Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

niedziela, 14 lutego 2016

Mazury- cud natury cd. Z wizytą u córki.

7.02.2016.Coś mi się wydaje, że mój samochód za dużo pali, albo ma za mały bak. Powiem jak blondynka, że nie jestem przekonana, czy prawidłowo znam moc silnika i inne techniczne szczegóły, a nie chce mi się wstawać i sprawdzać w dowodzie rejestracyjnym. Każdy mówi, że to duży samochód? Nazwę ma wprawdzie kosmiczną i gwiazdorską, to może coś w tym jest, znaczy w mocy silnika.
Przejechałam się w weekend do Olsztyna, zatankowałam cały bak, aż się przelał i musiałam dokupić z powrotem  prawie przed domem, bo nie lubię jak mi się lampka pali.
Dawno już nie jechałam tą trasą/ 3 lata/ i z przyjemnością zobaczyłam drogi ekspresowe, obwodnicę Warszawy i różne stacje benzynowe, co 10 km średnio. Taka jestem stale zadziwiona pozytywnymi zmianami naszego kraju.  Jakbym hasło polityczne cytowała, hehe. Nazbyt dobrze pamiętam tamto nasze zacofanie z czasów mojej młodości.
Dominika kończy studia, za niedługo obrona i tak jej żal opuszczać Olsztyn.

 Ale zanim nastąpi ten moment, to jeszcze nowa olsztynianka przyjdzie na świat i na krótko zagości na Warmii.  Pojechałam dokonać ostatnich zakupów w związku z tym szczęśliwym wydarzeniem i sama też skorzystałam z ostatnich przecen. I seans filmowy też zaliczony. A tu już zawsze mam pełną radość, bo ekranów kilka i tyle filmów do wyboru. Zastanawiałyśmy się między Spotlight, Zjawa, Co ty wiesz o swoim dziadku, Moje córki krowy i jeszcze coś, a Pitbull. Wybrałyśmy Spotlight. Z uwielbieniem powtarzałam niekóre zasłyszane angielskie słówka z amerykąńskim akcentem, np Boston, catechizm,  archidiocese, cardinal Law, impact, handsome i fucking shitty priests. Widz przede mną postraszył mnie wezwaniem obsługi. A ja tak zawsze lubię komentować w kinie, żeby na koniec stwierdzić "Elvis has left the buliding",  a to juz uwielbiam odkąd wiem, kiedy stosować metaforycznie.
Dominika zabrała mnie w podróż swoją olsztyńską ścieżką. Zaczęłyśmy od Kortowa.


 10.02.2016 Piszę na raty ten post, bo  nie mam obecnie czasu na te literackie rozrywki.  Od ponad 10 lat nie pracowałam tak dużo i po całych dniach. Ale mam ogromną satysfakcję,  konto się wypełnia i widzę tylu zadowolonych ludzi wokół siebie. Jeśli tylko wygospodaruję wolną chwilę, to korzystam ją na sportowo i rozrywkowo. Wybieram się znowu do Dominiki  i może wtedy dokończę ten post. Idzie się po Kortowie jakby człowiek był na wakacjach, a nie w miasteczku uniwersyteckim i jeszcze jeziora dookoła.
Z Kopernikiem obowiązkowo. Koło zamku w Olsztynie.


I wszystko jasne.


To najlepszy studencki campus w Europie i nie ma w tym żadnej przesady.
To rozstawanie się Dominiki z Olsztynem przypominało mi końcówkę moich studiów. Ja na koniec przywiozłam sobie męża ze studiów i potem długie lata jeździłam w okolice mojego "miasteczka" na Nowym Mieście nad Wisłokiem, bo niedaleko mieszkali teściowie i rodzina męża. Mam nadzieję, że ona też  szybko wróci  do ukochanego Olsztyna.
Trochę rozmyślań.
Cos jakby Gajówka.

W galerii  warmińskiej, jakby nasza kielecka Korona, widziałam kasę do Teatru Jaracza, patrzę na repertuar, a tu W małym dworku, Tango, jakby się czas cofnął. Muszę iść na jakiś spektakl.
Nie mogłysmy sobie odmówic deseru u Grycanek. Kawa i lody znakomite, a moje bezy -boskie.
A obiad tez był obfity. Nawet piwo wypiłam, bo hospoda była czeska i bez piwa ani rusz. Staropramen Branik.
Wprawdzie na pierwszym planie frytki, ale obok  znakomite bramboraki i surówki. Zupy borowikowa i czosnkowa też były znakomite. A najlepszy był widok z okna. Lubię tak siedzieć i kontemplować. Dominika miala wołowinę z knedlikami chlebowymi. A to mi przypomina nasze słowackie wyjazdy na narty do Swidnika.


12.02.2016 jednodniowa wycieczka do Kielc na rozmowy w sprawie funduszy europejskich. Jest działanie, ktore możemy wpasować w naszą działalność. Lubię jeździć do Kielc, naszego Klerykowa. Przejść się ulicą tego znakomitego patrona to już rytuał.

A w głębi Kieleckie Centrum Kultury, gdzie walentynkowo spędziłam wieczor na koncercie hitów operetkowych. Ileż z tych Kielc mam miłych wspomnień. A koleżanki z Gratis, Politechniki, Iwonicza, przyjaźń bezcenna jak w reklamie.
19.02.2016.
Kontynuuję wspomnienia w moim  on-line pamiętniku. Dominika się obronila i moja kolejna wycieczka do Olsztyna okazala się wspanialą imprezą.
Z kolegami inzynierami na piatkę.

A ja tu wierny kibic. W końcu pierwszy inzynier w najbliższej rodzinie, bo my sami humaniści.

 Obrona była rano, zostalyśmy do końca z chlopakami i dyskusje na korytarzu trwały w najlepsze.
 Tak pamiętam moją obronę i,  ze wszyscy wtedy palili na korytarzach
 "Tam wre życie! Kipi, tryska!
W dymu chmurze tytoniowej
Myśli płoną tam ogniska,
Chlebuś piecze się duchowy;" A to z Boy`a i jego kawiarni. A moja impreza po obronie była 8 lipca.
Taką ikonkę znalazłam z NK. Ja w srodku  chuda blond Venus.

Zimno zrobiło się w Olsztynie i zapowiadany spacer po mieście skończył sie na dojściu do eleganckiej restauracji, gdzie uczciłysmy obronę Dominiki. Przypadkiem trafiłyśmy na popołudnie przed wernisażem czy po, wystawy Olsztyn w starej fotografii , bo autor zdjęć Jerzy Waluga był obecny i porozmawiayśmy trochę o życiu.
 On sam też absolwent dawnej Akademii Rolniczej w Olsztynie na kierunku rybactwo, kolega Wojciecha Kilara i ze wspomnieniami z Rzeszowa. Taki szczególny zbieg okoliczności.
Przed restauracją, a obok nomen omen Cafe Malta.

Toast tylko wodą mineralną.

Dominiki danie główne. Kaczka z dodatkami. Ja miałam gołabki z karpia, grillowaną kaszę mannę i coś z tatarakiem. Moja zupa selerowa z chrzanem tez była rewelacyjna. 

Dominika na starter wzięła podpłomyki. Dla niej to atrakcja, a dla mnie biedne dzieciństwo na Siennieńskiej.
Na deser poszłyśmy gdzie indziej. Pojechałysmy na tzw. plażę miejską, a tam lodowisko! Już mialam ochotę iść i wypożyczyć łyżwy, ale strasznie wiało i temperatura spadła do poniżej zera.  Przeszłyśmy się wzdłuż mola. W restauracji Plankton naprzeciwko jeziora ja spożyłam jabłko pieczone z bakaliami, doskonałe na trawienie, a Dominika sernik z kiwi i truskawką. Cafe latte tak zabrzmialo nostalgicznie w tym otoczeniu, bo widok za oknem przypominał mi Lantanę czy Boynton Beach na Florydzie. Taki bar, gdzie chodziłam z Misterem  kiedyś w dawnym  styczniu. Tez było pusto na wodach, a w barze pełno ludzi.
Restauracje nad jeziorem. Lodowisko za białymi sciankami.

 Wieczorem rozpusta intelektualna. Poprzednim razem widziałam repertuar Teatru Jaracza. Akurat 16-tego we wtorek grali  W małym dworku. I  ulubiona czysta forma stała się moim udziałem. Nigdy nie chciałam być praktyczna i zapobiegliwa. Nigdy w młodości nie czytałam pozytywizmu i wielkiego realizmu. Tak mnie nudziły. Ale przemawiał Witkacy, Gombrowicz i Tadeusz Miciński, Pawlikowska-Jasnorzewska, Wyspiański, tak oni mi odpowiadali. I co ja zrobiłam ze swoim życiem?
Teatr Jaracza wieczorem. Nie mialam się gdzie zatrzymać, ale trafiłam w koncu na parking za teatrem. Co to znaczy google location!

U Sewruka siedziałam w pierwszym rzędzie. Sztuka wróciła mnie do innej rzeczywistości, do Niemytych Dusz i Narkotyków:)) I powiem, ze ja budowniczy nadwiezdnych miast, szydzę z rozpaczy gasnących gwiazd. Chyba coś mam z głową, hehe.
Wieczorem do Dominiki przyszedł Oskar , jej genialny kolega z roku, ktorego znam z chorwackego erazmusa i zdjęć na FB. Namówił  Dominikę na studia  magisterskie na niemieckim uniwersytecie w Offenburg, z ktorym to miastem Olsztyn ma współpracę bliźniaczą i uniwersytecką. I to okazalo się doskonałą konkluzją dnia. Przynętę złapała. Studia po angielsku. Jakby się  jej ojciec cieszył, który też studiował w Niemczech, no, w NRD.
Miałam się spotkać ze smurffem, kolegą blogowym, ale jakoś tak zeszło. Może następnym razem.
I na koniec
Ale wrócę tu za niedługo. Trasę 380 km pokonuje się w najlepszym czasie 5,5 godziny. Ja jadę 6 godzin. Droga ekspresowa prawie na 2/3 trasy.
Nie mogłam nie zatrzymać się w Mławie i Modlin też jakoś tak działa historycznie. I nie koniecznie chodzi tu o lotnisko.
Pierwsza bitwa Armii Modlin w II wojnie swiatowej. Ja pamietam potem generała Sosabowskiego z filmu O jeden most za daleko. Swieciło niemiłosierne słońce.



12 komentarzy:

  1. Lubie Olsztyn, choc w nim nie studiowalam. Robilam tam tylko podyplomowki. Olsztyn to rzut beretem od mojej rodzimej miejscowosci. Kiedy jestem w Polsce jedziemy za kazdym razem z eM do siedziby naszego wojewodztwa. Na przeciwko Hospody, gdzie jadlyscie knedliki i te inne znajduje sie klubokawiarnia filmowa Awangarda Bis- moje ulubione miejsce w Olsztynie. Ide tam zawsze na super lody, kawe lub ciacho- takich lodow nie ma nawet we wloskich lodziarniach w Niemczech. Porcje sa niewielkie, ale przepyszne. Sporo sie w tej klubokawiarmi dzieje.
    To prawda, ze Polska robi sie ciekawa...Steffen Möller , ten z "M jak milosc" wydaje w Niemczech ksiazki o Polsce. Jedno z jego dziel nabylam "Viva Polonia" jestem w trakcie czytania. Troche sie z nas nabija, ale w bardzo pozytywnym sensie- zartuje sobie z nas. Jego wieczory autorskie sa tak pelne humoru, ze zachecaja publicznosc do odwiedzenia naszego kraju:))
    Wkleje Ci link z nim. Trudno mu powiedziec dlaczego akurat my- nasza mowa go zafascynowala. Mowil raz, ze podoba mu sie nasza autoironia.

    https://youtu.be/6NyLZnMgRJw

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kurcze i zapomnialam:) Gratulacje dla Dominiki!:))

      Usuń
    2. Bardzo lubiłam Steffena i w ogóle zawsze Niemców dzięki pierwszemu mężowi germaniscie. My i autoironia, to chyba mocno na wyrost?
      Ja w swojej w koncu Gajowce mam Niemcow pełno dookoła. Moze tam posiedzę z dzidziusiem, jesli lokator coś wiecej wyrementuje.

      Usuń
    3. Raz w pracy sprobowalam zasmiac sie z samej siebie i nagle wszyscy Niemcy zesztywnieli:)) Oni sie nie smieja sami z siebie. Za powaznie sami siebie na zewnatrz traktuja- mysle ze wizerunek zewnetrzny jest u nich baaardzo wazny. Nie naprowadza sie wiec innych na swoje wady. Z sasiada szybciej sie zasmieja, kolegi obok- ale sami na swoj temat nie zartuja:))

      Usuń
    4. I w temacie Olsztyna jeszcze, alez sie rozgadalam -ja pindziele. Kiedy zawitasz tam znowu i zdarzy Ci sie stanac kolo zapatrzonego przed siebie Kopernika to poglaszcz jego nos, prawdopodobnie przynosi to szczescie:))

      Usuń
    5. Głaszczę zawsze. Dominika mi mówiła. Mam inne zdjęcie, kiedy trzymam go za nos.

      Usuń
    6. A propos śmiania się z Niemców z samych siebie, to przypomina mi się dramat Niemcy i Willy Sonnenbruch, ktory coś mówił o bezwzglednym poszanowaniu siebie. Moze niezbyt odpowiedni przykład. Spotkałam kiedyś Niemcow z Getyngi i mówiłam im o polskim dramacie Niemcy . Byli bardzo zadziwieni.

      Usuń
    7. Oni unikaja tego typu tematow- tematow wojennych. bo kto lubi miec poczucie winy? To ciezki balast. Trzeba znalezc jednego winnego a u nich z reguly jest to ich owczesny wodz.
      proby rozmawiania na te tematy moga skonczyc sie dla rozmowcy bardzo niefajnie- po prostu beda sie od takiej osoby odsuwac.
      Po prostu sa bardzo niechetni na tego typu tematy. Oczywiscie ogolnie to ujmujac. Nie znaja swojej historii z punktu widzenia innych. Jedyni Zydzi, ktorzy w pewien sposob wymusili na nich przyznanie sie do "winy", poprzez stawianie przed sadem wszystkich , ktorzy w jakis sposob probowali zamazac, rozmydlic zbrodnie na tym narodzie. kazdy niepoprawny zwrot w gazecie, wypowiedziany przez jakigos celebryte, dyplomate byl zalatwiany pozwem sadowym.

      Usuń
  2. Przez krótki czas byłam związana z Olsztynem i nawet tam trochę pracowałam, a o mały włos nie zostałam na stałe. Mam sentyment i lubiłam, ale bardzo dawno nie byłam... Ode mnie to około 160 km.

    No właśnie - gdzie się podział Steffen Moller? Nawet ostatnio o nim myślałam, bo jak był ciągle na afiszu, tak nagle gdzieś przepadł. A on, proszę, książki pisze o Polsce! Fajny gość, lubiłam go.

    A Dominika bardzo ładna dziewczyna!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jesli tylko 160 km, to ja już na pewno cię kiedyś nawiedzę. Zboczę z trasy trochę. Również podoba mi się Olsztyn, odwiedzałam go od lat 80.bo mam rodzinę na Mazurach. Bardzo się zmienił na korzyść
      Ja też lubiłam Steffena, on naprawdę dużo wiedział o Polsce i tak fajnie mowił. Ma wracać program Europa da się lubić. Ciekawe jaką formę wymyslą.
      Dominika była gwiazdą rodzinną w dzieciństwie, cioteczka Jilly z Dynastii, nazywaliśmy ją. Stwierdzam z perspektywy, ze trochę błedow wychowawczych popełniałam. Ale wszystko się wyprostowało.
      Hugs to boys. Fajnie, ze tak sobie radzą po angielsku z tatą.

      Usuń
    2. Steffen ma mieszkanie w Wawie i wynajmuje mieszkanie w Berlinie. Tak opowiadal na jednym ze swoich spotkan autorskich. niemcy nie maja zwyczaju nabywania mieszkan prywatnie- z reguly wynajmuja. Jest zawieszony miedzy dwoma panstwami. Polska- Niemcy. ma sporo przyjaciol w Polsce , ale tez i w Niemczech. Mowil raz o tym programie " Europa da sie lubic" chwalil ze w Polsce sie program utrzymal a np.: w Niemczech nie, nie mial juz takiej ogladalnosci. Swiadczy to o zainteresowaniu Polakow obcymi kulturami.
      Nie wiem, moze sie powtorze i opowiem cos, co obejrzalam w owym zalinkowanym materiale. Steffen mowil, ze samemu mu trudno powiedziec dlaczego akurat jezyk polski stal sie dla niego jezykiem dogodnym do wyrazanie swego wnetrza. To chyba jakas tajemnica. Probowal jeszcze z rosyjskim, ale sie wycofal, to nie bylo to, tak samo mial z wloskim. Mieszkal nawet dwa lata we Wloszech. Nazywa Polakow Wlochami polnocy. Ten sam typ mentalnosci reprezentujemy z ta rozniaca, ze Wlosi od reki sa otwarci, gestykulujacy, gadatliwi, a Polacy najpierw trzymaja dystans ale jak lekko poskrobiesz to wychodzi ta cala serdecznosc, goscinnosc etc:))

      Usuń
  3. Widzę, że wszędzie już byłaś i szczerze mówiąc to nie wiem, gdzie mógłbym Cię jeszcze zaprowadzić, abyś zobaczyła coś ciekawego.
    Z ostatnich inwestycji na terenie miasta podoba mi się pomysł z Parkiem Centralnym i nową ulicą Obiegową, natomiast pomysł wprowadzenia linii tramwajowych oceniam krytycznie ponieważ tramwaje znacznie utrudniły ruch w obrębie centrum miasta, szczególnie na ul. Kościuszki.
    Może następnym razem uda nam się spotkać, czyli do zobaczenia :)

    OdpowiedzUsuń