Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

Pepieux- la vie est belle.


      Co sprawia, ze w Pepieux powoli czuje się jak w domu? Coraz bardziej znam to miasteczko i jego mieszkancow. Mowimy sobie bon jour  z  pania ze Spar- naszego supermarketu i malzenstwem  z boulangerie, ponadto znamy wlascicieli baru i hotelu, sklepu komputerowego i poczty. Zaznajomilismy się z sąsiadami, Francuzami i Anglikami, odwiedzamy się i podlewamy sobie kwiatki w razie wyjazdu. Tu wszyscy mowia sobie bon jour lub bon soir, ale z osobami bliskimi dodaje się comment ca va? A jak ktoś nie powie bon jour, to wiadomo, ze obcy. W trasie rowerowej nad Kanalem Francuzi zawsze mowia Bon jour i merci , kiedy ustapi im się drogi, jadac  po stronie mniej wyjezdzonej. Rozpoznaje obcokrajowcow po wyglądzie i po tym, ze nie mowia bon jour, a ja teraz mowie wszystkim.

     Codziennie urządzam sobie wycieczki rowerowe, najpierw rano biegałam. Ale stwierdziłam, ze taki wysiłek jest niedobry dla mojego biodra.
Rano wybieram sobie krótsze trasy, tak żeby ok 11.30 być w domu. I to tez jest dla mnie taka codzienna radość, bo ja już znam te rejony i obserwuje codziennie, jak rosna winogrona. Zawsze cos sobie skubne z krzaczka. Sprawdzam odmiany po prostu. Niektóre pola maja informacje do kogo naleza i jaka odmiana tu rosnie. Robie tez dużo zdjęć, a oświetlenie jest inne do południa, lubie zdjęcia naszego miasteczka z roznych kierunkow. Zaznacza się wysoka wieza kościoła ,pare dawnych bogatych rezydencji  i nasz zamek, obecnie nadbudówkami otoczony. Rano jade najczescie  do Siran, wybierając rozne trasy wśród winnic, lub droga do Dolmen des Fades, kolo stadniny, albo zwykla ulica. Wracam zawsze wśród winnic, bo droga jest z góry i fajnie się jedzie. Rano tez jezdze do Azille, tam popatrze na zamek i kosciol,  i z powrotem. Nie mogę tu zapamietac jeszcze kierunkow, bo nie widze tego na mapie, jak w Polsce. Musze nabyc te wiedze. Bo tu często sa wiatry , a ja nie umiem powiedzieć, z której strony naprawdę wieja. Z Azille jest z gorki i tez fajnie się jedzie, wieje, czy nie wieje. Pamietam, ze z Olonzac i Jeziora Jourarres często trzeba pedalowac  pod wiatr i nic nie pomoga przerzutki.
              Moje popołudniowe trasy sa dluzsze, najczęściej jezdze nad Canal du Midi. Uwielbiam tam odpoczywać, patrzeć na plynaca wode i myslec sobie, tak o wszystkim. Najblizej od nas nad Canal to jest do Homps, ok 3 km. Ale te trase znam na pamięć, bo ona tez prowadzi do jeziora Jourarres. Ja wybieram inna trase, jade do Azille, a potem skrecam w lewo i polami sobie dojezdzam ok 1 km przed Homps. Trasa caly czas prowadzi z gorki ,co już jest wspaniale, zwłaszcza jak wieje trochę wiaterek. Potem wzdłuż Kanalu jest zawsze prosto i bezwietrznie. Na lampke wina zatrzymuje się w restaurant A la gouche, bo mi się bardziej podobają widoki stamtąd, bo tez jest a droit, ale tam jest trochę drożej. Chociaz  w tej „a droit „ z kolei  wlascicciel jest uroczy, znamy się już, bo byliśmy tam na kilku kolacjach ze znajomymi. W A la gouche tez jest mila obsluga, uwielbiam to ich „avec plaisir”.
Do Kanalu w Homps  dojezdzam tez z Olonzac, ale te trase tez już swietnie opanowałam, bo często jeździmy do Olonzac na zakupy.
Przez Azille pedaluje tez do La Redorte nad Kanal, wygodna trasa, tez z gorki, potem wzdłuż Kanalu, aleja wysadzano olbrzymimi platanami do Homps z powrotem, bo innej trasy do domu nie ma. Przypomnialo mi się, jak chcialysmy z Beatka kupic papierosy w Olonzac w czasie sjesty, powiedzieli nam, ze możemy kupic w Homps! A potem spod lady w jakims barze dostalysmy hiszpańskie za 6 euro.
Po południu tez jeździmy do Cessares, mijając stadninę koni i  piwnice winne. Tam zrobiłam piękne zdjęcia sredniowiecznym uliczkom, odpoczywamy chwile w lokalnym barze na rozdrożu z  posagowa Marianna, a potem jeszcze do Azillanet, gdzie lampke wina można wypic w cieniu monumentalnego kościoła, obok miejskiej studni. Stamtad do domu mogę wrocic na dwa sposoby, ta sama trasa, albo przez Beaufort i Olonzac i wybieram te druga, bo zawsze cos innego.
Dwa razy byłam już w La Livieniere, za wysoko, i musze rower prowadzic, ale z kolei nagroda jest powrotna droga, gdy zjezdza się z drugiej strony do Siran, a to już jak w domu.
Zawsze towarzysza mi winnice dookoła, odpoczywam na chwile i smakuje te rozne  „raisins” w domaines,  rozlozone u stop Montage Noir a z daleka majaczą Pireneje, albo wielkie slupy elektrowni wiatrowych.
Nie mogę się nadziwić urodzie tych malutkich miasteczek po drodze, bo ja jestem bardziej za architektura niż za natura.
Chociaz pisze glownie w pierwszej osobie, to chcialabym dodac, ze czesto jezdze z Kimem, szczegolnie popoludniami.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz