pięknej Florydzie. Ale to już jakby ancient time. Historia.
UsuńHouston, mamy problem 😃
OdpowiedzUsuńTak, na Florydzie oprócz tego, że byłam zakochana, to również bardzo się nudziłam czasami. Podczas kilku wyjazdów przebywałam miesiąc-dwa. Tam mieszkała teściowa. To ileż można chodzić na te plaże i do restauracji. Jedynie piękną przyrodą można było się zachwycać, palmami i kwitnącymi różnymi krzewami. Nurkowaniem i wycieczkami statkiem. Miasta z prostymi ulicami, zbudowane bez planu niemieckiego, bez placyków kościołów zabytków, akby obce, nieprzyjazne. Przypominały mi nasze osiedla mieszkaniowe, gdzie gubi się orientacje. Wszędzie daleko.
W Miami etniczne dzielnice bardzo mi się podobały. I w ogóle Karaiby na Florydzie. Bo nie amerykańskie 🤣 mieszkając wcześniej w Wenezueli, miałaś bliżej do USA czy Kanady? To chyba najdalej stamtąd czy stąd, to było do Wietnamu.
Moja francuska koleżanka jeździła do Gwadelupy, bo to chyba francuskie zamorskie terytorium? Jakże ciężko chyba było wrócić do Europy?
Na Dolnym Śląsku, koło Gryfowa Śląskiego jestem dłużej w lecie, A normalnie w Ostrowcu Świętokrzyskim❤️
Widzę. że podobnie myślimy o USA...PRZEZ OSTROWIEC przejeżdżałam nieskończoną ilość razy i tym razem w drodze do lodospadów też, pociągiem, wysiadłam w Leżajsku gdzie odebrała mnie Artenka.
UsuńGwatemala spodobała mi się własnie przez etniczność, zakochałam się w tym kraju. JEJ miasto Antigua to perełka.
z WENEZUELI bliżej do USA, a ja mam brata w Kanadzie i często tam bywałam, bardzo mi przypadła do gustu.
w Ostrowcu mamy przyjaciela, Ekwadorczyka, to lekarz, teraz na emeryturze, bardzo fajny facet.
Wróciłam do Europy bo w Wenezueli nie dało się zyć, został w Andach przepiękny dom...ale nie narzekam, lubię i tu być.
pozdrawiam bardzo serdecznie.
W moim zdaniu miałaś bliżej do USA czy Kanady, nie powinno być pytajnika 🤣 powinno być miałaś bliżej do USA i Kanady. Bo to jasne, że bliżej do USA 😃 tak dla wyjaśnienia.
OdpowiedzUsuńOo, to może zlokalizuję tego Ekwadorczyka. W Kanadzie mam koleżankę w Quebecu, pochodzącą z Algierii. Tak myślałam się kiedyś z nią zobaczyć, ale może w Europie, bo ona tu często przyjeżdża.
Miłego tygodnia ❤️
FAKT, trochę się zdziwiłam tym pytaniem...klikanie robi czasem takie niespodzianki, Pozdrawiam
UsuńNigdy nie tęsknię za domem, nie znoszę mojego ciasnego mieszkania. Najdalej byłam chyba na Maderze. Nie wiem, musiałabym na mapach sprawdzić, ale tak, chyba tak.
OdpowiedzUsuńW USA nigdy nie byłam, w ogóle mnie ten kraj nie pociąga. Ale jednego Ci zazdroszczę - tej obserwacji podwodnego świata. Mam na tym punkcie świra. W poprzednim wcieleniu byłam zapewne jakimś gatunkiem walenia.
Ja też nie tęsknię za swoim mieszkaniem, nawet gdy kiedyś było znacznie większe. Wyjazd to jednak zazwyczaj wakacje, gdzie nie ma obowiązków, jakieś rutyny.
UsuńMuszę przyznać, że bardzo bałam się tego nurkowania. Myślałam, że jakaś siła wciągnie mnie na dno, gdzie widziałam jakby wąwozy studnie. Bałam się też tych pływających ryb obok. Bardziej podobało mi się na Malcie, tam chyba było płycej.
Kiedyś na tych wyjazdach miałam wyrzuty sumienia, że tak długo gdzieś przebywam. I słusznie, bo potem w znaczący sposób odbiło się to na mojej emeryturze 😭
Z wiadomych względów - niechęci do długich podróży odwiedzam niemal wyłącznie Europę. Dawno, dawno temu marzyło mi się obejrzenie Statuy Wolności (jako skutek uboczny obejrzenia Planety Małp), dziś to już przeszłość. Jakoś nie ciągnie mnie ani do Stanów, ani na żadne Dominikany, Bali, Tajlandię. Może tam i pięknie, ale jak pomyślę o trudach podróży to dziękuję. Najdalej byłam w Egipcie oraz Libanie. Egipt bardzo mi się podobał, ale nie nurkowanie czy opalanie się, a Dolina Królów, Świątynia Hatszepsut, Muzeum Kairskie (jeszcze to stare) czy piramidy i Sfinks i te brudne, pełne chaosu ulice z ich egzotyką, tyle, że oglądane zza szyb autokaru. W Libanie oglądałam pomnik Matki Boskiej na szczycie góry i jadłam zupę cebulową :) takie fragmentaryczne wspomnienia. Piszesz o poszukiwaczach skarbów z morskich wraków (czytam o tym też w twojej książeczce) - a to mi przypomina wizytę w Muzeum Morskim w Chanii, gdzie oglądałam różne wydobyte z dna morskiego przedmioty. Takie beztroskie lato spędziłam kiedyś na Cyprze (plaża, wycieczki, zabawy)- dziś chyba by mnie to nudziło, lubię spędzać bardziej - jakby to powiedzieć poznawczo czas na wyjeździe. Jak mawiała moja koleżanka z pracy (nie wiem, czy się nie powtarzam u Ciebie) jest czas szalonych zabaw i czas klapania różańca (to oczywiście uproszczenie, ale generalnie o to chodzi, aby żyć swoim czasem.
OdpowiedzUsuńJa czasami chcę oszukać czas, stąd również pojawia się tęsknota za tym co było i chęć powtórzenia tamtych przeżyć. Na drugi kontynent lata się ogromnymi samolotami, można po nich chodzić, jak po każdym, Ale tam są znacznie szersze korytarze a nawet bary do siedzenia. Ale również nie wyobrażam sobie już podróży w tamtą stronę, chyba że z Kimem, do jego rodziny, przyjaciół i na dłużej. Ostatnim razem chyba dwa tygodnie przystosowywałam się do nowego czasu. Ale to się już nie wydarzy. Bo on właściwie już nie ma rodziny ani przyjaciół w USA.
OdpowiedzUsuńTakie muzeum eksponatow z wydobytych wraków statków ja widziałam w Bodrum Turcja. Zachwycałam się wtedy, bo Kim podnosił takie skarby z dnia morza za pomocą ROV- Remote Operated Vehicle.
Azja jest bardzo hałaśliwa, albo gorąco, albo deszcze padają. Nie jest również w sferze moich zainteresowań obecnie. Nie wiem, gdzie bym chciała pojechać, bo wszędzie byłam 😃 tam gdzie chciałam być. Chyba do Turcji. Tam są ciekawe zabytki piękna natura i mili ludzie. A i jeszcze Andaluzja ze swoją piękną arabską architekturą. Uczę się przecież hiszpańskiego 👍👏
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuńMoja siostra, która podróżuje dużo więcej niż ja i dużo dalej i egzotyczniej wróciła w zeszłym roku strasznie rozczarowana stanami, nie czuła się tam dobrze i inne miała wyobrażenia. Mnie, jak napisałam nie ciągnie z powodu trudów podróży. Oczywiście, gdyby się można było teleportować pewnie chciałabym zobaczyć dalekie, egzotyczne kraje, ale teraz pozostanę ksenofobicznie wierna Europie. I cieszę się, że jeszcze tak wiele mi się marzy miejsc do odwiedzenia (w zasadzie nie ma kraju, który by mnie nie ciekawił, nawet jeśli byłam we Włoszech w wielu miejscach, jest wiele innych, które chciałabym obejrzeć, to samo we Francji. W Hiszpani byłam tylko z wycieczką objazdową, więc wspomnienia mam mgliste, Niemcy, które długie lata wydawały mi się krajem nieciekawym teraz pociągają. A kraje północne, czy to Skandynawia, czy Islandia, albo wyspy na morzu śródziemnym. Jest tylko problem, w jakiej kolejności i co najbardziej pociąga. Cieszę się, że mnie to jeszcze rajcuje, bo smutno mi kiedy koleżanka mi mówi, że właściwie to już nie ma marzeń i sama nie wie, czego by chciała, poza tym, aby się wyspać :)
OdpowiedzUsuńJa też lubię wracać tam, gdzie byłam już wiele razy i dlatego bardzo cieszę się teraz z wyjazdu do Anglii. Lubię odnajdywać siebie z różnych okresów zycia, chociaż nieraz żal , że wszystko tak upływa i zmienia się oraz my jesteśmy inni. Zmiany cieszą mnie tylko w Polsce 😃 jest takie przysłowie łacińskie na zawołanie- tempora mutantur et nos mutamur in illis, czasy się zmieniają i my zmieniamy się z nimi , chyba to tak brzmi. Nie sprawdzam 🤣
OdpowiedzUsuńJa mam jednak przeszkodę w postaci dojazdu na lotniska. Strasznie mi się nie podoba ta niedogodność, bo się zmęczę zanim wyjadę 🤣
A z Dolnego Śląska mam bliżej do Niemiec. Możemy coś zaplanować. Drezno można zwiedzać w nieskończoność.