Moja lista blogów

poniedziałek, 19 stycznia 2026

Filharmoniczne derby Kielc i Radomia.

   Z dedykacją dla  prawie krajana Lech

Czy wiecie, że w dawnym województwie kieleckim do roku 1975, gdy było jeszcze 17 województw, znajdowały się Radom i Sandomierz ?  To chyba tylko ludzie tutaj mieszkający pamiętają dawne animozje między Radomiem a Kielcami. Sandomierz nie lubił Tarnobrzegu z rzeszowskiego. Potem powstały nowe województwa, radomskie i tarnobrzeskie. A Sandomierz, takie historyczne, królewskie miasto dużo stracił na rzecz siarkowego Tarnobrzegu. Obecnie Radom jest w województwie mazowieckim, Sandomierz w świętokrzyskim, a Tarnobrzeg  w podkarpackim.

Jestem przekonana, że podobne animozje mały miejsce w wielu województwach, albo nadal występują. Czy coś pamiętacie na ten temat? 

Pierwszy raz mi się tak ciekawie złożyło, że dzień po dniu byłam w Kielcach i Radomiu na koncertach filharmonicznych.  Ściśle mówiąc Radom ma orkiestrę kameralną, w skrócie ROK.

Swego czasu, a już dawno temu, do tych miast jeździłam  na wagary, żeby nas nikt nie poznawał. W Kielcach  spacerowało  się deptakiem na ulicy Sienkiewicza, a w Radomiu Żeromskiego. Obydwa wspomniane miasta mają też te ulice na odwrót. Bo na przykład obecna,  bardzo nowoczesna siedziba filharmonii kieleckiej mieści się na ulicy Żeromskiego 12, a w Radomiu przy Żeromskiego 53. Ulica Sienkiewicza w Radomiu to zabytkowe secesyjne kamienice i Bazylika NMP.

Historia filharmonii w Kielcach sięga roku 1920, kiedy to rozpoczęła działalność orkiestra symfoniczna stworzona na bazie orkiestry dętej 4 pułku Piechoty Legionów. Po wojnie aż 22 jej członków weszło w skład wojewódzkiej orkiestry symfonicznej, która zainaugurowała swój sezon już w 1945 roku. A potem się potoczyło. Powstał też stuosobowy chór Echo. Orkiestra występowała w różnych kieleckich salach koncertowych. Aż w roku 2012 znalazła stałą siedzibę w Międzynarodowym Centrum Kultur  przy ul. Żeromskiego 12 i dostała nazwę Filharmonia Świętokrzyska im. Oskara Kolberga. 


Natomiast Radomska Orkiestra Kameralna, która nawiązuje do tradycji orkiestry symfonicznej działającej w Radomiu od 1953 roku, powstała w 2007 roku jako instytucja kultury miasta i występuje w sali koncertowej na dziedzińcu Pałacu Sandomierskiego. Pałac pochodzi z 1827 roku, natomiast budynek  sali koncertowej z 1964. ROK  ma16 etatowych muzyków.

Pałac Sandomierski z lewej strony.

Tak  pisarze regionu kieleckiego Sienkiewicz i Żeromski łączą oba miasta.👍😀 Łączą pewnie całą Polskę.

Koncert symfoniczny Przeboje mistrzów, który podziwiałam odbył się 16 stycznia w  Filharmonii Świętokrzyskiej w Kielcach i przedstawił nam najwybitniejsze  dzieła klasyki. Dostarczył  emocji na najwyższym poziomie artystycznym. 

Repertuar został dobrany tak, aby ukazać pełnię możliwości kieleckiej orkiestry symfonicznej poprzez utwory trzech gigantów muzyki.  Najpierw W.A. Mozart- Uwertura do opery Cosi fan tutte. Lekkie i precyzyjne otwarcie, które wprowadziło nas w klasyczny nastrój. 

Sergiusz Rachmaninow- Rapsodia na temat Paganiniego. Gwiazdą wieczoru była pianistka Beata Bilińska, której interpretacja 24 wariacji zachwyciła nienaganną techniką i głębokim ciepłym dźwiękiem. Artystka z sukcesem oddała zarówno wirtuozowski rozmach jaki liryzm słynnej 18. wariacji. 

W przerwie koncertu odbyły się wernisaże dwóch wystaw, co nadało wieczorowi wielowymiarowy charakter: „Jedno serce – tysiące barw” – zbiorowa wystawa prac studentów Instytutu Sztuk Wizualnych UJK w Kielcach  oraz „Ponidziańskie pejzaże” – wystawa fotografii Piotra Walerona.  Prace oglądaliśmy na trzech poziomach.  Nogi się rozchodziły.😀

L.van Beethoven- V Symfonia c-moll  to finał koncertu w postaci ikonicznego motywu losu. Orkiestra pod batutą Jacka Rogali zaprezentowała potężne brzmienie i dramatyzm spotykając się z entuzjastycznym przyjęciem.  Słuchanie  V Symfonii wywołuje bardzo silne refleksje. Słynny motyw czterech dźwięków jako „los pukający  do drzwi” przypomina o ludzkich możliwościach. Refleksja często dotyczy tego jak osobiste dramaty zmieniamy w triumf, co było bezpośrednim odniesieniem postępującej głuchoty kompozytora. Symfonia pokazuje drogę „od mroku do światła” z c-moll do C-dur. Słuchacz doświadcza przejścia od niepokoju i walki w pierwszej części, poprzez liryczne wytchnienie, aż po euforyczne zwycięstwo w finale. Jak nasze życie. Tyle myśli kłębiło się w głowie. Mimo upływu ponad 200 lat energia tego utworu pozostaje nowoczesna. Tu widać geniusz kompozytora, słuchając utworu czułam cząstką ludzkiej kultury. Stwierdzę górnolotnie.
A tu z pewnością zarządzam fotografem.

Koncert Karnawał z Rokiem oglądałam  17 stycznia w Radomiu. Główną gwiazdą wieczoru był światowej sławy wiolonczelista László Fenyö, którego gra  była  mistrzowska i głęboko poruszająca. Pod batutą charyzmatycznego dyrygenta Jurka Dybała orkiestra zaprezentowała odważny program łączący tradycję z nowoczesnością.

Były to utwory Enjotta Schneidera Solamita, Święte tańce, utwór na wiolonczelę i orkiestrę, który wprowadził słuchaczy w mistyczny nastrój. Oraz  Aulisa  Sallinena  Nocne tańce Don Kichota-  z kolei kompozycja pełna muzycznych kontrastów. 

Mnie bardziej podobała się druga część -Astor  Piazzolla Cztery pory roku w Buenos Aires, jako podróż przez duszę argentyńskiego tanga, gdzie geniusz Vivaldiego był też słyszalny. Również jazz, ale przede wszystkim energetyczne, a czasami melancholijne tango. To  był fascynujący dialog między barokową Europą, a  20-wieczną Argentyną.

Moje ulubione zdjęcia w lustrze.

Koncert udowodnił, że karnawał w filharmonii nie musi opierać się wyłącznie na popularnych walcach Straussa. Dzięki wysokiemu poziomowi artystycznemu wiolonczelisty, który należy do światowej elity muzyków, otrzymaliśmy wieczór pełen artystycznej świeżości. Sala była wypełniona 👍👏

 Oba koncerty były znakomite, chociaż trudno porównywać, bo zupełnie inna muzyka. Jednakże muszę w tym muzycznym derby głównych miast dawnego województwa kieleckiego dać zwycięstwo Kielcom. Słuchanie V symfonii Beethovena  na żywo to moje najwspanialsze muzyczne doświadczenie.  Nawet Penderecki zachwycał się akustyką w kieleckiej filharmonii.

Spacer w zimowym anturażu obydwu miast i w towarzystwie miłych koleżanek był jednakowo cudowny. Również z Honorowym Obywatelem Radomia- Leszkiem Kołakowskim na kawie można przysiąść. Też na  ulicy Żeromskiego przy Placu Konstytucji.


Oczywiście ulica Żeromskiego w Radomiu👍
Pomnik w głębi. Korona na lampie z herbu Kielc.


Plac Wolności, gdzie kiedyś przybyła "Kadrówka" z Piłsudskim.

Żeby nie było podsumowania o moim nieczęstym chodzeniu do filharmonii czy teatru, to przypomnę wspomnienie sprzed lat opera, z kolejną dedykacją dla Lecha i Guciamal, bo tam jest jej komentarz😀

Może podzielicie się swoimi wspomnieniami związanymi z filharmonią?

29 komentarzy:

  1. U nas rywalizowały ze sobą od zawsze Bydgoszcz i Toruń, ale pamiętam także rywalizacje miedzy szkołami, nie mówiąc o klubach sportowych!
    Najlepsze wspomnienie z filharmonii to chyba koncert noworoczny w Bydgoszczy, na którym w przerwie była lampka szampana, a koncert to nie tylko piękna muzyka, ale i balet, a konferansjerka Poniedzielskiego to istny majstersztyk! Bilety zdobyte cudem!
    Zdjęcie w lustrze super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję. Zdjęcia w lustrze mogą być bardzo oryginalne 👏
      Tak, Bydgoszcz -Toruń to znana rywalizacja w kraju. Zawsze kiedyś zwyciężało miasto bardziej uprzemysłowione, jako wartość klasy robotniczej chyba?
      Zielona Góra -Gorzów też znam, bo mam tam rodzinę. Musiały być to miasta przynajmniej podobnej wielkości, a nie zawsze w województwie mogą się takie zdarzyć. W czasach 49 województw to była walka, z pewnością podobna , o której wspomniał PKanalia.🤣

      Usuń
  2. Hej, ja nie chodzę do filharmonii bo nie znoszę muzyki klasycznej a kocham Techno i disco polo ale jest ok-jeśli lubisz tego typu muzykę to filharmonia jest miejscem dla Ciebie :)
    Napiszę Ci niedługo maila z pozdrowieniami z przed TV :-) Poluję kiedy Znachor będzie :-) A w weekendy jest mój najukochańszy serial "Dom" :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję.
      Ja też dom oglądam za każdym razem , gdy zobaczę gdzieś w telewizji 👍
      Do filharmonii rzadko chodzę, bo muszę pojechać co najmniej 60 km. Koleżankę mam melomankę, ona kupuje bilety i prowadzi samochód. Organizuje grupkę w trzech -czterech osób. Teraz na przykład musiałyśmy prawie podwójnie nadrobić drogę, bo Nie mogłyśmy jechać przez Góry Świętokrzyskie, naszą normalną krótką trasą, tylko na drogi główne, bo było bardzo ślisko i dużo śniegu

      Usuń
  3. Tarnobrzeg był w województwie rzeszowskim.
    Pozdrawiam Majka (b. mieszkanka Sandomierza)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dziękuję, zaraz poprawię. Przecież za Wisłą to było już województwo rzeszowskie. Przy okazji sprawdziłam zabory, bo to była też granica Galicji i zaboru rosyjskiego. A pamiętasz skąd wzięły się nazwy "żółtobrzuchy" parasole, które funkcjonują do tej pory? Bo ja nie wiedziałam,. chociaż sama używam. Moi rodzice pochodzili z sandomierskiego. To nadal à propos antagonizmów występujących między niektórymi regionami.

      Usuń
  4. Fajnie spędzony czas, choć dostać dziś bilety na koncerty często graniczy z cudem. Trzeba się bardzo spieszyć.
    Potwierdzam co napisała Jotka. U nas odwieczna walko o prymat między Bydgoszczą a Toruniem. Ostatecznie obydwa miasta są stolicami kujawsko-pomorskiego. Ale sceny te dwa miasta mają rewelacyjne. Czasem bywam w Opera Nova lub Filharmonii Pomorskiej w Bydgoszczy, czasem w Centrum Jordanki w Toruniu.
    Spacer po Twoich rejonach równie przyjemny. Pozdrawiam:)))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Obydwie wycieczki były zorganizowanymi imprezami , z rezerwacją miejsc dużo wcześniej. Skupiłam się już tylko na tej filharmonii, bo nie chciałam szerzej rozwijać tematu.
      Ładne jest moje świętokrzyskie, teraz doceniam. Może kiedyś napiszę więcej. Mamy bardzo dużo śladów po dawnych pisarzach. Pewnie na tym się skupię.

      Usuń
  5. Na Śląsku dzieci uczyło się: "pamiętaj dziecko, rzeka Brynica, nasz granica" :) Mimo historycznych różnic powstała Metropolia Śląsko-Zaglębiowska. Pierwotnie miała się nazywać Silesia, ale te z Sosnowca się nie zgodziły :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie uwierzysz, ale mam przed sobą książkę Zbigniewa Rokity Aglo, banką po mieście. Odrzanię słuchałam na audio z telefonu nie mogę się jak nadziwić jak taki młody chłopak mógł napisać podobne wnikliwe książki.
      Pewnie też jeździłam siódemką do mojej cioci na Bytom Szombierki.
      Śląsk a Zagłębie to nadal różnica, nawet w Niemczech o tym wiedzą, A może szczególnie tam 🤣 pewnie ci kiedyś wspominałam, że moja siostra cioteczna z Bytomia mieszka na ziemi naszych dziadków koło Sandomierza, A jej brat w Niemczech. Obydwoje mają współmałżonków ze Śląska, bo sami urodzili się jeszcze w Sandomierzu, A rodzice pojechali za pracą na Śląsk, gdy dzieci były małe.

      Usuń
  6. właściwie to nie 17 województw, tylko 22, bo jeszcze dochodziło 5 województw miejskich, zwanych też miastami wydzielonymi... ale to w sumie nie jest istotne, to tylko jakieś kaprysy administratorów, gdzie narysują kreski na mapie, które czasem mają jakieś odniesienie do realiów, a czasem są wzięte z kosmosu, randomowo, zależnie od tego, gdzie muchy bardziej obsrały mapę na stole sztabowym, nie wspomnę o flaszce, która się gdzieś tam wylała jakiemuś ważniakowi...
    zaś w obecnych czasach przestało też być ważne, skąd jest jakaś orkiestra... mogą się zwać na przykład Chór Ziemi Pipidowskiej, a i tak większość muzyków jest z Pućkowa, oprócz dwóch z Pokucia, a dotuje sponsor mający siedzibę w Autonomii Czukockiej... to trochę tak, jak pewnej budowie, gdzie zgłosił się do pracy z ogłoszenia elektryk, zaś gdy go przyjęto, wręczono mu sprzęt do malowania ogrodzeń drewnianych...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tyż prawda.
      Ważny
      jest organizator instytucji czyli zwykle Urząd Marszałkowski oraz sponsor strategiczny czyli PGE albo PGiNG.
      Filharmonia to nie dyskoteka 😃A
      V Symfonia, to nie piosenki Koła Gospodyń z szacunkiem do pracy wszystkich 👍
      I nadal te pięć wielkich miast w pełni istotną rolę w kulturze i w każdej innej dziedzinie życia. I trudno innym miastom dołączyć się do tego klubu. Lublin chyba pretenduje dzięki filmowi True pain🤣

      Usuń
    2. filmu nie znam, znałem tylko jedną panienkę, właściwie nie z Lublina, tylko spod... ale za to w Lublinie jest Browar Perła... ale tu jest kłopot, bo mnie to ich piwo za bardzo nie podchodzi... ostatnio kupiłem na testa Perła Porter... okazało się, że to nie jest porter, tylko stout, ale o to niech się już kłócą spece od terminologii... poza tym jak dla mnie zbyt kwaśne... nie lubię kwaśnego piwa, wolę słodkie... więc posłodziłem i zrobiłem grzańca, w końcu jest Zima, to ma być zimno... nie zmarnowało się, ale powtórki nie planuję...

      Usuń
    3. To był zeszłoroczny oscarowy film Prawdziwe męstwo za rolę męską- z bratem Kevina sam w domu 🤣 - Kierana Culkina i Jesse Eisenberg, który dostał obywatelstwo polskie przy okazji, bo dziadkowie pochodzili z Polski. Akcja działa się w Lublinie min. I opowiada o dwóch młodych Amerykanach którzy przyjeżdżają do Polski dowiedzieć się czegoś o przeżyciach swoich żydowskich przodków. Melodramat. Śmiałam się z mojego Kima, bo powiedział, że to było Prawdziwe męstwo wytrzymać z jednym bohaterem. On miał chorobę dwubiegunową i był trochę niezrównoważony.
      Ja Lublin pamiętam z lat 80. Teraz to zupełnie inne miasto, szczególnie zmieniło się Śródmieście. Ale blokowiska też ładnie wyglądają.

      Usuń
  7. Zaniemówiłem?!
    Taki cudowny kalejdoskop styczniowych wrażeń dedykowany mnie????
    Bardzo mi miło, że w takim otoczeniu pamiętałaś o mnie i moich kieleckich i muzycznych powiązaniach.
    Fakt - za moich czasów - przed rokiem 1959 - Kielce rywalizowały z Radomiem. Formalnie Kielce były ważniejsze - stolica województwa, ale Radom miał więcej ludności i chyba lepsze osiągnięcia ekonomiczne.
    Lepiej przejdę do muzycznych wspomnień...
    Szkoła średnia - Liceum im S. Żeromskiego w Kielcach a tam nauczyciel niemieckiego, pan Miętus, absolutny fanatyk muzyki. Propagował w szkole koncerty Kieleckiej Orkiestry Symfonicznej i w moim przypadku udało się.
    Gdy przeniosłem się do Warszawy na studia jednym z pierwszych kroków była wizyta w Filharmonii Narodowej - koncerty w każdy piątek i sobotę. Od razu kupiłem abonament na cały sezon - bilet ulgowy na 2-gim balkonie - czyli wysoko. Chyba wzbudziłem współczucie u bileterki bo kilka razy zasugerowała mi skorzystanie z wolnych miejsc na parterze.
    W międzyczasie dowiedziałem się, że istnieją wejściówki - bilety bez przydziału miejsca - i przerzuciłem się na tę kategorię.
    Dopiero urodziny dzieci przerwały rytm cotygodniowych wizyt w Filharmonii.

    OdpowiedzUsuń
  8. Jesteś moim jedynym blogerem pochodzącym z kielecczyzny i rozumiesz co mam na myśli chociaż wyjechałeś tak dawno temu. Lubię cię i twoje międzynarodowe wspomnienia. Sama też mieszkałam w różnych państwach, chociaż krótko i lubię o tym pamiętać. Mój Kim też ciągle opowiada mi o swoich podróżach po całym świecie. Pływał na statkach.
    Mnie też muzyką klasyczną zaszczepił nauczyciel w liceum. Również moja ciocia z Wrocławia, która mnie zabrała kiedyś na operę Halka. Na studiach mieliśmy studenckie czwartki pamiętam. Jakby za darmo. W Rzeszowie była na prawdziwa filharmonia.

    OdpowiedzUsuń
  9. Wspaniale oddałaś ducha tych koncertów, które miałaś możliwość wysłuchać i obejrzeć. Podziwiam Cię jak zwykle, my idziemy w tę niedzielę na koncert wiedeński. D.

    OdpowiedzUsuń
  10. Zaczęłam się zastanawiać, czy Gdańsk rywalizował kiedyś z Gdynią, osobiście pamiętam jedynie rywalizację sportową pomiędzy drużynami piłkarskimi (och jak mój kolega nie lubił Arki Grynia, a kolor niebiesko- żółty wręcz go drażnił i wiadomo było, że jak się Marcinowi przypodobać to tylko biało-zielony), ale rzeczywiście znalazłam informację, iż rywalizowały kiedyś oba miasta, jedno, że stare i bardziej kulturalne (ośrodek kultury), drugie, że nowoczesne, Gdynian nazywano śledziami, a Gdańszczan betonem. Dziś poza sportową rywalizacją nie dostrzegam innej, w końcu jesteśmy trójmiastem. Z Sopotem tej rywalizacji raczej nie było. A dziś Gdynia - no cóż, poza okolicami portu z drapaczami chmur zastygła w PRL-owskiej przeszłości, natomiast jeśli o kulturę chodzi ma fantastyczny Teatr Muzyczny Baduszkowej, czego Gdańsk mógłby jej pozazdrościć, a teatr Miejski w Gdyni wcale tak bardzo nie odstaje od Teatru Wybrzeże w Gdańsku. Ostatnio chętniej jeżdżę do Gdyni do teatru, bo wiem, że przedstawienia robione są bez udziwnień, a ciekawie, a w Gdańsku albo rewelacja, albo klapa.
    Do filharmonii chadzam dość często, ale częściej na koncerty piosenkarzy niż koncerty stricte muzyczne. Nie jestem znawcą muzyki klasycznej, poza tymi najbardziej znanymi utworami, ale usłyszeć Piątą Symfonię na żywo to jest coś. Byłam na kilku koncertach muzyki klasycznej, ale żaden nie zrobił na mnie tak dużego wrażenia jak koncerty z udziałem wokalu. Bilety na te koncerty bywają dość drogie, więc z ich nabyciem nie ma dużych trudności, zdarza się, że i w ostatniej chwili można nabyć (bo choć ludzi jest na nich sporo, to zawsze zostają pojedyncze wolne krzesełka, w przeciwieństwie do biletów do Teatru Muzycznego w Gdyni, gdzie dobre miejsca trzeba kupować, jak tylko pokaże się repertuar (pół roku wcześniej), na przedstawienia w marcu i kwietniu bilety zakupiłam w sierpniu:)
    A jeśli chodzi o muzykę klasyczną to i ja o razu myślę o Lechu, który często wspomina różne muzyczne kawałki i widać, że się tym pasjonuje

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że dla pozostałych mieszkańców Polski Trójmiasto to skończony ideał i nikt z nikim nie konkuruje. Może oprócz rywalizacji sportowej.
      Ja też rzadko chodzę do filharmonii, bo gdy mam do wyboru teatr, to go wybieram. Gdzieś już wspomniałam, że to były dwie wycieczki. Jedna prywatna z trzema innymi koleżankami, a druga z PTTK, gdzie zapisałam się od stycznia. Zwiedzaliśmy też okolice Radomia, co było dla mnie bardzo zabawne, bo te miasteczka znam bardzo dobrze od zawsze , ale nigdy nie byłam tam w kościołach, może oprócz Skaryszewa, A to dzięki opowiadaniu Iwaszkiewicza Kościół w Skaryszewie. Jeździliśmy śladami nadwiślańskiego neogotyku. Głównie kościoły się ostały.
      Teatry często przyjeżdżają do mojego miasta z wizytą gościnną, nawet operetki, ale nie filharmonie. Dlatego trzeba gdzieś jeździć. W Olsztynie kiedyś byłam, gdy jeździłam do córki, w Rzeszowie oczywiście podczas studiów tylko. Jakby starożytna historia 🤣
      Dopisałam jeszcze jedną dedykację dla ciebie, bo znalazłam stary post, który ty kiedyś komentowałaś. ♥️ Następny dowód Jak długo się znamy 👏👍 też na temat muzyki.

      Usuń
    2. Przypomniało mi się, że były filharmoniczne koncerty u nas, ale takie rozrywkowe na przykład przeboje Abby czy Queen.

      Usuń
    3. Wróciłam do tamtego wpisu, ale komentarz tutaj, bo jak komentuję stare wpisy, to często nie doczekuję się odpowiedzi, bo nie wszyscy mają włączoną autoryzację komentarzy, więc pewnie nawet nie wiedzą, że ktoś komentuje archiwalia.
      Od tamtej pory trochę wody w Wiśle upłynęło, a ja w Operze bywałam częściej usiłując się z nią zaprzyjaźnić. Nie pisałam o tym, bowiem to zaprzyjaźnianie nie bardzo nam wychodziło. Byłam na sześciu przedstawieniach operowych w przeciągu ostatnich trzech lat, co nie jest jakąś oszałamiającą liczbą, ale dla osoby, która średnio w Operze bywała raz na dekadę to sporo. Były to poza Poławiaczami pereł same znane tytuły. I nadal nie zapikało serce. Jedynie Król Roger podobał mi się na tyle, że chętnie obejrzałabym ponownie, pozostałe tytuły obejrzałam i to do końca, i nawet mnie nie znudziły, ale żebym się zachwycała to nie mogę napisać. Cieszę się, że wytrwałam, ale właściwie dlaczego to nie wiem, bo nic we mnie nie zostało, ani scenografia, ani muzyka, ani fabuła, jedynie ścierpnięta szyja, bo zadzierałam głowę, aby czytać tekst arii nad sceną. Bo nadal nie potrafię skupić się na wokalu, kiedy nie rozumiem słów, a że śpiewa się w języku twórcy to nie rozumiem. W dodatku dążenie do unowocześniania sprawia, że zamiast pięknych strojów i scenerii często artyści występują w dresach, szortach czy bikini, więc czuję się, jak na dyskotece w wiejskiej remizie, albo w smażalni frytek na plaży.
      To już chyba wolę muzykę klasyczną w filharmonii, ostatnio byłam na utworach Chopina w wykonaniu jakiegoś utalentowanego muzyka (oczywiście nazwisko wyleciało mi z głowy, więc jak się okazało nie zrobiło na mnie większego wrażenia. Natomiast miło wspominam koncert chopinowski w piwnicy przy Zamku w Warszawie, chyba dlatego, że był taki kameralny- ze dwadzieścia osób, a utwory znane nawet mnie (ignorantowi muzycznemu) z polonezem as-dur.

      Usuń
    4. 6 oper w trzy lata to imponujące. Gdy pytałam na angielskim przez wszystkie lata o ulubione rodzaje muzyki czy częstotliwość chodzenia do opery., nie zdarzyło mi się, żeby ktoś mówił o operze.
      Do mojego miasta często przyjeżdżała Opera Bytomska i obejrzałam parę przedstawień. Ale nie umiem wymienić wszystkich. Na pewno Madame Butterfly, bo to mnie zachwyciło i Carmen.
      Nawet jak śpiewają po polsku to i tak się nie rozumie, trzeba dobrze znać libretto. Z wyjazdowych to pamiętam sylwester w Łodzi u koleżanki, wtedy byłyśmy na operetce Offenbacha. Na koncerty różnych arii operetkowych i operowych to często chodziłam. A na Dniach Muzyki w moim mieście w naszym kościele często grano Bacha. Też robił ogromne wrażenie.
      Z okazji stuletniej rocznicy 11 Listopada byłam w Warszawie na bardzo uroczystym koncercie z muzyką naszych narodowych kompozytorów, Moniuszki Szymanowskiego Pendereckiego. To było niezwykłe. Muszę sprawdzić czy mam program.

      Usuń
  11. Nazwa kieleckiego chóru Echo skojarzyła mi się z kielecką gazetą codzienną "Echo Dnia". Coś z tym echem mają 😀.
    Rzeszowska filharmonia ma ponoć największą salę koncertową o najlepszej (ponoć) akustyce. Nic dziwnego, skoro zaprojektowały ją słynne warszawskie "Tygrysy" (zespół trzech architektów). Najpiękniejsze są w niej koncerty sylwestrowe i noworoczne oraz oratoria (przynajmniej według mnie).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Echo dnia za dawnych czasów było najpierw tylko popołudniówką, Słowo ludu było dziennikiem. Ale były czasy monopolu prasy. Echo dnia nadal działa. Mój brat pracował.
      Noworoczne koncerty w stylu wiedeńskim cieszą się teraz ogromnym powodzeniem. Do mojego miasta też przyjeżdżają 👏👍 Ja też lubię oratoria, ale nie wiem kiedy ostatnio oglądałam cokolwiek. W kościele chyba, mamy piękne organy i festiwal Dni Muzyki.

      Usuń
    2. U nas w czasie wakacji odbywa się festiwal organowy i koncerty organowe w katedrze. Bardzo lubię muzykę organową.

      Usuń
    3. A propos katedry - uwielbiam kielecką, jest piękna.

      Usuń
  12. Jakiś czas temu w panoramie Hamburga pojawił się nowy budynek: filharmonia zbudowana na jednym ze starych spichrzowych budynków. Elbphilharmonie przyciąga muzyków i melomanów z całego świata, do dyspzycji jest kilka sal a w przerwie można się raczyć winkiem z widokiem na port w Hamburgu. Zawsze zabieram tam wszystkich moich gości bo wejście na taras widokowy wokół budynku jest darmowy a widoki zacne.
    Zazdroszczę Ci trochę, ale tak pozytywnie, tak bogatego życia kulturalnego. Wiem ile dobrych emocji niesie słuchanie muzyki na żywo i bardzo się cieszę, że masz tyle okazji żeby tego doświadczać.
    Ja na wagary chodziłam na plażę albo na molo bo było najbliżej i najfajniej. Czasem jeździliśmy do Rewy, taka mieścinka niedaleko Gdyni, i tam był taki bar Piekiełko, w którym często przesiadywaliśmy. Albo do Gdańska jeździliśmy powłóczyć się po starówce, albo na molo do Brzeźna.
    A to zdjęcie, na którym zarządzasz fotografem powinno być zatytułowane "Dyrygowanie fotografem", wszak rzecz się działa w filharmonii 😃.
    Życzę Ci wielu fajnych przygód również w najbliższych dniach. Uściski, dobrej zabawy gdziekolwiek pójdziesz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ci Moniu za przemiłe słowa. Jesteś taka urocza w swoim sympatycznym i uprzejmym zachowaniu. Doceniam to bardzo i liczę na spotkanie w przyszłości.
      Rewitalizację starych budynków na współczesne potrzeby są modą która trafiła do nas z zachodu. W moim mieście w dawnym browarze jest Miejskie Centrum Kultury, zawiera dużo różnych sal na potrzeby Kultury. Widziałam Hamburg wirtualnie, jest niezwykły. W końcu okno na cały świat.
      Piekiełka to chyba była w dawnych czasach popularna nazwa na kafejki. Pamiętam jak w pewnym piekiełku na wakacjach kładłyśmy serwetkę na szklance tak owijając ją. Na serwetkę małą monetę i dotykałyśmy zapalonym papierosem, komu pierwsza spadła moneta, ten do wykonania miał jakieś zadanie. Najczęściej związane z jakimś przystojnym facetem 🤣, który był na sali.
      Tak mi się przypomniało, a propos 🤣

      Usuń
  13. Wysłałam moje rozmyślania do sekretariatu Świętokrzyskiej Filharmonii i taka miła odpowiedź.
    Szanowna Pani,
    serdecznie dziękujemy za przesłaną wiadomość oraz podzielenie się refleksjami po koncercie Przeboje Mistrzów. Jest nam bardzo miło, że wieczór w naszej Filharmonii okazał się dla Pani tak wyjątkowym i poruszającym przeżyciem.
    Dziękujemy również za udostępnienie linku do Pani bloga. Jeśli nie ma Pani nic przeciwko, chętnie podzielilibyśmy się Pani refleksją w naszych mediach społecznościowych.

    Mamy nadzieję, że jeszcze będziemy mieli okazję gościć Panią na naszych koncertach.

    W imieniu dyrekcji,

    Anita Gąska

    OdpowiedzUsuń