Tutaj

Tutaj
Tu, gdzie przed 20 laty zaczęła się moja przygoda z UK.

sobota, 29 października 2011

Les marrons et les citrouilles ou les courges.

 I winko do kompletu.
A tu ładna kołyska dla małych duszków. Halloweenowych, I mean.
 A dzisiaj na dworze bardzo zimno, 15 stopni, i nie ma slońca. W domu jeszcze nie grzejemy. Miałam iść do kina, bo dzisiaj przegląd filmów Manuela Poireriera, a w naszym miasteczku zrobili jego festiwal! Ale córki pozjeżdżały do domu polskiego  i mam do nich dzwonić.Może na seans o 20.30.
Kominek został zainagurowany korzeniami z winnic, tyle było wszędzie  tych starych krzaków  do kupienia, prawie za darmo. Caly garaż mamy tym wyłożony.
A może tak kasztany? U nas w domu, to Kim jest szefem w kuchni, ja to small helper only. On kasztanow nie umie piec.Jedlismy parę razy na straganach, nie mają szczególnego smaku, ale lubię zapach ich pieczenia.
Ja mam  w pamięci historie wyczytaną gdzieś chyba z Siesickiej, jak bohaterka chciala piec normalne kasztany i strzelaly jak kule.
Ja nie przepadam za tym smakołykiem, ale to takie francuskie dla mnie. I ta słynna fraza o kasztanach z Placu Pigalle, ale to chyba chodziło o te " normalne", nie do jedzenia ?
Kim zrobił przysmak amerykański, squash soup i pieczoną fasolę.
Ten ogień daje tyle ciepła, bardziej metaforycznego. Ja to blokowa mieszkanka, cieszę się tu ze wszystkiego.
A  w sobotę rano, jak zwykle zajmowałam się sprzątaniem. Ale zakupy zrobiliśmy wczoraj. Taka się czułam domestic.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz