Moja lista blogów

wtorek, 14 kwietnia 2026

I znowu mam perłowe włosy.

 Siedzę w wiejskim domu pogrążona w różnych rodzinnych smutkach, ale walczę ze  słabościami, żeby znowu nie przyciągnąć jakiejś choroby.

Miło było patrzeć na Węgrów, gdy cieszyli się ze zwycięstwa nad Orbanem. Partia TISZA Petera Magyara, wprawdzie centroprawicowa, ale jest nadzieją narodu i jego powrotu do  uczciwego rozwoju. Dobrze, że dał pstryczka Trumpowi. Chyba nawet tak się nie cieszyli, gdy weszli do Unii Europejskiej. Taniec radosci przyszłego ministra zdrowia jest viralem na całym świecie Click. Przy okazji różnych filmików z  wyborczej nocy przypominano słynne przeboje węgierskiego rocka znanego w latach 70, które ja wtedy słuchałam jako prawie nastolatka.  Miałam nawet taką małą płytę z dużą dziurką zespołu Locomotiv GT

z ich dwoma najsłynniejszymi przebojami Ringased el  magad, który wymawialiśmy śpiewając "ringaszt ermagot" i  The world watchmaker. Cały świat wtedy  też śpiewał  wielki przebój zespołu Omega  Dziewczyna o perłowych włosach.

Pamiętam swoje zakłopotanie pamięci,  gdy zespół Scorpions zaczął być sławny w Polsce w latach 90. z przebojem Wind of  change, a oni też śpiewali Dziewczyna o perłowych włosach. Ja myślałam, że to jest dawny zespół węgierski Scorpio, który też znałam.😁 
A powiem jeszcze jeden dowcip, który krążył przez lata w naszym  osiedlowo-szkolnym towarzystwie.  Jedna koleżanka interesowała się  węgierskim rockiem i wymieniała  nazwy  zespołów, Locomotiv GT Omega, Scorpio, Illes ... a ja kończę ileż, ileż tych  sławnych zespołów w takim małym państwie?
O Węgrzech pisaliśmy  wcześniej i wspominaliśmy w komentarzach o pierwszych wyjazdach na Węgry w dawnych czasach i nie chcę się już powtarzać.  Nawet miałam tzw. penfrienda o nazwisku Vajda, który  przyjechał raz do Polski, ale imienia nie pamiętam.
Odwiedziłam  Miszkolc i  Tokaj  prawie 3 lata temu. Bardzo zaskoczyła mnie  bieda jaką tam widziałam, w porównaniu  np. z bardzo dobrze rozwiniętą Słowacją, która z kolei była zacofana we wcześniejszych czasach. Najbardziej widoczna w wąskich ulicach poza miastem, starych stacjach benzynowych i małych biednych sklepach.  I tak mi szkoda było tych Węgrów. Budapeszt inaczej się rozwijał. Na bogato.  Bardzo miło wspominam swoje kilkakrotne wizyty w tym pięknym mieście. Dwie córki moich koleżanek studiowały hungarystykę z językiem fińskim, bo to jedna grupa językowa. Jedna wyjechała do Finlandii, a druga jest w Warszawie. Zatrudnia się czasami jako tłumaczka. 
Córki jeździły kiedyś na kolonie letnie do Hajduszoboszlo. Planujemy razem wybrać się tam  we trzy rodziny, przypomnieć sobie te słynne baseny, ale nie wiem czy to dojdzie do skutku. To jest mój pomysł, ale one nie mogą się zebrać. Skończy się pewnie na wysłaniu kolejnego pokolenia na kolonie na Węgry.
I to by było na tyle w temacie Węgry. 
Coś optymistycznego na temat seniorek. Jedna moja koleżanka,  kilka lat starsza ode mnie została wdową. Po dwóch latach , gdy skończyła już71 lat,  sprzedała wszystko w swoim rodzinnym mieście województwa świętokrzyskiego, mieszkanie w bloku, garaż oraz piękny domek na wsi i wyprowadziła się aż do Szczecina Tam kupiła sobie nowe lokum. Pojechała za miłością, przemiłym człowiekiem, którego poznała  jeszcze w młodości, a on też został wdowcem.
Posłuchajmy starego przeboju Click
Lech Clickz pewnością wolałby posłuchać Franza Liszta czy Bele Bartoka👃

17 komentarzy:

  1. Węgierski - Fiński = jedna grupa językowa.
    Dość luźna to grupa bo oba języki mają podobno tylko jedno słowo wspólne (nie wiem które).
    Oba niepodobne do żadnego innego języka, ja tylko pamiętam, że dziękuję w obu językach zaczyna się na K -- kesenem/kiitos.
    Klik z przebojem chyba nie działa więc nie skomentuję. Jeśli chodzi o węgierskich kompozytorów to dodam jeszcze Ligeti - wystąpiłem osobiście w wykonaniu jego utworu - Poemat Symfoniczny na 100 metronomów - moja rola - dostarczyć metronom. Wykonanie tutaj ==> https://www.youtube.com/watch?v=xmhukNtQQ4o

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Ligeti nie słyszałam. Poemat sprawdzę wieczorem na laptopie.
      Język węgierski to jest dopiero ciekawostka w Europie. Zostawili go Hunowie, którzy przybyli z Azji środkowej i tam się kiedyś osiedlili na żyznych stepach naddunajskich.
      Jest to grupa ugrofińska jeszcze należą tam języki uralskie i estoński. Z językoznawstwa miałam kiedyś 5 i był to mój konik na studiach. Nawet dużo pamiętam. Pisałam pracę magisterską z językoznawstwa. Są to języki tak zwane aglutynacyjne, czyli gramatykę tworzy się przez dodawanie przyrostków i dlatego wyrazy są długie. Mają bardzo dużo przypadków.
      Ja też pamiętałam tylko Dziękuję z węgierskiego 😃

      Usuń
  2. Co za romantyczna historia na koniec!
    Przeboje , o których piszesz, to był must have każdej prywatki!
    Minister od zdrowia dał dobry przykład, bo już niemłody, a jak tańczy!
    Trzymaj się ciepło, my wycieczkujemy w bliższe rejony, od maja wybywamy dalej...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, historia jest wspaniała, a koleżanka bardzo szczęśliwa. A ja byłam świadkiem narodzin tej relacji, bo ona pojechała na przyjęcie rodzinne do Szczecina i tam się spotkali po latach. Wszystko mi opowiadała następnego dnia ♥️♥️♥️
      Ja też dzisiaj wybrałam się w bliższą podróż, bo dokładnie 38 km od mojej wsi na blogerskie spotkanie. Szczegóły potem 🤔

      Usuń
  3. Alicjo, nie sposób oprzeć się wrażeniu, iż otaczasz się bardzo ciekawymi ludźmi! Co w sumie nie dziwi, bo swój do swojego ciągnie, jak świat długi i szeroki.
    Zawsze podziwiałam ludzi takich jak córki Twoich koleżanek – mających nietypową pasję i podążających w jej kierunku, nawet jeśli inni usilnie próbują im wmówić, że to źle obrana droga. Znam wiele osób, które studiowały romanistykę i anglistykę, ale nie hungarystykę! Bardzo oryginalny kierunek.

    Wychodzi ze mnie stara romantyczka, bo historie takie jak ta Twojej znajomej emerytki-wdowy rozczulają moje zlodowaciałe serce ;) Mam w swoim środowisku parę, która dopiero po długich latach (i wielu życiowych perypetiach) zeszła się i bardzo im kibicuję. Fajnie, że odważyli się wziąć życie za rogi! :)

    Miłego dnia Ci życzę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witaj z powrotem w klubie ♥️🥂Dziękuję, dzień nawet był bardzo miły dla mnie i spędzony w towarzystwie naszej wspólnej blogowej koleżanki ♥️ Opiszę to wkrótce 👍👏
      Hungarystyka to studiowanie dla pasji. Córka koleżanki spędziła dwa semestry w Budapeszcie, ale potem z pracą było już gorzej. Ta druga bardziej poświęciła się fińskiemu, z kolei na erasmusie była w Finlandii i dlatego potem tam została.
      Różne są historie miłosne. Moja też wydawała się niezwykła na początku. Też mi wszyscy kibicowali. Może trochę z żalu to przyznaję.
      Koleżanka w Szczecinie mnie zaprasza, to wkrótce może się tam wybiorę ♥️ to przyjemność patrzeć na szczęśliwych ludzi.
      Pozdrowienia tymczasem z dolnośląskiego.

      Usuń
    2. Dziękuję za miłe słowa :)
      Nasza wspólna znajoma blogowa? Wzbudziłaś moje zainteresowanie! Chyba nawet wiem, o której mówisz :)

      Usuń
  4. Także bardzo mnie cieszy zmiana na Węgrzech. Mam nadzieję, że będzie zaraźliwa. Mam serdecznie dość autokratów i despotyzmu.
    Mam nadzieję, że poza realizacją atrakcyjnych podróży, uda Ci się także uzdrowić, w każdym sensie, to co dokucza Ci w najbliższym otoczeniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za dobre słowo, już dzisiaj miałam krótką atrakcyjną podróż 👍👏 opiszę krótko, gdy inwencja się pojawi.
      Uzdrowienie sytuacji pewnie będzie bolesne.

      Usuń
  5. "Dziewczyna" dziewczyną, ale moją ulubioną płytą Omegi była i jest zawsze "Elo", zwana też "Czwórką" w charakterystycznej metalowej /aluminiowej/ obwolucie, bo i muzyka jest na niej metalowa, jak na ówczesne standardy, choć nazwa "metal" jeszcze wtedy nie istniała w muzycznej terminologii... zaczyna się ostro: "Hűtlen barátok", a kończy rewelacyjnym "Varázslatos, fehér kő"... katowałem tą płytę do deda, na zmianę z Led Zeppelin "IV" i Deep Purple "Machine Head"... potem trafiłem na Black Sabbath i Budgie, stało się wtedy jasne, że Hard&Heavy to jest MOJA Muza, Duża i Prawdziwa... rzecz jasna nieco zaliczonych koncertów Omegi, w Warszawie i w Budapeszcie... a do tego włosy: jako rasowy fan nosiłem się jak Janos Kobor, a dziewuchy miały wiecznie mokro, bo o to przecież chodziło...
    co do polityki jestem zadowolony z wyników tamtejszych wyborów... tak jak po przegranej pis-u w Polsce można było śmiało powiedzieć, że skończył się neokomunizm, to teraz można to powtórzyć o Węgrzech... tylko nie psujmy sobie humorów pytaniem "ciekawe, na jak długo?"... trzeba myśleć pozytywnie... myślmy, że neokomunizm nie wróci, wtedy faktycznie nie wróci...
    zaś wracając do węgierskiej muzy to jeszcze General, Dynamit, Ocean, Mini, Kathago, oraz rzecz jasna dupeczki: Zsuzsa Koncs, Sarolta Zalatnay, Kati Kovacs, Magdi Bodi, a także Ilona Staller... ta ostatnia co prawda bardziej kojarzy się z Włochami jako znakomita aktorka i posłanka na tamtejszy Sejm, ale jest Wegierką z pochodzenia...
    p.jzns :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak dokładnie to nie pamiętam, znaczy nie znałam. Ale Zsuzsę Koncs kojarzę. Budgie też lubiłam. Nawet moja córka rozpaczała po śmierci lidera Black Sabbath 🤔 cała rodzina słuchała.

      Usuń
    2. ...i dziękuję za przypomnienie historii twoich zainteresowań muzycznych 👍👏♥️

      Usuń
  6. Perłowe włosy są super! Budapeszt zapamiętany z dawnych, młodzieńczych podróży jako jedna z nielicznych dostępnych "zagranic" też jest super!
    Cieszę się razem z Bratankami:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Budapeszt wtedy był prawie jak Wiedeń 😃 w końcu dawne Imperium Austro-Węgry.
      Gdy przyjechałam pierwszy raz w 1979 byłam zaszokowana wystawami sklepowymi. To najbardziej pamiętam 😃 oraz imprezy w klubach studenckich. Lepsze w Warszawie czy Krakowie gdzie bywałam.

      Usuń
  7. Gdy w 2014 i w 2015 roku jeszcze gdy byłam przed "Zaczarowaną Krainą" jak żegnałam się jakbym przewidziała prosząc o dzień wolnego jak byłam wolontariuszką to byłam wtedy wolontariuszką w przedszkolu jak i jeden chłopczyk spytał się mnie "Czemu wyjeżdżasz i dokąd?" to ja mu odpowiedziałam, że "Daleko." a on do mnie "Pewnie do Hajduszoboszlo". Pamiętam jak dziś tego przedszkolaka wtedy. Na nazwisko miał "Zając" he he he :) Dobre to było. Kiedyś nie było ustawy Kamilkowej jak i łatwiej było o wolontariat np w przedszkolu czy przy osobach z autyzmem albo w hospicjum.
    Nazwa "Hajduszoboszlo" kojarzy mi się właśnie z tym czasem zanim trafiłam do "Zaczarowanej Krainy"...
    Nie wiem czemu ale dziś chciałabym wrócić na wolontariat bo mam mnóstwo wolnego czasu ale mam puchnące stopy cukrzyka po każdym wyjściu z domu. Na 27 kwietnia mam niby jechać by odwiedzić znachora z Oławy. Nagram o nim film i wstawię na mój kanał.

    OdpowiedzUsuń
  8. Czyli Hajduszo ci się dobrze kojarzy ♥️
    Najwięcej pracy to jest chyba przy ludziach starszych. Oni naprawdę potrzebują pomocy i ich rodziny.
    Stopy cukrzyka to poważna sprawa. Znachor to chyba nie jest najlepsza pomoc. Chyba, że byłby to Jerzy Bińczycki. Zrobisz jak uważasz♥️

    OdpowiedzUsuń
  9. Mam nadzieję, że palma mu nie odbija.

    OdpowiedzUsuń