Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

piątek, 17 czerwca 2016

Jak to z weselem było i inne rodzinne atrakcje.

15.06. Już od kilku dni planuję coś wreszcie napisać, bo stęskniłam się za pisaniem, a tu ciągle coś wypada. A tu mecz, lub przygotowania do zakończenia roku, albo spotkania towarzyskie, a tu film jakiś mnie wciągnął. Dziś Pluton np. Absorbują mnie i zawsze przykuwają uwagę  kultowe filmy o Wietnamie. Pamiętam wojnę w Wietnamie w relacjach naszych gazet i TV, też piosenkę Lecą bomby na nasz dom drukowaną w Na przełaj, napalm z Apokalipsy i masakrę w My Lai. Jako ledwie 10-letniej dziewczynce wojna w Wietnamie głęboko  zapadła mi w pamięci i przejęła do głębi. Lubię filmy wojenne. Oglądając je, oddaję hołd żołnierzom i ofiarom. Tak to sobie tłumaczę.
Ale od dziś miało być o wakacjach: W cytatach posłużę się Iwaszkiewiczem kontynuując moje wrażenia po wizycie w Stawisku.
A kiedy będzie lato i gorąco, z promieni się nam dzień utka
Rzeka niebieska mrugnie drwiąco, i błyśnie wiosło i łódka
A na chmurze różowej podpływa nasz Sandomierz

Serial o Ojcu Mateuszu rozsławił miasto znakomicie. Lokalne biznesy rozkwitły i moim kuzynom też świetnie się wiedzie.

Z Sandomierza pochodzą moi Rodzice i chętnie tam wracam odwiedzając Ciocię i moich kuzynów.
 Prawie wakacyjnie było na weselu mojej córki Magdy, a na pewno bardzo familijnie, jak to bywa na weselach.
  Mam nową rodzinę,  Mariusza i jego rodziców-Marię i Sławka i to jest najwspanialsza wiadomość. Mała Ewcia rośnie i jest ogromną pociechą rodziców, dziadków, wujków i cioć.

Patrz niebo jest takie niebieskie. Po niebie chmurki lecą, to jasne , to ciemne
Słońce co rano wstaje, co wieczór zapada. Świat będzie zawsze piękny, Ewciu i Matyldziu. I beze mnie.

Nigdzie się jeszcze nie wybieram, ale powtarzam za Iwaszkiewiczem takie przesłanie dla wnuczek.
 Ewcia i Matyldzia, dwie moje ślicznotki. Będą kiedyś przyjaciółkami i siostrami.
Ewcia już pilnuje siostrzyczki, żeby nie spadła z sofy. Jak kiedyś jej mama młodszej siostrzyczki.
Zjazdy rodzinne na weselach zawsze nasuwają mi na myśl Wesele Wyspiańskiego i lubię tak podkładać weselników w postaci dramatu, tak żartobliwie i asocjacyjnie.To mój ulubiony dramat i prawie znam na pamięć. Google też jest pomocne.
Mój brat byłby Dziennikarzem i Poetą w jednym ,  prowadzi rozmowy z Radczynią z Krakowa, z Gospodarzem, Czepcem i pięknymi paniami. Tak mu się snuje dramat groźny, szumny, posuwisty jak polonez...
Ze studencką koleżanką Bogusią- Radczynią z Krakowa. A mój brat, nomen omen, i poeta, i dziennikarz,
 Maryna i Zosia, chociaż tutaj już nie panienki, ale urocze w swojej młodości i zalotności niby druhenki. Przez pół drwiąco, przez pół serio bawią się galanterią.




A obrazek malowany bez skazek, farby swieże malowane, rysunek ogromnie prawdziwy, wszystko aż do ram idealne. Dominika i Justyna. W głębi Matyldzia z wujkiem Kubą z Rzeszowa.
Gospodyni i Gospodarz to naturalnie Marysia i Sławek.Najwspanialsi i gościnni.
Dramatyczne, bardzo pięknie -u nas wszystko dramatyczne,w wielkiej skali, niebotyczne -ale kto tam to zrozumi.. Każden ogień swój zapala, każden swoją świętość święci..
Państwo Młodzi dziękują Rodzicom. Nawet tak pod kolor się ubrałyśmy.


Nos to  Andrzej Tryba z Rzeszowa, chrzestny panny młodej- pod hasłem : znam, znam: e vviva l'arte,życie nasze nic niewarte: kult Bachusa i Astarte. Ha! trza znosić Fata, Los, konsekwentnie próżny trzos; o Wielkościach darmo śnić, trzeba żyć, trzeba żyć. Bonaparte, ten miał nos.
 Jasiek i Kasper to Mateusz, świeżo upieczony inżynier informatyki i Szymek  sandomierskiej proweniencji ze strony ojca, powiedzieliby:  Jasiek drużba, słuchaj bratku, co ci powiem na ostatku. Zgadnij co? Że te panny to nas chcom...a może tak one ino kpiom?

 Małgosia mogłaby być Marysią, której ukazuje się Widmo  dawnego narzeczonego i dla mnie to symboliczna tęsknota za niespełnionym. Czekałam cię długo, długo i nie doczekałam się.
Małgosia w białej kreacji, moja ukochana siostra cioteczna i chrzestna Madzi. Dwie siostrzyczki w środku, a takie niepodobne.Dominika ma coś ze mnie chyba. Cożeś ty taka wesoła, odgarnij se włosy z czoła.
 Karolina z Warszawy byłaby Haneczką
i powie Dominice:  musisz się wprzódy dość naszlochać, napłakać, zbeczeć razy wiele aże postawią cię w kościele, a potem możesz sobie kochać.
I nawet mała Isia- Zosieńka z dziadkiem i przyszywaną ciocią Jolą, wspaniale się bawiła.

  A ja jestem  poetycką Rachelą. Poeta mówi do mnie: Pani poezją przesiąkła. Ledwo parę słówek brząkła Muza pani- a już błyski od stóp głowy do nóżek. Po prostu Galatea. I taka rola jak najbardziej mi odpowiada. Chcę poetyczności dla was i chcę ją rozdmuchać.

  Czepcowa to właścicielka lokalu w Bałtowie. Wspaniale zarządzała i gospodarowała.

 I zaraz potem szczęśliwi Państwo Młodzi, już bez literackich skojarzeń matki, wyruszyli w podróż poślubną,
Serce do kochania radsze.
Toś już moja! Radość, szczęście!
Nie myślałem, że tak wiele.
Panna Młoda
Ano chciałeś, masz wesele.

a babcie zajęły się Ewcią. Dzieciątko nie zdążyło zatęsknić za Rodzicami, tyle rozrywek zapewniały troskliwe babcie.
Pierwszy raz na huśtawce.
Madzia z Mariuszem zwiedzali Kretę i sąsiednie wyspy.
Najbardziej spektakularne Santorini.
W takim raju moja córcia.

I takim sposobem w naszym nauczycielskim żywocie przepłynął kolejny rok szkolny, dosyć fortunny,  naprawdę pomyślny i optymistyczny.
 Lecą obłoki jak światłe łabędzie, na sinym niebie ta flotylla rajska, jak szczęście , które zawsze będzie, już dogonione i odgadnione.
16.06. Po zremisowanym meczu Polska-Niemcy wróciły nasze sny o potędze. Kocham piłkę nożną w czasie różnych mistrzostw i mam tyle wspomnień. Pisałam o tym w czerwcu tu - World Cup w moim życiu.
A tu Ewcia- najważniejszy kibic w ostrowieckiej Fan Zone.

A ja pojechałam do Gajówki i to pierwszy raz samochodem. Zeszło mi 8 godzin, bo niepotrzebnie podjechałam pod Łódź prawie, a potem przez Wrocław, zamiast obwodnicą. Nawet się nie zmęczyłam muszę przyznać. Dwa wypite redbulle i location map okazały się bardzo pomocne. Natychmiast Ewelina Royska się we mnie odezwała i zabrałam się do roboty.

Pomyłam  wszystkie okna i firanki,  i tak estetycznie w miarę możliwości przygotowałam sypialnię, halle i  pokój dzienny do zamieszkania przez najmłodsze rodzinne gwiazdeczki- Matyldzię i może Ewcię z mamami. Wyplewiłam grządki i na nowo posypałam korą. Poukładałam w szafach i na półkach. Wielomiesięczne kurze starłam, książki poskładałam, obrazki pozmieniałam i siadłam zadowolona na łóżku, albo leżałam na hamaku.
Zawsze podobał mi się ten dom, tylko nie byłam świadoma prowizoryczności tam dokonanej. Jako wakacyjna siedziba, wsparta na tęczy, co łączy świat z chmurą, wiąże zadumę gwiazdy i kaskadę nut. A w rzeczywistości to absolutna ruina nadal. Ale wolę tę chmurę różową i uprzejmie się pokłonię Pogórzu Izerskiemu i Kwisie, gdy podbiegnie pachnącą wodą.
Potem siedziałam,  jak kiedyś, w znowu otwartej restauracji naprzeciwko Ratusza w Mirsku,
Zanim podali placki po węgiersku, specialite de la maison.
obok mała  odnowiona fontanna, pieni się tu piana i pomyślałam, że pewnie szampana smak ma ta fontanna. Takie rozważania miałam kiedyś tylko we Włoszech. A teraz w Mirsku i koło mojej odnowionej in spe fontanny na Osiedlu 25-lecia. Tak to się relatywizm objawia.
To, co przeszło, to przeminęło. Od czasu przejrzystość wzięło- jest niczym. A stanie się- DZIEŁO.
Pojechałam do biura Agencji i Restrukturyzacji Rolnictwa w Lwówku i mam pewien pomysł na biznes z córkami. Lubię działać, bo w przeciwnym razie umieram, I wszystko składa się do tonu. Pełne obietnic i pacierza. Niby pogodny głos klaksonu w czerwcowe rano w Sandomierzu/ w gajówce/. Hehehe.
Kiedy byłam ostatnio w Muzeum Iwaszkiewicza , to pomyślałam, że może jakiś konkurs recytatorski z wierszy podróżniczych urządzę w mojej szkółce i dlatego teraz, żeby raz jeszcze pokazać jego przenikliwość,  wyszukiwałam  refleksyjne cytaty do mojego pamiętnika. A wracając do domu, zatrzymałam się nawet w Częstochowie! I tak sobie przemyślałam różne sprawy siedząc, powiem  bardzo patetycznie, przed Najświętszym Obrazem. Tak bardziej obrona Częstochowy w Potopie wracała mi w myślach. Taki mocny archetyp literacki. I 25 lat życia od czasów ostatniego Zlotu Młodzieży w 1991r. Byłyśmy tam z Madzią.
 I może już na koniec,  tak a propos, bo wszyscy pytają,  odpowiem:
Przeminęło. Zamknięte. Skończone  na wieki. Nie wstrzymuję tej wody. Odpływa , odchodzi.
Niechże bieży, gdzie giną wszystkie, wszystkie rzeki, Stary świat się pochylił, inny dzień się rodzi.
Taka ze mnie praktyczna osoba. Koń by się uśmiał.  Ale poezja i języki obce to moja pasja i da się żyć.
I już od dzisiaj  zaczynam ponad dwumiesięczne wakacje. Najpierw na Warmii i Mazurach u Dominiki,
potem Gajówka, dolnośląskie i lubuskie, i na pewno wtedy Praga i Saksonia, Serbowie Łużyccy w Budziszynie. A dziś w nocy Drezdno nie umrze! Mam ochotę na dawno niewidziane Bieszczady, może w drodze do rodzinki rzeszowskiej?  Słonecznych wakacji dla wszystkich!

10 komentarzy:

  1. przepiękny wpis :).WEsele było cudowne a te wiersze pomiędzy słowami to prawdziwa uczta dla czytających :).Pozdrawiam !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziekuję. Lubię się bawić poezją, szczególnie tą ukochaną. Parę godzin mi zeszło,zeby napisać te wpis. Ale była to bardzo przyjemna dysertacja, hehe. Na nowo czytałam Wesele, żeby sprawdzić, czy dobrze pamiętam cytaty i zbiór wierszy Iwaszkiewicza. Chciałam uczcić szczęście córki tak oryginalnie.

      Usuń
  2. Podoba mi się ten pomysł wykorzystania "Wesela" Wyspiańskiego :) Pomyślę o tym, jak mój syn będzie się żenił.

    OdpowiedzUsuń
  3. Bonjour Alicia
    Thank you for sharing these beautiful photos !
    Bon souvenir de Béziers
    xx
    Jacqueline

    OdpowiedzUsuń
  4. Udanych Wakacji i spelnienia 100% planu wakacyjnego:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najbardziej pasjonuje mnie Budziszyn ze swoją dwujęzycznością. Chcę to sprawdzić. O Serbołuzyczanach dowiedziałam sie już kiedy mialam 15 lat podczas swojego pierwszego pobytu w NRD- Cottbus. Z Olsztna do Krynicy jest 166km, a do Fromborka 104. Chyba tam pojedziemy, bo ciekawiej,i byłam tam na obozie harcerskim za młodu, a Krynica to cyrk. Zalew Wislany prawie jak morze, bo jest wlasciwie zatoką M. Baltyckiego przez cieśninę Pilawską, to fale też są jak pamiętam. I wody cieplejsze.
      Słonecznych wakacji dla Marii i jej rodziców! Anonimowo bo korzystam z córki laptopa. I już się nie loguję.

      Usuń
  5. Alu, WIESZCZU TY NASZ KOCHANY, pisz, pisz, pisz... Jesteś do tego stworzona. Cudownie jest się z Tobą spotkać i rozmawiać, ale cudownie się "Ciebie czyta" Dzięki, że wysłałaś mi ten link. Pozdrawiam Cię serdecznie i czekam na mam nadzieję szybkie spotkanie. Bożena

    OdpowiedzUsuń
  6. Skoro było wesele to pewnie są plany na podróż poślubną. Chyba, że wakacje na Krecie to podróż poślubna nowożeńców.
    Wpis bardzo mi się podoba zawsze lubiłam postać Racheli. Z tego, co wiem pierwowzór Racheli naśladował jej postać z Wesela w realnym życiu, co nie skończyło się dla tej osoby dobrze.
    Pozdrawiam serdecznie i udanych wakacji życzę, bo i ja wkrótce wybieram się na blogowe wakacje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A tu Ardiola z komputera córki.
      Dzięki Ivanko- brzmi conajmniej jak Ivanka Trump teraz.
      Tak, Kreta to była podróz poslubna.
      Wiem, ze Rachela to tragiczna postać. Nadmierne poetyzowanie nie sprzyja normalnemu zyciu. Wiem coś o tym.
      Udanych wakacji dla Ciebie i nie planuj wyjazdów do Ameryk PŁD. Chyba, ze na wakacje. ISIS nie taki straszny dla Europy.

      Usuń
    2. Ivana Trump to moja imienniczka; -) Nie planować przeniesienia się do Ameryki Południowej? Zawsze myślałam o przeniesieniu się do jednego z krajów Europy zachodniej, ale jak patrzę na fale emigrantów to trochę przystopowałam z planami. ;-)
      Ameryka łacińska i ewentualne przeniesienie to odległa perspektywa i trochę nie realna na dzisiejszy czas. Więc jeszcze długo z Wami zostanę.
      Pierwowzór Racheli z tego, co pamiętam nie miała talentu artystycznego a jednocześnie za bardzo wczuła się w postać fikcyjną z Wesela, co skończyło się dla niej niezbyt dobrze.
      Udanych wakacji. Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń