Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

niedziela, 23 października 2011

Vide greniere w Homps .


Vide greniere w Homps
Vide greniere to instytucja we Francji, takie mam wrażenie po obejrzeniu kilku tych targowisk w mojej okolicy. W tamtą niedzielę w Narbonne, dzisiaj w Homps, w wakacje tez zaliczyłam kilka, kiedyś wcześniej w Beziers,zawsze w pełnym zachwycie nad różnorodnością towarów, pomysłowością sprzedających i charytatywnym aspektem imprezy To też bogactwo kultury materialnej tej części kraju, tak myślę.
Dzisiaj w Homps,  wzdłuż Kanału du Midi tuz obok ornamentacyjnych mosteczków  rozsiadły się stragany ze starociami , tragarze oblegali  też  przyległe  placyki oraz wąskie uliczki prowadzące   w głąb miasteczka.   Czego tam nie było?  Uliczne targowiska przepełnione obfitością wszystkiego, o czym sobie zażyczysz, to prawdziwe święto handlu tu, na południu Francji.
 Dla mnie to  najpiękniejszy, nostalgiczny spacer przez całe moje życie, którego nie spędziłam z moim obecnym mężem. Teraz wędrówka wzdłuż straganów wynagradza nam te lata spędzone oddzielnie. Oglądanie płyt analogowych i wspominanie swoich marzeń. „ Gdybym w latach 70. miała płytę The Beatles! Czy znałam wtedy The Doors? Czy słyszałam o Woodstocku?” A ja go uczę piosenki francuskiej, przypominam Jaquesa Brela, Joe Dassina i Aznavoura i Maladie d`amour.

Kim to amerykański „hippie” i Szkot wg niego . Dostrzegł gdzieś angielskie gazety z lat 80., szuka jakiejś daty z przejęciem opowiadając, co się wtedy działo w Szkocji, gdzie wówczas  mieszkał. Zamienia się w chłopca, którego nie znałam, emocjonuje się wybieraniem modeli gitar, scyzoryków, samochodzików  i Harley’ów, którymi kiedyś jeździł po Ameryce, taki „easy rider born to be wild”. Scyzoryk w epoce komórek to pierwotny luksus, Kim sięga po niego od czasu do czasu, coś otwiera, popatrzy na niego, sprawdzi czynności. Na moment jest sobą i małym chłopcem. Tylko wtajemniczeni wiedza o co chodzi.
Ja znajduję szklane kule pogrążone we wspomnieniach, Carcassonne, wieża Eiffla i aniołek. Szklane kule spoczywają gdzieś w zapomnieniu, wydają się teraz takie tandetne, a dawały tyle szczęścia w dzieciństwie, przenosiły w inny świat. Ile tych zwiewnych, melancholijnych płatków pamięci znajdujemy na stołach straganiarzy?
 Figurki Wenecji na wodzie, domków angielskich, francuskich katedr, hiszpańskich tancerek, Sagrady Familia i innych recuerdos, Koloseum, sycylijska karoca, ozdobne laleczki  z całego świata,  muszelkowe ramki, porcelana Wedgwood, pudełeczka, wachlarze, piękne popielniczki, które nie służą już dawno papierosom, boginie i nimfy, obrusiki i serwetki , narzuty, koce, firanki i zasłonki , dywaniki i chodniczki oraz całe mnóstwo  książek.
 Meble dumnie pokazują swoja dawną urodę,  francuskie, wytworne etażerki i toaletki, stoliki o oryginalnych nóżkach, kredensy, fotele i krzesła, wyplatane, wyściełane, piękne w zakonserwowanej urodzie.
 A to wszystko przenosi nas w nasze intymne odległe wspomnienia, których nie wymazał przepływający czas.  Mnie to wszystko przypomina tylko filmy kiedyś widziane, bo w dzieciństwie nie miałam takich uroczych drobiazgów w domu . Kimowi domy , w których kiedyś mieszkał lub bywał. On lubuje się w takich staroświeckich  precjozach i bibelotach.
 Krążymy między straganami bez końca, nie ma się gdzie śpieszyć. Impreza jest organizowana przez miejscową szkołę, wesoły bar zaprasza na lokalne wyroby, oczywiście wino, pasztety, wedlina i dobry chleb, jest też coś na gorąco i mnóstwo gateaux z cafe au lait.
A to armagnac, brandy o wiejskim charakterze, usypia doskonale.
Kim uparcie wraca do straganów z narzędziami różnorakimi. Ja w końcu kupuję dwa kubki, jeden z Toronto a drugi z Roman Bath, dwie greckie filiżanki,
 ozdobny talerzyk na oliwki, szklaną kulę z Carcassonne, pamiątkę z LLoret del Mar, trzy rodzaje firanek o pięknym kolorze, obrusik prowansalski parę zapachów i kilka książek, min Les fleurs du Mal i wspomnienia o Jaques Brelu/ gdybym to miała w latach 70-tych!/. Zaprzyjaźniłam się z bukinistką i dołożyła mi parę książek gratis, a w ogóle były po 1 euro. Mamy się spotkać, wielbiciele książek zawsze się dogadują.
To był kolejny piękny dzień, o wypitych potem kieliszkach wina i smacznej kolacji już nie wspomnę.

2 komentarze:

  1. Piękne pamiątki.Jak się cieszę, że do Ciebie trafiłam! To, co znam z książek.Ola z Krakowa.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuje i odezwij sie do mnie na maila. A ja zaraz wyslę linka do mojego kolegi z Polski, bo mi o nim przypomniałas, w jego domu zawsze się czulam, jak w sklepie u Wokulskiego, Czego tam nie było?!
    Andrzej, odezwij się!

    OdpowiedzUsuń